Dlaczego nie warto wracać do eks?

Dlaczego nie warto wracać do eks?

Wierzę w wiele rzeczy. Wierzę w siebie. Wierzę w to, że szacunek jest ważniejszy, niż posiadanie. Wierzę też w to, że niemal każda zła sytuacja, z której wyciągnie się wnioski prowadzi do miejsca, do którego nigdy nie dotarłoby się bez niej.

Nie wierzę za to w ratowanie związków za wszelką cenę i chociaż liczę się z możliwością, że są sytuacje, kiedy powrót do eks ma sens, to jednak 99,99% do nich nie należy.

To, że rozstanie boli, nie jest argumentem, żeby do siebie wrócić

Każde rozstanie jest jak wybuchająca emocjonalna bomba. Mieszkanie wydaje się zimne i opuszczone. Łóżko za duże. Kotlety robi się na dwa dni, a zupę na cztery. Leżąc w łóżku nie ma co liczyć na to, że ktoś przyniesie nam koc albo gorącą herbatę.

Przed rozstaniem widzi się same wady. Po rozstaniu widzi się same zalety. Dopóki się kogoś nie straci to zauważa się tylko porozrzucane skarpetki, nieumiejętność zadbania o siebie i niepozmywane naczynia. Później okazuje się, że z nikim tak dobrze nie oglądało się filmów, nieporadność była słodka, a brudne naczynia wciąż są lepsze od mieszkania, w którym nikogo nie ma i zaskoczy cię tylko to, jak przejmująco smutna potrafi być cisza.

Wiesz co jest prawdziwe? Codzienność. Bo związki nie składają się ze świąt, wakacji pod palmami i tęsknoty, jak myśleliście, że już się nigdy nie zobaczycie. To tylko nieregularnie wypłacane premie, a związki składają się przede wszystkim z poniedziałków, wtorków i sobót, ze zmęczenia po pracy, robienia zakupów i potakiwania, kiedy ona mówi coś, za czym nie da się nadążyć. Jeśli nie wyszła wam szara codzienność to straciliście wszystko, bo związek, w którym jest się dla 5% dobrych dni i seksu na zgodę to zły związek.

Ludzie lubią mylić poczucie pustki z miłością, ale to że odczuwasz czyjś brak, oznacza tylko, że ten ktoś był w twoim życiu ważny, ale nie oznacza, że wciąż taki jest. Tym bardziej nie oznacza też, że jest najlepszą opcją. Oznacza tylko, że zajmowane przez niego miejsce zostało wytarte gumką, jak szkic zrobiony ołówkiem i teraz można zapełnić go czymś, co pasuje tam lepiej.

To nie był dobry związek

Mam dla ciebie radę wartą milion dolarów: „Jeśli zastanawiasz się nad tym, czy da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, to przyjrzyj się uważanie i sprawdź czy przypadkiem nie ładujesz się kolejny raz do brudnej kałuży.”

Miałem czytelnika, który do brudnej kałuży wracał latami. Jego dziewczyna najpierw go zdradzała, później płakała, on wybaczał „ostatni raz”, a ona zdradzała go po raz kolejny. Na pytanie dlaczego się na to zgadza odpowiadał, że nigdy nie był z taką dziewczyną, że jest atrakcyjna, miła i inteligenta. Prawda jest natomiast inna – ona była dla niego wyborem, który był prosty i dostępny, a nie dobry.

Musisz wiedzieć, że ludzie nie oddalają się od siebie ot tak. Relacje degenerują się miesiącami. Krok po kroku spada się dla siebie nawzajem z pozycji priorytetu na odpowiednik ekspresu do kawy, który stoi nieużywany i czeka aż będzie potrzebny. Rozstanie to ukoronowanie długiego procesu zapominania o tym, jak być mężczyzną i jak być kobietą. Efekt, w którym stajecie się dla siebie obcymi osobami. Współlokatorami, którzy mają wspólne mleko i jajka w lodówce.

Tego nie da się naprawić jedną „poważną rozmową”. Do tego trzeba stać się zupełnie innymi osobami, którymi dla siebie nigdy nie będziecie, bo ludzie nie zmieniają się dla tego, co mają. Zmieniają się dla tego, co jest poza zasięgiem, więc zmienisz się dopiero dla kogoś, kogo poznasz w przyszłości.

Jeśli się nad tym zastanowisz, to odpowiedź na pytanie: „Czy to był dobry związek?”, nigdy nie brzmi: „Tak”. Być może „nie był taki zły”, ale od „dobrego” dzieliła go przepaść, bo inaczej nikt z was nie wpadłby na pomysł odbycia poważnej rozmowy pod tytułem: „To już koniec”.

I tak, możecie mieć później wątpliwości. Możecie się wahać i mówić: „Nie jestem pewny/a czy to była dobra decyzja”, ale to zdanie jest tylko długim synonimem krótkiego słowa: „Nie”. Wiesz dlaczego? Bo to oznacza, że może nie dziś, ani za miesiąc, ale w końcu pojawi się ktoś, przy kim nie będzie miało się takich wątpliwości. W takiej relacji możesz być po dwóch stronach barykady – albo ktoś może nie być ciebie pewny, albo ty możesz nie być pewna kogoś, ale odpowiedź wciąż jest taka sama – oboje zasługujecie na kogoś, kto nie ma tych wątpliwości.

Drugie szanse nie istnieją

Wychowani w świecie Tindera, powszechnych gwarancji, jednorazówek i wymian, myślimy, że nasze działania nie mają konsekwencji. Że wszystko przed nami. Że możemy całe życie próbować kochać, ale nigdy się nie zakochać. Że zawsze możemy wrócić. Że zawsze możemy przeprosić i w ten sposób cofnąć popełniony błąd.

Tylko że jeśli czegoś ludziom brakuje, to świadomości, że szanse nie są wieczne. Szanse są efektem tysięcy drobnych zbiegów okoliczności i niewykorzystane znikają – najczęściej raz na zawsze. Myślenie, że zawsze można spróbować raz jeszcze jest fikcją. W praktyce albo dbasz o to, żeby to była świetna relacja albo to pierdolisz.

Pierwszy wybór polega na tym, że możesz zachowywać się tak, żeby nie przekraczać granic, których nie da się cofnąć bez zdeptania swojej lub cudzej godności. Nie mówisz, że kochasz, jeśli tak nie jest. Nie mówisz, że „to koniec”, chociaż nie jesteś tego absolutnie pewny. Po rozlanym mleku zostaje kałuża. Po nadwyrężonych uczuciach zostaje bolące pęknięcie. Ludzie mogą przywyknąć do tego, że są ranieni, ale to nie sprawi, że zaczną uważać, że to normalne i przestaną odczuwać ból.

Drugi wybór polega na tym, że możesz traktować kogoś, jak pewnik, ale jednocześnie licząc się z konsekwencjami i tym, że w odpowiedniej chwili będzie trzeba znaleźć swoje mentalne jaja i powiedzieć: „To moja wina i przez swoją głupotę straciłem/am coś najważniejszego”, a później żyć ze świadomością popełnionego błędu.

Wiesz dlaczego? Bo tam gdzie wszystko da się cofnąć, tam nic nie ma znaczenia. Wszystko jest po prostu kolejną, bezwartościową próbą. Problem w tym, że w świecie, w którym w ciągu tygodnia można zmienić pracę, miasto i kraj, nie potrzebujemy być z kimś, kto zawsze powie: „Dobra, zacznijmy od nowa”. Potrzebujemy kogoś, kto nie doprowadza do sytuacji, w której musi to mówić.

Rozstanie daje ci szansę na bycie lepszą osobą

Rozstanie po kilkuletnim związku to zawsze wyzwanie. Wymaga ono zrobienia rachunku sumienia. Przeanalizowania swoich błędów. Ułożenia się na nowo. Nauczenia się nowych rzeczy. Poznania nowych osób. Zmierzenia się z tym, jak bardzo się zaniedbaliśmy. Zauważenia, że nie każda dziewczyna, która się uśmiecha w alejce supermarketu ma od razu ochotę na seks, a mężczyźni ociekający atrakcyjnością wcale nie tak chętnie proponują drugie randki.

To NIGDY nie jest łatwe. Łatwe jest tylko wrócenie do kogoś. Wystarczy przełknąć dumę. Zrzucić kilka kilo. Poważniej zacząć myśleć o życiu, albo przynajmniej przestać udawać rozkapryszonego dzieciaka.

Pytanie o to, czy się z kim zejść, sprowadza się do najważniejszych wyborów jakich dokonujemy. Możliwości czy bezpieczeństwo? Pójście dalej czy zostanie w miejscu? Nowe czy stare? Strach czy komfort?

I jeśli o czymś warto pamiętać to o tym, że zwykle żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło – przepuszczonych możliwości i zmarnowanych szans. Czekania na kogoś i przegapienia wszystkich osób, które w tym czasie czekały na ciebie. Po rozstaniu znów stoisz w miejscu, w którym możesz wybrać, co chcesz. Już nie jesteś tą osobą, która całe życie spędziła w Milanówku, bo tak było jej wygodnie. Teraz wiesz, że możesz wyjechać na Malediwy, do Nowego Jorku, Paryża, na Bali albo kupić chatki w Szkocji, w której wieczorami będziesz siadać na kanapie przed rozpalonym kominkiem.

Teraz możesz być z kimkolwiek zechcesz. Z kimś, kto udowodni ci, że nigdy nie jest za późno na miłość, na nowy początek i na związek, w którym być może po raz pierwszy nie będziesz czuć, że coś dla niego poświęcasz i każdego dnia musisz mierzyć się z problemami.

W tej chwili wszystko zależy od ciebie. Trzymasz rękę na czerwonym guziku. Pytanie czy go wciśniesz?

Dodaj komentarz

162 komentarzy do "Dlaczego nie warto wracać do eks?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Iza_Yolama
Gość

Fajny tekst, ale co Ty masz do tego Milanówka?:)

Volant
Gość

Nic, nawet nie mam pojęcia gdzie leży i czy istnieje, więc przynajmniej jest to neutralne, a nie jak beka z Sosnowca lub Radomia. U mnie to po prostu przykład małej miejscowości bez większych możliwości.

Iza_Yolama
Gość

Milanówek jest pod Warszawą. Bardzo ładne miasteczko, raczej zamieszkane przez zamożnych ludzi, robiących karierę w Warszawie. Krystyna Janda mieszka w Milanówku, kilku pisarzy też. Mi się kojarzy romantycznie, chociaż przy Nowym Jorku wypada słabo.

Piotr Kierus
Gość

Podkowa Leśna – jest ładniejsza.

Volant
Gość

Dzięki! Już poprawiam!

Dam
Gość

Nie musiałeś puszczać tego komentarza na blogu :) Chciałem tylko zwrócić Twoja uwagę, nic więcej.

ruda_grażyna
Gość

Łatwo mówić, trudniej zrobić. Na świeżo po rozstaniu robi się mnóstwo głupot, a godność? Godność chowa się w kieszeń… Później z perspektywy czasu oczywiście zostaje tylko żal do samego siebie. Popełniłam ten błąd, „wróciłam” do eks, choć ciężko nawet nazwać to powrotem. Długo to nie trwało. Ale nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała. To on zerwał i to on chciał wrócić. I się rozmyślił. Zostałam zraniona drugi raz i boli bardziej niż pierwszy. I wiesz co w tym wszystkim najgorsze? Że pewnie zrobiłabym to jeszcze raz, gdyby się znów pojawił i obiecał, że już wszystko przemyślał, wszystko będzie OK. Bo niewykluczone, że miłość mylę ze strachem przed byciem samą. Choć na ten moment wydaje mi się, że kocham go ponad życie i to życie bez niego, to jak bez powietrza. I za każdym razem, kiedy będę miała ochotę sięgnąć po telefon i zadzwonić do niego (a mam cały czas), choć on nie szuka ze mną żadnego kontaktu, będę sobie przypominać to:

„Ludzie lubią mylić poczucie pustki z miłością, ale to że odczuwasz czyjś brak, oznacza tylko, że ten ktoś był w twoim życiu ważny, ale nie oznacza, że wciąż taki jest. Tym bardziej nie oznacza też, że jest najlepszą opcją. Oznacza tylko, że zajmowane przez niego miejsce zostało wytarte gumką, jak szkic zrobiony ołówkiem i teraz można zapełnić go czymś, co pasuje tam lepiej.”

Chcę wierzyć, że tak właśnie jest i w moim przypadku i że wkrótce zdam sobie z tego sprawę. Nie mogę się doczekać tego momentu, choć wydaje się być póki co bardzo odległy.

