Czy wasz związek ma przyszłość?

Czy wasz związek ma przyszłość?

Dostałem zadanie napisania dedykacji dla mężczyzny biorącego ślub, co sprawiło, że do głowy przyszła mi cała seria przygłupich dowcipów, które opowiada się na wieczorach kawalerskich modląc się, żeby ktokolwiek poza rozwodnikami się zaśmiał.

Kiedy po upływie dwóch dni nie mogłem już żadnego wymyślić zacząłem się zastanawiać co sprawia, że niektóre pary mają przed sobą szansę, a inne natykają się na obszczany przez bezdomnych mur i nie mogą ani przez niego przejść ani przed nim wytrzymać.

Następnie po wykonaniu skomplikowanych matematycznych obliczeń, wypiciu trzech butelek Jacka Danielsa, przeanalizowaniu swoich związków i obejrzeniu tylu pornosów, że Pornhub.com musiał posadzić kolejne dwa drzewa, już wiem. I zamierzam o tym powiedzieć. Uznaj to za test.

Kochasz za to kim jest czy za to kim może być?

W praktyce dużo par jest ze sobą nie ze względu na to co partner sobą reprezentuje, ale ze względu na jego potencjał. Bo co prawda on nie wydaje się być dobrym materiałem na ojca, ale przecież może nim być, prawda? Ona może nie była szczególnie cnotliwa, ale przecież może się taka stać, prawda? On wciąż nie przestał rysować kutasów na zakurzonych powierzchniach płaskich, ale może przestać, co nie? Ona może i wygląda jak otyła świnka, ale może się przecież za siebie wziąć i wyglądać jak Megan Fox, tak?

Z logicznego punktu widzenia może tak się stać. Jakieś szanse na to są podobnie jak na to, że jak da się małpie maszynę do pisania to naciskając losowo klawisze kiedyś uda jej się napisać „Iliadę” albo że lokalny kretyn otrzyma nagrodę Nobla. Niestety biorąc na poważnie taką ewentualność kretynami jesteście wy.

Mówicie sobie pięć razy więcej dobrych rzeczy niż złych?

Stosunek 5:1 wynika z badań Gottmana. Im cieplej o kimś mówimy tym większe szanse na trwały związek. Jeśli twój partner słyszy od ciebie jedną pochwałę przypadającą na jedno narzekanie to w praktyce wasz związek jest w kryzysie, bo jest to stosunek niewiele większy niż osób po rozwodach (0,8:1), a porozmawiajcie z dowolnym rozwodnikiem, żeby wiedzieć jak bardzo związek musi się spieprzyć, żeby doszło do rozwodu. A więc jak jest u was? Chwalicie się czy narzekacie? Mówicie „my” czy „ja”? Poprawiacie siebie czy uzupełniacie? Mówicie sobie jak bardzo fajni jesteście czy wypominacie braki?*

Akceptujecie nieświadome zachowania wynikające z waszych płci?

To naturalne, że on lubi inne rzeczy niż ty, czasem gra w GTA, chociaż dla ciebie to strata czasu, patrzy na inne laski i raz na jakiś czas potrzebuje wyrwać się z domu. Nie możesz mieć o to pretensji tak samo jak on nie ma pretensji o to, że masz okres. Ty nie decydujesz o tym, że go masz, a on nie decyduje o tym czy spojrzy dłużej na jakiś krągły tyłek.

Jeśli porozmawiacie szczerze z mężczyznami to każdy wam powie, że zamienia to związek w pracę na etat i wymusza stałą samokontrolę: „Muszę do niej zadzwonić, bo się obrazi”, „Mam nadzieję, że nie będzie tam jakiejś niezłej dupy, bo jak tylko spojrzę to będzie miała pretensje”, „Może wymyślę, że mam delegację to wreszcie od niej odpocznę”. Jeśli nie chcesz, żeby traktował ciebie jak czynnik, który go ogranicza to zaakceptuj, że mężczyźni są przerośniętymi, włochatymi chłopcami i do niczego go nie zmuszaj. On ma chcieć patrzeć tylko na ciebie, a nie musieć to robić, bo strzelisz focha, jasne?

Czy robicie wspólnie więcej rzeczy niż tylko spanie i uprawianie seksu?

