Równe szanse nie tylko dla kolorowych

Równe szanse nie tylko dla kolorowych

„Prześladujesz mnie, bo masz złe doświadczenia z poprzednich związków!”

Od lat śmieję się z sytuacji, w których ludzie bez względu na rasę, narodowość, kolor włosów albo wyznanie, oceniają swoje partnerki i partnerów przez pryzmat doświadczeń z byłych, skrajnie nieudanych związków. Cieszy mnie to jak cholera i za każdym razem kiedy to słyszę, biegam w kółko i klaszczę rączkami jak dziecko. Chyba że akurat dotyczy to mnie.

Są ludzie, którym zależy na drugiej osobie tak bardzo, że zaraz po rozsypaniu się marzeń o pięknym związku, za nic w świecie nie potrafią pogodzić się z porażką i nie pozwalają sobie spróbować raz jeszcze, całkowicie od nowa i bez uprzedzeń. Dzięki temu czasem spotykam facetów, którzy ze względu na nieudany związek w przeszłości, uważają kolejne kobiety za coś w rodzaju laleczek vodoo, więc traktując je jak gówno, tak naprawdę wbijają swojej byłej wirtualne szpilki w serce, głowę, wątrobę i nerki. Od pierwszej chwili nienawidzą wszystkich istot, które mają piersi, długie włosy i cipkę, a później jest tylko gorzej. Czasem udaje im się z którąś z nich przespać, ale częściej nie. To bez różnicy, bo i tak wszystkie mają za dziwki. Zamiast pójść dalej i z czystym kontem rozpocząć nowy związek, to pastwią się nad sobą, nienawidzą kobiet i coraz bardziej pieprzą sobie w głowie. Możesz znać sto kobiet, ale jeszcze nie znasz sto pierwszej, więc przestań zachowywać się jak buc, który myśli, że wie o niej wszystko i to wszystko co najgorsze.

Kobiety nie są lepsze. Raz na jakiś czas spotyka się taką, która hoduje w sobie poczucie krzywdy. Opowiada wszystkim dookoła o tym jacy to faceci są okropni, a ona jest tak wrażliwa, że wszyscy ją krzywdzą, wykorzystują i porzucają jak zużytą zabawkę. Doprowadza to do tego, że takie kobiety nieufnie podchodzą do następnych kandydatów na ogrzewacza łóżka, co nie ma wielkiego znaczenia, bo oni i tak są przerażeni możliwością skrzywdzenia jej każdym najgłupszym zachowaniem i nie w głowie im związki.

Z jednej strony jest całkiem naturalne, że wyciąga się wnioski ze swoich doświadczeń i pod ich wpływem modyfikuje własne zachowania, ale z drugiej strony ciężko o bardziej destrukcyjną zmianę zachowań. Ostatnio na Onecie przeczytałem opowieść o dwóch buddyjskich mnichach, którzy złożyli śluby czystości i wracali z pielgrzymki do swojego klasztoru. Po drodze spotkali kobietę, która nie potrafiła przejść przez wielką kałużę. Jeden z mnichów, pomimo przysięgi, że nigdy nie dotknie kobiecego ciała, wziął ją na ręce i przeniósł przez wodę, a potem mnisi poszli dalej. Jakiś czas później jego towarzysz powiedział zdenerwowany: „Wiesz, że złamałeś śluby? Dotknąłeś kobiety”. Na co ten drugi spojrzał na niego i odpowiedział: „Tak, ale ja to zrobiłem pięć godzin temu, a ty niesiesz ją nadal”. I tak to w praktyce wygląda. Jedni ludzie potrafią przejść nad swoją porażką, a później zacząć wszystko od nowa, podczas gdy inni rozpamiętują to całe życie i pozwalają jednemu wydarzeniu wpływać na bieg ich późniejszych znajomości.

Jeśli tak się zachowujecie, to zastanówcie się ile czasu jeszcze chcecie pokutować. Na dobrą sprawę to przecież wszyscy mają złe doświadczenia w kontaktach z ludźmi. Na pewno kiedyś zaufaliście za szybko, ktoś was nie chciał, zdradził, okłamał, może nie szanował albo jeszcze coś innego, ale czy to powód żeby tak samo jak tą osobę oceniać wszystkich ludzi, łącznie z tymi których zupełnie się nie zna? Nie da się przecenić jak ważne jest danie komuś uczciwej szansy na początku relacji. Chcąc być z kimś musicie się odsłonić i zrzucić wszystkie maski i kombinezony ochronne jakie uszyły wam lata doświadczeń.

W związku musicie być nadzy, a jeśli tak bardzo lubicie nosić maskę, to zacznijcie się przedstawiać jako Hanniibal Lecter.

