Sam odpowiadasz za swoje szczęście

Sam odpowiadasz za swoje szczęście

Wyobraź sobie, że jesteś studentem. Razem z czternastoma innymi osobami bierzesz udział w prostym eksperymencie. Wszyscy wchodzicie do indywidualnych kabin. Jedynym zadaniem jakie przed wami postawiono jest rozmawianie ze sobą przez mikrofony o swoim życiu osobistym i problemach. Mikrofon się włącza na dwie minuty, następnie zostaje wyłączony w twojej kabinie, a włączony w kolejnej. Tak przechodzi cała kolejka.

Siadacie więc sobie wygodnie i rozmawiacie jak w pubie podczas picia rzemieślniczego piwa. Ktoś mówi, że szef zarzuca go robotą. Ktoś inny żali się na ubogie życie seksualne. Jakiś facet, mówi, że cierpi na padaczkę, zwłaszcza w stresujących sytuacjach, a to naprawdę utrudnia mi życie.

Mija pierwsza kolejka. Wypowiadacie się kolejny raz. Tym razem słyszysz jak gość od padaczki mówi bez ładu i składu. Czujesz, że coś jest nie tak. W końcu słyszysz jak w panice stwierdza, że chyba zbliża się atak. Wzywa pomocy, a następnie dławi się i pomiędzy odgłosami charczenia krzyczy, że chyba umiera. W tej chwili mikrofon się przełącza do następnego uczestnika. Nie wiesz co się dzieje z tych chorym facetem. Wyjdziesz z kabiny i mu pomożesz?

Jeśli nie różnisz się od innych osób, odpowiesz: „Pewnie!”.

Fakty dowodzą, że nie powinieneś być taki pewny siebie.

Ten eksperyment naprawdę przeprowadzono. Z piętnastu uczestników tylko czterech wyszło, żeby udzielić pomocy. Pięciu wyszło dopiero wtedy, kiedy ofiara ataku zdążyłaby się już dawno udusić. Sześciu nawet nie ruszyło się z miejsca.

Nie piszę o tym przez przypadek. Co prawda nie za często mamy okazję ratować chorych na padaczkę, ale sytuacje kiedy spychamy z siebie odpowiedzialność, przeżywamy każdego dnia. I to nie tylko wtedy, kiedy trzeba ratować kogoś obcego. Równie często robimy to kiedy na szali jest nasze dobro.

Dopóki jesteśmy sami, to jesteśmy mądrymi, wrażliwymi, poukładanymi ludźmi, ale wystarczy, że pojawia się jeszcze jedna osoba, a zaczynają się tarcia, przerzucanie na argumenty i pytanie: „Dlaczego ja?”, jakby brało się udział w polsatowskim paradokumencie.

Zasugerujesz kobietom, że żeby miały fajną relację, to warto od początku aktywnie o nią dbać, a zaraz zaczną się rozlegać pełne oburzenia głosy: „A dlaczego ja?! Babcia Janinka zawsze mówiła, że to mężczyzna powinien zdobywać kobietę, a była mądrą kobietą!”.

Powiesz, że niewiele jest tak niszczących uczucia zachowań jak przeciągająca się cisza po kłótni, żeby usłyszeć: „A dlaczego to ja, mam wyciągać rękę na zgodę?”

Doradzisz komuś, że warto nad sobą popracować i od razu pojawi się tekst: „Ok, ale czy on/ona/oni też to zrobią?”.

Umówicie się z kumplami, że się spotkacie, ale do spotkania nie dochodzi, bo każdy siedzi w swojej mentalnej kabinie i ma nadzieję, że zrobi to ktoś inny. Zapomina się przy tym, że przyjaźnie najczęściej umierają po cichu, kiedy wszyscy są bardziej zajęci uprawianiem spychologii niż tworzeniem historii, które jeszcze po latach wspomina się ze śmiechem.

Gdybym powiedział, że tego nie rozumiem, to bym skłamał, a nie jestem nastolatkiem popalający papierosy w ukryciu przed matką, żeby musieć to robić. Nikt nie chce wyjść na naiwniaka, który dał z siebie za dużo. Nikt nie lubi wyciągać ręki na zgodę, brać na siebie ryzyka, mówić przepraszam, uzewnętrzniać się i pracować, kiedy inni być może nie zrobią nic.

Najczęściej kończy się to tym, że w momentach, w których powinniśmy budować swoje szczęście, stoimy z założonymi rękami i czekamy, aż ktoś nam to szczęście przyniesie na złotym talerzu. Dzięki temu nic nie tracimy. Zapominamy tylko o tym, że brak strat nie wystarczy, żeby wygrać.

Też tak robię. Całe szczęście czasem przypominam sobie historię o czterech skąpcach. Jeśli jej nie znasz, to było tak:

W pewnym mieście żyło czterech skąpców. Wiedzieli, że są nielubiani, ale nie bardzo mieli pomysł dlaczego tak się dzieje. Udali się więc do burmistrza i mówią:
– Ludzie nas nie lubią, ale nie wiemy dlaczego – chodzimy do kościoła, płacimy podatki i nikogo nie krzywdzimy.
Burmistrz na nich popatrzył i mówi:
– Ja wam to wytłumaczę, ale przyjdźcie do mnie wieczorem. Niech każdy z was przyniesie ze sobą pół litra wódki. Przelejemy je do jednego naczynia i wymieszamy, żeby każdy pił to samo, a później posiedzimy i pogadamy.
Skąpcy chętnie się zgodzili. W umówionym dniu każdy przyszedł na miejsce z butelką wybranej wódki. Żeby zerwać z łatką skąpców przynieśli same wódki premium. Burmistrz ich przywitał i przyniósł baniak, w którym można będzie ją zmieszać.
Pierwszy skąpiec podszedł i wlał swoje pół litra. Uśmiechał się przy tym pod nosem, bo do butelki nalał samą wodę z kranu. Przecież nikt nie poczuje różnicy, a on przynajmniej trochę zaoszczędzi.
Później pozostałych trzech skąpców także wlała swoją wódkę. W końcu baniak był pełny, więc burmistrz nalał kolejkę i mówi:
– To napijmy się za wasze zdrowie.
Skąpcy wlali zawartość swoich kieliszków w gardło. Ich twarz wykrzywiła się w niedowierzaniu, aż w końcu zaczęli krzyczeć:
– Tfu! Przecież to woda!
A burmistrz na to:
– I właśnie dlatego mieszkańcy was nie lubią.

Morał z tej historii jest taki: Możesz oglądać się aż inni coś zrobią, ale wtedy musisz pić wodę, a jak głosi weselne porzekadło – w wodzie to się ryby pierdolą.

A tak poważnie – nie znam cię, ale jesteś osobą, która w swoich rękach trzyma swoje szczęście. Wiem o tym, bo to jedno z tych stwierdzeń, które pasują do każdego. Być może ośmioletnia dziewczynka z Somalii trzyma tego szczęścia mniej, a ktoś, kto odziedziczy fortunkę po rodzicach ma go więcej. Nie zmienia się jednak to, że nasza sfera wpływu jest niezwykle szeroka. Problem w tym, że większość z nas nic z tym nie robi. Stoimy i boimy się, żeby nie zrobić z siebie głupka, który jako jedyny przyniesie wódkę. Tak bardzo nie chcemy popełnić gafy, że rezygnujemy z szans na miłość, na wieloletnią przyjaźń, na biznes życia. Uczestniczymy w grze: „Jak ty to zrobisz, to ja też to zrobię”, w której nikt nie mówi „Sprawdzam!”. Mamy nadzieję, że ktoś wreszcie zostanie liderem i powie zamiast ciebie: „Działamy!”.

Kiedyś miałem kumpla, który tak robił. Wymyślał cały czas nowe pomysły na firmę, ale bał się je realizować i szukał wspólnika idealnego, który weźmie na siebie ciężar przywództwa. Skończyło się to tak, jak te niezręczne randki, kiedy przychodzicie na miejsce, chcecie, żeby coś z tego wyszło, ale nikt nie przejmuje inicjatywy. Miał być seks jak z „9 i pół tygodnia”. Było 40 minut niezręcznej ciszy.

Na takie sytuacje jest tylko jedno rozwiązanie – przestań liczyć na innych, zacznij liczyć na siebie.

Jak chcesz pić na imprezie wódkę, to nie przynoś wody. Jak chcesz się pogodzić po kłótni, to zrób to, co ta staruszka, która specjalnie dokręca słoiki, żeby musiała odezwać się do swojego męża. Chcesz się spotkać ze znajomymi i nie siedzieć w domu patrząc na uciekający czas? To olej to, że już ostatnio zaproponowałeś spotkanie. Chcesz mieć świetny związek? To zachowuj się tak, jak chcesz, żeby on wyglądał. Nie uzależniaj swoich zachowań od innych tylko sam/a bierz odpowiedzialność za to, co masz i jak się czujesz. Nie czekaj aż ważne w twoim życiu osoby, szanse czy marzenia umrą jak ten facet z eksperymentu, chociaż bez problemu możesz go uratować.

A co jeśli trafisz na skąpców, którzy chcą wyłącznie brać, nie dając nic w zamian?

To nic. Najpierw poczujesz się z tym źle. Później zrozumiesz, że przynajmniej już wiesz na kogo nie warto poświęcać czasu. 

To też zysk – tym większy, im wcześniej się tego dowiesz.

Print Friendly, PDF & Email

68
Dodaj komentarz

avatar
100000
7 Comment threads
61 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
JuliaBabunia JagódkaAsiaAsiaMarianna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Trochę się zgodzę, trochę nie. Jeżeli się z jakimś przyjacielem pokłóciłeś i wiesz, że to wina drugiej strony, dobrze czasami poczekać i zobaczyć, czy druga osoba swoją dumę schowa do kieszeni i przeprosi pierwsza. Nie z powodu własnej dumy, tylko żeby druga osoba wiedziała, że nie jest się popychadłem, a to, że się znacie tyle lat, nie zwalnia go z obowiązku szanowania Ciebie. A co do babci Janinki, to ma rację (co do zasady) – w jednym zdaniu zawarta głęboka mądrość z dziedziny biologii i psychologii. Zauważyłam, że różnej maści coache i psychologowie z ogromną pasją negują różnego rodzaju prawdy życiowe. Polecam głęboko pana Jordana Petersona – przywraca mi wiarę w zawód psychologa, pokazuje, że człowiek nie musi czuć się przez wszystko uciskany (w tym kulturę) i posiadać potrzebę wyzwalania z wszelkiego rodzaju zasad, tylko w logiczny sposób tłumaczy, dlaczego takie zasady się pojawiają, czym są zdeterminowane (czysta nauka). Od zasady Janinki są oczywiście wyjątki, ale my kobiety wiemy jak na nas działają faceci, którzy wiedzą czego chcą, i potrafią to zdobywać – BIOLOGIA. Dużo to mówi, o charakterze takiego mężczyzny, zdolnościach itd. Kobieta chyba nigdy nie czuje się bardziej atrakcyjna, niż wtedy, gdy mężczyzna, który jej się podoba pokazuje jej duże zainteresowanie (która kobieta na własne życzenie chce się tego pozbawić?). Dlatego jestem za podziałem ról w tych kwestiach: kobieta, ma się cieszyć, że zdobywana jest przez fajnego faceta, mężczyzna ma się cieszyć, że wyrywa fajną laskę – 2 strony wygrywają.

Kornel
Gość
Kornel

Ja zdecydowanie jestem przeciwny wszelkim sztywnym podzialom rol bo to zwykle jest mocno sztuczne. Inna sprawa jest to o czym pisze Volant i tu sie z nim zgadzam – dbalosc o zwiazek w sposob aktywny ciazy i na kobiecie i na mezczyznie. Nikomu nic sie nie nalezy czy to z racji wieku, plci itp itd. Chcesz czegos to sie o to staraj.

Magda
Gość
Magda

No nie zamierzam Cię przekonywać co do tego jak myślą kobiety :) Możesz mi wierzyć lub nie, ale facet, który potrafi zdobywać, jest po prostu…atrakcyjniejszy :) Chcę tylko powiedzieć, że faceci robią sobie straszną krzywdę dając sobie wmówić, że nie ma różnicy w kwestii tego, kto pierwszy przejmie inicjatywę. Przecież nie twierdzę, że nie trzeba się starać, tylko na początku znajomości, w bardzo jej początkowej fazie kobiety nie mają tak silnej motywacji do zagłębiania się w relacje, bo nie mają takich potrzeb seksualnych co facet (dlatego piszę o biologii), trzeba je przekonać do siebie. Przeczytaj jeszcze raz co napisałam, to zrozumiesz, że nie chodzi o jakieś bezsensowne trzymanie się zasad, a rozumienie tego jak działa kobiecy organizm: Kobieta podświadomie szuka sama alfa – facet, który potrafi zdobywać kobietę, która mu się podoba, jest z automatu postrzegany jako bardziej dojrzały, zaradny niż ten, który uważa, że to bez znaczenia.

Tianzi
Gość
Tianzi

Magda, a może mnie chcesz przekonać co do tego, jak myślą kobiety? ;)

Bo jestem kobietą, a napędzani pilną potrzebą seksualną do ‚zagłębiania się w relację’ faceci na ogół wydają mi się zdesperowani i średnio atrakcyjni.

Magda
Gość
Magda

Och wiedziałam, że tak to zostanie zrozumiane :) No to źle mnie zrozumiałaś, nie chodzi mi o jakiś napalonych byczków, tylko dojrzałych facetów z klasą, którzy wiedzą co kobiety lubią, a czego nie, potrafią sprawić, że w ich towarzystwie można poczuć się jak prawdziwa kobieta, nie boją się adorować je. Faceci mają więcej testosteronu, dlatego ogólnie im zdobywanie powinno wręcz sprawiać przyjemność. A to, że dla nich seks jest ważniejszy niż dla nas kobiet, to chyba nie nowość (nie znaczy, że trzeba facetom ulegać, to jasne). Nasze (kobiece i męskie) zachowania determinowane są przez co innego – BIOLOGIA. Tak szczerze ma dość feministek, które już po drugim moim komentarzu, w których cały czas powtarzam o biologii, doszukują się jakiegoś drugiego dna, poczytaj jakieś książki o psychologii, nie piszę nic nowego. Ale spoko teraz już się wyjaśniło, czemu faceci powolutku zaczynają się zamieniać w dziewczyny. Zrób sobie eksperyment wśród osób z poprzedniego pokolenia i zapytaj ich, kto częściej wychodził z inicjatywą: kobieta, czy facet. To, że feministki robią kulturowy burdel w tej chwili, nie znaczy, że to dobre. Ale spoko, dla pocieszenia powiem, że z takiego „obrażania się na rzeczywistość” się wyrasta. Dalej popierajcie takie postawy roszczeniowych facetów, typu „przecież ona też może zagadać”, a za chwilę nie będziemy mieli mężczyzn, którzy będę umieli brać odpowiedzialność za rodzinę, chore dziecko itd.. No, skoro podejście do dziewczyny, która im się podoba ich przerasta….To, że młode dziewczyny w tej chwili też często wodzą za nos, lecą na hajs to już inny temat, też smutny.

