5 rzeczy, których prawdopodobnie będziesz żałował

5 rzeczy, których prawdopodobnie będziesz żałował

Raz na jakiś czas dostaję maila, z którego przebija rozczarowanie. Rozczarowanie wszystkim. Tym, że każdy coś, a oni wciąż nic. Że jego albo jej życie nie jest przepuszczone przez instagramowy filtr, a przecież mogło być zupełnie inaczej…

#1 Będziesz żałował uwierzenia w opinie innych

Jest taka historia – rodzice przyprowadzają dziesięciolatka do najlepszego skrzypka na świecie. Chcą wiedzieć czy osiągnie sukces. On się stresuje. Ma spocone dłonie, ale wyjmuje skrzypce i zaczyna grać Paganiniego najlepiej jak potrafi. Przepuszczając muzykę przez opuszki palców.

W końcu wyjmuje skrzypce spod brody, ale mistrz uparcie milczy, więc dzieciak pyta:
- Mam szansę być najlepszym skrzypkiem na świecie?
- Nie – odpowiada krótko mistrz.
Chłopak płacze. Wraca do domu, zamyka skrzypce w futerale i wynosi je na strych. Już nie marzy o występach w filharmonii w Tokio i oklaskujących go tłumach. Zamiast tego gra w piłkę, zalicza testy w szkole, uczy się o budowie pantofelka i wypustkach ameby.

Po latach, już jako szeregowy bankier spotyka jeszcze raz sławnego skrzypka i mówi:
- Byłem wtedy na Pana wściekły, ale dziękuję. Gdyby nie tamto: „Nie” żyłbym marzeniami i nigdy nie zostałbym najlepszym skrzypkiem na świecie, a tak, mam całkiem przyjemne życie.
- To dobrze, bardzo dobrze, ale powiedziałem wtedy tak tylko dlatego, że wyłącznie osoby, które naprawdę kochają grę na skrzypcach słysząc: „Nie”, nie porzuciłyby gry i miałyby szanse zostać najlepszymi na świecie.

Nie wiem ile karier zostało unicestwionych przez czyjeś: „Nie”, hejt, śmiech i dostanie po głowie za wychylanie się z szeregu. Tylko że to działa w dwie strony. Z jednej strony hamuje, ale z drugiej strony jest testem. Testem wiary w siebie, który trzeba zdać wiedząc, że to jaki jesteś teraz, nie znaczy, że to się nie zmieni. Prawda jest taka, że nawet jeśli nie możesz zmienić wszystkiego, to zawsze możesz zmienić coś, żebyś był bardziej wartościową osobą. To konfucjańska idea – możesz przeżyć całe życie płacząc nad tym, że nie jesteś idealny, albo przeżyć życie każdego dnia ciesząc się, że jesteś lepszy, niż byłeś dzień, tydzień lub miesiąc wcześniej.

#2 Będziesz żałował życia życiem innych ludzi

Myślimy, że informacje są ważne. Myślimy, że uczucia, czas, nadążanie za trendami i wszystko inne jest ważne, ale nie jest. Im więcej czasu poświęcasz na życie innych ludzi, tym mniej masz na własne. Jesteś widzem, a nie bohaterem. Im częściej to robisz, tym bardziej zwiększasz dystans pomiędzy swoim, a cudzym życiem. Im bardziej się inspirujesz kimś, tym mniej twoich twórczych pomysłów.

Więcej ludzi zwykle oznacza mniej ciebie, bo czerpiesz satysfakcję z tego, co zobaczyłeś jak robią inni, a nie z tego co zrobiłeś. To substytut, proteza, zamiennik.

To jest przyjemny sposób na oszukiwanie siebie, że coś robisz, dokądś zmierzasz, uczysz się czegoś albo przynajmniej „jesteś na bieżąco”, ale to wprost oznacza, że nie robisz nic konkretnego. Nic nie zmieniasz. Nie pojawia się nic nowego. Poświęcisz godzinę na zrobienie karmnika dla ptaków i masz karmnik. Poświęcisz tą samą godzinę na przeczytanie newsów i nie zmieniło się nic.

Długotrwałe życie życiem innych osób mocno podkopuje wiarę w siebie. Widzisz, że masz tyle samo czasu co ulubiony celebryta, ale on w tym czasie osiągnął więcej, więc zaczynasz drążyć: Może on jest bardziej zdolny? Może gdybyś zaczął wcześniej wykorzystywać czas to byłbyś na jego miejscu? Może ktoś mu pomógł albo miał więcej szczęścia? Założę się, że nawet w komentarzach do tekstu pojawi się chociaż jeden, w którym ktoś napisze o szczęściu – tylko że to nie ma znaczenia. Są ludzie, którzy mają wymarzony start i jego nie wykorzystują. Są też osoby, które wyrywają się z piekła. Punkt startu się nie liczy. Liczy się charakter i podejmowane decyzje.

