Przeżyj wszystko! Czyli czy warto mieć dzieci?

Przeżyj wszystko! Czyli czy warto mieć dzieci?

Tomek Michniewicz to podróżnik, wyjątkowo sprawny reportażysta i jednocześnie osoba, którą cenię. Pierwszą jego książką, którą przeczytałem, było „Swoją drogą” – opis trzech podróży, w które pojechał z ważnymi dla siebie osobami: przyjacielem, żoną i ojcem. W jej treści opisy miejsc i ludzi, przeplatały się z osobistymi wątpliwościami, których rdzeniem było pytanie: „Czy powinienem zostać ojcem? Czy to odpowiedni czas? Jak pogodzić ciągłe podróżowanie z byciem wzorem dla dziecka?”.

Podczas czytania: „Swoją drogą” nie miałem jeszcze dzieci. Wizja trzymania 50% moich genów, za małą, lepką i słodką łapkę ledwie majaczyło na horyzoncie, ale i tak te pytania mocno ze mną rezonowały. Wiedziałem, jaka byłaby moja odpowiedź.

Dzisiaj mam dwójkę dzieci. To jeszcze małe brzdące w być może najgorszej fazie rozwoju, ale moja odpowiedź się nie zmieniła.

Widzisz, z potomstwem jest taka śmieszna sprawa, że ludzie, którzy nie mają dzieci, ale trochę by chcieli, a trochę się boją, zadają zawsze te same pytania: Czy posiadanie dzieci nie sprawia, że wpada się w rutynę? Czy to nie jest ciężkie? Czy wtedy kariera nie odchodzi na dalszy plan?

Czy posiadanie dzieci nie wiąże się z rutyną?

Na pewno wiąże się ze zmianami. Wakacje stają się rzadsze. Godzinny odcinek serialu rozbija się czasem na trzy wieczory. Wychodzenie na miasto to już nie jest spokojny chillout. To wszystko prawda. Warto jednak pamiętać, że rutyną może stać się wszystko: podróżowanie, poznawanie dziesiątek kobiet, zarabianie pieniędzy, zarządzanie firmami. Każdy cykl czynności, który sprawia, że patrzysz wtedy wstecz na rok 2018 i 2017 i widzisz, że robiłeś dokładnie to samo.

Znam wiele osób, które powiedzą: „Ok, ale przyznasz, że jednak lepiej jak twoją rutyną jest pracowanie z widokiem na ocean, niż chodzenie do korpo”. Otóż, nie przyznam. Znam ludzi, którzy wyjechali pracować zdalnie mając pod nosem ocean, a którym tak on zbrzydł, że specjalnie zostawali w domach. Kiedy skakałem na bungee było to dla mnie ekscytujące doświadczenie, ale widziałem przy nich pracowników, którzy świątek piątek wjeżdżają tym samym dźwigiem na wysokość dziewięćdziesięciu metrów, zjeżdżają i znów wjeżdżają. W ich oczach widziałem dużo, ale ekscytacji tam nie było. Niektórzy z moich znajomych mają pracę marzeń, szkolą z umiejętności miękkich zarabiając w weekend zdecydowanie więcej, niż statystyczny Polak przez miesiąc, a im już nie chce się otwierać gęby do tych ludzi.

Można powiedzieć, że to kwestia źle dobranego zawodu. Ja jednak mówię, że to brak ruchu, wymiany, moczenia się w sosie własnym – taki sam, jak ten, który sprawia że sadzawka zaczyna cuchnąć. To samo może zdarzyć się kiedy ma się dzieci, bo wymagają one potwornego zaangażowania. Tylko że nie jest to przesłanka do tego, żeby ich nie mieć, ale do tego, żeby uważnie patrzeć czy nie zamieniasz się w taką cuchnącą sadzawkę, w której nikt nie wymienia wody.

Czy posiadanie dzieci jest ciężkie?

