Nikt nie zasługuje na uczucia z second-handu

Nikt nie zasługuje na uczucia z second-handu

Ona była niezła. Z wyglądu co prawda lekko powyżej średniej, ale miała to, czego nie posiada duża część ładniejszych kobiet – charakter. Była towarzyska, entuzjastyczna, zadziorna i wymagająca. Ona nie klaskała z radości, kiedy zainteresował się nią jakiś przystojny facet. Ona przewracała wtedy oczami. Jak była dziewczynką to słuchała od babci, że kobieta musi być przede wszystkim damą, więc kiedy było jej zimno, czekała aż facet okryje ją marynarką. Później patrzyła na niego najpiękniej jak umiała i oboje byli z siebie zadowoleni. Znała też swoją wartość i z tej znajomości wynikało, że Krzysiek na nią nie zasługuje. Wiedziała, że ją kocha, bo jej o tym powiedział. Wiedziała, że wystarczy powiedzieć mu, że chce z nim być, a on będzie biegł w jej kierunku jak w filmowych scenach pokazywanych w slow motion. Wiedziała, że jest dobry, całkiem zaradny i nawet się jej podobał – na tyle, żeby o nim czasem myśleć, zatęsknić i zadzwonić, ale nie na tyle, żeby z nim być.

Z opisu może wyglądać to na friendzone, ale nim nie było. We friendzone nie ma nic poza urojeniami, a tutaj była chemia, było jakieś uczucie, ale nie było poczucia, że to odpowiednia osoba.

Właśnie dlatego odesłała go na ławkę rezerwowych. Wisiały nad nią słowa: „Może kiedyś”.

Jeśli coś w tym miejscu trzeba powiedzieć o ludziach, to że nie mają problemu, kiedy słyszą słowo: „Tak”. Dzielnie znoszą usłyszenie słowa: „Nie”, ale totalnie nie radzą sobie ze słowem: „Może”. Zawsze wtedy mają nadzieję, że uda się je przekuć w pełnowartościowe „Tak”, więc kują. Często latami. Chodzą za kimś jak słodkie popiskujące psiaki, chcą, żeby ktoś wziął je na ręce i cały czas liczą na to, że w ten sposób wychodzą sobie miłość. Przy okazji nie widzą jednak dwóch rzeczy – tego, że można być dla kogoś tylko pierwszym wyborem albo żadnym, bo pomiędzy nimi jest tylko nasza nadzieja. Druga rzecz jest za to taka, że nadzieja – zgodnie ze słowami Stephena Kinga – to największe skurwysyństwo jakie wyszło z puszki Pandory.

Bez względu na płeć osoby, która siedzi na ławce rezerwowych, nie działa to z trzech prostych powodów:

Po pierwsze, gracze na ławce rezerwowych są… graczami rezerwowymi

W idealnym świecie ludzie zakochiwaliby się w sobie w tym samym momencie, z taką samą siłą i nigdy nie spotykaliby się z jedną osobą, kochając inną. Nigdy nie tęskniliby za kimś kto ich skrzywdził lub nie chciał. Nie kłamaliby i nie przedstawialiby wyidealizowanej wersji siebie na wyfotoszopowanym zdjęciu profilowym. Nie traktowaliby też kogoś jak opcję i nie pompowaliby sobie ego świadomością, że gdzieś w innym mieszkaniu ktoś ich bez wzajemności kocha.

Tylko, że nie żyjemy w idealnym świecie, a w nim ludzie cenią moralność. Na przykład w publicznych oświadczeniach i na plakatach wyborczych. Na co dzień bardziej cenią wygodę. Na przykład w postaci osób, które myślą, że cierpliwość kiedyś zamieni się w chemię, dzięki czemu liczą, że skoro usłyszeli: „Jeszcze nie teraz”, to kiedyś usłyszą: „Już”.

Dlatego Krzysiek cierpliwie czekał. Przestępował z nogi na nogę i czuł się jak w kolejce do lekarza, bo zawsze kiedy myślał, że już jest jego kolej, ktoś wchodził bez numerka, a on wracał na swoje miejsce, licząc na to, że w końcu się doczeka.

Jeden z największych mitów polega na przekonaniu, że da się wpływać na inne osoby i zrobić coś, żeby nas kochały. W rzeczywistości z miłością jest, jak z sukcesem – nie da się go zaplanować. Można tylko zwiększyć szanse na to, że się go odniesie. Można zadbać o swoje umiejętności, nawiązać dobre kontakty i przeczytać milion książek, a na końcu wciąż zostaje ta sama alternatywa – albo to co robisz wyjdzie, albo nie. Kiedy kogoś poznajesz – albo ktoś ciebie pociąga albo nie. Jeśli ktoś ciebie pociąga w 70% to dopóki nie skombinujesz sobie dodatkowych 30%, to czas nie sprawi, że stanie się atrakcyjny w 100%.

