Istnieją pomysły, które na pierwszy rzut oka brzmią romantycznie, ale są równie dobrym pomysłem, co uderzenie się ciężkim świecznikiem w głowę.

Całowanie się w deszczu jest super, dopóki nie nabawisz się zapalenia płuc.

Wbieganie na płytę lotniska, żeby zatrzymać odlatującą dziewczynę jest cudowne, dopóki nie zatrzymają cię służby i nie obciążą kosztami przeprowadzonej akcji.

I na koniec – mówienie „Jesteś całym moim światem”, „Bez ciebie nie ma mnie” oraz „Oddałabym wszystko, żeby być z nim” wydaje się ekstremalnie słodkie, dopóki nie uświadomisz sobie jak szkodliwy jest to mechanizm.

A jest szkodliwy dla ciebie i dla drugiej osoby.

 

Dlaczego szkodzi to tobie?

 

Zastanów się przez sekundę, co to znaczy, kiedy mówisz, że partner jest całym twoim życiem. Jakieś pomysły? Jeśli nie, to znaczy to tyle co „nie mam swojego życia” albo „co prawda mam swoje życie, ale nie jest ono za wiele warte”.

To naprawdę nie jest przypadek, że osoby, które uważają partnera za swój cały świat, nie mają własnych pasji, zaniedbują życie towarzyskie, nie podejmują samodzielnych decyzji i funkcjonują tak, jakby już nie miały własnych rączek i nóżek.

To z kolei jest bardzo niebezpieczna sytuacja, w której wręcz uzależniasz się od drugiej osoby. Kiedy jest dla ciebie tak ważna, to rezygnujesz z wyrażania zdania, żeby tej osoby nie stracić. Stajesz się satelitą krążącym wokół tej osoby, który krok po kroku zapomina o tym kim jest i co się dla niego liczy.

Nawet jeśli działa to krótkoterminowo, to długoterminowo odbiera ci twoją wartość i satysfakcję z życia. Często jest to też zaproszeniem do związku pogardy, bo druga osoba nie ma za co cię cenić, a jeśli trafisz naprawdę źle, to w tym związku mogą wyrosnąć nawet najbardziej toksyczne zachowania godne otrzymania Złotego Laura Konkubenta.

 

Dlaczego szkodzi to drugiej osobie?

 

Teoretycznie jest to idealna sytuacja. Masz obok siebie kogoś, kto bez przerwy patrzy na ciebie oczami wielkimi jak u jelonka. Podziwia cię i zrobi dla ciebie wszystko. Brzmi to jak… spełnienie marzeń.

Tylko, że tym spełnieniem marzeń nie jest.

Im bardziej ktoś staje się „całym twoim życiem”, tym szybciej relacja zaczyna się psuć.

Z jednej strony dlatego, że ta osoba zaczyna czuć, że to teraz ona jest odpowiedzialna za twoje szczęście, a każde oddalenie się będzie dla ciebie dramatem. Wtedy to już nie jest związek, w którym wybierasz, że chcesz być. To związek, w którym MUSISZ być, żeby nie zranić drugiej osoby, a to ogromne obciążenie psychiczne, na które nikt nie jest gotowy.

Z drugiej strony, wyparowuje wtedy cała twoja atrakcyjność, bo pożądanie rodzi się kiedy masz do czynienia z samodzielną osobą, która mocno stoi na własnych nogach i ma cały swój interesujący świat. Tylko wtedy może istnieć ciekawość, szacunek i tęsknota, bo to wszystko rodzi się z odrębności, a nie ze zlania się w jedną papkę.

Dlatego tak dobrą radą jest to, co zawsze mówi się osobom po rozstaniach – zanim wejdziesz w kolejny związek, naucz się być sam. Kiedy to umiesz, to jednocześnie masz już życie, które jest zasobem, który wnosisz do relacji.

 

Dwa jabłka, a nie dwie połówki jabłka

 

Najzdrowsze związki to te, w których każde z was ma własne życie, a związek jest przestrzenią, którą razem tworzycie. Pokolorowaną częścią diagramu Venna, która was łączy. Fragmentem rzeczywistości, którą sobie wymarzyliście i sprawiliście, że stała się prawdziwa.

Mając to, już nie mówisz: „Jesteś całym moim światem”. Zamiast tego mówisz: „Mój świat jest bardziej barwny, kiedy w nim jesteś”, i co jak co, to jest znacznie piękniejsze wyznanie miłości.

Dołącz do newslettera i odbierz w prezencie 50-stronicowy ebook (Nie)normalne, z którego dowiesz się jakie problemy w Twoim związku są powodem do niepokoju

Psst! Psst! Dołącz też do obserwujących bloga na facebooku lub instagramie.