Świat nie stanie w miejscu, żeby z tobą zapłakać

Świat nie stanie w miejscu, żeby z tobą zapłakać

Kiedy ludzie doświadczają nieszczęścia czują się tak, jakby runął pod nimi most, a oni przerażeni lecą razem z odłamkami nie wiedząc, co będzie później. A później mogą stać się dwie rzeczy: albo wstaną i chociaż z bliznami pójdą dalej albo będą leżeć w gruzowisku i mówić: „Poskładałbym się, ale nie mogę. Gdybyś ty przeżył coś takiego, to też byś tak leżał”. Są przypadki, kiedy zamienia się to w styl życia.

Rozmawianie o rzeczach, które kogoś wewnętrznie rozbiły nie jest łatwe. Zadziwiające proste jest wtedy wyjście na bufona, a atmosfery nie da się rozładować krakersami i wódką odmierzaną szotami. Jestem wtedy niezdarny i zdystansowany, bo nie byłem w czyjejś skórze, nie pochodzę z rozbitej rodziny, nie doświadczyłem śmierci kogoś, kto znajdowałby się w piątce najważniejszych dla mnie osób, nie wychowywałem się w sierocińcu ani nie miałem białaczki w wieku 9 lat. Za to jedna z najbliższych dla mnie osób jest kimś takim. Szanuję ją i autentycznie podziwiam, zwłaszcza, że nigdy z jej ust nie słyszałem: „Nie mogę tego zrobić, bo mieszkam na wsi, bo mama mnie nie kochała, bo nie mam studiów, bo rodzice nie nauczyli mnie kochać, bo nie mam pieniędzy.” Wiesz dlaczego? Bo dla innych osób nie ma to żadnego znaczenia.

Kiedy poznajesz cudowną kobietę, ona nie zacznie być mokra, bo powiesz, że może jesteś beznadziejny, ale to nie twoja wina, że ojciec nie nauczył cię jak być samcem alfa. Kiedy będziesz się spóźniać do pracy szefa nie przekona to, że powiesz, że to przez trudne dzieciństwo. Kiedy jedziesz na olimpiadę, to nie awansujesz na wyższe miejsce, bo udowodnisz, że miałeś gorsze warunki treningów. Kiedy okrada cię dresiarz nie usprawiedliwia go to, że nie skończył szkoły, bo miał ojca alkoholika, tak jak nie usprawiedliwia jedynaka to, że w naturalny sposób nie nauczył się pracować w zespole. Każdy ma swój bagaż doświadczeń, z którym musi się uporać i nie potrzebuje w swoim życiu kogoś, kto wymaga od niego taryfy ulgowej, chociaż dysponuje tymi samymi 24 godzinami na dobę i zbliżonymi możliwościami.

Nawet jeśli dostałeś gorsze karty, to wciąż nikt nie jest ci nic winien. Nikogo nie interesuje twoja historia, bo kiedy codziennie brudzisz komuś kanapę kupą, to przestaje dbać o powód, dla którego to robisz. Interesuje go to, że ma upierdoloną kanapę i śmierdzące mieszkanie. Ludzie zwracają uwagę na efekt, a nie na potencjał. Życie to nie łyżwiarstwo figurowe z potrójnymi axelami i rittbergerami – nie dostajesz punktów za styl, dobre chęci albo motywy swoich działań. Dostajesz je za efekty.

Świat nie dba o twoje braki, nie zatrzyma się, nie zapłacze razem z tobą, nie rozwiąże twoich problemów, nie poklepie po ramieniu i nie powie, że jesteś wartościową osobą. Bez względu na to, co stanie się w twoim życiu, setki tysięcy osób jak każdego dnia wkurwi się na swojego szefa, a kolejne kilkaset tysięcy osób będzie podekscytowanych, bo zobaczy kogoś, w kim podkochuje się od miesięcy. Powstaną tysiące startupów. Ktoś wygra w lotka, a barmanka pracująca w modnym lokalu wciąż wyjdzie do pracy i będzie myślała, że skoro już ktoś chce od niej numeru telefonu, to mógłby chociaż nie być skończonym osłem.

