Mam wrażenie, że przeczytałam już wszystko, co da się przeczytać o stylach przywiązania. Wiem, czym jest styl lękowo-ambiwalentny. Potrafię rozpoznać swoje schematy. Rozumiem, skąd się wzięły, ale ta wiedza niewiele zmieniła.

 

Nadal przyciągają mnie ci sami mężczyźni. Na początku wydają się wyjątkowi. Charyzmatyczni, pewni siebie, interesujący. Często mają za sobą trudne historie, są emocjonalnie niedostępni albo wysyłają sprzeczne sygnały. Z jakiegoś powodu właśnie oni najmocniej działają mi na wyobraźnię.

 

Później zawsze dzieje się to samo. Ja angażuję się coraz bardziej. Oni angażują się coraz mniej. Ja analizuję każdą wiadomość. Oni odpisują wtedy, kiedy mają ochotę.

Ja próbuję budować relację. Oni pozostawiają mnie w ciągłej niepewności.

 

Za każdym razem obiecuję sobie, że już nigdy nie wejdę w taki układ, ale po kilku miesiącach okazuje się, że znów jestem dokładnie w tym samym miejscu.

 

Jak to zmienić? Chcę wreszcie zacząć przyciągać dojrzałe osoby, a nie narcyzów, manipulantów i inne toksyczne osoby.

 

Jak przeprogramować styl przywiązania? Jakie działania podejmować na co dzień? Jak przejść drogę od lękowego stylu przywiązania do bezpiecznego?

 

Nie chcę być skazana na powtarzanie tych samych historii i przerabianie tych samych problemów w związkach.

Artykuł pochodzi z ebooka MIŁOŚĆ BEZ LUKRU, w którym odpowiadam na najważniejsze pytania czytelników o randki, związki i miłość.

Kliknij w link i przeczytaj wszystkie teksty: https://sklep.volantification.pl/milosc-bez-lukru/

Artykuł pochodzi z ebooka MIŁOŚĆ BEZ LUKRU, w którym odpowiadam na najważniejsze pytania czytelników o randki, związki i miłość.

Kliknij w link i przeczytaj wszystkie teksty: https://sklep.volantification.pl/milosc-bez-lukru/

Chcesz konkretów? Proszę bardzo, ale uważaj, o co prosisz.

Zacznijmy od brutalnej prawdy – Ty nie przyciągasz toksycznych osób, manipulantów i narcyzów. Ty je wybierasz.

Widzisz takie osoby i ich cechy wydają Ci się atrakcyjne. Możesz myśleć, że są silne, niezależne i ulegać ich urokowi.

Porównujesz je do swoich poprzednich partnerów i myślisz: „On jest zupełnie inny!”. W końcu Twój eks był fanatykiem siłowni, pracował w męskim środowisku i był jedynakiem, a obecny czyta książki, używa kremu do twarzy i ma dwie siostry.

Ignorujesz jednak jedną, najważniejszą sprawę. W ten sposób poznajesz te osoby i budujesz obraz tego, kim są, ale nie patrzysz na ich schemat budowania więzi.

Jako ludzie mogą więc różnić się niemal wszystkim, ale ich schemat budowania relacji – lub ich unikania – może być identyczny.

Co najważniejsze, jednocześnie ignorujesz inne osoby ze swojego otoczenia, które nie wpisują się w ten schemat. Wydają Ci się nijakie. Niczego w Tobie nie uruchamiają. Traktujesz je jak kwiatki w poczekalni u lekarza – są tylko elementem tła, który obchodzi Cię mniej więcej tak, jak życie indonezyjskiego hodowcy ryżu.

Nie dzieje się to przypadkiem. To nie jest błąd systemu i nie jest to też Twoja wina, ale są to Twoje wybory. To po prostu coś, czego nauczyłaś się już w dzieciństwie.

 

Źródło schematów

 

Jesteś jak osoba, która całe życie jeździła nad morze, więc planując kolejny urlop, nawet nie bierze pod uwagę wyjazdu w góry, bo nie wie, jak go zorganizować, co tam robić i jak będzie się tam czuła.

Jesteś jak koń po przejściach, który był zaniedbywany i żył w ciągłym stresie. Nawet kiedy trafi do bezpiecznego miejsca, jeszcze długo będzie płochliwy i nieufny, bo dla niego świat wciąż jest zagrożeniem.

