Co jest dla mnie najważniejsze?

Co jest dla mnie najważniejsze?

Czy ważne jest to, żeby się wysypiać, lubić samego siebie i skończyć niezłe studia? Albo czy ważna jest opinia innych osób, leżenie pod baldachimem na Malediwach, idealna waga i odcisk wyszminkowanych ust na policzku? Pewnie tak, ale wśród setek mniej i bardziej ważnych rzeczy, które można wymienić, nie ma nic ważniejszego, niż posiadane priorytety.

W sferze deklaratywnej wszyscy jesteśmy kandydatkami na Miss Świata i liczy się dla nas rodzina, miłość i pokój na świecie, ale kiedy trochę te wartości podrapać to odchodzi od nich farba. Pijaczek w barze może mówić, że on dla swojej rodziny to zrobi wszystko, ale wciąż jest ważniejsza kolejna setka, którą poczuje w przełyku. Od miłości często ważniejszy okazuje się szacunek, kiedy wciąż się kocha, ale odchodzi się, bo zasługuje się na więcej, niż ciągłe pretensje.

W rzeczywistości nie liczy się mówienie, że najważniejsze jest zdrowie, szczęście, przyjaźń i rodzina tylko faktyczne działania, które się podejmuje. Właśnie dlatego to priorytety, a nie wartości najlepiej pokazują kim ktoś jest, dokąd zmierza i dlaczego osiągnął to, co osiągnął.

Wielokrotnie pytano mnie o to, co jest dla mnie najważniejsze, a ja wielokrotnie próbowałem to napisać. Ostatecznie zrobiłem to dzisiaj.

5 rzeczy, które są dla mnie ważne to:

1. Dbanie o siebie

Wiem – brzmi to egoistycznie, ale w praktyce tak nie jest. Ludziom czasem się wydaje, że to kim są i to w jaki sposób działają nie jest ze sobą powiązane. Wpadają wtedy na przykład na pomysł, że kiedy poznają przystojnego bruneta to usłyszenie od niego: „Kocham cię” da im szczęście. Niestety to działa tylko w tanich filmach, a nie w realnym świecie. W prawdziwym świecie jest tak, że jeśli brodzisz po kostki w gównie, to mimo najlepszych chęci przeniesiesz je też na swoich partnerów, dzieci i współpracowników.

Dbanie o siebie nie jest więc egoizmem – jest koniecznością, bo bezpośrednio wpływa na przekazywane innym postawy i stanowi niezbędną podstawę szczęścia. To zresztą nie przypadek, że kiedy spojrzy się na kogoś, komu posypało się życie, zauważy się zazwyczaj, że wcześniej zaczął sypać się sam.

2. Stabilizacja dzięki rozwojowi

Nie uważam, że mam cokolwiek na stałe. Przeciwnie, jestem zdania, że chwila kiedy myśli się, że ma się coś na zawsze, jest momentem kiedy niezauważalnie zaczyna się to tracić. Dotyczy to drugiej osoby, przyjaźni, poziomu kompetencji, zdrowia i zarobków. Dokładnie tak, jak to kiedyś napisałem – to, co najważniejsze zawsze ma się na zasadzie abonamentu. Kiedy przestajesz płacić to automatycznie tracisz członkostwo. Dlatego liczy się dla mnie to, żeby wciąż wkładać wysiłek w utrzymanie tego, co mam – dobrego związku, lifestyle’u, umiejętności i wiedzy.

To dlatego:

  • Pomimo że zapisałem tysiące stron, wciąż na bieżąco czytam światową klasykę, poradniki pisarskie i uczę się lepszego konstruowania historii.
  • Jestem na bieżąco z nowościami dotyczącymi marketingu internetowego, prowadzenia biznesu i perswazji.
  • Mam poduszkę finansową pozwalającą na utrzymanie standardu życia przez 18 miesięcy.
  • W odróżnieniu od osób, które mówią: „Jak będę musiał to się nauczę”, ja uczę się i podejmuję nowe wyzwania nie dlatego, że muszę, ale dlatego że chcę.
  • Przygotowuję plany awaryjne, które zrealizuję jak nie powiedzie mi się podstawowy model działalności. Obecnie mam pięć alternatywnych ścieżek, w których mogę się spełniać.
  • Dbam o kontakty z rodziną i paczką znajomych oraz jak najwięcej czasu spędzam offline, żeby nie przegapić tego, co ma znaczenie.
  • Zawsze dywersyfikuję dochody oraz reinwestuję wszystkie zyski.
  • Wierzę, że najlepszym sposobem utrzymania tego, co się ma jest rozwój, więc co roku dążę do tego, żeby robić ciekawsze rzeczy oraz zarabiać więcej.