Powiem tak, mając osiemnaście lat myślałem, że ciężkie jest zdanie egzaminu na prawo jazdy. Później, że ciężka jest matura. Na studiach zorientowałem się, matura to pikuś, bo pierwszy większy egzamin bywa trudniejszy (jak ja się stresowałem przed tą Historią państwa i prawa!). Dzisiaj uważam, że ciężkie jest usypianie dziecka podczas przechodzenia jelitówki.

Jednym zdaniem: wakacje na Malediwach to to nie są.

Tylko trzeba pamiętać, że każda decyzja wiąże się z kosztami. Decyzje o nie posiadaniu dzieci czy partnera także, bo dzisiaj może jest ekstra wsiąść w samolot i polecieć do Hiszpanii nie martwiąc się, że trzeba komuś zmienić pieluchę, ale czy jesteś gotowy na to, że będziesz latami wracał do domu, w którym nic się nie zmienia, nikt nie przestawia szklanek i nie brudzi luster? Czy jesteś w stanie zrezygnować z patrzenia jak twoje dziecko będące odbiciem ciebie samego, rozwija się i pokazuje światu na co zasługuje? Czy nie będzie ci żal tych rączek obejmujących cię za szyję i buzi szczebioczącej „Tatusiu”?

Ja nie byłem.

Czy dzieci nie powodują, że kariera idzie w odstawkę?

Odpowiedź na nie jest oczywista. Odkąd urodziła się moja pierwsza córka, zacząłem pracować więcej, a jednocześnie robić znacznie mniej. Książkę, która powinna powstać w 12 miesięcy piszę już dwa razy dłużej. Dużą część pomysłów odłożyłem na dalszą przyszłość. Nie brzmi to szczególnie zachęcająco, ale warto pamiętać, że to chwilowe, bo jakimś cudem zdecydowana większość największych ludzi na świecie miała dzieci: Czyngis Chan, Barack Obama, Stephen King, Jan Zamoyski, Bach. Mało tego! Ci wszyscy ludzie, których podziwiam, największe sukcesy odnieśli mając już dzieci. Nie przeszkodziły im one w wygrywaniu wyborów, zbijaniu majątku, tworzeniu wynalazków i tworzeniu kultowych dzieł. Sam też nie odpuszczam. Posiadanie dzieci to nie jest powód do zdejmowania zbroi. To powód do tego, żeby ją zakładać, walczyć odważniej, chcieć więcej i nie odpuszczać, bo walczy się nie tylko dla siebie.

„Wolisz przeżyć pięć lat czy jeden rok pięć razy?”.

Te wszystkie pytania o trudy rodzicielstwa są ważne, ale dla mnie najważniejsze jest to, czy wolisz przeżyć pięć lat czy rok pomnożony pięć razy. Od lat ma ono dla mnie niebagatelne znaczenie. Pojawia się też w książce „Swoją drogą”, od której opisu zacząłem ten tekst.

Moja odpowiedź jest prosta: Wolę przeżyć pięć lat, chociaż wiem, że nie zawsze jest to proste.

Wierzę w specjalizację w kwestiach zawodowych i będę tak robił dopóki kardiochirurdzy zarabiają więcej, niż kasjerzy. Jednak w życiu osobistym nie chcę się zamykać w samych znanych ścianach. Myślę, że warto umieć flirtować, tworzyć świetne biznesy i podróżować po Azji, ale warto też nauczyć się robić nalewki tak jak dziadek, kłaść płytki w łazience, ubrudzić się przy naprawianiu starego auta, dzielić się z kimś doświadczeniem mimo świadomości, że nie posłucha, nauczyć się rozpalać ogień, posadzić drzewo. Generalnie uważam, że takie szerokie spektrum doświadczeń, umiejętności i punktów widzenia, które się sprawdziło jest kluczem do tego, co rozumie się przez dobrze przeżyte życie.