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Równe szanse nie tylko dla kolorowych"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Silver
Gość

>Kamil approves ;D

Silver
Gość

>o i dobry obrazek jeszcze:
comment image

iliq
Gość

>Ktoś tu się w De Melo zaczytuje

Volant
Gość

>Chętnie bym to potwierdził, ale wtedy bym skłamał, bo nie czytałem De Melo, a miałem to zrobić już dawno temu :(

Anonymous
Gość

>O którym De Melo mowa? Dobrej lektury nigdy za wiele.

A. Nonim

iliq
Gość

>Ta przypowieść z mnichami jest z Przebudzenia De Mello. Osobiście jednak bardziej bym radził zacząć od minuty mądrości. Po jej lekturze łatwiej będzie zrozumieć tok myślenia Anthonego.

Warto zapoznać się z tą pozycją jednak na mnie się nie sprawdza jego główne podejście. Według niego powinniśmy żyć bez większych wahań nastrojów i emocji taka cicha depresja.

Wyznaje on również nurt aby być szczęśliwym już tu i teraz. Może i są osoby na które to działa. Dla mnie jest to totalnie nie trafione, ja jeśli czuję się szczęśliwy to nie mam potrzeby nic zmieniać. Jeśli nic nie zmieniam to dalej gówno mam ale to już kwestia natury. Niqu ma to szczęście że ma dość beztroski stosunek do pieniędzy przypuszczam, że z innymi dziedzinami ma podobnie na mnie to ni cholery nie działa i mam wtedy nihilizm.

Guido
Gość

>Fajny artykuł. Chciałbym dodać, że wg mnie jest efekt głównie poczucia niskiej wartości połączonej z tworzeniem w głowie idealistycznych oczekiwań, które gdy się nie spełniają, bolą tym bardziej im więcej czasu poświęcało się na fantazjowanie. A całe zajście jest odbierane jako osobista porażka, atak i poniżenie. Potem wystarczy się z tym utożsamić i jest kolejny, wiecznie cierpiący, pełen uprzedzeń i nienawiści do świata człowiek, posiadający w głowie dziesiątki negatywnych historii (kobiety to tamto, mężczyźni to są tacy, ludzie to powinni… itp.) i ograniczających przekonań.

A przecież przeszłość już nie istnieje :) Tak jak i przyszłość, tyle że ta JESZCZE nie istnieje :)

Co do książki to zapewne chodzi o "Przebudzenie" Anthonego De Melo. "Potęga teraźniejszości" Eckhard'a Tolle'a jest równie dobra.

Silver
Gość

>Potęgę teraźniejszości miałem kiedyś w pdf-ie i planowałem przeczytać.
Skoro mówisz, że naprawdę warto, to może zabiorę się za nią w najbliższym czasie :)

Guido
Gość

>@iliq – to nie chodzi o to, by nie odczuwać różnych uczuć, ale by się z nimi nie utożsamiać. Ty odczuwasz wszystko, ale traktujesz swoje emocje jak przepływające chmury, które nie są Tobą i nie wpływają na Twoje decyzje.

Są trzy poziomy. Emocje biorą się z najniższego czyli tego, co masz zapisane w podświadomości, która np. chce posiąść wąską szparkę. Poziom wyżej – Twój racjonalny rozum, Twój dialog wewnętrzny mówi – ale ta szparka należy do pustej i głupiej dziewuchy, odpuść. I ty doskonale to rozumiesz, nie chcesz jej znać, ale jednak podświadomość zalewa Cię tęsknotą i chęcią spotkania się z nią. Trzeci poziom, najwyższy, czyli prawdziwy Ty, czuje emocje generowane przez podświadomość, obserwuje racjonalny dialog wewnętrzny, ale jest nieutożsamiony z tym i pozwala Ci podjąć decyzję, by z miłością i życzliwością do tej kobiety zostawić ją i żyć dalej. Bez żalu, chęci zemsty, odegrania się, poniżania…

Podświadomość natomiast można tresować samemu jak psa. Ona jest tak naprawdę bardzo elastyczna i przyjmie wszystko…

Niqu
Gość

>To może dodam coś od siebie. Ja na waszym miejscu jakbym miał się zabrać za czytanie książek typu "Przebudzenie", to zdrowo pierdolnąłbym sobie w łeb i bił się tyle razy, aż bym to sobie wybił z głowy :)
To tylko moje osobiste zdanie i pewnie większość z was go nie podziela :D

@iliqu, to zarówno dar, jak i przekleństwo :D

iliq
Gość

>Przebudzenie -> zostań stoikiem, Potęga teraźniejszości -> jak siedzisz to siedź, jak jesz to jedz, jak jedziesz autobusem to nim jedź wtedy będziesz wolny. Od przekazy tych książek więc Silver zaoszczędziłem Ci trochę czytania ;)

@Guido "to nie chodzi o to, by nie odczuwać różnych uczuć, ale by się z nimi nie utożsamiać."