Wiem, że to brzmi brutalnie, ale w decydujących momentach swojego życia jesteś sam. To trzeba zaakceptować i rozwiązać bez zrzucania odpowiedzialności na innych. Kiedyś słyszałem mało śmieszny, ale prawdziwy dowcip. Zaraz po swojej śmierci Andrzej staje przed Bogiem i czeka na sąd:
- No niestety, ale czeka na ciebie czyściec – mówi Bóg.
- Dlaczego?
- Bo biłeś swojego syna.
- Ale to nie moja wina, bo mnie ojciec też bił!

Każde usprawiedliwianie siebie gdzieś się kończy. Kiedyś trzeba powiedzieć sobie: „Stop!”.

Nie powiem ci w tym miejscu, że jesteś zwycięzcą i możesz wszystko. Nie powiem, że Stephen Hawking miał trudniej. Nie zacznę się z tobą licytować mówiąc, że żeby być w tym miejscu włożyłem więcej pracy niż ty, bo to nie ma znaczenia. Udowodnienie mi tego nie poprawi jakości twojego życia. Da ci kilka minut pozornie uzasadnionego spokoju. Problem w tym, że nie ścigasz się ani ze mną ani z nikim innym. To kwestia dbania o siebie, przez siebie i dla siebie.

Wiem, że zmiany nie są łatwe, bo to jak próba wybicia się z wyjeżdżonych kolein, ale wiem też, że są możliwe. Kiedyś do gabinetu Miltona Ericksona rodzice przyprowadzili syna, który miał olbrzymi problem z obgryzaniem paznokci. Stosowali wszystko, co powinno działać, ale nic się nie sprawdziło. Milton Erickson tylko przez chwilę pożartował z chłopcem i powiedział:
- Wiem, że fajnie obgryza się paznokcie, ale może wystarczy ci, jeśli będziesz obgryzał tylko te przy dziewięciu palcach. Co o tym myślisz?
- Pewnie! Tyle powinno mi wystarczyć.
Przy następnej wizycie zasugerował, że może wystarczy mu już tylko osiem palców. Przy kolejnej, że tylko siedem. W końcu zeszli do zera.

Najczęściej życie składa się w 10% z tego, co ci się przydarza i w 90% z tego jak na to reagujesz. Czasem te proporcje są inne. Czasem nie możesz zmienić 20%, ale masz wpływ na 80% swojej rzeczywistości. Czasem na 70, 60, 50 albo chociaż 10%.

Nie zawsze możesz zmienić wszystko, ale zawsze możesz zmienić coś. Zawsze też warto to zrobić.

Dodaj komentarz

48 komentarzy do "Świat nie stanie w miejscu, żeby z tobą zapłakać"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Marcina
Gość

Mądry tekst.

grabarzchaosu.pl
Gość

Budowanie siebie samego ponownie, kiedy nie było się zbudowanym, tylko delikatnie sklejonym a w dodatku i takim stanie ponownie zniszczonym, niczego dobrego nie wróży. Mówię tutaj o ciężkich przypadkach, gdzie po prostu nie da się nic z tym zrobić. Taki człowiek buduje się później latami i musi pielęgnować to co niego pozostało a nie wiele zostaje z takich ludzi. Proces całożyciowy.
Mówię tutaj o sytuacjach, kiedy człowiek naprawdę nie chce żyć i tutaj nie wchodzi w grę myślenie, ale uczucie tak przytłaczające, że ktoś taki musi mieć naprawdę głęboką nadzieje na doświadczenie czegoś przeciwnego, chociaż i nawet i to nie pomoże, jeśli ktoś taki zacznie myśleć

Jimbo
Gość

Tyle, że to „niczego dobrego nie wróży” to jest właśnie myślenie człowieka, który poniósł porażkę i nie może się podnieść (zapewne nie może się podnieść przez właśnie takie myślenie, a może po prostu musi być wytrwały i się tak podnosić przez jakiś czas). Taka sytuacja, w której trzeba wszystko budować od początku daje czasem niesamowite możliwości spojrzenia z wielu perspektyw, oczyszczenia się z różnych głupich przekonań, które ciągną się za nami od dzieciństwa. Świetnie tu pasuje filozofia kaizen i jej ojczyzna – Japonia. Po II w.ś. totalnie zmasakrowany kraj, największe miasta zniszczone bombami atomowymi. A na dzień dzisiejszy Jest w czołówce światowej pod względem gospodarczym.

