Są mężczyźni, na których pełni szacunku, zadbani i wykształceni faceci patrzą i myślą: „Co ona w nim widzi?”. Dla odmiany kobiety patrzą na nich i myślą, że one z kimś takim nigdy by się nie przespały. Doskonale widzą, że związek z nimi to będzie porażka, dziwią się, że ktokolwiek chce z nimi być, a następnie to one najgłośniej krzyczą w nocy.

Podobnie jak w grze komputerowej możesz wybrać dowolną lokalizację: szklany biurowiec, centrum handlowe, solarium, klub, w którym celebryci lubią pojawiać się „przypadkiem” albo po prostu ulicę. W każdym z tych miejsc spotkasz kobiety, które bez względu na to czy mają obrączkę na palcu czy nie, są pełne niezaspokojonych potrzeb.

Singielki (te mało sfeminizowane) chcą żeby ktoś zauważył, że mają coś więcej niż cycki. Te zajęte chcą, żeby ktoś zauważył, że poza opieką nad dziećmi, pracą i umiejętnością żonglowania domowymi obowiązkami, mają też emocje, pragnienia i świeżo wydepilowaną cipkę. Jedne i drugie chcą tego samego – żeby ktoś zobaczył, jak dużo mają do zaoferowania.

Kobiety chcą trzech rzeczy:
– docenienia
– akceptacji
– emocji.

Tylko szczęściary dostają wszystkie na raz. Pozostałe tylko o tym marzą. Idą do fryzjera z myślą: „Będę wyglądać inaczej i pięknie. Ciekawe czy on to zauważy?” Przez cały wieczór chodzą potrząsając włosami, a on idzie spać nie mówiąc ani słowa. Nigdy też nie zauważa jej nowej bielizny, wcześniejszego wychodzenia z pracy, emocjonalnego wsparcia, gotowania i prania, traktując to jak najbardziej naturalne rzeczy na świecie. „Dziękuję”? Tego słowa nie ma w jego słowniku.

Nie czują się akceptowane, bo wielkim problemem par jest to, z kim była wcześniej, czy ma znajomych innej płci i że ma ochotę wyjść sama. Nie ma to dużego związku z lubieniem jej taką osobą jaką jest. Bo mężczyźni nie lubią kobiet. Lubią tylko to jak je sobie wyobrażają. Lubią ich wizerunek utkany ze złudzeń.

To samo dotyczy emocji, a raczej ich powolnego zanikania w sposób proporcjonalny do długości związku. Randkowanie polega na nieświadomym testowaniu. Sprawdzaniu czy lubicie to samo, jak reagujecie w nowych sytuacjach, czy polubicie swoich znajomych, czy macie skłonności do wybuchów gniewu albo czy jesteście spontaniczni. Bycie w związku polega na przekonaniu, że już dokładnie wiecie, jaka jest druga osoba, co lubi i czego chce. Wtedy już nie testujemy. Wiemy, że on lubi mecze, ciemne piwo i finanse, a ona wiśnie, włoskie filmy i na pieska. Nie ma spontaniczności, testów, zaskoczeń ani zróżnicowanych emocji. Przed oczami ma się tylko jedną twarz kobiety – uśmiechniętą, znaną i nudną. Wiesz co jest zabawnym i niepokojącym faktem? Że jeśli włączysz dowolnej kobiecie „Zaginioną dziewczynę” to ona będzie w stanie utożsamić się z jej bohaterką.

Wiem, że każdy z tych elementów wydaje się drobiazgiem, tylko że kamyk w bucie to też drobiazg, a jeśli go się nie wyjmie, to marzy się tylko o zdjęciu butów.

Kiedyś czekałem na taksówkę na dworcu PKP. W tłumie ludzi szły dwie kobiety. Na oko w podobnym wieku. Po obie z nich wyszli ich partnerzy. Różnica była taka, że jeden z nich podszedł do niej, zaczęli się całować i ścisnął jej pośladki nie biorąc pod uwagę, że ktoś patrzy. Ten drugi powiedział tylko:
– Daj walizkę.
Tego, jaki ona miała wyraz twarzy chyba nigdy nie zapomnę. To był żal, że ona już nie stoi na miejscu tej drugiej kobiety i nie czuje tych emocji, mimo że kiedyś były dla niej najbardziej naturalne na świecie. Mogła tylko wspominać że „kiedyś było lepiej”, a teraz „jest jak jest”. To taka chwila, kiedy ma się wrażenie, że prawdziwe życie ogląda się z zewnątrz, a nie że się nim żyje.

To dlatego zajęta dziewczyna wychodzi na miasto razem ze swoim facetem, żeby zobaczył, że jest seksowną, wspaniałą laską. Ale kiedy on tego nie zauważy, zacznie wychodzić sama, żeby “przypadkiem” zobaczył to ktoś inny. Nawet jeśli będzie wiedziała, że facet jest chujem, patologicznym kłamcą, nie nadaje się ani na partnera, ani na ojca, ma inne i z pewnością po wyjściu od niej usunie jej numer telefonu.

I to nie jest wina tych kobiet, ani tych facetów, którzy to wykorzystują. Oni wypełniają tylko lukę zrobioną przez tych zbyt dobrze wychowanych, albo zbyt leniwych mężczyzn, którzy zrezygnowali z bycia Jamesem Bondem, na rzecz bycia misiem i dziś boją się podejmować ryzyko, powiedzieć jej, że jest piękna, w łóżku nie zaproponują seksu analnego, a spontaniczność w ich wykonaniu to zaplanowanie czegoś na dwa tygodnie naprzód.

Wiem, że to brzmi jakby ona była zawsze biedną i niewinną istotą, a on był wszystkiemu winny, albo jakby on miał wszystko robić dla swojej księżniczki. To nie tak. Tu chodzi o przeciwieństwo takiego podejścia, bo dotyczy to bycia silnym facetem, który złapie za kark, da klapsa, będzie aktywny, będzie mu zależało i bądź co bądź, będzie mentalnym wikingiem, tylko że w garniturze.

Czasy i związki się zmieniają. Nie zmienia się tylko to, że jeśli nie dajesz kobiecie zdecydowania, siły, uczuć i poczucia, że jest ważna i seksowna, to nigdy z nią nie będziesz, a jeśli przestaniesz jej to dawać, to kiedyś w końcu ją stracisz.