Tianzi
Gość
Tianzi

Ja nie neguję biologii, tylko proszę o nieudawanie, że nie istnieje tu (wpychana nam, czy tego chcemy, czy nie) też konwencja. ;) I niezachowywanie się, jakby się miało mandat na deklarowanie ‚jak myślą kobiety’, kiedy kobiet jest dużo, każda myśli za siebie i niekoniecznie identyfikują się z Twoim światopoglądem. Tzn, każdemu według potrzeb, i życzę Ci takiej relacji, jakiej sama pragniesz. Mnie samą średnio pociąga wizja związku ‚jak z poprzedniego pokolenia’ (i nie wydaje mi się, żeby się w nim jakoś roiło od ‚mężczyzn z klasą’ i ‚prawdziwych kobiet’).

PS. Nigdzie nie pisałam, że brak zdolności wychodzenia z inicjatywą jest pożądany (przeciwnie, uważam tę zdolność za zaletę u obu płci).
PPS. Może Cię to zaszokuje, ale czytałam w życiu książki psychologiczne :)

Magda
Gość
Magda

To co napisałam, nie jest kwestią światopoglądu, a czystych faktów. Nigdzie nie napisałam o wizji związku „z poprzedniego pokolenia”, tylko tego, że facet jak chciał mieć fajną dziewczynę, to nie siedział na dupie, tylko działał, bo fb nie było i wiedział, że może już nigdy więcej jej nie spotkać, albo zaraz zjawi się konkurent, który nie będzie się 2 razy zastanawiał. Czy Ciebie nie interesuje odpowiedzialny, pewny siebie facet? Serio to są moje takie wymysły? Odwoływałam się do podświadomości kobiety, a nie świadomości. Kobieta wybiera faceta z dobrym materiałem genetycznym, dlatego woli zdecydowanego faceta. A Ty zdecydowanych nie lubisz?

Tianzi
Gość
Tianzi

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w PS. mojego poprzedniego posta :)

Magda
Gość
Magda

No właśnie to jest rozmowa z feministką – Tak odpowiedzieć, żeby nie odpowiedzieć. Dobranoc :)

Tianzi
Gość
Tianzi

Yyy…

Pytanie: ‚A Ty zdecydowanych nie lubisz?’
Odpowiedź (że już ją dla Ciebie powtórzę): ‚Uważam [zdolność wychodzenia z inicjatywą] za zaletę u obu płci’.

Magda
Gość
Magda

„Nigdzie nie pisałam, że brak zdolności wychodzenia z inicjatywą jest pożądany (przeciwnie, uważam tę zdolność za zaletę u obu płci)” No po tym widać, że czytałaś psychologiczne książki :), bo przecież można było napisać, że „Bardziej atrakcyjny jest dla mnie facet wychodzący z inicjatywą niż ten, który z tą inicjatywą nie wychodzi.” Ale wtedy musiałabyś mi przyznać rację :) Bo właśnie tego dotyczą moje poprzednie komentarze.

Tianzi
Gość
Tianzi

No niezupełnie, bo
A) Ty oczekujesz tej cechy u facetów, a chcesz jej odmówić kobietom (Bo to ‚nie ich rola’)
B) Ja ją omawiam przede wszystkim ogólnie w kontekście życia, a nie tylko podrywu. To znaczy np., że ktoś może mi się spodobać, kiedy ją zademonstruje w jakichś innych okolicznościach, a wcale o mnie nie zabiega.

Dlatego nie podpisuję się pod gloryfikowaniem ‚starania się o kobietę’. Jak dla mnie: jak dwie osoby się sobie podobają, to obie będą się starać. Jak jedna spodoba się drugiej wcześniej niż vice versa, to ta druga na początku będzie się starać. Jak ktoś się stara i stara i nic, to raczej nie przypadł do gustu i należy raczej odpuścić niż przyalfić. A jak ktoś się stara pod wpływem cisnącej potrzeby płciowej, to na ogół to widać i jest niezbyt cool.

Magda
Gość
Magda

Ja twierdzę, że u nas kobiet, wychodzenie z inicjatywą przez faceta stoi wyżej w hierarchii pod względem atrakcyjności, niż przez kobiety (u mężczyzn). Bardzo żałuję, że nie skopiowałam ciekawego komentarza dziewczyny, która na tym blogu pisała, który dotyczył właśnie zagadywania, podrywania, ogólnie okazywania (jako pierwszej) otwartego zainteresowania. W skrócie brzmiało to tak: „Chłopcy, których spotkałam za granicą, interpretowali moje zachowanie, jako chęć pójścia z nimi do łóżka (czyli, jak widzisz dziewczynie nie zależało na jednym numerku, bo czuła się tą postawą rozczarowana), a chłopcy w Polsce na takie zachowania reagowali obrzydzeniem”. Więc, to co dla Ciebie jest otwartością, może być źle przez mężczyznę zinterpretowane. Cały mój poprzedni wywód dotyczył tego, żeby faceci nie nastawiali się na to, że „jest to obojętne, że nie ma znaczenia kto pierwszy wyjdzie z inicjatywą”, bo jednak ma, taka jest postawa atrakcyjniejsza dla Nas, kobiet, jak widzisz niekoniecznie musi być w drugą stronę (właśnie podejrzewam, że może to być podyktowane względami biologicznymi, to, że facet jednak woli „gonić króliczka”), o czym mam wrażenie sami nie do końca mają świadomość faceci. Nikt, nikomu nie broni do nikogo zagadywać, chodzi o to czy faktycznie przyciągniemy tego kogo chcemy, albo czy czasem nie odepchniemy tego kogo nie chcemy :). Dlatego moim zdaniem My, kobiety musimy jednak robić bardziej subtelne kroki, mądry facet sam podchwyci, głupi, albo niezainteresowany nie zareaguje (a taki Nas nie interesuje :)). Dlatego dziwię się postawie niektórych mężczyzn, którzy dają się złapać w taką pułapkę oczekiwania pierwszego znaczącego ruchu od kobiety. Jeżeli będzie, to subtelny, ale nie może oczekiwać konkretów. Mam nadzieję, że w miarę logicznie przedstawiłam moją myśl. Dobra, już serio idę spać :)

storm
Gość
storm

no i posprzeczały się dwie laski ;) nie musicie się zgadzać ze sobą, dopuście możliwość, że sa RÓŻNE kobiety i RÓŻNI faceci i co dla jednej jest atrakcyjne dla innej w ogóle i odwrotnie ! Miłego dnia dziewczyny :)

Magda
Gość
Magda

Bardzo polecam filmy na YouTube Pana Damiana Parcela. Zdaje się, że psycholog z wykształcenia, który fajnie tłumaczy różnicę między kobietami i mężczyznami, w naszym postrzeganiu świata, Polecam obejrzeć film, w którym opisuje jak zakochują się faceci, a jak kobiety. Wyrażam swoją opinię na podstawie tego co mówią sami mężczyznyźni. Dzięki temu bardzo dużo rzeczy mi się rozjaśniło. Trudno mi się rozmawia z osobami, które są oburzone sugerowaniem, że jednak istnieje coś takiego jak męska energia i żeńska i że wbrew naszym oczekiwaniom, nie wszystko tak dobrze działa zarówno na jedną, jak i drugą płeć. Oczywiście są bardzo różne sytuacje, ale co do zasady, to facet ma się wykazywać na początku umiejętnością prowadzenia relacji. Nie bez powodu właśnie powstają różnego rodzaju filmiki o zdobywaniu kobiet, przedstawiające pewne wskazówki. Mogą one nam się nie podobać, ale wskazują na pewną tendencje, że jednak cały czas to faceci myślą o zdobywaniu kobiet, a nie odwrotnie. Nie ma takich filmów analogicznych skierowanych do kobiet. O ile takie zasady nie powinny blokować przed jakimś ruchem, o tyle dobrze mieć na uwadze, że facet może stracić zainteresowanie nawet jeżeli początkowo mu się podobała jakaś dziewczyna, jeżeli ona zrobi bardzo konkretny ruch. Wg mnie dobrze mieć zasadę (co nie znaczy, że nie można omijać w bardzo szczególnych przypadkach), że to mężczyzna musi zainteresować się w pierwszej kolejności nami, wtedy jest chyba większa pewność, że to on kobietę wybrał, bo to oznacza, że uważa ją za autentycznie atrakcyjną, gdy kobieta pierwsza okaże zainteresowanie, facet może zgodzić się na relację i jednocześnie rozglądać się za lepszą. Takie „antyfeministyczne” podejście jest wbrew pozorom dla nas kobiet korzystniejsze

Tianzi
Gość
Tianzi

Magda, Ty myślisz na minus o kimś, kto nie zauważy subtelności, ja o kimś, kto źle oceni otwartość.

Kobiety też mogą przyjąć zainteresowanie jednego typa i rozglądać się za lepszym (i ośmielę się stwierdzić, że często to robią).

W ogóle brak inicjatywy i nienarażenie się na niepowodzenie są widziane jako ‚korzystne’, ten wątek pojawia się też w tekście, pod którym komentujemy ;)

Itede itepe. Chyba już wszystko zostało napisane.

Tianzi
Gość
Tianzi

Tak, i właśnie dlatego zaczęłam od ‚każdemu wg potrzeb, ale nie przedstawiaj swojego zdania jako uniwersalnego „tak myślą kobiety”‚. Potem poszło w szczegóły ;)

Btw, ‚laski’ też się mogą że sobą nie zgadzać, nie wiem, co w tym dziwnego.

Magda
Gość
Magda

No tak, obie doszłyśmy do wniosku, że atrakcyjniejszy jest facet pewny siebie, od tego co nie jest, a cały czas utrzymujesz, że mamy inne zdanie w tej materii i muszę się zgodzić, że każdy jest inny. Lol. A mi chodziło o to, że przeze takie feministyczne bzdety, że kobiety i mężczyźni się nie różnią możesz nieświadomie popełnić błąd, który może kosztować Cię fajną relację. I tu nie będzie miało znaczenie, czy będziesz miała dużo odwagi, aby coś zainicjować, i że będziesz miała świadomość, że zaryzykowalaś. Jeszcze raz powtórzę. Nie chodzi o to co Ty o tym sądzisz, tylko efektywność pewnych działań, czyli o tym, że Twój brak oporu przed zagadaniem do kogoś nie będzie determinował sukcesu, a może jeszcze wpakować Cię w dziwną relację. Bo można powiedzieć, że Twoje komentarze to wyraz świadomych poglądów, albo to zwykła ignorancja, która nie pozwala spojrzeć na sprawę całościowo, chociażby pod względem skuteczności i efektywności. Ale faktycznie nie ma sensu prowadzić dłużej dyskusji, bo ja o niebie, Ty o chlebie. Nauka raczej wskazuje, że to facet (zdrowy, świadomy swojej męskości) jest zdobywcą. Żeby było jasne, ja też myślałam tak samo jak Ty, do momentu, aż nie zaczęłam słuchać tego co oni sami- mężczyźni mają do powiedzenia.

Tianzi
Gość
Tianzi

Dobra, mogłabym teraz odbić, że patriarchalne bzdety, i że facet, który negatywnie oceni aktywność kobiety, w moich oczach po prostu nie jest fajny (więc to nie taka strata, jeśli się nie powiedzie), ale w sumie to mi się nie chce.