facetwformie.pl
Gość

Z tą Japonią to kiepski przykład, bo przez dziesięciolecia nie wydawali złamanego jena na wojsko. a tak dla porownania w PRL’u szła na to 1/3 budżetu, co w połączeniu z systemem komunistycznym dało taki efekt, że po 89 roku startowaliśmy od zera praktycznie

Jimbo
Gość

Dzięki za ten wpis

http://chatamilosliwka.blogspot.com
Gość
http://chatamilosliwka.blogspot.com

znów bardzo dobry tekst, zostaję stałą czytelniczką

Aneta
Gość

… Ta­lent to kwes­tia szczęścia. Naj­ważniej­sza w życiu jest odwaga..Woody Allen
Uwielbiam Cię czytać. Dziękuję za dzisiejszy tekst, prześpię się z nim i powrócę do niego raz jeszcze.

michal
Gość

Talent to nie kwestia szczęścia, tylko ciężkiej, mozolnej i systematycznej pracy. Szczęście może jedynie ułatwić nam drogę do sukcesu :)
Polecam książkę Malcolm Gladwell „Poza schematem”

elkaaf
Gość

Jednak kwestia szczęścia jest to, czy urodzisz sie z talentem do czegoś czy nie. Reszta to praca, praca.. I odwaga jak pisze Allen.

Pawel
Gość

Gladwell sugeruje raczej, że szczęście pojawia się w ściśle określonych sytuacjach, nie przypadkiem. Zatem teza, że talent to kwestia ciężkiej pracy, a nie szczęścia nie jest moim zdaniem prawdziwa.

Rafau
Gość

Świetne wpisy w tym roku! Przedostatni akapit jest świetny.

junkers
Gość

ile można czekać na kolejny wpis?! :)
to juz chyba uzaleznienie…upsss ;D

komiteptol
Gość

Zawsze mamy wpływ na swoje życie. Zawsze. Tylko prawdziwi ignoranci narzekają na swoje życie i tylko prawdziwi nieudacznicy zazdroszczą tym, co mają lepiej.
Przykład z życia: bardzo bliska mi osoba jest Szefem w firmie. Od ponad 20 lat. Firma prosperuje całkiem nieźle, a go stać na 2-3 podróże w trakcie roku. Nie musi patrzyć, czy ma pieniądze na paliwo i na truskawki nie w sezonie.
I jakie są reakcje ludzi? „Temu, to się powodzi”, „Ten to nie musi się niczym przejmować”, „Ten to jest ustawiony do końca życia”.
I fakt, poziom jego życia podniósł się znacznie, nie narzeka, jest szczęśliwym szefem, mężem, ojcem.
Ale nikt z tych komentujących nie myśli o tym, że jak 20 lat temu oni na lajcie wychowywali sobie dzieci, on 3 razy lądował w szpitalu mając stany przedzawałowe, spać po nocach nie mógł, stresy przeżywał. Nikt nie bierze też pod uwagę tego, ile wyrzeczeń, stresów i odpowiedzialności wymaga jego stanowisko.
I tutaj można to porównać do Twojego stwierdzenia, tylko odwrotnie: ludzie patrzą na efekt, a nie na to co było po drodze. Strasznie to brutalne, ale…
Nie mogę słuchać tych biadolących. Ludzie, zjamijcie się swoim życiem, skupcie się na swoich marzeniach i róbcie wszystko, żeby Wasze życie wyglądało właśnie tak, jak chcecie. Amen. Pozdrawiam, Agata.

http://chatamilosliwka.blogspot.com
Gość
http://chatamilosliwka.blogspot.com

Z jednej strony się z Tobą całkowicie zgadzam. Człowiek bardzo dużo rzeczy jest w stanie zrobić sam i wziąć życie w swoje ręce. Z drugiej strony „wszystko zależy od Ciebie” uważam za jedno z bardziej strasznych „motywacyjnych” zdań jakie można komuś powiedzieć.
Niestety jest tak, że jedni ten start mają trochę łatwiejszy niż inni, i jedni na sukces muszą pracować dużo ciężej niż inni. Ale taki już ten świat. Świata nie zmienimy, zmieniać możemy co najwyżej swój mikroświat.