3. Doświadczanie w pełni każdego etapu życia

Znam ludzi, których różni zawód, wykształcenie i wiek, ale łączy jedno – to, że już tylko oglądają się przez ramię i mówią: „Ależ to były czasy!”. Wspominają wtedy granie w piłkę na podwórku, studniówkę albo okres studiów. W końcu jednak przyszedł okres, kiedy nie mieli już czego przeżywać, więc zaczęli wspominać.

Moim celem jest to, żeby nigdy nie zacząć oglądać się przez ramię. Uważam, że jeśli życie składa się z etapów, to każdy z nich może być źródłem szczęścia. W wieku dwudziestu lat można przeżyć swoje najlepsze imprezy, w wieku trzydziestu lat być świetnym ojcem, w wieku czterdziestu lat odnosić największe sukcesy zawodowe, w wieku pięćdziesięciu lat wyglądać jak George Clooney i przemierzać Włochy w swoim kabriolecie, a w wieku sześćdziesięciu lat być wspaniałym dziadkiem oddającym się swoim pasjom.

Zgadzam się ze zdaniem, że szczęście polega na doświadczaniu, więc nie zamierzam uporczywie trzymać się jednego etapu, a później tylko wspominać najlepsze czasy, które dawno zostawiłem za sobą. Raczej chcę nawet mając siedemdziesiąt lat wciąż patrzeć na to, co przede mną, a jednocześnie wyciskać z każdego „dziś” jak najwięcej. W końcu nikt nie cofnie czasu, żeby zobaczyć pierwsze kroki dziecka albo do czasów, kiedy wypad TLK nad morze był lepszą wyprawą, niż wakacje all inclusive.

Ten cel brzmi ogólnie, ale wpływa on na kilka konkretnych strategii, które stosuję.

  • Nie zużywam środków, których będzie potrzebował „przyszły ja”. W szczególny sposób dotyczy to konsumpcji. Podstawowa zasada finansowa brzmi: „Jeśli wydajesz tyle, ile zarabiasz (lub więcej) to nie licz na lepszą przyszłość. Lepiej zacznij się modlić, żeby nie było gorzej.” Wolę inwestować w celu osiągania wyższych zysków za kilka lat, niż żeby lansować się dzisiaj. Mógłbym już teraz jeździć porsche wziętym w leasing, ale uważam, że lepiej jest zamiast tego kupić dwa mieszkania na kredyt na wynajem. Inaczej mówiąc – wolę żeby „przyszły ja” kupił sobie willę we Włoszech, niż żeby obecny miał milion zdjęć kawy na instagramie.
  • Na zachcianki wydaję nie więcej niż 10% rocznego budżetu. Stosuję też zasadę, że samochód do użytku osobistego nie powinien być droższy, niż trzykrotność średniego miesięcznego zarobku. Nie mówię więc, że nie kupię sobie kiedyś Astona Martina, ale mówię, że zrobię to, kiedy będę zarabiał 150 000 zł miesięcznie (a będę, jeśli konsekwentnie będę zwiększał dochody). W praktyce wygląda to tak, że odkładam konsumpcję na nieco później, ale z niej nie rezygnuję.
  • Wszystkie działania dzielą się na dwie grupy: ważne dzisiaj, ale niemające znaczenia w przyszłości oraz pozornie nieistotne dzisiaj, ale bardzo ważne w przyszłości. Jeśli z czymś będę szczęśliwszy teraz i bardziej nieszczęśliwy jutro, to tego nie wybieram. To bardzo ważna zasada. Oznacza ona to, że możesz płakać za eks albo patrzeć jak przecieka ci czas przez palce i będziesz się z tym czuł chwilowo lepiej. Problem w tym, że odbije się na twoim „przyszłym ja”, bo z tej perspektywy najlepiej jak najszybciej zamknąć za sobą stare sprawy i wyrobić nawyki, które będą procentować w przyszłości, zamiast zawsze spychać je na jutro, pojutrze i popojutrze. To zwyczajnie się opłaca.