Dlatego też jeśli nie jesteś dla kogoś pierwszym wyborem to zawsze pojawi się ktoś kto nim będzie.

Po drugie, nie przysparza ci to szacunku

Poznawanie się nie zawsze wygląda tak samo. Czasem jest jak w kreskówkach, kiedy od razu wybuchają dookoła fajerwerki. Czasem poznaje się kogoś i żeby z nim być trzeba sobie poukładać rzeczywistość. Są też sytuacje, kiedy nic nie zwiastuje wielkiej miłości, ale powoli zaczyna czuć się do kogoś przyciąganie.

Inaczej mówiąc – może być różnie.

Nie działają tylko te relacje, w których jedna ze stron ustawia się w pozycji petenta, któremu wydaje się, że coś osiągnie cierpliwym czekaniem. Wartość nie jest obiektywną cechą. Jest wypadkową obiektywnych cech i ich subiektywnego postrzegania. Jak w ekonomii działa tu popyt i podaż. Im więcej towaru na rynku, tym mniejsza jego cena. W tym wypadku towarem jest twój czas i twoje uczucia. Jeśli czekasz na to, aż ktoś się na ciebie decyduje to zachowujesz się tak, jakbyś wywiesił szyld: „Przecena 99%!!!”. To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że stoisz z tym szyldem w deszcz, śnieg i mróz, a nikt nie kupuje twoich uczuć. Wtedy osoba, na której najbardziej ci zależy myśli: „O łał! Nikt tego nie chce! Ale to musi być szajs!”.

W ten sposób uczysz kogoś tylko tego, że zawsze tam będziesz stać. Błąd polega na tym, że powinieneś być dla kogoś szansą, którą trzeba złapać zanim zniknie. Taką, jaką ona jest dla ciebie.

Po trzecie, nawet jeśli doczekasz się „Tak”, to nie będzie to trwały związek

Nawet w najlepszej relacji na świecie są problemy. Bez względu na swoją pozycję, doświadczenie, trzy fakultety i piękną buzię będą spotykały cię sytuacje, z którymi będzie trzeba się zmierzyć.

Jeśli osoba, z którą jesteś była twoim pierwszym wyborem (a ty jej) to wiecie po co mierzycie się z problemami. Wiecie, że jest warto. Jesteście przekonani, że to co jest między wami to coś wyjątkowego i jesteście zdecydowani tego bronić. W przeciwnym wypadku podczas pierwszej lepszej sytuacji kryzysowej siadacie z założonymi rękami i stwierdzacie:
- Po co mam coś z tym robić? Może lepiej będzie nam oddzielnie? Może dzieje się to, co miało się dziać?

W przeciągu wszystkich lat prowadzenia bloga, najczęstsze pytanie dotyczące związków brzmiało jak wyraz emocjonalnego masochizmu:
- Co zrobić, żeby chciała mnie osoba, która mnie nie chce?

Odpowiedzi na to pytanie nie ma, bo przede wszystkim nikt nie powinien chcieć osoby, która go nie chce.

Nikt nie powinien marnować swojego czasu na relacje, które zawiera się pod warunkiem: „Jeśli nie trafi się nikt lepszy to z tobą będę”, bo w miłości warunków nie ma.

Nie powinien przyjmować uczuć używanych, wyczekanych i odrzuconych przez innych, bo nikt nie zasługuje na bycie opcją rezerwową.

Jeśli więc ktoś nie jest pewny kogo ma wybrać, to powiedz mu, żeby nie wybierał ciebie, bo słowo „Może” jest tylko jedną z wersji słowa: „Nie”.

Z second-handu można mieć wszystko. Tylko nie powinno się mieć stamtąd uczuć.

*

P.S. A co do Krzyśka… Czekał na nią cztery lata. Wtedy ona poznała nowego faceta. Zakochała się, zamieszkali razem po półrocznej znajomości, a o Krzyśku nawet nie pomyślała. Happy endem jest to, że kiedy w końcu stał się emocjonalnie wolny to okazało się, że świat jest pełen mądrych kobiet. Dziś ma żonę i syna. Mówi, że jest szczęśliwy.

Dodaj komentarz

62 komentarzy do "Nikt nie zasługuje na uczucia z second-handu"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Piotr Kierus
Gość

Panta rhei – wszystko płynie, nic nie stoi w miejscu.