Marika
Gość

Nie wszystko zależy od Nas, nie mamy wpływu na tragedie, owszem, mamy wpływ na to, jak sobie z taką tragedią poradzimy, w obliczu śmierci dziecka, najbliższych, choroby nowotworowej, molestowania w dzieciństwie, przemocy, sieroctwa… nie byłbyś już taki mądry. To wszystko jest bardzo trudne, nie ma nic gorszego jak życie traumą, utrata nadziei i bezgraniczna rozpacz. Nawet z tak brutalnych sytuacji jest wyjście, jednak to nie jest takie hop siup i niestety, całkowicie zrozumiałe jest dla mnie, że ktoś może sobie z tym nie poradzić. Znam osobę którą dotknęło wiele nieszczęść, tych najgorszych, a Ona świeci światłem, daje tyle radości innym i wsparcia… niektórzy ludzie są niesamowici, przez to jacy są.

Greg
Gość

Lajf ys brutal end ful of zasadzkas. Samtajms kopas w dupas…

Bat remember maj frends.

Never give up!

wisznu
Gość

Lajf ys brutal end ful of zasadzkas

only gras ken help as;)

Magda
Gość

o raany..! nie wiem jak to Ci sie udało, ale ostatnie 4 wpisy są skierowane na pewno do mnie.. świetne teksty, z resztą do takich pochwał jesteś już przyzwyczajony ;)
Pozdrawiam :)

VQ
Gość

tak sobie myślę, że dopóki wierzymy w te wszystkie usprawiedliwienia – że rodzice, że dom, że geny, że gorszy start, że jaki ja jestem pokrzywdzony, jakiego mam strasznego pecha etc. – to po pierwsze: pozostajemy niedojrzałymi smarkaczami, po drugie: stoimy w miejscu, zamiast się rozwijać, po trzecie: tracimy coś, co wg mnie jest w życiu najważniejsze: możliwość samostanowienia.

nabyta bezradność to zachowanie nader często spotykane, ponieważ jest… wygodne? bo zdejmuje z nas odpowiedzialność?

ktoś, kto powiedział o tym, by nie tracić nigdy dziecka w sobie, raczej nie miał na myśli pozostawania nieodpowiedzialnym bachorem, który całe życie beczy, że mu nie wyszło.

może nie możesz wszystkiego, ale zrób chociaż tyle, ile możesz. zaciśnij dupę, może i z żalu, cycki do przodu i jedziesz z tym koksem, jeśli chcesz żyć lepiej. a jak nie chcesz, to przynajmniej nie piskaj po kątach, bo i tak wszyscy mają to w dupie. proste jak je…dzenie.

życie nie jest i nigdy nie będzie sprawiedliwe – to od nas zależy, jak będziemy reagować na przeszkody, które w nim niechybnie się pojawią.

akurat czytam bloga Chustki – polecam wszystkim, którzy zapewne będą biadolić, że Michał pisze, tak, jak pisze, bo jest zdrowy.
ona zdrowa nie była. już jej nie ma. a to, co zrobiła ze swym życiem po usłyszeniu „wyroku” jest dokładnie tym samym, co napisał Michał powyżej.

pozdro

michal
Gość

VQ – muszę Cię poprzeć „niestety” w 100% procentach :)

VQ
Gość

Ilekroć ludzie się ze mną zgadzają, czuję, że się mylę.
no, ale ok.

Margerytka
Gość

Dzięki za ten tekst, szczególnie dziś jest dla mnie bezcenny- w moim momencie życia.
W ogóle lubię Cię czytać :)

