Zostaw drugą osobę lepszą, niż ją zastałeś

Zostaw drugą osobę lepszą, niż ją zastałeś

Kiedy jako gówniarz poznawałem kobiety to interesowało mnie czy są pociągające seksualnie. Następnie na liście długo nie było nic. Później zwracałem uwagę na to, czy mamy o czym rozmawiać i jak się przy nich czuję. Patrzyłem na to, jak mówią, że są na diecie, ale jak świecą im się oczy, kiedy kelner idzie z deserem. Zapisywałem w głowie, jak wyglądały ich twarze, kiedy snuliśmy plany na wakacje. Obserwowałem je jak były odprężone i roześmiane. Cieszyłem się za każdym razem, kiedy słuchałem, jaki jestem dla nich ważny i na tej podstawie oceniałem jakimi są osobami.

Później zrozumiałem, co w rzeczywistości mówi to o ich charakterze – NIC.

Człowieka można ocenić tylko w ekstremalnych sytuacjach. Nie w tych zwyczajnych, bo podczas kupowania bułek w sklepie nawet seryjny morderca może wydawać się spoko ziomkiem.

Ludzi poznaje się kiedy ochlapie ich samochód przed ważnym spotkaniem, kiedy wracają wkurwieni z pracy albo mają 39 stopni gorączki. Ważniejsze od chwil tak słodkich, że rzyga się tęczą są te zaraz po kłótni. Najlepiej możesz ocenić, kto jest twoim przyjacielem po tym, czy odwiedzi cię w szpitalu, a nie po tym czy bawią was te same pranki i lubicie słuchać The Asteroids Galaxy Tour.

A już w ogóle najlepszym testem człowieka jest to czy umie się rozstawać i jak traktuje ludzi, których już nie potrzebuje.

Większość osób w tym zakresie zawodzi.

Obserwuję ludzi, którzy z dnia na dzień zachowują się tak, jakby nigdy nic nie łączyło ich z osobą, z którą jeszcze niedawno zasypiali, budzili się i jedli śniadania. Patrzę na wyniosłe kobiety poniżające gościa, który zbierał się pół godziny, żeby do nich podejść. Nie rozumiem tchórzy, którzy zrywają przez SMSa albo odchodzą bez słowa wyjaśnienia wydzierając, jak kartki z zeszytu wszystko, co było w tej relacji dobre.

Nie chodzi mi o smętne pitolenie z „Małego księcia”, że jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś. Chodzi o to, że kiedy masz z kimś kontakt wybierasz jaki wkład będziesz mieć w jego życie. Możesz wtedy wybrać emanowanie klasą, optymizmem albo wsparciem, ale większość ludzi wybiera dawanie innym gówna, bo wydaje im się, że jeśli ktoś poczuje się źle, to im będzie lepiej. Ale wiesz co? W 99% przypadków będzie im tak samo źle.

Chciałbym ten tekst uzasadnić badaniami przeprowadzonymi przez „amerykańskich naukowców” dlaczego warto traktować innych dobrze podczas rozstań. Niestety nie mogę. Fakty są takie, że bez względu na to, czy zdepczesz czyjeś uczucia, czy oddasz je, jak prezent, którego nie możesz przyjąć, nic to w twoim życiu nie zmieni. Nie spadnie na ciebie żadna z plag egipskich. Grawitacja nie sprawi, że nagle opadną ci cycki albo twój penis zacznie się kurczyć. Nie zaczniesz zarabiać mniej. Twój pies nie zacznie w odwecie srać na twój dywan.

Powinieneś to zrobić nie dlatego, że będzie ci się to opłacać, ale dlatego, że granica między człowiekiem, a skurwysynem leży w świadomości tego, że inni ludzie też mają uczucia i nie trzeba wyrzucać ich ze swojego życia jak zużytych chusteczek – zmiętych i niepotrzebnych. To nie znaczy, że nie możesz się ich pozbyć. To znaczy, że jeśli masz możliwość to warto zrobić to tak, żeby nie pozbawić ich szacunku do siebie samych.

Na tym polega bezinteresowność kluczowa dla każdej relacji – na dbaniu o kogoś bez względu na to, czy coś z tego będziesz mieć.

Dlatego jeśli chcesz wiedzieć czy jesteś gotowy lub gotowa na związek to zadaj sobie pytanie, czy będziesz umieć rozstać się z godnością?

Czy będziesz umieć odejść z podniesioną głową akceptując to, że w życiu zdarzają się porażki nawet jak nie popełni się błędu?

Czy będziesz umiał kogoś zostawić bez stosowania polityki spalonej ziemi, wciąż dbając o to, żeby nie było to dla drugiej osoby trudniejsze, niż musi być?

Czy nawet jeśli nie zobaczysz już tej osoby nigdy więcej, to zachowasz się z klasą, a nie jak małostkowy gówniarz?

Czy mimo żalu i zawiedzionych oczekiwań wciąż będziesz życzyć drugiej osobie tak samo dobrze, jak w chwili kiedy na nią patrzyłeś czując emanującą ciepłem gulę w środku piersi i myśląc, że obronisz ją przed każdym wymyślonym lub realnym potworem?