Beata
Gość

jezu, mam tak samo… prawie… tyle że mój wyjechał do francji i w sumie zeka aż przestanie pisać. Kiedys sie spokamy na imprezie i nie bede miec żalu, ale póki co czuję się strsznie oszukana… pomyliłam miłość z dobrą zabawą, ale natury nie oszukasz – moi rodzice go nie znoszą, a jego mnie nie znają… ja robię 3 studia on nie ma matury… ja jestem zachowaczo-szalona on tylko szalony. Ja ciągnę wszystkich za sobą, on idzie nieco po trupach do celu… ech. sabotowal nasz związek od początku.

ruda_grażyna
Gość

To się nie bardzo mogło udać z tego co piszesz :) U mnie natomiast ból i poczucie straty jest tym większe, że przez te wszystkie lata (ponad 8) wszystko było idealnie sielankowe. Bez kłótni, bez perturbacji wszelakich. Wszyscy uważali nas za idealną parę, ja też z resztą. A co on uważał, to już sama nie wiem, bo się okazało, że od jakiegoś czasu ja żyłam w swojej bajce (którą trochę mi burzył stopniowo jego nowym „ja”, zupełnie odmiennym od tego, które znałam i pokochałam), a on się oddalał, oddalał, aż zniknął… Bez wyjaśnienia tak naprawdę.

białamała
Gość

U mnie podobnie. Z tym, że 2 lata. I ja, i znajomi mieli nas za idealną parę. Nie kłóciliśmy się. Ostatnie pół roku trochę się oddaliliśmy. Tłumaczyłam sobie, że zauroczenie przeszło, bo wspólne mieszkanie, bo doszły różne problemy każdego z nas, ale ja nadal żyłam bajką. On mnie nadal dobrze traktował, ale pewnego weekendu wrócił wcześniej z rodzinnego domu w celu porozmawiania. Z dnia na dzień nie spodziewając się straciłam najbliższą osobę. Również bez wyjaśnienia. Wypalił się. Mi do dziś pozostało niedowierzanie. Pewniak znikł

ruda_grażyna
Gość

„Wypalił się”… To chyba taki męski standard. Usłyszałam to samo. Że on nie wie co się stało, coś się wypaliło, on mnie kocha, ale już nie potrafi być ze mną… Nie ma nic gorszego niż usłyszeć „kocham Cię, ale odchodzę”. Nic gorszego niż „zawsze będziesz Kobietą Mojego Życia”. Nie wiem co faceci sobie myślą mówiąc takie rzeczy na pożegnanie. Że to coś pomaga?! Gówno pomaga. Wolałabym usłyszeć, że już mnie nie kocha, łatwiej może byłoby mi się z tym wszystkim pogodzić.

PatrykKurkowski
Gość

To chyba dobrze, że odszedł? Ten związek nie miał najmniejszego sensu, jeśli przez X czasu nie potrafił z Tobą otwarcie rozmawiać na temat emocji/uczuć. W ogóle największym problemem w związkach jest to, że na początku potrafimy się przed daną osobą otworzyć, ale z czasem – z różnych przyczyn – tworzy się dystans i już nie ma szczerych rozmów.

ruda_grażyna
Gość

Właśnie wydawało mi się, że ten temat mamy opanowany. To ja byłam bardzo zamknięta na początku, z czasem otworzyłam się przed nim, rozmawialiśmy bardzo dużo. Wydawało mi się, że prócz tego, że byliśmy parą, byliśmy też przyjaciółmi. I nagle, po tylu latach spokoju i sielanki, z jego strony pojawiła się jakaś bariera, zmienił się totalnie, znikał, nie odbierał telefonów… Wracał i przepraszał, obiecywał poprawę. Po kolejnych kłótniach i moich pytaniach co się z nim dzieje – pękł, powiedział, że dłużej tak nie potrafi i to już trwa jakiś czas, ale myślał, że to przewalczy w sobie. Oczywiście pojawiła się kwestia innej kobiety. Zarzekał się, że to nie o to chodzi. Nic mi nie wyjaśnił ani za pierwszym razem, ani kiedy drugi raz się wycofał, poza tym, że sam sobie ze sobą nie radzi i nie może w związku z tym ze mną być. Ciekawe czy kiedykolwiek się dowiem, co było powodem tej szokującej dla mnie decyzji… Bo zakończył to bez słów, bez spotkania, bez niczego. Zabrał swoje rzeczy pod moją nieobecność. Napisał na kartce coś co mogło znaczyć wszystko i mogło znaczyć nic. I tyle. The end. Jakie to proste.

PatrykKurkowski
Gość

Nie wiem, co go skłoniło do takiej decyzji, ale cokolwiek to było, to raczej nie miałaś do czynienia z dojrzałym mężczyzną. Jeśli nie potrafił z Tobą porozmawiać, wyjaśnić, podziękować za wspólnie spędzony czas i emocje, to o czym my dyskutujemy? Niech sobie poszedł, gdzie chciał i nie wraca. Nie dziwię się, że mocno to na Ciebie wpłynęło, ale patrząc na to z perspektywy czasu lub też zwyczajnie z boku, to było najlepsze, co mogło Ci się przytrafić.

ruda_grażyna
Gość

Rozsądek podpowiada, że powinnam podejść do tego dokładnie tak jak napisałeś. Może tak się stanie za jakiś czas, na ten moment racjonalne myślenie słabo mi wychodzi. Wciąż go tłumaczę sama przed sobą – że taki biedny, że słaby, że za dużo od niego oczekiwałam, kiedy zdecydował się na powrót (sam, z własnej woli, nikt go nie zmuszał, nie mieliśmy kontaktu od pierwszego rozstania) i że tym go wystraszyłam. Idiotka ze mnie, co? Wrócił na chwilę, zamieszał mi od nowa w głowie i poszedł w cholerę. Żałuję, że poza tymi ostatnimi miesiącami, kiedy on już wyraźnie nie ogarniał tej całej sytuacji i zachowywał się jak zagubione dziecko, gdzieś zgubił swoje jaja, to mam same dobre wspomnienia. I nie mam się czego chwytać, aby uświadomić sobie, że i tak nie miało to przyszłości. Bo miało. Do niedawna. Tak mi się wydawało.

białamała
Gość

Wiesz, co? To był pewnie facet, który miał mnóstwo innych problemów, a Ty byłaś jednym jedynym, który mógł sobie rozwiązać uciekając. Dobrze, że to zrobił, bo szkoda byłoby Ciebie w tym wszystkim.

ruda_grażyna
Gość

Tak, jak się okazało już na koniec – miał jeden podstawowy problem – problem ze sobą. Którego nawet nie potrafił zdefiniować. Jakiś kryzys męskości, nie wiem. Demony przeszłości również. Tak to przynajmniej wyglądało, bo nie dźwignął tej sytuacji jak facet, zupełnie. Chciałam mu pomóc, ale ciężko, kiedy ktoś nie potrafi w ogóle mówić o sobie. Trzyma wszystko w sobie, kumuluje, aż pewnego dnia – wielkie boom! I niemałe zdziwienie, bo przecież żadnych problemów nie było. No cóż. Można było to zakończyć w inny sposób, wybrał najgorszy.

Johnny Mnemonic
Gość

Nie da się nikomu pomóc w takiej sytuacji. To są zbyt poważne sprawy, a do zmiany trzeba po prostu dojrzeć. Dojrzeć do decyzji że sie chce zmiany i mieć dość woli żeby ją przeprowadzić. https://adresspamowy.wordpress.com/2014/12/29/zmiana/

oiseau.mouche5
Gość

Czy poradziłaś sobie z tą całą sytuacją? On jeszcze się do Ciebie odezwał? W moim życiu miała miejsce również bardzo podobna sytuacja. Bardzo chętnie bym z Tobą porozmiawiała. Jeśli jednak ta sytuacja jest już sprawą zamkniętą i nie chcesz do tego wracać to życzę Ci wszystkiego dobrego i spotkania lepszych ludzi. :)

ruda_grażyna
Gość

Tak, minął już ponad rok, wyszłam na prostą. Stopniowo, przechodząc chyba wszystkie typowe fazy. Po ostatnim spotkaniu zainicjowanym przeze mnie w celu oddania reszty rzeczy i uświadomienia go, że wiem co było powodem (inna kobieta) nie odezwał się już nigdy. To dobrze. Nie ma tego człowieka w moim życiu. Tak go zapamiętam, jak to zakończył – bez klasy, bez jaj, bez słowa. Było minęło. Patrząc z perspektywy czasu, chyba nie było tak ciężko. Ale głowę mi niestety to pozamiatało, do dziś nie jestem w stanie stworzyć związku z kimś nowym. Trudno, widocznie nie ten czas. Jeśli Twoja sytuacja jest podobna, jeśli jesteś na świeżo chętnie porozmawiam, pewnie nie pomogę, bo to trzeba samemu sobie poukładać, ale zawsze dobrze z kimś porozmawiać, ja znalazłam wtedy taką osobę właśnie tutaj, która pomogła :)

oiseau.mouche5
Gość

Fajnie, że się odezwałaś. :) Przykro mi, że dowiedziałaś się czegoś takiego. To okropne, jacy ludzie potrafią być podli. Ja do dziś nie znam prawdziwego powodu, chociaż też była nim pewnie inna. Nie jestem już tak na świeżo, bo minęło 8 miesięcy, ale sytuacja mimo wszystko aż nadto często wraca, dlatego fajnie by było z Tobą porozmawiać. Co do nowych związków mam niestety tak samo. Awersja do mężczyzn i brak zaufania. Raz próbowałam się przemóc i znalazłam, jak mi się wydawało, kogoś interesującego i ciekawego, kogoś z kim chciało mi się rozmawić. Jednak kolejny raz pudło, bo przez 5 miesięcy znajomości, w sumie koleżeństwa, „zapomniał” mi powiedzieć, że ma dziewczynę. Zakończyłam znajomość. Nie wiem jak mam ufać. Mam wrażenie, że nie nadaje się do związków. Jeśli masz jakoś ochotę to napisz na Disqus, bo niestety u Ciebie jest zablokowane. Pozdrawiam. :)

ruda_grażyna
Gość

Odezwij się do mnie na maila, żeby nie zaśmiecać już tematu :) kadarka881@gmail.com :)

Monika
Gość

Mogę się również odezwać?

białamała
Gość

Przeszłyśmy przez coś bardzo zbliżonego. Czy w jakiś sposób jesteś w stanie zniechęcić mnie do ewentualnego powrotu? Z komentarzy dowiedziałam się, że u Ciebie jakaś próba była

ruda_grażyna
Gość

Na ten moment nie jestem odpowiednią osobą do dawania dobrych rad ;) Sama bardzo potrzebuję wsparcia bliskich osób, aby nie zrobić głupot typu telefon do niego (w bliżej nieokreślonym celu). Kiedy mnie nachodzi taka głupia myśl, to dzwonię do rozsądnej osoby i mówię, żeby mnie ogarnęła. I działa póki co. Ale przed „powrotem” (piszę w cudzysłowie, bo to było takie nie wiadomo co…) się nie ustrzegłam. Pojawił się, powiedział, że wszystko przemyślał i nie potrafi beze mnie żyć, a ja poszłam na to, aczkolwiek nie z otwartymi ramionami, zachowałam dystans, powiedziałam czego oczekuję od niego. I było bardzo byle jak niestety, nie tak wyobrażałam sobie zachowanie faceta, który chce walczyć o związek. Miałam wiele wątpliwości, ale pewnie bym czekała na cud, gdyby nie jego ucieczka. To trwało bardzo krótko.
I powiem Ci tak – myślę, że każda sytuacja jest indywidualna. Na pewno nie polecam powrotu po tak krótkim czasie jak to miało miejsce u mnie. Jemu coś się wydawało, odczuł naturalny brak mnie i stwierdził, że to wystarczający powód, aby wrócić. Może gdyby dał sobie więcej czasu na zastanowienie, to albo by nie podjął już nigdy tej próby albo byłaby ona bardziej przemyślana, a on miałby plan na to wszystko. Wyszła z tego porażka i masa mojego cierpienia.
Przyjrzyj się dobrze swojej sytuacji, żeby uniknąć jeszcze większego bólu, niż ten który pewnie towarzyszy Ci obecnie. Ale jeśli będziesz chciała to zrobić, to i tak zrobisz. Nikt Cię nie powstrzyma, poza Twoim rozsądkiem jedynie (ale na rozsądek czasami nie ma co liczyć). Plus jest taki, że potem pretensje można mieć jedynie do siebie (jak to ma miejsce w moim przypadku).

