Facet, 42 lata. Ogarnięty finansowo, samodzielny, wystarczająco przystojny, choć niewysoki i już raczej siwy.

 

Nie byłem w związku od kilkunastu lat. Nie było czasu, siły, szczęścia albo odwagi, a może wszystkiego po trochu.

 

Obecnie opór przed relacją jest tak wielki pod każdym względem: starokawalerstwo, brak wprawy w randkowaniu, relacjach, seksie itd., że trudno mi zrobić choćby jakikolwiek drobny krok w tym kierunku. I nie mam nawet na myśli związku, tylko samo wejście „na rynek”.

 

Mam wrażenie, że przez te wszystkie lata przyzwyczaiłem się do życia w pojedynkę. Mam swoje nawyki, swoją przestrzeń, swój rytm dnia. Nie muszę się przed nikim tłumaczyć, niczego konsultować ani dostosowywać swoich planów do drugiej osoby. Jednocześnie coraz częściej myślę o tym, że nie chciałbym przeżyć całego życia sam.

 

Problem w tym, że im dłużej jestem sam, tym trudniej wyobrazić mi sobie zmianę. Przecież w tym wieku nie będę już udawał kogoś, kim nie jestem. Nie wyobrażam sobie chodzenia po klubach, grania duszy towarzystwa albo zachowywania się jak nastolatek, który dopiero odkrywa świat randek.

 

Mam też poczucie, że przez te wszystkie lata wiele rzeczy mnie ominęło. Ludzie w moim wieku mają za sobą związki, małżeństwa, rozwody, dzieci, wspólne kredyty i całe historie, które ich ukształtowały. Ja natomiast czuję się trochę tak, jakbym w pewnych obszarach życia zatrzymał się kilkanaście lat temu.

 

Do tego dochodzi jeszcze kwestia rodziny. Chciałbym kiedyś zostać ojcem, ale wydaje mi się, że jeśli miałbym dziś zakładać rodzinę, nieunikniona byłaby różnica wieku między mną a potencjalną partnerką, a wraz z nią pojawiłyby się różne obawy, ryzyka i kolejne pytania.

 

Poza rozpoczęciem terapii nie mam jednak na razie żadnego pomysłu, jak w ogóle ruszyć z miejsca. Może Ty masz?

Artykuł pochodzi z ebooka MIŁOŚĆ BEZ LUKRU, w którym odpowiadam na najważniejsze pytania czytelników o randki, związki i miłość.

Kliknij w link i przeczytaj wszystkie teksty: https://sklep.volantification.pl/milosc-bez-lukru/

Czterdziestolatek na stoku

 

Mam znajomego, który zawsze chciał umieć jeździć na nartach.

Jako dziecko wychowywał się w tak biednej rodzinie, że nigdy nie byli nawet na rodzinnych wakacjach pod namiotem, a jazda na nartach wydawała się tak poza ich zasięgiem, jak nurkowanie na obszarze Wielkiej Rafy Koralowej albo lot w kosmos.

Później brakowało mu czasu. Studiował, pracował, a w końcu założył firmę, która pochłaniała mu 60–80 godzin tygodniowo.

Jeszcze później dostawał propozycje zimowych wyjazdów ze znajomymi, ale odmawiał, bo nie chciał być jedynym, który dopiero uczy się jeździć.

Postanowił zrobić to w prezencie na czterdzieste urodziny.

Nigdy wcześniej nie miał nart na nogach, ale kiedy zapytałem, czy nie bał się kontuzji, powiedział:
– Nie. Bałem się tylko, że będę wyglądać jak idiota.
Potem dodał:
– Na kursie były same dzieciaki z rodzicami, a na stoku ludzie, którzy jeździli tak, jakby robili to od zawsze. Ja przewracałem się przy wsiadaniu na wyciąg. Czułem się tak, jakbym przyszedł na egzamin z przedmiotu, na którym nigdy nie byłem.
– I jak Ci poszło? – zapytałem.
– Wiesz co? Właściwie nie było tak źle.

Teraz co zimę wyjeżdża na stoki w Polsce i Europie. Okazało się też, że nie był jedynym, który w takim wieku dopiero zaczynał naukę jazdy na nartach. Takich osób spotyka co najmniej kilka podczas każdego wyjazdu i mówi im, że dadzą radę. Że to łatwiejsze, niż się wydaje. Że trudnych jest tylko kilka pierwszych zjazdów.