4. To, co po mnie zostanie

Kiedy miałem wypadek, to na ułamek sekundy poprzedzający uderzenie w drzewo, nie czułem przerażenia. Żałowałem, że nie zrobiłem wszystkiego, co miałem w planach. Czasem też myślę o tym, co zrobiłbym gdybym zachorował. Najczęściej myślę o utracie wzroku – głównie dlatego, że kiedy miałem 8 lat to zaczął mi się psuć i chociaż nie jest to poważna wada, to wciąż się o to martwię. Za każdym razem dochodzę do wniosku, że wciąż pracowałbym nad tym, co zostanie po tym, jak umrę.

Z racjonalnego punktu widzenia nic nie ma sensu. Umiera się, neurony przekazują ostatnie impulsy i przed oczami nie widzi się nawet napisu: „The End” jak w filmach z Charlie’m Chaplinem. Nie ma tutaj różnicy czy umiera się jako miliarder, czy jako bezdomny.

Tylko że ja nie akceptuję tej wizji. Uważam, że to, co się po sobie zostawia wciąż ma znaczenie. Jan Zamoyski nie tylko zrobił ogromną karierę, ale również zapewnił byt swojej rodzinie na czterysta kolejnych lat. Józef Maksymilian Ossoliński zostawił po sobie Ossolineum, które w nieoceniony sposób wpłynęło na przetrwanie i rozwój kultury polskiej. Steve Jobs zostawił po sobie nie tylko najdroższą spółkę świata, ale również unikalne metody zarządzania organizacjami.

Mogę nie być Jobsem ani Ossolińskim, ale jest dla mnie ważne, żeby zostało po mnie coś bardziej istotnego, niż tysiące nieistotnych maili, kilkaset 140 znakowych statusów na Twitterze i bliżej nieoszacowana ilość wyprodukowanego CO2. Dlatego zawsze wybieram robienie tego, co może mieć większe znaczenie nie tylko dla mnie, ale też dla innych. Sam zbyt wiele razy doświadczyłem bezinteresownego wsparcia, żebym miał nie przekazywać go dalej.

5. Marzenia

O marzeniach najtrafniej wypowiedział się Jacek Walkiewicz w swojej przemowie na TEDx, a później powtórzył w książce:

„W psychologii jest takie pojęcie — błysk. To jest moment, kiedy człowiekowi w głowie wszystko się zmienia. Kiedy nagle dociera do niego coś, co było oczywiste od lat, ale teraz nabrało innego wymiaru. I do mnie dotarło, gdy miałem trzydzieści siedem lat, że marzenia są po nic ― są po prostu po to, żeby je zrealizować. Jeżeli ktoś chce wejść na Kilimandżaro, to idzie na Kilimandżaro. Jeśli Ingvar Kamprad chciał zbudować IKEA, to zbudował IKEA. Marzenia są bardzo różne i są tak naprawdę nienegocjowalne. Ani nie podlegają ocenie.”

Od zawsze mam na liście rzeczy, które chcę zrobić. Nie potrafię znaleźć powodu dlaczego tego chcę, ale czuję, że to dla mnie ważne. Część z nich już zrealizowałem: pokonałem długą drogę od nieokrzesanego gościa do atrakcyjnego faceta, zacząłem zarabiać przynajmniej 120 000 rocznie, chociaż jeszcze dziesięć lat temu wydawało mi się to niewyobrażalne, przyczyniłem się od zbudowania wokół siebie ogromnej społeczności, obroniłem doktorat i opublikowałem dwie książki, które okazały się naprawdę pomocne przynajmniej dla części czytelników.

To nie oznacza końca. Przez następne lata chcę napisać scenariusz, powieść i serię powieściową, stworzyć własną markę odzieżową, założyć markę działającą międzynarodowo, kupić sobie dom we Włoszech, zamieszkać na jakiś czas w Ameryce Południowej oraz w bardzo efektywny sposób wpływać na rozwój innych.

Nie mówię, że to mi się uda. Liczę się z możliwością, że wszystko, czego się tknę okaże się porażką, ale wiem, że gdybym nie podjął próby, to dopiero wtedy czułbym się jak przegrany.

*

Te pięć punktów to szkielet moich działań. Niekoniecznie idealny, ale mój własny. Taki, w którym mieści się wszystko, o czym lubią mówić kandydatki na Miss Świata, bo bądź co bądź, dla mnie też liczy się rodzina, przyjaźń, zdrowie i szczęście. Tylko o znaczeniu pieniędzy potrafię mówić głośno.