To nie jest trochę tak jakbyś chciał odczuwać seks za sąsiada? Żeby przeżyć emocję trzeba w nią wniknąć a nie wmawiać sobie to nie ja.

"..ale traktujesz swoje emocje jak przepływające chmury, które nie są Tobą i nie wpływają na Twoje decyzje."

Tak emocje trwają chwilę ale mają istotny wpływ na moje decyzje. Emocje to takie wezwanie do akcji jeśli czujesz agresje to najprawdopodobniej dlatego, że masz się z czymś skonfrontować. Jeśli czujesz bezsens i depresje to dlatego że Twoje życie donikąd nie prowadzi i musisz nadać mu kurs. Nie wyobrażam sobie nie przyjmować takich wskazówek od własnego ciała.

Ale po co dzielić coś co jest jednością. Wszystkie trzy poziomy które wymieniłeś (nie wiem trzy poziomy czego) to jedność. Wszystkie one mają wpływa na podejmowanie decyzji i sam decydujesz co masz wybrać. Klasyfikując emocje jako najniższe i nie ważne zabijasz je. Nie mówię o kierowaniu się emocjami ale mówię o rozważaniu ich przy podejmowaniu wyboru

@Niqu
Książki o których piszę to zostały mi z czasów w których zaczytywaliśmy się we wszystkim co znaleźliśmy pod ręką albo co ktoś z PUA doradził. Tak czy inaczej lubię czytać, sprawia mi to frajdę i czytam to dla przyjemności. Uważam, że warto czytać chociażby filozofię bo to skłania do przemyśleń. Oczywiście stosunek konsumpcji do produkcji zmienił mi się dość mocno i w pamiętniku piszę dużo swoich przemyśleń, jakiś tydzień temu nawet napisałem arta, od tak dla siebie, zastanawiam się czy by go nie poprawić i nie wrzucić na PLACE

Wszystko jest darem i przekleństwem, każda decyzja ma swoje konsekwencje. Zawsze poświęcasz coś kosztem czegoś, do Ciebie należy wybór co poświęcasz a co zyskujesz.

Volant
Gość

>iliq – ja bardzo chętnie przeczytam na Place to co napisałeś, więc wrzuć :)

Guido
Gość

>@iliq

Brawurowe streszczenia. Coś jak „Dżumy” A. Camus’a: "Widzę szczura – zły prognostyk. Jest i doktor, choć agnostyk." Jak czyta nas ktoś z liceum, to może sobie już odpuścić tę lekturę :D

„To nie jest trochę tak jakbyś chciał odczuwać seks za sąsiada? Żeby przeżyć emocję trzeba w nią wniknąć a nie wmawiać sobie to nie ja.”

To emocja ma w Ciebie wniknąć, a nie Ty w nią. Poza tym, niczego się nie wmawia, żadnych dialogów wewnętrznych, tu chodzi tylko o świadomość tego, nic więcej.

A świadome odczuwanie seksu to zwyczajnie tantra.

„Tak emocje trwają chwilę ale mają istotny wpływ na moje decyzje. Emocje to takie wezwanie do akcji jeśli czujesz agresje to najprawdopodobniej dlatego, że masz się z czymś skonfrontować.”

Tak, ktoś Cię pochwali, czujesz rozpierającą Cię dumę. Ktoś skrytykuje, czujesz złość. I pod wpływem tych emocji podejmujesz decyzję. Jeśli tak jest, to jesteś skutecznie zaprogramowanym i przewidywalnym automatem, którym można bardzo łatwo manipulować. Co więcej, w głębi siebie nienawidzisz tego człowieka, nawet jeśli Cię chwali, dlatego, że on ma władzę nad Tobą, której Ty nie masz nad sobą. A chodzi tylko o to, by mieć świadomość, że to Twoje ego czuje się obrażone lub mile połechtane, a nie Ty. To samo ego, które ciągle porównuje się z innymi, buduje swoją wartość przez nowy zegarek, seks z ładną kobietę (a im więcej tym lepiej), czy też ciągle oszukuje Ciebie, że gdy wreszcie osiągniesz X, to tylko WTEDY będziesz wreszcie spełniony, a TERAZ jest tylko momentem przejściowym do tego celu, że musisz mieć więcej pieniędzy, ładniejsze meble (od sąsiada i niech on najlepiej je zobaczy, by poczuł się gorszym ;) itp.

