8 najlepszych rzeczy, które można zrobić na początku kariery zawodowej

8 najlepszych rzeczy, które można zrobić na początku kariery zawodowej

Jeśli masz dwadzieścia lat to myślisz, że wszystko jest jeszcze przed tobą. Patrzysz też na rzeczywistość i zauważasz, że jeśli ktoś odpowiada za takie poukładanie świata, to zdecydowanie ma nierówno pod sufitem. Mijasz na przejściu dla pieszych faceta w porsche i zastanawiasz się, czy kiedyś będziesz na jego miejscu. Najlepiej nie mając jednocześnie 47 lat.

Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie mają w życiu gładkiego startu i które nie mogą liczyć na pomoc finansową rodziców. Wiem, bo sam byłem jedną z nich. Od chwili, kiedy określiłem swoje cele finansowe przeszedłem długą i wcale niełatwą drogę, a teraz chociaż nie jestem milionerem to ze swoimi zarobkami plasuję się w najlepiej zarabiających 5% społeczeństwa (co raczej świadczy o niskim pułapie od jakiego ten próg zaczyna się w Polsce, niż o wybitnych osiągnięciach).

Dzięki temu wiem kilka rzeczy. Wiem, że punkt startu nie musi być jednocześnie metą. Wiem, że utrzymywanie dyscypliny finansowej jest ważniejsze, niż gruntowna wiedza o tym jak zarabiać. Wiem, że jedyna działająca strategia finansowa polega na robieniu dzisiaj rzeczy, dzięki którym będzie zarabiać się więcej jutro i unikaniu całej reszty. Wiem też, że tak, jak są błędy, które ciągną się za nami latami, tak samo są dobre decyzje, które będą procentować przez lata.

Dlatego gdybym miał powiedzieć coś o dziesięć lat młodszemu sobie, to powiedziałbym:

1. Zacznij pracę jak najwcześniej.

Malcolm Gladwell w klasyce literatury rozwojowej: „Poza schematem” opisał zależności pomiędzy datą urodzenia, a karierą. Okazało się, że osoby urodzone w pierwszym kwartale roku mają największe szanse na zrobienie kariery sportowej. Dlaczego? Bo pierwsze nabory do drużyn przeprowadza się jeszcze zanim dzieci zaczną chodzić do szkoły. Dzieci w takim wieku rozwijają się bardzo szybko. Osoby urodzone w styczniu i grudniu tego samego roku dzieli niemal przepaść. To dlatego osoby urodzone w pierwszym kwartale mają przewagę, bo wydają się bardziej rozwinięte, niż ich rówieśnicy, a wskutek tego uważa się je za bardziej uzdolnione, poświęca im się więcej uwagi i traktuje się je jak młode gwiazdy, a wszystko to owocuje ich szybszym rozwojem i większymi osiągnięciami w przyszłości. Inaczej mówiąc – już na starcie dobra data urodzenia daje im konkretną przewagę konkurencyjną.

Na datę urodzenia nie ma się żadnego wpływu, ale za to ma się wpływ na moment rozpoczęcia kariery zawodowej. Jak najwcześniejszy wpis w CV (a najlepiej jeszcze dobry wpis) daje ci to, co urodziny 1 stycznia w przypadku młodego hokeisty – olbrzymią przewagę nad 80% społeczeństwa. Patrząc na ciebie inni ludzie będą zadawać sobie pytanie: „Kim on jest, że w takim wieku już tyle osiągnął?”. Dzięki temu dostaniesz szanse, których nie dostałbyś w innych okolicznościach – większą odpowiedzialność, lepsze szkolenia, mentoring kogoś, kto w twojej młodej twarzy zobaczy dawnego siebie.

W Polsce panuje dziwne przekonanie, że trzeba się wyszumieć, co zwykle kończy się przeciętnym życiem i wspominaniem z łezką w oku imprez w akademikach. Mi jest znacznie bliższe podejście Michała Sadowskiego z Brand24, zgodnie z którym lepiej żyć kilka lat, jak nikt nie chce, żeby przez resztę czasu żyć tak, jak nikt nie może.

