A także: przepraszać, pytać o radę, prosić o pomoc, mieć mentorów, ale zacznijmy od początku…

Odkąd prowadzę bloga, stykam się z opiniami o tym, jak bardzo mężczyźni sobie nie radzą, co zmusza mnie do gorącego zaprzeczania.

Raz, bo jako że sam jestem facetem, to nierozsądnie jest dobrowolnie umieszczać się w gronie nieudaczników z obwodami w mózgu wypalonymi przez pornhub.com

Dwa, bo znam dziesiątki szalenie inteligentnych i poukładanych gości, którzy udowadniają, że takie opinie są warte tyle, co kiepskiej jakości zdjęcia UFO.

Nie zmienia to jednak tego, że mężczyźni jako grupa, mają jedną dużą wadę. Jest nią wieczne zgrywanie się na samca alfa.

Rysiek

Polska klasyka przysłów głosi, że „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. W przypadku wychowania proces nasiąkania zaczyna się wyjątkowo wcześnie. Nie dowiadujemy się co znaczy być mężczyzną albo kobietą z książek. Chłopcom nie wsuwa się broszury na papierze z recyklingu, w której jest napisane co myśleć, z jakich drogowskazów korzystać i jak żyć. Tę wiedzę składa się z ulotnych chwil, kiedy siedziało się na kolanach ojca pozując do zdjęcia w jego niedźwiedzim uścisku. Z momentów, kiedy zaciskało się pięści. Z obserwowania jak ci wszyscy dorośli mężczyźni o kłującym zaroście radzili sobie (a bardzo często nie radzili sobie) z emocjami, związkami i problemami.

Z tej układanki zazwyczaj wychodzi, że ideałem męskości jest wódz plemienia, rycerz, wyobcowany emocjonalnie agent specjalny. Generalnie, typ silny, zwycięski, wiedzący i potrafiący wszystko – nieważne czy chodzi o skręcenie szafy z Ikei czy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni. Taki gość zawsze wie co zrobić, wdraża plany z żelazną siłą, emocje potrafi ugniatać jak masło, a problemy to dla niego przerywnik w pasmie sukcesów, dzięki któremu nie popada w skrajną nudę. Innymi słowami jest jak Rysiek z dowcipu.

Jeśli tego żartu nie znasz, to było to tak…

Pewien mąż podejrzewa, że jest zdradzany. Żeby tego dowieść chowa się w szafie i czeka na kochanka żony. Ona ubiera się w figlarne fatałaszki i w końcu przychodzi jakiś facet. 190 cm wzrostu, kwadratowa szczęka i idealny trzydniowy zarost. Wiesza płaszcz o wartości trzech pensji i wita z nie swoją żoną, która mówi do niego pieszczotliwie Rysiu. „Przynajmniej dobrze wygląda” – myśli facet z szafy.

Rysiek przechodzi do sypialni. Wyjmuje telefon, zdejmuje złoty zegarek i ubrania, które świadczą o tym, że zarabia miliony monet, dzięki czemu facet w szafie myśli: „Ależ Rysiek musi dobrze zarabiać!”

Następnie Rysiek zdejmuje bieliznę, dzięki czemu można zobaczyć ciało greckiego herosa z ponadnormatywnie dużym penisem. Facet w szafie patrzy na to z podziwem i mruczy: „Rysiek to rewelacyjny facet!”.

W końcu nadchodzi kolej, kiedy ma się rozebrać jego żona. Zdejmuje ona z siebie jakieś nędzne ubrania, pod którymi są rozstępy i cellulit, a facet w szafie patrzy na to z żałością i szepcze pod nosem:
– Ja nie mogę! Ale wstyd przed Ryśkiem!

Problem polega na tym, że chociaż każdy mężczyzna chce być Ryśkiem, to większość z nich jest facetem z szafy. Zamiast kaloryfera ma na brzuchu arbuza, często żyje z dnia na dzień, cele może i ma, ale ich nie realizuje, a jego relacje mogłyby startować na paraolimpiadzie.

Brzmi to jak obelga, ale tak nie jest. Ludzie, którzy nie toczą ze sobą walki, nie istnieją. O ile mi też wiadomo, żaden Rysiek nie wynurza się z morskiej piany w pełni ukształtowany. To zawsze jest proces, w którym jak gracz RPG pokonuje się demony. Jednak statystycznie rzecz biorąc, mężczyźni znacznie lepiej niszczą demony wirtualne. Jak przychodzi do pokonywania tych realnych, to przepełnia ich przekonanie, którym nasiąknęli za młodu. Nauczyli się wtedy nie tylko tego, że nie wypada bzykać żony przyjaciela, ale też, że „Facet musi być silny!”. To ich kręgosłup, który sprawia, że nie szukają rozwiązań, nie przyznają się do problemów ani nie proszą o pomoc, bo przecież wtedy okażą słabość.