#3 Będziesz żałował, że nie zacząłeś wcześniej

Jeśli poczekasz wystarczająco długo, będziesz żałował, że nie zacząłeś w ogóle, a w międzyczasie będziesz żałować tego, że ciągle zmieniałeś pomysły na siebie.

Porównując swoje osiągnięcia z osiągnięciami innych osób w rzeczywistości porównujesz nakład pracy i czasu jaki włożyliście w ten cel. A czasu mamy mniej niż myślimy. Początek kariery wygląda jak start maratonu. Wszyscy zawodnicy biegną razem. Numeru pierwszego od ostatniego dzieli tylko kilkadziesiąt, maksymalnie kilkaset metrów. Wydaje się, że nie ma nic łatwiejszego, niż przyspieszyć i ich dogonić. Na razie zbierasz siły, żeby później docisnąć. Nabierasz swojego tempa. Jeszcze wygrasz. Masz dużo czasu i kilometry drogi przed sobą.

Tylko że czas mija i już nie masz przed sobą dziesiątek kilometrów tylko najpierw kilometry, a później same metry. Widząc oddalającą się czołówkę już nie chcesz wygrać. Chcesz dobrego czasu i dobrego miejsca. Później chcesz zająć miejsce lepsze niż kumpel. A na końcu chcesz tylko dobiec do celu. Ewentualnie skręcić w boczną uliczkę i kupić sobie kolę. Odpocząć. Poczekać. Przytulić się samemu i powiedzieć sobie, że tak też jest dobrze.

W taki sposób odpadamy od peletonu. Zostajemy z tyłu. Mówimy sobie: „Mogłem się uczyć”, „Mogłem założyć firmę”, „Mogłem się do niej odezwać”. Czytamy Fight Club i silne przekonanie: „To nie o mnie”, zastępują wątpliwości i natrętne pytanie: „Może już jest za późno?”.

Odpowiedź brzmi: „Nie jest”.

#4 Będziesz żałował konformizmu

We wszystkim co się robi zawsze istnieje opcja bezpieczna, mało ryzykowna i prosta oraz ta trudniejsza i ważniejsza. Praca na etacie vs. Działalność gospodarcza. Jak najszybsze szukanie męża vs. Szukanie najlepszej opcji. Zamówienie pizzy vs. Robienie treningów. W pierwszym przypadku za każdym razem masz niewielkie szanse na główną wygraną, ale też niemal nigdy w oczach społeczeństwa nie będziesz kimś kto przegrał.

Wydaje się nam, że najważniejsze jest żeby się wpasować, a przecież nie jesteś puzzlem. Nie musisz wszystkim pasować. Dopasowanie wydaje się ważne, ale patrząc z perspektywy czasu widać, że znaczy tyle, co strach przed klasówką z matematyki w czwartej klasie. Jeśli podejmuje się decyzje na podstawie tego, jakie ma się otoczenie to jest to głupi pomysł, bo otoczenie się zmienia. Statystyka mówi, że za pięć lat nie będziesz utrzymywał kontaktów z więcej niż 50% obecnych znajomych. Ludzie będą odchodzić, czasy się zmieniać i wszystko będzie wydawało się mniejsze i bardziej błahe, ale raz podjętych decyzji już nie zmienisz.

I nie chciałbym, żeby ktoś odebrał to jako pogoń za sukcesem, bo w rzeczywistości jest to jej przeciwieństwo. To pogoń, ale za życiem w zgodzie ze swoją osobowością. Dążenie nie do tego, że być tak sławnym i bogatym jak ktoś inny, ale żeby być taką osobą, jaką chce się być. Chcesz? Robisz! Jakikolwiek sukces w jakiejkolwiek dziedzinie jest wtórny w stosunku do osobowości.

Kiedy Henry Ford zaczął produkować samochody, nie zrobił tego, żeby być jak inni producenci. Zrobił to po swojemu, tak jak czuł i inaczej niż wszyscy. To dlatego zrewolucjonizował przemysł motoryzacyjny.