Dopóki odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi: „Nie” lub „Nie wiem” to nie jesteś kimś, kto jest gotowy na związek, bo nie rozumiesz jeszcze tego, że nie ma nic łatwiejszego, niż bycie razem. Trzymanie się za ręce, chodzenie na spacery i wspólne gotowanie z dużą ilością czerwonego wina pod ręką są banalnie łatwe. Prosto jest starać się dla kogoś, od kogo czegoś oczekujesz. To rozstawać jest się trudno, a najtrudniej jest stosować wobec innych zasadę, którą stosują skauci: „Zostaw obóz w lepszym stanie, niż go zastałeś”.

Napracujesz się przy tym, a i tak tobie to się już nie przyda, ale zdradzę ci sekret – wbrew temu co myślisz nie jesteś jedyną osobą na świecie.

  • natacao

    Co tu powiedzieć…. So true! …oraz: jak to w życiu, są też wyjątki a myśl, która kołata wtedy w głowie to czy da się zdobyć zakaz sadowy zbliżania się elementu na odległość kilku kilometrów. Tak, są też mendy na które żadne humanitarne sposoby zupełnie nie działają. nie!Szukać ze świecą na szczęście :)

  • ola

    w sumie szkoda , że penis nie kurczy sie od bycia skurwysynem …

    • Tak samo szkoda, że grawitacja nie działa na cycki w przypadku bycia suką :)

      • ola

        teraz sie zastanawiam czy napisać – no właśnie niech suki też mają za swoje! czy co to za różnica skoro grawitacje można łatwo przekupić ;)

      • Mysza

        Najbardziej chyba szkoda jednak czasu na życzenie komukolwiek skurczonego penisa lub obwisłych cycków. Bycie skurwysynem czy podłą suką to kara sama w sobie ;-))

  • Warto się napracować chociażby dla tych nieuniknionych niezręcznych momentów, gdy nieoczekiwanie spotkacie się po kilku miesiącach/latach na ulicy. Jeśli rozegrałeś to z klasą, będzie Ci wtedy o wiele łatwiej zareagować spokojnie, naturalnie, może nawet przyjaźnie. Nie będziesz musiał w ostatniej chwili czmychać gdzieś w ciemny zaułek, by uniknąć chociażby tego głupiego „Cześć”.

    Ale to tak naprawdę nieistotne. Liczy się to, czy po rozstaniu szczerze możesz przed sobą przyznać, że nadal zasługujesz chociażby na to głupie „cześć”.

  • Dam

    @Volantification:disqus

    Jak rozumiesz rozstanie się z godnością? Napisałeś wyłącznie o tym czego nie robić, a nie wskazujesz jak to robić. Niestety w życiu nie jest tak, że rozstania nie bolą. Bolą zwłaszcza, że o rozstaniu decyduje zazwyczaj osoba, której mniej zależy na relacji. Druga strona jest najczęściej zakochana i nie widzi swojej przyszłości z inną osobą. „Zostańmy przyjaciółmi” jest dobre dla ludzi z emocjonalnym dysmózgowiem. Przepraszać również nie wypada, bo za co? Za podjęcie dojrzałeś decyzji? Osoba, która jest zostawiana zawsze będzie rozgoryczona i będzie chowała urazę, że ktoś śmiał zostawić „tak cudowną osobę jak on/ona”. Co Ty powiedziałbyś kobiecie, z którą się rozstajesz?

    Oraz druga sytuacja. Gorsza. Jak rozstałbyś się z kobietą, o której dowiedziałeś się, że Cię zdradzała? Pytam czysto hipotetycznie. Ciężko zachować klasę będąc tak upokorzonym. Ludzie zdradę biorą do siebie zbyt ambicjonalnie.

    • Napisałem o tym, czego nie robić, bo to przede wszystkim te zachowania świadczą o braku klasy i potrzebie odwetu. Rozstania zawsze bolą i pewnie dlatego ludzie traktują to tak ambicjonalnie (ja też, ale wiem, że to bez sensu).

      Nie wiem, co bym powiedział osobie, z którą się rozstaję, bo to zależy od konkretnej relacji, ale do tej pory miałem same sytuacje, które nie dotyczyły błędów którejś strony, ale różnicy priorytetów, więc mówiłem zgodnie z prawdą, że chciałem żeby to wyszło, ale oczekujemy czegoś innego i nie widzę szans, żeby dało się te oczekiwania pogodzić. Oraz że życzę jej jak najlepiej. Bez dawania nadziei, że może coś z tego będzie, bez zostańmy w kontakcie, bez „możesz na mnie liczyć” i bez przerzucania się czyja to była wina. Wina tylko w skrajnych przypadkach spoczywa tylko po jednej stronie.

      Druga sytuacja. Powiedziałbym, że przykro mi, że nie okazała się osobą, za którą ją miałem, a później chciałbym zakończyć tą relację jak najszybciej. Na pewno nie pozwoliłbym sobie na histeryzowanie i wyzywanie jej – z prostego powodu – żeby nie mogła powiedzieć później, że miała rację, że np. nie byłem warty tego związku. Takie zachowania to jednak dobry powód, żeby zrzucić z siebie trochę odpowiedzialności, a w przypadku zdrady ta odpowiedzialność jednak bardziej ciąży na stronie zdradzającej.

