Jaki powinien być związek?

Jaki powinien być związek?

Jeśli wierzyć Google, to każdego miesiąca 720 osób wpisuje w wyszukiwarkę frazę „jak wymienić żarówkę”. Zwykle chodzi o samochód i światła mijania.

Przyznaję, że da się tego nie wiedzieć, a skoro tak, to wyobraź sobie, że jesteś jedną z takich osób. Któregoś dnia odpalasz Google. Po chwili znajdujesz artykuł o obiecującym tytule, ale jego treść składa się wyłącznie z punktów o tym, czego nie robić. Są więc tam tak słuszne rady, jak ta, żeby nie kupować nieodpowiednich żarówek albo nie szukać przednich lamp w bagażniku, ale nie ma nic o tym, co robić. Jak ocenisz przydatność tego tekstu?

W skali 1 do 10 dla niektórych pewnie będzie to jeden, ale dla innych, mocne dwa.

Fakty są takie, że bez względu na to czy chcemy wymienić żarówkę, tworzyć dobre reklamy Ad Words czy zbudować fajny związek, to podstawą jest wiedza nie o tym, czego unikać, ale przede wszystkim do czego dążyć. Jaki jest pożądany stan? Co jest naszym celem? Gdzie znajduje się port, do którego chcemy zawinąć? Bez tego żegluje się korzystając z mapy, na której co prawda są zaznaczone mielizny, ale na którą nie naniosło się kierunku.

Oczywiste? W teorii na pewno. Praktyka pokazuje, że tak jak początkujący przedsiębiorcy nie analizują konkurencji, bo wydaje im się, że poradzą sobie bez tego wyśmienicie, tak wchodząc w związki nie definiuje się tego, czego się oczekuje. W końcu bycie z kimś jest najbanalniejszą rzeczą pod słońcem. Taką, do której plan może brzmieć: „Jakoś to będzie”, a mimo to będzie nie tylko jakoś, ale będzie fantastycznie.

W rzeczywistości tak pisana bajka nie kończy się słowami: „I żyli długo i szczęśliwie”. Wieńczy ją zdanie: „I musieli radzić sobie z dysfunkcyjnym związkiem, który próbowali uzdrowić latami”. Ewentualnie: „I nie byli świadomi, że ich oczekiwania są wzięte z kosmosu, więc nawet dostając gwiazdkę z nieba, pytali dlaczego tylko jedną”.

Zacznijmy więc od podstaw – co to znaczy, że związek jest dobry?

1. W dobrym związku nie czujesz, że jesteś sam

To krótkie zdanie to być może najlepsza definicja związku, jaką można napisać. Bycie z kimś sprowadza się do tego, że nie jest się w nim samotnym i to na wielu poziomach.

Oznacza to, że ma się przy sobie drugie, ciepłe ciało, przy którym można się budzić i zasypiać.

Oznacza także, że nie tylko druga osoba jest obok, ale też że jest częścią naszych działań i planów. Jest więc kimś, kto ci towarzyszy, z kim można gotować, rzucać rzutkami w mapę Europy wybierając miejsce na wakacje, rozmawiać, przytulać się i parzyć sobie herbatę.

Jest też trzeci poziom i są na nim ludzie, którzy są przy nas nawet wtedy, kiedy inni by nas porzucili. Jednak oni z jakiegoś powodu nas nie przekreślają, a zamiast tego obejmują ramionami, ściskają tak mocno, żebyśmy mogli poskładać się do kupy i mówią: „Razem sobie poradzimy”.

Dobry związek to taki, w którym są te wszystkie trzy elementy: obecność, towarzyszenie i wspólne stawianie czoła światu.

Natomiast jeśli pojawia się pierwszy lepszy problem – strata pracy, przejściowy dołek finansowy albo drugorzędne problemy zdrowotne i nagle okazuje się, że „między nami już nie jest jak dawniej”, ktoś nie uwzględnia cię w swoich planach, traktuje jak zakurzoną figurkę, której nie wyrzuca z sentymentu albo nie ma czasu, żeby posłuchać jak ci minął dzień bez przewijania fejsa, to tak naprawdę nie jest się w związku. Ma się tylko współlokatora, którego intymne części ciała widziało się więcej niż raz.