Dodaj komentarz

57 komentarzy do "Co jest dla mnie najważniejsze?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Aga/@agnesonthecloud
Gość

Bardzo lubię Twoje teksty. Dużo w nich zdrowej pewności siebie i szacunku do wykonanej pracy. To robi wrażenie.
Podoba mi się porównanie, że w jakimś sensie wszyscy jesteśmy Miss Świata, pytanie, co stoi za słowami. Przycisnął mnie do ściany punkt o marzeniach;-) i trafił w bardzo odpowiednim momencie.
Wszystkiego dobrego w nowym roku.

S.
Gość

Kiedyś słyszałem tekst, który dał mi dużo do myślenia i w ostateczności zmienił moje podejście do marzeń.
Brzmiał tak:
„Ty masz marzenia, a ja cele do zrealizowania”.

Aga/@agnesonthecloud
Gość

I właśnie dlatego tak mi to dało do myślenia. Bo chcę przejść na drugą stronę, tam, gdzie są cele.
Dzięki:-)

S.
Gość

Nie chciej. Po prostu przejdź :)

Aga/@agnesonthecloud
Gość

Idę;-) dzięki!

Kasia
Gość

Niesamowita z Pana osoba. Bardzo podziwiam i życzę, żeby osiągnął Pan to wszystko co planuje.

kotwil52
Gość

Ludzie widzą czy zdrowo się odżywiasz, więc nie mówmy tego okłamując samych siebie czasami

chris
Gość

Po przeczytaniu każdego Twojego tekstu mam tak samo.
Najpierw tępo gapię na tekst widząc swoje życie póżniej przewijam w górę i w dół i znów gapię tylko już nie do końca tępo a pózniej czytam jeszcze ze dwa razy myśląc , że skoro tak wiele osób pisze o Twoich tekstach , że trafiają dokładnie w czas to widocznie nie jesteśmy tak tępą generacją jak mówili o nas rodzice i nie ma znaczenia do którego pokolenia należymy….
Serdeczne dzięki Volant za ponadczasowe teksty <3

Volant
Gość

Wiesz, wydaje mi się, że to w dużej mierze efekt skali, czyli jak np. z tysiąca osób, które przeczytają tekst (powiedzmy o powrocie do eks) dla pięciu z nich jest tekstem idealnie trafiającym w ich sytuację i napiszą o tym komentarz, to wydaje się, że trafiam do dużej ilości czytelników. W rzeczywistości może być tak, że nie trafiam do 995 czytelników.

Zazwyczaj teksty lajkowane są przez ok 5% osób, które je przeczytają, więc wydaje mi się, że moja teoria ma sens :)

chris
Gość

Moim zdaniem proporcje są odwrotne tylko zdecydowana większość ludzi nie lubi się wypowiadać publicznie bo komentarz na blogu jest w jakimś sensie publicznym wystąpieniem, poza tym chwalenie innych za ”dobrą robotę” nie jest naszą cechą narodową więc nie klikniemy lajka bo to jest przecież pochwała….
… a ja skorzystam z okazji i jeszcze raz napiszę , że Twoje teksty są boskie.
Myślę , że możnaby przyrównać czytanie Twoich tekstów do dobrego sexu… :) czyli sama przyjemność.

chris
Gość

Apropos sexu… jakiś czas temu opublikowałeś filmik o na którym kobieta
jest całowana po szyi przez swojego faceta . Mógłbyś mi go wysłać lub
opublikować jeszcze raz bo nie mogę go znalezć.
Będę wdzięczna :)

Volant
Gość

Poszukam go, ale nie obiecuję, że znajdę. Jeśli mi się uda to wrzucę tutaj link :)

chris
Gość

Dzięki za chęci :) Będę wdzięczna.

W dniu 23 stycznia 2017 13:55 użytkownik Disqus napisał:

Volant
Gość

Nie udało mi się go znaleźć :/

chris
Gość

Szkooooda :( Ale i tak dzięki :)

chris
Gość

Apropos sexu… jakiś czas temu opublikowałeś filmik o na którym kobieta jest całowana po szyi przez swojego faceta . Mógłbyś mi go wysłać lub opublikować jeszcze raz bo nie mogę go znalezć.
Będę wdzięczna :)

Siri
Gość

A tak z ciekawości – co studiowałeś?

Volant
Gość

Kończyłem Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne (wybierałem dużo przedmiotów z polonistyki, historii sztuki, zarządzania, socjologii i psychologii). Magisterkę pisałem z prawa finansowego. Doktorat też z prawa – z wolności wypowiedzi w reklamie.

natalia
Gość

Może sam fakt, że to mój pierwszy komentarz tutaj będzie świadczył o tym, że dla mnie to najlepszy Twój tekst („w punkt” „Volant w formie”). Dziękuję – zainspirowałeś do spisania sobie takiego szkieletu.

