Nie jesteśmy przygotowani na trwałe związki

Nie jesteśmy przygotowani na trwałe związki

Żyjemy w pięknych czasach. Nie dość, że każdy ma w szafie więcej koszul, niż miał ich Ludwik XIV to jeszcze mamy wybór dotyczący tego jak, gdzie i z kim ułożyć swoje życie, przebierając w opcjach jak w komputerowej grze. Można założyć start-up, wyjechać do Japonii, rozwinąć bloga, nagrać płytę, sprzedać aplikację albo pracować w Cancun odpalając laptopa na plaży, kiedy akurat ma się na to ochotę. Nasze życie nie jest podzielone na wyraźne etapy, bo zawsze istnieje dobry moment, żeby wsiąść w samolot i zacząć wszystko od nowa, w innym miejscu, z innymi ludźmi i z czystym kontem.

Tylko, że jednocześnie jesteśmy pokoleniem ludzi, którzy szukają ideału i go nie znajdują, a stojąc na tle wieżowców w Singapurze przychodzi im do głowy myśl, że fajnie byłoby tam stać z kimś, z kim za kilka lat będzie można to wspominać, zamiast być na fotce z randomową laską, którą za trzy lata zastąpi kolejna.

Jest tak dlatego, że dzieje cywilizacji najlepiej byłoby przedstawić jako pijaka, który bardzo stara się utrzymać pion, ale stale przechyla się do przodu albo do tyłu, a jego każdemu odchyleniu towarzyszy korekta w postaci machania rękami na znak, że coś poszło nie tak.

I obawiam się, że cywilizacyjny pijak znów zaczyna się przewracać, bo chociaż chcemy trwałych związków, to nie jesteśmy na nie przygotowani, powtarzając sześć zdań, które gryzą się z budowaniem relacji i budzeniem się bez żalu obok tej samej osoby.

1. „Na razie jest ok, ale zobaczymy jak będzie.”

Żyjemy w rzeczywistości jednorazówek, okresów próbnych, gwarancji i świadomości, że każdy jest do zastąpienia, bo gdzieś tam są kobiety, które zawsze są piękniejsze, milsze i mają bardziej porywającą osobowość, oraz mężczyźni – przystojniejsi, bardziej zaradni i potrafiący żonglować pomiędzy karierą, a chodzeniem w fartuszku w sposób, który tylko dodaje im męskości.

Już nie mówimy sobie leżąc w parku na kocu, że zrobimy wszystko, żeby ten związek był kurewsko piękny – jak wycięty z rock’n’rollowego filmu, w którym jedzie się kabrioletem pustą drogą, zakłada się gdzieś dom, wychowuje dzieci i wciąż widzi się drugą osobę tak, jak w chwili, kiedy się ją poznało. Zamiast tego mówimy: „Mamy jeszcze czas”, „Zobaczymy co z tego będzie”, „Po prostu poczekajmy”. I przykro mi, ale jesteśmy pokoleniem ludzi, których życie miało się zacząć już za chwilę.

Kiedyś czytałem wywiad z jakimś profesorem. Nie pamiętam jego nazwiska, ale pojawiło się w nim zdanie, że mając dwadzieścia lat, ma się wrażenie, że wszystko zaraz się zacznie. Tekst kończył się stwierdzeniem tego profesora:
- I wie Pan co? Mając siedemdziesiąt lat myśli się tak samo.

Już nie żyjemy. Czekamy w trybie oszczędzania baterii na to, żeby kiedyś zabłysnąć. W kontekście związków to daje komfort, ale też rozleniwia i psuje, bo nie trzeba dbać o cudze uczucia, angażować się i starać. Można po prostu zobaczyć co z tego będzie, będąc zawsze jedną drogą poza związkiem. Nie wyjdzie? Wystarczy spakować walizkę i wcisnąć przycisk replay. Replay, replay i jeszcze raz replay.

2. „Związek? Tylko z ideałem, bo po co się z kimś wiązać, skoro za rogiem czeka ktoś lepszy.”

Pytanie czy naprawdę czeka, bo ja mam duże wątpliwości. Wymagamy od siebie nawzajem takiej żonglerki umiejętnościami, wszechstronnością i otwartością, że zapominamy, że inne osoby nie rodzą się po to, żeby spełniać nasze oczekiwania. To bardzo pozytywne, że nie chce spędzić się życia z pierwszą lepszą osobą, którą zobaczyło się nago, ale jednocześnie bardzo smutny jest brak zrozumienia dynamiki związków i faktu, że jeśli ktoś jest ideałem, to tylko w 50% dzięki temu kim jest, a w 50% dzięki wspólnej pracy włożonej w poznawanie się, docieranie i pracowanie nad związkiem.

3. „O dobry związek nie trzeba dbać. O zły związek dbać nie warto.”

Każdy cel służy odhaczeniu go na liście jako definitywnie zakończony. Bajki kończyły się na pocałunku i słowach, że dalej było już wykurwiście pięknie. Ot tak, bez kiwnięcia palcem. Do tej pory nieświadomie w to wierzymy, i dlatego tak jak pisałem ostatnio: „Staramy się dla obcych. Nie wyjdziemy na miasto w podartych dresach, bo zobaczy nas jakiś bałwan, którego i tak nie zapamiętamy, ale założymy je, żeby spędzić czas z najbliższą dla siebie osobą. Żeby zrobić dobre zdjęcie na instagrama spędzimy pół dnia w kuchni, ale na kolację ze swoim facetem otworzymy słoik od mamy. Nie zrzucimy naszych problemów na znajomego z pracy, ale będziemy obciążać nimi osobę, z którą żyjemy.

Mamy zdrowo popieprzone priorytety i nie dbamy o rzeczy, które są blisko. Wierzymy w złudzenie, że będziemy je mieć zawsze, a na końcu i tak się okazuje, że wygrywają ci, którzy robią całkowicie odwrotnie. Najważniejsze rzeczy w naszym życiu są dostępne tylko na zasadzie abonamentu. Dbanie o nie ma tylko początek, ale nie ma końca. Dotyczy to zdrowia, związku, przyjaciół i pieniędzy. Zapomnisz o tym na trzy miesiące, to nic się nie stanie. Zapomnisz o tym na kilka lat i któregoś dnia uświadomisz sobie, że nie masz nikogo z kim możesz porozmawiać, a wszyscy, którzy kiedyś nawet nie byli twoją konkurencją, osiągnęli znacznie więcej.”

4. „Idziesz do przodu albo się cofasz.”

Dobre jest tylko to co nowe. Trzeba być w drodze i trzeba mieć co opowiedzieć przyjaciołom. Bo przecież Zośka założyła firmę, Krzysiek zastanawia się czy nie jest gejem, Karol obraca teraz dwie laski, a Maryśka kładzie sobie na języku LSD w oczekiwaniu, że zmieni to jej spojrzenie na świat. A ty co? Masz być cały czas z tą samą osobą? A jeśli coś cię w tym czasie minie? A co jeśli następna osoba byłaby lepsza? Może to wszyscy inni żyją prawdziwym życiem?

Rozwój utożsamia się z ruchem. Tak bardzo boimy się, że coś stracimy, że biegniemy nie po to, żeby gdzieś dobiec, ale po to, żeby mieć poczucie zmiany. Scenariusz na życie to sadzenie co roku nowych kwiatów na rabacie z ciekawością co z tego będzie i ze świadomością, że za rok można zacząć od nowa i pomijając wrażenie, że niby wszystko się zmienia, ale tak naprawdę wciąż jest się w tym samym punkcie. Scenariuszem na życie już nie jest sadzenie drzewa, któremu za dwadzieścia lat wciąż będzie podcinać się gałęzie tak samo jak dzisiaj i patrząc z boku, wciąż będzie to, to samo drzewo, pielęgnowane w taki sam sposób. Poza tym, że to drzewo będzie coraz większe i silniejsze.

Widzisz, niektórzy wolą rabatki, a inni wolą drzewa. To nie znaczy, że coś jest gorsze. Coś po prostu może nie być dla ciebie.

5. „Najważniejsze jest, żeby radzić sobie samemu.”

Przez tysiące lat przetrwanie i rozwój jakiejkolwiek społeczności było uzależnione od podziału obowiązków. Jedna osoba robiła sieci, druga łowiła ryby, trzecia dbała o ich przetwarzanie i przechowywanie, a kolejne broniły całej osady. Tylko, że to się zdezaktualizowało. Jesteśmy uczeni, żeby być samowystarczalnymi, żeby nikogo nie potrzebować i żeby w najgorszej sytuacji sobie poradzić, mając za pomocnika smartfona w ręce. Bycie zależnym od kogoś to symbol porażki. Ideał pracy to bycie przedsiębiorcą. Ideał pracownika to pracownik na śmieciówce, którego da się zastąpić w ciągu 24 godzin. Ideał kobiety jest dokładnie taki sam, jak ideał mężczyzny. Nie ma już słabej i pięknej płci oraz silnej i brzydkiej. Jest tylko płeć silna i multizadaniowa, która dzieckiem się zajmie, obiad ugotuje, nie okaże zbyt wielu uczuć, a w wolnej chwili zarobi miliony. W ostateczności, już nikt nikogo nie potrzebuje, bo po co, skoro na rynku każdy daje to samo?

Prawda jest taka, że sami zapędziliśmy się w róg, dążąc najpierw do równości płci, a teraz łapiąc się na tęsknocie za klasyczną kobiecością i męskością, dominacją i dominowaniem,  siłą i uczuciami. I nie, lumberseksualizm połączony z ciągłym przeglądaniem feedu tego nie zapewni.