Umówmy się – w dobie powszechności porno nie jest to szczególnie wyjątkowe.

2. W dobrym związku rozumiecie się na głębokim poziomie

Pewnie myślisz, że zaraz powiem o jedności dusz, połówkach pomarańczy (czy tam jabłek. Jeden pies) i perfekcyjnej harmonii wyrażającej się w braku kłótni. Jeśli tak, to się mylisz. Nie wierzę w związki, które są pokolorowane wyłącznie na różowo i wypełnione watą cukrową. Każdemu zdarza się też trzasnąć drzwiami. Wierzę za to, że powinno się być z osobą, która rozumie to, co mówisz. Nie w sensie gramatycznym, ale także emocjonalnym.

To taka sytuacja, w której kiedy mówisz jej: „Twoja koleżanka jest ładna”, to ona słyszy: „Moja koleżanka jest ładna” zamiast: „O nie! Powiedział, że jestem od niej brzydsza, że chce mnie zostawić i mieć z nią gromadkę dzieci! Co za kutas!”.

To także sytuacja, kiedy jak wymawiasz nazwisko Visconti, to druga osoba wie, czy myślisz o księciu, butach czy reżyserze, zamiast widzieć w jej oczach otchłań braku wiedzy.

To również setki sytuacji, w których druga osoba nie tylko rozumie co mówisz, ale też wie, jak się czujesz martwiąc się o sprzedaż twojej firmy, przeżywając ekscytację wystąpieniem publicznym czy spokojne szczęście, kiedy mówisz jej, że zawsze chciałeś relacji, która będzie tak niewymuszona.

Zresztą, nie musisz się zgadzać z tymi przykładami, bo… to przykłady. Możesz ułożyć własne, ale to poczucie zrozumienia jest papierkiem lakmusowym pozwalającym ocenić, czy przypadkiem nie rozjeżdżacie się w różnych kierunkach oraz czy nie jesteście na zupełnie innych poziomach doświadczenia, mentalności, wiedzy. Jeśli tak jest, to ciężko to przeskoczyć i dlatego biznesmeni po czterdziestce mogą spotykać się ze studentkami, ale to niemal nigdy nie są trwałe relacje, bo seks seksem, ale o czym rozmawiać, kiedy jej największym problemem jest niezaliczone kolokwium, a on martwi się czy jego konar zapłonie?

Nie wszystko da się naprawić, ale zwykle się próbuje nawet kiedy widzi się, że nie ma to większego sensu. Z wiekiem przychodzi świadomość, że walczyć prawie nigdy nie warto, bo jak próbuje się malować metal farbą do drewna, to niewiele ci pomoże, jeśli będziesz mocniej szorować pędzlem. To kwestia kompatybilności, a to czy wasze komunikaty docierają do drugiej osoby bez szumu, jest jej najlepszym testem.

3. Dobry związek to autostrada, a nie droga jednokierunkowa

Równość społeczna, prawna czy finansowa to taki jednorożec – każdy chciałby go zobaczyć, ale nikt go jeszcze nie widział. Równości nie ma też w związkach. Zawsze jedna strona mówi i myśli „Kocham” częściej.

Tylko widzisz – czasem różnica polega na tym, że częściej kogoś przytulasz, a czasem na tym, że to tylko ty dźwigasz na sobie całą relację.

To ty się angażujesz.
To ty wybaczasz.
To ty poświęcasz swoje plany.

Jest takie przysłowie, że jeśli chcesz iść szybko to idź sam, ale jeśli chcesz dojść daleko, to lepiej iść z kimś. Warto dodać, że to nie działa, kiedy musisz drugą osobę nieść na plecach, bo chociaż w związku chodzi o miłość, inspirację i bezpieczeństwo, to muszą one płynąć w dwóch kierunkach.