#5 Będziesz żałował myślenia o sobie źle

Nie jesteś zbyt towarzyski. Inni są lepsi. Nie znajdziesz nikogo lepszego. Nie potrafisz tańczyć. I co z tego? Z każdym takim zdaniem tylko oddalasz chwilę, w której staniesz się w tym dobry. Predyspozycje to bardzo miękki temat. Właściwie nie wiadomo co to znaczy i co jest kwestią talentu, a co jest kwestią pracy. Mozart też nie skomponował „Czarodziejskiego fletu” bez pracy. Lepiej zakładać, że masz takie same predyspozycje do każdej rzeczy – po prostu poświęcałeś na to mniej czasu, niż na inne rzeczy. Bez tego każde „Nie umiem”, zamieni się w końcu w: „Gdybym umiał to byłoby inaczej”. To nie jest zdanie wypowiadane przez szczęśliwych ludzi.

Każdy miał w swoim życiu chwilę, kiedy czuł się wyjątkowy i powiedział sobie: „Będę najlepszym bokserem na świecie”, „Będę robił muzykę lepszą od każdego radiowego hitu”, „Będę miał najlepszą restaurację w Polsce”. To była ta chwila, kiedy przez kilkanaście sekund już to miałeś w ręce. Niemal namacalnie to czułeś. Byłeś wielki. Twój wykurwisty brand kładł się cieniem na wszystkich innych.

A później ta chwila umarła.

Miała w sobie obietnicę, że nigdy się nie skończy, ale jak zawsze nie dotrzymała słowa. Wiesz dlaczego? W dużej mierze dlatego, że w którymś momencie zwątpiłeś w siebie.

Nikt nie ma recepty na sukces. Nawet jeśli robi się wszystko jak należy – wynik wciąż pozostaje niepewny. Pewna jest tylko porażka. I ludzie w rzeczywistości nie żałują tego, że nie urzeczywistnili wizji siebie, którą nosili w głowie, ale tego, że nie spróbowali.

Daj sobie szansę.

Dodaj komentarz

55 komentarzy do "5 rzeczy, których prawdopodobnie będziesz żałował"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Andrzej Kozdęba
Gość

Wydaje się nam, że najważniejsze jest żeby się wpasować, a przecież nie jesteś puzzlem. Nie musisz wszystkim pasować.

Dobry wpis, bardzo trafny. A za wszystkim, o czym piszesz w sumie stoi jedna i ta sama rzecz: strach.

Valthard van der Sand
Gość

Strach i lenistwo.

Bartłomiej
Gość

„Brak Odwagi”

Michał Pośnik
Gość

„możesz przeżyć całe życie płacząc nad tym, że nie jesteś idealny, albo przeżyć życie każdego dnia ciesząc się, że jesteś lepszy, niż byłeś dzień, tydzień lub miesiąc wcześniej” otóż to! Chociaż w sumie mógłby zacytować cały Twój wpis, ale ten fragment chyba najbardziej do mnie trafił, bo idealnie obrazuje otoczenie i nastawienie wielu osób do życia.

Od dawna wychodzę z założenia, że nie ma sensu dopatrywać się we wszystkim wad, bo do niczego nas to nie prowadzi oraz blokuje rozwój i satysfakcję z tego co się robi. Perfekcjonizm bywa zgubny, a zapatrywanie się na innych, w celu odnalezienia punktu odniesienia do wykreowania oczekiwań wobec siebie, potrafi ubić największe pokłady motywacji.

Wojtek Piesta
Gość

Co do #1 warto mieć jeszcze w głowie inną myśl Konfucjusza: „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu.”

Andrzej Kozdęba
Gość

Ja zajmuję się tym, co uwielbiam, ale całkowicie nie zgadzam się z tą myślą Konfucjusza. Z moim doświadczeń wynika, że w każdej pracy, każdym zajęciu, które wykonujesz są takie jego części, które nie tylko spowodują, że poczujesz, że pracujesz, ale momentami nawet zwątpisz w swoją pasję. I moim zdaniem tylko świadomość tego, że właśnie takie elementy występują może nas przed tymi wątpliwościami uchronić ;).

ola
Gość

całkowicie się z Toba zgadzam Dążenie do celu to jedno, że nawet jeśli sie jest tym kim
sie chciało to po fazie euforii, tworzenia, byciem na fali naturalna
jest faza kryzysu i wypalenia,a tego typu pytania i wątpliwości na
pewnym etapie życia towarzyszą niemalże każdemu.