6. „Albo związek albo samorealizacja.”

Kiedyś śmiałem się z singielek, które mówią, że w związku nie mogą się rozwijać, bo co to niby znaczy? Nie mogą wychodzić ze znajomymi, zająć się malarstwem albo założyć i rozwinąć globalnej firmy? Przecież nie są przykute łańcuchem w kuchni, sypialni albo łazience. Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że to dotyczy wszystkich osób, bo przecież niemal każdy ma wrażenie, że w związku zdarzają się same nudne rzeczy: wieczory z serialem, planowany seks i całkowicie niespontaniczne wyjazdy. To co ciekawe dzieje się na zewnątrz.

Tylko że to fikcja.

Po pierwsze, jasne, będąc w dojrzałym związku (czyli takim, w którym stwierdzasz: „Tak, tego chcę” i nie traktujesz go jak zajęcia na pół etatu) coś stracisz, ale też coś zyskujesz. To jak z Januszami na wycieczkach do Egiptu, którzy płaczą za brakiem kotletów schabowych, a nie cieszą się tym co mają.

Po drugie, to kwestia dogadania się i w związku można robić wszystko, co robiłoby się normalnie. Przerażające jest natomiast to, że pary nie potrafią szczerze rozmawiać o czymkolwiek wykraczającym poza nowy odcinek „Gry o tron”. Uczucia, plany, fantazje seksualne, potrzeby emocjonalne do spełnienia? To nie istnieje, a jeśli istnieje to zamiata się to pod dywan. Ma się możliwość dowolnego ułożenia sobie relacji bez zważania na skostniałe przesądy, a zamiast tego przyjmuje się defaultowe ustawienia: kwiatki na Walentynki, blowjob na urodziny, udajemy, że nie oglądamy porno i nie mamy żadnych fantazji seksualnych, a ślub to pewnik, bo babcia go chce.

Problem w tym, że powszechny model relacji, jest jak buty uszyte na każdego, czyli w praktyce na nikogo. Od czasu do czasu, trafia się ktoś, na kogo pasują, jak szpilki Kopciuszka, ale wszyscy inni będą chodzić w butach, które ich obcierają, spadają z nóg albo są tak ciasne, że ich gniotą i ranią latami.

*

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że każde z tych przekonań jest w określonych warunkach właściwe, skuteczne i dobre. Złe jest tylko popadanie w skrajności. Wizualizacja jako uzupełnienie prowadzonych działań, to fajna teoria, ale spędzenie życia wyłącznie na wizualizowaniu sobie, że przed nami siedzi naga Mila Kunis, nie brzmi jak przepis na sukces. Podobnie nie ma nic złego w tym, żeby sięgać po więcej, nie czuć się uwiązanym na zawsze w beznadziejnym związku albo dążeniu do samowystarczalności, dopóki to działa.

Pytanie czy to wciąż działa.

Dodaj komentarz

145 komentarzy do "Nie jesteśmy przygotowani na trwałe związki"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Mirosław Stefanek
Gość

Dobry wpis. Problemem jest to, iż do pewnych poglądów należy dorosnąć, a niektórzy nie dorastają – nigdy.

bodzio
Gość

Używanie sformułowania „dorosnąć” jest protekcjonalne – sugeruje, ze twój pogląd jest lepszy i właściwszy. Nie szedłbym tą drogą.

Kasia
Gość

O, i tu masz racje. Rzeczywiście, nie myślałam o tym w ten sposób. Każdy ma inny sposób na życie i nie trzeba tego wartościować (ja też to zrobiłam mówiąc o dojrzewaniu). Każdy musi zdecydować sam, co jest dla niego wartością na tyle istotną, że jest w stanie dla niej pracować, walczyć, zrezygnować trochę z siebie itd. itp. Chyba nie ma jednoznacznych odpowiedzi w tym temacie. I dla każdego ta wartość może być inna, dla jednego będzie związek z jedną osobą do usranej śmierci, a dla innego wspinaczka wysokogórska.

Chilli
Gość

Co więc powiedzieć gdy partnerka zarzuca mi, że „muszę dorosnąć” bo grzebanie 8 godzin w silniku to „nie dojrzałe” zachowanie? Zmienić partnerkę bo nasze cele na życie się rozmijają?
Zresztą to częste zjawisko w przypadku kobiet bez pasji i zainteresowań. Kobieta która nie interesuje się NICZYM czuje się pozostawiona sama sobie… trochę opuszczona gdy ja spełniam swoją pasję przez co bardzo szybko zaczyna wyśmiewać i umniejszać mojej, abym siedział w domu, nigdzie nie wychodził i zabawiał ją rozmową.

Dlatego prosta zasada… jeżeli spotka się kobietę która nie interesuje się niczym… w tył zwrot i ile sił w nogach.

Kasia
Gość

Przy partnerce, która ma swoje zainteresowania i pasje, da się to pogodzić. Oczywiście przy założeniu, że ta pasja nie pochłania Cię na tyle, że brakuje Ci na związek czasu. Wszystko trzeba wyważyć. Pisałam o ekstremum – jeśli Twoja pasja jest dla Ciebie wartością najwyższą i chcesz się jej bez reszty oddać to może zabraknąć czasu na dbanie o związek. Ale jeśli wszystko jest zbalansowane, to jest OK. Człowiek bez pasji to człowiek nudny i rzeczywiście ciężko być z takim w związku, bez względu na to czy to facet czy kobieta, tu się zgadzam w 100%, nie o to mi chodziło w komentarzu. Chodziło mi o to, że nie ma nic złego w tym, że ktoś wybierze samotne życie żeby w pełni oddać się jakiejś pasji – nadrzędnej wartości w jego życiu, że żaden model życia nie jest ani lepszy ani gorszy i że nie chodzi o żadne dorastanie tylko wybór tego, co jest dla danej osoby ważniejsze w życiu.

S.
Gość

A jej zainteresowania to życie innych bo swojego nie ma lub przeżywa je jako obserwatorka.

Dawid Grochot
Gość

Siemka! Mam dla was doładowania do telefonów! ;) Macie linka http://zasilfona.pl/ucuqbmf/4 :D

almer
Gość

” A jeśli coś cię w tym czasie minie? A co jeśli następna osoba byłaby lepsza?” – to jest problem. Jak sobie z nim radzić? Dobre pytanie.

adatoniewypada
Gość

Może najpierw odpowiedz sobie, dlaczego w ogóle związałeś się z tą konkretną osobą, jakie miałeś wobec niej plany i czy uczciwie je przedstawiłeś.

Wbrew temu, co niektórzy myślą o kobietach, to nie jest tak, że każda chce zaciągnąć pierwszego z brzegu przed ołtarz, ale gdy deklarujesz coś poważnego, a później się rozmyślasz, bo możne „następna osoba byłaby lepsza”, to lepiej lepiej na początku uczciwie postawić sprawę i powiedzieć „poczekamy, zobaczymy” – po wszystkim żal mniejszy i sumienie czystsze…
A desperatki odsiejesz w ten sposób od razu i nikt nie będzie tracił czasu…

Oczywiście jest też spora rzesza dość płytkich osób, które nie potrafią odróżnić zauroczenia od czegoś poważniejszego, tracą dystans, a później budzą się z ręką w nocniku albo, jak kto woli, na zgliszczach tego „płomiennego uczucia” i dalej nie rozumieją, co się stało – przecież miało być tak pięknie, a on/ona okazał/a się tylko zwykłym śmiertelnikiem – z krwi, kości i, co najgorsze, z uczuciami…
Dlatego zachowanie ze zdania nr 1, choć nie prowadzi do niczego konstruktywnego, przynajmniej jest w miarę humanitarne ;)

Tekst jest świetny- uporządkowany, lekki i bardzo prawdziwy, a Volant po prostu coraz lepszy;)

advx
Gość

Fajny tekst i super, jedna uwaga (opinia) – pisząc w języku polskim fajniej wygląda gdy pisze się po polsku, a nie po polsku z angielskimi wtrąceniami. Sam oczywiście rozumiem te słowa, ale po prostu słabo to wygląda. Taka opinia. Pozdr

Volant
Gość

Nie zgadzam się, ale rozumiem Twoje stanowisko.

Kasia Keti Kate
Gość

a ja lubię te angielskie wtrącenia, taki smaczek ! :)

Martyna
Gość

Też jestem za. ;)

Dorothy
Gość

Twoje teksty, są trafne, ale nie rozumiem tego ciągłego odwoływania się do erotyki. Zgadzam się, że jest ona bardzo bardzo ważna w związku czy bez związku. I jak coś nie gra, to reszta też nie bardzo. Ale u Ciebie praktycznie co trzy zdania jest zwrot w tę stronę. A np. kwestie finansowe, jak wspólny kredyt, czy rozbieżne wizje wydawania pieniędzy , tego nie ma. A przecież nie mniej problemów, frustracji, niespełnionych oczekiwań ta np. sfera generuje. Taka moja luźna obserwacja. Mamy też inne doświadczenia i innych znajomych. A może piszesz tak dlatego, że seks jest bardziej chwytliwy. A ogólnie fajne teksty – śledzę na bieżąco. Pozdrawiam :)

Kasia
Gość

Zgadzam się szczególnie z tym zdaniem: „(…) brak zrozumienia dynamiki związków i faktu, że jeśli ktoś jest ideałem, to tylko w 50% dzięki temu kim jest, a w 50% dzięki wspólnej pracy włożonej w poznawanie się, docieranie i pracowanie nad związkiem.” Każdy teoretycznie idealny partner bez obustronnego dbania o związek i pracy nad nim okaże się prędzej czy później nudny, wadliwy i do wymiany. Ale do pracy nad związkiem i skupienia się na dawaniu zamiast na braniu trzeba dojrzeć, jak to mój przedmówca określił.
Dzisiaj chyba wolniej dojrzewamy.