Btw, strasznie dramatyczny wydźwięk ma cała ta dyskusja, a jakby nie patrzeć, to nawiązanie z kimś rozmowy i/lub umówienie się, to normalna socjalizacja, a nie jakieś podanie się na złotej tacy na wieki wieków, amen :)

Marianna
Gość
Marianna

Przeczytałam waszą rozmowę i niestety muszę przyznac, że rzeczywiście to jaki większość kreuje świat taki się on staje. A teraz przecież modnie być feministka, kobieta bez instynktu macierzynskiego, samica alfa. Sama popieram feminizm ale nie w relacjach damsko-meskich. Nie znoszę gdy ktoś umniejsza kobietom, podważa ich umiejętności itd… ale po co utrudniać sobie kwestie związków które w poprzednich pokoleniach lepiej działały. Nie mam na myśli rodzin z problemami alkoholowymi czy przemocą. Bo takich obecnie jest tyle samo co dawniej. Ale jakimś dziwnym cudem ludzie potrafili dogadywać się całe życie. I niestety kobiety w pierwszych fazach związku nie przejmowały inicjatywy…nie podrywały i nie zapraszały na randki. Facet szanował to co dostawał. A w obecnych czasach tindera mają wszystko na wyciągnięcie ręki. Niestety większość ludzi nie jest niesamowicie wrażliwymi i inteligentnymi istotami, które będą się wiązać ze soba ale mimo to nie bedą potrzebowały od siebie nawzajem niczego, nawet seksu. Któraś z „feministek’ tak tu napisała. Naprawdę nie chciałabym być z facetem który bezproblemowo zalatwialby swoje sprawy fizjologiczne, nie będąc w związku – chociażby przez prostytutki czy umawianie się na tinderze, by zaliczyć. Jeśli chcesz takiego faceta to proszę bardzo. Tylko nie bądź na tyle naiwna, że jak tobie minie chęć (różnie bywa w życiu) to nie myśl że nie załatwi tego tak sprawnie jak wcześniej…uwielbiam to pieprzenie samotnych kobiet i nie mam zamiaru się tu rozwodzić, ponieważ to jak kreowane są obecnie relacje (tinder, facetom nie zalezy Na kobietach – bo przecież jest ich wiele dostępnych) wiele może powiedzieć o naszym współczesnym podejściu do związków – jak widać po wartości obecnych relacji, niekoniecznie trafnym. Nie wszystko jest dla ludzi i powinny być wprowadzone pewne ograniczenia. Ludzie gubią się w internecie, mają za duża możliwość wyboru i to co mają podawane na tacy, nie jest szanowane. Gdyby ludzie byli tacy jak opisujecie to w obecnych czasach chociażby nie mielibyśmy takiej ilości ludzi chorych na depresję, bo stosunkowo mamy bardzo łatwe czasy do życia a mimo to się gubimy. Jak widać ludzka natura potrzebuje pewnych ograniczeń. A nie poglądów, że zarówno kobieta może objąć rolę męską jak i żeńska w zwiazku. Tylko nie płaczcie w wieku 40lat że jesteście same, bo oczekiwalyscie rzeczy logicznie nie możliwych do spełnienia. I samotność w wieku 40. Przełoży się na zakonczeniu feminizmu w waszym życiu. Na wysokich stanowiskach będziecie tępić ładne, młode dziewczyny bo zabierają wam facetów. Piszę o tym, bo niestety znam trochę takich samic alfa – tylko to nijak ma się do feminizmu a jedynie bierze się z chujowego życia. Same dziewczyny nawzajem zacznijcie się szanować i dopiero mówcie o feminizmie ;)

Kornel
Gość
Kornel

Kobieta, ktora jest aktywna strona relacji tez jest atrakcyjniejsza. Kobieta ktora uwaza ze nie musi sie zaglebiac w relacje bo jest kobieta jest skrajnie nieatrakcyjna i z reguly po odwroceniu sie rol zalezy jej coraz bardziej a facetowi coraz mniej. Przerabialem czy u siebie czy u zaobserwowane u znajomych. Kobieta dojrzala to kobieta aktywna w relacji. Mezczyzna alfa nie musi zdobywac tylko prowadzi dojrzala „gre” polegajaca na dwustronnym zainteresowaniu. Byc moze Twoje zdanie opiera sie na biologii ale moim zdaniem jedyne dojrzale fajne relscje sa prowadzone dwutorowo. Bedac bierna skazujesz sie na wybor przez byle kogo. A pseudoodwaga w podejsciu i bajerowaniu kobiety czesto ma sie nijak do jego zaradnosci zyciowej.

Magda
Gość
Magda

Przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem, nie chodzi mi o roszczeniowe baby, ani bajerantów. Chodzi o to, że kobieta lubi czuć przy facecie jak… Przy mężczyźnie, a nie jak przy koleżance. Mężczyzna musi potrafić wprowadzić fajną energię do relacji, bo tylko wtedy kobieta się zaangażuje prawdziwie. Żeby dojść do dojrzałej relacji musisz najpierw przebrnąć przez początek, a ja właśnie o tym, cały czas. Sądząc po komentarzach jesteś bardzo młodą osobą, to w waszym interesie jest nauczyć się odpowiednio gadać z kobietą żeby uznala, że będziecie dla niej najlepszym wyborem. Bo inni też są fajni. Czemu ma wybrać właśnie Ciebie.

StaraPannaZKotem
Gość
StaraPannaZKotem

W sumie to Tianzi przekazała Ci już większość tego, co ja bym Ci przekazała, ale poczułam mimo wszystko potrzebę zabrania głosu, bo przeraża mnie w 2018 roku, że ktoś może zupełnie na serio wygłaszać zdania w rodzaju „mężczyzna POWINIEN”, czy „kobieta POWINNA”. I naprawdę serio myśleć, że rządzi nami biologia… (powtarzam, 2018). Oraz mieć motyw wypowiadania się w imieniu KOBIET, tak jakby posiadanie określonych narządów płciowych sprawiało, że jesteśmy wszystkie takie same… W sensie, jest to nawet dla mnie dość fascynujące z socjologicznego punktu widzenia, ale ma potrzebę powiedzieć Ci, że NIE, zupełnie nie jest tak, jak twierdzisz.

Magda
Gość
Magda

Miej pretensje do naukowców, też zawsze wypowiadają ogólne stwierdzenia na podstawie pewnych obserwacji. Mniej emocji, więcej logiki droga Pani. Wszystko tak dokładnie opisałam, że dalszą dyskusję uważam za zbedną. Żeby rozmawiać trzeba najpierw chcieć zrozumieć drugą stronę, a nie czuć się wiecznie uciskaną przez mylnie rozumiane stwierdzenie „kobieta powinna”. A rób sobie dziewczyno co chcesz, ale potem nie płacz, że nie ma już prawdziwych mężczyzny, przy których można poczuć się jak prawdziwa kobieta. Mi nie musisz wierzyć, podałam 2 nazwiska psychologów, mężczyzn.

StaraPannaZKotem
Gość
StaraPannaZKotem

Ale ja nigdy w swoim życiu „nie płakałam, ze nie ma już prawdziwych mężczyzn” :D Znam mnóstwo fantastycznych facetów i wszyscy są mega PRAWDZIWI ;) Plus ja czuję się jak prawdziwa kobieta sama z siebie, nie potrzebuję do tego żadnego typa! :D
Problem polega na tym, że w Twoich wywodach (które ja ze swojej strony dokładnie przeczytałam) właśnie nie ma za grosz logiki, tylko są jakieś bardzo archaiczne wierzenia, poparte pseudo pop-psychologią. A to, że ktoś jest „psychologiem, mężczyzną” nie czyni z niego autorytetu…

Magda
Gość
Magda

Lol, strasznie emocjonalne wpisy, zauważasz, że mocno manipulujesz wydzwiękiem moich komentarzy, a poza tym zanim zaczniesz mówić o czyjejś pseudo psychologii, proponuję najpierw zapoznać się z twórczością Pana Petersona. Sorry, ale ile masz lat żeby z taką śmialością podważać tak oczywiste, wielokrotnie opisane, omówione różnice, jakie występują między kobietami i mężczyznami? Przecież to wiedza ze szkoły podstawowej. Serio, odklejcie się od tej feministyczne narracji, bo to tylko osłabia naszą (kobiecą) pozycję na świecie. Emotikonkami nie zakryjesz swojej ignorancji w tym temacie. Nosz kurde, przecież nigdzie nie napisałam, że kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy. Proponuję wziąć kilka głębokich oddechów. Serio, aż tak boli przyznać, że chce mieć się faceta, który będzie podporą, a nie facetem, przy którym trzeba będzie tracić czas na przekonywanie go do naszej osoby. Zauważyłam, że dla feministek myślenie jednocześnie w kategorii grupy i jednostki jest kompletnie abstrakcyjne, intelektualnie nie do ogarnięcia. Życzę wszystkim Paniom, żeby miały przy sobie zajebistych, pewnych siebie panów, którzy nie będą widzieli poza wami świata.

StaraPannaZKotem
Gość
StaraPannaZKotem

Zachodzę w głowę, gdzie dopatrzyłaś się w moich wpisach emocji, ale rozumiem, że musisz dodać sobie kurażu, umniejszając swojego oponenta, bo merytorycznie cięzko ci dźwignąć temat. Nazywanie mnie ignorantką nie uczyni cię inteligentniejszą, obnaży po prostu twoją pogardę dla innych. Natomiast mówienie w 2018 roku, że feminizm osłabia (!!!!) kobiety jest jedną z najbardziej przerażających i smutnych rzeczy, z jakimi się w ogóle zetknęłam (to pierwsza EMOCJA, którą pozwalam sobie wyrazić) i trochę zamyka mnie na dalszą dyskusję z tobą, bo ewidentnie nie rozumiesz słów, których używasz (np. „feminizm”). I zapewniam cię, że „zajebisty, pewny siebie pan, który nie widzi poza tobą świata” NIE JEST marzeniem KAŻDEJ kobiety. Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.

Magda
Gość
Magda

Przecież nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że feministki dzisiejsze (dziewczyny, które tak siebie nazywają) ośmieszają się tylko. Potrafią tylko chodzić z gołymi klatami, albo czarnymi parasolami po ulicy. Poza tym, raczej kobieta, która chce mieć faceta na całe życie i mieć z nim dziecko, chce być jego najlepszym wyborem (najlepszą w jego oczach ze wszystkich kobiet), stąd stwierdzenie „całym światem”, także rozumiem, że cenisz sobie luźne relacje z facetami, no ja raczej poważnie podchodzę do nich . Tak, jesteś ignorantką, bo twierdzisz, że bardzo ceniony psycholog kliniczny, który spędził całe życie studiując ludzki umysł uprawia pseudopsychologię. To jest właśnie metoda tych dzisiejszych feministek -ignorowanie faktów naukowych. Sama się zastanów: Czemu ciągle powtarzasz, że jest rok 2018? Jakie ma to znaczenie w kontekście milionów lat ewolucji, które zapisały się w naszych mózgach, do czego ja się właśnie w komentarzach odwoływałam. Ja merytorycznie nie dźwignęłam tematu? Ja? Chyba sama w to nie wierzysz:) ja wiem czym jest ten właściwy feminizm, w przeciwieństwie do wyżej opisanych działaczek, które go w tej chwili ośmieszają.

Tianzi
Gość
Tianzi

‚ także rozumiem, że cenisz sobie luźne relacje z facetami, no ja raczej poważnie podchodzę do nich’ < …Czy to nie Ty pisałaś kiedyś, że jest typowe, że kobieta na pierwszej randce myśli już o imionach dla wspólnych dzieci?

Btw, ciekawostka dla wszystkich: badania psychologiczne ;) wskazują, że ludzie chętniej wierzą w prawdziwość i rzetelność badań, które potwierdzają ich własne poglądy niż w te, które mogą je podważać. Jeśli więc natrafimy na badania naukowców, którzy się z nami 'zgadzają', to bardziej prawdopodobne, że uznamy ich za niepodważalny autorytet. :)

Magda
Gość
Magda

OMG. Czuję bezsilność. Rozumiem, że zapozmałaś się z twórczością Pana Petersona i znalazłaś coś z czym się nie zgadzasz? Bo inaczej idzie Twoją wypowiedź potraktować jako zwykłe czepialstwo i dolewanie oliwy do ognia.

Tianzi
Gość
Tianzi

Nie muszę się z nim zgadzać ani nie zgadzać, żeby móc zaobserwować, że ludzie często wykazują sekciarskie podejście do określonych specjalistów z powodu zbieżności poglądów, a nie jakości badań. I że lubię sobie powiedzieć ‚BIOLOGIA’, ‚NAUKA’, żeby nadać w dyskusji swojemu zdaniu więcej wagi niż mu się należy – niezależnie od tego, czy akurat w tej dziedzinie panuje w świecie nauki konsensus czy nie. A o ile wiem, debata ‚nature vs nurture’ cały czas w tym środowisku trwa. (ja na nią odpowiedzi oczywiście nie znam, ale pisałam już wyżej, jakie mam zastrzeżenia wobec determinizmu biologicznego)

W każdym razie zapoznałam się pobieżnie z postacią Patersona i oczywiście napotkałam oznaki oszołomstwa (m.in. sprzeciwia się rozwodom bez orzekania o winie, chce ‚przymusowej monogamii’, ma hopla na punkcie ‚neo-Marksizmu’ i odmawia używania preferowanych zaimków dla transów, bo… to przypomina mu ideologię, która zabiła rzesze ludzi), ale przyznaję, że ma sporo ciekawych myśli i krytykuje psycho-lewactwo z innej pozycji niż psycho-prawak.

PS. Naprawdę nie sądzę, żeby osoba, której co drugie zdanie to jakaś pasywno-agresywna odzywka, powinna zarzucać mi czepialstwo.