Wojtek Piesta
Gość

Andrzej! W pełni się z Tobą zgadzam :) Ja tę myśl Konfucjusza rozpatruję w taki sposób, że praca ma być odzwierciedleniem naszej osobowości. Nie może być lekko, łatwo i przyjemnie, bo to nie buduje charakteru, ale też nie ma co marnować czasu na wyrabianie dupogodzin gdzieś, gdzie i tak stoimy w miejscu. Pozdrawiam :)

Volant
Gość

Też tak myślę. To akurat się mocno zdezaktualizowało. Kiedyś społeczności były mniejsze, marketing był szczątkowy, nie mówiąc już o braku potrzeby praw pracowniczych, bo społeczeństwo było bardziej płaskie. Dziś już nie wyobrażam sobie zawodu, który mógłby działać w przeważającej ilości z rzeczy, które się kocha.

Frysztyk
Gość

„Skończysz” w wieku 27 lat? Troszeczkę przypadkiem nie dramatyzujesz? :)

marcinkaminski.pl
Gość

„Będziesz żałował życia życiem innych ludzi” – a teraz łapki w górę która z was zagląda na Pudelka.

Karolina G.
Gość

A Fejsbuk, a Instagram, czy inne Snapczaty, już nie? Ze zgrozą zauważam, że jadąc rano do pracy w busie jestem jedną z niewielu osób, które nie siedzą z nosem w smartfonie. Mało tego, są takie asy, które wysiadają z busa, wsiadają do metra, nie odklejając wzroku od telefonu. A potem przynoszą CV, przychodzą na rozmowę o pracę i nie umieją kompletnie niczego powiedzieć o swoich zainteresowaniach.

marcinkaminski.pl
Gość

Jeśli komunikację ze znajomymi w social media traktujesz jak klikanie w Pudelka, to masz rację. Ale w tym, przypadku może lepiej zmienić znajomych, skoro nie am różnicy pomiędzy komunikacją z nimi a przeglądaniem Pudelka. A propos patrzenia w smartfona, powiedz, ile razy dziennie patrzysz na zegarek, mapę, odpisujesz na maile z półdniowym opóźnieniem (bo lepiej nie używac smartfona tylko poczekać jak będziesz wieczorem przy komputerze). Smartfon UŁATWIA komunikację.

Karolina G.
Gość

Taaak… (drapiąc się za uchem) w sumie masz rację – jestem dinozaurem :). Nie posiadam czegoś takiego jak „znajomi z social media”.

marcinkaminski.pl
Gość

Można powiedzieć, że jesteś analogowa :) Ale grunt, że z Internetu korzystasz, choćby z komputera ;)

Karolina G.
Gość

Stałam się analogowa (choć nie ortodoksyjnie) na własne życzenie, w drodze świadomego wyboru, jakieś pięć-sześć lat temu. Daruj, ale w moim odczuciu, cały ten bałagan pod szyldem „social media” to nic innego, jak kolejny kanał do kreowania konsumpcji, budowanej na poczuciu niskiej wartości. Kolejne pokolenie coraz boleśniej się o tym przekonuje, czując się gorsze, bo „gorzej wychodzę na selfi niż koleżanka”. Bo ona ma coś, czego ja nie mam i czuję się gorsza z tego powodu – nie istotne, czy jest to potrzebne i sensowne, czy nie. Dla mnie to są dyrdymały, jednak dla nastolatków i 20-parolatków urastają do rangi problemu życiowego. Coś, co 20, 25 lat temu nie istniało. Czy wzdycham z rozrzewnieniem do tamtych czasów? Nie, były inne. Cytując „klasyka”: niech plusy nie przysłonią nam minusów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że rodzice tracą pozycję autorytetu na rzecz gadających głów z YouTuba.

marcinkaminski.pl
Gość

Nigdy, PRZENIGDY nie traktuję kontaktu online z bliskimi na zasadzie poczucia niskiej wartości. Wręcz przeciwnie. W związku, iż nie zawsze można mieć z kimś bliski kontakt na co dzień, Internet jest WARTOŚCIĄ, bez której nie było by tak dobrego kontaktu z bliskimi.

Karolina G.
Gość

Weź poprawkę na to, że dla mnie nie ma czegoś takiego jak „kontakt online z bliskimi” – albo się z nimi kontaktuję na żywo, również telefonicznie, albo wcale. Nie ma opcji pośredniej jeśli chodzi o kontakt z osobami faktycznie mi bliskimi. Nie wykorzystuję Internetu do tego celu. Poza tym – wytłumaczyłam, wydawało mi się, że zrozumiale – co mam na myśli, pisząc o poczuciu niskiej wartości w kontekście mediów społecznościowych. Możesz mieć na ten pogląd inne zapatrywanie, szanuję to. Niepotrzebnie się zacietrzewiasz.

marcinkaminski.pl
Gość

Brzmi to tak, jak byś nawet gardziła zadzwonić do bliskich, bo to nie jest „real”. Nie bój się wielokanałowości kontaktu. To nie gryzie ;)

Karolina G.
Gość

O bogowie, zaczyna to przypominać rozmowę świeżo upieczonej mamy z kobietą, która nie chce mieć dzieci i dokładnie wie dlaczego.