P_M
Gość

Świetny tekst Volant! Czuję się jakbyś opisywał ostatnie 3 lata mojego życia :/
Przez właśnie takie czekanie na inną osobę wpędziłem się w depresję, z której wychodziłem przez 3 miesiące z pomocą psychologa… Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;)

Ona
Gość

Warto zadać sobie pytanie, czy ta druga strona wiedziała o tym, jak bardzo Ci na niej zależy? Czy powiedziałeś jej o tym wprost – postawiłeś przed wyborem, czy też dałeś jej pole do domysłów, bez żadnych konkretnych propozycji? Jeśli kobieta nie wie, na czym stoi, to trudno oczekiwać od niej, że podejmie odważne decyzje. Warto zatem zaryzykować! Nawet za cenę przyznania się do swoich najbardziej prywatnych odczuć. Bardzo żałuję, że mój Przyjaciel nie zdobył się na taką odwagę kilka lat temu…

Joa
Gość

Zgadzam się. Nie wczuwam się emocjonalnie lub uczuciowo w mężczyznę, u którego nie widzę mocnego zaangażowania uczuciowego. W prawdzie mogę się nabrać. Jednak jeśli mężczyzna nie okazuje wobec mnie zainteresowania i sympatii w oczywisty sposób, po prostu nawet jeśli by mi się podobał bardzo- jako kobieta absolutnie nie mogę okazać u większej sympatii, nie mogę mu się narzucać i trzymam dystans- zachowuję się z klasą.

Martines
Gość

Świetny, trafiony tekst. :) Sam przesiedziałem dłuższy, dłuższy czas na tej okrutnej ławce rezerwowych mimo, że istniała chemia, uczucie, bliskość.. ale nad tym wszystkim wisiało to „Może kiedyś”. Na szczęście na czas się ocknąłem.

grabarzchaosu
Gość

Trzeba uważać, bo istnieją idealne iluzje ; )

t55t
Gość

Miałem wręcz identyczną sytuację!! Naprawdę potrzebowałem tego tekstu.
Nawet kiedy ona czasami się odezwie, powie że tęskni, cokolwiek – zawsze gdzieś
w tle pojawia się ta nadzieja… utwierdziłeś mnie tylko w moich ostatnich
przemyśleniach, że trzeba odrzucić emocje i spojrzeć na wszystko z góry,
bardziej racjonalnie. Dziękuję!

liczbaavogadro
Gość

Nie jest tak, że czasami ludzie za dużo sobie dopowiadaja? Lubimy często wyobrażać sobie, jakby wygladało cos, czego pragniemy i przez to „przeżywanie” w swojej głowie nadajemy realnym sytuacjom wieksze znaczenie, niż maja one w rzeczywistosci.

Nemesis Nave
Gość

W ramach tego ujęte jest chyba friend zone, wspomniane na początku tekstu : )

Mateusz Skrycki
Gość

Świetny tekst! Kolejna perełka do kolekcji!
Wiecie co daje poznawanie nowych osób i ciągłe próbowanie? Że jeśli macie podstawową umiejętność rozpoznawania związków przyczynowo skutkowych i uparcie nie wkładacie widelca do gniazdka, bo ‚tym razem przecież będzie inaczej’ czytaj: prąd mnie nie pierdolnie, to dość szybko wypracowuje się własny katalog zachowań i postaw, a jeśli spojrzeć na zbiór takich katalogów to można stworzyć uniwersalny, który za dużo się nie zmienił od początków istnienia ludzkości. Przy okazji można się nauczyć trochę pokory czy prawidłowego nastawienia (nic tak nie śmierdzi jak desperacja) i odczytywania postaw w poprawny sposób. Czy ktoś się do mnie nie odzywa bo ma mnie w dupie czy jest po prostu zajęty? Czy ta osoba jest na tyle wartościowa, że warto poświęcać swoją energię i utrzymać nawet sporadyczny kontakt? Albo czy każda kobieta zasługuje na moje (świetne swoją drogą) śniadanie? Płatki z zimnym mlekiem nie biorą się bez powodu.

winnie
Gość

Świetny tekst. Klasyka życia. Co w opcji kiedy jest to wszystko co mówisz między ludźmi chemia itd. ale ona po prostu kogoś ma i nie potrafi zaryzykować? Pójśc w inną stronę?