Magda
Gość
Magda

Jesteśmy zwierzętami (ssakami), czy tego chcemy czy nie i to nie podlega dyskusji. Akurat w tej sprawie nie toczy się debata. Nigdzie nie napisałam, że ludzie się nie różnią, stąd użyłam stwierdzenia „(co do zasady)”. Nie rozumiem na czym polegało Twoje oburzenie kiedy pisałam w imieniu wszystkich kobiet, kiedy wyraźnie zaznaczyłam kontekst mojej wypowiedzi odnoszący się właśnie do determinizmu biologicznego. Nie pisałam też w jakim procencie on na nas wpływa, a że wpływa to akurat wiemy, bo nauka już tych informacji nam dostarczyła. Zresztą myślę, że nie trzeba być naukowcem, żeby stwierdzić, że kobieta jako, że ma zdolność do noszenia i rodzenia dzieci musi być wyposażona np. w odpowiedni układ hormonalny, różniący się od męskiego oraz odpowiedni poziom empatii pozwalający przetrwać momenty, gdy dziecko potrzebuje największej opieki. Gdybyśmy tego nie mieli, ludzie by wyginęli …..Samica (tak, jesteśmy zwierzętami) będzie szukała do spłodzenia dzieci najsilniejszego samca (wysoki status społeczny, odpowiedni wygląd, zaradność itd.). Oczywiście jest wiele innych kryteriów, niekoniecznie wynikających z biologii oraz wyjątków, ale nie o tym jest rozmowa. Samica musi mieć baaardzo silną motywację, żeby chcieć zajść w ciążę. Przecież zdarza się, że kobiety w czasie porodu umierają…zagaduję, że chodzi tu o instynkt macierzyński, który pozwala zaakceptować nawet własną ewentualną śmierć. Myślę również, że nie będzie nadużyciem stwierdzić, że jednak już były prowadzone badania odnośnie np. tego, które cechy fizyczne kobiet mężczyźni postrzegają za najatrakcyjniejsze. Zdaje się, że nawet określono dokładnie proporcje ciała „idealnej” kobiety. Stwierdzono, że dla mężczyzn atrakcyjne są szerokie biodra, które utożsamiają podświadomie z płodnością. Z ciekawostki mogę podać, że na studiach, na zajęciach bodajże wprowadzających nas do przedmiotu ergonomii, mieliśmy podawane główne psychologiczne różnicę między kobietami i mężczyznami. Np. wśród materiałów, które otrzymaliśmy było wypunktowane np. to, że kobiety są bardziej uczuciowe, gubią się w przestrzeni itd.i. I jakoś nie widziałam żadnej koleżanki, która by z tego powodu czuła się poniżona. Na podstawie tego co wiemy o ludziach, już potrafimy powiedzieć w jakich miejscach się różnimy. Prawda jest taka, że sporo osób zrozumiało moje wypowiedzi w taki sposób, w jaki sami chcieli zrozumieć, włącznie z Kornelem, który ewidentnie prawdę babci Janinki zrozumiał jako przestarzałą sztywną zasadę, która tylko ogranicza nam postrzeganie świata, kiedy ja wyraźnie zaznaczyłam, że zasada babci może mieć sens – taka zasada mogła służyć do np. selekcjonowania mężczyzn. Dzisiaj pewnie moglibyśmy powiedzieć, że pełnią taką funkcję „shit-testy”. Kornel miał absolutną rację, ale nie w tym KONKRETNYM kontekście, o którym ja pisałam, stąd mój wniosek, że podczas czytania moich komentarzy zabrakło Wam dobre woli. Skrytykowałam w pierwszym komentarzu psychologów, którzy jako główną strategię swoich wywodów obrali sobie negowanie wszystkiego co nosiłoby znamiona „przestarzałego”, każdą prawdę życiową utożsamiając ze sztucznymi, narzuconymi nam konwenansami, które BEZWZGLĘDNIE musimy odrzucić. Ja osobiście więcej wymagam od takich specjalistów, jak dla mnie taka postawa negowania jest najłatwiejsza i nie wymaga żadnego wysiłku, no a że na dodatek są to bardzo chwytliwe hasła… Moja krótka refleksja na koniec: nigdy nie spotkałam się ze stwierdzeniem „kobiety boją się pewnych siebie mężczyzn”, za to bardzo często „mężczyźni boją się pewnych siebie kobiet”…nawet tego doświadczyłam. ” I że lubię sobie powiedzieć ‚BIOLOGIA’, ‚NAUKA’, żeby nadać w dyskusji swojemu zdaniu więcej wagi niż mu się należy – niezależnie od tego, czy akurat w tej dziedzinie panuje w świecie nauki konsensus czy nie.” Czyli nie mogę powiedzieć, że to czego nas uczono w szkole jest prawdą tylko po to, żeby czasem nikt mi nie zarzucił, że nadaje w dyskusji swojemu zdaniu więcej wagi niż mu się należy? Dobrze rozumiem? Serio? Już nie można uznać, że istnieje jakaś bezsprzeczna prawda? Wszystko trzeba relatywizować, żeby czasem kogoś nie urazić? A już o Petersonie i zaimków …w filmie na you tube pt „Poprawność polityczna i postmodernizm – Jordan B Peterson” wyraźnie on mówi, że NIE ODMAWIA STOSOWANIA ZAIMKÓW DLA TRANSSEKSUALISTÓW, ALE SPRZECIWIA SIĘ ZAPISÓW W PRAWIE ZMUSZAJĄCYCH GO DO WSPIERANIA POGLĄDÓW, Z KTÓRYMI SIĘ NIE UTOŻSAMIA, KTÓRE NA DODATEK UWAŻA ZA SZKODLIWE. UWAŻA, ŻE NARUSZA TO JEGO WOLNOŚĆ. I tu się z nim absolutnie zgadzam.

Ps. Próba wciskania mi rzeczy, których nigdy nie napisałam również postrzegam jako pasywno – agresywne.

Tianzi
Gość
Tianzi

A gdzie Ci wciskam rzeczy, których nie pisałaś?

OK, więc krótko. Napisałam już blisko początku, że nie zamierzam negować biologii, tylko sprzeciwiam się ignorowaniu kulturowego bagażu. O instynkcie macierzyńskim etc. akurat możnaby podyskutować, bo całkiem niedawno czytałam, że idea ‚bezwzględnej miłości macierzyńskiej’ jest stosunkowo nowym wynalazkiem, a paręset lat temu nie postrzegano śmiertelności niemowląt jako wielkiej tragedii, natomiast panie z wyższych sfer chętnie podrzucały bachory mamkom i bonom, ale zostawmy to. Nie czuję się ‚poniżana’ ani ‚oburzona’ stwierdzeniami, że kobiety są różne od mężczyzn, ale twierdzę, że ta różność wynika w dużej mierze z tego, że społeczeństwo ją kultywuje. Najprostszy przykład, to gdy w podstawówce na przerwie chłopcy drą japę, ale Ty nie powinnaś, bo ‚dziewczynce nie wypada’. Plus, poważniej, np. to wpieranie dziewczynkom, że są ‚naturalnie’ gorsze z matematyki, kiedy jakby nie patrzeć nikt nie przetestował tego na społeczeństwie, gdzie taki pogląd nie panował (za to badania wskazują, że człowiek dość mocno się kształtuje wg tego, jaki się mu powie, że jest). Więc nie, nie twierdzę, że właściwym podejściem jest ‚jednoznaczne negowanie wszystkiego, co przestarzałe’. Natomiast na pewno należy to kwestionować, zamiast machać ręką i mówić ‚brachu, biolooogia, świat po prostu taki jest!’.

Co do babci Janinki, to ja z jej podejściem mam taki problem, że a) namawia ona kobiety do tłumienia własnego charakteru b) stawia je na pozycji, kiedy to nie one dokonują wyboru. Ditto dla stwierdzeń w rodzaju ‚mężczyźni boją się pewnych siebie kobiet’. Jak jego pewność siebie jest tak krucha, że musisz obniżać swoją, żeby się nie bał, no to… chyba właśnie sprzeczne z ideą hipergamii ;)

Co do Patersona i zaimków, to podkreśliłam, że chodziło mi o jego argumentację (że ten zapis w prawie to bzdura, to się całkowicie zgadzam).

Magda
Gość
Magda

„Ja nie neguję biologii, tylko proszę o nieudawanie, że nie istnieje tu (wpychana nam, czy tego chcemy, czy nie) też konwencja. ;) I niezachowywanie się, jakby się miało mandat na deklarowanie ‚jak myślą kobiety”

Tu mi sugerujesz, że wypowiadam się w imieniu wszystkich kobiet. Ja mówiłam o „przeciętnej kobiecie”, a nie każdej. To jest to wciskanie. Pisałam do Kornela:

„Chcę tylko powiedzieć, że faceci robią sobie straszną krzywdę dając sobie wmówić, że nie ma różnicy w kwestii tego, kto pierwszy przejmie inicjatywę”

Sugerowałam mu, że statystycznie więcej szansy na znalezienie właściwej kobiety będzie miał, gdy to on będzie przejmował inicjatywę. Dalej tłumaczyłam, że faceci inaczej reagują na pewne siebie kobiety niż kobiety na pewnych siebie facetów. Większe szanse na zdobycie fajnej dziewczyny będzie miał facet niż kobieta wychodząca z inicjatywą i nie z powodu tylko kruchego męskiego ego, ale większej skłonności mężczyzny (przeciętnego) do podejmowania wyzwań (gonienie króliczka).

„Napisałam już blisko początku, że nie zamierzam negować biologii, tylko sprzeciwiam się ignorowaniu kulturowego bagażu”

Tylko zauważ, że ja też nie ignorowałam bagażu kulturowego.

„O instynkcie macierzyńskim etc. akurat możnaby podyskutować, bo całkiem niedawno czytałam, że idea ‚bezwzględnej miłości macierzyńskiej’ jest stosunkowo nowym wynalazkiem, a paręset lat temu nie postrzegano śmiertelności niemowląt jako wielkiej tragedii, natomiast panie z wyższych sfer chętnie podrzucały bachory mamkom i bonom, ale zostawmy to”

Nie pisałam o bezwzględnej miłości macierzyńskiej, tylko sama idea znajdowania szczęścia w zakładaniu rodziny opiera się na bardzo pierwotnym instynkcie macierzyńskim.

„Nie czuję się ‚poniżana’ ani ‚oburzona’ stwierdzeniami, że kobiety są różne od mężczyzn, ale twierdzę, że ta różność wynika w dużej mierze z tego, że społeczeństwo ją kultywuje”

Mówienie o różnicach nie jest kultywowaniem. To fakt. Nie widzę nic złego z formułowania swoich poglądów na podstawie różnorodnej wiedzy (jestem statystyczną kobietą, ale też indywidualną osobą).

„Za to badania wskazują, że człowiek dość mocno się kształtuje wg tego, jaki się mu powie, że jest”

No tak, mało świadomi ludzie tak do tego podchodzą. Jak usłyszy mało świadoma dziewczyna, że statystycznie faceci są lepsi z matmy, to będzie myślała, że nie może osiągnąć od faceta więcej w tej dziedzinie. Równie dobrze można powiedzieć, że zamiast negować badania statystyczne powinniśmy nauczyć te dziewczyny znaczenia słowa „statystyka”. Czyli stwierdzenie „badania wskazują, że człowiek dość mocno się kształtuje wg tego, jaki się mu powie, że jest” opiera się na tym, że ludzie nie rozumieją podstawowych słów. Nie będę w każdym razie ukrywała, że statystycznie mężczyźni są mniej uczuciowi od kobiet, żeby czasem nie zasmucić jakiegoś uczuciowego pana. Mówienie, że kobiety statystycznie są gorsze od facetów z matmy nie jest wpieraniem. Jak ktoś mówi, że czytając statystki, czuje się jakby ktoś mu coś wpierał tzn., że ma nierozwiązane jakieś swoje problemy wewnętrzne, które może musi skonsultować z psychologiem.

„Co do babci Janinki, to ja z jej podejściem mam taki problem, że a) namawia ona kobiety do tłumienia własnego charakteru b) stawia je na pozycji, kiedy to nie one dokonują wyboru. Ditto dla stwierdzeń w rodzaju ‚mężczyźni boją się pewnych siebie kobiet’.

Babcia Janinka mówi, że jak chcesz partnera, który ma możliwie największy zestaw zasobów, to może lepiej zaczekać, aż on sam zachęcony zrobi konkretny krok. To jest rodzaj dokonywania wyboru, szczególne kiedyś, gdy facet wiedział, że do jego roli należy zdobywanie, więc taki mężczyzna, który robił pierwszy krok był z zasady gotowy na związek, relacje, małżeństwo. Mężczyźni, którzy boją się pewnych siebie kobiet mają faktycznie kruche ego, bo mężczyźni mają zazwyczaj ego bardziej wrażliwe od kobiet. To same ego np. może chcieć popychać mężczyzn do mierzenia się z możliwie najtrudniejszymi wyzwaniami, jakie daje im zdobywanie fajnej kobiety. Taki wartościowy facet, który nie boi się podejmować ryzyka i który nie ma problemu z kobietami, może zwyczajnie woleć taką formę poznawania przyszłych partnerek. Zauważ, że taki mężczyzna będzie na stracie lepiej postrzegany od takiego, który tego ryzyka nie podejmuje. Nie dlatego, że jest może mniej wartościowy tylko, że chęci do podejmowania ryzyka (pewności siebie) nie ma w swoich zasobach. Można powiedzieć, że facet, który nie zareaguje na śmiałe zaloty atrakcyjnej, fajnej kobiety (dla niego samego) paradoksalnie może mieć więcej zasobów, od tego kto na te zaloty zareaguje pozytywnie. Jeszcze jest jedna ważna kwestia: pociąg seksualny jest bardzo prymitywnym zjawiskiem. Fajność kogoś nie wystarczy, żeby z kimś być, stąd właśnie reflekcja, że świadomy facet nie będzie chciał się pozbawiać ekscytacji jaki daje mu zdobywanie kobiety, której pragnie.

„Jak jego pewność siebie jest tak krucha, że musisz obniżać swoją, żeby się nie bał, no to… chyba właśnie sprzeczne z ideą hipergamii ;)”

Pewność siebie może równie dobrze polegać na założeniu, że znam swoje oczekiwania i zasoby, które pozwalają rozumieć, że pewność siebie nie musi wpływać każdorazowo na efektywność, bo zawsze w relacji z innym człowiekiem, musimy się liczyć, że druga osoba nie musi być na podobnym poziomie świadomości co my. Albo można równie dobrze założyć, że świadomy mężczyzna z pełnym zestawem zasobów nie będzie czekał na Twój pierwszy krok. Dodatkowo wiedząc coś na temat natury mężczyzn (przeciętnych), można wywnioskować, że facet każdorazowo podjedzie do kobiety, która wg niego jest warta zachodu (opisałam to wyżej). Zresztą, jak widzisz pewnego siebie gościa, umiejącego gadać z kobietami, wpływać dobrze na ich energię (a łatwo to dostrzec w rozmowie z nim) łatwo zauważyć kiedy jesteś autentycznie atrakcyjna i on reaguje na Ciebie pozytywnie, nie dlatego że jesteś jakąś tam kobietą, tylko tą konkretną. Można mieć charakter pozwalający łatwo nawiązując kontakt z płcią przeciwną i jednocześnie rozumieć, że potrzeba też inteligencji żeby z tej pewności siebie właściwie korzystać.

Co do Petersona … myślę, że wielu ludzi, którzy interesują się filozofią, polityką, socjologią, historią, psychologią zgadza się z nim. Peterson sprzeciwia się kolektywizmowi. W innych wykładach tłumaczy jak on doprowadził do wytworzenia się największych zbrodniczych ideologii. Jemu chodzi o konkretny sposób myślenia – chcieli to umieścić w prawie kanadyjskim (chyba już zostało wprowadzone) i on nie ma problemu prywatnie odnosić się do kogoś w taki sposób jaki on chce, ale sprzeciwia się neo-marksizmowi, bo właśnie idea jego opiera się na wkraczaniu prawa w relacje międzyludzkie. Innymi słowy, nie da się popierać marksizmu, a nie popierać tego typu regulacji prawnych, więc jego wypowiedź jest całkowicie spójna. Marksizm bez państwa nie istnieje.