Chillout
Gość

Marcin życie masz tylko jedno.
5 lat spędzamy spędzamy online wg statystyk.
Dla mnie to jest cholernie zmarnowany czas, gdzie w tym samym momencie mogę spędzić go z kimś bliskim, pójść pobiegać czy przeczytać kolejną książkę.
Każdy ma inne priorytety.

marcinkaminski.pl
Gość

Wbrew Twoim pozorom, online USPRAWNIA komunikację. Wyobraź sobie, że piszesz list papierowy do kogoś bliskiego i przez najbliższy tydzień nie otrzymujesz odpowiedzi. A online? Masz stały kontakt.

Chillout
Gość

Dla mnie są to puste frazesy. Przykro mi, ale wole to zrobić w tradycyjny sposób: Cześć mam na imię…

DT36
Gość

Ten słynny polski projektant, który umarł niedawno, przewidywał, że za jakiś czas będziemy kupować przestrzeń „offline”. Gdzie nie będzie zasięgu, internetu i nic z rzeczy, które łączą nas ze światem. I ja w to wierzę.
Masz rację, social media znacząco ułatwiły komunikację. Dzisiaj nie da się nawet studiować bez konta na fejsie, bo studenci każdego roku mają swoje grupy na fb, gdzie wymieniają się informacjami itp.
Jest jedno ‚ale’. Kiedy znosisz limit albo przesuwasz granicę, to zaczyna napływać dużo chłamu. Fakt, na list papierowy będziemy czekać tydzień, ale nikt nie napisze w nim „Hej, zobacz jak ten mały kotek gra na pianinie! link”. „A widziałeś ten skecz? link”. „Zrobisz mi zdjęcia całego zeszytu z wykładów, bo potrzebuje na jutrzejsze kolokwium”. Dostajemy teraz masę wiadomości, które są dla nas totalnie bez wartości. Zabierają nasz czas.
To trochę tak jak fotografia cyfrowa. Jest fajnie. Dużo zdjęć. Widać co wyszło. Z wycieczki przyjeżdża 600 fotografii, z czego 20 jest coś wartych, a z nich 10 trafi na fejsa. Resztę raz obejrzy mama, raz babcia, a potem awaria przenośnego dysku obróci je w nicość. A nawet jeśli nie, to gdy je się ogląda po jakimś czasie, to fotograf jest zaskoczony, że się był w takim i takim miejscu. Co to za budynek i jaka jest jego historia musi sprawdzić w necie, bo gdy przewodnik o nim opowiadał, to on akurat szukał najlepszego ujęcia.
Tak samo jest z komunikacją online. Niby się komunikujesz częściej i łatwiej, ale ucieka to co może być ważniejsze.
I nie jestem analogowy. Mam konto na fejsie. Należę do X grup tematycznych. Jestem w tym tak głęboko, że nawet bez konsekwencji dla siebie i innych nie mogę dzisiaj zamknąć konta, bo fanpage, bo grupa, bo znajomi, bo to i tamto.

Chillout
Gość

Dokładnie niby masz wszystko, a coś ucieka ważnego.

Better
Gość

Ważny tekst, szczególnie dla tych jeszcze uczących się lub stojacych przed wyborem co dalej. Niestety nadal żyjemy w czasach, w
których szkoła i otoczenie przekonuje, że kariera i sukces to proces liniowy i
zależny od liczby lat nauki i prestiżu szkoły. Nie ma znaczenia jakie kto ma
pasje czy predyspozycje jeśli nie są wystarczająco dobrze brzmiące (dla innych oczywiście).
I co? mamy teraz w całej Europie rosnący odsetek bezrobotnej, dobrze
wykształconej młodzieży, która się przekonuje na sobie, że chyba inni nie mieli
racji. Mam przyjaciela, który po dwóch latach rzucił dobrze zapowiadającą się
karierę w korporacji i zaczął pracować w żłobku tylko po to, żeby zająć się
tańcem. Tylko kilka osób go nie krytykowało. Teraz ani nie brakuje mu pieniędzy,
ani czasu wolnego i do tego jest naprawdę szczęśliwy.