      • Marta

        Podobno jestesmy odpowiedzialni za nasze myśli uczucia. To prawda. Ta teza może jednak prowadzic do absurdalnego, moim zdaniem wniosku, – można potraktowac kogoś jak wysmarkana chusteczke. Wyrzucić i nie odbierac telefonow
        To ten Ktoś bowiem odpowiedzialnia jest za to co czuje. Cieszę się, że twoj tekst potwierdza, że „zawsze warto byc czlowiekiem, choc tak łatwo zejsc na psy…”

      • mallgos

        Ja bym jeszcze dodała – absolutnie nie przerzucaj odpowiedzialności na drugą stronę (bo, gdybyś była taka i taka, lubiła to i tamto, to nic, by we mnie nie umarło) lub też nie rzucaj głupich tekstów typu – gust mi się zmienił teraz wolę grubsze, a ty jesteś za chuda. Potraktuj na koniec kogoś poważnie i z szacunkiem.
        I popieram – żadnych przyjaźni, żadnych kontaktów.

    • Doris

      nie zgodzę się, ze stwierdzeniem „o rozstaniu decyduje zazwyczaj osoba, której mniej zależy na relacji”. Taką decyzję podejmuje osoba nie będąca szczęśliwa w danej relacji. Może jej zależeć, może bardzo kochać ale każdy ma jakieś granice wytrzymałości i bywa tak, ze chociaż kochasz to odchodzisz. Cierpisz ale nie możesz trwać dłużej w takiej relacji.

      • Mysza

        Osoba, która jest zostawiana zawsze będzie rozgoryczona i będzie chowała urazę, że ktoś śmiał zostawić „tak cudowną osobę jak on/ona”. – Nie do końca, to kwestia świadomości :-) Co z tego, że się kochamy skoro na etapie, na którym jesteśmy nasza relacja jest dla obojga toksyczna. Czasami rozstanie to remedium, a zakładam, że wszystkie drogi, które mają się krzyżować, prędzej czy później, trafiają znów na siebie lub pędzą w totalnie innym kierunku. Rozgoryczenie, uraza i smutek zawsze wynikają z oczekiwań i strachu. A żyjąc w strachu i kierując się oczekiwaniami, nie jesteśmy w stanie prawdziwie kochać. Bycie w zdrowym, dobrze funkcjonującym związku to praca nad sobą – lubię siebie, mam zajebiste życie, robię niesamowite rzeczy i wydajesz mi się tak interesujący, że postanawiam się dzielić tym właśnie z Tobą. Wśród osób, które mnie otaczają przeważa jednak schemat typu – ta laska / ten koleś, są tacy biedni, muszę ich pokochać i uratować z tej beznadziei, lub – muszę sobie kogoś znaleźć aby czuć się lepiej. To, z kolei, prowadzi do drastycznych rozstań ;-)

      • Madix

        Jeżeli ktoś ma zdrowe poczucie wartości to wie, że to nie od tego, czy jest w związku, czy tez nie, zależy jego wartość, a w związku z tym prawdopodobnie taka osoba zniesie rozstanie lepiej niż taka, która traktuje rozstanie jak personalną obrazę.

        Relacja nie powinna być toksyczna. Obie strony powinny dawać z siebie, wspierać się wzajemnie i jeśli nie są w stanie, to mają też prawo wycofać się z relacji w okresie, kiedy muszą skupić się na sobie i czują, że nie są w stanie być godnym partnerem.

        Niedobrze, że masz takich znajomych. Polecam ten blog:
        http://koniectoksycznych.blogspot.com/2013/12/jak-toksyczna-kobieta-robi-ci-pranie.html
        wprost z niego wynika, że toksycznych osób uratować się nie da – one muszą najpierw same nad sobą popracować, wyleczyć się, stać się godnym partnerem i dopiero wtedy wchodzić w związek.

    • zdarza sie, ze zostawia osoba, ktorej zalezy bardziej – widzi brak odpowiedzi po drugiej stronie i maniuplacje, ktorym jest poddawana. inna rzecza jest, ze osobiscie na prawde nie wiem jak odejsc z klasa. sama bylam zmuszona do zakonczenia znajomosci przez sms i list. nie wytrzymalam presji ciaglego oszukiwania mnie i pomijania w planach. a druga strona? jakby woda po kaczce splynela.

  • chris

    ”Zostaw drugą osobę lepszą niż ją zastałeś ” a to znaczy ni mniej ni więcej tylko – zmień ją a zmienianie ludzi to bardzo trudna , prawie niemożliwa sprawa. Myślę więc , że nie ma sensu się trudzić nad zmienianiem ”ukochanego” tylko poszukać następnego. A nuż się okaże , że jest idealny :)

    • Elle

      Ale jak masz już kogoś ukochanego to chyba już nie szukasz dalej ??

      • chris

        Ukochany , nie zawsze znaczy idealny. Czasem nawet zauważamy , że pokochaliśmy kogoś ”bardzo mało idealnego” , mówiąc wprost – drania. W takim wypadku , który zresztą sama niedawno przeszłam , z bólem serca wycofuję się ze związku.

  • coco88

    Dodałabym tylko krótki cytat…który dużo dla mnie znaczy, a szczególnie ostatnia fraza…

    ”Nauczyłam się, że bardzo wiele możesz powiedzieć o człowieku poprzez
    sposób, w jaki radzi sobie w trzech sytuacjach: gdy pada deszcz, gdy
    zgubi mu się bagaż i gdy lampki choinkowe są totalnie poplątane.