Babunia Jagódka
Gość
Babunia Jagódka

Umiejętność podejmowania wyzwań przez kobietę również ma duże znaczenie ewolucyjne, jeśli już do biologii się odwoływać. Kobieta silna jest w stanie z większym prawdopodobieństwem zapewnić przetrwanie potomstwu w przypadku np. zginięcia mężczyzny. Zapewnienie przetrwania i wychowania potomstwa jest na tyle trudnym zadaniem, że obydwie jednostki które się tego podejmują muszą być w roli dorosłych osób, nie jest pożądane aby którakolwiek z nich stawiała się w roli dziecka – biernego, na starcie wymagającego zaopiekowania. Pewnie dlatego też bardzo dojrzałym mężczyznom podoba się aktywność ze strony kobiety. Dodatkowo kobieta, która jest elastyczna, potrafi wykazywać się różnymi umiejętnościami i wchodzić w różnorodne role jest mniej przewidywalna, jest większym wyzwaniem niż taka, która oczekuje ” na zdobycie”. Najlepszymi uwodzicielami/ uwodzicielkami są osoby które silnie utożsamiają się z cechami i zaletami swojej płci, ale mają rozwinięte także umiejętności, które uznawane są za domenę płci przeciwnej (np. kobieta delikatna i wrażliwa, troskliwą i czuła – ale jednocześnie samodzielna, stanowcza, ciut szalona, umiejąca przejąć inicjatywę i mężczyźni ambitni, potrafiacy wytrwale dążyć do celu, ekspolurujay otoczenie, stanowczy – ale jednocześnie empatyczni, potrafiący wyrażać emocje, być blisko). Najlepszymi uwodzicielkami i uwodzicielami są osoby które potrafią płynnie wchodzić w role i dziedziny płci przeciwnej jak też w odpowiednim czasie się z nich w razie potrzeby wycofywac ( z nią można np. pogadać o samochodach, on opowie o ważnych dla niego osobach i miejscach, on zdejmie uwagę z kobiety zarozumiałej, karmiącej swoje ego podziwem i zainteresowaniem, ona założy czerwone majtki i za krawat zaprowadzi go do łóżka). Poza tym najlepsi uwodziciele i uwodzicielki są konstruktywni we wszystkich innych dziedzinach życia poza podrywem. Praktyka pokazuje, iż mężczyźni mający zbyt duże skłonności do ryzyka – nie byli dobrymi partnerami. Często prowadzili awanturnicze życie i ginęli zbyt wcześnie. Często też osoby mające duża skłonność do podejmowania ryzyka – nie są pewne swojej męskości i umiejętności podejmowania życiowych wyzwań, muszą stałe potwierdzać swoją męskość np. zdobywając coraz to nowa kobietę. Klinicyści mogliby też się wypowiedzieć, iż osoby ekscytujące się gonieniem króliczka – często nie potrafią tworzyć więzi z osobami dostępnymi. Przez niskie poczucie własnej wartości , braki w umiejętnościach tworzenia bliskości potrafią interesować się tylko osobami niedostępnymi. Nijak to się ma do gotowości i do bycia ojcem czy mężem czy z umiejętnością opieki nad chorym dzieckiem. Dyskusyjne jest takze czy potrzeba zdobywania jest najbardziej pierwotna potrzeba mężczyzn. Mężczyźni zdobywali po coś. Czyli ich bardziej pierwotna potrzeba było odpowiedzenie na potrzeby kobiet i potomstwa. I tak ponieważ jesteśmy ludzmi, a nie zwierzętami obowiązuje nas nie tylko dół piramidy potrzeb Masłowa – ale też jej góra. Przetrwanie potomstwa a raczej sprawienie tego żeby dobrze sobie radzilo w życiu – nie zależy już tylko jak w czasach jaskiniowych od genów, od tego czy mężczyzna upoluje i przyciągnie mamuta oraz obroni swoje stado – ale bardziej od tego jakie cechy psychiczne ukształtują się u danego dziecka. A żeby ukształtowały się odpowiednie – liczą się odpowiednie cechy charakteru i umiejętności rodziców. Nic więc w tym dziwnego, że świadome i dojrzale jednostki przykładają do nich duża uwagę, wymagając ich i od kobiet i od mężczyzn.
Gdyby idea szczęścia małżeńskiego była oparta na instynkcie macierzyńskim – oznaczałoby że kobietom zależy na dzieciach bardziej niż mężczyznom. Tymczasem rozmnażanie jest podstawową funkcją zarówno osobników płci męskiej jak i żeńskiej. Obydwie strony są także zainteresowane przetrwaniem potomstwa – inaczej rozmnażanie nie miałoby sensu. Jeszcze raz podkresle, iż nie jesteśmy tylko zwierzętami, mamy uczucia wyższe i wiążemy się z innymi osobami nie przede wszystkim dla przedłużenia gatunku – ale z powodu pragnienia miłości, bliskości.

mialeczka
Gość
mialeczka

Magdo – z prawdziwą przykrością i przerażeniem obserwuję jak podążasz w stronę udowadniania, iż Twoje przekonania są jedynymi najprawdziwszymi i wszystkie inne są bez sensu. Działa to na mnie przytłaczająco i złości mnie to.
Mam wrażenie,że często jakoś do psychologii nie mamy wyważonego stosunku. Czasami odmawia się jej prawa do bycia nauką, innym razem traktuje się ją zupełnie bezkrytycznie. Tymczasem w psychologii, tak jak w każdej nauce – nic nie jest prawdą ostateczną i absolutną. Badacze cały czas badają czynniki, zmienne które wpływają na zachowanie ludzkie, także na relacje damsko – męskie, modyfikują swoje pierwotne założenia i stanowiska. Psychologowie również często się od siebie różnią, tworzą różne alternatywne modele wyjaśniania niektórych zjawisk, mają różne spojrzenia na różne kwestie. I tak np. Katarzyna Miller, Zimbardo czy Eichelberger niekoniecznie musieliby się tak do końca i absolutnie zgodzić z Twoimi autorytetami. Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie anatomicznie, hormonalnie, w zakresie centralnego układu nerwowego ale tak do końca nie wiadomo jak te różnice biologiczne wpływają na ich zachowania czy role społeczne. Wyciągane wnioski często były nadinterpretowane, naciągane i obarczone błędem osobistych poglądów czy postaw badacze a także już istniejących stereotypów. Warto czasem się zapoznać z krytyką metodologii danych badań. To prawda,że w pewnym sensie w zakresie mózgu, genetyki otrzymujemy w spadku mądrość przeszłych pokoleń. Ale też nasz mózg jest plastyczny, dzięki temu możemy się adaptować do nowych warunków niż te które dotyczyły przeszłych pokoleń, możemy nabywać nowe umiejętności, możemy przetwarzać i asymilować nowe dane. W pewnym sensie to nasz spadek dla kolejnych pokoleń. Wiadomo jednak,że na zachowanie ludzi nie wpływają tylko i wyłącznie czynniki biologiczne. Do głosu dochodzą także warunki w jakich żyjemy i zmieniające się czynniki społeczne, to jakie mieliśmy wcześniej doświadczenia i jakie wnioski z nich wyciągnęliśmy, w jakich rodzinach się wychowywaliśmy i na jakich partnerów zostaliśmy trochę uwarunkowani. Czasami branie zbyt poważnie i bezkrytycznie psychologii ewolucyjnej i płci mózgu może być niebezpieczne. Może prowadzić to tego, że nie zwracasz uwagi na to co faktycznie się wokół Ciebie dzieje i dopasowywać rzeczywistość do tego co przeczytałaś w książce. Np. mężczyzna może Ci całkiem szczerze powiedzieć, że chciałby być odważnie uwodzony przez kobietę, może nawet zdominowany i właśnie z taką pragnie się związać. Jeżeli Ty na podstawie jakiegoś filmiku na Youtube, książki czy opinii autorytetu powiesz ” nie, nie ty wcale tak nie myślisz ani nie czujesz – bo mężczyzna lubi zdobywać i nie ma innej opcji” to dokonujesz przemocy emocjonalnej. Oczywiście nie twierdzę,że tak mówisz czy że takie masz intencje, nie traktuj tego jako atak. Zbyt dosłowne, poważne czy bezkrytyczne traktowanie psychologii ewolucyjnej i płci mózgu może doprowadzić do ograniczeń, przez które ludzie nie zrealizują swojego potencjału i nie wniosą różnych pięknych rzeczy do świata. Możemy powiedzieć np. że kobiety mają większe predyspozycje do zajmowania się relacjami międzyludzkimi, opieki, empatii to niech to robią, skoro zrealizują się w tym najlepiej. A mężczyźni niech zajmą się sprawami męskimi, związanymi z wyższą matematyką i funkcjami wzrokowo – przestrzennymi. I co wtedy z Volantem, który odnajduje się w obszarze relacji i chociaż w niektórych sprawach zupełnie się z nim nie zgadzam – wspaniale realizuje w tym obszarze swoje cechy męskie, korzystając też od czasu do czasu ze strategii kobiecych. Co z Jurkiem Owsiakiem – przecież kwestowanie i cele dobroczynne były domeną kobiet. Co z Korczakiem. Co z Pawłem Zawitkowskim- wspaniałym, empatycznym specjalistą od rehabilitacji niemowląt. Co z wielkimi pisarzami – skoro funkcje językowe są dziedziną kobiet. Tworzenie sztucznych i mało elastycznych podziałów ról – może być bardzo niebezpieczne. I naprawdę nie wiem czy psychologia ewolucyjna i dane o płci mózgu przynoszą więcej korzyści – bo pozwalają lepiej się zrozumieć kobietom i mężczyznom czy też przynoszą wiecej strat – bo prowadzą do nadinterpretacji, uprzedzeń, stereotypów i sztucznych ograniczeń.

Magda
Gość
Magda

Masz rację mialeczka! Zacznijmy rozmawiać o rzeczach. Króciutko. W czym nie zgadzasz się z Panem Petersonem? Bo ja np. potrafię powiedzieć, dlaczego Eichelberger nie będzie nigdy osobą, którą będę darzyła uznaniem.

mialeczka
Gość
mialeczka

Prawdę mówiąc nie sądzę, żeby dobrym pomysłem było teraz omawianie z czym się z danym psychologiem zgadzamy, a z czym nie. Zasadniczo artykuł Volanta nie jest na ten temat. Zobacz jaką ilość komentarzy napisałyśmy, jakie obszerne one są. Dajmy trochę przestrzeni innym i dajmy im odpocząć od naszych dyskusji. Coś mi mówi, że będą nam za to bardzo wdzięczni ;)

Magda
Gość
Magda

Tak myślałam…

mialeczka
Gość
mialeczka

Przykro mi, że Cię rozczarowałam nie wdając się w dyskusję nt panów Petersona i Echeilbergera. Napiszę Ci już zupełnie na odchodnym taka swobodne refleksję. Jest taka grupa osób, która wiąże się ze sobą z powodów przyziemno- instrumentalnych. Tzn. w uproszczeniu mężczyźnie zależy żeby kobieta prowadziła mu dom i zeby mieć z nią regularny seks. Kobiecie zależy na tym żeby mieć dach nad głową, mieć zapewniony status społeczny i żeby ktoś łożył na jej utrzymanie. I mamy kolejną, grupę – która znacząco różni się od tej pierwszej. Kobieta nie potrzebuje dachu nad glowa, statusu społecznego ani środków na utrzymanie – wszystko zapewniła sobie sama. Mężczyzna umie wykonywać obowiązki domowe, ma również zaspokojone potrzeby seksualne. Zresztą ponieważ wiek zawierania małżeństw/ wiązania się na poważnie przesunął się możemy nawet założyć że obydwoje są po 30. Wtedy ich potrzeby seksualne wraz ze wzrostem testosteronu u kobiety staja się bardziej wyrównane. Zarówno mężczyzna jak i kobieta maja jednak okazję do seksu bez wiązania się na stałe.Obydwie strony zdają sobie sprawę że nie potrzebują koniecznie związku i mogą z niego zrezygnować jeżeli nie będzie satysfakcjonujący. Nie jesteśmy jak zwierzęta ślepo zdeterminowani, bez udziału naszej decyzji do przedłużania gatunku. Co w takim razie może się stać z tą drugą grupą osób? 1. Moga się pojawić problemy z dorastaniem, odpowiedzialnością, umiejętnością wchodzenia w relację, mogą być one krótkie, instrumentalne. Ludzie mogą staczać się w wyniku niespełnienia w destrukcję. Lew Starowicz powiedział kiedyś, że boi się o związki. Że może dojść nawet do sytuacji kiedy ludzie przestaną uprawiać ze sobą seks na żywo, ponieważ seks z użyciem najnowszych technologii może wydawać się mniej skomplikowany, szybszy, przynoszący mniej stresu niezsocjalizowanym jednostkom. Ale istnieje też drugi wariant tego co stanie się z tą drugą grupą. Będzie wiązać się że sobą przede wszystkim że względu na uczucia wyższe, potrzeby emocjonalno – duchowe. I tutaj także trzeba uwzględnić duży dostęp do potencjalnych partnerów a także tempo obecnego życia i wchodzenia relację. Przy założeniu że pociąg seksualny traci na znaczeniu jako motywacja do zagłębiania się w relację na korzyść czynników emocjonalnych – żeby obydwoje partnerzy byli usatysfakcjonowani będą też stawiali na jak największe i jak najszybsze wzajemne otrzymywanie . Inaczej odczytują to jako stratę czasu i przeskakują w inną znajomość. Stąd też współcześni mężczyźni mogą mniejsze znaczenie przykładać do zdobywania, a większe do partnerstwa. I jest to bardzo optymistyczne, po pierwsze dlatego bo kobiety często chciały aby mężczyźni kochali je przede wszystkim za ich dusze nie ciało. Po drugie dlatego, że jeśli mężczyźni stali się zagubieni i niepewni jaka właściwie jest ich rola kiedy kobiety zaczęły zarabiać, stawać się bardziej niezależne – to teraz usiłują po prostu wypracować nowy model męskości czyli przestają być powoli zagubieni. Być może stąd otwarte wypowiedzi, że mają dosc starania ( zdobywania) , że chcą inicjatywy ze strony kobiet, że czują się niedopieszczeni. Weź pod uwagę możliwość ewolucji od największego znaczenia czynników biologicznych, przedłużania gatunku w duchowe, od mężczyzny nade wszystko zdobywcy do mężczyzny partnera. Ludzie ponadto decydując się na małzeństwo/ poważny związek / dziecko zakładają że będą ze sobą żyć długo i mając przykre doświadczenia kryzysów w rodzinach, rozwodów – tym bardziej musza stawiac na charakter. Natomiast ten najlepszy materiał genetyczny z męskiej i żeńskiej strony – może trochę traci na znaczeniu ze względu na postęp w medycynie i ogólnie większą przeżywalność dzieci. Niektórzy mężczyźni mówią, że nieważne jest dla nich kto wykona pierwszy krok – ważne dla przetrwania związku są inne czynniki, które się dzieją w relacji. I ja im wierzę. Nie odczytuje tego jako wyraz ich słabości czy braku świadomości tylko dojrzalości.Myślę że warto podchodzić uważnie do tego co mówią przeciętni, zwyczajni faceci, co piszą na blogu – bo pokazują być może tendencje – które będą zbadane i omowione w poważnych badaniach dopiero w przyszłych latach – podczas gdy autorytety często przedstawiają wnioski z badań z ubiegłych dziesięcioleci. Owszem zdarzają się mężczyźni, którzy płaczą, że kobiety są takie roszczeniowe i pod tym płaczem/ narzekaniem kryje się pragnienie żeby wykonały za nich całą robotę bo sami sobie nie radzą z życiem i jest to jedna wielka dziecinada.Owszem może tak być że jeśli kobiety przejmą nadmierna odpowiedzialność za relacje – obie strony będą nieusatysfakcjonowane. Ale być może lepszym prognostykiem udanej relacji i siły potencjalnego partnera jest nie to kto pierwszy okaże zainteresowanie czy wykaze inicjatywę – tylko ogólne przyjrzenie się np. czy ktoś realizuje swoje cele i dazenia, czy umie pokonywać trudności i jak do nich podchodzi, jak się komunikuje, jak traktuje innych ludzi itp.