arikal
Gość

To jest jeden z najtrafniejszych wpisów, jakie kiedykolwiek czytałam na blogu (a czytałam chyba wszystkie i uważam, że każdy jest dobry). W życiu bywałam już Krzyśkiem, nie raz i nie dwa, a teraz sytuacja się odwróciła i jestem właśnie tą dziewczyną. I bardzo mnie boli to, że on tak cały czas czeka, nawet mimo rozmowy, wytłumaczenia sytuacji, nie przyjmuje tego do wiadomości. Ale dzięki Volant :)

martija90
Gość

Ciągle siedzę na ławce rezerwowych. Czuje się jak szmata w secondhandzie. nie nadaje się na żadną porę roku, nikt nie potrzebuje jej. Chciałabym poczuć sie jak Krzysiek, czyli wolna emocjonalnie. Nie zrozumie tego ten kto nigdy nie siedział na takiej ławce oczkujących. Z jednej strony nie chce byc z nikim na siłe. Co ma byc to będzie. Z drugiej strony, czuje że 26 rok na karku to już czas na zmiany. Nigdy nie miałam chłopaka. Było mi tak dobrze.. albo po prostu nikt się nie trafił. Czasami potrzebuje „kawałek męskiej marynarki”. Dojrzałam do pewnych decyzji, znam też wartości jakich oczekuje od faceta (nie, wcale nie musi to byc Brad Pitt). Szacunek, miłość, zaufanie, wierność, wsparcie, głowa na karku i odrobina poczucia humoru. Tylko tyle oczekuje od faceta. Może aż tyle? Wiem, że od Niego nie moge wymagać, żeby mnie kochał, bo to uczucie prawie jak 6tka w lotka. Po prostu musi trafić swój na swojego. Hm…Zawsze byłam sama, ale teraz? Czuje sie jak ostatni ludź na wyspie. Mam wrażenie, że nic mnie już dobrego nie czeka. Nie mam z kim dzielić sie swoim raz lepszym, raz gorszym życiem. Puste takie życie, ale nie pozostaje mi nic innego jak czekanie na powołanie do związku.

Rosemadder
Gość

Rozumiem Cię, też się tak czułam, dokładnie tak, jak Ty, jakbym już nigdy nie miała być szczęśliwa. Przeszło mi, ale trzymało przez ponad trzy lata, więc jedyne, co Ci mogę powiedzieć na pocieszenie, to fakt, że to minie i kiedyś będzie dobrze.

Dawid Odyjas
Gość

„znam też wartości jakich oczekuje od faceta” ,nie oczekuj w stricte społeczno przyjętym sensie, inaczej tylko będziesz się trudziła i walczyła. Wolność emocjonalna nie jest równoznaczna z pozbyciem się emocji, a z osiągnieciem wyższego stopnia postrzegania tychże emocji. Tak samo z uczuciem samotności jakiego doświadczasz, tylko i wyłącznie przez obowiązujące społęczne ramy w jakich ludzie żyją. Nikt nas tego nie nauczył,Ciebie, mnie, że można żyć samemu i żyć wspaniale( nie myl z odrzuceniem innych ludzi, i zamykaniem się na cokolwiek). Artykuł jest generalnie schematyczny i typowy, pomocny,ale raczej nie uśmierzy bólu, z którym musisz sobie poradzić sama. Jeśli sobie z tym poradzisz będziesz wolna, skupiasz się bardzo na innych osobach, parach zamiast na faktycznym życiu i swoich emocjach, fakycznych stanach tych emocji. MOże to pomoże, wielu twierdziło, że to zrozumiało,ale naprawdę sam tego jeszcze nie pojąłem ,naprawdę głęboko. Polecam. :) I się nie martw,żeś sama, zrozum to,ten stan, pojmij, całą sobą i żyj. :)

http://www.jkrishnamurti.republika.pl/wolnznan10.htm

Ella
Gość

Polecam książkę Norwood Robin
Kobiety, które kochają za bardzo….dużo wyjaśni i powinna pomóc zrozumieć pewne schematy
Tę książkę warto przeczytać….polecam

Greg
Gość

Volant – nie komentowałem już bardzo dawna Twoich wpisów. Bo co miałem napisać? Kolejny raz „rewelacja”? „Miazga”?

Tym wpisem zawieszasz sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Stosując się do alegorii rozumu i serca, to ten pierwszy mówi, że nie dasz rady napisać nic lepszego. Ten drugi, że to tylko kwestia czasu…

Czekam…

PS
To co tutaj wyłożyłeś jest czymś tak ważnym w relacjach, nie tyle damsko-męskich, ile ogólnie międzyludzkich, że powinien ten tekst dotrzeć naprawdę daleko. Bardzo daleko…

Volant
Gość

Tym milej mi, że skomentowałeś teraz, bo cenię sobie Twoją opinię.

wadera
Gość

Właśnie Cię masowo rozsyłam do moich koleżanek i kolegów, którzy raz po raz wpadają do mnie z tanim winem i żałosnym pytaniem na ustach: „lena, no i jak to rozegrać?”. Byłam tam, widziałam, przeżyłam, trzech panów kopnęłam przez to w dupę. Dwóch wielce nawróconych wróciło, chociaż nie miało już do kogo, bo dziewczyna z ławki rezerwowych zdążyła zmienić reguły gry. Trochę mnie tym tekstem odciążysz, bo jak im w życiu nie wyjdzie, to winę zrzucę na Ciebie (ale tak wiesz, sympatycznie).