Melavien
Gość

Masz rację w pełnej rozciągłości i brawa dla twojego przyjaciela za odwagę. Wiem przez co przechodził, bo byłam w podobnej sytuacji rzucając studia prawnicze. I po tych kilku latach od tamtej decyzji muzę przyznać, że było to najlepsze co zrobiłam dla siebie. A co się nasłuchałam od rodziny i znajomych to temat rzeka.

Olga Pietraszewska
Gość

Nie żebym miała problemy z czytaniem ze zrozumieniem, bo to nie to. Czytałam ten tekst już dzisiaj kilka razy. I będę czytać dalej. Dziękuję!

Valthard van der Sand
Gość

Volant, bardzo dobry post. Mam nadzieje, ze jak najwiecej osob go przeczyta.
Troche sobie przeczysz w #2 i #3 – albo biegniesz sam dla siebie i masz gdzies gdzie sa inni, albo biegniesz tam gdzie wszyscy i chcesz byc od nich lepszy. Chociaz wazniejsze jest, zeby po prostu biec, jakikolwiek powod by tego nie byl, niz stac w miejscu.
Ad #2 – sam pisales, ze zycie jest niesprawiedliwe i kazdy ma inny start. I czesto tak jest, jeden jest ladniejszy, ma lepsze geny, bogatszych rodzicow, etc. a inny ma dokladnie odwotnie. I mozna sie na to oburzac, ale tak jest. Natomiast to, co sie osiagnie od momentu startu (niesprawiedliwego), tak jak piszesz zalezy juz wylacznie od nas.
Sama zmiana pomyslu nie jest zla, jesli idzie za nia aktywnosc, a nie tylko wymyslanie pomyslow, lezac brzuchem do gory na kanapie….

Karolina G.
Gość

W chwili, kiedy uświadomiłam sobie te wszystkie rzeczy, kilka lat temu, stwierdziłam, że jest to właśnie coś, co definiuje mnie jako dorosłego, świadomego człowieka. W przeciwieństwie do szarpiącej się istotki, zawracającej kijem Wisłę, twierdzącej, że jednak podskoczy wyżej dupy, a niebo podniesie piersiami. I nie chodzi o to, że nie chce mi się już walczyć o szczęście, o bycie tym, kim chcę być – robię to, każdego dnia, tylko mądrzej i z większym szacunkiem do przeciwnika, jakim jest Życie.
Inna sprawa, że w życiu jak w piłce nożnej – niewykorzystane szanse, mszczą się.

Ania Sumowska
Gość

Świetny tekst. Czasem zastanawiam się czyjej muzyki mogłabym teraz słuchać, czyjego bloga czytać itd., gdyby tylko ktoś tam, kiedyś nie rzucił swoich marzeń, gdyby spróbował, zawalczył….

Malvee
Gość

Samuel Beckett rzekł :”Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better” pięknie powiedziane. Niestety problem większości ludzi polega na tym, że ich dążenie do celu i realizowania marzeń kończy się wraz z pierwszą porażką. Odpuszczają, rezygnują, zostają w tyle. Nie ma ludzi odnoszących jedynie sukcesy, każdy ponosi porażki, ale nie każdy umie wyciągać z tego wnioski (nie numie czy nie chce). A do tego zawsze znajdą się „życzliwi” którzy będą ci wmawiać, ze nie warto i tutaj kłania się punkt pierwszy.
Trzeba słuchać przede wszystkim siebie i być zderetminowanym w dążeniu dso celu. Mnie porażki zawsze motywują jeszcze bardziej do działania i ciężkiej pracy, bo nie ma chyba wspanialszego uczucia niż podnieść się po porażce i powiedzieć:” Udało się”!

grabarzchaosu
Gość

Sukces to samorealizacja, żeby się realizować, trzeba się znać, a żeby się znać, trzeba wierzyć w siebie i działać. Zaufanie własnej naturze pozwala wzrastać we własnym stylu.
Działanie, testowanie, wybieranie, teoretyzowanie, uczenie się i ciągłe powtarzanie można uznać za mini receptę na postęp.

dobry art., bo trafiający do mnie :p

grabarzchaosu
Gość

Zygmunta there is hope.

Volant
Gość

Dobre!