Na tej liście znajduje się też dla mnie bycie rodzicem, noszenie rozgorączkowanego dziecka w nocy, wygłupianie się na placu zabaw, dostawanie i dawanie buziaków, urządzanie imprez ze „Śpiewającymi brzdącami”, śmianie się z przewrażliwionych „madek” i dowiadywanie się gdzie w odcinku „Świnki Peppy” schował się George.

Uważam, że tak samo ważne jak awans w pracy jest stawanie się lepszym człowiekiem, bo się rozumie wie, że dzieci nie słuchają tylko naśladują oraz orientowanie się, że to małe ciałko, które na początku tylko krzyczało, jakimś cudem stało się częścią ciebie. I jest ci z tym dobrze. Zaskakująco dobrze. Tak dobrze, że jak o tym myślisz, to czujesz jak kruche masz wnętrze.

Myślę że świetnie jest stać się tym gościem w średnim wieku (ale wiecie! Z klasą!) i zrobić swoim córeczkom wesele, chociaż podejrzewam, że będę chodził wkurwiony, bo akurat ktoś zechce posłuchać jakiegoś hitu disco-polo. A na koniec, nie wyobrażam sobie żeby pod koniec życia nie być świetnym dziadkiem. Takim, który wpada na metę z rozwianym włosem, sypie lód do szklanki z grubego szkła, leje do niego whisky i zarzuca wnuki anegdotami o rodzinie, starymi fotografiami i nagrodami, a kiedy będzie trzeba, to powie: „Zasługujesz na więcej!”, „Dasz radę!” albo „Przestań się mazgaić!”, bo dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu, będzie to wiedział.

Nie bardzo wyobrażam sobie bez tego uznanie swojego życia za pełne. Ale to ja. Wy nie musicie. Jak to powiedział przedszkolak o imieniu Gustaw: „Każdy decyduje o swoim życiu – nikt szynki jeść nie musi”.

Print Friendly, PDF & Email

40
Dodaj komentarz

avatar
100000
9 Comment threads
31 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
StaraPannaZKotemBartuśPinoŁukaszyrphan Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Rowerownik
Gość
Rowerownik

Błyskotliwie i bardzo pozytywnie to wszystko napisałeś, „Posiadanie dzieci to nie jest powód do zdejmowania zbroi. To powód do tego, żeby ją zakładać”. Mega plus za to zdanie! I mówi to tato sześciolatka, który choć jeszcze wszystko przed nim, to już wie czego chce :)

Tianzi
Gość
Tianzi

Akurat zostania babcią lub dziadkiem nie można sobie zagwarantować, cokolwiek by się robiło (choć rzecz jasna posiadanie więcej dzieci pomnaża szanse).

A poza tym zgadzam się z Gustawem :)

Lilka
Gość
Lilka

Posiadania dzieci też nie można sobie zagwarantować

Tianzi
Gość
Tianzi

Większość ludzi może.

Łukasz
Gość
Łukasz

Jeśli masz z kim je spłodzić i jestes zdrowy to sie zgodzę.

Klaudia
Gość
Klaudia

wszystko fajnie dopóki nie trzeba przetrwać ciąży, rodzić i poświęcać własnego ciała, zdrowia i ogromu czasu (zazwyczaj 2 lata wyjęte z życia na każde dziecko). no ale facetom zawsze łatwo jest chcieć mieć dzieci bo ostatecznie koszty i tak ponosi kobieta. osoby sukcesu, które wymieniłeś to sami mężczyźni, ciekawe dlaczego? ;)

Chuck
Gość
Chuck

Widzę, że niektórym kobietom ciężko zaakceptować ich role w społeczeństwie i ciągle się buntują, tak jesteś kobietą i to ty masz rodzić dzieci. Czy facet nie ponosi kosztów? Sam nie zdecydowałbym się na dziecko, bo znam historie jak kobiety potrafią zrujnować faceta.