Magda
Gość
Magda

Absolutnie mnie nie rozczarowalaś, wręcz przeciwnie. :D Raczej utwierdziłaś w pewnym przekonaniu.

Magda
Gość
Magda

Mialeczka, nie mam problemu z utożsamianiem się jednocześnie z grupami społecznymi do których należę, niezależnie jakie by one nie były np. (grupa kobiet, mieszkanek określonego miasta, kraju, przedstawicieli konkretnego zawodu, wieku itd.) i jednocześnie postrzegać się jako jednostkę. Autentycznie, dla mnie jest to do ogarnięcia. Jednak mogę uznać np., że część ludzi, w tym osoby tu komentujące nie mają tej umiejętności, co zresztą tłumaczyłoby wiele rzeczy. Idąc waszym tokiem myślenia należałoby zaprzestać prowadzenia wszelkich statystyk, bo próba wykorzystania ich zawsze wiązałaby się generalizowaniem, która najwidoczniej byłaby dla was największą zbrodnią. „Tworzenie sztucznych i mało elastycznych podziałów ról – może być bardzo niebezpieczne. „I naprawdę nie wiem czy psychologia ewolucyjna i dane o płci mózgu przynoszą więcej korzyści – bo pozwalają lepiej się zrozumieć kobietom i mężczyznom czy też przynoszą więcej strat – bo prowadzą do nadinterpretacji, uprzedzeń, stereotypów i sztucznych ograniczeń.” Czy sam fakt wystąpienia ewentualnych niebezpieczeństw (wg Ciebie), jest wystarczającym powodem, aby wstrzymywać się od badań nad różnicami między kobietami i mężczyznami i je publicznie ogłaszać? Nie rozumiem, czemu próbuje mi się cały czas sugerować, że zbyt serio biorę do siebie założenia psychologii ewolucyjnej? Skąd przekonanie, że moje poglądy nie wynikają z solidnego podejścia do tematu, skoro wyraźnie napisałam, że kiedyś myślałam inaczej i obserwacja oraz doświadczenie skierowały mnie do wniosków jakie opisałam wyżej. Poza tym, cały czas piszesz o problemach, ludziach, zjawiskach, które rozumiem w zupełności. Zaznaczyłam, że czynniki biologiczne istnieją i, że jednym z nich jest chęć znalezienia sobie odpowiedniego partnera…ale nigdzie nie napisałam, że biologia determinuje wszystkie zachowania, a Twoje baaaardzo długie wywody wskazują na to, że tego nie wyłapałaś, najpewniej nie przeczytałaś wszystkiego co napisałam, bo o złą wolę nie chcę Cię posądzać.

mialeczka
Gość
mialeczka

Owszem przeczytałam dokładnie co napisałaś i poobserwowalam też co dzieje się w komunikacji między Tobą a Tianzi i Stara Panna z Kotem a także Tobą i Kornelem. Moje długie wywody miały w intencjach na celu pomoc Wam sie trochę lepiej zrozumiec. Przepraszam jeżeli przyjęłam z taką rolę niepotrzebnie.Nie atakuje Cie, ale też nie czuje się też przez Ciebie zrozumiana właściwie. Może jeszcze inaczej. W mojej intuicji to wcale nie babcia Janinka miesza w głowach kobietom a one często nie tyle bywają obrażone co zdezorientowane. Po prostu wg mojej intuicji wiele osób dla mody lub pieniędzy, lub też współczucia i troski przed destrukcja, o której napisałam w poprzednim komentarzu usiłuje mówić kobietom – nie bądź taka niezależna, no daj się pozdobywac, będzie tak fajnie a mężczyznom – bierz się za zdobywanie, będziesz spełniony, to da wam szczęście obydwojgu. Tylko, że moim zdaniem te osoby czy Ci specjaliści nie biorą pod uwagę kilku czynników. Po pierwsze takiego, że energię zarówno męska jak i żeńska można kanalizować na różne sposoby. I nie są tylko dwie drogi albo taka jak mówią kobietom i mężczyznom – albo pogrążenie się w destrukcji, zagubienie i brak świadomości. Po prostu niektorzy mężczyźni wyszli na przeciw kobietom uwzględniając ich różnorakie potrzeby. Aby pozwolić kobietom na niezależność trochę przekierowali opiekunczosc na budowanie swojej osobowości, realizację hobby,aktywnosc zawodowa. Poprawiły się ich zdolności rozumienia emocji, większą wagę przykładają do więzi – ale też stali się bardziej wymagający od kobiet pod tym względem. Realizują swoją męskość bardziej w stawianiu granic niż dominowaniu. I odkryli, że im z tym dobrze. Że taką sztywna, mało elastyczna presja ciągłego starania się o kobiety wcale im nie służyła, że dzięki temu mogą otrzymać więcej i mieć dla siebie więcej przestrzeni. Z drugiej strony kobiety odkryły że dzięki swojej niezaleznosci czują się bardziej bezpieczne bo mogą bardziej mieć wpływ na swoje życie i bardziej o nim decydować, mogą też być bardziej autentyczne i swobodne w kontaktach z mezczyznami, jeżeli przekroczymy model zdobywcy i bycia zdobywana, mogą mieć pełniejsze zycie I też odczuly, że im się to podoba. I w moim odczuciu – mają wrażenie, że Ty wracając do modelu zdobywcy i bycia zdobywana – chcesz im to wszystko zabrać lub odmówić do tego prawa. Po prostu wykształca się nowy model zarówno kobiecości jak i męskości, kobiety- partnerki i mężczyzny – partnera, ucza się realizowac swoją kobieca i męska energię i kanalizować ja tak żeby nie wchodzić sobie we wzajemnej potrzeby. Problem w tym, że jeszcze nie stało się to powszechne. Podręczniki, filmiki często za tym nie nadążają, pojawia się rozdźwięk.W tej chwili wspolistniejemy z różnymi osobami. Tak jak napisałam nieświadomymi, traktującymi się instrumentalnie. Z mężczyznami starającymi się o kobiety i dobrze odnajdujacymi się w poprzednim modelu zdobywania. Z kobietami , które chcialy opiekuńczości i prowadzenia i dobrze czuły się zdobywane i adorowane. I z osobami, które bardzo dobrze odnajdują się w partnerstwie. Są też osoby, które totalnie się pogubiły, poszły w destrukcję i potrzebują czegokolwiek co wiedzieliby konkretnie jak realizować -modelu zdobywanej, zdobywcy, partnerstwa. Mysle, że bardzo pomocne może być w komunikacji zastanowienie się z osobą, z której z tych grup rozmawiasz. Moje wywody też miały na celu pokazanie, że statystyki można używać bardzo różnie. Możemy np powiedzieć wszelkie dane mówią, że kobiety i mężczyźni różnią się zainteresowaniami, zostawmy to więc jak jest, niech się tak realizują bo inaczej nie pozwolimy im być sobą. Ale statystyki nie pokazują już tego co się dzieje jeżeli kobieta lub mężczyzna trochę przekroczą swoje zainteresowania i naturalne predyspozycje. Np Volant zainteresował się dziedzina uznawana za kobieca. Ale realizuje się w tej dziedzinie na męski sposób. Dąży do prestiżu, tworzy nam ładne idee, modele – poszczególnych zagadnień. Co my kobiety robimy? Kierując się myśleniem sytuacyjnym, narracyjnym rozbieramy to na czynniki pierwsze, widzimy to szerzej, widzimy więcej rzeczy, które mogą na siebie wpływać. Nieświadomych facetów może to wkurwiac, mogą myśleć że to czepianie się o szczegóły albo chaotyczność w myśleniu. Świadomi zrozumieją – że dzięki naszemu sposobowi myślenia modele Volanta będą mieć mniej błędów w praktyce lub będą prawdziwsze, że dzięki temu jak mu myślimy on może coś zmieniać w swoich modelach, czy ideach. Oczywiście tu rola kobiet zostanie całkowicie pominięta przez nieświadome osoby.
Tak jest właściwie w każdej dziedzinie – nauce, biznesie. Dzięki temu dochodzi do postępu szybciej. I o tym przedstawianie samych statystyk nic nie mówi. Przepraszam Volant za zaśmiecanie strony, długimi wywodami – postaram się już tego nie robić.

Magda
Gość
Magda

Zauważ, że stosujesz mialeczka cały czas niewyszukane chwyty erystyczne. Kiedy zapytałam z jakimi poglądami Pana Petersona się nie zgadzasz, zbyłaś mnie twierdząc, że „nie o tym jest treść wpisu Volanta, zróbmy przestrzeń innym itd.”, ewidentnie uciekając od niewygodnej dla Ciebie ścieżki rozmowy, którą z kolei ja chciałam podążać, aby wyjaśnić jakie jest źródło moich przemyśleń. Dowodem na to, że jednak ostatecznie nie przeszkadza Ci zabieranie przestrzeni, są Twoje bardzo duże, dalsze wpisy. Teraz kiedy poprosiłam Cię żebyś podpowiedziała na proste pytanie: „Czy sam fakt wystąpienia ewentualnych niebezpieczeństw (wg Ciebie), jest wystarczającym powodem, aby wstrzymywać się od badań nad różnicami między kobietami i mężczyznami i je publicznie ogłaszać?” zrobiłaś bardzo podobnie, mocno owijając w bawełnę. Mialeczka, na te pytanie można było odpowiedzieć : tak lub nie. Jak dla mnie możliwość publikowania niezależnych badań, jakkolwiek by się one nam nie podobały, jest ściśle związana z wolnością słowa i poglądów. Śmiem twierdzić, że w swoich osądach na temat moich rozmów z innymi jesteś daleka od obiektywizmu. Zauważ, że wszystkie komentarze są odpowiedzią na mój komentarz, w którym nadałam pewien ton swoich przemyśleń, a cała reszta odnosiła się do zupełnie innej koncepcji znaczenia filozofii babci Janinki. Całe Twoje wywody oraz komentarze innych nie są odpowiedziami do moich przemyśleń, ale własnymi refleksjami (też dobrymi) tylko stwarzają pozory pozostające w związku w jakikolwiek sposób z moimi. Z Twoich wpisów nasuwa mi się bardzo prosty wniosek: „Nie generalizujmy, bo wszystko jest względne”. I tu z przykrością muszę przyznać, że nie zgodzimy się chociażby na bardzo podstawowej płaszczyźnie: Ja nie wierzę w relatywizm. Uważam, że są rzeczy (nie wszystkie, ale bardzo dużo rzeczy) już na tyle dokładnie zbadane, że próba podważania ich byłaby szkodliwa dla ludzkości, po prostu gdyby nie uznanie bezsprzecznie faktu, że coś jest takie jakie jest (np. to, że ludzie są ssakami), nie moglibyśmy dalej rozwijać pewnych zagadnień. Drugim powodem jest to, że trudno mi się rozmawia z osobami, które świadomie, albo podświadomie manipulują wydźwiękiem moich wypowiedzi. Trzeci powód dostarczył mi ostatni komentarz Tianzi. Sama stwierdziła, że pobieżnie zapoznała się z wypowiedziami Pana Petersona i na podstawie tego stawia pewne wnioski – na tej płaszczyźnie nie dogadamy również, bo ja jednak twierdzę, że zanim zacznie się o czymś pisać, dobrze jest wyraźnie się czemuś przyjrzeć. Mało tego, przy okazji okazało się, że po tym „pobieżnym przyjrzeniu się” włożyła człowiekowi w usta rzeczy, których nie powiedział, określając go jeszcze oszołomem! (może nie zrozumiała, może zabrakło dobrej woli, może natrafiła na jakiś artykuł, który zmanipulował jego wypowiedź, może zwyczajnie nierzetelnie podeszła do tematu). Pozwolę sobie stwierdzić, że na podstawie wyżej wymienionych powodów, nie mogę uznać, że jesteście właściwymi partnerami do rozmów.