wawrzyn
Gość

Co prawda, to prawda.
Miałam w swoim życiu co najmniej jedną z sytuacji, kiedy wali się świat. Przeżyłam. Wtedy właśnie uderzył mnie fakt, o którym piszesz – czułam się, jakby niebo spadło na moją głowę i się roztrzaskało, a gdy się rozejrzałam wokół świat kręcił się dalej i nikogo to nie obchodziło. Wiem, że inni mieli może gorsze i większe problemy, ale ten był mój i to ja musiałam sobie z nim poradzić.
Ach, no i ja nieszczęsna mieszkam na wsi, gdzie wychowałam się w biedzie. Co gorsza wróciłam tutaj z miasta, żeby „marnować swoje możliwości” (jeden z moich ulubionych tekstów usłyszanych od znajomej). Do tego byłam na tyle głupia, że zrobiłam to świadomie i dobrowolnie. I oczywiście zarabiam mało, chociaż stanowisko kierownicze to skąpią bardzo. Nic dziwnego, „zaniedbałam karierę”, bo urodziła dziecko zanim dochrapałam się swojego. Jakby się dogrzebać to wiele takich „nieszczęść” w moim życiu się znajdzie.
Często sukces postrzega się w kwestii finansów. No cóż, pieniądze są potrzebne do życia i to bardzo. Do tego świetnie jest je mieć i móc spełniać swoje marzenia (dalej nie stać mnie na lot do Australii…). Ale są też inne sukcesy, których kupić nie można za pieniądze i tych na szczęście w moim życiu nie brakuje. Na nie też trzeba solidnie pracować. A reszta? Na resztę mogę jeszcze zapracować w najbliższej przyszłości :)
Pozdrawiam
Naprawdę dobry tekst.

Łukasz
Gość

Dużo zyskałem, kiedy zrozumiałem że nikogo nie obchodzi dlaczego i z jakiej przyczyny, tylko jaki jest efekt tego, co robię. Zawsze i na wszystko znajdzie się sensowne i racjonalne usprawiedliwienie. Pytanie czy wolisz pić ciepłe kakao i przełączając seriale w TV usprawiedliwiać się i narzekać na swoje życie, czy w tym samym czasie jesteś gotowy setki razy potknąć się, przewrócić, by po kilku tygodniach, miesiącach czy latach wykrzyczeć: WRESZCIE KURWA! UDAŁO SIĘ!

Justa
Gość

Pieprzenie o tym, że tekst nie jest w stylu „Jesteś zwyciezca” Jest i to bardzo.

Paweł K.
Gość

Bawi mnie gdy spotykam ludzi, którzy uważają, że warto interesować się wszystkim. Tylko, że z całego świata, wpływ masz na to co masz wokół, choć i tak ograniczony. Realny wpływ masz na to jak zareagujesz wobec tego co Ci się przytrafia. Tylko czy weźmiesz za to odpowiedzialność?
Bawią mnie ci ludzie, bo też interesowałem się całym światem, zamiast zająć się tym na co mam realny wpływ. Teraz jestem szczęśliwy.

Pozdrawiam

http://chatamilosliwka.blogspot.com
Gość
http://chatamilosliwka.blogspot.com

To trochę tak jak pisze Emberton.
Nie wystarczy mieć świetnego pomysłu. Bo wielu ludzi ma świetne pomysły. Problem w tym, że zbyt duża ilość dobrych pomysłów wzajemnie się wyklucza.
Im więcej kierunków obierzesz, tym mniejszy dystans pokonasz.

Ludzie nie odnoszą porażek przez brak potencjału.
Ludzie odnoszą porażki, bo ich potencjał jest rozdrobniony na zbyt wiele kawałków.

Małgorzata
Gość

Dziękuję, to dla mnie bardzo ważny wpis. Za dużo się użalałam. M

Vykos
Gość

Na tym polega swiat – kazdy zaczyna gre z pewnym zestawem kart, u jednego sa to same asy a u innego blotki. I niestety innego zestawu kart sie nie dostaje. Chociaz czasem jedna czy dwie karty mozna dobrac albo stracic – w koncu szczescie albo pech zdarza sie kazdemu.

Pozytywne jest to, ze jesli nauczymy sie grac blotkami i pokonywac tych, ktorzy dostali asy to mamy o wiele wieksza satysfakcje niz oni. Plus jesli im wypadnie z powodu zdarzen losowych jakas karta z reki nie beda potrafili sie pozbierac.