LLLLLLLLLLLLLLLLLL
Gość

„męski standard”. faceci po prostu nie siedzxa na forum i sie nie użalają, a tych skrzywdzoych jest jeszcze wiecej niz kobiet !!!!!

Joe
Gość

Nie tylko faceci tak mówią. Ja po sześciu latach bycia razem (4m-ce
temu) usłyszałem „Kocham Cie i zawsze będę pamiętać ale nie możemy być już
razem”. Co to ma w ogóle być ?! Żadnych innych wyjaśnień.
Psuło się ostatnio ale dawałem z
siebie wszystko by naprawić masz związek. Mimo tego, że dawno nie
słyszałem „kocham Cię”, przysiągłbym, że wszystko było ponownie na
dobrej drodze a przynajmniej takie miałem wrażenie. Widać życie pisze
własne scenariusze.
Najbardziej boli, że wciąż ją kocham i zapomnieć nie mogę…

To prawda, że faceci nie siedzą na forach i nie czytają nt. związków i czemu sie kończą tak czy inaczej. Nie znaczy to jednak, że nie mają uczuć. Tych skrzywdzonych przez kobiety jest masa, po prostu się z tym nie afiszują.

Dawid
Gość

Standard nie tylko męski, ja usłyszałem po 3 letnim związku „coś się popsuło” i mimo że dalej ta kobieta uznaje że za mną tęskni, że to była prawdziwa miłość, to nie może ze mną być – fuck the logic, Grażynko :) !

ruda_grażyna
Gość

Prawie dekada związku, łzawe ściemy o zagubieniu i odnajdywaniu chuj wie czego, kiedy odchodził, zapewnienia, że zawsze będzie mnie kochał, itd. Zarzekanie się rękoma i nogami, że nie chodzi o inną. Jednak kobieca intuicja jest niezawodna. Oczywiście, że chodziło o inną, dokładnie tą samą od której niewinnych smsów zaczął się początek końca naszej pięknej historii. Trochę czasu minęło zanim się upewniłam, przypadkiem niedawno dowiedziałam się, że rzeczywiście jest z nią. Niedobrze mi. Żałuję każdej sekundy poświęconej na myślenie o nim. Tych wszystkich lat również, bo jeśli coś się tak skończyło, to nie było warte czasu, szkoda, że tak późno znalazła się ta inna, może dawno miałabym tego kłamcę z głowy i nie zmarnowałabym tylu lat życia…

Dawid
Gość

To moje 3 lata w porównaniu z tymi 10cioma Twoimi to wygląda słabo. Jednak boli tak samo, jak druga osoba zarzeka się że coś poszło „nie tak” że przestało jej zależeć. A za półtora miesiąca dowiaduje się że jest w nowym związku (trudno mi uwierzyć że nie miało to wpływu na sabotowanie związku wcześniej).
I co? Przez cały czas wmawiam sobie że to moja wina, że nie dbałem o nią. Obwiniam się niepotrzebnie.
Bo gdy ktoś patrzy Ci w oczy i deklaruje że to miłość życia, a potem bez walki poddaje związek to jest zwykłym kłamcą.
Szczęście w nieszczęściu że zdarzyło mi się to po 3 latach a nie po dekadzie. Bo pewnie było to nieuniknione.

ruda_grażyna
Gość

Powiem szczerze, że mimo, iż mój związek skończył się parę ładnych miesięcy temu, to informacja o tym, że chodziło o inną kobietę mocno mną wstrząsnęła. Wydawało mi się, że znam tego człowieka, że nigdy by nie rzucił tego co nas łączyło, dla czegoś tak banalnego. Ta kobieta pojawiła się i namieszała raz dwa. Trochę adoracji, emocjonalne smsy, zanim się zorientowałam – on już się wycofywał rakiem z naszego długoletniego związku, opartego (jak mi się wydawało) m.in. na wzajemnym szacunku, szczerości i przyjaźni. Nie bardzo wiem jak po czymś takim można jeszcze kiedykolwiek komukolwiek zaufać. Poczucie zmarnowanego czasu jest bolesne.

Dawid
Gość

I co? też Ci wmawiał że „jej w to nie mieszaj” albo „ona nie ma z tym nic wspólnego, to zwykła znajoma”. albo w jakikolwiek inny sposób wykręcał kota ogonem?

ruda_grażyna
Gość

Matko, dokładnie tak samo. Najpierw słyszałam, że się z nią zakumplował, bo znaleźli wspólne tematy, zwykła koleżanka. Później jak zaczęły się zaangażowane smsy „to tylko koleżanka, te smsy nic nie znaczą”, w ogóle jakby nie czuł, że te smsy jednak znaczą dużo, bo zwykłe koleżanki takich nie piszą do swoich zajętych kolegów. Ja przesadzam, o co mi chodzi w ogóle. Potem już zaczął go mocno irytować jej temat. W pewnym momencie usłyszałam, że rzeczywiście ona coś do niego poczuła, ale on jej powiedział, że nic z tego, bo ma kobietę, blablabla. Bullshit :)

Dawid
Gość

Doookładnie! :) schemat niemalże identyczny do samego końca. A jak doszło do rozstania to trudno nie było się pewnie oprzeć wrażeniu że w ogóle nie gryzie go sumienie co? Że to „normalne”.

Zaproponowałbym pogaduchy i podzielenie się „wrażeniami” poza forum. Może jakoś to nas zmotywuje do zastanowienia się nad tym i wyciągnięciem wniosków. Jeśli nie masz nic przeciwko

ruda_grażyna
Gość

Pewnie… nie wiem czy funkcjonuje tu możliwość prywatnych wiadomości? Czas skończyć zaśmiecać temat :)

Dawid
Gość

Widzę że masz poblokowaną możliwość pisania do Ciebie :)
Zobacz czy możesz pisać do mnie, jak nie to szybko podrzucę maila, coby inni nie widzieli :D

ruda_grażyna
Gość

Nie mogę znaleźć gdzie miałabym napisać, więc podrzuć maila :)

Dawid
Gość
Volant
Gość

Da podał adres e-mail, ale Disqus nie pozwala na jego udostępnienie, więc przekazałem go Tobie na maila, żebyście mogli się skontaktować :)

Johnny Mnemonic
Gość

Ruda, pod wszystkim co piszesz mógłbym się podpisać. Wiem, że Cię to nie pocieszy, ale nie jesteś sama, nie myśl sobie że jesteś jakaś wyjatkowa, że uciekła Ci sprzed nosa miłosć Twojego życia, że to nigdy nikogo nie spotkało i nigdy się nie powtórzy. Z moich obserwacji wynika, że Wy (tzn kobiety) jesteście silniejsze i i tak to wszystko lżej i krócej przechodzicie. Oczywiście że to jest banał, że kiedyś wszystko minie i jasne, że to Ci nie poprawi humoru, chociaż to oczywiście prawda. Trzeba swoje odcierpieć i odchorować, nie ma na to sposobu. A w ogóle, to każdy z nas ma złamane serce. Każdy. https://adresspamowy.wordpress.com/2015/01/04/kazdy-z-nas-ma-zlamane-serce/

Johnny Mnemonic
Gość

Haha – to ja usłyszałem o „wypaleniu się” :P I to wtedy kiedy się najzwyczajniej w świecie, prozaicznie, życiowo, k**ewsko starałem :) Więc co Wy pie*** że to „męski standard” :)

Michal
Gość

Czas leczy rany – to pewne. Jednak po 17 latach malzenstwa rany goja sie niezwykle wolno….Wdac nie bylem dla niej najlepsza opcja, Cale zycie wspieralem ja a na koniec dostalem kopa w dupe bo „juz mnie nie kocha” wiec zabiera dzieci i odchodzi. To ze miesiac wczesniej dostala wymarzona prace z dobra pensja to pewnie tylko znieg okolicznosci. Prawie rok po rozstaniu nadal wrocilbym do niej gdyby tylko dala mi szanse udowodnic jej ze warto. Podstawowa zaleta tej sytuacji jest taka ze pracuje nad soba, rozwijam sie bo moze kiedys dostrzeze na nowo we mnie atrakcyjnego faceta. Motywacja do rozwoju ciagle jest ONA ale moja „wartosc” na rynku dzieki temu rosnie wiec i mam wieksze szanse na poznanie kogos z kim uloze zycie na nowo

Izabela Kot
Gość

Jezu,jak to dobrze ze nie jestem sama!! u mnie sytuacja prawie
identyczna, a wydawało mi się że „nikt nie ma tak żle jak ja”. 8 lat
wspólnego życia, i nagle koniec.5 miesięcy później dowiaduję się ze ma
nowa dziewczynę i już razem mieszkają.i nawet nie chce się
spotkać,pogadać bo niby jest w nowym związku i spotkanie byłoby „nie na
miejscu”.A ja wmawiam sobie ze on nie chce się spotkać bo mnie kocha i
nie zniósłby spotkania ze mną hahah a z nowa laska jest bo chce
zapomnieć o mnie, tak przeżywa naszą miłość.. o ja głupia i
naiwna.Szkoda mi teraz tych ośmiu lat życia,ale przynajmniej czegoś się
nauczyłam.

madziaa
Gość

Niewiarygodne, jakbym czytała o sobie….. teraz wiem, że nie tylko mnie to spotkało………… raz odszedł a raczej uciekł jak szczur, zostawiając 1,5 roczne dziecko, później wrócił bo wszystko zrozumiał, przemyślał, zobaczył ile stracił………. ale uciekł znowu tak jak poprzednio bez słowa wyjaśnienia………….

Agat
Gość

„za każdym razem kiedy pomyślisz o EX – umiera mały kotek” :D

Chillout
Gość

To ile już kotków umarło w komentarzach? :P

Volant
Gość

Chyba sporo.

Johnny Mnemonic
Gość

Ło ić pan w h**. Od ponad trzech lat codziennie trupy…. :P

Manu
Gość

Czytam Twoje teksty niemal nałogowo, jednych jestem wielką fanką, a inne są dla mnie pospolicie przyzwoite, wciąż jednak warte lektury. Zaś pisania komentarzy zwolenniczką zdecydowanie nie jestem, rzadko się udzielam, nie czuję potrzeby, wolę delektować się umiejętnie dobranym zlepkiem słów i interpretować je indywidualnie w głowie. Jednak tym razem coś się przełamało i zachciało mi się podzielić opinią, bezbłędnie trafiasz w sedno. Mam wrażenie, że te wnioski tkwiły mi w głowie już od wielu lat, jednak przeczytać je w takiej przyjemnej, odświeżonej formie, fajne odczucie! Jest coś, czego wcześniej sobie jednoznacznie nie uzmysłowiłam, to fakt, że „ludzie nie zmieniają się dla tego, co mają. Zmieniają się dla tego, co jest poza zasięgiem, więc zmienisz się dopiero dla kogoś, kogo poznasz w przyszłości.”, dzięki Ci za to! :)

shooter
Gość

Świetny tekst, jak zwykle :-) Szczególnie podsumowanie i to, co powiedziałeś wcześniej – najgorsze, co można zrobić (a co moim zdaniem jest domeną kobiet), to ładowanie się w nowe związki zaraz po zakończeniu starego. To jest błędne koło, które kończy się pasmem porażek i krótkich relacji z palantami „dostarczającymi wrażeń”. Jak zauważyłeś, po nieudanym związku człowiek jest zapuszczony i zanim wejdzie w nową relację, powinien zrobić ze SOBĄ porządek – z psychiką, z fizycznością, z podejściem do życia.

Powiedz mi tylko czemu motyw z wchodzeniem do tej samej rzeki jest jakoś ciągle przeinaczany? Bo nie chodzi o to, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, tylko po prostu „nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki” i nie dlatego, że nie chcemy, tylko jest to nierealne. Heraklit z Efezu, autor tego cytatu, zaznaczył, że „już inna woda w niej płynie”. W tym przysłowiu chodzi o to, że np. ktoś wylatuje z Polski, wraca do niej po latach i mówi, że tyle rzeczy tu się zmieniło, a kiedyś było tak fajnie. No i wówczas możemy mu odpowiedzieć, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” :-) Sorry, musiałem.