Pozdrawiam :)

bodzio
Gość

Albo po prostu mamy mniej złudzeń co do naszej natury. Kiedyś dużo większa emfaza w publicznym dyskursie była na to, że „małżeństwo jest naturalne”, albo że „człowiek jest stworzony do bycia z jedną osobą całe życie”, co oczywiście w praktyce okazuje się nieprawdą. Należy zadać sobie pytanie, czy pozostanie z jedną osobą w szczęśliwym związku jest i powinno być celem godnym wysiłku.

Kasia
Gość

No tak, każdy powinien poszukać własnej odpowiedzi, nie ma jednej uniwersalnej. Chyba.

Iga Wojtkowiak
Gość

bodzio to nie musi być celem ale jeśli nie dasz to nie dostaniesz. Gdybyś był z partnerką życia Twego a ona nagle stwierdziłaby, że „nie jest stworzona do bycia z jedną osobą całe życie” to cio?

RusNoob
Gość

Ja tam kiedyś wierzyłem, że moge z jedną dziewczyną spędzić całe życie. Niestety nie była aż tak ładna, żeby być taka głupia no i prysneło :)

Eli Milamalim
Gość

Cisną się na me usta słowa:
Ad. 1 W dzisiejszej interpretacji to bardziej brzmi: Zobaczymy kiedy mi się znudzisz.
Ad. 2 Pytanie co ja sobą reprezentuję, żeby móc wybrzydzać na każdym kroku.
Ad. 3 Nawet najdorodniejsza marchewka zwiędnie, jak jej nie będziesz podlewał.
Ad. 5 Człowiek, to jednostka społeczna z natury, a nie z potrzeby trendów. Prędzej czy później i tak poprosisz o pomoc i seksu z uczuciem zapragniesz.
Ad. 6 Związek nie kończy życia, tylko je zmienia, a jak zmienia, to zależy tylko od nas.

Dawno, po przeczytaniu tekstu nie miałam uczucia wyczerpania tematu. Miło czytać coś, co idealnie wpisuje się w mój pogląd na ten temat. Pozdrawiam

Paulina Hofman
Gość

Problemem jest teraz to, że w dobie tinderowo podobnych apek, każdy następny może być lepszy i nikt nie chce poświęcić swojego czasu na poznanie drugiej osoby.
Bo po co?
Jedna randka nie wyjdzie, okej, idę na inną, po co być wyrozumiałym, że może ktoś miał akurat zły dzień itp. Ciągle zmieniamy, szukamy, ciągle w ruchu. Nikt nie jest wystarczająco dobry dla nas, ani my dla drugiej osoby.

Valthard van der Sand
Gość

Dzisiaj glownym problemem jest brak czasu. Nie ma sie co dziwic, ze ludzie nie maja ochoty na druga randke jesli pierwsza okazala sie slaba.

Paulina Hofman
Gość

Valthard ale w ciągu 2 albo 3 godzin podczas pierwszego spotkania nie można jednoznacznie stwierdzić co i jak… Chyba? Ja wychodzę z założenia, że jeśli się chce to czas zawsze się znajdzie.

Valthard van der Sand
Gość

Zgoda. Natomiast jesli w ciagu pierwszych paru godzin okazuje sie, ze juz sa zgrzyty to po co tracic wiecej?

Paulina Hofman
Gość

Oj nie mówię o kłótniach na noże, i sprzeczkach, tylko o np. ‚było spoko’, zadziało się coś interesującego, ale np. jedna strona chciała idealności, a było przeciętnie – teraz nie patrzy się na to, że może stres zrobił swoje, albo po prostu zmęczenie. Idzie się dalej.

Valthard van der Sand
Gość

Zakladam, ze mowimy o sytuacji, gdzie ktos juz zdazyl w zyciu na paru randkach byc, wiec ma porownanie w stosunku do tzw idealu. Przeciez nie ocenia sie osoby jak na rozmowie kwalifikacyjnej, tylko czy bylo ciekawie czy nie. Jesli nie ma nawet minimalnej ilosci chemii to nawet stres tego nie wytlumaczy

Chillout
Gość

Dodałbym: Nie jestem zainteresowana bo wiem kogo chce. Nie dajemy szans normalnym ludziom czekając na bóstwo z okładek kolorowych magazynów.

Valthard van der Sand
Gość

Volant, bardzo lubie Twoje teksty i w wiekszosci sie z nimi zgadzam, ale tutaj jest czesciowo kula w plot..
Ludzie bardzo czesto laduja w slabych zwiazkach, bo zamiast znalezc cos fajnego – czyli cos nablizsze idealowi – pakuja sie,w cos „zeby nie byc samemu”. Ergo punkt 2 jest slaby.
Kazdy powinien dawac z siebie to co najlepsze i oczekiwac tego co najlepsze. Poza tym, nie wszyscy ludzie do siebie pasuja, kazdy eweluuje w innym kierunku i bycie razem, kiedy drogi sie rozeszly jest bez sensu.
A najglupsze co mozna zrobic to pakowac sie w zwiazek albo co gorsza slub tylko dlatego, ze robia tak wszyscy inni.

Paulina Hofman
Gość

Ej widziałam dziś taki obrazek: „Lepiej dobrze zjeść niż podobać się byle komu” ;>

Valthard van der Sand
Gość

Zeby podobac sie jednej fajnej osobie – trzeba tez sie podobac masie nieciekawych osob. Przywolana wyzej Mila Kunis, aby miec wybor wsrod fajnych gosci jest przy okazji obiektem westchniec masy niespelnionych onanistow :)

ElaG
Gość

Volant napisał: „Złe jest tylko popadanie w skrajności. Wizualizacja jako uzupełnienie prowadzonych działań, to fajna teoria, ale spędzenie życia wyłącznie na wizualizowaniu sobie, że przed nami siedzi naga Mila Kunis, nie brzmi jak przepis na sukces. Podobnie nie ma nic złego w tym, żeby sięgać po więcej, nie czuć się uwiązanym na zawsze w beznadziejnym związku albo dążeniu do samowystarczalności, dopóki to działa.” Nie można uczepić się beznadziejnego związku tylko dlatego, że Volant tak napisał :) bo nawet tak nie napisał. Tak samo niebezpieczne jest ciągłe szukanie i życie na pół gwizdka, z przekonaniem, że kiedyś to będzie jakoś. Nie umiemy powiedzieć „dość” ani „wchodzę w to” w odpowiednim momencie….

Valthard van der Sand
Gość

Motorem zmian jest brak szczerosci. W kazdym zwiazku jest na poczatku efekt demo, czyli jestesmy super, a potem okres reklamowy sie konczy – dobrze jesli jest to przed wzieciem wspolnego kredytu albo slubem. I nagle okazuje sie, ze wymarzony mezczyzna, ktory mowil, ze robi licencje pilota (samolotu, nie wycieczek) to dopiero ma taki plan i to dopiero kiedy zgromadzi pieniadze, czyli nigdy, a wymarzona kobieta, ktora niby gra w zespole na gitarze, grala owszem, ale raz, na studniowce i do tego pijana :)

Volant, co do punktu 6, wszystko prawda, ale wynika to tez z braku szczerosci przezd samym soba. Jak mozna szczerze powiedziec drugiej osobie, ze lubi sie ostry seks na masce samochodu na plazy, jesli nie potrafi sie samemu do tego sobie przyznac? Za bardzo przejmujemy sie tym co mysla o nas inni, zamiast byc soba

Eli Milamalim
Gość

Ciągle się słyszy bądź sobą i bądź sobą! Bycie sobą w związku jest możliwe tylko w parze z egoizmem, żeby związek przetrwał musi być kompromis i często poświęcenie, dlatego nie ma możliwości czasami nie zrezygnować z własnego ja, czasami trzeba, podkreślam CZASAMI.

Valthard van der Sand
Gość

Byc soba to nie znaczy odrzucac kompromisow. Jesli obie osoby sa soba i otwarcie mowia o swoich oczekiwaniach i potrzebach to potrafia sie dogadac. natomiast jesli udaja kogos kogo nie sa, zeby uszczesliwic druga osobe, to czesto krzywdza i ja i siebie

Eli Milamalim
Gość

Zgadzam się, że nie można udawać. Jednak dzisiejsze społeczeństwo ma tendencje do popadania w skrajności. Z jednaj strony tkwią w związkach toksycznych, gdzie całkowicie zapominają o sobie i dają sobą manipulować, a z drugiej mamy ludzi którzy obnoszą się ze swoją niezależnością i swoimi potrzebami i jak coś nie wpisuje się w ich plany, to najzwyczajniej pozbywają się tego. Dlatego hasła „bądź sobą” są trochę namową do : „Nie patrz na innych”, a to z kolei mówi: „Jesteś Panem tego świata, kłaniajmy się Panu cudownemu.” Bądźmy sobą i pozwólmy na to samo drugiej stronie! Rozmawiajmy i nie uciekajmy przy byle kłótni, rozwiązanie problemu jest trudniejsze niż ucieczka, ale ile mądrości i doświadczenia w głowie zostawia, a to BEZCENNE :-).