    Nauczyłam się, że bez względu na to, jaką masz relację ze swoimi
    rodzicami, będziesz za nimi tęsknić, gdy znikną z Twojego życia.

    Nauczyłam się, że zarabiać na życie to nie to samo, co żyć.

    Nauczyłam się, że życie czasem daje drugą szansę.

    Nauczyłam się, że jeśli podejmuję decyzję z otwartym sercem, to zazwyczaj są one trafne.

    Nauczyłam się, że nawet jeśli coś mnie boli, to ten ból nie jest mną.

    Nauczyłam się, że każdego dnia powinieneś kogoś dotknąć. Ludziom
    potrzebny jest ciepły uścisk czy choćby przyjacielskie poklepanie po
    plecach.

    Nauczyłam się, że wciąż jeszcze muszę się wiele nauczyć.

    Nauczyłam się, że ludzie zapomną co powiedziałeś, co zrobiłeś, ale nigdy nie zapomną, jak się przy Tobie czuli.”

    – Maya Angelou

    • Elle

      To tylko słowa gadać można do woli ale co z czynami ciekawe czy ta osoba, która to napisała właśnie tak postępuje ?

    • Karolina G.

      Ten cytat to puste „coehlizmy”, najwyraźniej każdy musi przejść przez ten etap – z naciskiem na słowo „przejść”.

  • MarcinNiezadowolony

    Akurat w tej kwestii brak zgody, skoro się z kimś rozstajesz to jest coś nie tak z drugą osobą skoro chcesz odejść. Po za tym nie widzi mi się zrywanie bez emocji, wg mnie „cios” jest bardziej pomocny dla drugiej strony i ponadto nie wprowadza myślenia a może do mnie wróci. Na traktowanie normalnie jest czas później kiedy mijają emocje.

    • Kasia

      To, że się z kimś rozstajesz nie musi oznaczać, że jest coś nie tak z tą drugą osobą. To z Tobą może być coś nie tak, albo oboje możecie być OK, ale każde z innego świata, z innymi priorytetami życiowymi, myśleniem i podejściem do różnych spraw.
      „Cios” jest bardziej pomocny? Masz na myśli wygarnięcie tej drugiej osobie wszystkiego co Ci się nie podobało w związku i w niej samej i pozbawienie złudzeń dot. możliwości zejścia się poprzez odpowiednio skurwysyńskie zachowanie się? Osobiście inaczej wyobrażam sobie wzorcowe rozstanie. Chętnie dowiedziałabym się co źle robiłam, czemu, jego zdaniem, nie wyszło. Ja opowiedziałabym o swoich odczuciach. Wszystko w spokojnej, przyjacielskiej atmosferze, pełnej szacunku i zrozumienia i najpewniej dużej ilości wylanych łez, bo w końcu nawet jeśli ja odchodzę czy ta druga osoba, to jednak oprócz dużej ilości wzajemnych pretensji i żalów, zostaje masa pięknych wspomnień i wspólnie spędzonych miłych chwil, których będzie żal. I nie trzeba być skurwysynem, żeby druga osoba zrozumiała, ze powrotów nie będzie. Trzeba tylko jasno to zakomunikować i potem być konsekwentnym…

      • MarcinNiezadowolony

        Rozumiem, że odebrałaś mój post w nieco inny sposób niż ja to chciałem przekazać. Oczywiście tutaj przypuszczalnie my możemy być nie tak, ale wtedy to ta druga osoba chce odejść a nie my, więc to tak jakby pozostawiłem w domyśle. Jeśli jesteśmy z innego świata to także można to podciągnąć pod to, że z drugą stroną jest coś nie tak, lub łagodniej mówiąc nie jest taka, jaką sobie wyobraziliśmy.
        Widzisz w twoim wypadku jeśli kobieta zrywa z facetem jest może ok, bo dla faceta będzie to „Nie to nie, trzeba szukać innej”, ale dla kobiet z którymi ja się spotykałem takie łagodne podejście a później właśnie rozmowy co się nie podobało sprawiało myślenie „Tylko się zmienię i wrócimy do siebie”, przez co było jeszcze więcej nieporozumień. Ja jako facet nie chciałem, aby dziewczyna z którą nie wyobrażam sobie przyszłości próbowała nadal ze mną być, jakoś nie jest mi na rękę świadomość, że ktoś marnuje swój czas na mnie, że dziewczyna zamiast może przepłakać i wrócić na „rynek” odrzuca facetów tylko dlatego, że myśli o powrocie do mnie.

        Wolę wyrządzić pozorną krzywdę, ale nie są to zarzuty bezpodstawne czy jakieś mocne przekrzykiwanie prezentowane na filmach. Wolę wręcz, by dziewczyna kojarzyła mnie przez pewien czas ze skurwysynem bez uczuć niż gdy będzie się nakręcać na możliwość bycia ze mną. Wolę widzieć swoją byłą szczęśliwą z nowym facetem niż taką, która kręci się przy mnie przez pół roku i psuje moją relacje z nową dziewczyną.