Volant
Gość

Jest przeinaczany i miałem nawet dodać gwiazdkę i dopisać na końcu poprawne znaczenie, ale stwierdziłem, że:
a) Internet i tak uzupełni to za mnie
b) zapędy edukacyjne i tak pewnie nie zmienią powszechnie używanego znaczenia.

shooter
Gość

Oj tam, oj tam. Gdyby nie czyjeś zapędy edukacyjne, to nadal bym tak mówił wraz z „pójściem po najmniejszej linii oporu”.

ruda_grażyna
Gość

Zgadzam się jak najbardziej z tym wchodzeniem w nowy związek. Ile dobrych rad można wysłuchać, że nie ma lepszego lekarstwa na złamane serce, jak rzucenie się w wir nowego uczucia. No szczerze, gdy już stanęłam sama twarzą w twarz z sytuacją, to nie bardzo sobie wyobrażam jak można w takim stanie psychicznym, jaki się ma świeżo po rozstaniu (mówię jako kobieta, pewnie faceci mają inaczej) wpakować się w coś nowego. Niewykonalne, przecież w głowie ma się jeszcze eks, nie ma tam miejsca na kogoś nowego, kto niby miałby wypchnąć z niej byłego.

Damian Paszek
Gość

Może to niektórym pomoże: Jak

Chillout
Gość

Polać mu, dobrze gada. :)

Promyczek
Gość

„Czekania na kogoś i przegapienia wszystkich osób, które w tym czasie czekały na ciebie.” Damn, tylko dlaczego rozumiemy to po czasie, w momencie, w którym już nie czekamy i czekający na nas już dawno zwątpili znikając z horyzontu. Wyzbyć się emocji i ucz

Adrian Prędkiewicz
Gość

Mega treść. Problem jeszcze w tym, że często w związku ludzie traktują drugą stronę jak swój cały świat. Można mówić w nieskończoność o pasji, zainteresowaniach i napędzaniu siebie nawzajem zamiast barykadowania wzajemnie wszelkich dróg. Mimo to po rozstaniu te same osoby czują się jakby ktoś zabrał im część siebie i jakoś nie mogą się z tym pogodzić. Brakuje im rzeczy, o które teraz muszą się postarać z kimś lepszym. Wracają do starego i mogą się oszukiwać, że nie popełnią tych samych błędów, że teraz wszystko będzie wspaniałe i idealne. Jednak potem to znowu sprowadza się do rozwalenia oczekiwań i powrotu w to samo miejsca. I potem mogą zapętlać sytuację powtarzając proces przez lata, albo zrozumieć, że w dzisiejszych czasach możesz pozwolić sobie na bycie z osobą która Ci pasuje. Bez potrzeby wracania do eks, bez potrzeby godzenia się na gorszą opcję, jakby była jedyną możliwą. ;)

ruda_grażyna
Gość

Bywa i tak, że masz swoje życie, swoje pasje i zainteresowania poza ukochaną osobą, a kiedy zostajesz sam… no cóż, nic nie smakuje tak samo, jak wtedy kiedy ta druga osoba po prostu BYŁA. No ale z pewnością jest łatwiej. Jestem wdzięczna sobie, że nie rzuciłam wszystkiego na rzecz związku – znajomych, swojego życia. Gdyby nie to, to chyba bym ześwirowała całkiem po rozstaniu.

PatrykKurkowski
Gość

To, czy smakuje, czy nie to kwestia czasu. Jeśli to była Twoja pasja jeszcze zanim tę osobę poznałaś, to z pewnością smak wróci. Po rozstaniu wszystko może wyglądać inaczej, ale to normalna reakcja na wielką zmianę. To zupełnie tak jakbyś pracowała w jakiejś firmie, poświęcała dla niej mnóstwo czasu i emocji, a potem Cię z niej wyrzucili. W gruncie rzeczy czas potrzebny na dojście do siebie jest proporcjonalny do emocji, które włożyliśmy w daną relację. I nie dotyczy to tylko związków, ale również przyjaźni.

Znam kilka przykładów dziewczyn, które nie potrafią być same. Wiecznie są z kimś, ale nigdy nie potrafią wytrwać długo. Dopóki nie spojrzą na siebie i nie ocenią swojego zachowania, to mogą tak robić w nieskończoność. Ich prawo, ale nie przepadam, gdy takie osoby później narzekają.

Adrian Prędkiewicz
Gość

Haha, też tak myśle, Twoje szczęście

Waena
Gość

ruda_grażyna – wyczuwam swoje alter ego!

ruda_grażyna
Gość

Jest nasz… wiele :) Sama już zaczynam się zastanawiać o co chodzi :D Ja weszłam w nowy etap. Po CAŁKOWITYM zamknięciu tematu, takim, że już nie ma żadnych pretekstów do spotkań i żadnych nadziei – jest mi lepiej. Dużo lepiej. Jednak całkowite domknięcie tematu dobrze robi na psychikę. Przynajmniej moją.

Ola Em
Gość

„Problem jeszcze w tym, że często w związku ludzie traktują drugą stronę jak swój cały świat. Można mówić w nieskończoność o pasji, zainteresowaniach i napędzaniu siebie nawzajem zamiast barykadowania wzajemnie wszelkich dróg. Mimo to po rozstaniu te same osoby czują się jakby ktoś zabrał im część siebie i jakoś nie mogą się z tym pogodzić.”

Bo często nie tęsknimy do tych konkretnych osób. Tęsknimi za naszym (chorym-wyidealizowanym) ich wyobrażeniem i za sobą w ich towarzystwie- za tym, jak czuliśmy się będąc z nimi (dopóki się nie zmienili). Ciężko jest zaakceptować to, że ludzie się jednak zmieniają, że nie zawsze może to być z korzyścią dla nas, że relacje miedzyludzkie, a szczególnie w związku – są dynamiczne i nic nie jest takie, jakie było tydzien-miesiąc-rok temu. Dodam jeszcze, że z psychologicznego punktu widzenia wartość dobra utraconego wzrasta dużo więcej niż zanim mieliśmy owe ‚dobro’ (lub pragnęliśmy mieć).

ruda_grażyna
Gość

100%

Aga
Gość

dziekuje za ten artykul! Tyle czasu szukalam odpowiedzi ! Bardzo mi pomogles :)

RusNoob
Gość

Skoro do znalezienia odpowiedzi przez „tyle czasu” potrzebowałaś tego artykułu, to mam dla Ciebie dwie wiadomości: złą i jeszcze gorszą :)

Łukasz
Gość

Piona :D

Chillout
Gość

Nie mogłeś go napisać 3 lata temu? Szybciej bym się ogarnął. :P
Mistrzostwo świata.

Krokodyl
Gość

Też przechodzę przez ból rozstania. Byliśmy ze sobą zaledwie parę miesięcy, jednak skala czuć była duża. Na tyle bym rzucił wszystko w Polsce i wyjechał za nią do innego kraju. Zamieszkaliśmy razem z jej bratem i dziewczyną brata, czyli w dwie pary. Z naszej czwórki tylko ja nie znalazłem pracy aż do niedawna. W czasie mojego bezrobocia nie powodziło nam się finansowo i przyznam, załamałem się z powodu braku odpowiedzi o pracę. Jej uczucia stopniowo słabły do tego stopnia, że dostałem utlimatum. Tydzień na znalezienie pracy albo powrót do Polski. Wiazało się to również z rozstaniem bo wg niej przez brak pracy i trudna sytuacje finansowa straciłem szacunek jako mężczyzna. Przestało sie liczyć to co było między nami, a zapewniała, że kocha…
W tym momencie mieszkamy razem, codziennie widzę ją i nie moge przytulić bo mnie odpycha i mówi, że nie chce mnie. Jestem tu sam z tym wszystkim i najgorsze jest to, iż mimo całego bólu, który mi sprawiła to nie potrafię przestać kochać… Serce wygrywa z rozumem.

Chillout
Gość

1)Znajdź porządną pracę, pasje i zadbaj o siebie na tyle, żeby czuć się ze sobą dobrze.
2)Ona Ciebie nie chce, bo nie patrzy na Ciebie jak na mężczyznę i szczerze nigdy już tego pewnie nie zrobi. Zapomnij, zacznij nowy etap w swoim życiu.

Volant
Gość

Cześć Krokodyl, obawiam się, że Chillout ma rację we wszystkim co napisał. To jest naprawdę przykra i do tego nieracjonalna sytuacja, ale uczucia nigdy nie są racjonalne. Związki są na początku bardzo wrażliwe na wszelkie możliwe wpadki, a w tym przypadku jesteś, jak żołnierz, który zawalił swoją pierwszą misję i chociaż pewnie nie miałeś na to wpływu, to tak wyszło.

Na twoim miejscu na wiele bym nie liczył. Zacznij żyć dla siebie, a nie dla niej, bo to jedyne, co możesz zrobić. Czasem zdarza się, że wtedy kobiety wracają, ale nie liczyłbym na to. To dobry moment na zmianę priorytetów – przede wszystkim dla siebie.

nalefka
Gość

Kobieta nigdy nie kocha Ciebie jako człowiekia, osobe, jednostkę. Kocha to jakim jestes meżczyzną, kocha uczucia która w niej wyzwalasz. Mozesz byc w duszy, z charakterum, z przekonań fantastycznym człowiekiem, pełnym ciepła i miłości, ale jesli przestaniesz postepować jak facet staniesz sie dla niej nikim. Takie sa realia. To nie było nic osobistego, nie przejmuj się. Wyciagnij wnioski, pracuj nad soba, wyliz swoje rany. I zaakceptuj to ze kobiety takie są.

Ania z osobiedlamnie
Gość

Zgadzam się, zgadzam! Niech przeczytają i uwierzą w to wszyscy stojący nad własnymi kałużami. Tak naprawdę jest! Sama przez to przeszłam, fundowałam sobie koszmarki. Czy żałuję? Z perspektywy czasu traktuję jak poprzednie życie. Poprzednie, ale nadal moje. Widać, musiałam chodzić okrężną drogą, żeby w odpowiednio później spotkać Tą Prawdziwą Miłość.

RusNoob
Gość

No wiesz, ta poprzednia miłość tez kiedys była Tą Prawdziwą Miłością ;)

Ania z osobiedlamnie
Gość

Tak, była, dla mnie. Dla niego – nie wiem, czym do końca była. Pomimo wielu lat razem (lub obok). Choć i tak ciągle się zastanawiam, czy uczucie, które się kończy, można nazwać prawdziwą miłością? Może jest zauroczeniem,, które się przeciąga?

grabarzchaosu
Gość

Ja powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że większość kobiet to strata czasu i nawet ta wybrana też jest pewną stratą czasu a życie ma polegać zupełnie na czymś innym.

Saszka
Gość

To ciekawe, mam podobne spostrzeżenia co do mężczyzn ;) I na czym to życie ma polegać? Zaciekawiłeś mnie…

Valthard van der Sand
Gość

Pewnie budowaniu fap foldera ;)

grabarzchaosu
Gość

Pewnie na seksie i zapewnianiu kobiecie warunków do opiekowania się dzieckiem (dlatego kobieta musiała ewolucyjnie być dobra), w zamian za sprzątanie i gotowanie. Coś za coś a spędzanie wolnego czasu to wymysł kultury ot takie hobby.

Ludzie prymitywni wiedzieli trochę więcej o życiu od nas…, bo nam się w dupach poprzewracało.

Dlatego faceci mają trudniej tzn. nie mogą być prawdziwymi facetami i albo zostają pedałami w rurkach albo szowinistami a miano gentelmana przysługuję tylko tym co mają kasę ; )

hpymad
Gość

Wow! Dlaczego az tak radykalnie?

Piotr Kierus
Gość

Mają kasę – to rządzą Światem!

RusNoob
Gość

O milordzie ale pocisk :D

grabarzchaosu
Gość

święta prawda x2 ;]

Moniqua
Gość

Pytanie: czy PRAWDZIWĄ MIŁOŚĆ przeżywa się tylko raz? Ostatnio ze znajomymi poruszyliśmy ten temat, większość stwierdziła, że TAK(dodam, że wspominali związki, które były już dawno za nimi). Mam odmienne zdanie na ten temat, ponieważ odnoszę wrażenie, że tak się mówi o relacji, która trwała powiedzmy około roku, czyli w czasie największego zauroczenia, została z jakiegoś powodu zakończona, a potem pamiętamy tylko te dobre i cudowne chwile. Dla mnie każdy nowy związek może być PRAWDZIWĄ MIŁOŚCIĄ, ale przekonać się o tym możemy dopiero po tym jak minie czas „zaślepienia” i wkroczy codzienne życie. Najważniejsze jest to, czy poznając wszystkie wady i niedoskonałości tej drugiej strony, nadal chcemy z nią być. Każdy związek ma swoje wzloty i upadki, ale gdy jesteśmy pewni, że to TO, nie poddajemy się, bo nie chcemy tego przeżywać z kimś innym.