Nie to żebym miał coś przeciwko spaniu i uprawianiu seksu (bo w rubryce hobby w moim CV byłyby z pewnością na czołowych miejscach), ale to trochę mało dla posiadania stabilnej relacji, bo tyle (a nawet znacznie więcej) można mieć od swojej sekretarki i to bez ślubu i prawa wyłączności. Nie lepiej lubić ze sobą być i robić różne rzeczy razem? Ewentualnie być z kimś z kim łączy cię więcej?

Czy oprócz tego co robicie wspólnie macie czas wyłącznie dla siebie?

Powroty i rozstania to naturalne składniki każdego związku. Docenia się to czego się nie ma, więc jeśli macie siebie bez przerwy to zamiast wybuchu namiętności narodzi się tylko cichutkie popierdywanie pod kołdrą i ataki ziewania. To że jesteście razem nie oznacza, że przestajecie być sobą, więc macie obowiązek żyć również samodzielnie. Nie w pracy, ale w czasie wolnym, więc jeśli ona chce iść do spa z przyjaciółkami to pocałuj ją w czółko i pożycz dobrej zabawy, a jeśli on wychodzi z kumplami to nie zrzędź, że ciebie zostawia samą tylko ciesz się kiedy do ciebie wraca. I nigdy, przenigdy nie miej pretensji po tym jak wróci, bo zaszczepia w nim to myśl: „Ech… Lepiej było nie wracać.”

Czy doceniacie to co wzajemnie dla siebie robicie?

Współcześnie istnieje więcej niż jeden model związku, ale biologii wciąż się nie oszuka. Zwykle kobiety dbają na bieżąco o jakość życia, a mężczyźni zapewniają zasoby. To zupełnie inne aktywności więc wszyscy mają skłonności żeby ich nie doceniać stąd później argumenty:
- Ja tu całe życie zarabiam, a ona tylko obiad ugotuje i koniec.
A z drugiej strony:
- Ja tak o niego dbam, a on nawet nie powie ciepłego słowa.
Czy uważacie, że to co robi druga osoba jest ważne i dobre? Czy myślisz, że robiłaby to samo gdyby nie ty? Wydaje ci się, że ona gotowałaby dla siebie samej wymyślne dania czy raczej dzwoniłaby po pizzę? Myślisz, że on gdyby ciebie nie było to sypiałby tylko z jedną dziewczyną i pracował równie dużo?

Nie musicie codziennie zauważać nowych oznak uczuć. Doceniajcie te, do których przywykliście. Skoro utrzymują się tak długo to muszą być całkiem silne, prawda?

Eskalujecie konflikty czy dążycie do ich zażegnania?

I czy naprawdę je zażegnujecie czy tylko przysypujecie, żeby następnym razem znów coś sobie wypomnieć?

Czy boicie się samotności?

Jeśli tak, to wbrew pozorom nie umocni to waszego związku. Zamiast tego zamieni was w obsranych ze strachu ponuraków, którzy godzą się na to co mają, bojąc się sprawdzić co mogą mieć. To rodzi przymus: „Musimy ze sobą być, bo skończymy samotnie i marnie”, chociaż wasze bycie ze sobą powinno być wyborem, a nie smutną koniecznością.

Wszystko co robisz w związku robisz dla niego/niej czy dla siebie?

Uzupełniając – czy jest jakakolwiek szansa, że kiedyś któreś z was powie: „Robiłem/Robiłam to tylko dla ciebie?”. Jeśli tak to rozstańcie się już dzisiaj, bo po pierwsze, takie podejście gwarantuje efekt taki jak chodzenie z kamykiem w bucie – przez kilka minut da się wytrzymać, a przez lata? Wątpię. Po drugie, nie dość że będziesz męczyła siebie to jeszcze zaczniesz męczyć jego marudząc: „Długo jeszcze?”, „A może wrócimy do domu?”, „Nogi mnie już bolą”, „Trzy piwa już ci nie wystarczą?”, „Może wolałbyś siedzieć z tą kurewką, która cały czas się na ciebie gapi?”. Po trzecie, będzie to wspaniały gwóźdź do trumny kiedy on dowie się, że wcale nie lubiłaś w pupę, jadłaś steki tylko dlatego, żeby jemu było przyjemnie, a na widok jego kumpli zbierało ci się na wymioty, chociaż on był przekonany, że ich uwielbiasz.

Czy pozwalacie osobie trzeciej ingerować w wasz związek?