Swiat jest brutalny i niesprawiedliwy, ale nawet najglosniejszy szloch tego nie zmieni

wisznu
Gość

tak, zycie to chytra sztuka. jak juz uzbierasz asy, to zaczyna grac z toba w szachy;)

http://chatamilosliwka.blogspot.com
Gość
http://chatamilosliwka.blogspot.com

Dokładnie, jak masz siano w kartach zawsze możesz wymyślić grę, w której blotki są równie dobre lub lepsze niż asy;

Eve
Gość

moja wieloletnia współlokatorka ze studiów, niemal codziennie zaczynała dzień od słów „moje życie jest beznadziejne”, twierdząc, że nie może go zmienić, bo przecież problemy w domu to nie jej wina, studia są beznadziejne, praca również, a z toksycznego związku to ona nie potrafi się uwolnić i już. Chyba wszyscy jej bliscy próbowali jej przetłumaczyć, że samo nic się nie zrobi natomiast ona do dziś żyje w przekonaniu „chu*owo ale stabilnie” No i cóż, szkoda tylko, że skutecznie potrafiła również wpływać na mój nastrój codziennie mówiąc jakie życie jest złe, jak nic się nie da, jak wiele rzeczy jest niemożliwych, i już trudno trzeba zaakceptować życie jakim jest. Czy aby na pewno ? Ludzie, nie dajcie się takim zatruwaczom ! To ma ogromne znaczenie w jakim towarzystwie przebywamy na co dzień.
Volant, good job :)

Karolina
Gość

Bo „szoł mast kurde goł on” (tudzież „życie nie bajka nie pogłaszcze po… wiadomo-czym)! Paręnaście lat temu byłam taką rozmemłaną mameją, użalającą się nad sobą. I wtedy Życie – pisane wielką literą jako czynnik sprawczy – dało mi solidnego kopa w tyłek. Dowcip polega na tym, że Życie ZAWSZE daje tego kopa na rozpęd, bo nie lubi zmarnowanych potencjałów, tylko niektórzy nie umieją go z godnością przyjąć, zalewając się łzami jeszcze bardziej. I tak spirala niechęci życie vs. jednostka się nakręca.

To jedno. Inna sprawa, że trzeba cały czas zachowywać czujność rewolucjonisty żeby nie osunąć się na miękkie i wygodne poduszki użalania. Bo przy okazji można obrzydzić życie osobie, której na nas faktycznie zależy.

VQ
Gość

ostatnie zdanie – bardzo cenne, dziewczyno!

Karolina
Gość

Przykład znany mi osobiście. Na szczęście, umiem uczyć się na cudzych błędach. Także baby – nie smędźcie swoim facetom, bo to nie sprawi, że wasz świat stanie się piękniejszy.

Charlie
Gość

Volant co to za forum o którym pisałem w Sexcatcher, gdzie kobiety opisywały swoje historie? Pytam z ciekawości, a nie mogę na nie trafić :P

BEATA REDZIMSKA
Gość

W madrej ksiazce pt Potega optymizmu napisanej bez hurra optymizmu przeczytalam fajne zdanie, ktore zawsze staram sobie przypomniec w trudnych sytuacjach: Niemozliwe zostaw Panu Bogu, a sam wez sie za to, co mozliwe. Pozdrawiam serdecznie Beata

wiola
Gość

Dziekuję Ci Volant za ten tekst. Nie wiem czy ten tekst to odpowiedź właśnie na moje pytanie, czy na pytanie kogoś innego, czy może wypadkowa wielu skierowanych do Ciebie pytań, a może jeszcze coś innego. Mniejsza z tym z co było źródłem inspiracji, ważne że to strzał w dziesiątkę.

Joa
Gość

Trafiłam na ten tekst przypadkiem. Nie wiem kim jesteś i jakie masz inne teksty – ale ten bez wątpienia jest genialny. Wnerwiają mnie ludzie co to emanują na wszystkich wokół swoim nieszczęściem zrzucając wszystko na swoje biedne dzieciństwo. Nie mają pojęcia, że zamiast współczucia wywołują całkiem inne emocje niż te na które liczą. Żeby tylko wiedzieli co naprawdę o nich inny człowiek myśli w takim momencie, może zmieniliby swoje zachowanie. Sama pochodzę z rodziny patologicznej, więc nie mogą mi powiedzieć ‚bo nie wiesz jak to jest’. Wiem. I wiem, że innych nie obchodzi to, co musiałam przejść, tylko to, jak się ze mną czują teraz. Super tekst – może jakaś panna w pseudo-depresji przeczyta i zastanowi się jak ją odbierają inni kiedy ględzi godzinami jak to chce popełnić samobójstwo bo mama piła. Twój tekst jest brutalny, ale taka jest prawda. Innych to nie obchodzi. Wreszcie ktoś się zebrał na odwagę i napisał PRAWDĘ pomimo, że ta prawda nie przystaje do ‚poprawności politycznej’. Jesteśmy przyzwyczajeni że należy pocieszać, choć w głowie myślimy „K., dziewczynka dwa domy dalej na wózku jeździ, a ty nie widzisz żeś zdrowa i na studiach, tylko że sto lat temu tata nie taki”. Może gdybyśmy tak nie udawali współczucia mniej by było pseudo-depresji?