Eliza
Gość
Eliza

Widzę, że niektórym mężczyznom ciężko zaakceptować ich role w społeczeństwie i ciągle się buntują, tak jesteś mężczyzną i masz utrzymywać żonę i dzieci. Jesteś na to gotowy? Jak widać – nie. Więc nie mów kobietom, co MAJĄ robić.

ita88
Gość
ita88

Wszystko zależy od spojrzenia. Można mieć dwa lata wyjęte z życia na każde dziecko, albo dwa lata najintensywniejszego rozwoju. Można poświęcać swoje ciało i zdrowie, a można wykorzystać ten czas na poprawę swoich nawyków i przyzwyczajeń, bardziej zadbać o siebie. Kobiet, czy matek sukcesu jest wiele, tylko mało się o nich mówi. Czasem wystarczy spojrzeć na swoje otoczenie, własną mamę, by to dostrzec.

Anna
Gość
Anna

Ja bym powiedziała, że trzeba poświęcić: egoizm, egocentryzm, wygodnictwo, lenistwo i skupienie na samym sobie. Jeśli główna bolączką jest „poświęcenie ciała” i czasu, to może faktycznie lepiej dzieci nie posiadać.

Eliza
Gość
Eliza

Jeśli jest się zdrowym i pełnym sił człowiekiem, który wszelkie potrzeby ma zaspokojone, to może faktycznie do poświęcenia masz najwyżej egoizm. Ale pomyśl, że są ludzie, którzy mają problemy zdrowotne (np. kręgosłup w gruzach), albo żyją od 1 do 10, a reszta za pożyczone.
I zgadzam się z Klaudią. Jak to cudownie mieć dzieci, kiedy jesteś facetem…

Pino
Gość
Pino

Wiesz, można to odwrócić i powiedzieć „jak cudownie jest być matką kiedy nie trzeba zarabiać na dzieci” prawda jest taka ze przegadujemy sie tutaj z tym co przez wieki się utarło.

Roksana
Gość
Roksana

O matko…sama jestem kobietą, ale czasami mocno muszę pomyśleć zanim zrozumiem inną istotę tej samej płci.
No przecież nikt nikomu rodzić dzieci nie każe. Unikamy wtedy problemów z rozstępami, porodem, połogiem, karmieniem i tym wszystkim co jest tak bardzo złe…a jeszcze gorsze staje się, bo MĘŻCZYZNA tego nie przeżywa. Jakby przeżywał na równi, to (niech mnie ktoś poprawi jeżeli się mylę) kobiety nie narzekałyby tak na doświadczenie rodzenia dzieci i generalnie byłoby spoko, bo przecież nas ludzi nic tak nie podnosi na duchu jak to, że ktoś ma równie źle albo najlepiej jeszcze gorzej.
Serio. Jestem na ostatniej prostej do porodu. Nie uważam, że spuchnięte nogi i nieprzespane noce są super, jestem również świadoma tego, że do chwili obecnej rola mojego partnera ograniczyla się do przekazania swojej komórki, troski i głaskania brzucha. Nie zmienia to faktu, że przez myśl mi nie przeszło życzenie mojej drugiej połowie przechodzenia przez to, przez co przechodzę ja i przez co będę przechodzić. No bo po co? On ma inne zmartwienia, nieco inną rolę w tym wszystkim. Tak nas natura stworzyła. Nie bez powodu najwidoczniej. Nie podoba ci się? Wynajmnij surogatke, adoptuj, nie miej dzieci, ale błagam, drogie Panie, nie róbmy z siebie ofiar losu. Nikt nas do rodzenia nie zmusza. Do karmienia też nie. 99% z tych buntowniczek dziecka z ojcem nie zostawi, bo stwierdzi „jak to ojciec sam z dzieckiem, żeby mu coś zrobił albo żeby głodne chodziło?! „, ale przy pierwszym skurczu będzie krzyczeć, że życie jest niesprawiedliwe.
Jesteśmy istotami rozumnymi i uważam, że osoby dorosłe i świadome powinny ogarniać życie na tyle, żeby w 21w powstrzymać się od pierdzielenia utartych farmazonów jak to kobiety mają źle.