Jesteś jak boomer, który przez całe życie wykonywał wszystkie prace biurowe analogowo, a teraz ma zacząć korzystać z komputera, internetu i sztucznej inteligencji. Robiąc to, czuje się niezręcznie i ma wrażenie, że tak to nie powinno działać.

Różnica polega na tym, że Ty robisz to w związkach i wobec osób, które wybierasz.

Robisz to, bo znasz ten typ ludzi i te schematy. Jesteś z nimi zaprzyjaźniona. Wiesz, który guzik nacisnąć i kiedy to zrobić, żeby dostać to, czego chcesz – przynajmniej przez jakiś czas.

Wybierasz to, bo jest Ci znajome i do tego jesteś przyzwyczajona.

Czy da się to zmienić?

Tak, ale będzie to taki sam proces jak w przypadku bitego konia, boomera uczącego się AI i osoby, która z plażowicza ma zamienić się w zdobywcę górskich szczytów.

W Twoim przypadku będzie to wymagało kilku konkretnych rzeczy.

1. Przestań romantyzować intensywność

 

To najważniejszy krok, bo osoby z Twoim stylem przywiązania notorycznie mylą obsesję, chaos, huśtawkę emocjonalną i lęk przed utratą drugiej osoby z postrzeganiem tej osoby jako wyjątkowo wartościowej, a całej relacji jako wielkiej miłości.

Zdrowa relacja jest przewidywalna. Druga osoba nie manipuluje, nie znika i nie bawi się w gierki.

Miłość to spokój i bezpieczeństwo.

To zdanie powinno się drukować na ulotkach i zrzucać z samolotów.

 

2. Zacznij wchodzić w inny typ relacji

 

Nigdy nie zmienisz swojego stylu przywiązania, jeśli będziesz robić to samo, co do tej pory.

Wiem, wiem – jest to przyjemne, ale byłaś już w takich relacjach i doskonale wiesz, że kończą się cierpieniem.

Potrzebujesz nowych doświadczeń.

Będziesz czuć się w nich niezręcznie. Będziesz mieć wrażenie, że marnujesz czas. Będzie Ci się wydawać, że to nie tak powinno wyglądać.

Ale zaczniesz się też uczyć, że istnieją różni ludzie i różne rodzaje relacji.

Jest to ogromnie ważne, bo osoby o lękowym stylu przywiązania często nie potrafią funkcjonować w spokojnej relacji.

Bity koń spodziewa się wyłącznie zagrożenia i kolejnych ciosów. Paradoksalnie spokój wzbudza w nim jeszcze większy niepokój, bo nie wie, co się dzieje.

Jednak po dłuższym czasie spędzonym w bezpiecznym środowisku zaakceptuje je i nauczy się czerpać z niego przyjemność.

Ten sam proces zajdzie u Ciebie, ale wymaga czasu.

 

3. Buduj życie, które nie kręci się wyłącznie wokół relacji

 

Banał, prawda?

A jednak to jeden z najważniejszych punktów.

Bezpieczny styl przywiązania ma bezpośredni związek właśnie z bezpieczeństwem i stabilnością.

Żeby tak się czuć, potrzebujesz oprzeć się na czymś, co jest bezpieczne i stabilne.

Relacja nie jest do tego najlepszym fundamentem z jednego prostego powodu – nie zależy wyłącznie od Ciebie.

Masz na nią wpływ, ale nie masz nad nią pełnej kontroli.

Jeśli dodatkowo uzależniasz swoje poczucie własnej wartości od tego, czy ktoś odpisze, jak Cię traktuje i jak się zachowuje, to będziesz czuć się jak na emocjonalnym rollercoasterze.

Co więcej, osoby toksyczne bardzo dobrze wyczuwają ludzi, którzy desperacko potrzebują akceptacji.

Im mniej satysfakcjonujące jest Twoje życie, tym większe prawdopodobieństwo, że będziesz przyciągać właśnie takie osoby.

Będą płynąć do Ciebie jak rekiny, które wyczuły krew.

Jedyną rzeczą, nad którą naprawdę masz kontrolę, jesteś Ty i to, co robisz.