Paweł
Gość

Świetny tekst :) Szczególne brawa za doktorat, jako, że jest jednym moich głównych celów, powodowany zwyczajną ambicją :)

Aleksandra Michałkiewicz
Gość

Niesamowicie uderzyło mnie zdanie „Jeśli z czymś będę szczęśliwszy teraz i bardziej nieszczęśliwy jutro, to tego nie wybieram”. Zdałam sobie właśnie sprawę z tego ile dziś rzeczy zrobiłam wbrew tej zasadzie.
Volant czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym by zostać coachem?

Hubert Górowski
Gość

Volant coachem <3 Nie idź tą drogą

Volant
Gość

Dla mnie to nawet nie jest plan awaryjny planu awaryjnego :D

Dam
Gość

@Volant
Możesz zdradzić jak wygląda struktura Twojego rocznego dochodu? Faktycznie inwestujesz w mieszkania na wynajem i przychód z tego tytułu wchodzi w skład Twojego portfela?

Volant
Gość

Jeszcze nie inwestuję w mieszkania. W tekście pisałem o preferencjach, czyli co wolałbym zrobić zamiast generowania sobie kosztów czysto konsumpcyjnym leasingiem.

S.
Gość

Mieszkania fajna sprawa tylko, trzeba tak to rozegrać, żeby czynsz najmu był wyższy od raty kredytu. W przeciwnym razie to takie średnie przedsięwzięcie. Bo co prawda po iluś tam latach zyskasz nieruchomość na własność a ceny nieruchomości zwykle idą w górę jednak perspektywa zysku za 20-30 lat nie bardzo mnie przekonuje. Chociaż może zwyczajnie jeszcze do tego nie dojrzałem.

Dam
Gość

@Volantification:disqus
Dziękuję za odpowiedź
Odnieś się proszę jeszcze do pierwszej części mojego pytania o strukturę Twojego rocznego dochodu. Z czego uzyskujesz dochody oprócz sprzedaży książek? Oczywiście, jeśli to nie tajemnica.

S.
Gość

Super. Mój samochód kosztował mnie 1/3 mojego miesięcznego wynagrodzenia, więc tragedii nie ma :)

Zgadzam się z każdym punktem. Ostatnio korciło mnie, żeby wrócić do kraju i podjąć pracę w zawodzie, ale później pomyślałem, że jak się bardziej postaram to za parę miesięcy mogę znaleźć pracę w zawodzie za granicą też za 5000-7000tys ale nie złotych tylko dolarów. A to tylko przecież plan na najbliższy rok.

Po jednym z ostatnich Twoich tekstów byłem wściekły, że nie mam żadnego pomysłu na własny biznes czy też produkt który mogę sprzedać. Dzień później pomysł sam wpadł mi do głowy od razu z biznesplanem. Teraz pozostaje mi tylko to zrealizować.

Pawel
Gość

Z ciekawości (głównie ze względu na USA) – co robisz?

S.
Gość

Obecnie nie robię nic czym można się pochwalić. Nie mieszkam w USA. Podałem przykładową kwotę w dolarach bo ludzie rozumieją sumę podaną w dolarach lub euro, ewentualnie w funtach. Kwoty podane w mniej popularnych walutach wprowadzają tylko niejasność.

Pawel
Gość

Nie miałem na myśli tego, co robisz w USA, tylko ogólnie co robisz biorąc pod uwagę pracę tam. Myślałem, że masz może tym samym jakieś konkretne plany wobec tego.

Weronika Maria
Gość

Idealny teks na nowy rok, jak zawsze daje kopa do działania.

Natasza
Gość

Może i mam 17 lat ale uważam, że osoby w moim wieku powinny czytać Pana teksty. Od 2016 roku czytam Pana artykuły i dostrzegam rzeczy na które nie zwracałam kiedyś uwagi. W 2016 napisałam książkę na konkurs z przyjaciółkami, otrzymałam 2 stypendia, założyłam bloga. Małymi kroczkami zaczęłam dążyć do osiągnięcia swoich celów.
Szczęśliwego nowego roku i oby więcej takich tekstów :)