Gdybym sam mógł cofnąć czas to jedną z rzeczy, które bym zrobił, byłoby zajęcie się swoim życiem trzy lata wcześniej. Zrobiłem to między drugim, a trzecim rokiem studiów. Trzy lata zajęło mi dowiedzenie się, w jakim kierunku w ogóle chcę się rozwijać. Obecnie mam 28 lat i zarobki, które podwajam niemal co roku i które w przeciągu trzech lat prawdopodobnie przekroczą milion rocznie, ale mam świadomość, że gdybym zaczął wcześniej, byłbym dużo dalej.

Ja tej szansy już nie mam. Ty być może tak.

2. Wydawaj pieniądze na rozwój, a nie na konsumpcję.

Jesteśmy otoczeni przez wzory konsumpcyjne. Przeciętna osoba wie jak zaradny mężczyzna ma wyglądać, jakim samochodem ma jeździć i jaki zegarek mieć na ręce, ale nie ma pojęcia jakim ma być człowiekiem. To stąd bierze się późniejsze zdziwienie, kiedy okazuje się, że poznany na żywo „człowiek sukcesu” jąka się, nie lubi tłumu, jest skromny albo posiada dowolną inną cechę, którą ma przeciętny Wiesiek, a której nie ma Tony Stark.

W rzeczywistości człowiek sukcesu musi posiadać tylko dwie kluczowe cechy:
1) umiejętność realizowania celów (lub sprawiania, że zostaną zrealizowane)
2) umiejętność wybierania celów, które przełożą się na posiadanie większych możliwości w przyszłości.

A teraz poważne pytanie – czy dzięki temu, na co poświęcasz swój czas i pieniądze będziesz miał większe możliwości w przyszłości? Będziesz miał wyższy standard życia i będziesz zarabiał więcej?

Obserwując społeczeństwo większość osób powinna odpowiedzieć na to pytanie: „Nie”. Ludzie mają złudzenie, że ważna jest opinia innych, wakacje w kurorcie i kupienie dwudziestej siódmej koszulki. Problem w tym, że większość z tych rzeczy jest ważna teraz i za chwilę przestanie taka być.

Inaczej wygląda sprawa jeśli chodzi o poszerzanie swoich horyzontów, skończenie studiów, zapisanie się na kurs językowy, przeczytanie książki, pójście na szkolenie, poznanie nowych osób, założenie firmy, lokaty albo konta maklerskiego, bo te wszystkie rzeczy dają szanse na to, że w przyszłości będziesz nie tylko lepszą osobą, ale też że będziesz miał obiektywnie lepsze życie.

3. Dbaj o posiadanie więcej niż jednego źródła dochodu.

Zgodnie z obiegową opinią na inwestowanie trzeba móc sobie pozwolić. Ja uważam, że trzeba być ogromnym farciarzem, żeby móc nie inwestować. Wiesz dlaczego? Bo większość osób nie ma wystarczająco stabilnej sytuacji finansowej, żeby móc pozwolić sobie na posiadanie jednego źródła dochodu i brak lokowania wolnych środków w papierach wartościowych, udziałach, nieruchomościach, czy w czymkolwiek innym.

W życiu jest wiele ważnych rzeczy, ale podstawowe znaczenie ma wolność. Wolność rozwijania się i układania swojego życia, jak sam chcesz. Jedno źródło dochodu tej wolności nie zapewnia. W XXI wieku można być pełnoetatowym przedsiębiorcą, można łączyć bycie pracownikiem z byciem przedsiębiorcą, ale nie można być samym pracownikiem, bo nie daje to wystarczającej stabilizacji, bez której nie ma się wolności.

4. Korzystaj z kredytów tylko w ostateczności.

Według raportu Krajowego Rejestru Długów 63% Polaków bierze pożyczki, a 30% robi to regularnie. Wydaje się więc, że skoro prawie wszyscy to robią to nie ma w tym nic złego. Do tego dochodzi złudzenie, że skoro można wziąć pożyczkę np. na samochód to znaczy, że nas na niego stać.

Tylko, że tak nie jest.

