23 stycznia 2017 roku, jeden z czytelników zaproponował mi, żebym napisał o tym, jak radzę sobie z work-life balance. Natychmiast zapisałem temat na liście potencjalnych tematów z myślą, że dla kogoś może to być przydatne. Następnie tylko prześlizgiwałem się po nim wzrokiem. Aż do dzisiaj.

Work-life balance to koncepcja zgodnie z którą życie osobiste powinno być równie istotne, co życie zawodowe oraz odwrotnie. W świecie work-life balance spędzasz wiele czasu z rodziną, w pracy osiągasz sukcesy, a w wolnym czasie realizujesz swoje pasje (przy czym są to raczej egzotyczne podróże niż szydełkowanie i jedzenie makaronu na czas). Brzmi to wystarczająco dobrze, żeby z ogromnym zaangażowaniem poszukiwać złotego środka między swoimi licznymi zajęciami.

Niestety równowaga to mit. Pociągający, ale nieprawdziwy jak Święty Graal, Eldorado i Bazyliszek. Nasze życie naturalnie znajduje się w stanie ciągłej nierównowagi. Jeśli rodzi ci się dziecko, to zajmuje ci ono 70% czasu (bo jednak trochę śpisz, trochę jesz i trochę pracujesz). Jeśli otwierasz swój sklep internetowy to prawdopodobnie jesteś w stanie myśleć tylko o tym. Jeśli cokolwiek jest dla ciebie naprawdę ważne, to nie wydzielasz sobie tego, jak cukierków z paczki od Świętego Mikołaja. Raczej pochłania cię to bez reszty.

Prawdę mówiąc, nie ma w tym nic złego. Jeśli popatrzysz na osoby, które oglądasz na ekranie monitora, na te, które cię inspirują albo te, które znasz i robią coś wartego uwagi, to zauważysz, że za ich osiągnięciami nie stoi perfekcyjnie zbilansowane życie.

Michael Phelps prawdopodobnie nie powie ci, że zdobył 23 tytuły mistrza olimpijskiego i 26 tytułów mistrza świata, dzięki temu, że dokładał starań, żeby nie poświęcać zbyt wiele czasu na pływanie.

Alexander Graham Bell sypiał tylko 3-4 godziny. Jego żona próbowała na nim wymóc prowadzenie bardziej zrównoważonego stylu życiu, ale on ilekroć wpadał w ekscytację nowym pomysłem, to o tym zapominał. Mabel Bell wysłała mu nawet list, w którym pisała rozżalona: „Zastanawiam się, czy myślisz o mnie w trakcie swojej pracy. Pracy, z której jestem tak dumna i o którą jestem zazdrosna, bo ukradła mi kawałek serca mego męża, bo gdzie jego myśli i zainteresowania, tam musi być jego serce.”

Picasso pracował od czternastej aż do zmierzchu. W tym czasie jego partnerka Fernanda, z którą żył siedem lat, czekała aż Pablo skończy pracę i zjedzą kolację. Kiedy przychodził „prawie w ogóle się nie odzywał, czasami nie powiedział ani słowa”. Średnio lubił rozrywkę, bo zazwyczaj go dekoncentrowała.

Każda z tych osób skupiała się na swoim głównym zajęciu. Gdyby dążyli do równowagi, to gwarantuję ci, że nigdy byś o nich nie usłyszał. Działania na pół gwizdka zwyczajnie się nie sprawdzają. Rozpraszanie energii jest nieskuteczne. Przynosi efekty takie jak multitasking – ty jesteś przekonany, że sobie fantastycznie radzisz, a w rzeczywistości wykonujesz mniej zadań i doświadczasz większego stresu.

Czy ci ludzie byli szczęśliwi? Nie wiem, ale zaryzykuję stwierdzenie, że mieli wyjątkowe życie i byli spełnieni, a to już całkiem blisko szczęścia. Czy muszą być dla ciebie wzorem? Z pewnością nie. Tylko to wciąż nie zmienia tego, że szczęście czy brak szczęścia raczej średnio zależą od równowagi w życiu lub jej braku. Zależą przede wszystkim od tego, czy robisz rzeczy, które są dla ciebie naprawdę ważne, czy wypełniasz dni trocinami. Ewentualny sukces to tylko efekt uboczny koncentracji na swoich priorytetach.

To jest bardzo ważne, bo z moich obserwacji wynika, że wypalenie nie spotyka osób, w których życiu brakuje balansu. Spotyka osoby, które są na jałowym biegu i tylko wściekle dodają gazu, ale nigdzie w rzeczywistości nie jadą. Umierają kawałek po kawałku każdego dnia w imię rzeczy pozbawionych dla nich znaczenia.

Obecnie modnie jest mówić, że można osiągnąć sukces w każdej sferze życia – zaczynając od pracy, a kończąc na wkładzie w naprawianie świata. Ja tego nie kupuję. Łapanie kilku srok za ogon to nie jest strategia, którą można stosować w sposób powtarzalny. Zawsze czymś płacisz. Wymieniasz pracę na życie osobiste albo życie osobiste na pracę. Płacisz czasem spędzonym z dziećmi za możliwość zabrania ich na piękne wakacje albo harówką za moment satysfakcji, w którym nie będziesz czuł w sobie pustki.

Jak się uważnie przyjrzysz, to zobaczysz, że wszystko kosztuje. W tych warunkach liczy się to, żeby wybrać to, za co zapłacisz z radością. Co prawda telemarketerzy nagle nie znikną, urzędy skarbowe nie zostaną zamknięte, a nudne spotkania z szablonowymi rozmowami nie zamienią się w imprezy organizowane przez Jordana Belforta, ale życie stanie się o wiele lepsze.

Dlatego jeśli zapytasz mnie czy potrzebujesz równowagi między pracą, a życiem prywatnym, to powiem, że przede wszystkim potrzebujesz zdecydować, co się dla ciebie liczy. Dom i rodzina? Super. Praca dwanaście godzin na dobę? Ekstra. Uprawianie twórczości po godzinach pracy? Proszę bardzo. Inwestowanie i pomnażanie pieniędzy w nieskończoność? Czemu nie!

Charles Bukowski mawiał: „Wybierz co kochasz i daj się temu zabić.”

Więc wybierz i daj się zabić pięknie. Niekoniecznie w sposób pełen równowagi.