 

Mit życia według harmonogramu

Podobnie jak on, inni ludzie też często żyją fikcją liniowego życia, w którym wszystko przebiega w równych, z góry określonych przedziałach czasu. Na początku rzeczywiście trochę tak jest.

Narodziny. Pierwsze kroki około dwunastego miesiąca życia. Przedszkole. Szkoła jedna, druga i trzecia. Studia. Pierwsza praca.

Później wydaje się, że będzie podobnie. Że ludzie uprawiają seks jak króliki, wiążą się z kimś na stałe i żyją w tym związku do końca życia. Potem zostaje już tylko emerytura i śmierć.

 

Też kiedyś czułem się spóźniony

 

To, że jest inaczej, uświadomiłem sobie na studiach. Byłem na trzecim roku, a studia były czasem imprez i dzikiego, przypadkowego seksu. Tylko że nie u mnie. Słuchałem o cudzych przygodach, wyobrażałem sobie życie innych facetów w moim wieku, a jednocześnie nic podobnego nie przeżywałem.

Czułem, że peleton mi odjechał.

Postanowiłem zająć się tym na poważnie. Zgłębiałem tajniki flirtu, komunikacji i perswazji. Studiowałem temat atrakcyjności. Podchodziłem do kobiet na nogach, które zamieniały się w galaretę, żeby wydukać, że mają piękny uśmiech. Było to trudniejsze niż jakikolwiek egzamin.

Ale po pewnym czasie zrobiło się łatwiej. Nogi już nie przypominały galarety. Nadal byłem zestresowany, ale kiedy miałem w ręce butelkę z wodą mineralną, nie było widać, że drżą mi ręce. Później pojawiły się randki, a jeszcze później gorące historie, które tak bardzo chcą przeżywać mężczyźni. Z kogoś, kto nie potrafił poznać kobiety, stałem się tym, który nie musiał jej poznawać, żeby ona chciała się z nim całować i umawiać.

Zmieniła się także moja rola. Już nie wyobrażałem sobie życia innych facetów w moim wieku. Teraz to oni wyobrażali sobie moje.

Zrozumiałem wtedy, jak wiele z tego, co myślałem o rzeczywistości, było w gruncie rzeczy tylko moimi wymysłami. Mężczyźni, którym kiedyś zazdrościłem, mieli kilkukrotnie mniejsze doświadczenie, niż sądziłem, a inni tylko dużo mówili, ale ich uczuciowe CV było całkowicie zmyślone. Dostrzegłem też, jak wiele osób jeszcze niedawno było w takim samym miejscu jak ja i że nie ma w tym nic dziwnego.

 

Ludzie zaczynają od nowa częściej, niż myślisz

 

A kiedy zacząłem swoją działalność w internecie, dotarło do mnie, jak zróżnicowane życie mają ludzie. Ja publikowałem swoje treści, a oni opowiadali mi swoje historie. Dzielili się radością z utraty dziewictwa po 35. roku życia, z poznania mężczyzny życia po czterdziestce, z powrotu do randkowania po śmierci żony w wieku powyżej 50 lat, z zakończenia toksycznego związku i rozpoczęcia kolejnego, tym razem dobrego, oraz ze znalezienia drugiej czy trzeciej miłości w trakcie swojego życia.

Poznałem też co najmniej kilku mężczyzn w sytuacji podobnej do Twojej. Byli w średnim wieku, nigdy nie mieli poważnego związku albo byli w nim dawno temu, a teraz czuli się tak, jakby stawiali pierwsze kroki na randkowym rynku.

Niektórzy nigdy tego kroku nie zrobili, ale inni przezwyciężali lęk i ruszali z miejsca. Zawsze później mówili to samo, co mój kolega uczący się jazdy na nartach:
– Wiesz co? Właściwie nie było tak źle.

Za każdym razem było to mniej przerażające, niż im się wydawało. Strach towarzyszy głównie rzeczom, których jeszcze nie zrobiłeś. Kiedy już je zrobisz, wypierają go inne uczucia: ekscytacja, wstyd albo zakłopotanie.

Nie mówię, że to nie było dla nich trudne. Było. W końcu zdobywali umiejętności, których nigdy nie ćwiczyli. Randkowanie zawsze wymaga nauczenia się radzenia sobie z odmową, flirtowania, oceniania ludzi i bycia przez nich ocenianym. Bez względu na to, jak dużo osiągnąłeś w życiu, to zawsze jest nowe doświadczenie.

Tylko że dla innych osób jest ono równie wymagające.