Stać cię na rzeczy, które możesz kupić bez uszczuplania swoich możliwości finansowych. Kredyt gotówkowy zawsze je uszczupla, bo na jego koszt składa się nie tylko oprocentowanie (obecnie bardzo niskie), ale też koszty prowizji, ubezpieczenia czy przygotowania umowy, które znacząco podwyższają koszt kredytu. Dla potrzeb tego wpisu sprawdziłem ofertę jednego z banków w zakresie kredytu samochodowego:
– prowizja wynosi do 10% kwoty kredytu
– ubezpieczenie nawet do 6,50% miesięcznie od wysokości raty.

Dlatego jeśli uważasz, że stać cię na spłatę np. 15% odsetek od kredytu gotówkowego to najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić, jest regularne, comiesięczne inwestowanie (lub chociaż oszczędzanie) takiej kwoty zanim faktycznie będziesz jej potrzebować.

5. Zadbaj o posiadanie poduszki finansowej.

Każdy, kto oglądał Forresta Gumpa wie, że „shit happens”. Można być optymistą, ale fakty są takie, że bez względu na posiadanie trzech fakultetów i pięknego uśmiechu, zarówno trudne sytuacje, jak i niebywałe okazje spotykają wszystkich. Dlatego zawsze warto mieć fundusz, dzięki któremu poradzisz sobie:
– ze stratą pracy
– nagłym, dużym wydatkiem
– chorobą
– albo będziesz mógł je zainwestować, kiedy zauważysz okazję, którą aż żal jest przepuścić.

Ten fundusz daje trzy bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze, zapewnia ci psychiczny komfort. Po drugie, w trudnej sytuacji nie musisz szukać droższych, pożyczonych pieniędzy. Po trzecie, w przypadku inwestycji możesz sobie pozwolić na stratę tych pieniędzy bez poniesienia bieżących, dotkliwych skutków. Paradoksalnie w znaczny sposób zwiększa to szanse na sukces podejmowanych przedsięwzięć.

6. Trzy razy mocniej zastanów się nad wzięciem wysokiego kredytu hipotecznego.

Kredyt hipoteczny nie jest jednoznacznie zły, bo przemawiają za nim dwa porządne argumenty. Po pierwsze, większości osób nie stać na zakup mieszkania za gotówkę. Po drugie, płacona rata często jest zbliżona do wysokości kosztów wynajęcia mieszkania. Różnica jest taka, że w przypadku kredytu hipotecznego przynajmniej spłaca się coś, co finalnie będzie należało do nas.

Tylko że jednocześnie mając dwadzieścia czy dwadzieścia kilka lat nie jest najważniejsze posiadanie, tylko inwestowanie w siebie, swój rozwój i swoje, przede wszystkim przyszłe, zarobki. Natomiast mieszkanie kupione na kredyt hipoteczny:
jest dużym obciążeniem psychicznym
przywiązuje cię do jednego miejsca i „usztywnia” w zakresie zmiany pracy, przeprowadzania się, czy testowania nowych pomysłów na życie głównie przez ryzyko przejęcia mieszkania przez bank w sytuacji braku spłacania zadłużenia
– na koniec, jest dużym obciążeniem finansowym. Michał Szafrański ma na swoim blogu wyliczenia dotyczące kredytów hipotecznych. Uważa on, że kupując mieszkanie na 30 lat, najbezpieczniej jest pomnożyć cenę metra kwadratowego mieszkania razy dwa. Biorąc kredyt hipoteczny na 300 000 zł, przez 25 lat zapłacisz odsetki w wysokości ok. 140 000 zł. Inaczej mówiąc – nie zarabiając ani trochę więcej, ale kupując mieszkanie za gotówkę, mógłbyś bez problemu kupić sobie np. kilkuletnie Porsche Cayman ( i dlatego tak ważny jest punkt 2 w tym tekście).

7. Planuj wydatki w długim horyzoncie czasowym.

Czas pozwala najskuteczniej ocenić słuszność lub niesłuszność decyzji. Teraz twoje zarobki mogą być wystarczające. Nie musisz zastanawiać się czy przeżyjesz miesiąc, nie sprawdzasz cen w sklepach i poniesienie nieprzewidzianego wydatku nie robi ci większej różnicy. Tylko zastanów się nad tym, czy biorąc pod uwagę pięcioletni horyzont czasowy wciąż takie zarobki będą ci wystarczały.