Piotr Kierus
Gość

Mądry facet nie zrzuca winy na kobietę, lecz zmienia reguły gry…. i szuka inaczej.

Emilia Mańk fotografia
Gość

Ludzie traktują cię tak, jak sam siebie traktujesz. Taka prawda

KaZet
Gość

Super tekst ale tego trzeba sie nauczyc albo chociaz chciec nauczyc. Trzeba pamietac ze ta pierwsza opcja zawsze gdzies czai sie za rogiem dla kogos dla kogo jestesmy rezerwowym. Lewandowski tez gral w rezerwach Legii…mozna wstac z lawki i znalezc lepszy klub (partnera) ale trzeba checi doswiadczen i cierpkiwosci, nie do kogos ale do i dla siebie.

Y.
Gość

Z tym problemem ludzie borykają się od wieków. Polecam „Śluby panieńskie” Fredry. I „Cinema Paradiso”. U Fredry jakoś sobie poradzili, odwracając role. U Tornatore …prawie wyszło. Jest nadzie… khm, jest to pewien sposób.
Chłopak mojej nastoletniej siostry wychodził sobie ją, zabiegając o nią przez dwa lata. Nagle go zobaczyła, przejrzała na oczy czy coś. Może to możliwe tylko kiedy jest się młodym i światopogląd ma tendencje do radykalnych zmian?

KaZet
Gość

Y. – jasne ze tak mozna wychodzic, nie znaczy ze tak zawsze juz bedzie. Z duza doza prawdopodobienstwa ona go nie chciala bo byl albo czeka na kogos kto bardziej do niej pasuje (przynajmniej wg niej). Tak wiec jeszcze moze sie okazac ze tekst pasuje do tej sytuacji albo tez ze sa wyjatki potwierdzajace regule:)

Lu Kasia
Gość

no i dzieki za ten tekst Pozdrawiam

Beata
Gość

Masz rację. „Jebać mojego Dareczka”. Niech wróci do żony która go 11 lat zdradzała i odeszła z połową majątku. Jestem za dobra z moim domem i 3 fakultetami dla gościa bez matury i obiadami ze słoika…

Paula Stadnik
Gość

Genialnie ugryziony temat! Cieszę się że tu trafiłam.

Valthard van der Sand
Gość

Z lawki rezerwowych mozna zejsc tylko wtedy, kiedy jest okazji gry w pierwszym skladzie innej druzyny. Wtedy czasem pierwszy selekcjoner bierze do swojego skladu.
A najlepiej po prostu nie siedziec na lawce tylko cwiczyc kopanie pilki gdzies indziej. Doskonalosc osiaga sie wylacznie grajac….

Karolina G.
Gość

Kilkanaście lat temu byłam i w jednej i drugiej sytuacji. Posadziłam się z własnej woli na ławce rezerwowych. Ale znudziło mi się to siedzenie i poszłam grać gdzie indziej. Wniosek przyszedł raczej bez głębszych przemyśleń, a już z pewno nie pod wpływem czyimkolwiek. Intuicja mi podpowiedziała. I wtedy się okazało, że temu komuś nagle strasznie zaczęło brakować wiernego kibica. Nie zrozumiał, kiedy powiedziałam żeby się cmoknął w rzyć i poszukał innego frajera. Właściwie do tej pory nie rozumie, mimo że kompletnie nic nas nie łączy, ale to już jego problem. Byłam też tą, która posadziła na ławce. Po trzech miesiącach dotarło do mnie, że oszukuję jego i siebie, bo nic z tego nie będzie. Znając tę drugą stronę, siedzącego rezerwowego – powiedziałam, że na moim boisku nie zagra nigdy i żeby szukał innej trawki. Jedno jest pewne – w takich sytuacjach ważna jest szczerość z samym sobą. Choć to trudne, bo iluzja tego co mogłoby być jest bardzo kusząca.

bob
Gość

Ale po co tracic czas na takie problemy?

Karolina G.
Gość

Ale w jakim sensie pytasz?

bob
Gość

Od razu zaznaczam, ze to w zadnym wypadku nie jest atak, tak mozna odebrac moj komentarz.

W takim sensie, ze zamiast skupiac sie dosc egoistycznie na sobie tzn. rozwijac sie, poznawac lepiej siebie, poszerzac siatke znajomych, starac sie stworzyc jakies poglady, ktore beda nam towarzyszyc na codzien to ludzie skupiaja sie na tak trywialnych rzeczach jak stawianie ludzi na lawce rezerwowych itp. To troche pokazuje, jak bardzo niektorzy ludzie sa zagubieni i niepewni siebie.