PatrykKurkowski
Gość

Co określili jako „prawdziwa miłość”? Każda relacja, która staje się bliższa i głębsza wywołuje w nas konkretne reakcje chemiczne. Czy wtedy jest to już miłość? Czy jest jakiś wyznacznik, rama czasowa? Jasne, że nie. To jest płynne.

Bardzo często mamy do czynienia z sytuacją, że jedna i/lub druga strona nie potrafią w ogóle być w jakiejś relacji. Wypadałoby najpierw oczekiwać, że dojrzeją, a nie od razu będą się pchać w związki, które będą nieudane.
A nie potrafią, bo:
1. nie potrafią dojść do kompromisu
2. nie potrafią się otworzyć przed sobą
3. nie potrafią normalnie rozmawiać
4. nie dostrzegają codzienności
5. wolą się kłócić, niż zapanować nad emocjami
6. stoją w miejscu
7. nie rozumieją, że każdą relację pogłębia rozmowa oraz wspólne przeżycia

Na początku wszystko jest proste. Większość z tej listy w ogóle nie istnieje. Kłótnie? Nie ma mowy. Brak emocji, wspólnych przeżyć? Przecież wszystko jest nowe.

Nie chodzi o to, że z czasem należy szukać coraz bardziej wymyślnych i może bardziej ekstremalnych sposobów na wzbudzenie emocji. Niemniej o tej sferze również trzeba pamiętać.

Ale żeby nie było – to dotyczy także relacji ze znajomymi, przyjaciółmi czy rodzicami. A nawet do pracy. Wystarczy spojrzeć, ile osób zmienia pracę, która ma być – i nawet pod wieloma względami jest lepsza – a po jakimś czasie zaczyna na nią narzekać i oczekuje kolejnych zmian. Można mierzyć wyżej, ale trzeba doceniać to, co się ma. Albo to, gdzie się obecnie jest.

Jeżeli po jakimś czasie narzekasz na partnera/partnerkę, na to kim się stała albo kim jest, to jaki jest sens bycia ze sobą? Co gorsza, wiele osób nie docenia wkładu drugiej osoby. Nie docenia, bo patrzy przez jeden pryzmat – ja robię to, ty to. Jakby to było matematyczne równanie. A dla mnie głównym wyznacznikiem są nie czynności czy słowa, ale wkładane emocje.

anon horacy
Gość

„Najważniejsze jest to, czy poznając wszystkie wady i niedoskonałości tej drugiej strony”

Tylko mi się nie podoba, bo rozumiem, że ktoś ma wady, ale człowiek powinien się doskonalić i być jak najlepszym.

Moniqua
Gość

Można być na tyle doskonałym, żeby stać się ideałem?

Mario P.
Gość

Niedawno przechodziłem i mając to doświadczenie nie mogę się nie zgodzić.

Piotr Kierus
Gość

To Twoje Ego sie buntuje ze ktoś odszedł. Patrząc racjonalnie – poznanie nowej osoby, daje duzo wiecej możliwości. I tylko wtedy sie rozwijamy.

ka
Gość

ale trafiłeś. w samo sedno!

PatrykKurkowski
Gość

Volant – to o czym piszesz można sprowadzić do jednego. Tak przyzwyczajamy się do bycia z kimś, że nie potrafimy być sami. Tymczasem żeby być z kimś, trzeba umieć żyć sam ze sobą.

Poza tym idealnie mi pasuje fragment z piosenki Eldo – Granice:
Nie ma powrotów, czas przecież nigdy nie zawraca

Valthard van der Sand
Gość

Powrot do eks jest po prostu latwiejszy. Znasz ta osobe, Wiesz mniej wiecej co lubi. Wymaga to o wiele mniej wysilku niz poznanie/poderwanie kogos nowego.
Rozstania sa najbardziej bolesne dla introwertykow, dla ludzi z niewielkim „social circle”, dla ktorych proces poznawania noweo czlowieka to prawdziwa droga przez meke.

Mnie bardziej niz rostawanie sie nurtowal temat tkwienia w zwiazkach w najlepszym wypadku srednich – a jest to wrecz plaga dzisiejszych czasow. Pary zamiast przypominac Mike and Mallory Knox’ow przypominaja Rodzine Bundych….

Chillout
Gość

Tylko ja patrzę na to w ten sposób, że w życiu nie idzie się na łatwiznę. Czy to w obecnym w związku czy nowym trzeba dużo nad nim pracować. Aby być szczęśliwym z kimś musisz coś też dać od siebie.
Jak jesteś nieszczęśliwy sam, to popracuj nad sobą, żeby czuć się inaczej.
Jak boisz się samotności, to kup sobie pieska, kota, zacznij wychodzić z przyjaciółmi. Unormuj swoje życie do tego momentu, aż będziesz pewny, że możesz coś od nowa zacząć.
Łatwo spierdolić sobie życie trwając w związkach bez przyszłości. Ale teraz jest w miarę ok, nie?

Valthard van der Sand
Gość

Piesek i kotek jako substyt to prosta droga do staropanienstwa albo starokawalerstwa – wrecz autostrada.
Zycie mozna sobie popsuc na wiele sposobow. Najlatwiejszy sposob, to wzmiankowane wyzej przez Volanta nie wykorzystanie szans, ktore w zyciu sa. Pol biedy, jesli sie je przegapi, gorzej, jesli z wygody albo z lenistwa sie z nich rezygnuje.

Pracowac nad soba trzeba zawsze. Oczywiscie, jesli sie chce cos osiagnac, bo mozna rowniez siedziec na tylku i przekonywac sie, ze wlasnie teraz jest dobrze. Nie dotyczy to tylko zwiazkow, ale calego zycia

Chillout
Gość

Nie to tylko zwierzak. Chodzi o zapełnianie zbyt dużej ilości wolnego czasu po rozstaniu.
Masz go zbyt wiele, wypisujesz gdzie popadnie(włącznie z tym blogiem, jak widać po komentarzach) o straconej prawdziwej miłości. Chociaż nią nie była.
Z resztą się zgadzam.

Valthard van der Sand
Gość

Ciekawa interpretacja.
Akurat obecnie nie mam nic wspolnego ze stracona miloscia. Ale skoro robie takie wrazenie – to musze sie zastanowic nad sposobem w jaki jestem odbierany i dlaczego.
Czasu akurat mam zawsze za malo.

Chillout
Gość

Nie mówię o Tobie.
Zobacz pozostałe komentarze.

Valthard van der Sand
Gość

To normalne. Nikt nie chce ich sluchac – to pisza tutaj. I jak piszesz – tut tez nikt ich nie chce czytac.
Ale dopoki nie zrozumieja, ze jesli cos nie dzialalo raz to tym bardziej nie podziala drugi raz – nic sie nie zmieni i nadal beda tkwic w milosci do osoby, ktora ich po prostu nie chce.

Chillout
Gość

True.

Volant
Gość

Nie wiem o co chodzi z tym pytaniem, ale ciekawi mnie jak to się rozwinie :)

wonhej
Gość

Volant, jedna mała uwaga:
„Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, bo juz inne napłynęły w nią wody.”

Ogólnie zgadzam się z wracaniem do eks. Rozstaliśmy się po dwóch latach, po pół roku wróciliśmy do siebie. Przez jakiś czas było dobrze, następnie zamieszkaliśmy ze sobą i po dwóch latach wszystko popłynęło. Z jednej strony uważam to za błąd, z drugiej strony traktuję jako dużą naukę od życia. Są pewne błędy, które trzeba popełnić, które trzeba przeżyć na własnej skórze i to był jeden z nich. Jedyne czego żałuję, to że zjadło mi to trochę życia, a przez ten czas mógłbym na pewno dużo bardziej się rozwinąć.
Ale nie zawsze tak jest, znam parę, która również rozstała się na pół roku, a teraz są szczęśliwym małżeństwem. Tak jak wspomniałeś, jeden na kilkaset przypadków.
Dzięki za kolejny dobry kawałek tekstu.

ruda_grażyna
Gość

A mnie zastanawia jak wyglądają takie powroty, kiedy któraś ze stron (bądź obie) w tym czasie weszły w jakieś inne związki czy nawet nie związki, ale wiadomo, że jakieś przygody po drodze się zdarzyły. Czy da się odłożyć to na bok i nie być zazdrosnym, nie mieć pretensji o to co ta druga osoba robiła i z kim przez ten czas? Wiadomo, że nie mamy żadnego prawa rozliczać naszych byłych z tego co robili nie będąc z nami, ale czasem to silniejsze… Z własnego doświadczenia powiedziałabym nawet, że to facetom ciężej przełknąć fakt, że ich (niegdyś) kobieta robiła to z kimś innym.

Chillout
Gość

Dowiadujesz się od niej z premedytacją, że:

jednak lubi seks,
sperma nie przeszkadza jej na twarzy,
lubi to robić w aucie.
A jak Ty ją dotykasz mówi: przyjdzie na to jeszcze czas kochanie… :P

ruda_grażyna
Gość

Dowiadujesz się od niej? Może źle zrozumiałam, ale raczej nie chwaliłabym się mojemu „byłemu-obecnemu” tym co robiłam z kimś innym :) I tak samo chyba sama wolałabym nie wiedzieć co i z kim robił on. Choć ciekawość czasem zżera.

Chillout
Gość

Zawsze to wypłynie, wcześniej czy później.

wonhej
Gość

Myślę, że się nie da i na pewno gdzieś krąży to cały czas w głowie. Tylko kwestia tego czy to uzewnętrznimy drugiej osobie, co na pewno nie pomoże, czy będziemy starali się do tego podejść racjonalnie i zaakceptować to, że ta osoba miała prawo robić to co chciała. A najlepiej to przez to nie przechodzić ;)

ruda_grażyna
Gość

No najlepiej nie przechodzić, ale jak już się stało, to się nie odstanie. Pod tym względem mnie właśnie zastanawiają mądrości typu „jak macie być ze sobą, to i tak będziecie, może za rok, może za dwa”. I wtedy myślę właśnie o tym, co każde z nas przez ten czas będzie robić, jak żyć. Co innego „wziąć” kogoś nowego jako partnera, wtedy jego przeszłość jaka by nie była jest do zaakceptowania, bo nie ma tego emocjonalnego obciążenia. A w przypadku, gdy dotyczy to osoby, która przez wiele lat była tylko „nasza”, to jednak mocno uwiera świadomość, że miała pomiędzy rozstaniem, a ponownym zejściem innych kochanków, może nawet była w związku (co chyba nawet gorsze).

wonhej
Gość

Myślę, że musisz zmienić swój tor myślenia. Jasne, nie chcesz żeby, ktoś, do kogo coś czujesz spotykał się z innymi. Ale z tego co piszesz, to zamiast iść do przodu, wyciągnąć lekcję i być lepszą osobą dzięki popełnionym błędom, Ty stoisz w miejscu. Przejdź do następnego kroku, nie ma co lamentować, bo to nie zmieni tego co było, ale wciąż masz wpływ na to co będzie :) I nie licz na gotową receptę, każdy musi walczyć na swój sposób z własnymi demonami ;)

Ada
Gość

tak się zastanawiam, a co w sytuacji gdy jest się na tyle odważnym, żeby zakończyć związek, który w rezultacie był bezpieczny jak na dzisiejsze czasy, ale nudny, pakuje się – wynajmuje mieszkanie – potrafię się sama sobą zająć i zapełnić czas, ale tylko w samotności, bo nikt nie ma dla mnie czasu, jestem po trzydziestce, a wszyscy znajomi mnie odtrącili, i czasami czuję jakby była jakaś „zła”, a co najśmieszniejsze jestem kontaktową osobą, mało narzekającą….i coraz częściej myślę o powrocie bo to była jedyna osoba, która po prostu była……to smutne że ludzie są tacy bezduszni….i z tego wychodzi ze zrezygnowałam z jedynej osoby ktora była mną zainteresowana.

wonhej
Gość

Jest kilka kwestii, które powinnaś wziąć pod rozwagę. Po pierwsze, zastanów się dlaczego znajomi Cię „odtrącili”. Może to twoja wina, może nie poświęcałaś im dostatecznie dużo uwagi, a może to po prostu kiepscy znajomi? Druga sprawa – czy samotne spędzanie czasu jest tak bardzo złe? Moim zdaniem nie. Oczywiście lubię towarzystwo innych ludzi, ale jestem co do niego bardzo wybredny. Wolę spędzić wieczór sam, czy iść sam do klubu/kina/na koncert niż iść z jakimś znajomym, za którym zbytnio nie przepadam, tylko dlatego, żebym nie szedł sam. Doszedłem do wniosku, że wynika to po prostu z mojego typu osobowości – otaczam się zazwyczaj niewielką liczbą osób, jednak staram się mieć z nimi bliskie relacje. Jest to jeszcze bardziej widoczne gdy jestem z kimś w związku, niestety czasem potrafi to wyjść bokiem. Jestem w dużej mierze samotnikiem, ale staram się być towarzyski, chociaż wiem, że nigdy pewnie nie będę tak kontaktową i towarzyską osobą, jak niektórzy są z natury :) Dodatkowo na moją niekorzyść działa fakt, że poświęcam się w chwili obecnej pracy i sportowi, więc na życie towarzyskie nie zostaje wiele, ale sukces wymaga poświęceń.