Co w tym czasie może się wydarzyć?
możesz wziąć ślub – w przypadku wesela na 100 osób jest to koszt od 20 000 zł do 50 000 zł, który prawdopodobnie się nie zwróci
możesz chcieć wziąć kredyt hipoteczny – zwykle wymagany jest wkład własny. Od stycznia 2016 r. banki mają wymagać go w wysokości 15% wartości mieszkania (niektóre banki już teraz wymagają 20% wkładu własnego), co oznacza, że dla mieszkania w cenie 300 000 zł trzeba wyłożyć 45 000 zł. Nie biorąc pod uwagę, że każdy 1000 zł mniej kredytu w praktyce równa się oszczędności prawie 2000 zł w przeciągu 25-30 lat.
możesz mieć dziecko – co podniesie koszty twojego życia o 1000 zł miesięcznie, bo nie chcesz przecież, żeby twojemu dziecku czegoś brakowało
możesz chcieć otworzyć firmę/wyjechać za granicę/cokolwiek innego zależnego od celów indywidualnych.

Brak uwzględnienia w swoim budżecie tych przyszłych sytuacji skazuje cię na konieczność brania kredytów (co sprawi, że jutro będziesz musiał zwrócić do banku sporo więcej, niż dzisiaj wziąłeś) albo na pomoc rodziny (co zawsze jest niekomfortowe z jednej strony i nieodpowiedzialne z drugiej).

8. Zamiast tylko żyć, realizuj marzenia.

Wyżej pisałem o tym, że wydatki czysto konsumpcyjne są jednymi z najgorszych, bo pochłaniają środki, które mogą pracować na twoje lepsze jutro. To fakt. Inna sprawa, że nie uważam, żebyśmy rodzili się po to, żeby tylko oszczędzać, bać się o przyszłość i nic z tego nie mieć.

Za najlepszy kompromis uważam wydawanie pieniędzy na marzenia. Na rzeczy, które może nic konkretnego nam nie dają, ale wnoszą zupełnie inną jakość do naszego życia. Jestem zdania, że nie ma nic ważniejszego od posiadania świadomości, że jak się spojrzy wstecz to zobaczy się wspaniałe wspomnienia, a nie ciąg podobnych do siebie dni.

Dlatego zawsze chętniej wydałbym kilka tysięcy złotych na to, żeby pojechać na Tomorrowland, niż na kilkanaście standardowych domówek, które zleją mi się w jedną całość. Z tego samego powodu chcę kiedyś wyjechać na pół roku do Brazylii i Argentyny i napisać tam książkę, która prawdopodobnie nie zwróci mi poniesionych wydatków. Chcę przejechać wszerz i wzdłuż całe Włochy. Nie miałbym nic przeciwko zrobieniu sobie tripa po środkowej Azji i zajęciu się non-profit pomocą w rozwijaniu start-upów. Nie wiem dlaczego i nie potrzebuję tego dokładnie wiedzieć. Po prostu mam wrażenie, że to osobiście dla mnie ważniejsze, niż tylko wdychanie i wydychanie powietrza, nawet jeśli nic z tego nie przyniesie mi zysków.

W ostateczności, to dla takich rzeczy zarabia się pieniądze.

Print Friendly, PDF & Email

65
Dodaj komentarz

avatar
100000
36 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
41 Comment authors
MadixMariuszRenardynMagda S.nAnia Myszkowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Klaudia Ciapcińska
Gość
Klaudia Ciapcińska

Tomorrowland i Włochy- idealne podsumowanie, trafiłeś w „moje” serce :)

Autopogoń
Gość
Autopogoń

według mnie powodem tego, dlaczego obecnie tyle ludzi nie lubi swojej pracy jest brak zadawania sobie pytania: po co pracuję? dlaczego potrzebuję pieniędzy? może się okazać, że rzeczy, których pragniemy i potrzebujemy, możemy osiągnąć łatwiej niż ciężką pracą po 8 godzin od poniedziałku do piątku. dobrym przykładem są podróże. nie muszę uzbierać kilku tysięcy złotych na wycieczkę do Malezji – mogę na przykład znaleźć wolontariat i pojechać tam nie na dwa tygodnie, ale na dwa miesiące, i to za połowę tej ceny. mogę też popracować za granicą, zamiast narzekać, że nie mam pieniędzy na wyjazdy, i w ten sposób realizować swoje marzenia. myślę, że fajnie jest wiedzieć, czego się w życiu potrzebuje i do tego dążyć, a nie iść ślepo za schematem.