Karolina G.
Gość

Aaach, o to chodziło :). Chłopie, to co opisałam działo się – jak wspomniałam – kilkanaście lat temu. Teraz jestem prawie 40-letnią kobitą, która dawno przestała przejmować się takimi pierdołami, które są nimi z mojego obecnego punktu widzenia (z całym szacunkiem dla tych, którzy nadal przechodzą przez ten etap w życiu). Ale ponieważ każdy chodzi we własnych butach i do pewnych wniosków musi dojrzeć samodzielnie, toteż chciałam się również podzielić własnymi przemyśleniami; jak to jest w pięknym zwyczaju na tym blogu.
Zaś co do tego, o czym piszesz – zagubienie i niepewność siebie – wydaje mi się, że to metaforyczne sadzanie na rezerwowej ławce daje iluzoryczne poczucie, że możemy coś więcej niż nam się wydaje. Ale o tym właśnie pisze Volant.

bob
Gość

„awno przestała przejmować się takimi pierdołami” – az milo sie czyta! Zdecydowanie zgadzam sie z tym, ze trzeba troche pobladzic, zeby dojsc do pewnych wnioskow. Jestem po prostu zaskoczony (to najprawdopodobniej przez to, ze pracuje nad soba od dluzszego czasu i moja perspektywa sie zmienila), ze ludzie gonia za kims, kto ich stawia na tej metaforycznej „lawce rezerwowych”. Nie ma na tym swiecie jednej i jedynej osoby, ktora jest tylko dla nas. Nie ma. Swiat jest pelen mozliwosci w kazdym aspekcie naszego zycia, jest obfity a sami sie ograniczamy. „możemy coś więcej niż nam się wydaje” – wydaje mi sie, ze bardziej chodzi o posiadanie swoistego zajaca, za ktorym mozna gonic i poswiecic mu czas, zamiast zajac sie soba – to jest o wiele trudniejsze niz poswiecanie sie komus.

Karolina G.
Gość

Ludzie gonią za różnymi dziwnymi rzeczami, w bardzo pokrętny i czasem niezrozumiały dla nich samych sposób. Gdyby było inaczej, ten blog najprawdopodobniej by nie istniał. A jednak istnieje i bardzo dobrze, że tak jest. Spójrz po komentarzach ilu osobom okazał się potrzebny i choć na niewielkim odcinku prostujący gmatwaninę w głowie.

bob
Gość

Zgadzam sie, mi np. pomogl artykul @Volantification:disqus’a zupelnie z innej beczki. Bardzo! Staram sie tylko przedstawic moj sposob rozumowania, moze ktos podchwyci i dostrzeze, ze warto zglebic sie samego siebie i zaczac pojmowac swiat w kategoriach obfitosci i mnogiego wyboru. Moze ktos skorzysta :)

Agata Gołaszewska
Gość

Przemawia aż do bólu. I dobrze!!!

Bogdan Markowicz
Gość

Z ta nadzieją od kinga to sie nie zgodzę, uważam ze nadzieja to jedna z największych sił ludzi. Oczywiście zależy od kontekstu. Jesli ktos ma nadzieje ze go druga osoba pokocha i czeka na to pol życia mając nadzieje, to owszem jest w czarnej dupie, ale mieć nadziej ze się wyjdzie cało z pod lawiny np to już całkiem duza moc i motywacja do.. życia :)

Elephanto
Gość

Stawiam, ze to wina tego, ze ktoras z osob wyidealizowala sobie druga osobe i za nia biega. Zamiast popatrzec w glab siebie, stac sie bardziej integralnym z wlasnym „ja” to ludzie marnuja swoj bardzo cenny czas biegajac za ta druga „polowka”. Uwazam, ze lepiej poswiecic czas na rozwoj i zrozumienie samego siebie. Bo jezeli ktos sie skupia na kims innym, biegajac za ta osoba to co bedzie miala pozniej do zaoferowania w zwiazku? No wlasnie.

PS

Dzieki za odpowiedz mejlowa,
K

bob
Gość

„Wszyscy mi mówili”

Nie sluchaj wszystkich, tylko siebie. Bo zazwyczaj Ci ludzie maja takie samo pojecie o temacie albo mniejsze.