    • Widzisz, tylko nie chodzi mi o to, żeby zrywać delikatnie. Zerwanie zawsze powinno być jasne i definitywne. Chodzi mi o wyeliminowanie tego, co ludzie bardzo często dodają ekstra:
      - kłótnie
      - utrudnianie eks partnerowi życia (np. dzieląc wspólne rzeczy)
      - oczerniając eks publicznie itd.

      Nie zgadzam się też, że zawsze coś jest nie tak z drugą osobą. Czasem ma się inne priorytety. Ty jesteś ok, druga strona jest ok, ale wasza relacja nie działa – znam takie przypadki.

      • MarcinNiezadowolony

        Ok, możliwe że źle odczytałem Twoje intencje. Też się czasem dziwie jak to ludzie zrywają publicznie, bo chyba boją się w cztery oczy. Z drugiej strony np walczenie o rzeczy jest kwestią poziomu finansowego, wiadomo jak zarabia się 10k to się nie patrzy na rzeczy za tysiąc, ale jak już ktoś zarabia minimalną to mnie to jakoś nie dziwi.

      • Chillout

        „Zerwanie zawsze powinno być jasne i definitywne”
        Znam przypadki, gdzie kobiety, wiedząc, że nie układa się w związku, zdradzają, a później i tak wracają.
        Co sądzisz o takich facetach, co na to się zgadzają?

      • Ja bym się na to nie zgodził, więc myślę, że to całkiem nieźle odpowiada na pytanie, co myślę o facetach, którzy się na to godzą ;)

      • Łukasz

        Bezsensowne pytanie. A co ma sądzić, że są zajebiści?

      • Chillout

        Można wyjść z założenia:
        Każdy ma prawo do błędu.

      • Łukasz

        To nie błąd, to jawna głupota.

  • ita88

    A jaką można mieć satysfakcję kiedy exowi się układa i pierwszą osobą, z którą chce o tym pogadać to Ty. To znaczy, że łączyło Was o wiele więcej niż seks.
    Jaką można mieć radość z wysyłania sobie życzeń noworocznych i masy pozytywnej energii choć nigdy Wam nie wyszło mimo początkowej ekscytacji.
    Da się choć nie zawsze, nie z każdym, wymaga to ogromu pracy własnej i zrozumienia obecnego partnera. Bo nie każdy jest w stanie zaakceptować telefony od exa partnera.

  • Empatia polega na rozumieniu czyichś uczuć, a nie na dostosowywaniu się do cudzych wymagań. Każdy ma prawo oczekiwać od życia czegokolwiek chce i to właśnie mówienie: „Dostosuj się do moich uczuć” jest egoizmem albo skrajną naiwnością.

  • Brzeska

    Point. Człowieka poznaje się jak odchodzi, czy też właśnie w kryzysowych sytuacjach. Nie trudno jest być super człowiekiem, emitującym niezliczone pokłady epickości gdy wszystko jest piękne, proste i przyjemne. Dokładnie tak jak Ty piszesz – trudno nie okazać się skurwysynem gdy sielanka się skończy

  • KaZet

    „Czy mimo żalu i zawiedzionych oczekiwań wciąż będziesz życzyć drugiej osobie tak samo dobrze,” Volant jestes pewny ze gdy ktos Cie zdradzil albo rzuca bedziesz tak w glebi serca I szczerze zyczyl komus dobrze? Szacunek za spedzony czas to jedno ale z tym zyczeniem dobrze hmm. Chyba ze chodzi Ci tylko o druga strone takiej relacji to ok.

    • W 100% będę mógł to powiedzieć, jak przeżyję taką sytuację. Na razie, całe szczęście, jeszcze jej nie miałem.

  • Bartosz Spychała

    Czy będziesz umieć odejść z podniesioną głową akceptując to, że w życiu zdarzają się porażki nawet jak nie popełni się błędu?

    Czy będziesz umiał kogoś zostawić bez stosowania polityki spalonej ziemi, wciąż dbając o to, żeby nie było to dla drugiej osoby trudniejsze, niż musi być?

    Ku^wa, mam nadzieję, że nie będę musiał tego na sobie sprawdzać za jakiś czas…

  • pietrek

    hej fajny tekst i blog!poczytalem o tobie na forum braciasamcy tam cie polecaja chlopaki co sadzisz o samczeruno i marku ktory je prowadzi?on pisze o kobietach jak ty

    • U Volanta znajdziesz wiele bardzo celnych i wartościowych spostrzeżeń z zakresu relacji damsko-męskich podanych w uprzejmy i mocno strawny społecznie sposób (dyplomatyczny) – ale widać miejsca, gdzie autor wyraźnie chciałby dopisać kilka dobitniejszych zdań ale … z przyczyn zachowania owej dyplomacji nie czyni tego – bo ani nie wypada, ani specjalnie zysku by to mu nie przyniosło. Postawę taką jak najbardziej rozumiem. Inaczej się nie da. To tak jak prezydent państwa nie może za bardzo powiedzieć na forum publicznym „a teraz zbombardujemy tych sk_synów bo ni w ząb nie kumają, że podskakują silniejszym” tylko powie „nasze starania o pokojowe załatwienie nabrzmiałych nieporozumień napotkały mur obojętności naszych oponentów. Wobec wyczerpania dostępnych środków, ku naszemu nieukrywanemu żalowi i smutkowi, musimy przejść na inny poziom działań, który pozwoli zakończyć tą przykrą i niechcianą przez nas sprawę” ;)

      Na forum bracia samcy – masz opisane wiele schematów bez owijania w bawełnę i dyplomacji. Początek lektury może być ciężki (szczególnie dla osób nawykłych do życia i działania opartego na przyswojonych schematach), przy wczytaniu się – nierzadko otwiera oczy na wiele spraw.