Owner.org.pl
Gość
Owner.org.pl

Ja piszę się na start upy, mam dobre pomysły ! : )
Lepiej czyta się o finansach niż o kobietach. Kobiety z czasem się nudzą, bo sensem życia nie jest związek tylko „Ty”.

VQ
Gość
VQ

widać, że niedawno z Malv rozmawiałeś hahha na Tomorrowland jedziem razeeeem! dobry tekst, Michał, pozdro!

Volant
Gość
Volant

Z Malwiną akurat rozmawiałem o czym innym, ale jak w zeszłym roku mieszkałem w Belgii to bardzo chciałem przy okazji zaliczyć Tomorrowland, ale nie udało nam się dostać biletów. Rozchodzą się w takim tempie, że masakra.

VQ
Gość
VQ

nooo, na Burning Man jest jeszcze trudniej, ale… w końcu po to się żyje i zarabia, by móc realizować marzenia, czyż nie?

Volant
Gość
Volant

Prawda! A Burning Man też zajebista sprawa.

Paulina
Gość
Paulina

3 dni Tomorrowland rok temu kosztowały mnie prawie tyle co 3tygodnie wTajlandii;)w obu przypadkach jedne z najlepiej wydanych pieniędzy w moim życiu;)
A co do samych biletów pod wejściem na teren festiwalu czarny rynek kwitnie;) 100%drożej ale ja tak dokupiłam bilet na 3 dzień festiwalu i po raz kolejny absolutnie nie zalowalam tej kasy. Spełnione marzenia są bezcenne;)

Konrad
Gość
Konrad

Punkt 4 mógłbyś zmodyfikować z racji kredytu studenckiego, dużo studentów Cię czyta więc może im się to przydać. Dokładniej chodzi mi o ten sposób zastosowania: https://megalomansite.wordpress.com/
Pozdrawiam :P

Mar00
Gość
Mar00

Bardzo często wypowiadasz się mocno pozytywnie o książkach. Będzie jakiś nowy wpis na ten temat, bo kiedyś już był, ale raczej ogólnikowy? Po prostu zastanawia mnie, czemu aż tak wysoko cenisz rolę tego, co daje czytanie, czy powoduje to aż takie zmiany w mózgu, daje tyle informacji? Czy jak lubię np. science-fiction, to z Twojego punktu widzenia czytanie Dukaja ma sens? I w końcu, czemu odnosisz się z niechęcią do gier komputerowych, skoro w przeciwieństwie do np. filmów czy seriali nie jesteś biernym odbiorcą, ale robisz coś, podejmujesz decyzje, nieraz ryzykowne, współpracujesz z ludźmi etc.?

Volant
Gość
Volant

Książki cenię, bo nie mając kiedyś dostępu do ogarniętych osób i wiedzy, nabywałem ją z książek, bo to jest jej najpowszechniejsze i najtańsze źródło. I tutaj nawet nie robię selekcji mówiąc, że np. poradniki są więcej warte, niż powieści. Ja stawiam je na równi, bo każda książka jest zderzeniem swojego systemu wartości z systemem kogoś innego. To bardzo uczy krytycznego myślenia. Wiadomo, że nie zastąpi to realnego działania, ale jak już ma się zabijać czas to lepiej robić to w sposób, który może czymkolwiek zaprocentować.

Jeśli chodzi o gry to może po prostu nie jestem z tego pokolenia :) Gry doceniam, czasem lubię pograć, ale mam przy tym mocne wrażenie, że przejście gry to po prostu przejście gry. Niezbyt często wychodzi się z niej bogatszym o jakąś wiedzę. Po prostu zabija się czas. Moim zdaniem tworzą też niebezpieczne wrażenie, właśnie przez podejmowanie decyzji, że coś się w swoim życiu robi i coś się dzieje, ale to nieprawda, bo dopóki nie jest się gamerem, który z tego żyje, to granie w ogóle nie przekłada się na rzeczywistość. Książki takiego mylnego wrażenia nie tworzą.

