Znacie te historie, które kończą się puentą, że za siedmioma górami, za siedmioma lasami był piękny związek, a później pojawiła się ta trzecia osoba i wszystko się posypało?

Pewnie, że znacie – jeśli nie z doświadczenia, to chociaż ze słyszenia, kiedy koleżanka z miną zbesztanego psiaka tłumaczyła, że to przez jego byłą, która nie dawała mu spokoju albo kiedy kumpel wypił o jednego szota za dużo i mówił, że gdyby Mariolka nie spotkała jakiegoś lokalnego Casanovy to wciąż byliby razem.

Wiem, że tracenie innej osoby jest tak samo łatwe, co picie herbatki w chwili, kiedy jest się rozrywanym od środka przez granat. Tylko że wmawianie sobie, że przyczyna tkwi w tym, że twój partnerk/ka spotkał kogoś nowego jest życiem w wielkiej iluzji.

Coś ci wyjaśnię – za związek i jego trwanie są odpowiedzialne tylko osoby, które ze sobą są. Nie ich rodzice, nie przyjaciele, nie ksiądz, nie laska z najzgrabniejszymi nogami na imprezie, ani nie model z klatą jak u Kita Harringtona poznany w delegacji.

Twierdzenie, że gdyby nie jakaś przypadkowa osoba to wciąż bylibyście razem jest jak mówienie, że okazja czyni złodzieja. To tak nie działa. Złodzieja tworzy decyzja. O uczciwości nie świadczy brak okazji do bycia nieuczciwym, ale wybór. Możesz pójść z kumplem na lunch, zwinąć kluczyki od jego Audi i ukraść, ale tego nie robisz. Możesz pójść do Żabki, znokautować ekspedientkę i wziąć zawartość kasy dla siebie, ale tego nie robisz. Możesz pójść na domówkę i wynieść z niej jakieś cenne drobiazgi właściwie nie ryzykując złapania, ale tego nie robisz. Masz okazje, ale nie kradniesz i właśnie dlatego nie jesteś złodziejem.

To samo dotyczy zdrady. Są osoby, do których podejdzie wcielenie atrakcyjności, a one nic z tym dalej nie zrobią. Być może pomyślą, że ta osoba jest seksowna, może zwizualizują sobie seks z nią, ale nie przekroczą granicy, po której rozmowa staje się dobijaniem targu. Okazja to nie wszystko. Tu chodzi o świadomy wybór, bo nawet majtkom z pękniętą gumką trzeba pomóc, żeby przed kimś spadły. A jeśli te majtki spadają to trzecia osoba jest tylko statystą, pretekstem, kimś, kto pojawił się w dobrym miejscu o właściwym czasie.

Wiesz kiedy ludzie podejmują takie decyzje?

Kiedy ich relacje są nic nie warte. Kiedy nie ma w nich czego bronić. Kiedy obietnica, że “może tym razem będzie inaczej” jest wystarczająca, żeby zapomnieć o wszystkim, co mówiło się drugiej osobie. 

Kiedy zdarzało mi się poznawać zajęte kobiety, to nie mówiły one: „Och, jaki jesteś wspaniały!”. Tak mówią singielki. Zajęte kobiety mówią:
– Jesteś inny, niż mój facet. Z tobą tak dobrze się rozmawia. Przy tobie czuję się kobieco.

W takich rozmowach nie chodziło o to, że w ich życiu pojawił się ktoś inny, ale o to, czego im brakowało. Ich związki zaczęły się od wielkich oczekiwań, ale jedyne co w nich zbudowano to fasadę szczęścia, za którą ciągną się hektary rozczarowań: poczucie osamotnienia, brak zaangażowania, posiadania gdzieś cudzych potrzeb i zasieki zrobione z ograniczeń i przyzwyczajeń. Za taką fasadą nie ma miejsca, żeby żyć – jest tylko pustka, która czeka na wypełnienie. Smutny, powtarzalny schemat wyszywany nudą i przygnębiającym przeczuciem, że wszystko, co dobre w ich życiu już się skończyło.

Kiedyś myślałem, że ludzie nie szukają szczęścia poza związkiem, kiedy nic im nie brakuje w ich relacji. Później zrozumiałem, że nie ma relacji, w których można zaspokoić swoje wszystkie potrzeby. Zawsze wybiera się coś, kosztem czegoś innego. Otwiera się jedne drzwi ze świadomością, że robiąc to, też coś się traci. Osoby, które nie zdradzają różni to, że wiedzą, że to co zyskały jest dużo bardziej wartościowe, niż to, co straciły. Że może w swoim związku już nie przeżywają tak intensywnych emocji, ale zyskały coś, co jest trudniejsze do osiągnięcia – to, co razem wypracowali, a co nie brzmi porywająco, ale jest esencją relacji dłuższych niż trzy lata:

  • wsparcie
  • możliwość bycia przy kimś całkowicie sobą
  • to że nie jest się ocenianym
  • poczucie bycia akceptowanym, szanowanym i atrakcyjnym
  • wspólny gust
  • wiedza kiedy ktoś ma ochotę na herbatę, a kiedy chce zostać sam.

Generalnie chodzi o więź – unikalną przestrzeń, której nie da się dzielić z kimś innym i którą buduje się latami. Przy niej wszystkie motylki w brzuchu wypadają blado, bo jest łatwiej o namiętny romans, niż o piekny związek, w którym można się rozwijać, a jednocześnie nie podusić wzajemnymi oczekiwaniami ani nie wydzierać sobie nawzajem szczęścia jak za krótkiej kołderki.

Dlatego dobry związek nie jest wtedy, kiedy ktoś siedzi zamknięty w stumetrowej wieży strzeżonej jak Alcatraz i nie zdradza, bo nie ma do tego okazji. Dobry związek jest wtedy, kiedy ktoś ma okazje, żeby zdradzić, ale tego nie robi, bo ma świadomość, że ta relacja jest warta więcej, niż kilka nocy połączonych ze zdzieraniem pończoch w hotelowym pokoju.

I dopóki obie osoby, które ze sobą są, nie będą mieć takiej świadomości, to żadne zakazy, groźby i cele w stumetrowych wieżach nic nie dadzą.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 400 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.

 

Tylko w przedsprzedaży (9.09-8.10) każda książka jest sprzedawana z autografem i z darmową wysyłką!