Dostałem prośbę o napisanie dedykacji dla mężczyzny biorącego ślub. Napisałem standardowe życzenia, a później zacząłem zastanawiać się, jak sprawdzić, czy relacja, w której jesteś to związek z przyszłością? Co sprawia, że niektóre pary mają przed sobą szansę, a inne natykają się na obszczany przez bezdomnych mur i nie mogą ani przez niego przejść?

Po odbyciu sesji medytacyjnej w Tybecie (tak naprawdę to nie), teraz już to wiem. Uznaj ten tekst za test.

Kochasz za to kim jest czy za to kim może być?

Zaskakująco wiele par jest ze sobą nie ze względu na to, co partner sobą reprezentuje, ale ze względu na jego potencjał. Bo co prawda on nie wydaje się być dobrym materiałem na ojca, ale przecież może nim być, prawda? Ona może nie była szczególnie cnotliwa, ale przecież może się taka stać, prawda? On wciąż nie przestał rysować kutasów na zakurzonych powierzchniach płaskich, ale przecież może wydorośleć, co nie? Ona może i ma zdecydowaną nadwagę, ale może się przecież za siebie wziąć i wyglądać jak Margot Robbie, tak?

Z logicznego punktu widzenia może tak się stać. Jakieś szanse na to są, podobnie jak na to, że jak da się małpie maszynę do pisania, to naciskając losowo klawisze kiedyś uda jej się napisać “Iliadę”. Niestety szanse na to są małe, a my możemy kochać innych tylko za to, kim są. Potencjał się nie liczy.

Mówicie sobie pięć razy więcej dobrych rzeczy niż złych?

Stosunek 5:1 wynika z badań Johna Gottmana – naczelnego specjalisty do spraw trwałości małżeństw. Im cieplej o kimś mówimy tym większe szanse na trwały związek. Jeśli twój partner słyszy od ciebie jedną pochwałę przypadającą na jedno narzekanie to w praktyce wasz związek jest w kryzysie, bo jest to stosunek niewiele większy niż osób po rozwodach (0,8:1), a porozmawiajcie z dowolnym rozwodnikiem, żeby wiedzieć jak bardzo związek musi się spieprzyć, żeby doszło do rozwodu.

A więc jak jest u was? Chwalicie się czy narzekacie? Mówicie “my” czy “ja”? Poprawiacie siebie czy uzupełniacie? Mówicie sobie jak bardzo fajni jesteście czy wypominacie braki?*

Akceptujecie nieświadome zachowania wynikające z waszych płci?

To naturalne, że on lubi inne rzeczy niż ty, czasem gra w GTA, chociaż dla ciebie to strata czasu, patrzy na inne laski i raz na jakiś czas potrzebuje wyrwać się z domu. Nie możesz mieć o to pretensji tak samo jak on nie ma pretensji o to, że masz okres. Ty nie decydujesz o tym, że go masz, a on nie decyduje o tym czy spojrzy dłużej na jakiś krągły tyłek. (Serio. Są na to badania.)

Jeśli porozmawiacie szczerze z mężczyznami, to każdy wam powie, że zamienia to związek w pracę na etat i wymusza stałą samokontrolę: “Muszę do niej zadzwonić, bo się obrazi”, “Mam nadzieję, że nie będzie tam jakiejś innej dziewczyny, bo od razu będzie zazdrosna”, “Może wymyślę, że mam delegację to wreszcie od niej odpocznę”. Jeśli nie chcesz, żeby facet traktował cię jak czynnik, który go ogranicza, to zaakceptuj, że mężczyźni są przerośniętymi, włochatymi chłopcami. Związek z przyszłością to taki, kiedy on chce patrzeć tylko na ciebie, a nie kiedy musieć to robić, bo strzelisz focha, jasne?

Czy robicie wspólnie więcej rzeczy niż tylko spanie i uprawianie seksu?

Nie to żebym miał coś przeciwko spaniu i uprawianiu seksu (w moim CV w rubryce “Hobby” obie czynności są na czołowych miejscach). Problem w tym, że dla posiadania stabilnej relacji, to trochę za mało. Tyle (a nawet znacznie więcej) można mieć od swojej sekretarki i to bez ślubu i prawa wyłączności. Nie lepiej lubić ze sobą być i robić różne rzeczy razem? Ewentualnie być z kimś z kim łączy cię więcej?

Czy oprócz tego, co robicie wspólnie, macie czas wyłącznie dla siebie?

To odwrotność poprzedniego pytania, ale ważna odwrotność.

Mikro-powroty i mikro-rozstania, to naturalne składniki każdego związku. Docenia się to czego się nie ma, więc jeśli macie siebie bez przerwy, to zamiast wybuchu namiętności narodzi się tylko cichutkie popierdywanie pod kołdrą i ataki ziewania.

To że jesteście razem nie oznacza, że przestajecie być sobą, więc macie obowiązek żyć również samodzielnie. Nie w pracy, ale w czasie wolnym, więc jeśli ona chce iść do spa z przyjaciółkami, to pocałuj ją w czółko i pożycz dobrej zabawy. Jeśli on wychodzi z kumplami to nie zrzędź, że zostawia cię samą, tylko ciesz się kiedy do ciebie wraca. I nigdy, przenigdy nie miej pretensji po tym jak wróci, bo zaszczepia to w nim myśl: “Ech… Lepiej było nie wracać.” (Oczywiście mówimy tu o normalnym związku, a nie takim, w którym jesteś z kimś całkowicie niegodnym zaufania).