Zamiast tego budują piękne fasady sukcesu, zaradności i samodzielności, za którymi często jest tylko brzydota dnia codziennego. Burdel. Śmietnik.

Co będziemy dziś robić?

W animacji „Pinky i Mózg”, Pinky zwykł pytać: „Móżdżku, co będziemy robić dziś w nocy?”, a mózg odpowiadał: „Dokładnie to samo co robimy każdej Pinky, opanowywać świat!”

W świecie dorosłych mężczyzn Pinky zadaje to samo pytanie, ale słyszy zupełnie inną odpowiedź: „Dokładnie to samo co robimy zawsze Pinky, mierzyć się na kutasy, zamiast zająć się czymś konkretnym”.

Bo dla mężczyzn większe znaczenie ma to, jak są postrzegani, niż to, jacy faktycznie są. To dlatego w klubach zawsze spotkasz gości, którzy przechwalają się co zrobiliby z każdą laską, ale kiedy już pójdą z nią na randkę, to wyglądają jak te pluszowe miśki z czerwonymi sercami, które daje się na Walentynki.

Inni robią z siebie rekinów biznesu, ale często okazuje się, że firma jest napędzana wyłącznie długami (znam przypadek, w której przedsiębiorca tak skrupulatnie budował mit sukcesu, że finansował wszystkie zachcianki żony nie przyznając się, że wisi już nad nim widmo egzekucji komorniczej).

Żartują sobie ze starań innych, którzy może nieporadnie, ale jednak coś ze sobą robią albo dążą do udowodnienia, że robią to lepiej. Powiesz, że lubisz jeść makaron, a oni udowodnią ci, że „chuja wiesz o tagliatelle, stary”.

Generalnie spędzają czas na przekonywaniu siebie i innych, że są samcami alfa. Paradoks polega na tym, że jeśli jesteś samcem alfa, nie musisz o tym każdemu mówić.

Nieźle widać to podczas rozstań. Bardzo często jest tak, że po zakończeniu związku ona chodzi zdruzgotana przez pierwszy tydzień. Później zaczyna czytać jak sobie z tym poradzić, przegaduje swoje uczucia z 38 koleżankami, robi sobie jakieś biedatesty osobowości, z których dowiaduje się czy jest pizzą z ananasem czy z salami. Nie zmienia to tego, że przetrawia swoje emocje, podejmuje nowe aktywności, wyciąga jakieś wnioski, a za jakiś czas, pamięta że była w związku i jego dobre chwile, ale już nie chce do niego wracać.

W tym czasie on przez pierwszy tydzień cieszy się świeżo uzyskaną wolnością, ale szybko do niego dociera, że wyrósł z kawalerskiego stylu życia. Dostrzega w sobie te wszystkie uczucia kłujące jak kolce, a o których nie ma komu powiedzieć, żeby nie wyjść na pizdę. Chodzi więc i robi dobrą minę, chociaż wewnątrz siebie kipi od nadmiaru emocji. Mieli je wewnątrz siebie i dzieje się z nim to samo, co z pralką, której właściciele nie słyszeli reklamy: „Dłuższe życie pralki to Calgon”. Różnica jest taka, że zamiast stanąć od nadmiaru kamienia, on czternaście miesięcy później wciąż potrafi zadzwonić i powiedzieć: “Wiesz Kasia, byłem głupi, że cię zostawiłem. Tęsknię”.

To nie przypadek. Powszechny przepis na bycie facetem mówi o tym, jakim trzeba być, ale nie zawiera żadnych wskazówek na to, jak się takim mężczyzną stać. Grzesiek, Romek i Maciek wiedzą więc, że nie powinni „mazać się jak baby”, że trzeba zarabiać hajs i bzykać na potęgę, ale nie wiedzą jak mówić o tym, co ich boli, jak rozwiązywać problemy albo jak pozostać mężczyznami, jeśli akurat nie mają trzech modelek na chacie.

Kobiety działają bez takiego obciążenia, więc po kilku rundach ciężkich doświadczeń to kobieta często radzi sobie lepiej. Facet – jeśli ma szczęście – zostaje w tym miejscu życia, w którym był.