A wiesz, dlaczego ego to nie Ty? Z tego samego powodu, dla którego Twoja ręka to nie Ty. Bo możesz ją uciąć i dalej będziesz sobą. Jak śpisz głębokim snem – nie masz ego, ale jesteś sobą. Jak się zalejesz w trupa, też nie masz ego, ale jesteś sobą.

A co do samych emocji – nigdzie nie napisałem, by się ich pozbywać, czy je tłumić lub zabijać, nawet przez klasyfikację. Należy wręcz się otworzyć, czuć np. smutek w ciele i obserwować jak przepływa. Obserwować go tak, jak się obserwuje zachód słońca lub przelatującego ptaka, będąc rozluźnionym, ze spokojnym oddechem. On wtedy znika bardzo szybko, pozostawiając wspaniałe uczucie czystej pustki, przestrzeni. Zamykanie się na emocję tylko dodaje jej energii – tyle ile tej energii wkładamy, by się przed nią bronić.

P.S. Szkoda, że P*Asi nie polecali Biblii, albo Koranu. :)
Choć może jeszcze nic straconego ;)

P.P.S. Skoro też o książkach piszemy, to Dan Millman napisał nieco o tym samym trochę bardziej przystępną, bo w formie autobiograficznej powieści, a nie pouczających referatów – "Drogę miłującego pokój wojownika". Jest też i film na jej podstawie nakręcony.

Kalif
Gość

>iliq

Twój post zawiera słowo zakazane na tym blogu. W myśl zasad Volanta powinien być usunięty tak jak moj kiedyś

Volant
Gość

>Kalif, masz rację, ale zrobiłem wyjątek, bo o ile do tej pory komentarze z zakazanymi słowami były co najwyżej dwuzdaniowe, to iliq napisał wartościowy i długi tekst, na który poświęcił masę czasu i nie zmienia tego jedno słowo, którego w przyszłości i tak na pewno już nie będzie używał.

iliq
Gość

>@Guido

"Tak, ktoś Cię pochwali, czujesz rozpierającą Cię dumę. Ktoś skrytykuje, czujesz złość. "

Te dwa czynniki mają na mnie wpływ, jednak jest on minimalny i krótkotrwały. Najczęściej przemyślę czy są słuszne czy nie a potem temat się urywa.

"To samo ego, które ciągle porównuje się z innymi, buduje swoją wartość przez nowy zegarek, seks z ładną kobietę"

To u mnie ego się trochę spsuło, na ogół oceniam umiejętności ludzi i jeżeli widzę, że mają większą wiedzę i doświadczenia na jakiś temat który chcę opanować to zamykam pysk i się od nich uczę.

"czy też ciągle oszukuje Ciebie, że gdy wreszcie osiągniesz X, to tylko WTEDY będziesz wreszcie spełniony"

Ja mam tego typu filozofię, że teraz nie czuję się spełniony ale czuję się spełniony jeśli przybliżam się chodź o krok do tego jakim chce się stać, a że robię to codziennie, to codziennie czuję się dobrze.

"Zamykanie się na emocję tylko dodaje jej energii – tyle ile tej energii wkładamy, by się przed nią bronić."

Wiesz co jeszcze niedawno bym się zgodził ale teraz mam zupełnie inne zdanie na ten temat. Od małego żeby przetrwać musiałem się zamknąć w kokonie i tłamsiłem swoje emocje. Doszło do tego że niezbyt cokolwiek odczuwałem, ani radości ani smutku, ani stresu i nie, nic nie nabierało siły, wszystko osłabło.

Niedawno podczas rozmowy z pewną osobą dostałem pytanie, które dość sporo we mnie zmieniło; "chcesz być twardzielem i alfa czy chcesz być sobą" Wtedy postanowiłem otworzyć się na emocje i lepiej poznać siebie, dopiero po otwarciu się na emocje one zaczęły się nasilać. Więc to twierdzenie tak średnio mi pasuje

Chodzi Ci o peacefull warrior z tym atletą?

@Volant

Wrzuciłem na Place

"..ale zrobiłem wyjąte.." ;*

@Kalif

A jakie słowa są zakazane i czy Twój post wnosił cokolwiek do dyskusji czy było to coś w stylu "SłIt FoCiA 10 PuNkCiKuFF, LiCzE Na ReWaNzYQ"

pzdr

Uchy
Gość

>Może niekoniecznie w temacie książek, ale moim zdaniem mocno w temacie pracy nad własnym JA i doskonalenia własnych umiejętności polecam David Deangelo – Deep Inner Game. Cykl kilku DVD. Moim skromnym zdaniem wyjaśnia wszystkie głupie problemy z jakimi spotyka się na swojej drodze większość z nas. Bawcie się dobrze

wpDiscuz