mialeczka
Gość
mialeczka

Owszem ominęłam dyskusje o panu Petersonie i Echeilbergerze bo naprawdę uważam iż przechodzenie przez różne koncepcje psychologiczne zabierze miejsce, jest to temat rzeka i nie wniesie zbyt dużo nowego do rozmowy. Ależ ja nigdzie nie napisałam, że różnice między kobietami czy mężczyznami należy ukrywać, czy nie prowadzić żadnych badań. Co więcej wbrew temu co często mówią fani Petersona – nie jest to żadna wiedza tajemna czy ukryta. Ja nie piszę o relatywizmie – pisze o tym że zarówno energię męska jak i kobieca można twórczo realizować na różne sposoby, że można jej nie zaprzeczać ale też wychodzić poza nia i że w ten sposób zachodzi postęp, także w kontaktach międzyludzkich. Że można nie relatywizować ale patrzeć wieloczynnikowo. Że każdy z nas może też korzystać w sobie z różnych energii męskiej i żeńskiej. Znów odwołując się do Volanta on w dziedzinie kobiecej realizuje energię męska – ale zachwyca nas często bo potrafi tez dobrze stosować strategie kobiece. Wykorzystuje z dużą siłą energię męska, ale rozwinął w sobie też kobieca. Piszę o tym że energia męska i kobieca, jeżeli są świadome i dojrzałe – pięknie że sobą współdziałają w różnych dziedzinach, nawet bardzo nietypowych. Np sa ciekawe badania na temat firm w których pracują same kobiety, sami mężczyźni i zespoły mieszane. Są takie badania na temat tez zespołów naukowych. Są badania co się stanie jeśli w danej dziedzinie znajdzie się wśród mężczyzn jedna kobieta, a co się stanie jeśli będzie ich więcej, jakie to ma znaczenie dla świata. Nie potrzebuję Petersona żeby mi zbierał dane statystyczne i fakty, bo mogę do nich dotrzeć sama. Naprawdę nikt mi tego nie broni, wystarczy trochę wysilku i zainteresowania tematem. Nie siejmy tu teorii spiskowych. Piszesz że nie chcesz faceta – koleżanki ( z kręgu zagubionych i destrukcyjnych) . acet partner nie jest tym rodzajem mężczyzny, on po prostu swoją siłę i męskość kanalizuje troszkę inaczej, tak żeby zrobić więcej miejsca na potrzeby swoje i kobiety we współczesnych czasach. Tak samo kobieta partnerka nie jest osobą nieświadoma i destrukcyjna ( „feministka” w złym znaczeniu tego slowa,która nie chce przyjąć faktów i sama sobie szkodzi). Mężczyzna partner i kobieta partnerka – nie obracają się w modelu do końca zdobywca – zdobywana, nie są też osobami traktującymi się instrumentalnie. Taki duet dobrze sobie radzi, ma zaspokojone swoje potrzeby także te z poziomu biologii ( także kwestii ewentualnego potomstwa)- ale podręczniki, filmiki, autorytety za tym nie nadążają do końca. Owszem kobiety powinny wykorzystywać swoją mądrość kobieca i dlatego stanęłam w obronie działania jak i prawa do nie – działania, kiedy może się okazać to szkodliwe. Stanęłam też w pewnym sensie w Twojej obronie w komentarzu do Kornela. Ponieważ model mężczyzna partner i kobieta partnerka nie jest jedynym w którym można się odnaleźć. Mężczyzna zdobywca może trafić na osobę lubiąca być zdobywana. Nieświadomy traktujący instrumentalnie może trafić na nieświadomą traktującą instrumentalnie i też może im być dobrze. Gorzej już z wszelkimi konfiguracjami z destrukcyjnymi i zagubionymi. Jezeli uważasz że moje przemyślenia to manipulacja , że są nieobiektywne – trudno. Rozstanmy się każda przy swoim zdaniu.

mialeczka
Gość
mialeczka

P.S. Jeszcze dodam, że ważne jest myślenie wieloczynnikowe. Jeśli tworzy się sztywne modele w oparciu o zbyt mała ilość zmiennych np. biologię wmurowana w mózg jak funkcjonują w ludzie a jak nie powinni funkcjonowac, bo jest to nieefektywne z punktu widzenia statystyk dotyczących tych zmiennych – to można zabronić niektórym ludziom prawa do istnienia, do myślenia i czucia tak jak się to u nich odbywa, do cieszenia się tym co sobie wypracowali. I tak jest to budzące silne emocje i to uzasadnione emocje. Każda walka o istnienie jest dramatyczna. I jezeli ludzie glaboko poruszeni będą mówić hello Magda istniejemy i mamy prawo istnieć, mamy prawo czuć i myśleć na swoich zasadach. A Ty w moim poczuciu, nie jesteś w kontakcie z tym czego Ci ludzie potrzebują w danym momencie i co chcą Ci przekazać i brniesz dalej, skupiasz się na swojej potrzebie posiadania racji. Nikt nie odmówił Ci prawa do szukania mezczyzny- zdobywcy, nikt jako jednostce nie zabronił stosowania swoich testów – choć Kornel uznając Twoje potrzeby biologiczne, nie zaprzeczając im, traktując je bardzo poważnie – powiedział Ci że tym testem tego nie sprawdzisz, co byś chciała. Z mojego punktu widzenia roscisz sobie prawa do decydowania, co jest najlepsze dla większości kobiet. A moim zdaniem możesz decydować o sobie, ale nie o losie wszystkich kobiet. Zadajesz mi pytania dotyczące badań o różnice między płciami. A dla mnie są ważniejsze pytania- dlaczego te badania tak wychodzą? Czego mogą nie odzwierciedlac? W jaki sposób tych badań użyć? Na ile mogą być one użyteczne w rozumieniu jak żyć? Na ile można na podstawie ich decydować o zasadach funkcjonowania danych jednostek/ grup? I tu odpowiedź nie jest oczywista. Możemy powiedzieć statystycznie chłopcy nie interesują się relacjami interpersonalnymi tylko rzeczami. No więc wniosek – najlepsze dla nich będzie jeśli nie beda zajmować się relacjami, zajmą się tylko rzeczami a nawet trzeba ich zainteresować tymi rzeczami bardziej – bo są w tym najlepsi.W ten sposób zrealizują się jako mężczyźni i będą korzystać ze swojej męskiej mądrości. Ja się z tym nie zgodzę. Myslę,że kierunek tego co jest dobre, twórcze i w którym kierunku iść pokazuje nie środek krzywej Gaussa, tylko skrajność. I dlatego pisałam o harmonii, rozwoju, postępie, pełni. To co pisałam nie było na poziomie dyskusji: mężczyźni zazwyczaj nie interesują się relacjami, ale są jednak wyjątki – tzn mężczyzna to jest dokładnie to samo co kobieta. A w ogóle to pod żadnym pozorem nie można mowic że mężczyzn więcej łączy z kobietami niż dzieli, ale są też różnice i mają prawo być i jest to mądre. Ja nic takiego nie mówiłam ani nie miałam takich intencji.

Asia
Gość
Asia

Brawo

Asia
Gość
Asia

Brawo 😍 Magda podziwiam cię za wiedzę i chętnie posłucham i poczytam co masz do powiedzenia. Szalenie inteligentna, bystra, oczytana i nowoczesna osoba, brawo!!!

Michał
Gość
Michał

Jakiś czas temu poznałem na imprezie dziewczynę, miała na imię Wiktoria. To ja zagadałem i to ja zaproponowałem później pierwsze spotkanie i kilka następnych. To również ja decydowałem, co będziemy robić na spotkaniu.

Pewnego dnia Wiktoria pozytywnie mnie zaskoczyła. Spotkaliśmy się wieczorem we wcześniej umówionym miejscu i miałem znowu proponować, gdzie się wybierzemy. Wtedy ona powiedziała „to ja Ciebie dzisiaj gdzieś zabieram”. Zaintrygowany, spytałem dokąd, ale ona tylko uroczo się uśmiechnęła i pociągnęła mnie za rękę. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w kierunku tajemniczego miejsca.
Przez całą drogę zastanawiałem się, dokąd jedziemy. Odpowiedzi, pomimo pytań, nie uzyskałem. To było ciekawe doświadczenie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek dziewczyna zachowała się w podobny sposób. Wszystkie przystawały na moje propozycje, a zainicjowanie czegoś z ich strony było rzadkością.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że tajemniczym miejscem jest szpital psychiatryczny. Wiktoria powiedziała mi, że zawsze chciała odwiedzić to miejsce, ale nigdy nie zebrała w sobie dość odwagi, by to zrobić. Przyznam, że sam czułem dreszcze na samą myśl o wejściu do środka. I to właśnie nadało temu spotkaniu dodatkowego charakteru.
Było już ciemno. Przyświecał nam jedynie księżyc. Po przeskoczeniu przez płot (Wiktoria widocznie była przygotowana na tego typu atrakcje, bo założyła spodnie i dość luźną bluzkę), spróbowaliśmy wejść do środka najbardziej oczywistą drogą – drzwiami. Niestety, były zamknięte. Jak to w takich miejscach, okna były powybijane. Sięgnąłem po większy kamień i roztłukłem resztki szyby, które zostały w ramie, żebyśmy się nie pokaleczyli. Dla jeszcze większego bezpieczeństwa położyłem moją skórzaną kurtkę na ramie. Pomogłem Wiktorii wspiąć się, a następnie sam się wgramoliłem do środka.
W środku zalatywało moczem. Widocznie budynek był opuszczony jedynie z nazwy. Przechodziliśmy ostrożnie i po cichu między pokojami. Dało się zauważyć połamane krzesła, stare łóżka oraz różne malunki, które ciężko było zrozumieć. W pewnym momencie, wchodząc do jednego z pokojów zobaczyliśmy człowieka. To był zwykły bezdomny, w dodatku spał. Mimo to, Wiktora okropnie się przestraszyła, ale zdołała zdusić w sobie krzyk. Odwróciła się momentalnie i przestraszona ruszyła do ucieczki wpadając na mnie. Przytuliłem ją delikatnie i szepnąłem „Hej, spokojnie. Nic się nie dzieje.”. Wiktoria odszepnęła jedynie „wracajmy już”. I ruszyliśmy z powrotem, po drodze trochę błądząc szukając wyjścia. Znowu dla bezpieczeństwa rozłożyłem kurtkę na ramie i po chwili byliśmy już samochodzie, w drodze do mojego domu.
Po powrocie ugotowaliśmy wspólnie pyszne, ostre curry i uprawialiśmy jeszcze bardziej ostry seks.

Historia ta zdarzyła mi się lekko ponad 6 lat temu, ale do tej pory bardzo wyraźnie ją pamiętam. Była to jedna z najciekawszych randek, na których byłem. Wciąż pamietam to rozpierające uczucie ciekawości, które czułem w drodze do nieznanego. Spotykałem się z Wiktorią jeszcze przez rok i wiele razy to ona przejmowała inicjatywę i proponowała coś ciekawego. Niestety, nasze drogi po roku się rozeszły i ruszyliśmy w różne strony świata. Ją ciągnęło do Japonii, a mnie do Włoch. Mimo to, nadal mamy ze sobą kontakt i często wspominamy nasze wspólne przygody. Od tamtego czasu spotkałem jedynie kilka dziewczyn, o podobnym podejściu, co Wiktoria. Jak widać, kobieta przejmując inicjatywę może zacząć zdobywać faceta nie ujmując przy tym niczego ani sobie, ani mężczyźnie.

Magda
Gość
Magda

No i super sprawa! Właśnie o to chodzi. Facet robi pierwszy krok, kobieta milion następnych. To właśnie próbowałam przekazać. Mi z kolei marzy się taka wyprawa – zwiedzanie ruin zamków na terenie Polski, na początek. Ostatnio strasznie podoba mi się oglądanie wszelkiej maści urbexów na YouTube ;)

Michał
Gość
Michał

Widocznie każdy z nas inaczej zrozumiał termin „zdobywać kobietę” :) Dla mnie zdobywanie siebie nawzajem trwa cały czas. Niezależnie od tego, czy dopiero się zaczęliście spotykać, jesteście ze sobą w związku od dawna czy może jesteście już po ślubie. Oczywiście, wymaga to wysiłku. Ale czy istnieje na świecie rzecz, w której można osiągnąć ponadprzeciętne rezultaty nie wkładając w to wysiłku? Cóż, jeśli tak, to związki na pewno do tej kategorii nie należą.
To przykre, ale często ludzie w długoletnich związkach, uznają, że druga osoba jest już przez nich zdobyta i nie muszą nic w tym kierunku robić. Odnoszę wrażenie, że najlepsze związki to te, w których element zdobywania pozostał i jest ciągle kultywowany.Nie chodzi o to, żeby codziennie robić coś wielkiego.
Liczą się wszystkie małe gesty, takie jak:
– mówienie sobie komplementów i docenianie drugiej osoby
– rozwiązywanie problemów i kłótni przed pójściem spać
– przygotowanie kawy do łóżka
Można również trochę bardziej się wysilić (chociaż nie wymaga to specjalnie dużo wysiłku):
– mężczyzna może przygotować niecodzienną kolację, zbudować romantyczną atmosferę i zrobić swojej ukochanej masaż
– kobieta może ubrać swoją najseksowniejszą bieliznę i wysłać smsa do chłopaka o treści „Od rana myślę o Tobie. Szkoda, że tak szybko wybiegłeś do pracy. Wieczorem czeka ciebie niespodzianka”. I kiedy wróci z pracy zapewnić mu nieziemski seks
Zdobywanie to proces, a nie cel, który możemy osiągnąć. Życzę wszystkim, żeby znaleźli drugą osobę, która to zrozumie.
A Tobie Magdo życzę spełniania wymarzonej wyprawy i mnóstwa wrażeń :)

Magda
Gość
Magda

Dobrze gadasz :) i dzięki!

mialeczka
Gość
mialeczka

Ech kilka zdań Volanta o babci Janince, aktywnym dbaniu o relację od samego jej początku i może to tylko moje
wrażenie całkowicie błędne – już pojawiły się silne emocje, antagonizowanie się i skłonność do skrajnego oceniania się i skrajnego patrzenia na rzeczywistość. Jakoś to aktywne dbanie o relację przepotwarzylo się w zdobywanie na początku relacji. I rzeczywiście to aktywne dbanie o relację nie zostało jakoś zdefiniowane. Może być odbierane jako: zapraszanie faceta na randkę i okazywania mu wprost zainteresowania, może być odbierane jako bycie interesującym i dawanie fajnych propozycji/ tematów do rozmów podczas pierwszych spotkań, może być interpretowane jako podjęcie jakichś działań żeby spotkać tego wymarzonego mężczyznę czy okazywanie subtelnych oznak zainteresowania i chęci poznania się. Nie jestem Volantem nie mam pojęcia co rozumiał pod tym terminem. Chyba każdy trochę walczy o swoje własne rozumienie aktywnego dbania o relację. Pewnie też o chęć wpływu na własne życie i sprawowanie jakiejś kontroli nad nim. Skądinąd barddzo pozytywne pragnienie:) Ja natomiast myślę, że czasem warto z różnych teoretycznych modeli zejść po prostu na ziemię, rozejrzeć się w sytuacji w której jesteśmy, przyjrzeć się osobie, której to miałoby dotyczyć. Myślę, że w życiu potrzebne jest zarówno działanie jak i nie- działanie, poddanie się chwili, refleksja, przyjrzenie się sobie, swoim uczuciom, przemyślenie co dla nas w danej chwili będzie najlepsze. I myślę, że inteligencja emocjonalna nie polega na działaniu, działaniu za wszelką cenę tylko na wyczuciu co i jak, z kim, kiedy właściwie mogę zrobić. Oczywiście że nie zaproponuje spotkania cxy bliższego poznania się mężczyźnie, kiedy jego zachowanie w jakikolwiek sposób mi mowi, że przysłowiowe kiwnięcie do niego palcem oznacza, że jestem cała jego i może zrobić ze mną co tylko chce. Ale jeżeli zachowanie danego mężczyzny nic podobnego mi nie mówi, jezeli różne cechy mężczyzny i czynniki sytuacji temu sprzyjają – czemu nie. Czy mi się to sprawdziło w życiu – owszem. Bywało że przejmowałam inicjatywę i było cudnie,bywało że dawałam z siebie za dużo i bolało, trzeba było wyciągnąć wnioski i to przepracować, postawić granice, postarać się nie zamykać i w sobie .Bozasami bywa tak, że dajesz, dajesz a druga osobs myśli , że przecież jest spokój, jest fajnie, dobrze to nic nie musi robić i nie wyczuwa, że w danym momencie już musi zacząć przejmować inicjatywę. Wszystko jest jednak do przejścia, naprawienia, można wyrażać swoje potrzeby. Można działać i można po prostu poddawać się chwili, doświadczaniu. Na wszystko jest czss i miejsce.