Czy doceniacie to, co wzajemnie dla siebie robicie?

Współcześnie istnieje więcej niż jeden model związku, ale biologii wciąż się nie oszuka. Zwykle kobiety dbają na bieżąco o jakość życia, a mężczyźni zapewniają zasoby. To zupełnie inne aktywności więc wszyscy mają skłonności żeby ich nie doceniać. Stąd biorą się później argumenty:
– Ja tu całe życie zarabiam, a ona tylko obiad ugotuje i koniec.
A z drugiej strony:
– Ja tak o niego dbam, a on nawet nie powie mi ciepłego słowa.
Czy uważacie, że to co robi druga osoba jest ważne i dobre? Czy myślisz, że druga osoba robiłaby to samo, gdyby ciebie nie było? Wydaje ci się, że ona gotowałaby dla siebie samej wymyślne dania, czy raczej dzwoniłaby po pizzę? Myślisz, że on gdyby ciebie nie było, to sypiałby tylko z jedną dziewczyną i pracował równie dużo?

Nie musicie codziennie zauważać nowych oznak uczuć. Doceniajcie te, do których przywykliście. Skoro utrzymują się tak długo to muszą być całkiem silne, prawda?

Eskalujecie konflikty czy dążycie do ich zażegnania?

I czy naprawdę je zażegnujecie, czy tylko przysypujecie, żeby następnym razem znów coś sobie wypomnieć?

Czy boicie się samotności?

Jeśli tak, to wbrew pozorom nie umocni to waszego związku. Zamiast tego zamieni was w obsranych ze strachu ponuraków, którzy godzą się na to co mają, bojąc się sprawdzić, co mogą mieć. To rodzi przymus: “Musimy ze sobą być, bo skończymy w samotności”. To już raz powiedziałem, ale niech wybrzmi raz jeszcze – wasze bycie ze sobą powinno być wyborem, a nie smutną koniecznością.

Wszystko co robisz w związku robisz dla niego/niej czy dla siebie?

Uzupełniając – czy jest jakakolwiek szansa, że kiedyś któreś z was powie: “Robiłem/Robiłam to tylko dla ciebie?”.

Jeśli tak to rozstańcie się już dzisiaj, bo po pierwsze, takie podejście gwarantuje taki efekt, jak chodzenie z kamykiem w bucie. Przez kilka minut da się wytrzymać, a przez lata? Wątpię.

Po drugie, nie dość że będziesz męczyć siebie, to jeszcze zaczniesz męczyć drugą osobę marudząc: “Długo jeszcze?”, “A może wrócimy do domu?”, “Nogi mnie już bolą”, “Trzy piwa już ci nie wystarczą?”, “Może wolałbyś siedzieć z tą kurewką, która cały czas się na ciebie gapi?”.

Po trzecie, będzie to wspaniały gwóźdź do trumny kiedy on dowie się, że jadłaś steki tylko dlatego, żeby jemu było przyjemnie, a na widok jego kumpli zbierało ci się na wymioty, chociaż on był przekonany, że ich uwielbiasz.

Czy pozwalacie osobom trzecim ingerować w wasz związek?

Poza ewentualnymi przypadkami trójkąta (żartuję. Trochę), to nie jest dobry sposób na udoskonalanie relacji. Z kilku powodów:
1) radząc się kogoś zachowujesz się w pewnym sensie tak, jak ktoś tego chce, a nie tak jak ty tego chcesz
2) uzależniasz się od czyjejś opinii i uczysz sztucznej bezradności
3) nawet jeśli masz pewność, że ktoś tobie życzy dobrze, to nigdy nie masz pewności, że daje ci dobre rady. Przyjaciółka, najlepszy kumpel lub matka w większości przypadków będą nastawieni na dawanie tobie emocjonalnego wsparcia, a nie na mówienie prawdy. Oznacza to, że zawsze usłyszysz, że to co się dzieje w twoim związku, to nigdy nie jest twoja wina. Nawet jeśli jest.

Akceptujecie, że nie na wszystko macie wpływ?

Mam bardzo silne przeczucie, że dojrzałość polega na zrozumieniu jak wiele spraw nie wymaga od nas komentarza i na jak wiele innych spraw nie mamy żadnego wpływu.

Czy on może zacząć cię zdradzać? Czy ona może poznać kogoś lepszego? Czy możecie się sobą znudzić? Czy za rok, dwa lub pięć przestaniecie się kochać?

To wszystko może się zdarzyć i zdarzy się bez względu na to, czy będziecie się tym zamartwiać, czy nie. Właściwie to zamartwianie się tylko w tym pomoże, bo jest to nieświadomy sygnał oznaczający: “Martwię się, że cię stracę, bo uważam, że zasługujesz na kogoś lepszego”, a dla własnego dobra lepiej nie podsuwać innym takich przypuszczeń.

Ciesz się chwilą i nie dbaj tak bardzo o jutro. Głupio nie wykorzystać lata martwiąc się, że kiedyś przyjdzie zima, prawda?


* Dane pochodzą z “Głaskologii” Miłosza Brzezińskiego.

Wrzuć do koszyka moją książkę!

Jak planować, realizować cele i mądrzej żyć

Podręcznik kompleksowej zmiany życia

Przewodnik po męskiej atrakcyjności       .

Psst! Psst! Dołącz też do obserwujących bloga na facebooku lub instagramie.