  • ita88

    Trudno mieć „fajne” relacje po kiedy zerwanie jest „niefajne”.

  • kamaah

    Autorowi nie wyszło? Świetny wniosek :)

    • Też mi się podobał :D

  • Pozostawienie po sobie ex-partnerki lepszej niż w chwili poznania – to taki ideał, o który dość trudno. Coś do czego warto dążyć ale co, napiszmy szczerze, nie zdarza się często.
    Cóż, z każdą ex mam bardzo poprawne kontakty. Z niejakim przekąsem mogę dodać, że są poprawne bo owe kobiety, gdy popadną w jakieś prawne problemy (lub członkowie ich rodzin) – dzwonią z pytaniami.
    I jedynie gdzieś tam z tyłu głowy tli się myśl, że gdybym w życiu zajmował się serwisowaniem jednorazowych zapalniczek, to na ile wówczas mógłbym liczyć na ową uprzejmą poprawność w kontaktach …
    Ale to już … same życie :)

  • Też tego nie rozumiem. Ludzie najpierw nie mogą bez siebie żyć a potem po kilku miesiącach traktują się tak, jak nie traktuje się nawet najgorszego wroga. Z samego szacunku do przeżytych razem szczęśliwych chwil należałoby rozstać się w spokoju i wzajemnej akceptacji.

    • Saszka

      Tylko ten szacunek powinien być obustronny… Ciężko zachować ciepłe uczucia po rozstaniu, jeśli było się okłamywanym, a finalnie zostało porzuconym bez słowa wyjaśnienia, bo druga osoba okazała się zwykłym tchórzem i 10 wspólnych lat zostało zamknięte potajemną wyprowadzką. A następnie ekspresową przeprowadzką do nowej kobiety. Jak mogę szanować kogoś takiego, mimo, że niegdyś był całym moim życiem?

      • Pytanie za całe 5 złotych polskich, świeżo wybite w mennicy. Co takiego musiało się stać, że nagle po 10 latach mężczyzna ‚ucieka’ do innej kobiety? Piszesz ‚tchórz’, tak? I jednocześnie tą etykietką sprytnie całą winę i odpowiedzialność zrzucasz na tą osobę. Sprytne. I jak retorycznie sprytne tak życiowo nieprawdziwe bo automatycznie nadaje dyskurs ‚czarne i białe’, ’100% dobro kontra 100% zło’, ‚zły diabeł i pokrzywdzona anielica’. Wybacz – za wiele w życiu widziałem i nie kupuję tego ;)
        Nie znam ani Ciebie ani jego ale by być w 100% szczerym – poszukaj winy i w sobie. Poukładane życiowo i potrafiące choć w części zrozumieć potrzeby swoich partnerów kobiety – nie tracą ich z dnia na dzień. Mojej bliskiej znajomej mąż, któregoś dnia spakował swoje rzeczy i wyszedł z domu – ku zaskoczeniu żony, która po powrocie z pracy odkryła jego nieobecność (są już po rozwodzie). Ale ta kobieta tak zaciekle dopiekała mu codziennie i od święta, że wcale się temu facetowi nie dziwię. Co najwyżej tego, że tak późno zdobył się na to.

        Pozdrawiam

      • Chillout

        Szacunek w pierwszej kolejności powinien być okazywany w związku, a nie po jego rozpadzie.
        Może z tego powodu odszedł, bo go nie było?

  • Ależ bliżej mi nieznana kobieto – czemu wybrałaś sobie za nick tego wpisu przymiotnik „zgnieciona”?
    Po co jątrzyć ranę, analizować, szarpać się, spalać żywym płomieniem w wulkanie negatywnych emocji? Dręczyć się i rozdrapywać to co było. Co Ci to da? Wyniesiesz z tego jakąś wymierną korzyść? Chyba że żyjesz samotnie na bezludnej wyspie i ten jeden jedyny ktoś – był jedyna i ostatnią opcją, ale zbudował tratwę z palm i nawiał, a teraz siedzisz sama-samiuteńka. Bądź gorliwie wyznajesz jedną z tych religii, które za totalne umartwianie się nad sobą obiecują bliżej nieokreślone szczęście w przyszłości.
    Wykorzystaj swoje doświadczenie jako lekcję życiową. Coś co Cię wzbogaca a nie przytłacza, coś co pozwoli następnym razem dokonać lepszej oceny sytuacji i zminimalizować ryzyko i szkodę wywołaną przez błędne dobranie partnera. Nos do góry! :) Ludzi na tym nienajlepszym ze światów jest, podobno, ponad siedem miliardów. Wiesz ilu jeszcze czeka sensownych, nieodkrytych przez Ciebie gości?
    Sama sobie odpowiedz.
    A Ty piszesz ‚zgnieciona’ … Ech, kobiety i ta ich uroczo teatralna emocjonalność … :D