P.S. Mówiąc to liczę się z możliwością, że jestem ignorantem, więc weź to pod uwagę :)
P.S.2. Mam pomysł, żeby zrobić na blogu „Biblioteczkę”, w której będę wrzucał recenzje bardzo dobrych książek i pewnie innych dzieł szeroko rozumianej kultury (filmów, seriali itp.).

Mar00
Gość
Mar00

Niezła skuteczność, 2 komentarze (1 z innego konta) i 2 odpowiedzi :D Dzięki, właśnie ten pomysł z biblioteczką to coś, na co czekałem.

BTW jeśli chodzi o gry, to mam trochę inaczej, tzn. o ile na to nie zapracowałem, tylko opierdalałem się i siedzę przy jakiejś grze, to mam przykre wrażenie marnowania się, natomiast jeśli odniosłem jakiś sukces, wykonałem solidną pracę przy rozwoju, studiach etc. to uczucie zanika i z przyjemnością mogę sobie pograć

Damian
Gość
Damian

Zgadzam się z większością artykułu, a już w szczególności punktu o zaczęciu pracy jak najwcześniej. Jest to bardzo ważne i mając takie CV ma się znaczną przewagę nad osobami w podobnym wieku, którzy zaczęli pracę dopiero po studiach.

A co do gier – tu zawsze ich bronię, bo sam jestem wielkim fanem. Ja zawsze polecam spojrzeć na grę jak na nowoczesne dzieło sztuki.
Praca, którą trzeba włożyć w grafikę w takiej grze jest nierzadko większa niż namalowanie obrazu (chociaż obie czynności wymagają wielkiego talentu). Efekty w grach (stworzone miasta czy całe fikcyjne krainy geograficzne) często zapierają dech w piersiach. Do tego historia często jest lepsza niż w niejednym filmie (polecam Heavy

Robert
Gość
Robert

Popieram pomysł. Właśnie Biblioteczka przydałaby się na Twoim blogu.

Volant
Gość
Volant

Dobra! W takim razie się pojawi :)

Ada Żyta
Gość
Ada Żyta

Mogę zadać niedyskretne pytanie o źródła twoich dochodów? Oczywiście jak jestem za bardzo wścibska, to nie odpowiadaj :) Swoją drogą, milion rocznie brzmi naprawdę imponująco.

Volant
Gość
Volant

Milion wciąż jest w sferze planów, żeby była jasność. Ten rok zamknie się trochę powyżej 200 000 zł. Wydaje mi się też, że na to pytanie i podobne odpowiedziałem na tyle wyczerpująco, na ile mogę, w tym miejscu: https://volantification.pl/2015/05/16/dlaczego-w-polsce-trzeba-jezdzic-porsche-pytania-do-volanta-cz-2

Ada Żyta
Gość
Ada Żyta

dzięki, nie pamiętałam tego wpisu :)

lzep
Gość
lzep

Volant, jaką ilość funduszy awaryjnych uważasz za wystarczającą dla studenta, który dopiero co zaczął pracę? Jest w ogóle sens określać konkretną kwotę?

Volant
Gość
Volant

Większość osób proponuje określać ją jako od trzykrotności do sześciokrotności średnich dochodów. Ja się z tym zgadzam.

Dam
Gość
Dam

Volant nie zgadzam się z punktem pierwszym. Zaczynanie pracy na etacie jak najwcześniej to dobra droga jeśli chcesz być przeciętnym. Najwcześniej karierę zawodową zaczynają dzieci w Bangladeszu. To daje im przewagę nad innymi? Nie. Doradzanie ludziom etatu od najmłodszych lat samemu pracując na etacie mniej niż pół roku jest mimo wszystko niekonsekwencją – sam pisałeś, że przepracowałeś na etacie mniej niż pół roku. Budowanie CV jest dobre tylko wtedy jeśli nie chcesz myśleć i liczysz na to, że to inni dadzą Ci pracę. To absurdalne rady. Na tym blogu spodziewałbym się rady: „Zyskownie zarabiaj na czyjejś pracy”, zamiast: „pracuj, aby inni zyskiwali na Twojej pracy”. Dawanie komuś etatu to nie działalność charytatywna. Jeśli pracodawca płaci pracownikowi 2500 zł to pracownik musi zarobić dla firmy więcej niż jego pensja, bo inaczej utrzymywanie pracownika jest nierentowne. Stąd Twoja rada, aby być po gorszej stronie łańcucha między pracodawcą, a pracobiorca jest wątpliwej jakości. Etat to wymiana 5 dniu w tygodniu, za 2 dni wolności. To słaba proporcja.