Malvina Pe.
Gość

Dobre, ale nie zaczaiłam, o co Ci chodziło z tymi kwiatkami ;)

Przemek
Gość

Bo z tymi związkami, to jest trochę jak ze słowami „nigdy, zawsze, na pewno”. Fajnie brzmią, serio! Niestety okazują się być największym kłamstwem naszych czasów, tak jak chorobą, która nas zjada, jest błędne przeświadczenie NAS, młodych – o naszej nieśmiertelności.

Better
Gość

Nie wiem czy bardziej lubię czytać teksty Volanta czy Wasze
komentarze, bo zazwyczaj wciąga mnie i jedno i drugie.

Świetny tekst i skutecznie skłania do refleksji. Ja nie do
końca rozumiem jaka jest główna myśl Twojego tekstu, że nie jesteśmy dojrzali
do trwałych związków, czy ze każdy buduje sobie model jaki lubi albo jaki (pewnie
częściej) mu się zdarzy i trudno to osądzać?

I jak Wy wyobrażacie sobie to dbanie o związek po czasie np.
10 latach? Tak w praktyce.

Kasia
Gość

Rozmowa. Dużo rozmowy. Spędzanie dużo czasu ze sobą. Troska jedno o drugie. Zrozumienie. Staranie się. Bronienie się rękami i nogami, żeby się od siebie nie oddalić. Poświęcanie związkowi dużo czasu, żeby zawsze się rozumieć, żeby nikt nie musiał rozmawiać z kimś innym i tam uzyskiwać zrozumienia.
Kochać, dawać dobry przykład, być najlepszym przyjacielem, STARAĆ SIĘ cały czas, nie odpuszczać. Dawać z siebie dużo w codziennych, prozaicznych sprawach.
Nie kłócić się przy ludziach, tylko wyjaśniać poźniej między sobą i zawsze iść spać pogodzonym.
Wspierać się.
Pretensje i żale wyjaśniać na bieżąco, rozmową.

Najlepiej chyba działa, jak ktoś nie oczekuje zmiany od drugiego, tylko sam się zmienia, ulepsza, stara, daje dobry przykład. Wtedy się dzieje magia, bo zaczynasz od siebie, wychodzisz do partnera z pełną akceptacją i miłością, i partner to widzi i też zaczyna się zmieniać.

Ale ja tak sobie tylko teoretyzuje, patrząc na kilka udanych związków ze stażem 20+, bo mój związek ma staż 3-letni, więc pewnie niewiele o praktyce po 10 rocznicy wiem.

Karolina G.
Gość

A potem tu się pojawiają komentarze, że użytkowniczki pozjadały rozumy i mają receptę na szczęśliwy związek. Choć wiem, tak samo jak Ty, bo dokładnie opisałaś tę wspomnianą receptę, ile to kosztuje pracy, ale takiej fajnej, przynoszącej satysfakcję właściwie od ręki. I nie ma czegoś takiego jak dbanie po związek po 10, czy 20 latach – dba się dokładnie tak samo. Choć pewnie z wiekiem trzeba będzie okazywać coraz więcej cierpliwości ze względu na problemy zdrowotne.

szarazlodzi
Gość

To dobrze, że świat idzie do przodu i się zmienia, ale tak jak powiedziałeś, nie można popadać w skrajności. W niczym. I trzeba myśleć co się robi, czy to rzeczywiście dobre, a nie dobre, bo modne ;)

Klaudia Zoń
Gość

Choć tekst jest dobry to niestety też odsłania smutną prawdę. Na szczęście, biorąc za podstawę ten tekst, żyję w zdrowym związku :) Dobrze, że jeszcze nie wszystko zniszczone – może za jakiś czas ludzie się obudzą? Ciekawa jestem, jaka część naszego społeczeństwa to faktycznie ludzie wpisujący się w opisany przez Ciebie schemat i czy ma on coś wspólnego z miejscem zamieszkania.

Valthard van der Sand
Gość

Dlaczego obudza? Bycie w zwiazku nie dla kazdego jest swietym gralem. Jesli ktos lubi cale zycie byc sam, nie lubi trucia dupy i ma ochote zawsze robi to co lubi to po co mu zwiazek?
Bycie z kims ma sens tylko wtedy, kiedy zwiazek daje wiecej niz odbiera.
Zyj i pozwol zyc innym jak chca.

Klaudia Zoń
Gość

Mam na myśli oczywiście tych, którzy w związku chcą być, a nie potrafią ;) Wiadomo, że są też tacy, co wolą być sami. Nie zgadzam się jedynie na to, jak napisałeś „trucie dupy i robienie zawsze tego, co się lubi”. W dobrym, zdrowym związku nie masz takiego odczucia, a jeśli jest inaczej, znaczy, że coś jest nie w porządku. Nie chodzi też o to, by być zadufanym egoistą i żerować na innych – trzeba mieć w tym wszystkim trochę szczęścia, by znaleźć kogoś, komu też chce się wkładać w związek, a nie tylko brać. Tak samo nie każdy jest samotnikiem, a zostawanie nim tylko dlatego, że nie potrafi się zbudować dobrych relacji to tylko droga do nieszczęścia.

Valthard van der Sand
Gość

Recepta na sukces nie jest tylko inwestowanie w zwiazek, bo tak trzeba albo, aby nie byc tzw egoista. Caly trick polega na tym, zeby znalezc osobe, gdzie to inwestowanie w zwiazek bedzie naturalne, bo ma sie po prsotu podobne cele i poglady. Im bardziej osoby sie roznia – tym bardziej potrzeba zgnilych kompromisow, ktore nie zadowalaja nikogo. Niektorzt ludzie po prostu do siebie nie pasuja. Co wiecej niektorzy poczatkowo pasujacy do siebie ludzie przestaja po jakims czasie do siebie pasowac, bo ich poglady sie zmienily w calkowicie odmiennych kierunkach. W takim przypadku inwestowanie w zwiazek juz niewiele daje a jest tylko proba podtrzymywania nieboszczyka przy zyciu.

Karolina G.
Gość

Wiesz, w komentarzu gdzieś tam wyżej napisałam – z własnego doświadczenia zresztą – że do związku trzeba podchodzić jak rzemieślnik-rękodzielnik – cierpliwie, z dostępnych materiałów układać wzór, choć czasem trzeba użyć siły. Czytam te Wasze dyskusje pod wpisami Volanta i czuję się jak dinozaur – mój Szanowny Mężczyzna z resztą również. Bo nie dość, że we wszystkim widzę metafizykę niczym Kurtyka w chodzeniu po Himalajach, to jeszcze większość opisywanych tu problemów mój Chłop kwituje krótkim „problemy z d*py”, a ja staram się zrozumieć, nawet jeśli my dwoje ich nie mamy.
Piszesz o tym, że niektórzy z czasem przestają do siebie pasować, bo im się poglądy zmieniły. Poglądy na co? Polityczne, wyznaniowe, życiowe, jakie? Życie, a zwłaszcza bycie w związku, to usypywanie mandali z piasku – coś kruchego i łatwego do zniszczenia, a jednocześnie niepowtarzalnego i dającego mnóstwo radości, satysfakcji i wyzwań. Nie sztuka wleźć w środek butami i rozgarnąć wszystko, kiedy pomylił się nam wzór, albo nas „ktoś” trącił i wyszło krzywo. Sztuka tak tę pomyłkę wkomponować, żeby mimo wszystko stanowiła część pięknego wzoru, którego związek jest częścią.

Valthard van der Sand
Gość

Zeby nie bylo trudnej metafizyki – lopatologicznie: jesli chlopak i dziewczyna sa ze soba 5 lat, nie mysla o dzieciach jest im fajnie, dogaduja sie, mieszkaja razem, maja fajny seks, wspolne pasje, moze nawet sie hajtna, etc. i nagle jednemu z nich (najczesciej dziewczynie) nagle pojawia sie presja na dziecko a to drugie w ogole nie ma na to ochoty, to pojawia sie spory dysonans. Jedno chce, drugie nie – jak tutaj przeprowadzic kompromis?
Mam wrazenie, ze pozostawanie w zwiazku jest chyba zbyt gloryfikowane. Dopoki te wzory z piasku sa ladne i mimo pewnych niedociagniec nadal sie podobaja – mozna probowac dalszego malowania, ale jesli zaczynaja przypominac nikomu nie odpowiadajace bohomazy – po cholere to kontynuowac.
Zycie jest jedno, jest krotkie, i mozna je przezyc albo zmarnowac. Po co tracic czas z niewlasciwymi ludzmi?