Poza przypadkami trójkąta to nie jest dobry sposób na udoskonalanie relacji. Z kilku powodów:
1) radząc się kogoś zachowujesz się w pewnym sensie tak jak ktoś tego chce, a nie tak jak ty tego chcesz
2) uzależniasz się od czyjejś opinii i uczysz sztucznej bezradności
3) nawet jeśli masz pewność, że ktoś tobie życzy dobrze to nigdy nie masz pewności, że daje ci dobre rady. Psiapsióła, najlepszy kumpel lub matka w większości przypadków będą nastawieni na dawanie tobie emocjonalnego wsparcia, żeby poprawić tobie samopoczucie, a nie na mówienie prawdy. Oznacza to, że dla jego bliskich zawsze będziesz tępą suką, a on dla twoich bliskich nędzną świnią. Jeśli już macie dojść do takich wniosków to lepiej jeśli zrobicie to bez niczyjej „pomocy”.

Akceptujecie, że nie na wszystko macie wpływ?

Mam bardzo silne przeczucie, że dojrzałość polega na zrozumieniu jak wiele spraw nie wymaga od nas komentarza i na jak wiele innych spraw nie mamy żadnego wpływu, co ogranicza nasz wybór albo do ciągłego stresowania się albo zrobienia drinka z parasolką i wyluzowaniu.

Czy on może zacząć cię zdradzać? Czy ona może poznać kogoś lepszego? Czy możecie się sobą znudzić? Czy za rok, dwa lub pięć przestaniecie się kochać?

To wszystko może się zdarzyć i zdarzy się bez względu czy będziecie się tym spinać czy nie. Właściwie to zamartwianie się tylko w tym pomoże, bo jest to nieświadomy sygnał oznaczający: „Martwię się, że cię stracę, bo uważam, że zasługujesz na kogoś lepszego”, a dla własnego dobra lepiej nie podsuwać innym takich przypuszczeń.

Ciesz się chwilą i nie dbaj tak bardzo o jutro. Głupio nie wykorzystać lata martwiąc się, że kiedyś przyjdzie zima, prawda?


* Dane pochodzą z „Głaskologii” Miłosza Brzezińskiego.
** „Bystry” obserwator zauważy, że niektóre uwagi dotyczą też drugiej płci, ale lepiej wiem jak to wygląda z męskiej strony, więc skończ marudzić.

  • Hubert Górowski

    Dzięki za ten tekst. Rzucił mi trochę światła na pewne sprawy.

    A jaką dedykację w końcu napisałeś? ;)

    • Volantification

      Szczere życzenia nawiązujące do punktu drugiego, ale nie podam dokładnie treści, bo wtedy straci swoją wyjątkowość.

  • Tylko potwierdzasz mi, że mój związek jest idealny i ma przed sobą długą i szczęśliwą przyszłość. Nie, żebym tego nie wiedziała, ale miło potwierdzić sobie to opinią innych :-)

    Zgadzam się ze wszystkim poza przyrównaniem gapienia się na dupy do okresu. Come on! Czy serio faceci myślą, że my się nie oglądamy za kobietami i facetami (czyt. atrakcyjnymi ludźmi)? To ludzki odruch, żeby podziwiać piękno. Nie jest przypisany tylko do waszej płci. Inaczej musiałabym być mężczyzną. W dodatku gejem, bo wolę facetów ;-)

    • Xolant

      Umiesz liczyc? Licz na siebie, Twoje szczescie innych jebie.

  • Dominik

    Jak ty masz na imię?

  • Olga

    zajebisty tekst! siedzisz w głowie mojego chlopaka

  • Gburek

    Z jednej strony nie warto słuchac osób trzecich, a z drugiej gdybym wcześniej wpadła na ten blog, może wszystko wyglądałoby inaczej. Dziękuję za tekst i gratuluję rozsądku.

  • Wiktoria

    „Myślisz, że on gdyby ciebie nie było to sypiałby tylko z jedną dziewczyną i pracował równie dużo?”

    a to sypianie tylko ze mna jest jakims szczególnym rodzajem poswięcenia czy robieniem czegos dla mnie ? I w jaki sposób ja jako kobieta powinnam wg Ciebie to doceniać?
    A porównywanie okresu do oglądania sie za czyims tylkiem jest nieadekwatnym porownaniem. nad okresem nie zapanujesz ale juz nad tym na co sie gapisz a i owszem , no chyba ze jestes bezwolna malpa … mam nadzieje ze tym porównaniem nie miales zamiaru obrazic mezczyzn :)