    • Zgnieciona :D

      Bliżej nieznany mężczyzno :)
      Dlaczego „zgnieciona”? Oto odpowiedź w pierwszym zdaniu: „Podpisałam się zgnieciona, ponieważ zgniótł mnie ten tekst totalnie!”. Nie podpisałam się dlatego, że jestem w takim stanie emocjonalnym, tak było, ale minęło. Wiadomo, czasami dopada mnie, jako kobietę, proces analizowania, rozdrapywania – przyznaję się, ale ma to pozytywne efekty, ponieważ jest to kolejne doświadczenie dla mnie.
      Nie, nie należę do osób, które latami są w dołku, kto się zajmie moim życiem jak nie ja sama, czyż nieprawda? ;)
      P.S. Pozdrawiam i śmieję się z lekkiej teatralności :D

  • Madix

    Niby dlaczego? Kiedy miłość wygasa po jednej ze stron to dla mnie właśnie egoizmem i brakiem empatii jest siedzenie dalej z partnerem, którego już nie kochasz, ale „przyzwyczaiłeś/aś” się do niego i nie rozstajesz się z nim z wygody lub lęku, że go skrzywdzisz, zamiast dać mu okazję do znalezienia kogoś, kto pokocha go prawdziwie mimo tego, że najpierw będzie musiał/a przeboleć rozstanie…

    Miłość czasem wygasa i to niczyja wina. Ludzie po prostu zmieniają się – to nie tylko normalne, ale także wskazane – a przez to, że się zmieniają, mogą zwyczajnie przestać do siebie pasować pomimo np. 10 lat udanego związku. To oczywiście smutne, ale prawdopodobne.

    To, jak pielęgnować uczucie, aby nie wygasło, albo jak ratować wygasające uczucie, to są zupełnie inne kwestie. My mówimy o sytuacji, gdzie już nie ma co ratować, bo wszystko się wypaliło albo coś się wypaliło. Dorośli ludzie w takiej sytuacji powinni IMO usiąść, porozmawiać o tym, powiedzieć szczerze jak jest i podjąć decyzję – tak, moim zdaniem decyzję o rozstaniu można podjąć wspólnie zamiast trzaskać drzwiami i strzelać focha, i to jest najbardziej ok rozwiązanie. Można też walczyć o związek lub próbować odbudować uczucie, ale do tego trzeba chęci, a czasem po prostu obu stronom tych chęci brakuje i będzie łatwiej zbudować związek od nowa z kimś innym.

    Przykładowa sytuacja: ktoś chce się skupić na karierze, a w związku z tym ma wyjechać na rok lub dłużej poza granice kraju i być może osiąść tam na stałe. Wspólnie z partnerem może podjąć decyzję, czy chcą walczyć o ten związek i jak to zrobić, ale mogą równie dobrze podjąć decyzję o tym, że ich ścieżki życiowe się rozchodzą (bo druga strona chce zostać w kraju i nie chce związku na odległość), a w związku z tym rozstają się pokojowo (bo decyzję o rozstaniu podjęli wspólnie, a nie po prostu jedna strona trzasnęła drzwiami, odchodząc w siną dal), bez wyrzutów, chociaż oczywiście zapewne nie będzie to ani łatwe, ani przyjemne doświadczenie.
    Niemniej jeśli się spotkają po latach, będą mogli spokojnie patrzeć sobie w oczy bo będą wiedzieli, że zachowali się wobec siebie fair. Nie widzę tu ani egoizmu, ani braku empatii, wręcz przeciwnie – to super, kiedy żadna ze stron nie próbuje wymusić poświęceń na drugiej, tylko daje prawo wyboru.

    • Marta

      Coś jest w tym ostatnim akapicie, Madix. W niedługim czasie wyjeżdżam do pracy za granicę spełniać swoje marzenie, a mój chłopak zostaje w kraju. Gdyby nie studia najprawdopodobniej wyjechałby od razu ze mną, ale niestety – ja będę mieć swoje obowiązki, a on swoje. Oboje mamy plany na przyszłość zarówno swoją, jak i wspólną, ale u nas to wychodzi całkowicie naturalnie, że w niczym siebie nawzajem nie ograniczamy. Oczywiście, kiedy mój chłopak dowiedział się o tym, że wyjeżdżam (co miało miejsce z pół roku temu, kiedy zaczęłam wszystko planować), stwierdził od razu, że jak tylko skończy studia to do mnie przyjedzie. Im więcej czasu mija, tym bardziej wychodzi na to, że gdybym miała tam zostać na dłużej (na razie pewne są tylko 3 miesiące) to jednak on będzie kontynuował studia na innym kierunku. Ja się z tego cieszę, sama jestem bardzo ambitna i chciałabym, aby i on miał jak najlepsze wykształcenie. Uważam, że co ma być to będzie – jeśli mamy być razem to przetrwamy nawet tak długie rozstania. Oczywiście wiem, że nie będzie to łatwe i wiem, ile czeka na człowieka pokus, kiedy jest sam (ufam mu i wiem, że nic głupiego nie zrobi, ale też nie jestem głupia – wiem jak wyglądało to u większości moich znajomych, kiedy rozstawali się na parę miesięcy, bo studiowali w dwóch różnych miejscach). Życie pokaże, co będzie. Uważam, że trzeba być dobrej myśli, bo w końcu nic nie dzieje się bez przyczyny. Ale a propos egoizmu bądź jej braku – właśnie o to chodzi, że wiemy, że ta rozłąka będzie trudna, ale dzięki temu każde będzie mogło się realizować w tym, w czym od zawsze chciało, marzyło, do czego dążyło. Może nas to do siebie zbliży koniec końców, a może poróżni, ale na pewno nie zamierzamy siebie nawzajem ograniczać, bo to by było w tym wszystkim najgorsze.