Karolina G.
Gość

Wiele zależy od kontekstu i pytania dlaczego. Dlaczego ona ma taką presję na dziecko (wiercąca dziurę w brzuchu mamusia, koleżanki zachwycające się swoimi dzieciorkami i zazdrość, że ona takiego nie ma, burza hormonów, jedyny sposób na zatrzymanie faceta przy sobie), dlaczego on jest temu kategorycznie przeciwny (świadomość, że to wywróci jego świat do góry nogami, niechęć do rezygnacji ze zbyt wielu wygodnych przyzwyczajeń, lęk że może nie sprostać roli ojca, że bezwiednie skrzywdzi i matkę i dziecko). Dlaczego każde z nich ciągnie uparcie w kierunku swojej racji nie słuchając drugiej strony – czy każde z nich szczerze, samo przed sobą jest w stanie nazwać te wszystkie wątpliwości i bez histeryzowania opowiedzieć o tym drugiej stronie. Czy obydwoje mają na tyle odwagi, że umieją o tym temacie rozmawiać bez zbędnych emocji? Przecież są razem ze sobą pięć lat, to sporo czasu.
Kiedyś odpowiedziałam koleżance, że jeśli ma taki „ciąg” na dziecko to niech najpierw kupi sobie psa. Wiem, brutalnie, ale poskutkowało. Trzeba dużo rozmawiać, ale cierpliwie, otwarcie, bez histerii, trzaskania drzwiami i tupania nóżką ze sfochowaną miną. Bo w trakcie rozmowy może się okazać, że obydwie strony sobie uświadomią, że żadne z nich nie jest w istocie na to gotowe, że są „chłopakiem i dziewczyną”, a nie całkowicie niezależnymi od presji otoczenia i świadomymi swoich opinii i wyborów „mężczyzną i kobietą”.
Jeśli gdzieś ich „krzywe poglądów” się w końcu nie spotkają, a wręcz rozejdą, co sugerujesz, to w efekcie otrzymamy dwie zgorzkniałe, urażone, skrzywdzone i niezrozumiane osoby. Niezmiernie jest mi szkoda takich osób, a z drugiej strony trzymam kciuki żeby każde z nich mimo wszystko ułożyło sobie szczęśliwie życie z kimś, bądź nadal ze sobą, o ile uda się wyjaśnić wszelkie wątpliwości, a przede wszystkim – nauczyło się na błędach i wybaczyło sobie samemu i wzajemnie.

Valthard van der Sand
Gość

To byl tylko przyklad stricte teoretyczny. Chodzilo o te „krzywe pogladow”. Jedna z gorszych cech czlowieka jest inercja, do tego dosc popularna. Co potem powoduje, ze „zgorzkniałych, urażonych, skrzywdzonych i niezrozumianych osob” jest o wiele wiecej niz powinno

Karolina G.
Gość

O tak, masz rację. A jak się spyta takiego biernego człowieka, czemu niczego nie zrobiłeś, to otwiera oczy ze zdziwienia i odpowiada „nie wiem”. Najlepsze jest to, że on, ten człowiek, faktycznie nie wie, bo mu to do głowy nie przyszło. Z drugiej strony, taką inercję, o której wspominasz obserwuję u ludzi z pokolenia moich Rodziców, powojennego. Niestety, ówczesny ustrój nauczył ich, że lepiej nie wyrywać się przed szereg, zaszczepił w nich strach przed światem, zmianami i umiłowanie własnej skorupki, płytek pcv na podłodze i meblościanki. Cóż innego mogli zatem przekazać swoim dzieciom? Dlatego zamiast krytykować, nie powielajmy błędów naszych rodziców.

Klaudia Zoń
Gość

To prawda, nie każdy do siebie pasuje. Ale nie możemy też tego tak sucho ocenić, bo to, o czym mówimy to raczej związek oparty jedynie na plusach i minusach, a jeśli związek jest oparty na uczuciu to często dla dobra ogółu idzie się na te kompromisy, czy też w ogóle robi się coś częściowo wbrew sobie, by drugiej osobie tym razem pójść na rękę. Cóż, wychodzi z tego po prostu, że jak oboje chcą ze sobą być to istnieje ogromne pole manewru. Niestety, tak jak mówisz, podtrzymywanie nieboszczyka przy życiu mija się z celem. To już nie związek, tylko jakieś pasożytnictwo.

Dot
Gość

„trzeba mieć w tym wszystkim trochę szczęścia, by znaleźć kogoś, komu też chce się wkładać w związek, a nie tylko brać.” Prawda.

Volant
Gość

Obawiam się, że słowniki nie znają słowa „dafault” tak jak sugerujesz, tylko default np. http://ling.pl/dafault

Ala
Gość

‚default’ tak, ale nie ‚deaufalt’ jak w Twoim tekscie. Btw dobry wpis.

Volant
Gość

O widzisz, tego nie zauważyłem. Dzięki :)

RusNoob
Gość

Yea, dat was DA fault man :D

bodzio
Gość

No to w takim razie powinno być „defaultowe”, a nie „deaufaltowe”.

Volant
Gość

Jasne, dlatego poprawiłem :) Nie zauważyłem, że w ogóle walnąłem tam literówki.

Wawrzyn
Gość

Jak poetycko :)
Miło czytało się ten komentarz.
Pozdrawiam

Vaj aj
Gość

Aj, no bo po*ebane jest to wszystko… Czasem masz chęć wypełnić tą lukę lecz jak okno jest nieszczelne to chwilowym rozwiązaniem jest wetknięcie w nie watoliny… No sorry ale ciężko spotkać kogoś wartościowego (z tym,że ja wiem, że za dużo oczekuję bo „sobie to wymyśliłam”). Zawsze znajdziemy coś by sie przyczepić czy to w związku czy bez niego. Czasem jest dobrze popływać dryfując, a nuż przystań sama się trafi. No nie wiem, może… Jest wiosna, jest ładnie, cieszmy się :)

Dot
Gość

„Czasem jest dobrze popływać dryfując, a nuż przystań sama się trafi.” :)

bodzio
Gość

Równie ciężko jest niestety znaleźć kobietę, która pozwoliłaby uprawiać seks z innymi partnerkami :(

bodzio
Gość

„aczkolwiek czy przypadkiem nie chodzi o to, żeby spędzić to życie z kimś?”

Chodzi o to, żeby spędzić to życie jak ci pasuje.

bodzio
Gość

A jakie jest zatem, Autorze, twoje zapatrywanie na temat osob, które bardziej niż „mam jeszcze czas” albo „sprawdzę, jak będzie”, są bardziej typu „w ogóle nie chcę związku nigdy, tak jest mi dobrze”?

Volant
Gość

Jeśli im to służy to nie ma problemu. Problem jest kiedy np. chce się związku, ale ma się przekonania, które temu nie służą.

Xfing
Gość

No cóż, człowiek nie ewoluował, by być szczęśliwym :P

Już samo to, że można odczuwać pociąg seksualny, miłość romantyczną i głębokie przywiązanie – każde z tych trzech do innej osoby – świadczy, że mamy raczej trochę przefikane.

Karolina G.
Gość

Zdefiniuj przekonania, które nie służą związkowi?

Volant
Gość

Wszystkie wymienione w tekście np. przekonanie, że trzeba wybierać między samorealizacją, a związkiem, bo rodzi to konieczność podjęcia trudnego wyboru, którego nie trzeba dokonywać.

Karolina G.
Gość

A przepraszam bardzo, związek to jakieś kajdany? Kula u nogi? Serio ludzie tak to postrzegają? To chyba faktycznie razem z moim Dogrobowym Chłopem jesteśmy jakimiś dinozaurami.

Sini
Gość

Czytałem ostatnio też innego bloga, lecz wpisy nie były nawet w połowie tak dobre jak Twoje. Z każdego Twojego wpisu zawsze coś wyciągne. Coś co pozwoli mi być innym niż wszyscy, za co bardzo dziekuje. Mam nadzieje, że kiedys spotkamy sie przy dobrym piwie ;).

pionierka|pionierka.pl
Gość

Tego z samorealizacją to nigdy nie byłam w stanie zrozumieć. Udany związek to wielkie wsparcie w realizowaniu tego, czego się chce. Będąc z mężczyzną, który wierzy w moje pomysły i wspiera mogę dużo więcej, niż sama.

Karolina G.
Gość

Hasło-wytrych i zasłona dymna dla tych, którzy nie umieją być w związku, albo nie trafili na tę właściwą osobę, albo wiele razy się nacięli, albo szukają za bardzo i w niewłaściwym miejscu i nazywają to samorealizacją.

Dot
Gość

A jeśli mężczyzna nie wierzy w moje pomysły i nie wpiera, to najlepiej pozwolić jemu (i przy okazji sobie) iść własną drogą.

PinkMOODline
Gość

Świat stanął na głowie. Samorozwój zbyt często jest mylony z robieniem kasy. Dla mnie samorozwój to uczenie się siebie, ludzi i świata, tak by umieć żyć w równowadze. By wiedzieć czego się w życiu chce, od siebie, innych. By móc głośno wyrażać siebie przy tym nikogo nie krzywdząc, bo w brew pozorom by być sobą nie trzeba być chujem. To zupełnie tak jak kobiety stawiające sobie na wzór figury modelek w świecie mody, w którym rządzą geje i dla nich właśnie te chłopięce figury są spełnieniem żądz i marzeń. To tak jak rodzenie pierwszego dziecka w wieku prawie 40 lat i bycie ślepym na statystyki, zapominając, że trzeba mieć siły, zdrowie i czas by kilkanaście lat być dla tego dziecka, nie mówiąc już o dziecku niepełnosprawnym, dla którego trzeba być najdłużej jak się da. To stawianie porażki na pierwszym miejscy, po co się chajtać jak nie wiadomo czy się uda. Trzeba zadać tylko jedno pytanie: od kogo to wszystko jest uzależnione? Od kogo to zależy czy ci się uda, czy nie? Kto ma za ciebie wiedzieć czego ty tak na prawdę chcesz? Poszukuje się tylko wtedy, gdy nie jest się świadomym samego siebie i wciąż nie wiadomo czego się chcę. Może to, a może tamto? A może jeszcze coś innego? Zbyt wielu ludzi odpowiada na pytanie, które im zadaję: czego ty właściwie chcesz (od życia, ludzi, siebie)- nie wiem…

Valthard van der Sand
Gość

„By móc głośno wyrażać siebie przy tym nikogo nie krzywdząc, bo w brew pozorom by być sobą nie trzeba być chujem.” – zlote slowa.
Lepiej miec jakikolwiek pomysl, nawet urodzenie dziecka w wieku 40 lat niz nie miec zadnego. Figury modelek tez nie zawsze sa zle, zerknij na aniolki Victoria Secret. Problemem jest to, ze ludzie sa zaglaskani na smierc, na smierc przez zanudzenie sie. Gatunek, ktory nie ma naturalnych drapieznikow na niego czychajacych sie degeneruje. Caly zachod jest rozmemlany kultura dobrobytu, braku wartosci, braku idealow (za wzorzec sa stawiane Kardashanki) etc. Co z jednej strony jest przykre, a z drugiej daje wieksze szanse zostania kims, kto jednak ma znaczenie i ma wplyw na to co sie dzieje dookola niego.