Mała Mi
Gość
Mała Mi

Przetrwać ciążę? Tu nie ma reguły. Niektórzy mężczyźni gorzej przechodzą grypę niż kobieta ciąże. Ja w pierwszej ciąży do końca 7 m-ca pracowałam na budowie :) w drugiej poszłam na urlop na 2 tyg przed porodem, bo szef się bał, że będzie musiał odbierać. Rodzić? Jak masz wielki brzuch to marzysz o tym żeby zniknął. I znika :) Poświęcać ciało i zdrowie? Czy jak widzisz starsze panie to od razu wiesz, która ile razy rodziła? Te co nie rodzą też się starzeją i zapadają na różne choroby. Poświęcać ogrom czasu. O tak, te 8 m-cy z pierwszą córką i 7 m-cy z drugą w domu to ogrom czasu…. Przypuszczam, że więcej w życiu przesiedziałam przed telewizorem, jak jeszcze go miałam. Ja w tym czasie z pierwszym dzieckiem napisałam pracę magisterską, a z drugim zdałam egzamin zawodowy. A najbardziej mnie zaskoczyło, że jak po macierzyńskim wróciłam do pracy to dostałam podwyżkę, bo prezes stwierdził, że jestem nieprzeciętnie zmobilizowana.
Co najważniejsze: nikogo, ani mężczyzn, ani kobiet nie namawiam tutaj na rodzicielstwo. Ale po co snuć czarne wizję, jak się nie ma doświadczenia?

Pestka
Gość
Pestka

A mnie zastanawia, czy dziecko nie wpływa negatywnie na związek? Czy nie mając czasu dla siebie (przynajmniej na początku) praktycznie wcale, jest możliwe utrzymanie go w takim kształcie, w jakim był przed narodzinami dziecka?

ita88
Gość
ita88

Z perspektywy 10 letniego związku i 4 lat z dziećmi. Związki zmieniają się razem z nami. Obojętne czy chodzi o nową pracę, dziecko, czy chorobę rodzica. Grunt to chcieć być razem w tych zmianach.
Nawet przy małych i wymagających dzieciach można, a nawet trzeba znaleźć czas dla siebie jako osoby i dla partnera, da się mimo zaledwie 24 godzin. Kwestia chęci i kreatywności.

Vanilka
Gość
Vanilka

Dojrzałeś Volant bardzo. Widzę ogromną zmianę na plus w porównaniu do wczesnych tekstów. Miło się ciebie teraz czyta, o wiele fajniej niż kiedyś.

Marcin
Gość
Marcin

Synonimem dojrzeć jest zastrzec :)

Olga
Gość
Olga

Dlaczego ludzie w ogóle decydują się na dzieci? Tylko dlatego, żeby sobie powtarzać, że jest w nich 50% twoich genów? To wystarczy? Pytanie z kategorii: na serio.