To Twoje cele, pasje, przyjaźnie i rozwój powinny być fundamentem, z którego będziesz czerpać siłę i poczucie bezpieczeństwa.

Im bardziej poukładane będzie Twoje życie, tym lepsze relacje będziesz tworzyć.

Twoje uczucia również staną się stabilniejsze, bo związek nie będzie całym Twoim światem, tylko jedną z kilku ważnych jego części.

Jeśli nawet pojawią się w nim problemy, pozostałe obszary Twojego życia nadal będą funkcjonować dobrze.

A kiedy tak się stanie, Twoje emocjonalne czujniki przestaną tak mocno wariować.

 

4. Zacznij samodzielnie regulować emocje zamiast tylko reagować na to, czego doświadczasz

Zarządzanie emocjami jest równie ważne jak zarządzanie finansami.

I podobnie jak zarządzania finansami, tego również się nas nie uczy.

Osoby o Twoim stylu przywiązania najczęściej próbują uspokajać swój lęk poprzez ciągły kontakt z partnerem, jego uwagę, zapewnienia o miłości albo próby kontrolowania sytuacji.

Wiesz już jednak, na czym polega problem – nie jest to coś, nad czym masz kontrolę, bo znajduje się poza Tobą.

Potrzebujesz więc nauczyć się, jak się uspokajać, jak naciskać pauzę zamiast reagować impulsywnie i jak myśleć o sobie dobrze.

Konkretne techniki znajdziesz w workbooku „Kocham się”. Będzie on dla Ciebie nieocenioną pomocą, bo zawiera zarówno wiedzę, jak i ćwiczenia, dzięki którym zbudujesz zdrowe poczucie własnej wartości i zyskasz więcej spokoju.

 

*

    „Co?! Tylko te cztery punkty?!” – możesz zapytać zdziwiona.

    Nie brzmi to jak coś trudnego.

    Tylko że jest cholernie trudne. Dokładnie z tych samych powodów, co wszystkie głębokie zmiany.

    Ich charakterystyczną cechą jest to, że mają poprawić Twoje życie, ale zanim to zrobią, przez jakiś czas będzie ono trudniejsze.

    Teraz może nie masz najlepszej strategii, ale podjęcie realnych kroków w celu przeprogramowania stylu przywiązania sprawi, że będziesz czuła niepewność. Nie będziesz wiedziała, co robisz. Będziesz miała wrażenie, że wszystko wygląda nie tak, jak powinno, a Twoje życie wypełni jeszcze większy chaos.

    To tak, jakbyś stała na wyżynie i chciała wejść na szczyt, ale jedyna droga prowadziła przez głęboki kanion.

    Wiesz, że innej trasy nie ma i że jeśli chcesz zdobyć tę górę, musisz najpierw zejść w dół.

    Mimo to każdy krok boli.

    Masz wrażenie, że się cofasz. Czujesz, że jesteś coraz dalej od celu, a nie coraz bliżej.

    Twoja podróż ciągnie się i ciągnie.

    Nie wiesz, czy znajdziesz ścieżkę prowadzącą w górę, a nawet jeśli tak się stanie, to zanim wrócisz na poziom, z którego wyruszyłaś, czeka Cię mozolna wspinaczka.

    Właśnie dlatego tak wiele osób odpada podczas procesu wprowadzania zmian.

    Nie akceptują, że żeby było lepiej, najpierw przez jakiś czas będzie gorzej. Nie ufają procesowi. Nie radzą sobie z poczuciem beznadziei, skołowania i niepewności.

    Nie popełniaj ich błędu.

    Pozwól sobie poczuć się beznadziejnie, bo to nieodłączna część uczenia się czegoś ważnego i trudnego.

    Kiedy przez to przejdziesz, zaczniesz dostrzegać poprawę. Najpierw niewielką, ale z każdym krokiem coraz większą. W końcu nadejdzie dzień, kiedy podziękujesz sobie za dzisiejszą decyzję.

    Właśnie tego Ci życzę.

    MIŁOŚĆ BEZ LUKRU

    33 pytania o miłość, związki i randki, które ludzie boją się zadać na głos

    Wybrałem najważniejsze tematy dotyczące związków i odpowiedziałem na nie tak, jakbym rozmawiał z Tobą podczas prywatnej konsultacji.