ProMB
Gość

Masz bardzo fajne i dojrzałe podejście do życia. Widać że wiesz czego chcesz i do tego dążysz ! I podziwiam, że nie narzucasz sobie wyłącznie celów finansowych, a dbasz też o zdrowie, rozwój duchowy i to co jest niebywale ważne – żyć na wysokich obrotach i czerpać radość garściami :)
I o ile każdy ma swój punkt widzenia i nie musi się z Tobą zgadzać, tak warto żeby każdy „zmałpował” mądre podejście i umiejętność wyśrodkowania między tym co mniej i bardziej ważne.
Gratuluję,
& Marcin

okiemwariata.com
Gość

Coś czuję, że najwyższa pora stworzyć własny szkielet działań. Spisane cele, nagle wydały mi się mało konkretne… Muszę przyznać, że te Twoje teksty mają coś w sobie – działają mobilizująco.

Volant
Gość

Dzięki, ale nie skorzystam. Nie po to te rzeczy są dla mnie wewnętrznie najważniejsze, żebym miał słuchać czyichkolwiek rad na ten temat.

+ nie odczuwam, żeby moje życie było ciągłym biegiem. Przeciwnie, mam wrażenie, że jest w nim więcej spokoju niż u dużej części społeczeństwa. Liczę się też z wypadkami losowymi i właśnie dlatego jest dla mnie takie istotne, żeby dobrze wykorzystać ten czas, który mam teraz.

Sally
Gość

Jestem ciekawa, jak udaję Ci się to wszystko razem pogodzić. Dbanie o siebie (pewnie miałeś tu na myśli.min. jakiś trening?), pisanie książki, czytanie innych książek, blog, rodzina, znajomi. Kiedy znajdujesz na to wszystko czas i siłę? Może napisałbyś coś o efektywnym zarządzaniu czasem?Naprawdę podziwiam Cię za to, że jesteś taki zorganizowany.

Pawel
Gość

O zarządzaniu czasem i jak to u Ciebie wygląda.

Volant
Gość

Dopisałem do listy planowanych wpisów. Kiedyś pewnie o tym napiszę :)

Mike
Gość

Zdecydowanie im szybciej tym lepiej. Czekamy na esencję efektywności w zarządzaniu czasem. A „kiedyś” dziwnie brzmi z Twojej klawiatury ;-). pozdrawiam

Volant
Gość

Brzmi właśnie tak, bo mam listę kilkudziesięciu tematów, o których chciałbym napisać + spontanicznie wpadają nowe. Biorąc pod uwagę, że piszę z częstotliwością 4-6 tekstów miesięcznie, to o zarządzaniu czasem mogę napisać równie dobrze za tydzień, co za rok. Takie są uwarunkowania mojego pisania :)

Mike
Gość

Trzymam za słowo! Nie wiem czczemu przyszło mi do głowy „a może napiszę to za Volanta? :)”

Wojciech Dojlido
Gość

Krótko: świetnie jest ciebie znowu przeczytać!

Beata Redzimska
Gość

Poduszka finansowa na 18 miesiecy w przyszlosc. O, moj Boze, imponujace. Moze i przyziemnie, ze to tak wyciagam z tego tekstu, ale po prostu … oj jak dalo mi to do myslenia. Pozdrawiam serdecznie Beata

Radek Salak
Gość

Rok czasu to minimum. Różnie w życiu bywa. Ale to nie oznacza, że trzeba wszystkie pieniądze trzymać w banku. Można zainwestować w akcje i w razie potrzeby zawsze można szybko upłynnić.

Tu Od Teraz
Gość

Nie odniosę się do tego co napisałaś tak do końca, bo to Twój blog, Twoje 5 rzeczy; Twoje życie. A Twoje robi wielką różnicą :) W końcu żyjemy tylko raz i jeśli uważamy, że taki a nie inny system wartości czy sposobów na życie jest lub będzie dla nas odpowiedni, to warto zaryzykować i iść tą drogą.
Ale zawsze, interesowało mnie, co tak naprawdę ludzie mają na myśli, mówiąc, że dla nich najważniejsza jest rodzina. W większości rozmów, wywiadów czytanych, słyszanych czy zasłyszanych, tudzież w ankietach, sondażach itd, większość osób deklaruje jako pierwszą wartość w ich życiu – rodzinę. No ale co z tą rodziną w odniesieniu do swojego życia? Że nie przeżyją dnia bez żony i dzieci/męża/teściowej?; Że gdyby jej nie mieli to by nie umieli żyć? Nie do końca to rozumiem. A jeśli te rodziny są naprawdę tak ważne, to skąd tyle rozwodów, zdrad, przemocy itd…? A może to nie odnosi się do konkretnych osób – tej żony/męża; tych dzieci ale do ogólnego stanu; jestem żoną/mężem a że tej czy kolejnej kobiety/mężczyzny to to już nie istotne…
Wiem nie w temacie, ale zawsze przy deklaracjach ludzi na temat tego co dla nich ważne czy jakie są ich wartości, to pytanie o rodzinę nie daje mi spokoju..
Pozdrawiam.