Ania
Gość

Po przeczytaniu takich komentarzy jak ten pożałowałam, że na stronie włączona jest opcja komentowania. To zajebiste uczucie, jakie mam po wielu tutaj tekstach prysło jak bańka mydlana.
Staram się rozumieć Twoje podejście i bez względu na to, co napiszę dalej, nie chcę Ciebie obrazić. Jestem architektem, wiem, że projektowanie to jedna z dwóch rzeczy, jakie chcę robić w życiu. Również i w tej branży teraz nie jest teraz najłatwiej, zresztą jak chyba w wielu. Ale wiesz co? Don’t care. Poradzę sobie. Będę próbować, aż mi się uda. Nie dzisiaj, to jutro, nie w Warszawie, to w Krakowie, nie w Polsce, to za granicą, a jeśli nie architektura, to wyjadę do jakiejś małej mieścinki we Włoszech i będę robić zajebiste espresso, jeść pizzę i lody, a reszta świata będzie mnie mało obchodzić.
Z Twojego komentarza bije użalanie się nad sobą na kilometr. Może to właśnie jest przyczyna tego, że Ci nie wychodzi? Może nie bije od Ciebie zdeterminowanie i pasja, a właśnie jakieś negatywne emocje? Ludzie to wyczuwają. Zrób krok dalej. Uwierz w siebie. Wyjedź. Zdobądź jakieś ‚egzotyczne’ doświadczenie, jakiego nie ma nikt w Polsce. Zrób karierę w innym państwie. Rozwiń się jakoś w inną stronę. Boże, jest miliard możliwości!

Przestańmy się wszyscy nad sobą użalać i wierzyć w ten zasrany łut szczęścia. Tak, oczywiście, istnieje coś takiego, jak pojawienie się w dobrym momencie w dobrym czasie. Ale byle jaka fajtłapa może tego ‚tajmingu’ zwyczajnie nie zauważyć, okazja pcha się w ręce, a ona gapi się jak wół na malowane wrota. Natomiast ogarnięta osoba wyciśnie z tego maksimum.
Kiedyś też się użalałam i narzekałam na wszystko, aż ktoś mną potrząsnął. Wszystko zależy nie od tego, co się dzieje, a od naszych reakcji.

Zastanawiałam się któregoś razu, co dały mi teksty Volanta. Przyszło mi do głowy coś banalnego, ale najprawdziwszego na świecie. W końcu ogarnęłam, o co, tak naprawdę, chodzi w powiedzeniu: „Chcieć to móc”. Kiedyś traktowałam to jakoś tak powierzchownie. A tak naprawdę osiąganie celów sprowadza się do tego, czy naprawdę tego celu chcesz (łącznie z jego konsekwencjami) i czy jesteś w stanie naprawdę przekraczać swoje możliwości. Jeśli chcesz, stworzysz sobie miliard możliwości i okazji, żeby ten cel osiągnąć.

(Dygresja: Volant pisze o Mozarcie, ja wspomnę o Beethovenie, który w wieku 30 lat ogłuchł, a komponował dalej utwory, które przetrwały kilkaset lat. Ciekawe, ile jego to kosztowało. Życzę wszystkim powodzenia i determinacji w osiąganiu celów. Chcieć to móc.)

Łukasz
Gość

A jaka jest ta druga rzecz? :)

Ania
Gość

Koniecznie fotografia! :)

Patryk
Gość

A za rok możesz dostać o wiele lepszą rolę, niż Twoja znajoma, wycofasz się to będziesz żałowała tych lat jak w artykule..

Iza
Gość

A ja uważam że Twój tekst jest bardzo motywujący i każdy z nas mógłby zidentyfikować się co najmniej z jednym z punktów. Jestem wielką fanką Twojego pisania :)

nev
Gość

„Będziesz żałował, że nie zacząłeś wcześniej” – oj tak. Żałuję niesamowicie, że swoją pasję odkryłam dopiero w tym roku, a nie 10 lat wcześniej, bo teraz już na bycie zawodowym sportowcem jest za późno. Ale wiesz co? Chrzanię to. Mam zamiar cały czas się uczyć i rozwijać, i nieważne, czy do poziomu aktualnych profesjonalistów dojdę za 15 lat czy za 20, nieważne, że nie tylko nikt mi za to nie będzie płacił, ale wręcz będę musiała na to wydać mnóstwo pieniędzy. Bo może na odniesienie sukcesu w niektórych dziedzinach bywa za późno, to na rozwój i frajdę nigdy.

D.
Gość

Drukuję tekst i.. biorę się do roboty. Koniec patrzenia, jak inni spełniają marzenia. MOJE marzenia.

Krystian Fiedoruk
Gość

Świetny wpis! Widzę tutaj sporo zaangażowanych w swoje życie osób. Nie bójcie się ryzykować! Często ryzyko jest bardzo niskie, lecz uświadamiamy to sobie dopiero, gdy się zdobędziemy na ten trudniejszy krok.