Miś Coralgol
Gość
Miś Coralgol

Ludzie chcą, nie unoś się, Ty możesz, wcale nie musisz, ani nikt nie uzna Cię za gorszą ani za lepszą. A te z dziećmi będą Ci zazdrościć że możesz wszystko i nikt Cię nie ogranicza. My się zdecydowaliśmy, bo ogólnie po prostu chcieliśmy coś stworzyć razem:) ale też po kilku latach małżeństwa przeżywasz dzień świstaka – jaki to ma sens? ;) Dzieci… och dzieci to dopiero jazda bez trzymanki :) ale rzeczywiście, musisz poskromić egoizm, bo mając dzieci, nie masz siebie dla siebie samego przez bardzo długi okres, albo masz ale w baaardzo okrojonym czasie, co naprawdę czasem może doprowadzać do granic obłędu. Bo dzieci to: choroby, zamartwianie się, ciągły koncert życzeń (no zależą od Ciebie w 100% więc każde siku, kupka, piciu, papu, rozrywka, książeczka, spacerek, szkoła itd. to także w 100% Twoja sprawa :) Tak że tego… wybór zawsze należy do Ciebie, ale bez presji, posiadanie dzieci pod presją, bo tak wypada, to prosta droga szaleństwa. Swoją drogą gdyby każdy wiedział na prawdę ile poświecenia kosztuje posiadanie dzieci, to dzieci byłoby zdecydowanie mniej, a gdyby do zera ograniczyć tzw. wpadki, to już w ogóle przyrost byłby naprawdę znikomy. Dlatego niezdecydowanym nie polecam. A Paniom które mają wątpliwość co do pomocy swojego partnera w rodzicielstwie (zwykła pomoc przy codziennych obowiązkach których po narodzinach dziecka przyrasta w tempie geometrycznym) szczerze odradzam. Zostać samej z „tym wszystkim” to też nic fajnego. Ale ogólnie dzieci są super:)

mialeczka
Gość
mialeczka

Jeśli pytanie na serio – odpowiem Ci poważnie. Dlaczego ja bym chciała mieć dzieci? Bo wolałabym mieć więcej osób do kochania niż mniej i wolałabym żeby mnie więcej osób kochało niż mniej. Bo uważam, że posiadanie dzieci to wielka przygoda i jak to w każdej dużej przygodzie – są chwile mrożące krew w żyłach, chwilę zwątpienia, niepewnosci, nie ma gwarancji wygranej, trzeba brać się w garść, wyciągać wnioski, nabywać nowe umiejetnosci, ofiarowywać z siebie wiele. Wyobrażam sobie jednak, że potem jest się szczęśliwym, że się to wszystko przezwyciężyło. Trochę tak jakby zdobyło się jakaś górę – gdzie po drodze trzeba było spotkać się ze sobą samym i swoimi ograniczeniami, gdzie przeżyte i dobrze rozwiązane trudności – dają poczucie jakiejś siły, zmiany, tego że życie staje się pełniejsze i bogatsze. Dlaczego jeszcze? Bo obcowanie z drugim człowiekiem, nawet takim maluśkim może być inspirujace, bo w kontakcie z innymi osobami mogę więcej dowiedzieć się o sobie samej. Chciałabym mieć dzieci bo wydaje mi się fajne towarzyszenie człowiekowi w jego epokowych odkryciach i obserwowanie jak do tego dochodzi np. jak odkrywa sposób jak przewrócić się z plecków na brzuszek i odwrotnie. Fajne wydaje mi się również pokazywanie komuś świata i w ten sposób odkrywanie tego świata, jego swieżości, cieszenia się drobnymi rzeczami czy zjawiskami – na nowo. Chciałabym mieć też dzieci – bo mała rozbrykana dziewczynka, która kryje się we mnie cieszy się na myśl kontaktu z innym dzieckiem, buszowania wśród regałów pełnych zabawek i odkrywania w jaki sposób działają. Wreszcie chciałabym mieć dzieci bo to dla mnie symbol takiego wspólnego ważnego dzieła z partnerem. Nie mam tu na myśli aktu płciowego – tylko tworzenie osoby, przekazanie swoich doświadczeń, sposobów radzenia sobie, patrzenie jak ktoś kto był mała cząstka nas rozwija się w zupełnie nieoczekiwanych kierunkach i nabiera coraz to nowych możliwości, jak wszystko idzie naprzód.