Alice
Gość

Będę czytać ten tekst za każdym pieprzonym razem, kiedy przyjdą mi do głowy tanie sentymenty typu: MOŻE warto było jeszcze poczekać. NIE. Nie było warto. Dziękuję.

bob
Gość

Nie, nie warto. ;)

Tooschee
Gość

przeraza mnie powoli fakt, ile osob ci „gratuluje napisania super tekstu” w momencie, gdy Ty tylko mowisz o podstawach myslenia :)

Maksymilian S
Gość

Gdyby ten tekst pojawił się kilka miesięcy temu to być może wtedy szybciej bym zmądrzał. Na szczęście i bez niego podjąłem dobre decyzje i na jeszcze większe szczęście – podjąłem je dosyć szybko, więc teraz tylko z uśmiechem czytałem tekst :). Dzięki Volant za to co robisz, miałeś duży wpływ na to, że po 3 latach uwolniłem się od osoby, która tłoczyła jad do mojej głowy. Czekam na kolejny tekst!

Karol
Gość

Nie tylko na uczucia z second-handu ale też samego partnera. Jest sporo badań potwierdzających że mnogość partnerów seksualnych przekłada się na chwiejność każdej kolejnej relacji. Biblia dobrze radzi brać sobie na żonę dziewicę a nie przechodzonego szmatławca.

Volant
Gość

A dlaczego Biblia nie radzi wybrać na partnera prawiczka zamiast jakiegoś przechodzonego szmatławca? Pytam, bo tam sama Biblia nie miała nic przeciwko żonom Salomona, który miał 700 żon-księżniczek i 300 drugorzędnych. Tylko u kobiet mnogość partnerów seksualnych przekłada się na chwiejność każdej kolejnej relacji, a mężczyźni to są tacy fajni i wierni mimo bzyknięcia połowy miasta?

Valthard van der Sand
Gość

Bullshit.
Chwiejnosc relacji nie jest wynikiem wielosci partnerow, tylko slabego dobrania/dopasowania. Roznica jest tylko taka, ze czlowiek, ktory przetestowal kilka zwiazkow juz wie, ze moze byc inaczej i szuka tego co mu da szczescie.
Kobieta, ktora leje maz, a nie wie, ze zycie moze wygladac inaczej, bo to jej pierwszy facet pewnie bedzie bardziej stabilna w relacji, ale szczesliwa na pewno nie.

Greg
Gość

Może mieli wielu partnerów, bo są sami chwiejni, a nie są chwiejni, bo mieli wielu partnerów…

Valthard van der Sand
Gość

Jest jeszcze jeden aspekt „siedzenia ma lawce rezerwowych” lub tak zawanych „one it’ies” – lenistwo i strefa komfortu. Czesto tkwimy na tej lawce, bo juz sie na nia zalapalismy, jest wygrzana i znajoma, a szukanie nowej wiaze sie z rozpoczeciem calego procesu od poczatku, ze skutekiem trudnym do przewidzenia.
„Kiedys” brzmi lepiej niz potencjalne wypowiedziane „nie” od innej osoby…..

sylwia
Gość

,,Moźe ,,to takie wieczne kurewskie poczekaj..i czekasz jak idiotka..na telefon..wlepiasz sie w wyświetlacz godzinami..jak zahipnotyzowana..
wyłączasz telefon..jakby to miało Cie uratować przed rozczarowaniem i kolejnym wyświechtanym.,,moźe..
znow jesteś aktywna..a tu cisza..on zwymiotował na Twoje czekanie..na twoj telefon…na Ciebie puścił kolorowego pawia..
wraz z tym swoim Moźe..
Bo Moźe wisi sobie w proźni obojetne..śliskie..z satysfakcją…macha Ci czapką przed nosem..
MOZE powoduje źe sie dusisz
..źe idziesz ślepą uliczką..zmierzasz donikąd..ono niesie z sobą ułude.
ktora teź powinna wypisać sie z źycia
I dupy nie zawracać..
Chwila teź jest suką..ciągle sie spieszy
zawsze trwa zbyt krotko.
tak,Chwili teź nie lubie.

marta
Gość

co jeśli ktoś nie potrafi powiedzieć co do mnie czuje?

Przemek Krasiński
Gość

Jestem wdzięczny że to przeczytałem ;)

Justyna Niepsuj
Gość

To się tyczy nie tylko kobiet, mężczyźni też lubią sobie pompować ego „planem B” ;)

Azjel
Gość

Ja też czekałam… Cztery lata. Mówił, że kocha, ale że wygląd nie taki.
Że kocha, ale woli eteryczne blondynki. Usprawiedliwał samczą naturą
wzrokowca. Myślałam, że jak kocha to mogę się zmienić. Powoli się
zmieniałam, tak żeby on był zadowolony. Mówił w międzyczasie że on
potrzebuje czuć się kochany, więc miał jedną, drugą, trzecią, a ja
wiernie stałam z boku czekając aż on w końcu powie że spełniam
wymagania. A potem spieprzył za granicę. Wrócił i znowu mówił, że kocha,
a drugiego dnia, że już chyba nie. Zmarnowałam cztery lata na bycie
pieskiem wiernie czekającym na nagrodę od swojego pana za dobre
zachowanie. O boże, jak mi wstyd.