Agata Gołaszewska
Gość

Moje nazywanie rzeczy po imieniu, to takie krążenia jak satelita. A tu samo centrum, celność w sam środek.

PolishRunner
Gość

Pytanie tak ogólne, że aż nie wiem jak odpowiedzieć. Może najpierw wyjaśnisz o co chodzi :)

woman
Gość

Życiowo. Zdecydowanie popieram ruszanie dalej. Każda nowa podróż kształci :)
Rozstałam się, nie tęskniłam stricte za jego brakiem, ale za komfortem, że ktoś zawsze był. Zaczęłam żyć dla siebie. Wszyscy jego znajomi, z którymi spędzałam więcej czasu niż on, kopneli mnie w dupę. Ja nazywałam ich przyjaciółmi. Uczy się człowiek, uczy.
Kłody pod nogami leżały i wciąż się toczą, ale wiem że dam radę. Kto jak nie ja!
Chociaż nie przepadasz za Kominkiem, to czytam jego książki i sporo mi pomogły.
Twojego bloga jak dla mnie, nie przebije nic. Jest dużo bardziej dosadny. Wylewasz kubeł zimnej wody na głowę i ja to cenię. Robisz robotę Volant :)

erotic
Gość
Chillout
Gość

Zacytuje Barneya:
„Wszystko co nowe jest lepsze. ”
I podchodź do tego w ten sposób.
Powodzenia.

Jerry Smith
Gość

Z wracaniem do eks jest jak z alkoholem i kacem. Po ostrej balandze, kiedy masz kapcia w mordzie i byli cię łeb, obiecujesz sobie: „nigdy więcej tyle nie wypiję!”. A potem i tak pijesz…

ka
Gość

z tym wchodzeniem dwa razy do tej samej rzeki, segritta kiedyś wyjaśniła czemu jest to nie możliwe: bo rzeka nigdy nie jest drugi raz tą samą rzeką. bo zdążyło upłynąć trochę czasu, niezliczona ilość wody, w konsekwencji więc „dwa razy do tej samej rzeki nie wejdziesz, bo za drugim razem będziesz moczył stopy w zupełnie innej wodzie”. chociaż seg chciała pokazać jedynie błędne użycie tego przysłowia, według mnie jej wytłumaczenie świetnie sprawdza się także w kontekście twojego tekstu. choć pragniemy wrócić do poprzedniego związku, w to samo miejsce sprzed rozstania, ono nigdy nie będzie takim samym – zmieniło się przez nasze odejście, próbę poradzenia sobie z tym i to wszystko, co zrobiliśmy i pomyśleliśmy, by jakoś się poukładać od nowa. powstaje jedynie złudzenie cudownego, bezpiecznego i spokojnego miejsca, zakrzywione przez odległość, z której je wspominamy.

jest jeszcze jedna rzecz, którą mogę dodać: jeśli rozstanie jest faktycznie tym, czego chcemy i podejmujemy decyzję będąc w pełni świadomym tego, że chcemy coś „co pasuje lepiej w to puste miejsce” i mamy wystarczającą determinację by po to iść i jednocześnie rezygnować z każdego związku z człowiekiem, który nam tego nie daje, a jedynie wypełnia to puste miejsce – mogę dać gwarancję, że nawet jeśli kiedyś się obejrzymy w końcu za siebie i zaczniemy myśleć o tym, że może warto byłoby wrócić, będziemy mieć zbyt dobre argumenty, by tego nie robić. a te racjonalne argumenty będą potrafić złapać się pod ręce z emocjami i pójść z nimi gdzieś na drinka, żeby spokojnie przemówić im do rozsądku.

KaZet
Gość

W ogole co to jest prawdziwa milosc, to stan czy trwanie? Ludzie lubia dorabiac ideologie, jestem z nim dozywam emerytury to prawdziwa milosc.Guzik prawda, czasem tak wyszlo.A co jesli swoja pierwsza poznalibysmy pozniej i bylaby nasza odtatnia.Niby jestesmy kowalami swojego losu ale czesto naszym zyciem jednak rzadzi przypadek. Do tego zalenie sie ze ktos odszedl i zrobil to w najgorszy sposob, w najgorsxym momencie.Kolejne oszukiwanie siebie.Kazdy moment i kazdy sposob jest najgorszy! Do tego mylimy ta pustke, przyzwyczajenie, komfort, uzaleznienie z miloscia. Zamykamy sie na nowe osoby czesto milion razy lepsze od bylych. A czemu ludzie od nas odchodza i mowia rozne rzeczy typu ze nadal kochaja? Bo chca zlagodzic bol 2 strony, przeciez ta wciaz jest wazna alee juz nie na tyle zeby z nia chciec dalej byc. A co do tekstu -wyrobmy sobie odruch – Nigdy nie wracac do bylych. Po jakims czasie kazdy sobie sam za to podziekuje.

ruda_grażyna
Gość

No właśnie, co to jest prawdziwa miłość? Co jeśli czujesz, że ta osoba, która odeszła była właśnie tą miłością? Czy każdy moment na rozstanie jest najgorszy? A jeśli to obie strony podejmują taką decyzję? Wtedy chyba jest prościej.

KaZet
Gość

Kazda milosc jest prawdziwa, po prostu a najwieksza jest zawsze ta ostatnia bo swieza;) zawsze wtedy czujesz ze cos tracisz, tylko jak poczulem to wiecej niz raz z wiecej niz 1 osoba uznalem ze zawsze tak bedzie i tyle. I nie ma czegos takiego jak rozstanie rownomierne z 2 stron gdy w relacji faktycznie byla milosc bo chocby tak to wygladalo to tylko pozory.

Pani Wixa
Gość

Volant czy tylko mi się wydaje, czy dodajesz rzadziej wpisy?
Mam nadzieję, że nie czerpałeś inspiracji z sytuacji w Twoim obecnego związku. Jako wierna czytelniczka jestem ciekawska i bardzo Ci kibicuję. Ale do sedna, jak to wygląda u Ciebie, chciałeś kiedyś wrócić do ex? Szkic Twojej osoby jaki stworzyłeś mi w głowie swoimi tekstami zwyczajnie nie pasuje mi do takiego zachowania.

Volant
Gość

Rzadziej dodaję wpisy, bo niestety mam dużo pracy, ale mój związek ma się dobrze. Nigdy też nie chciałem wrócić do eks jeśli się o to martwisz :)

Chillout
Gość

Nigdy nie korciło?

Volant
Gość

Nie :)

Jan
Gość

Wszystko zależy od powodów…
Na Facebooku przypadkiem zobaczyłem wpis Pana G.
„Bo widzisz, jeśli naprawdę Ją kochasz, to nie zrezygnujesz z niej nigdy. Rozumiesz mnie? NIGDY. Choćby nie wiem co zrobiła[...] Bezwarunkowo? Nie! Jest jeden warunek, jeśli dała dotknąć się innemu
mężczyźnie, w jakikolwiek sposób, kończysz swoją walkę, kończysz!”

Dwa rożne podejścia i oba paradoksalnie, żadne z nich nie jest uniwersalne, żadne nie daje gwarancji na zadowolenie z decyzji o pozostaniu czy odejściu od drugiej osoby.

Chillout
Gość

W większości przypadków jest tak, że rozstają się z kimś, tylko dlatego, że wcześniej poznały kogoś innego. Ładując się przy okazji w kolejny związek. Jak nie ma faceta to nie ma prawa nazywać się kobietą. Idąc tym rozumowaniem, zawsze jest dotykana, więc po co się o nią po raz kolejny starać?

Jan
Gość

Powody rozstania są rożne, dlatego, tez zacytowałem Pana G., bo może się okazać, ze straciliśmy coś co było dla nas naprawdę ważne. Ciężko ocenić sytuacje, kiedy uczucia są jeszcze „żywe” – odpowiedz o słuszności decyzji przychodzi wraz z upływem czasu.

PAM
Gość

Cieżko jest dojść do takiej decyzji. Nagle rodzi się tyle wątpliwości. I najgorsze pytanie czy faktycznie kogoś jeszcze poznamy. : O

Lady Perfect
Gość

Pamiętam jak facet mnie porzucił, w krótkim czasie tego pożalował, były listy wręczane przy wszystkich, rzewne przeprosiny, długie wodzenie wzrokiem. Byłam dumna i powiedziałam „nie wracaj”, chociaż bardzo tego chciałam, tylko wiedziałam że to nie ma sensu. Kiedyś powiedział, że dobrze zrobiłam, bo i tak byśmy długo nie wytrwali. Myślę, że bolało mnie niż kolejne rozstanie ale, all in all, na pewno by się nie udało nic z tego stworzyć. Do byłych się nie wraca… bo, albo się jeszcze nie zmienili, albo zmienili się tak bardzo, że już wcale nie przypominają „tamtego” człowieka.

ruda_grażyna
Gość

W takich momentach właśnie uświadamiamy sobie, jak bardzo jest to powtarzalny schemat :) Jak bardzo nasza sytuacja i ból nią spowodowany, wcale nie są wyjątkowe. Bo na pewno jest ktoś (ba! świat cały), kto też przez to przechodził i może nawet w bliźniaczo podobny sposób to wszystko się odbyło. Nie wiem jaki czas u Ciebie minął od rozstania, u mnie to już w sumie ponad 2 miesiące powolnego oswajania się z Jego brakiem, przerwane „powrotem”, który tylko wszystko rozgrzebał. Wciąż jest… strasznie. Ale już odrobinę lepiej. W międzyczasie się złamałam i jednak wykonałam telefon. Bolało. I dobrze. Wiem, że on nie chce mnie widzieć i słyszeć. Nie powiedział tego wprost, ale całym sobą mi to uświadamia. Już nie mam nadziei na powrót i właśnie od momentu ostatecznej utraty tej nadziei czuję, że pora się podnieść, otrząsnąć i próbować iść dalej. Najwyższy czas wyrwać tą kartkę, bo tu już się nie da nic dorysować.

niemamweny
Gość

Ohoho, podpisuje się- ta sama sytuacja. Wszędzie tylko czytam, że faceci zdradzają, krzywdzą itp., a co jeśli miałam „związek idealny”, a byłemu nie mam nic do zarzucenia oprócz tego że po 3 latach postanowił po prostu odejść? I nawet żadna koleżanka nie może powiedzieć „nie martw się, on był kretynem, nie warto”, bo wszyscy dobrze wiedzą, że był w porządku, a nasz związek udany. O wiele łatwiej byłoby mi znienawidzić kogoś, kto mnie skrzywdził, okłamywał, nie spełniał moich oczekiwań…
Ja się już podniosłam, weszłam w nowy związek, jestem szczęśliwa, ale nie ukrywam że ta ryska na sercu pozostanie na długo, a cała sytuacja przewartościowała moje myślenie na temat związków (podchodzę do wszystkiego z dużą dozą dystansu i przekonania że nic nie jest na zawsze- może to i dobrze?)

ruda_grażyna
Gość

Taaak, nawet nie wiesz jak często przypominam sobie sytuacje, w których koleżanki żaliły się na facetów, a ja taka mądra, taka szczęśliwa, przekonywałam, że nie wszyscy są tacy sami. Złego słowa na swojego faceta nie powiedziałam. Później wracałam do niego i dziękowałam mu, że mamy taki cudowny związek. Ten spokój, który wtedy czułam był bezcenny. Strasznie gorzko mi się teraz to wspomina. Ile zajęło Ci dojście do siebie? I po jakim czasie zaczęłaś nowy związek?