lacrima
Gość

Czasem też, wbrew pozorom, takie „braki” w życiu mogą motywować. Ja np. od dziecka musiałam opiekować się chorym, samotnym rodzicem, który wykorzystywał mnie od dzieciństwa, a cała reszta rodziny kazała mi siedzieć z nim do usranej śmierci, mimo tego, że mam starsze rodzeństwo. I to zawsze motywowało mnie do tego, aby dużo się uczyć, rozwijać, dbać o siebie, podróżować (ponieważ ani rodzeństwo, ani rodzice nie chcieli się rozwijać i nie wykorzystywali szans danych im w życiu) i teraz, po 12 latach walki, w końcu zaczynam żyć jak chcę. Aczkolwiek to też jest męczące, bo zamiast pozwolić sobie na relaks, ja ciągle walczyłam ze swoimi brakami i przeszłością. Nie polecam nikomu. Jesteście w stanie sobie zapracować na szczęście dzięki umiejętnościom i efektom pracy i nie musicie niczego sobie udowadniać, bo ktoś potraktował was niesprawiedliwie. :)

Wer
Gość

I tak właśnie czytam tylko te komentarze, na które odpisuje Volant ;)

Volant
Gość

Dlaczego? :)

Łukasz
Gość

Ja też! :D

Tomasz
Gość

Świetny wpis, konkretnie trafiający w sedno. „w decydujących momentach swojego życia jesteś sam” – to jest tak brutalnie prawdziwe! Przez ostatnie pół roku miałem serie fatalnych wydarzeń i podświadomie zbyt często kierowałem rozmowy ze znajomymi na te tory próbując jakby się żalić. Skutek tego był taki, że mało kto chciał tego słuchać i w sumie po jakimś czasie sam miałem dość tego, że ludziom o tym opowiadam, bo rzeczywiście, nikogo to nie obchodzi. Trzymając się tych myśli wprowadzałem się w zły nastrój, a ludzie nie chcą otrzymywać złych emocji, dlatego też coraz bardziej się izolowałem. Ciężko jednak czasem nadać myślom inne tory, tym postem jednak zmusiłeś mnie do myślenia. Dzięki za kubeł zimnej wody na głowę! Wpadłem na pomysł zrobić 20 dniowy test bez narzekania i myślę, że to odwróci myśli w innym kierunku.

facetwformie.pl
Gość

Widzę volant po tym tekście że Brian Tracy nie jest Ci obcy:) To prawda, każdy jest odpowiedzialny za siebie w 100 %. Tylko nie da sie usunąć całkowicie z naszego umysłu skłonności do wymówek, to mamy zapisane w DNA, ale ważne żeby świadomie zdawać sobie sprawę, że wchodząc na dwóch nogach w dorosłość (wiem że w ładnych NIKE ‚ach jest łatwiej niz na bosaka) bierzemy za swoje zycie 100 % odpowiedzialności. pozdro

mallgos
Gość

Myślę, że jest pewien limit traumatycznych zdarzeń, po przekroczeniu którego człowiek ma prawo nie dać rady tego dźwigać i może wtedy narzekać. To też pewnie kwestia charakteru, wrażliwości – no co wpływu nie mamy, bo nikt nam nie dał wyboru. Wtedy właśnie sklejamy się latami, naprawimy to co zepsuli, ci którzy mieli nas kochać i to jest ten czas, który sprawia, że zostajemy w tyle, bo ci którzy takiego bagażnika nie dostali, nie muszą niczego naprawiać, uzdrawiać, oni pracują na swoją przyszłość.
Ale zgodzę w 100%, że świat jest brutalny i jeśli masz jakieś traumy to musisz z tym poradzić sobie sam, bo nikt za ciebie tego nie zrobi, a wielu pewnie się od ciebie odwróci, bo raczej chętnych do dźwigania tego razem z tobą nie znajdziesz.

wpDiscuz