Volant
Gość
Volant

Szycie butów w Bangladeszu to nie kariera – to praca. I ja widzę dużą różnicę między rozpoczynaniem kariery, a pójściem do pracy.

Co do niekonsekwencji odpowiedziałem już na to w komentarzu na fb – w przypadku każdego wciąż działa zasada 10 000 godzin, które trzeba przepracować, żeby być wybitnie dobrym w jakiejkolwiek dziedzinie. To z tego powodu Mozart komponował swoje dzieła tak wcześnie. Jeśli jest się przedsiębiorcą to być może warto zdobywać doświadczenie jeszcze wcześniej, bo bycie nim wymaga opanowania większej liczby umiejętności, niż ma to miejsce w przypadku etatu.

Natomiast to fakt, że etat jest mniej zyskowny finansowo. Faktem jest też to, że jest znacznie mniej obciążający psychicznie. To, czy dla kogoś są ważniejsze pieniądze czy komfort to już indywidualna sprawa.

Adrian Pakulski
Gość
Adrian Pakulski

Wiesz, to z autopsji, czy wyczytałeś między wierszami w jakimś poradniku Kiyosakiego? To ja Ci powiem, że jest zupełnie odwrotnie. Sam jestem tego przykładem. Nie pracowałem nigdy na etacie, a firmę założyłem na ostatnim roku studiów i prawda jest taka, że wypracowanie połowy procesów, sposobu obsługi klientów itd. przypominało (często nadal przypomina) wymyślanie koła od nowa. Gdybym poszedł na 12 miesięcy na etat, to po kolejnych 36 miesiącach byłbym prawdopodobnie znacznie dalej niż dzisiaj (niż po 48 miesiącach tylko na swoim). Braki można uzupełniać książkami albo szkoleniami za $.

Pewnie, że są wyjątki od normy, bo jednostki wybitne zbudują biznes niezależnie od kontekstu, ale doradzenie młodym ludziom, żeby zarzucili pomysł przepracowania roku u kogoś i porywania się na własną DG to absurd.

Dam
Gość
Dam

Ale kto tutaj pisze o roku? W tekście Volanta nie ma żadnej wzmianki o 12 miesiącach. Jest tylko sugestia: „zacznij pracować jak najwcześniej”. Swoją działalność gospodarczą założyłem w wieku 19 lat. Prowadziłem ją przez kolejne 4. Stąd uważam, że odbębnianie darmowego stażu na początku, albo smażenie frytek w budce z fast food’em czy rozwożenie pizzy to wcale nie rozwój. Owszem, jeśli dostaniesz się w wieku 18-20 lat do Googla, do E&Y, czy innego wielkiego koncernu to zrobią z Ciebie ludzi. Jak będziesz pracował w punkcie xero na umowę zlecenie czy jako kelner nauczysz się niewiele. Mam znajomych którzy zaczęli pracować w wieku 16-17 w pizzeriach, w barach, na budowie itp. Wiesz co? Dzisiaj po 10 latach nadal tam pracują, bo przyzwyczaili się do bezpieczeństwa i zaakceptowali wątpliwej jakości status quo. Dlatego daruj sobie pejoratywne sugestie o poradnikach Kiyosakiego. Rada Volanta z pierwszego punktu nie jest uniwersalna. Nie wyobrażam sobie żeby dotyczyła studentów studiów dziennych medycyny, prawa, weterynarii, stomatologii, farmacji itp. absorbujących kierunków. Osoby studiujące takie kierunki mają się skupić na jak najlepszym przyswajaniu wiedzy, a nie przerzucać hamburgery. Chyba, że studiują socjologię albo politologię to niech przerzucają je od jak najmłodszych lat, bo i tak nic lepszego ich nie czeka.