niemamweny
Gość

Jak też się często wymądrzałam na temat jak stworzyć idealny związek, heh, faktycznie to gorzkie. Minęło już 1,5 roku i dopiero niedawno udało mi się stworzyć coś nowego i nie myśleć o tym co było. Minęła już złość, smutek, pozostał tylko żal, żal mi samej siebie że dostałam takiego kopa, który to kazał mi wszystkie teorie o miłości i związkach wcisnąć między bajki. No ale trzeba iść dalej. Mój nowy związek jest inny- mało w nim tęczy i kolorowych motylków, a dużo konkretów- być może to na dobre wyjdzie? Pozdrawiam

ruda_grażyna
Gość

Właśnie… Żal tego idealnego obrazu miłości, ale może to lepiej. Myślę sobie, że lepiej, że teraz, a nie za jakiś czas, kiedy kredyt, małżeństwo, dzieci. Jak wtedy się podnieść? Ja próbuję szukać pozytywnych stron tego, że tak się stało, choć łatwe to nie jest. Liczę, że wszystko dzieje się po coś. I też jestem pewna, że mój następny związek w niczym nie będzie przypominał obecnego.

niemamweny
Gość

Przeczytałam twoje poprzednie komentarze i jestem w szoku jak bardzo nasza sytuacja jest podobna. Może to ten sam koleś?;)

ruda_grażyna
Gość

Hahahaha, oby nie :D Chociaż… czy coś jeszcze może nas zaskoczyć? Nie sądzę ;)

Waena
Gość

Czytam i nie wierzę… Ja właśnie jestem w sytuacji, kiedy ktoś kogo kochałam, nie, ktoś kogo kocham, po kilkuletnim związku i po roku mieszkania i naprawdę fajnej relacji, mówi, że ma wątpliwości czy chce być w związku i że mnie nie kocha, ale zastanawia się czy nie odejść.. Na razie przekonałam go, żeby zaczekał i się zastanowił.. i tak razem mieszkamy.. A może nie warto? Pozdrawiam Dziewczęta!

ruda_grażyna
Gość

Okaże się czy warto. Bo może warto? Ja próbowałam i chyba mimo klęski nie żałuję, bo gdybym nie spróbowała… nieee…. nie ma takiej opcji, żebym nie spróbowała, tak już mam. Napisz za jakiś czas co z tego wyszło, ciekawa jestem.

Ania Ulanicka
Gość

Czy mogłabym jakoś napisać do Ciebie wiadomość?

Joanna Stępień
Gość

well said :)

Sylwia
Gość

Świeżo po rozstaniu stoisz i gapisz się w jeden punkt..i jedno pytanie krąży w Twojej głowie na wysokich obrotach,,dlaczego? sie spierdoliło,,pozbierać się – wszystko piękne w mowie,w praktyce wygląda smętniej,boleśniej,jednym słowem przez chwile jesteś Trup..
Rozglądasz się i co widzisz?
Spustoszenie,ruiny,siebie gdzieś całkiem z boku tego całego syfu,który pozostał..
Mija czas,który nie zlizuje ran,nie zagłusza bólu,zapieprza swoim rytmem..
Dwie połówki jabłka,jedna od szarej renety,druga od malinówki- nie pasują do siebie..
Tak sobie tłumaczysz to ,co brzmiało wielkim love kurwa story,a okazało się ironią…
Z autopsji wiem,że czasami wracamy do swoich Ex..
I składa się na to pewnie wiele dziwnych niewiadomych..
Jest sporo teorii ,tyle mądrości..
A która jest właściwa?
Do dziś nie dosłyszałam odpowiedzi…
I chyba już jej nie potrzebuje

Pozdrawiam .
Lampucera.blogspot.com

Kasia
Gość

„Rozstanie daje ci szansę na bycie lepszą osobą”. Dokładnie. Rozwód to najlepsza decyzja w moim życiu. Przez 6 lat ktoś skutecznie niszczył moją osobowość, kreatywność, poczucie własnej wartości, moją „inność”.

A teraz po 1,5 roku jest pięknie! 30 na karku, sama- co lubię bardzo, kocham siebie, kocham moich znajomych, wróciłam do rysowania, zmieniłam miasto (ot tak na spontanie), zmieniłam pracę, wypieprzyłam wszystkich toksycznych ludzi ze swojego życia. Radzę sobie i znowu jestem sobą! Ba! nie boję się stwierdzić ze to Upgrage mnie! Brawo Ja!
Kochani nigdy nie jest za późno na zmiany! Nie ma sytuacji bez wyjścia- czasem tylko trzeba zrobić małą rewolucję w życiu. Kilka kroków w tył jest dobre! Cofasz się, ale wykonujesz jakiś ruch. Nie stoisz w miejscu, a to pozwala iść dalej, wyżej :)

mwnn
Gość

Widzę, że każdy ma jakąś historię do opowiedzenia.
Ja rozwiodłem się po 15stu latach związku. Dziś mam 15letnią córkę. Owoc wielkiej gówniarskiej miłości. Nie żałuję tego, że jest, absolutnie. Córka jest mądrą, wrażliwą osóbką. Wspiera mnie i bardzo ją kocham.

Po drodze bywało różnie. Na rozpad związku na pewno miała wpływ niedojrzałość… Emocjonalne huśtawki, zaniedbania, brak komunikacji i zrozumienia potrzeb działały w dwie strony. Różne osobowości, a mimo to bardzo ją kochałem. Ona, w którymś momencie zaczęła wikłać się w relacje, przekraczające sferę koleżeńskości z facetami, poznanymi w różnych okolicznościach. Smsy, społecznościówki itd. Odkrywałem różne rzeczy, po których serce pękało.
Zaczęło się od tęskniącego instruktora jazdy, później nauczyciel córki który pisał „jestem cały Twój” itp. rzeczy. Nigdy za żadną z tych i podobnych sytuacji mnie nie przeprosiła, nie miała poczucia winy. Trzykrotnie prosiłem ją o terapię małżeńską. Za każdym razem odmawiała. Rozwód odbył się w zeszłym roku… Bez orzekania o winie… Ja nadal próbowałem być jak najbliżej niej. Szukała kogoś, kto wyremontowałby pokój dziecku. Oczywiście zaoferowałem swoją pomoc. 2 miesiące temu, próbowałem jeszcze raz. Dziś już jest z innym… Długa historia i w wielkim skrócie.

Wiem jedno. Jeśli czujesz, że jest Ci z partnerem nie po drodze… Czujesz, że związek się wypalił i masz ochotę spróbować czegoś nowego? Zacznij od zerwania/rozwodu z partnerem. Nie oszukuj, nie krzywdź, bo to ból porównywalny ze śmiercią najbliższej Ci osoby. Zachowaj trochę przyzwoitości dla siebie i szacunku dla partnera.

Absolutnie zgadzam się z tym co napisano w tekście powyżej. Nie warto wracać do eks. To poniżające doświadczenie i odbierające resztki godności. Przynajmniej z mojego punktu widzenia…

Mateusz Major
Gość

Przeczytałem artykuł po fakcie… Wciśnięcia czerwonego przycisku! Niestety muszę napisać to samo, co napisali niektórzy – zrobiłem ten sam błąd, pozwoliłem jej wrócić. Poprzednio mnie zostawiła i zdradziła, a teraz znów mnie zostawiła, ale teraz odwrotu nie będzie. Wybaczcie, ale jeśli ktoś ma wątpliwości, czy wrócić, czy pozwolić wrócić – pomyśl, że związek nie rozpadł się bez powodu, a igranie z uczuciami to nie zabawa, przeczytaj ten artykuł… i bądź pewny, że historia się powtarza. NIE WARTO!

Ola MIsiak
Gość

Oczywiście, że nie warto wracać do eks. Ja po rozstaniu nawet przez chwilę o tym nie pomyślałam. Myślę, że głównie decydują się na to osoby o słabym charakterze. Mój były zostawił mnie bez słowa. Od tak, przestał się odzywać. I chyba naprawdę musiałabym być kretynką żeby za nim choć raz zapłakać albo prosić o powrót. Wmawiał mi poważne zaburzenia osobowości, po czym sam robił rzeczy typowe dla niezrównoważonych emocjonalnie. Ja się nie odezwałam słowem, nic nie zrobiłam w kierunku jego by jakoś zwrócić na siebie uwagę, A to podobno ja powinnam takie rzeczy robić. Robił takie rzeczy sam. Już nie będę się chwalić co, bo niestety jest to zbyt żałosne i śmieszne.

Każdy z nas przeszedł pewnie jakiś toksyczny związek, bo każdy ma trochę tej toksyczności w sobie. Taka relacja jest po to by się ogarnąć, bo nic tak nie daje nam się poznać jak związek z drugą osobą. Gorzej jak i nowy związek okazuje się destrukcyjny. To oznaka braku pracy na sobą. I przede wszystkim szukanie winy tylko w drugiej osobie.

Johnny Mnemonic
Gość

Taki banał, że zawsze się żałuje przepuszczonych szans. Rekordy ostatnio bije cytat z Marka Twaine’a – ten o rozpuszczonych żaglach. Prawda jest taka, że ja żałuję zmarnowanego czasu. Pięciu cholernych lat. Tego że dostosowywałem się do kogoś, mimo że tego wcale w głebi serca nie chciałem. Tego że rezygnowałem (lub tylko ograniczałem) rzeczy dla mnie ważne, w imię jakichś mitycznych wyższych celów i wspólnej przyszłości. A na koniec zostałem spuszczony w kiblu. O ić pan w h*j – tej przepuszczonej szansy na pewno bym nie żałował. Z perspektywy czasu nie żałuję rozstania. Wtedy płakałem jak dziecko. Teraz uważam, że to było najlepsze co mogło się przydażyć, bo zmarnowałbym jeszcze więcej czasu i siebie samego, a może i całe życie z dziewczyną która ni huhu na mnie nie zasługiwała (jakkolwiek narcystycznie to brzmi). „Czasami nie otrzymanie tego czego się pragnie – może być najcudowniejszym zrządzeniem losu”. No i oczywiście „Życie stawia przed tobą wyzwania na miarę sił które posiadasz. Możliwy jest tylko jeden bohaterski czyn – nie uciec”. Mnie udało się nie uciec.

Oli
Gość

Tekst trafiony w samo sedno! Tak naprawdę wyjąłeś mi z ust to co bałam się powiedzieć na głoś, bo nie byłam pewna czy mam rację. Panuje takie mylne przekonanie, które Ty obaliłeś, że jak dwojgu ludziom wydaje się, że się kochają to mają walczyć pomimo wszystko i do końca. Błąd ! Ile byśmy zaoszczędzili czasu, nerwów i nieprzyjemnych sytuacji, gdybyśmy potrafili spojrzeć we właściwym momencie na to z boku i powiedzieć…ten związek jest bezsensu, coś się popsuło, nie jestem w nim sobą. To nie znaczy, że zawsze byłam taka mądra. Sama tkwiłam w takim toksycznym związku i popełniałam błędy, jak i robił to mój eks partner, ale zawsze wracaliśmy do siebie, bo w końcu „się kochamy”, jesteśmy „tacy podobni”, nie on/a nie może być z inną/ym „udowodnię” sobie, że wróci do mnie. I tak przez kilka lat żadne nie chciało odpuścić, żadne nie chciało się zmienić. To co najbardziej podoba mi się w tym tekście to fragment o tym, że nie wszystko da się cofnąć. Często wydaje nam się, że możemy odgrodzić wspólną przeszłość i zacząć razem od nowa, ale to nigdy nie działa, bo ludzie nie zapominają i prędzej czy później wypomną to sobie. Życie straciłoby na wartości gdyby można było wszystko wybaczać i przymykać oko na pewne sprawy. To co jest najważniejsze to pokochać siebie przede wszystkim i czuć się kompletnym wtedy wyjdzie się z każdej sytuacji, ale do tego musiałam dojrzeć, skończyć 27 i przejść trudny związek i ciężki okres, który już za mną,a ten tekst to świetne domknięcie tej sytuacji. Wielkie dzięki, pozdrawiam!

Antoine Halik
Gość

Czytając to powtórnie, przypomina mi się jak Waść kiedyś dodałeś zdjęcie A.Jolie i B. Pitta jako pary która była dla siebie „pierwszym wyborem”. Minęło trochę czasu i… Chcę tylko powiedzieć – że tak naprawdę to nigdy nie wiemy jak wygląda i jak będzie wyglądać czyjeś życie (zwłaszcza osobiste). Mało tego – nie wiemy jak będzie wyglądać nasze włąsne. Można chcieć i się starać – ale to nie zawsze wystarcza. Można filozofować, ale to nie wystarcza tym bardziej. Ostatecznie tylko „time will tell”.