David Durden
Gość

„W psychologii jest takie pojęcie — błysk. To jest moment, kiedy człowiekowi w głowie wszystko się zmienia. Kiedy nagle dociera do niego coś, co było oczywiste od lat, ale teraz nabrało innego wymiaru. I do mnie dotarło, gdy miałem trzydzieści siedem lat, że marzenia są po nic ― są po prostu po to, żeby je zrealizować. Jeżeli ktoś chce wejść na Kilimandżaro, to idzie na Kilimandżaro. Jeśli Ingvar Kamprad chciał zbudować IKEA, to zbudował IKEA. Marzenia są bardzo różne i są tak naprawdę nienegocjowalne. Ani nie podlegają ocenie.”

Dokładnie, to odróżnia wiecznych marzycieli od ludzi którzy stawiają sobie cele i je po prostu realizują. Marzyciel każdego dnia zasypia z myślą: „chciałbym być milionerem”, ale nie robi kompletnie nic co go do tego celu przybliży i codziennie zaiwania na etacie bez żadnych jakichkolwiek planów związanych z przyszłością. Liczy się działanie, na podium stoją ci którzy pewnego dnia powiedzieli sobie „a co mi szkodzi, spróbuję” i tak już zostało do końca. Marzenia się spełniają, gdy sami o zadbamy o ich spełnienie. To tak jak czekanie na „tą jedyną”, niektórzy mówią „nie szukaj dziewczyny, sama przyjdzie” – i czekają w domu przed komputerem.

http://david-durden.pl

facetwformie.pl
Gość

Myślę , że każdy powinien spisać sobie taką listę rzeczy ważnych i priorytetów i trzymać gdzieś ją blisko siebie, bo w tej naszej codziennej rutynie mijamy sie z tym co ważne , zajmując sie pierdołami, denerwując się niepotrzebnie przez rzeczy kompletnie nie ważne, a sprawy ważne odkładając na potem. A gdy przychodzi to potem, to częst jes za późno, i wtedy właśnie rozglądamy się przez to ramię w przeszłość… Pozdro

Inspirantka
Gość

obserwuję blogosferę i nie rozumiem dlaczego dopiero dziś Ciebie poznałam:) zaczytałam się. dziękuję za ważne myśli i słowa.

Joa_ska
Gość

W mojej sferze marzeń także są Włochy i własny dom na wybrzeżu;)
Wielką wartością jest możliwość marzenia, a każdy z nas tę wartość posiada.

HighIT
Gość

Świetny tekst na rozpoczęcie tygodnia, kiedy ludziom brak wiary w siebie. Motywujesz innych do działania ;) Powodzenia w osiąganiu własnych celów!

Pozdrawiam,
Kasia z http://www.beller.pl

Volant
Gość

Cześć :) MISH ma tak samo duże zalety jak i wady.

Zalety:
- umożliwia zdobycie naprawdę gruntownego wykształcenia
- jeśli wybierze się dobrego tutora to jego pomoc jest nieoceniona
- ze względu na specyfikę studiowania znacznie łatwiej o stypendia, granty, prowadzenie projektów naukowych
- w ten sposób łatwiej uzyskać tytuł magistra z dwóch kierunków, bo sama układasz plan studiów

Wady:
- studia pochłaniają znacznie więcej czasu, niż zwykłe studiowanie (dotyczy zwłaszcza jednego kierunku)
- raczej możesz zapomnieć o łączeniu studiów dziennych i pracy
- za moich czasów pracodawcy nie mieli pojęcia czym jest MISH, więc zawodowo ci to raczej nie pomoże
- studia, przynajmniej w teorii, powinny być okresem intensywnego życia towarzyskiego. Będąc na MISHu jest to dużo trudniejsze, bo studentów MISH jest garstka, a jednocześnie jest się poza głównym nurtem kierunku wiodącego
- będąc na MISH masz możliwość poznania zdolnych osób. Minusem jest to, że są one zdolne w konwencjonalny, szkolny sposób i zwykle świetnie się uczą, ale nie posiadają żadnych praktycznych, życiowych umiejętności