Better
Gość

A może to dzięki tej kulturze dobrobytu w końcu nie musimy się martwić jak przeżyc następny dzień (bo nic nie ma w sklepach albo jest wojna) tylko możemy podejmować decyzje co jest dla nas dobre. Idealne czasy do samorozwoju i zadbania o samego siebie i swoje potrzeby. Tak jak piszesz jeśli wartosci są wzgledne to mamy dużo możliwosci wyboru i co z tym zrobimy od nas zależy naszczeście. Nikt nie mówił, ze wolnosc jest łatwa.

Dot
Gość

„po co się chajtać jak nie wiadomo czy się uda. Trzeba zadać tylko jedno pytanie: od kogo to wszystko jest uzależnione? Od kogo to zależy czy ci się uda, czy nie?” Wbrew pozorom nie zależy to tylko ode mnie. Ja mogę się starać, a partner będzie miał to gdzieś. Nie da się stworzyć normalnego związku, jeśli jedna strona daje z siebie 200%, a druga 0%.

Paulina Hofman
Gość

pt :)
Valthard widzisz, już tu chcą, żebyśmy randkowali!

Mi się wydaję, że za bardzo wygodni i roszczeniowi jesteśmy ostatnimi czasy i to jest problem.

studentka
Gość

Artykuł bardzo trafny i ciekawy, zgadzam się szczególnie z punktem: „Na razie jest ok, ale zobaczymy jak będzie.”. Jednakże czy da się tego w jakikolwiek sposób uniknąć? W dzisiejszych czasach, gdzie na portalach społecznościowych jesteśmy bombardowani informacjami o nowych związkach, wyjazdach i doświadczeniach naszych ” 499 znajomych”, trudno jest budować poczucie własnej wartości i pewność siebie bez akceptacji/aprobaty innych. A pojawia się ona oczywiście tylko w momencie, gdy robimy coś nowego i zaskakującego.

Jedna rada ode mnie – jako oddana fanka języka polskiego nie czułam się dobrze, gdy w twoim tekście pojawiały się zwroty: „wykurwiście pięknie”. Nie dodaje to artykułowi żadnej wartości. Jeśli natomiast celem było nawiązanie do języka, którym mówią ludzie posługujący się tymi 6 zasadami, to należało umieścić te zwroty w cudzysłowie. Nie byłoby wtedy wątpliwości co do celu ich umieszczenia.

Gratulacje i pozdrawiam

Valthard van der Sand
Gość

„W dzisiejszych czasach, gdzie na portalach społecznościowych jesteśmy
bombardowani informacjami o nowych związkach, wyjazdach i
doświadczeniach naszych ” 499 znajomych”, trudno jest budować poczucie
własnej wartości i pewność siebie bez akceptacji/aprobaty innych.” – IMHO to totalna bzdura. Jesli czlowiek buduje swoja wartosc na bazie akceptacji innych, tzn ze nie ma zadnej wartosci wyplywajacej z wewnatrz.

Dot
Gość

„„Na razie jest ok, ale zobaczymy jak będzie.”. Jednakże czy da się tego w jakikolwiek sposób uniknąć?”
Nikt nie mówi, że ma się tego jakoś dać uniknąć. Ja zresztą wyznaję podobną zasadę, że nigdy nie można być pewnym, co będzie. Można sobie założyć jedno, ale związek to relacja dwóch osób i nie sposób wszystkiego przewidzieć. To jednak nie znaczy, że nie angażuję się w 100% w związek i że na niego nie pracuję. Daję z siebie wszystko i robię, co mogę, żeby nam się udało. Jednak z tyłu głowy mam myśl, że mimo moich szczerych chęci (a czasem nawet i chęci partnera) może nam się nie udać. Powodzenie relacji zależy od wielu czynników, nie tylko naszych pragnień i nieustannej pracy, żeby się udało.

„W dzisiejszych czasach, gdzie na portalach społecznościowych jesteśmy bombardowani informacjami o nowych związkach, wyjazdach i doświadczeniach naszych ” 499 znajomych”, trudno jest budować poczucie własnej wartości i pewność siebie bez akceptacji/aprobaty innych.”
A co wspólnego ze związkiem mają inni i ich ewentualna akceptacja? Ludzie zapominają coraz częściej, że związek to 2 osoby. To od nas dwóch zależy jak będzie. Jeśli oboje będziemy się starać i mamy te same priorytety, to nie ma problemu.

Better
Gość

A co zrobić jak w tym zwiazku nagle drogi się rozchodzą? Nikt nie jest winien. On nadal uważa, że ona jest swietną kobietą a ona, że ten gość z którym żyła jest interesujący. Skoro byli troche ze sobą to znaczy że cos dla siebie znaczyli. Oczywiscie że lepiej byłoby życ z tą samą osobą przez 50 lat i mieć te same emocje co na początku, no ale jakoś się nie da, bo się coś skończyło.

Karolina G.
Gość

Nic się nie dzieje nagle. Nikt nie budzi się rano i nie stwierdza – dziś z nim/nią się rozstaję, bo tak. To, co tak nazywasz gromadzi się od dłuższego czasu i piszę tu z własnego doświadczenia. Ta druga osoba również odebrała to jako „nagle”, choć z mojego punktu widzenia to było tylko zwieńczenie pewnego procesu. Na szczęście uczę się na błędach i potem wiedziałam, że jeśli pojawią się pewne spostrzeżenia i myśli, to nie można udawać i trzeba okazać szacunek i szczerość tej drugiej osobie jako człowiekowi i powiedzieć, że z tej mąki chleba nie będzie. I choć ten drugi człowiek może nie do końca będzie ogarniał co się dzieje, to ja nie będę czuła się jak ostatni padalec.

Better
Gość

Problem, że czasem się dzieje nagle ..poznajesz kogoś, kto Ci coś uświadamia..takie olsnienie..przez przypadek ..bo się spóźniłeś na pociąg, bo pojechałeś tramwajem zamiast rowerem, bo coś przeczytałeś, usłyszałeś. Można to racjonalizować, że to jakis chwilowy kaprys, ale zazwyczaj decyzja już jest podjeta i to kwestia czasu.

Karolina G.
Gość

Och, nie ma czegoś takiego jak przypadki, zacznij czytać Pratchetta ;c). Olśnienie, o którym piszesz to świadoma odpowiedź na pytanie, które Twój mózg już dawno temu nieświadomie dla Ciebie zadał i sam sobie na nie odpowiedział. W Twojej głowie, poza Twoim świadomym wpływem dzieje się więcej niż mogłoby się wydawać. Efekt Sherlocka Holmesa – kiedy jedno zdanie potrafi sprawić, że wszystkie kawałki układanki wskoczą na swoje miejsce. One cały czas są, cały czas je widzimy i wiemy jak to będzie wyglądało w całości.

Better
Gość

Jak ładnie napisane:). chociaż jaka to róznica czy to przypadek czy cos innego skoro i tak tego nie wiem dopóki się nie wydarzy.

Dot
Gość

„Olśnienie, o którym piszesz to świadoma odpowiedź na pytanie, które Twój mózg już dawno temu nieświadomie dla Ciebie zadał i sam sobie na nie odpowiedział. (…) jedno zdanie potrafi sprawić, że wszystkie kawałki układanki wskoczą na swoje miejsce. One cały czas są, cały czas je widzimy i wiemy jak to będzie wyglądało w całości.” Zgadzam się w 100% :)

Kamil Bednarek
Gość

Bardzo dobry tekst. Ja mam trochę inne podejście do życia, ale mniejsza z tym. W zaprezentowanych w tekście poglądach można się zagalopować i nagle obudzić się zupełnie samemu. Nawet mając wtedy te super prosperujące firmy, te miliony, te bogate kariery nie ma z kim usiąść i pogadać o tym „jak to było kiedyś”, pocieszyć się osiągniętym sukcesem. Myślę, że ten pęd do szybkiego życia pozbawia ludzi bardzo wielu fajnych odczuć. Bo przecież jeżeli czytamy książkę bardzo szybko to coś nam umknie, jeśli gramy w grę robiąc tylko zadania główne, a omijając poboczne, to również wiele z tej gry tracimy. Praca czy kariera nie przeszkadza w tym żeby zabrać ukochaną w piątkowy wieczór na romantyczny weekend, nie przeszkadza w tym by pograć z dziećmi w piłkę. Co do tego ideału to wiadomo, że dla każdego idealny jest ktoś inny. Jeśli się nie układa to lepiej się rozstać? Może i tak, ale rozstać zawsze się zdążymy. Zamiast to robić od razu może warto najpierw się zastanowić i trochę popracować nad sobą i nad związkiem? Może to się będzie opłacało? Nie dowiemy się póki nie spróbujemy. Ten tekst pokazała mi ukochana mówiąc, że żaden z tych punktów do mnie nie pasuje. Po przeczytaniu stwierdzam, że to powód do radości.
Pozdrawiam

Valthard van der Sand
Gość

Pytanie czy jest dosc czasu, aby robic wszystko powoli? Czy mamy czas na tkwienie w potencjalnie skazanym na porazke zwiazku?