4. Dobry związek daje frajdę

„Dlaczego jesteście razem??

Na to pytanie odpowiedzi może być mnóstwo od „bo jestem już w takim wieku, że trzeba”, przez miłość, po posiadanie wspólnych planów. Jednak uważam, że jeśli nie pojawia się wśród nich odpowiedź „dla frajdy”, to brakuje w nich kluczowego elementu. Związki zajmują nam ogromną ilość czasu. Statystycznie największą po śnie i pracy, więc mają też niebagatelny wpływ na to, jak się czujemy. I nie wiem jak ty, ale ja chcę, żeby w moim życiu były rzeczy bardziej ekscytujące niż wyjście do supermarketu, wybieranie najlepszej kukurydzy w puszce albo pójście na wesele wnuczki ciotecznej siostry babci, na której pijany wujek będzie tańczył do „Jesteś szalona”. Liczę też na spontaniczne wyjazdy, na ściganie się kto pierwszy zje burgera XXL, na to, że będę czekał czym mnie zaskoczy druga osoba i na to, że kiedy zaproponuję: „Zróbmy coś szalonego!” usłyszę gorące: „TAK!”, a nie tylko mruknięcie oznaczające „Wolę się wyspać”.

Im więcej ma się lat, tym więcej jest w nim arkuszy Excela. Jeśli jednak coś wiem o związkach, to to, że na takie arkusze, nie tylko nie ma, ale też nie powinno być miejsca.

5. Dobry związek opiera się na wyborze

Czasem dostaję wiadomości, w którym ktoś (najczęściej jest to facet, ale nie generalizujmy) pyta: „Jestem w związku, ale ciągnie mnie do innych kobiet. Co robić?”.

Zawsze odpisuję to samo: „Jak trzymasz dietę i dbasz o formę to też ciągnie cię do fryteczek, burgerów i chipsów, prawda? To dlaczego ich nie wybierasz?”

Odpowiedź jest z grubsza podobna:

„Bo zdrowie jest dla mnie ważniejsze”.

O to chodzi też w związku. Dojrzałe związki biorą się ze świadomości, że przypadkiem ludzie się poznają (no chyba że ktoś jest certyfikowanym stalkerem, ale nie polecam), ale o byciu z kimś się decyduje. Patrzy się na drugą osobę i myśli: „Wybieram ciebie, chcę być z tobą, a inne osoby może mają cechy, których tobie brakuje, ale wciąż z nimi wygrywasz całokształtem”.

6. Bycie w dobrym związku jest lepsze od bycia samemu

Twoją życiową misją przecież nie jest pogarszanie jakości swojego życia. Dotyczyć powinno to także związku. Czujesz się w nim lepiej niż będąc singlem? Bardziej chce ci się wstawać z łóżka i wcześniej wracać z pracy? Jest to świat chociaż trochę lepszy, ciekawszy, głębszy niż kiedy jesteś sam?

Bo jeśli nie dodaje kilku punktów szczęścia do twojego życia, a już w ogóle, kiedy te punkty ci odbiera, to jaki ma sens?

I nie mówię tu o tym, że związki powinny być tylko na dobre, bo w życiu jak w Bollywood – czasem słońce, czasem deszcz. Mówię za to, że jeśli jesteście zdrowi i macie pełną lodówkę, a pomimo to twój związek nie dodaje do twojego życia chociaż kilku punktów szczęścia, to czy w ogóle warto w nim być?

7. I na koniec, w dobrym związku zawsze jest czas…

Na rozmowę.
Na przytulanie.
Na powiedzenie: „Nie uwierzysz co mi się przydarzyło!”.
Na podsunięcie komuś obranych mandarynek.

Zawsze.