  • katie

    „Dlatego jeśli chcesz wiedzieć czy jesteś gotowy lub gotowa na
    związek to zadaj sobie pytanie, czy będziesz umieć rozstać się z
    godnością?”

    Dzięki za to pytanie!

    Warto mieć je z tyłu głowy kiedy wchodzi się w relację, bo potem emocje buzują i ludzie traktuja innych jak właśnie te zużyte chusteczki.
    We mnie zostaje nie tyle złość co żal i smutek i to nie pozwala potem wrócić to funkcjonowania na zasadzie „dobrzy starzy znajomi”.

    Ale mam jednego znajmoego który – może to duże słowo- ale jest Szwajcarią jeśli chodzi o relacje. Potrafi się elegancko zachować przy rozstaniach – czy to prywatnych czy zawodowych i jest dla mnie jakiegoś rodzaju dobrym przykładem – więc dla pociechy mogę powiedzieć że są jednak jednostki które tę umiejętność jakoś wypracowały.

  • mocne…

  • do czasu. jak mamusia umrze i przestanie majtki prac.

  • io

    Nie zostaw tej osoby gorszej (a to nie jest wcale takie łatwe). Jeśli jest mądra i świadoma i ma zdolność do autorefleksji już samo doświadczenie uczyni ją/jego lepszym. Jak prawie każde złe doświadczenie nie będące chorobą terminalną.

  • Volant, jestes niepoprawnym optymistą.

    Ludzie nie będą milsi dla innych tylko dlatego, że to fajne, tak samo jak nie będą rezygnować z wykorzystywania ludzi w związkach. Bedą to robic tylko dlatego, że mogą, bo większość społeczeństwa to niestety zakompleksione skurwysyny i suki. I co gorsza, jak porządna dziewczyna albo chłopak dostanie po dupie parę razy od życia to też zaczną się tak zachowywać.

    Ludzie potrzebuja straszaka w postaci karmy albo 10 przykazań.

    Gdyby Twoi „harcerze” zachowywali się jak trzeba, to nie byłoby problemu z hałdami śmieci w turystycznych miejscówkach, surfowaniem wsród pływającego syfu na Bali, etc.

  • Nielia

    Zawsze, ale to zawsze byłam szczera z osobami, z którymi kontakty zrywałam. Dwie przyjaźnie, dwa związki. Nigdy nie chciałam się wykłócać, dla mnie to było bez sensu. Niestety nie każdy i tak czy siak reagował pozytywnie, ale ja czuję się dobrze, bo zrobiłam wszystko, co w mojej gestii, żeby nie palić za sobą mostów.

  • DMA

    Chyba jestem zbyt świeżo po rozstaniu żeby w ogóle móc się wypowiadać. Ale się wypowiem. Najważniejsze to wyciągnąć wnioski i wiedzieć dlaczego. Wtedy dużo łatwiej się z tym uporać.

  • Agata Gonkowska

    Strasznie dużo tutaj prostych, a zarazem ciężkich słów, jeżeli tak to mogę ująć.
    Uważam jednak, że szukanie winy bądź przyczyny rozpadającego się związku jest zwykłą stratą dobrej energii.
    Obustronny kompromis i dojrzałość emocjonalna, pozwala pójść każdej z osób w swoją stronę i wymaga tylko szczerości. Niestety nie każdy ma odwagę, aby ją dać /podobno/ kochanej „z wzajemnością” osobie.

  • mallgos

    „Obserwuję ludzi, którzy z dnia na dzień zachowują się tak, jakby nigdy
    nic nie łączyło ich z osobą, z którą jeszcze niedawno zasypiali, budzili
    się i jedli śniadania”

    – jakby nigdy nie było żadnej więzi, a wszystkie lata to pasmo traum. Na koniec zamiast podziękować za to co było dobre daje taką „laurkę słowną”, po której człowiek zastanawia się czy my przez te wszystkie lata byliśmy na tej samej planecie, czy na pewno pod jednym dachem? Czy to możliwe, żeby przez naście lat nie było ani jednego dobrego wydarzenia, nic co wzbudzałoby jakieś pozytywne emocje, jakiś sentyment?
    To bardzo trudne doświadczenie, gdy ktoś bardzo bliski staje się super oziębły, obojętny i tak naprawdę najchętniej spakowałby cię w pięć minut i wystawił za drzwi. I przy tym całym cha..twie, który ci oferuje rzuca – zostańmy przyjaciółmi, bo nasza przyjaźń zawsze była dla mnie ważna.

    Niestety tak jest i pewnie to się już nie zmieni, nieliczni mają w sobie klasę i świadomość, że rozstania są trudne, bolą i naprawdę warto zadbać o sposób rozstania, by tego sobie nie utrudniać. No, ale z reguły temu, któremu już nie zależy jest to lotto.

  • Ela Łabaj

    Kocham ten tekst i tak bardzo popieram!