Olga
Gość
Olga

Rozumiem Twoje powody, dzięki za odpowiedź. Wiem, że każdy wypowiada się za siebie i trzeba było by stworzyć statystykę z odpowiedzi, niemniej – wydaje mi się, że za samym PRAGNIENIEM posiadania potomstwa stoją wyłącznie egoistyczne powody, bo to rodzice mają wyobrażenia, które chcą realizować dzięki dziecku/przez dziecko. Typu przygoda, chęć poznania czegoś nowego, realizacji siebie w nowej roli, itp. Coś, co obserwuję ze zgrozą to zjawisko traktowania (najpierw myślenia o przyszłym dziecku, a potem już o dziecku, które jest) w kategoriach osobistego posiadania: moje dziecko, moje geny, cząstka mnie, ma moje coś tam, moje, mnie, ja. Przecież to dziecko to zupełnie autonomiczna osoba, a rozmawiając z innymi, w tym rodzicami, najczęściej spotykam się z odpowiedziami na to pytanie, jako o powiększeniu własnego inwentarza. Dlaczego jest to przerażające? Bo stwarza wielką obawę, że osoby, które decydują się na przekazanie życia i stworzenia odrębnej jednostki, będą próbowały podporządkować ją pod to MOJE, MNIE, JA. Realizować siebie poprzez dziecko. Swoje oczekiwania, swoje frustracje i tak dalej. To znaczy patrzeć na tę córką czy tego syna jak na 1/2 siebie, a nie jak na drugiego, wolnego człowieka.

mialeczka
Gość
mialeczka

Tylko, że tak to ujmujac w absolutnie wszystkie relacje bez wyjątku wchodzimy z egoistycznych powodów – bo chcemy realizować jakieś swoje wyobrażenia, jakoś się spełniać przez nie. Niezależnie czy to jest związek, przyjaźń, znajomość, czy też utrzymywanie kontaktów z rodziną. I mimo wszystko – nie sądzę aby w większości przypadków było to równoznaczne z zabranianiem partnerowi w relacji ( niezależnie czy to chłopak, dziecko, przyjaciel, czlonek rodziny) posiadania własnego ja. Wręcz przeciwnie właśnie dlatego, że dziecko jest odrębną istota, z własnymi pragnieniami, talentami, problemami – relacja z nim wg mnie jest ta przygoda, jest ta możliwością rozwoju, zmiany, pójścia naprzód. Oczywiście możesz to wszystko widzieć i czuć inaczej. Pisałam tylko o swoich powodach i swoim zdaniu.

yrphan
Gość
yrphan

Zapewne dlatego adopcja nie jest tak popularna bo ludzie maja ten narcystyczny ped do powielania wlasnych genow, przekonani o swojej (najczesciej nieuzasadnionej) nadzwyczajnosci

Kamila
Gość
Kamila

Gratuluję świadomego i dojrzałego ojcostwa. Brawo!

Bartuś
Gość
Bartuś

Przepraszam, że trochę abstrahuje od tematu. Zazwyczaj po przeczytanym artykule przeglądam komentarze, jak to grzeczna owca, sprawdzam co uważa reszta stada. Z pewnymi wyjątkami zaskakuje się, jak można przelać tyle negatywnych emocji pod tekstem o byciu rodzicem tudzież potencjalnym rodzicem. Nie należę do hurra optymistów. Zdążą mi się być cynicznym, przeraża mnie jednak ilość ludzi których komentarze ociekają aż nieprzyjemną ironią, kpiną z rozmówców, masą negatywnych poglądów generalnie wobec życia. Rozumiem – dyskusja, świetna rzecz bo możemy dzięki niej porozmawiać o trapiącym nas sporze zamiast prać się maczugami ale czy potrzeba tyle jadu? Czy to może ja dramatyzuje i zachowuje się jak tzw. płatek śniegu? Uważam jednak, że procent ludzi niezadowolonych ze swojego życia jest zdecydowanie zbyt duży. Dziękuje Ci Volant, że starasz się aby ten procent topniał bo tego właśnie dla świata trzeba – więcej zadowolonych ludzi. Więc z głową róbcie to co Was zadowala, dla dobra wszystkich, róbcie tego jak najwiecej.

StaraPannaZKotem
Gość
StaraPannaZKotem

To chyba najładniejszy tekst o rodzicielstwie, jaki kiedykolwiek przeczytałam. Serio.