Print Friendly, PDF & Email

6
Dodaj komentarz

avatar
100000
6 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
mialeczkaJolaSylwiaEwelinaKacper Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Hania
Gość
Hania

Śledzę Twoje posty od ponad roku i nieustannie zachwyca mnie to, jak bardzo są celne i bezkompromisowe (tak, wylanie kubła wody na naiwny umysł jest czasem bardzo potrzebny, ba! Niezbędny!). Dziękuję Volantification!

Kacper
Gość
Kacper

No i Pan Volant sprawia że odsetek rozwodów zwiększa się :D czy to dobrze czy źle… Ciężko stwierdzić ;)

Ewelina
Gość
Ewelina

Ktoś tu chyba śledził moje prywatne rozmowy, bo moim ulubionym powiedzonkiem (wypowiadanym do zapłakanych przyjaciółek, które nie pojmują jak to jest, że im się nie układa a ja jestem z M. tyle lat) jest „Bo widzisz, miłość to nie ulica jednokierunkowa” ;)
Także tym bardziej bliski jest mi ten tekst (na który czekałam i tęskniłam). Szczególnie dziś, kiedy wróciłam rozryczana do domu od lekarza, a on tuli i mówi „jestem z tobą, damy radę, coś wymyślimy”. A po półgodzinnej rozmowie stwierdza, że musi mi coś pokazać – puszcza intro filmu „Tylko dla orłów” oznajmiając, że ustawi to dźwięk dzwonka, bo jest idealny dla mnie :-)
Tak, jesteśmy z krwi, kości i istniejemy. Nie, nie jesteśmy słodkopierdzącą buziakującą parą. Od 11 lat jesteśmy przyjaciółmi, życiowymi kompanami. I choć czasem kuszą przytoczone w tekście „fryteczki, burgery i czipsy”, wracam do niego. Do domu, który razem zbudowaliśmy.
„That’s just the way it is”
Dzięki za dzisiejszy wpis.

Sylwia
Gość
Sylwia

Ach, te obrane mandarynki

Jola
Gość
Jola

BARDZO DZIĘKUJĘ

mialeczka
Gość
mialeczka

„Równości nie ma też w związkach. Zawsze jedna strona mówi i myśli „Kocham” częściej.Tylko widzisz – czasem różnica polega na tym, że częściej kogoś przytulasz, a czasem na tym, że to tylko ty dźwigasz na sobie całą relację.”
O ile myślę, że różne może być różna intensywność doznań czy emocji np. bólu czy złosci – o tyle jestem skłonna traktować miłość zero jedynakowo. Dla mnie ona po prostu jest albo jej nie ma. Kochanie mniej/ bardziej jakoś nie tyle kojarzy mi się z uczuciem – co z walką o władzę/kontrolę w relacji. Chociaż i ten medal ma dwie strony. Może być tak, że jedna osoba jest bardziej uzależniająca się, bardzo chcę spełnić oczekiwania, bardziej się boi porzucenia, ma mniejsze poczucie własnej wartości, źle znosi dystans emocjonalny i dlatego częściej się przytula, czesciej mówi kocham, tylko ona wybacza, tylko ona poświęca swoje plany, tylko ona najwięcej daje z siebie. A czasami wiąże się to po prostu z dojrzałością i dużymi umiejętnościami danej osoby. Np posprzatanym bałaganem w sobie i umiejętnością angażowania się. Z duża pewnością siebie i radzeniem sobie z emocjami- na tyle żeby móc swobodnie i spontanicznie wyrażać uczucia. Większa refleksyjność, zdolność do wzięcia na siebie odpowiedzialności za cegiełki które się do dołożyło do konfliktu, większą elastyczność i kreatywność w szukaniu rozwiązań – np sprzyjać będzie łatwiejszemu wybaczaniu czy wyciąganiu ręki. Myślę , że to trochę nie rzecz w tym że ktoś kocha bardziej lub mniej i stąd ta nierówność. Ludzie w związkach różnią się temperamentami, umiejętnościami i zdolnościami, czasem dojrzałością i samoocena, stopniem rozwoju – a czasem po prostu temperamentami.