Moniqua
Gość

Dlaczego skazanym na porażkę związku? Możesz to rozwinąć?

Valthard van der Sand
Gość

Jesli cos nie dziala 10 razy to za 11tym nie zadziala dokladnie tak samo.
Bycie razem, ze wzgledu na dzieci, kredyt, cokolwiek innego – i liczenie na to, ze cos sie zmieni jest pulapka.
Jesli natomiast nastepuja jakas zmiana i ewolucja – mozna w to zainwestowac energie.

Dot
Gość

Zgadzam się.

Dot
Gość

Ale nie każdy związek, w którym pojawia się kryzys, jest od razu skazany na porażkę. Wystarczy usiąść, szczerze ze sobą porozmawiać, wyjaśnić sobie pewne sprawy i przede wszystkim dojść do tego, co spowodowało ten kryzys. Myślę, że jeśli obu stronom zależy na związku i na niego pracują, to przed nimi lata wspólnego szczęścia.

Eli Milamalim
Gość

Ufff, dobrnęłam do końca ;D. Podsumowując: „Ludzie są zbyt leniwi, by żyć w związkach”.

szarazlodzi
Gość

Ale czasem warto zrobić coś spontanicznie, to o czym się w danej chwili myśli ;)

Chillout
Gość

Kobiety posiadające tylko jedyne słuszne spojrzenie jak powinien wyglądać związek. Masz inne zdanie: jesteś idiotą i trzeba Ci współczuć. Faceci usilnie przekonujący płeć piękną do swojej racji. Czytelniczki i tak mające to w dupie, bo tylko one wiedzą jak powininna wyglądać szczęśliwa relacja. Wszyscy pozjadali rozumy, bawiąc się w psychologów stwierdzając to i tamto. A gdzie spontaniczność i normalne podejście: cześć, chciałbym cię poznać. Teraz trzeba zapytać się wszech wierzących ludzi jak to zrobić i przeczytać mnóstwo poradników i tricków nie masz co podchodzić do dziewczyny. Jesteś pudrem na wystawie, jak się nie postaram to nie zostaniesz pogłaskać i nie dostaniesz nagrody.

Karolina G.
Gość

Odpowiedź jest jedna i padała już wiele razy we wpisach Volanta – być sobą, cierpliwie i bez rozmieniania się na drobne. Jeśli kobieta widzi w mężczyźnie wspomnianego przez Ciebie „pudla” to tym gorzej dla niej. Jeśli facet uważa się za kogoś takiego – szkoda mi go. Nikt tu nie pozjadał rozumów, każdy pisze co mu w duszy gra, a z tego co widzę – najczęściej bierze przykłady z własnego życia – i dlatego bardzo lubię czytać komentarze. Podoba mi się to, że jest tylu ludzi myślących i świadomych. Nawet jeśli się żalą i czasem opadają im ręce z powodu własnych porażek w związkach, to dążą do czegoś lepszego, a to jest bardzo dużo.
Może te krytykowane przez Ciebie Czytelniczki faktycznie są w szczęśliwych relacjach i nie biorą swoich opinii z sufitu. I nie jesteś „tylko facetem” – przede wszystkim jesteś Człowiekiem, szanuj siebie i bądź dla samego siebie tak bardzo wiarygodny, że bardziej się nie da. Wtedy inni też to zobaczą i docenią.

Valthard van der Sand
Gość

Trzeba byc „najlepsza wersja siebie „

Dot
Gość

Zupełnie się nie zgadzam. „Teraz trzeba zapytać się wszechwiedzących ludzi jak to zrobić,przeczytać mnóstwo poradników i bez wymyślnych tricków nie masz co podchodzić do dziewczyny.” Nie trzeba czytać poradników, tricki również są zbędne, chyba że ktoś zapomniał jak należy zabiegać o drugą osobę. Faceci myślą, że jak kobiety już są takie „samowystarczalne” – bo mogą same zarabiać, potrafią same dźwigać zakupowe ciężary, odkręcić słoik z ogórkami, same wychowywać dzieci i prowadzić dom, wielokrotnie radzić sobie bez mężczyzn (zakładacie, że widocznie już Was nie potrzebujemy – a to błędne założenie, po prostu nauczyłyśmy się żyć bez Was) … – to i w kwestii podrywania coś się zmieniło. A właśnie chodzi o to, że my, kobiety, chcemy, żeby mężczyźni zdobywali nas w taki sam sposób jak dawniej: tzn. powiedzieli komplement, miłe szczere słowo, zabrali na spacer, do kina, na wycieczkę, TRAKTOWALI Z SZACUNKIEM, a nie jako obiekt seksualny na jedną noc (takie kobiety istnieją, ale nie o tym teraz mówię). W tej kwestii, panowie, nic się nie zmieniło, więc chyba rzeczywiście musicie pytać wszechwiedzących ludzi, tj. swoich pradziadków i mężczyzn z dawnych czasów, żeby dowiedzieć się jak należy zdobyć kobietę.

Tentacle
Gość

Bardzo mi się ten wpis podoba. Uczy co jest ważne w życiu. Media niestety mają na nas za duży wpływ i sami chcemy mieć wszystko co najlepsze.

Karolina G.
Gość

Powiem Ci, że ja swojego Dogrobowego Mężczyznę spotkałam równo w wieku 30-tu lat, we właściwym momencie i czasie – dla mnie i dla Niego. Nie chcę tu dyskredytować 20-paro latków, ale patrząc z perspektywy czasu, ja w tym wieku jednak byłam trochę zbyt emocjonalna jeśli chodzi o większość rzeczy i wyborów w życiu. To za bardzo spala i prowadzi do pochopnych wniosków, choć jest barwne i ma swój urok. Nie chciałabym wrócić do siebie z tamtego czasu, choć już do grobowej deski będzie to częścią mnie, bo czegoś jednak nauczyło. Uważam, że w wieku 20+ dopiero uczymy się poznawać głębsze relacje, uczyć się na własnych i cudzych błędach. Czy jesteśmy wówczas na tyle dojrzali i świadomi samych siebie żeby rozwijać coś wspólnie, wątpię. Mnie z wiekiem pole widzenia się poszerzyło, emocje się wyciszyły, więcej rzeczy zaczęło zwyczajnie cieszyć, mniej we mnie buntu, a więcej cierpliwości i empatii względem innych. Głowa do góry kobieto!

monique
Gość

O dobry związek też trzeba dbać. A podstawą jest rozmowa. Prawda jest taka, że o wielu sprawach/problemach się w związku nie rozmawia. Boimy się, że ‚zranimy’ czymś (szczerością) drugą osobę, a prawda jest taka, że ranimy właśnie brakiem szczerości.

A tak poza tym, super tekst!

Karolina G.
Gość

Wiek niczego nie determinuje – co najwyżej możesz mieć blokady we własnym światopoglądzie, choćby odnośnie tego przysłowiowego 30+, czy innych nieszczęsnych „mitów społecznych”. Jedynym wyznacznikiem powinno być wspólne szczęście, bezpieczeństwo i wsparcie.

Ugh
Gość

Czasem my mozemy traktować kogoś jak osobę na całe życie bez wzajemności i wierności ze strony partnera. A pozniej juz coraz ciężej komuś zaufać i znowu się dla kogoś totalnie otworzyć bo przecież ile razy mozna dawać szanse ..

Dot
Gość

Mogłabym powiedzieć dokładnie to samo.

Pati
Gość

Jak to możliwe? Mentalnie jestem mężczyzną?

Huna Taenga
Gość

Mam wrazenie, ze pasje stały się atrybutem atrakcyjnosci nas jako ludzi. Zapominamy tez o tym, ze zwyczajnosc człowieka może być fascynującą. Poza tym nie znam nikogo kto by się czyms nie interesował. Zaczęliśmy wartościowac i ten obszar.

Lukas
Gość

Świetny wpis. Mam takie same spostrzeżenia.

ammy
Gość

Tak.Dokladnie.Jestesmy pokoleniem ludzi których życie miało się zacząć już za chwilę. ..

inwentaryzacja krotochwil
Gość

Cóż, wybieram restrukturyzowalność rabatki, dziękuję ;)
„(…)
zapominamy, że inne osoby nie rodzą się po to, żeby spełniać nasze
oczekiwania” – cóż, w społeczeństwach, gdzie podstawą gospodarki jest
sektor usługowy, nietrudno o tym zapomnieć ;)

Zuzanna Wiśniewska
Gość

Większość przedstawicieli „płci silnej i multizadaniowej” również potrzebuje drugiej osoby. I nie jestem tak przekonana jak to dokładnie jest z tą tęksnotą za klasyczną kobiecością i męskością. Wydaje mi się, że powierzchowny zakres wykonywanych zadań nie zmienia sedna sprawy, a przynajmniej nie musi. Mężczyzna zajmujący się praniem wciąż może być męski. A generalnie to dobry wpis.