Kornel
Gość
Kornel

No wlasnie o to chodzi ze ten pierwszy krok robi ten kto chce i jest zainteresowany tym krokiem a nie ze ma facet. Jakies zasady patykiem pisane bo Magdzie tak wygodnie.

Kornel
Gość
Kornel

W jakim naszym interesie, zartujesz chyba. Moglbym odbic, ze w Waszym intetesie jest umiec wybrac faceta i go zainteresowac bo ja jestem fajny a fajnego faceta ciezko trafic:) czemu mialbym chciec byc z ta akurat skoro wiele jest atrakcyjnych a tej nie znam:) podobna madrosc jak ta Twoja. Kobieta ktora mysli jak Ty rzadko trafi na kogos wartosciowego. Przez poczatek tez tez fajnie brnac razem. Czekajac duzo tracisz i nawet nie wiesz czasem ile.Nie jestem mloda osoba i nadal upieram sie, ze interes zawsze jest obopolny ( nie mylic ze nie podejmuje inicjatywy).

Magda
Gość
Magda

Kończę dyskusję Kornel, bo jednak lepiej się rozmawia z osobami, które potrafią czytać ze zrozumieniem. Szkoda mi zwyczajnie czasu, na odpisywanie na coś, o czym już pisałam kilkakrotnie. Nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz, że „czekam” i, że nie mam szans trafić na wartościową osobę. Serio, wyciągasz wnioski nieadekwatne w ogóle do całej treści rozmowy. Co ma stwierdzenie, że faceci pewni siebie są bardziej atrakcyjni do rzekomej ich jednocześnie niskiej wartości. Nie rozumiem. Ale jak pisałam już, zmęczyła mnie ta dyskusja.

Kornel
Gość
Kornel

Rozumiem, zmeczyla Cie bo jest dla Ciebie niewygodna i tak latwiej. Poza tym nie zrozumialas ze nie odnosze sie do Ciebie osobiscie ale do tego co piszesz. Pozostanmy przy swoim zdaniu wszak pieknie sie roznimy:)

Magda
Gość
Magda

Jak widzisz zadalam pewne pytania w poprzednim komentarzu, na które mogłeś odpowiedzieć, a tego nie zrobiłeś, także wychodzę z założenia, że nie potrafisz na nie odpowiedzieć,albo Tobie zwyczajnie też się nie chciało dalej kontynuować rozmowy. Napisałeś, że kobieta, która myśli tak jak ja nie znajdzie raczej wartościowej osoby, więc sorry ale trudno nie odnieść tego do siebie.

mialeczka
Gość
mialeczka

Wyrażając swoje zdanie zacznę najpierw od Kornela. Kornelu moim zdaniem dojrzałość i prowadzenie jakichkolwiek gier wykluczają się nawzajem. Silny mężczyzna moim zdaniem to mężczyzna, który posiada zbudowana osobowość, który potrafi wyrażać swoje potrzeby i oczekiwania, daje przestrzeń na inicjatywę ze strony partnerki. Myślę że dojrzała, fajna relacja opiera się między innymi na autentyczności, na otwartości, na kontakcie ze swoimi potrzebami i odczuciami i adekwatnie do tego wszystkiego – stawianiu granic. Gra natomiast przemieszcza relację z poziomu stawiania granic na poziom wyrachowania i cynizmu, z traktowania osób podmiotowo na przedmiotowo, instrumentalnie, z autentyczności na sztuczność. Gra, gierki niezależnie w wykonaniu męskim czy kobiecym moim zdaniem nie prowadzą do niczego dobrego.
Wypowiadasz się o określonym typie kobiet. Nie umiem czytać Ci w myślach i nie wiem co dokładnie miałeś na mysli, ale podejrzewam że wypowiedziałem się na temat kobiet narcystycznych. Czyli takich które mają pozornie duże poczucie własnej wartości, duże wymagania i roszczenia, nie potrafią tworzyć bliskości, nie dają w związku od siebie nic a kiedy tracą podziw i zainteresowanie stają zdesperowane. Owszem nie ma w tym nic atrakcyjnego. Żeby relacja się udała – potrzeba zaangażowania i wnoszenia wartości przez obie strony. Ale nie wszystkie kobiety, które wprost nie zapraszają facetów na randkę są narcystyczne – to już za daleko idąca interpretacja. Nie jest tak że jeżeli kobieta nie umie lub nie chce zaprosić faceta na randke – jest w stanie wejść w relację tylko z mało wartościowym mężczyzna, nie potrafi niczym zainteresować ani nic dać z siebie w relacji. To już popadanie w skrajności. Zresztą gdybyśmy zrobili dogmat z inicjatywy i mówili ” inicjatywa, inicjatywa, inicjatywa bez względu na wszystko” to ta inicjatywa wykazywana przez kobiety narcystyczne w celu odzyskania poczucia własnej wartości, która utożsamiają z podziwem i zainteresowaniem -byłaby przy takim założeniu bardzo dobrze odbierana, a nie jako desperacja. Masz jednak rację iż umiejętność zagadania, uwiedzenia kobiety może się mieć zupełnie nijak do zaradności życiowej i cech dobrego partnera. Wystarczy sięgnąć po pierwszy lepszy artykuł na przykład o syndromie Piotrusia Pana, żeby przekonać się że ten typ mężczyzny nie będzie miał problemów z początkowym wzbudzeniem zainteresowania , zaproszeniem na randkę -ale nie będzie posiadał cech potrzebnych do zbudowania głębokiej, satysfakcjonującej relacji.

Kornel
Gość
Kornel

Zgadzam sie w stu procentach mialeczka. Zapewne co nieco przerysowalem a i gdy pisalem slowo „gra” mi nie pasowala ale nie znalazlem innego stad cudzyslow. Opisalas to blisko temu co chcialem przekazac.

mialeczka
Gość
mialeczka

Miło, że mogliśmy się zgodzić. Cenię u ludzi, kiedy potrafią przyznać, że nie zrobili czegoś do końca dobrze. Życzliwie mogę podpowiedzieć Ci kilka zwrotów czy słów np ” silny mężczyzna jest świadomy tego co dzieje się w relacji na tyle że…” albo ” jest na tyle obecny i uważny żeby…” albo ” jest w kontakcie ze swoimi uczuciami i uczuciami partnerki a przez to…”
Nie napisałam tego pod komentarzem Michała, ale on również zaimponował mi brakiem agresji, opanowaniem emocji, subtelnym i wrażliwym przekazaniem swoich oczekiwań o jaki rodzaj dbania o relację mu chodzi, otwartością wobec Magdy i zaciekawieniem jej wyprawami. Naprawdę mnie to ujęło :)
Odchodząc już od wypowiedzi Kornela – mam nadzieję, iż Volant pisząc o od początku aktywnym dbaniu o relację i o przewidywanym oburzeniu kobiet nie miał na celu ani zaatakowania kobiet ani dania sygnału mężczyznom, iż powinni teraz skoncentrować energię na zmienianiu kobiet i agresywnym przekonywaniu ich, że powinny porzucić swoje przekonania, zachowania, naprawić się – nawet jeżeli ta zmiana w czyimś mniemaniu mogłaby byc inspirująca, dobra i ważna. Zrozumiałam artykuł Volanta iż oczekując zmiany u drugiej strony warto przede wszystkim skoncentrować się na tym co zmienić w sobie. Od siebie dodam, że myślę, że wszyscy jesteśmy w pewien sposób połaczeni. I tak np. jeśli na jednym biegunie są niedostępne, nieangazujace się kobiety – tak na drugim biegunie są mężczyżni, którzy mają dokładnie podobne problemy, nie potrafią się otworzyć, zaufać, sprostać wyzwaniom budowania bliskości z kobietami, docenić tych które chcą z nimi być i ciągle gonią coraz to nowego króliczka. Jeżeli na jednym biegunie są kobiety roszczeniowe i nie dające nic w zamian – na drugim biegunie są mężczyźni, którzy mylą roszczenia że zdrowymi wymaganiami i zdrowym poczuciem własnej wartości, mężczyźni nie wiedzący kim są ani czego oczekują lub nie potrafiący tego w konstruktywny sposób wyrazić. I żeby było sprawiedliwie w drugą stronę: jeżeli na jednym biegunie są mężczyźni bojący się podejść i zagadać – na drugim biegunie mogą się znależc kobiety zachowujące się w sposób krytyczny, raniacy, mało delikatny czy doceniający odwagę. Jeżeli na jednym biegunie są mężczyźni niezaradni zyciowo, nie dający oparcia – na drugim biegunie mogą się znaleźć kobiety nie dające zaufania mężczyznom ani przestrzeni na ich działania, możliwości popełniania błędów i uczenia się na nich lub kobiety nie potrafiące stawiać granic, robiące to czasem zbyt późno, również nie potrafiące w dobry sposób mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach. Takich przykładowych biegunow można wymieniać wiele. Chodzi o to, że rozpoznanie, zrozumienie, zebranie informacji co mogę zmienić na swoim biegunie oraz zrobienie tego – wpływa na zmianę na przeciwnym biegunie i na wszystko to co dzieje się między danymi biegunami. To może być znacznie bardziej konstruktywne niż siłowe zmienianie kogoś – bo to zazwyczaj w tym kimś wywołuje opór, poczucie braku akceptujacji , spadek poczucia własnej wartości i często obronna agresję zamiast refleksji. Myślę, że artykuł Volanta był o takim połączeniu między nami wszystkimi i to było w tym artykule piękne.

michal
Gość
michal

zajebiste

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Nie zaszokował mnie ten tekst, ponieważ nie mam problemu z przejmowaniem inicjatywy odkąd pamiętam. Taki charakter. Może się jednak bardzo przydać nieśmiałym osobom.

Tianzi
Gość
Tianzi

Fajny tekst.
Przypadkowo dzisiaj przeczytałam też wypowiedź pewnej instagramerki o kobiecych przyjaźniach i padło tam zdanie, że kiedyś miała trudności z ich nawiązywaniem, m.in. dlatego, że ‚brakowało jej samej cech, by być dobrą przyjaciółką’. I rzeczywiście, też mam wrażenie, że ludzie przy nawiązywaniu przyjaźni / związku / współpracy z kimś za mocno się skupiają na tym, żeby coś dostać, a za mało na tym, żeby coś dać. Sama też taka jestem. Chętnie wezmę udział w jakimś fajnym przedsięwzięciu, ale rzadko je zainicjuję, bo wysiłek, stres, obawa bycia osobą, która ‚o kogoś zabiega’ (ie. nie tą, o którą to inni się zabijają), bo ryzyko na mój rachunek, jeśli coś nie wypali. Ale staram się poprawiać. Bycie stroną bierną i frustracja, że ktoś inny czegoś nie robi/robi coś nie tak, też jest męczące ;)

Kornel
Gość
Kornel

Przynajmniej jestes tego swiadoma a to juz wiele. Brawo.

Barbara
Gość
Barbara

A ja myślę że najtrudniejsze to otworzyć znów serce po tym jak zostało się skrzywdzonym i nie mówię tu tylko o miłości ale także o przyjaźni, człowiek kiedy się sparzy próbuje być ostrożny im więcej razy „dostaje po dupie ” tym bardziej się zamyka i coraz trudniej mu otwierać sie na kolejne osoby przyjaźnie, miłość… To zawsze jest ryzyko że kolejny raz to się znowu stanie ale bez kolejnych prób i bez otwierania się na nowe nie mamy na nic szans… A w jakim czasie to robimy to już zależy od nas jedni potrzebują go więcej inni mniej żeby zrobić to znowu ale podjęcie tego ryzyka otworzenia się to zawsze najlepsza decyzja….

Gentleman 2.0
Gość
Gentleman 2.0

Samo działanie, czy bycie aktywnym w konkretnych sytuacjach jest zależne od wielu czynników. Czasami po prostu aktywność jest zwyczajnie niepotrzebna, niepożądana czy niestosowna. Zastanawiam się także nad tym, czy dane środowisko w jakim się znajdujemy nie ma naprawdę znaczącego wpływu na sam akt działania. Zgadzam się jednak z tym, że większa część obrazu naszego życia zależy od nas. Krąży mi po głowie pewien cytat – „Chcesz działać? To nie myśl”. W tym znaczeniu nie myśl zbyt długo. Według mnie jednak nieprzemyślane działania to często przyczyna komplikacji. I znajdź tu złoty środek..

Julia
Gość
Julia

Wiem, że tekst ma już prawie trzy miesiące (i jest naprawdę dobry, skłania do refleksji), ale czy mógłby mi pan podać link do eksperymentu, który jest przytoczony na początku? Byłabym bardzo wdzięczna.