Zasady w krzywym zwierciadle

Zrozummy się dobrze – to bardzo ważne, żeby nie być mazgajem i dążyć do samodzielności na każdym polu. Pod jednym warunkiem – że się tego celu nie wypacza. Tymczasem mężczyźni na własne życzenie pozbawiają się możliwości nauki (bo wszystko wiedzą najlepiej) i wsparcia (nie będę przecież ofermą). W skali makro kończy się to smutno. Mężczyźni gorzej znoszą utratę pracy czy rozwód. Kobiety może częściej myślą o samobójstwie, ale to mężczyźni popełniają je częściej. Mężczyźni chętniej rozładowują swoje emocje poprzez alkohol, bo nieszczególnie mają możliwości robienia tego inaczej, skoro też rzadziej korzystają z usług psychologów i psychiatrów ani nie mówią o tym innym (robi to tylko 29% mężczyzn przy 53% kobiet). Współcześnie wyniki męskich liderów często są gorsze niż kobiet na analogicznych stanowiskach.

To tylko wierzchołek góry lodowej, bo w chwili kiedy tysiące kobiet walczy o sposób przedstawiania bohaterek w filmach albo z seksistowskimi produktami na rynku, to facetom zdaje się być wszystko jedno, że filmowy wizerunek mężczyzny to imbecyl, leń, maminsynek lub jednowymiarowy osiłek albo że sądy rodzinne patrzą na nich tak, jakby filmowa szmira z Hollywood była filmami dokumentalnymi.

Zabawne w tym jest to, że w tej walce o swoje ego, mężczyźni zrobili z tych skądinąd nie najgorszych zasad, szkodliwą karykaturę, patrosząc ją z realnego znaczenia. W byciu męskim nigdy nie chodziło o brak słabości, ale o wykuwanie swojego charakteru, o pokonywanie przeszkód, o stawanie się lepszym człowiekiem. We „Władcy Pierścieni”, który prawdopodobnie jest najbardziej zmaskulinizowanym filmem ostatnich dwóch dekad, bohaterowie nie mają wielkich oporów, żeby mówić o swoich przytłaczających uczuciach, korzystać z pomocy albo cieszyć się na swój widok i jednocześnie nie odcinać się słowami: „No gay”.

Nie jest to przypadek, bo mam wewnątrz siebie przeczucie, że w byciu męskim ważniejsze jest jednak o to, żeby iść własną drogą i osiągać ważne dla siebie cele, a nie żeby być pomnikiem ze spiżu.

To z kolei oznacza, że możesz korzystać z doświadczeń i rad innych. Możesz mieć mentorów i się nimi jarać. Możesz sobie nie radzić i płakać, pod warunkiem, że nie zamierzasz w tym punkcie utknąć na zawsze. Możesz walczyć o swoje zasady i ludzi, których kochasz. Możesz mówić o uczuciach i nie musisz się wstydzić, że ci na kimś lub na czymś zależy. Możesz pracować w grupie, a być może nawet musisz, bo fakty dowodzą, że samotnie nigdy nie zdobyto zbyt wielu znaczących osiągnięć.

Mam wrażenie, że ten tekst nie dotrze do tej części społeczeństwa, do której najbardziej dotrzeć powinien, ale jeśli mimo wszystko dotrze do osoby, do której powinien, to chcę powiedzieć jedno:

– Możesz przyznawać się do swojej słabości, emocji czy czegokolwiek, co cię identyfikuje, bo nawet jeśli wydaje ci się, że od tego zmniejszy ci się siusiak, to fakty dowodzą, że właściwie może stać się coś przeciwnego. Przyznanie się do problemów, emocji czy rozpoznanie własnych priorytetów to w rzeczywistości danie sobie pozwolenia na rozwój i paradoksalnie, to postawa, która jest lepsza dla wszystkich.

Dla ciebie, bo dzięki zaakceptowaniu, że masz w sobie rysy i słabości, możesz nad nimi pracować i krok po kroku być coraz bliżej ideału mężczyzny, ale nie dzięki nadmuchiwaniu ego, tylko pracy nad sobą.

Dla kobiet, bo dzięki temu będą miały wokół siebie więcej rozgarniętych mężczyzn, a wchodząc z nimi w związki będzie towarzyszyć im poczucie, że żyją z człowiekiem, do którego mają dostęp i z którym mogą wspólnie działać.

I dla mnie, bo już nigdy więcej nie będę musiał pisać takiego tekstu.