Volant
Gość

Trwałość związku, a bycie dla siebie pierwszym wyborem to trochę co innego :) Bycie pierwszym wyborem to zachwyt drugą osobą w chwili, kiedy się ją poznaje, a nie mówienie: „Była ok, a ja chciałem zobaczyć jak to jest być w związku” albo „Był miły i cierpliwy, a później się do siebie przyzwyczailiśmy”. Bycie pierwszym wyborem daje większe szanse na bycie razem też później, ale nigdy nie daje 100% gwarancji. Nic jej nie daje.

A tamto zdjęcie to dla mnie wciąż majstersztyk dobrze uchwyconej chwili.

Margaret
Gość

Noo tak. Fajny tekst sama prawda. Tylko zeby uswiadomic sobie to wszystko trzeba stoczyc batalie z samym soba !!!! Ja osobiscie przeszlam rewolucje w zyciu. On kochal mnie ja jego. On zostawil rodzine dla mnie ja poswiecilam zwiazek 7 letni dla niego.
Jest tez owoc naszej milosci ma 14 miesiecy. Kocham nad zycie. Mial byc slub i 3 dzieci. Tatus jednak powtorzyl historie i po 3 latach wrocil do zony. Nas wyrzucil z domu w nasze miejsce wstawil zone z dziecmi. Po 3 miesiacach on nie chce wracac ale mial by ochote na male co nieco. Bo tak teskni. I wiecie co. Nie rozumie dupka !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ani jego ani tej jego bylej zony. Ale perspektywa zaczynac wszystko od nowa, bez mieszkania bez pracy z dzieckiem. Mialam milon mysli zeby moze wrocic ze nie dam rady. O tyle mi trudno ze eks nadal probuje. Po pol roku dopiero zaczynam widziec swiatelko w tunelu zeby wyjsc z tej dupy w ktorej obecnie jestem. I rozumie idealnie ze sie wraca do eks bo trzeba miec cholernie twarda dupe zeby to ogarnac i zaczac od nowa.

Mikaellos
Gość

Co powiecie na to: koniec związku okraszony oskarżeniem mnie o usiłowanie morderstwa poprzez uduszenie. Podczas snu. A dzień wcześniej wszystko ok i film animowany na dobranoc :p. Akcja się wydarzyła o 7:30, gdy jeszcze spałem, a druga połówka mi taką rzecz w panice mówi tego parszywego poranka – czy chcę ją udusić… Ja mówię zaspany na maksa, właściwie nieświadomy: „Może, ale daj mi spać.”
Są dwa wyjścia: nieintencjonalnie złapałem ją podczas snu za gardło albo ma jakieś urojenia. Na pewno intencjonalnie nie zrobiłbym takiej rzeczy. Od tamtego czasu zero odezwu i mnie zbanowała na social-mediach. A byliśmy ponad rok. Dziwne :(

Jadziulka
Gość

Bardzo dobry tekst mam podobne zdanie dotyczące odchodzenia. Po 7 latach zostawiłabm ukochanego faceta bo wiedziałam że posiada takie cechy charakteru których nie zmienię w nim zreszta nie da sie nikogo zmienić. To jest chyba ta puapka bo albo akceptujesz w 100% niedoskonałości swojej drugiej połowy albo huj. Są artystki co im sie wydaje ze są takie wspaniałe ze on sie zamieni w Kevina Costnera z Bodyguarda i juz nie będzie takim dupkiem. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze pomimo tłumaczeń ze nie chce z nim byc właśnie ze względu na te poszczególne jego cechy i długich rozmów dlaczego i tłumaczenia spokojnego tłumaczenia ze nie chce z Toba byc bo jestes egoista, ze nie moge na Ciebie liczyć ze nie czuje sie w zwiazku bezpiecznie ze były zachowania i słowa wykrzyczane bez szacunku ktore do dzisiaj dudnią mi w głowie ( choć minęły juz 3 lata od rozstania) typ uznał ( zawsze był najważniejszy to i przy rozstaniu jego musiało byc na wierzchu ) ze to jest poprostu świństwo ktore mu robię, łamie mu serce, jest nieszczęśliwy, on juz nie chce innej dziewczyny i ze on kocha i tylko to sie liczy. Ja ja ja ja ja ja i jeszcze raz ja. Nie chciałam dawać drugiej szansy i oglądać spektaklu udawanej żenady jak ja Cie strasznie kocham ( a raczej siebie ) i będę dla Ciebie teraz sztucznie miły bo inaczej zostanę sam. Odeszłam . On ze zraniona duma nie chce mnie znać do dzisiaj. Gloryfikuje swój nowy związek co więcej przeciwnik ślubów zaręczył sie na kolanku z naręczem róż i pierścionkiem z Apartu. Jedyna rzecz jaka boli mnie do dzisiaj to właśnie ta świadomość ze 10 lat młodsza laska zachowała sie dojrzalej i zakończyła związek z pełna swiadomscia konsekwencji ( a nie miałam wtedy nic wyszłam od niego po 7 latach z torba ubrań ) a on nawet nie miał odwagi przeprosić za wszystko to zle to zrobił i powiedzieć masz racje taki jestem ale tego nie zmienię. Dzisiaj potrafi jedynie mowić o tym ze poprzednie jego zwiazki były niedojrzałe a ten w którym jest obecnie jest jedynym prawdziwym bo trudno powiedzieć byłem zakochany w normalnej dziewczynie ktora była tez moim przyjacielem ale spierdolilem sprawę bo jestem egoista i myślałem wtedy tylko o sobie. Ja mu to wybaczyłam juz dawno wszystko w głębi siebie ale jestem dumna z siebie ze zrobiłam dojrzały i przemyślany krok w odpowiednim momencie ze nie oszukiwałam sie ze coś moze sie zmienić . Podejrzewam ze gdybym tego nie zrobiła zostawiłabym go teraz tylko oprócz torby miałabym jeszcze malutkie dziecko na rękach….

Dot
Gość

„Musisz wiedzieć, że ludzie nie oddalają się od siebie ot tak. Relacje degenerują się miesiącami.”
„albo ktoś może nie być ciebie pewny, albo ty możesz nie być pewna kogoś, ale odpowiedź wciąż jest taka sama – oboje zasługujecie na kogoś, kto nie ma tych wątpliwości.”
„Ludzie mogą przywyknąć do tego, że są ranieni, ale to nie sprawi, że zaczną uważać, że to normalne i przestaną odczuwać ból.”
„Teraz możesz być z kimkolwiek zechcesz. Z kimś, kto udowodni ci, że nigdy nie jest za późno na miłość, na nowy początek i na związek, w którym być może po raz pierwszy nie będziesz czuć, że coś dla niego poświęcasz i każdego dnia musisz mierzyć się z problemami.” Dlatego właśnie zrezygnowałam z kilku związków. Żeby móc zawalczyć o siebie i coś jeszcze po tym wszystkim ocalić.
„W tej chwili wszystko zależy od ciebie. Trzymasz rękę na czerwonym guziku. Pytanie czy go wciśniesz?” Pewnie, że tak! :)

Volant, kolejny wspaniały wpis. Żaden Twój tekst mnie nie zawiódł. Świetnie i mądrze piszesz! :)

brayn
Gość

„Dzień
dobry wszystkim, czytając to świadectwo. Nazywam się Gracie Marcus,
byłem załamany, kiedy mój mąż zamieszkał z inną kobietą porzucenia
naszej rodziny. Miałem więc czar sprowadzić go z powrotem do domu i
zatrzymać sprawę, że jest posiadanie z nowym kobietą.
W ciągu zaledwie 3 dni opuścił ją i zamieszkał w hotelu, aby ukryć
wstyd. wezwał, aby tak powiedzieć, a także uzyskać informacje o dzieci.
dyskusja była przyjemna, jakby się zmieniał, aby stać się człowiekiem,
którego znałem kiedy
się pobraliśmy. teraz z powrotem do domu i absolutnie szalony kocha
mnie i dzieci. Jestem tak podekscytowana przez ten czar, że nie mogę
znaleźć odpowiednich słów, aby powiedzieć, jak się teraz czuję.
Wszystko, co mogę powiedzieć, to przyzwoicie że
pan BABA OWO, uratował najważniejszą rzeczą w moim życiu. Moja rodzina
daje dzięki panu za sprowadzenie z powrotem mojego męża do domu. Jeśli
przechodzą przez te same problemy w małżeństwie, prosimy o kontakt z
panem BABA OWO, za wszelką pomoc na jego
e-mail: Babaowospellcastertemple@gmail.com lub Whatsapp go
+2347069496356 ………….. może on również pomóc na innego rodzaju
problemy „.

Gontaria Natalek
Gość

Ludzie powinni Ci płacić za terapię, Volant.

to_la
Gość

Nigdy w życiu nie pisałam na żadnym forum. Przez przypadek natrafiłam na ten tekst. BARDZO dobry.
Lepiej bym tego nie ujęła.
Zakochałam się raz w życiu, chociaż nie sądziłam, że kiedykolwiek to się stanie, naprawdę. Ale się stało. Byliśmy ze sobą 2,5 roku. Nigdy nie przestałam go kochać. Minęło 2,5 roku od rozstania a 1,5 roku odkąd się ostatni raz widzieliśmy. I nic, absolutnie nic się nie zmieniło. Czas nie wyleczył ran. Czuję się tak samo strasznie. Odkąd mnie pierwszy raz zostawił już nigdy nie było tak samo. Pewnie gdzieś w środku zawsze miałam o to żal. Wiele razy się rozstawaliśmy, wracaliśmy do siebie… Nasz związek i nasza miłość były poważne i bardzo smutne. Kiedy o nim myślę to czuję tylko ogromny smutek i zazwyczaj płaczę. Pokochałam jego, jego rodzinę, jego przyjaciół. Jego świat był moim. Przez całe życie byłam zawsze sama (dosłownie, bo nie miałam rodziny ani nikogo bliskiego). On był najbliższą mi osobą, której bezgranicznie ufałam i czuję, że zawsze będę kochać.
To nie był dobry związek. Oboje chcieliśmy być ze sobą, chociaż wszystko nam przeczyło. Zbyt rozbieżne charaktery, on zamknięty w sobie, ja wylewna. Nigdy nie umiał mówić o tym co czuje i myśli. Żeby się czegoś dowiedzieć musiałam niemal siłą z niego to wyciągać. I to doprowadzało do kłótni i nieporozumień. Naszym największym problemem było to, że nie umieliśmy ze sobą rozmawiać. Jakbyśmy nie nadawali na tych samych falach. I chociaż oboje się kochaliśmy i chcieliśmy być szczęśliwą para, to nam nie wyszło.
Bardzo trudno było nam się rozstać tak definitywnie. Wiele miesięcy po rozstaniu utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. Zawsze wiedziałam, że z nas dwojga to on znajdzie sobie kogoś nowego. I tak się stało. Od roku jest w związku. Nie będę się rozpisywać jak bardzo to mną wstrząsnęło.
Za wszelką cenę unikam nowych (męskich) znajomości. Nie chcę już nigdy z nikim być. Nie wyobrażam sobie przeżyć jeszcze raz czegoś takiego.
Był moim ideałem. Wyjątkowo wierny, przystojny, wyjątkowo wrażliwy, inteligentny… Nie wierzę, że kiedyś przestanę go kochać. Nie wiem czy chcę przestać, bo jest wart wszystkiego. Ale wybrał inne życie i nie mam na to wpływu. W marzeniach wierzę, że kiedyś stanie się cud i nam się uda. To mi pomaga w funkcjonowaniu na co dzień i jednocześnie mnie niszczy. Wiem o tym, ale miłość to jest jedyna rzecz, nad którą człowiek nie jest w stanie zapanować. Pojawia się i albo minie sama, albo nie…

Smutnania
Gość

I niestety mnie też to dopadło po 10 latach rostanie z tekstem wypaliło się

Mark
Gość

A co jesli ta druga osob a zaluje swojej decyzji, i od rozstania Juz minelo kilka lat?

Smutnania
Gość

Czy to znaczy że ty rzuciłeś i żałujesz tego? Jak tak to.niestety musisz się pogodzić z tym że już pewnie jest zapozno

Mark
Gość

Ja nie rzucilem tylko ona.Teraz ona zaczela pisac I mowi mi ze nie moze przestac o mnie myslec ,a teraz znowu sie nie odzywa…I co o tym wszystkim myslec?

Smutnania
Gość

Wiesz różnie może być może kogoś poznała ktoś ją zostawił w akcie desperacji chciała do Ciebie wrócić ale przemyślała że to nic nie da. Wiesz z doświadczenia wiem że nie warto do kogoś wracać kto cię raz zostawił zostawi przy pierwszej lepszej klutni. Najważniejsze co musisz zrobić to pogodzić się i urwać całkowity kontakt

wpDiscuz