Podsumowując, uważam, że MISH jest dobrą opcją dla osób, które bardziej cenią wykształcenie, niż tytuł naukowy, chcą się łatwo wszechstronnie rozwinąć (na MISHu spotkasz studenta prawa, który jednocześnie chodzi na zajęcia z sanskrytu albo poznaje biologiczne podstawy zachowania. Poza MISHem właściwie takich osób nie ma), doskonale wiedzą, co chcą robić w życiu i jest to zajęcie interdyscyplinarne albo planują karierę naukową (po MISH bardzo dużo osób zostaje na uczelni jako pracownicy naukowi).

Raczej nie poleciłbym MISH osobie, która chce się na studiach wyszaleć, zrobić tradycyjną karierę albo pragmatycznie myśli, że w ten sposób łatwiej zrobi dwie magisterki. MISH to studia dla pasjonatów, które mogą się też przydać w prawdziwym życiu, ale szczególnie bym na to nie liczył :)

Jeśli o mnie chodzi to ja cenię wykształcenie dla samego wykształcenia i nigdy nie widziałem się w pracy na etacie. Na MISH wybierałem więc przedmioty, które: a) mogły się przydać w prowadzeniu działalności gospodarczej, lub b) interesowały mnie i nie myślałem, czy je kiedyś wykorzystam. Problem w tym, że zależało mi też na tym, żeby się na studiach wyszaleć i pod tym kątem wybór studiów był fatalny.

Kajetan Kass
Gość

Jestem pod wrażeniem. Zgadzam się. Pozwolę sobie na kilka komentarzy. Punkt 1: już starożytni wiedzieli, że należy o siebie dbać, zarówno w kwestii rozwoju duchowego, jaki kultury fizycznej. Punkt 2: coraz bardziej podoba mi się takie podejście, typowe dla kultur dalekowschodnich (zwłaszcza chińskiej), w którym dominuje myślenie dialektyczne, czyli że nie ma nic na stałe, sprzeczność jest dynamiką zmiany, z której należy się uczyć, a nie jej przeciwdziałać. Przejawem myślenia chińskiego jest zwracanie uwagi na kontekst, procesy i rozwój osobisty – coś na kształt tego, co wymieniasz od kropek. Punkt 3: też zaczerpnięte z chińskiej szkoły patrzenia na życie jako całości (emergencja; zachodni postformaliści też o tym piszą). Punkt 4: każdy coś po sobie zostawi, rzecz w tym, aby było to coś więcej niż prochy. Przepraszam, jeśli zbyt obcesowo. Całym sercem jednak się z Tobą zgadzam. Punkt 5: WOW!

I w ogóle wow! Gratuluję wpisu. Podoba mi się. Pozdrawiam.

Tatiana
Gość

„(…)w bardzo efektywny sposób wpływać na rozwój innych.” – to chyba też się już Panu udało zrealizować ;-) Pozdrawiam!

Karola
Gość

Ja jestem tą osobą, która nieczęsto zostawia po sobie komentarze. Mimo to czytam Twoje teksty zawsze -bardzo dużo rzeczy mi uświadamiają i zmuszają mnie do zastanowienia się nad własnym życiem.
A co do marzeń, to pojawienie się ich w głowie jest pierwszym krokiem do ich realizacji – ważne żeby nie pozostały tylko w głowie ;)

Pawel
Gość

Niestety ciągle trafiam w punkt, w którym nie wiem czego chcę i co mam robić. Brakuje pomysłów, zapłonu; brak znajomości, odpowiednich ludzi, długotrwałej inspiracji oraz właściwie kontaktu z sobą, a tym samym świadomością czego chcę (a to wszystko m.in. przez presję jaka oddziałuje na człowieka z wielu względów i przekłada się też na brak poczucia bezpieczeństwa).
Najgorszy jest brak rozwoju, chaos informacyjny, stupor i poczucie bezsilności, bycie we mgle.

Jak to zmienić? Co z tym zrobić? Jak z tego wyjść?
Jak szukać, gdzie, aby było mądrze oraz inspirująco?
Jak mądrze rozwijać sieć kontaktów?

Przede wszystkim nie chcę aby moje życie było nudne i płytkie.

natasza p
Gość

świetny tekst. Ze wzrokiem mam dokładnie tak samo a już myślałam że tylko ja „panikuję”, dobrze spotkać bratnią duszę :)

wpDiscuz