 

Nie jesteś w gorszej sytuacji

 

Gdybyś obecnie nie był starym kawalerem, jak sam siebie nazwałeś, tylko był po rozwodzie, nie miałbyś łatwiej. Nie miałbyś wprawy w randkowaniu, a do tego miałbyś bagaż trudnych doświadczeń, konfliktów i rozczarowań. Gwarantuję Ci, że towarzyszyłyby Ci podobne wątpliwości, a może nawet większe. A jednak takie osoby wciąż tworzą związki.

Patrzysz na siebie i czujesz się tak, jakbyś przegapił ważny etap swojego życia, ale nie do końca tak jest. Nie byłeś w tym czasie w śpiączce. Nie mieszkałeś w ziemiance w lesie. Pracowałeś, dbałeś o swoje finanse, realizowałeś cele, utrzymywałeś przyjaźnie.

To wszystko są bardzo ważne zasoby, z których będziesz korzystać w trakcie randkowania. Nawet jeśli tego nie dostrzegasz, zapewniam Cię, że nie istnieje komisja, która sprawdza liczbę byłych partnerek, liczbę odbytych randek, doświadczenie seksualne i przebieg emocjonalny. Ludzie zakochują się w sobie nawzajem, a nie w seksualnym CV.

 

Musisz tylko zabić starą wersję siebie

 

Nikt też nie każe Ci udawać dwudziestolatka. Nie musisz chodzić do miejsc, których nie lubisz, ani tworzyć sztucznego wizerunku. Potrzebujesz tylko stać się najlepszą wersją czterdziestodwulatka, jaką możesz być.

Napisałem dwie książki, które bardzo pomogą Ci na tym etapie. Są to „Od Ja do My” i „Zdobywam”. Gdybym miał z nich wiedzę wcześniej, moje randki byłyby zdecydowanie prostsze. Zachęcam Cię do ich przeczytania. Dzięki tym książkom ominiesz wiele dziur na swojej drodze, ale nie odkładaj momentu, w którym w nią wyruszysz.

To właśnie oczekiwanie jest najbardziej paraliżujące. Każdy dzień zwłoki utrwala w Tobie wersję siebie, w której jesteś sam i nie umiesz poznawać kobiet. Zastyga ona wokół Ciebie jak beton. Twoim zadaniem jest ją skruszyć.

Miałem moment w swoim życiu, kiedy chciałem symbolicznie zabić dawną wersję siebie. Wybrałem się więc do Warszawy, żeby skoczyć z liną przyczepioną do nóg z dźwigu o wysokości 90 metrów.

Kiedy stoisz na tej wysokości i patrzysz na horyzont albo pod nogi, jest to przerażające doświadczenie. Instruktor odlicza do trzech, a Twoim zadaniem jest skoczyć albo przynajmniej się wychylić. Jeśli tego nie zrobisz, strach i wątpliwości Cię sparaliżują, a z każdą odłożoną próbą będzie coraz trudniej.
Nie chcesz tego przeżyć.

Chcesz rzucić się w powietrze, bo wtedy problemem przestaje być pytanie: „Jak sobie poradzę?”. Jesteś już zanurzony w sytuacji i radzisz sobie tak, jak umiesz.

 

Teraz czeka Cię Twój skok

 

Ty na razie stoisz na krawędzi dźwigu. Jeszcze nie poszedłeś na pierwszą randkę, nikogo nie poznałeś i nie rozpocząłeś relacji, a już analizujesz różnice wieku, zagrożenia i to, co ta wymyślona, nieistniejąca kobieta o Tobie pomyśli.

Zamiast zrobić pierwszy krok, próbujesz rozwiązać problemy z dziesięciu kolejnych etapów. Nic dziwnego, że Cię to przeraża.

Na szczęście nie musisz wykonywać ich wszystkich od razu. Liczy się tylko pierwsza mała rzecz:

  • kupienie ubrań, w których atrakcyjnie wyglądasz,
  • zrobienie zdjęć na portal randkowy,
  • przeczytanie moich poradników o relacjach,
  • powiedzenie pierwszego „cześć”,
  • pierwsza kawa.

Reszta przyjdzie w trakcie. Musisz tylko skoczyć, a później już sobie poradzisz.

MIŁOŚĆ BEZ LUKRU

33 pytania o miłość, związki i randki, które ludzie boją się zadać na głos

Wybrałem najważniejsze tematy dotyczące związków i odpowiedziałem na nie tak, jakbym rozmawiał z Tobą podczas prywatnej konsultacji.