Azjel
Gość

Ja też czekałam… Cztery lata. Mówił, że kocha, ale że wygląd nie taki.
Że kocha, ale woli eteryczne blondynki. Usprawiedliwał samczą naturą
wzrokowca. Myślałam, że jak kocha to mogę się zmienić. Powoli się
zmieniałam, tak żeby on był zadowolony. Mówił w międzyczasie że on
potrzebuje czuć się kochany, więc miał jedną, drugą, trzecią, a ja
wiernie stałam z boku czekając aż on w końcu powie że spełniam
wymagania. A potem spieprzył za granicę. Wrócił i znowu mówił, że kocha,
a drugiego dnia, że już chyba nie. Zmarnowałam cztery lata na bycie
pieskiem wiernie czekającym na nagrodę od swojego pana za dobre
zachowanie. O boże, jak mi wstyd.

eLL
Gość

Czekalam na niego 10 lat. O 10 lat za duzo…

Krzysiotutajbył
Gość

Mały edit by się przydał, gdyż Krzyś dzięki determinacji, usprawnieniu swojego działania a co najważniejsze dzięki dobrym emocjom i uczucie w końcu ją rozkochał w sobie. Nie było to co prawda po czterech latach, bo stuknął piąty rok, ale w końcu rozbudził w niej to na co tyle czekał. Krzyś nie siedział z założonymi rękoma. Krzyś poszedł po swoje. Jestem tym Krzyśkiem i świat jest dobry. Pozdrawiam wszystkich dobrych ludzi. Tych mniej dobrych też i życzę Wam dużo szczęścia by tak uciekło to zło i dało miejsce na ciepło. ahh:)

chockate
Gość

dobrze czasami sobie przypomnieć dobry tekst i utwierdzić się, że zarówno nie chcesz siedzieć na ławce rezerwowej, jaki i nie chcesz wybierać z ławki rezerwowej :) – to po prostu nie ma sensu.

s.
Gość

„można być dla kogoś tylko pierwszym wyborem albo żadnym, bo pomiędzy nimi jest tylko nasza nadzieja”

już któryś raz wracam do tych Twoich słów. Najpierw twierdziłam, że mnie nie dotyczą, potem zaczynałam brać pod uwagę opcję, że to może trochę o mnie.
Kiedyś dotarło do mnie, jaką krzywdę sobie od lat robię i że siedzę na ostatnim miejscu takiej ławki. Mam nadzieję, że po fazie akceptacji nadejdzie faza działania – przestanę oglądać ten słaby mecz i wstanę z ławki rezerwowych. W końcu nigdy nie lubiłam piłki, to on ją uwielbia.

microsoft
Gość

Uważam, iż jest to jeden z najlepszych twoich tekstów Volant. Ja z kolei nie pierwszy raz byłem opcją zapasową dla kogoś. Niby wszystko dobrze, ale „za mało” by być tym pierwszym. A może dawało się za „dużo” od siebie. Nie ma co czekać. Jeżeli kogoś wypuścisz i nie wróci to nigdy nie był twój…

Klaudia
Gość

To są tylko frazesy nie mające nic wspólnego z rzeczywistością.

coliberek
Gość

Ja mam nieco inny problem. Byłam ze swoim partnerem 2 lata i mimo tak krótkiego okresu zdążyłam się w nim zakochać bardzo mocno. Mimo tego, że raz się już rozstaliśmy a próbowaliśmy (próbował) więcej razy (chemia robiła swoje i wracaliśmy) to po roku spokoju zaczęłam o nim myśleć jak o życiowym partnerze i traktować go jak jedynego. Chyba to ostatnie mnie zgubiło. Gdy nastał czas moich problemów on mnie kolejny raz zostawił, po prostu odciął się. A ja zostałam z nimi sama i bagażem emocji, które tak samotnie, jakby nie patrzeć, wyhodowałam. Z czasem dowiedziałam się, że zrobił to dlatego, że „mam jego zły zestaw cech”. Na prawdę boli to, że potrzebował 2 lat by na to wpaść, albo by sobie tego wyszukać, sama nie wiem. Koniec końców, wiem, że tęskni, że się zastanawia czy dobrze zrobił ale ja też się zastanawiałam nad tym wszystkim i jak raz trzeba zapomnieć o sercu tylko dać do głosu rozum. Nie mam z nim kontaktu bo sama zerwałam, mam nadzieję, że słusznie :(

wpDiscuz