Polecam Wam dodatkowo mój wpis: http://www.jakprowadziclepszezycie.pl/blog/jak-pracowac-do-67-roku-zycia-i-nic-z-tego-nie-miec/

Beata Redzimska
Gość

Ja czesto zaluje, ze nie zaczelam czegos wczesniej, ale to tez ma swoje zle strony, bo skoro zaluje, to zastanawiam sie czy ma sens zaczynac teraz, skoro stracilam tyle czasu, moze lepiej zajac sie czyms innym. Pozdrawiam serdecznie beata

Marcin
Gość

Wspominałeś kilka razy w swoich tekstach, że nie jesteś wysoki i można było wyczuć, że nie czułeś lub nie czujesz się z tym do końca komfortowo. Wiem, że to nie jest największa bariera i trzeba korzystać z zasobów jakie się ma, ale mógłbyś coś napisać jak sobie z tym radzić i jakie ciuchy/buty wybierać, żeby to stanowiło mniejszy problem.

Volant
Gość

Bez przesady, że nie czuję się z tym komfortowo. Po prostu mam świadomość, że wysocy mężczyźni mają łatwiej na różne sposoby, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek westchnął: „Ech, gdybym tylko miał 10 centymetrów więcej”.

Jeśli chodzi o ubrania to zasady są dwie:
1. Nie noś nic, co dosłownie sprawia, że jesteś niski np. espadryle mają znacznie niższą podeszwę niż airmaxy i jeśli ktoś chce być niższy to nie powinien rezygnować z tych dwóch centymetrów
2. Nie noś nic, co wizualnie ciebie skraca, czyli:
- szerokich ubrań, bo wtedy jesteś szerszy, a nie większy
- ubrań w poziome paski
- długich włosów

Zawsze pomaga też muskulatura, bo wtedy mniej zwraca się uwagę na wzrost. Mam znajomego, który ma 170 cm wzrostu, ale za to ma kaloryfer i naprawdę zajebiście wygląda – nigdy nie zdarzyło mi się o nim pomyśleć, że jest niski, chociaż taki jest. To jak postrzegamy człowieka w dużej mierze zależy od całokształtu tego kim jest.

Łukasz
Gość

A jak nosisz airmaxy, to już w ogóle nic innego się nie liczy, każda laska Twoja :)

Joanna Waszkiewicz
Gość

Świetny tekst – przed wszystkim powstrzymuje nas strach przed reakcja innych. Tych samych innych, którzy zawsze mają jakieś ale. Dlatego po przeczytaniu tego tekstu dwie rzeczy mi w pamięci zostaną – nie bać się spełniania swoich pomysłów oraz nie przeszkadzać, a zachęcać innych do spełniania ich marzeń.

Suasos
Gość

thanks, bro! :)

ineffable
Gość

Mam 18 lat i już 3/5 przedstawionych sytuacji żałuję, a co gorsza wydaję mi się, że zmiana tego niosła by za sobą kolejną zmianę i stałabym się zupełnie innym człowiekiem. Boje się tego, ale nie twierdzę, że nie potrzebuje. Potrzebuje, bo nie chcę się obudzić za 10 lat z ręką w nocniku z myślą, że straciłam czas, który mogłam poświęcić na dokonanie czegoś naprawdę wartościowego. Ehm, praca nad sobą to jednak najcięższa praca.

Marcin Ka
Gość

Czy to samo podejscie można odnieść do relacji męsko- damskich?
Rozważam czy odezwać się do mojej ex, więc czy mam dać sobie szansę, czy dać sobie spokój jak napisałeś w innym tekście?

Volant
Gość

Dla ciebie ewidentnie na końcu tej relacji nie stoi jeszcze kropka. Daj sobie szansę, żeby postawić tą kropkę (jaka by ona nie miała być), a później daj sobie z tym spokój.

Marcin Ka
Gość

Sugerujesz, że i tak z tego nic nie będzie, ale muszę się o tym przekonać sam, w gorzki sposob?

Volant
Gość

Są na to spore szanse, ale i tak zawsze zyskujesz. Jak wyjdzie to dostajesz to, o co ci chodzi. Jeśli nie wyjdzie to zamykasz definitywnie pewien okres w swoim życiu i możesz to za sobą zostawić.

Weronika Maria
Gość

Idealny tekst na dzień pełen złych wrażeń. Mam 23 lata i stoję na rozdrożu. Volant, pana wpisy zawsze postawiają mnie do pionu, gdy tracę siły i motywację w drodze do celu. Pozdrawiam :)

wpDiscuz