Benedykt
Gość

Czytam Twoje wpisy regularnie – nie bez powodu, ale dzisiejszy miażdży wszystkie inne: stężenie sensownych sformułowań, myśli które sam mam w głowie a które Ty umiejętnie składasz w spójną całość przekracza wszelkie normy.

Kiedy książka się pytam! ;)

Agata
Gość

Twoje też! (zgrabne pióro)
Świetny komentarz :)

Wiola Starczewska
Gość

Nie pamiętam gdzie to przeczytałam, ale szło mniej więcej tak: na świecie jest milion mężczyzn, którcyh tez bym kochała, gdybym ich tylko poznała

Dot
Gość

Dobre :)

Aggie Cara Boo
Gość

Problem polega na tym, że ludzie mają za duży wybór w ogóle i to im nie
służy. W nowoczesnym świecie kobiety dalej przejawiają mentalność z
epoki romantyzmu próbując tworzyć wielozadaniowe hybrydy, bo świat
oczekuje, że będą nowoczesne, będą pięły się po szczeblach kariery
zawodowej i w ogóle będą fit and trendy. Jednocześnie te same kobiety
nadal szukają księcia z bajki na białym koniu i uważają, że jak poświęcą
siebie i życie mężczyźnie to będzie je wielbił i kochał do grobowej
deski. Stąd się biorą sfrustrowane karierowiczki tkwiące w
beznadziejnych związkach lub nie posiadające tych związków w ogóle, albo
zmieniające co chwilę partnera, bo jak ten nie przyjechał na koniu, to
może jednak następny przyjedzie?
Mężczyźni w tym wyemancypowanym, schizofrenicznym świecie kobiet są jak samce myszy z eksperymentu Calhoun’a.
Wszyscy
natomiast są bombardowani zewsząd sloganami, że jak nie masz
najnowszego AjPhona, to nie jesteś szczęśliwym człowiekiem. Radość
sprawia tylko wspólne popijanie posiłku coca-colą. Twój stary (3 letni)
samochód wymienimy na nowy i w dogodny sposób połączymy raty, które
spłacasz za stary samochód z ratami, które zaczniesz płacić za nowy, a
jak w końcu dobijemy targu, to będziesz szczęśliwy i spełniony. Nowe
jest lepsze, nowe daje więcej szczęścia, nowe to coś, czego bezwzględnie
potrzebujesz. Bądź na czasie, bądź trendy, bądź do przodu, bądź nowy.
Wszystko
kręci się wokół szczęścia, bo każdy człowiek pragnie być szczęśliwy,
ale korporacje wmówiły ludziom, że szczęście daje tylko rzecz nowa,
którą powinieneś posiadać.
Do tego wszystkiego dodajmy samotność w
tłumie, bo mając 500 znajomych na fb i 200 znajomych z korpo, nie mamy,
tak naprawdę nikogo, z kim można by szczerze pogadać, pośmiać się i iść
na kawę. Kobiety uważają swoją płeć na konkurencję, którą należy
zwalczać i nie wolno ufać pod żadnym pozorem. Mężczyźni ścigają się kto
więcej, szybciej, mocniej, dalej. Męskie wypady na piwo to konkurs
pochwalenia się komu lepiej jest w tym tygodniu. Oddzieleni od rodzin,
rodzeństwa, własnych korzeni i zdrowej relacji z własną płcią,
pragniemy, aby nasz partner był wszystkim: przyjaciółką, rodzicami,
rodzeństwem, domem, światem, miłością i zwierzaczkiem, psychoterapeutą,
duchowym przewodnikiem, oparciem, podparciem i diabli wiedzą, kim
jeszcze. I to jest ten mityczny ideał, do którego każdy dąży. Do
zdobycia osoby, która będzie miała to wszystko w sobie. Tysiące lat
ewolucji i życia w społeczeństwie z ludźmi, gdzie każdy miał swoją rolę,
nagle ma się zamknąć w jednym człowieku. Niewykonalne i frustrujące do
granic możliwości.
To nie jest tak, że my nie jesteśmy przygotowani na trwałe związki. My zwyczajnie nie mamy pojęcia, co to jest, z czym to się je i po co to nam właściwie jest. Nie mamy pojęcia kogo szukać i jak stworzyć związek w ogóle, a co dopiero utrzymywać go przez najbliższe 30 czy 50 lat.

Dot
Gość

Cudownie napisane!

„Do tego wszystkiego dodajmy samotność w tłumie, bo mając 500 znajomych na fb i 200 znajomych z korpo, nie mamy tak naprawdę nikogo, z kim można by szczerze pogadać, pośmiać się i iść na kawę.” Zdecydowanie się zgadzam :)

Majka
Gość

Ktoś mi kiedyś powiedział: miłość to decyzja. I miał rację. Tylko trzeba mieć jaja, żeby ją podjąć. Reszta to zwykłe wymówki zasłaniające tchórzostwo względem tego, co naprawdę ma w życiu sens.

Tomasz Paderewski
Gość

Z tekstu tekstu wyziewa konsumpcja, materializm, egoizm i ogromna pustka duchowa współczesnego, młodego człowieka. W pogoni za sensem istnienia i szukaniem własnego ja czujesz się jak szczur, który ciągle musi nakręcać kołowrotek, udowadniać otoczeniu i samemu sobie, że jest przedsiębiorczy, że ma powodzenie u kobiet, że coś znaczy w społeczeństwie. Nie wystarczy raz osiągnięty sukces. I dlatego ludzie ciągle szukają czegoś nowego, również w związkach, nie widząc, że poprowadzi ich donikąd, a na końcu…. wiecznego potępienia. Życzę wszystkim poszukującym ludziom dobrej woli odnalezienia prawdziwego skarbu tak, gdzie on rzeczywiście jest i osiągnięcia życia wiecznego.

Joanna Waszkiewicz
Gość

Tekst bardzo mi się podoba, ale poszłabym jeszcze w drugim kierunku – przez własnie mnogość możliwości sami nie wiemy czego chcemy. Dlatego też wymagamy od drugiej strony rzeczy niemożliwych. Ciężko nam ustawić swoje priorytety życiowe i zająć się czymś przez dłuższy moment – coraz częściej odhaczamy nasze listy i idziemy dalej. To samo jest z partnerami – nie zawsze chodzi o ideał, niekiedy o spotykanie się z jak najróżnorodniejszą płcią przeciwną lub po prostu za szybko się stabilnością nudzimy (dopływ adrenaliny przy poznawaniu nowej osoby uzależnia). Dłuższy związek wymaga od nas pamiętania, że sami się z wiekiem zmieniamy, tak jak nasze potrzeby i oczekiwania. To samo się dzieje u naszej drugiej połówki i musimy co jakiś czas o tych zmianach rozmawiać, żeby się w pewnym nie rozjechać. Ale to jest możliwe tylko wtedy, kiedy potrafimy się co jakiś czas zatrzymać i pomyśleć czego tak naprawdę chcemy, co się zmieniło i jak to wpływa na nasze plany i związek. A to jest cholernie ciężkie, bo przecież mamy zawsze tak mało czasu…:)

Dot
Gość

„Dłuższy związek wymaga od nas pamiętania, że sami się z wiekiem zmieniamy, tak jak nasze potrzeby i oczekiwania. To samo się dzieje u naszej drugiej połówki i musimy co jakiś czas o tych zmianach rozmawiać, żeby się w pewnym nie rozjechać.” Sama prawda :)

Sabina Gatti
Gość

….”Tylko, że jednocześnie jesteśmy pokoleniem ludzi, którzy szukają ideału i go nie znajdują,…” — są też tacy co szukają emocjonalnie dojrzałych partnerów i też nie znajdują, bo nie oszukujmy się, dojrzałość emocjonalna to podstawa dobrej relacji z drugim człowiekiem. Nasze polskie wychowanie, i nie tylko nasze, nie sprzyja wysokiemu IE.

Dot
Gość

„są też tacy co szukają emocjonalnie dojrzałych partnerów i też nie znajdują, bo nie oszukujmy się, dojrzałość emocjonalna to podstawa dobrej relacji z drugim człowiekiem.” Zdecydowanie tak. I dlatego czasem większość życia spędzamy wśród niedojrzałych emocjonalnie, a ci dojrzali czają się gdzieś daleko i być może nigdy ich nie znajdziemy.

Kari Na
Gość

I że niby dlatego spedzam kolejny wieczór z Kicią? :)

Agnieszka Kierczak
Gość

Gryzie mi się ten tekst strasznie z „Dlaczego chcesz, żeby twój facet się zmienił”. Tu piszesz „To bardzo pozytywne, że nie chce spędzić się życia z pierwszą lepszą osobą, którą zobaczyło się nago, ale jednocześnie bardzo smutny jest brak zrozumienia dynamiki związków i faktu, że jeśli ktoś jest ideałem, to tylko w 50% dzięki temu kim jest, a w 50% dzięki wspólnej pracy włożonej w poznawanie się, docieranie i pracowanie nad związkiem.”, a następny tekst kończysz słowami „W obu przypadkach wyprujesz z nich wnętrzności w godnej podziwu, ale bezsensownej próbie zmiany kogoś, kogo zmieniać nie musisz, bo albo jest już w porządku, albo w ogóle nie jest dla ciebie.”.

Warto byłoby się określić czy zmieniamy i dostosowujemy się do siebie i to jest dobre, czy jednak próbujemy zrobić z kogoś kogoś kim nie jest i nie będzie.

wpDiscuz