Adrian Pakulski
Gość
Adrian Pakulski

Liczy się przede wszystkim intencja, z którą ten młody człowiek rusza do tej pierwszej pracy. Jeśli jego ambicją jest wykręcenie 10 zł netto za roboczogodzinę i 15-minutowy fajrant, to gdzie by się nie znalazł, biznes prawdopodobnie i tak nie jest dla niego. Natomiast jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś chce założyć małą produkcję i wcześniej zatrudnia się jako magazynier w podobnym zakładzie tylko po to, aby móc kątem oka poobserwować podstawowe procesy. Potem wychodzi i zaczyna swoje. Wiem, że w branży IT albo handlu bariera wejścia nie jest specjalnie wysoka, bo wystarczy trochę literatury, komputer, klawiatura itd., to jest wiele innych sektorów, z których wyciągnięcie informacji takim banałem już nie jest. Przykład z magazynem nie jest przypadkowy, bo mój znajomy właśnie w ten sposób zaczynał. Miał właściwie wykształconą intencję przed ruszeniem do tej pracy, tj. zarobki, warunki itd. go nie interesowały. Ciągał palety i obserwował. Teraz zaczyna na swoim; gdyby się w tej firmie nie znalazł, zdobycie kontaktów do podwykonawców, poznanie kosztów itd. zajęłoby mu więcej niż ten rok na etacie (sektor: produkcja/obróbka metalu). Wiem, że w tekście Volanta nie ma słowa o 12 miesiącach – ten fragment dopisałem sobie sam.

I przynajmniej ja w ten sposób rozumiem pracę od najmłodszych lat. Wiesz, przypominam sobie swoje studia. Wtedy, tj. na pierwszym, drugim i trzecim roku niewiele osób szukało jakichś konkretnych stażów – bo rodzice utrzymują, bo nie będzie czasu na imprezy, bo dziewczyna, bo chłopak, bo gry komputerowe, bo praca mało satysfakcjonująca, bo mało płacą, bo to, bo tamto (inna sprawa, że miasto niezbyt perspektywiczne, ale to też nie powód, żeby położyć się i czekać). Efekt jest taki, że pokończyli magisterki, mają po 25 lat i absolutnie zero doświadczenia – zaczynają szukać pracy. To ostatni dzwonek, żeby zrobić coś z tym życiem. Rozkręcenie biznesu też nie trwa 6 miesięcy, więc bez odpowiedniego kapitału z firmą nie będzie im łatwo (zakładam, że jeśli nie przepracowali ani 1 dnia, to go zwyczajnie nie mają).

Na koniec napiszę, że przed założeniem firmy przepracowałem jakieś 2-3 sezony letnie jako typowy fizol. Ścinałem trzcinę, chodziłem z dyktami „Cappy sponsoruje dobrą pogodę”, ciągałem płytki w magazynie. Miałem dobre warunki finansowe w domu, nie miałem ciśnienia na $. Czego się nauczyłem? Tego, że nie godzę się pracować w ten sposób i na takich warunkach (etat). Praca fizyczna nie skreśliła mnie zatem zawodowo.

Intencja jest najważniejsza.

Dam
Gość
Dam

Tylko, że Twoja praca sezonowa niczego Cię nie nauczyła w kontekście kariery zawodowej. Pokazała Ci jedynie jak pracować nie chcesz. Uważam również, że wymienianie swojego czasu za 7-10 zł netto za godzinę jest głupotą. Jeżeli miałbym iść na budowę za 7 zł netto to wolałbym siedzieć w domu i czytać książki. To właśnie jest z ludźmi nie tak, że wartość swojego czasu wyceniają na zero. Idą do supermarketu 30 min żeby kupić 10 jajek o złotówkę taniej. Nie rozumieją, że marnują na drogę w obie strony godzinę. Najważniejsze, że zaoszczędzili złotówkę! Czas to najcenniejsze aktywa. Dlatego Rejtanem będę bronił stanowiska, że bycie popychadłem stażowym to głupota. Zamiast siedzieć 8h na stażu czytaj 1 książkę dziennie przez te 8 h. Po roku będziesz miał ich przeczytanych jakieś 220(bo mniej więcej tyle dni w roku pracuje się na etacie). Uważam, że 220 przeczytanych książek jest lepsze niż rok na stażu. Choć wiadomo – punkt widzenia może być różny.

Madix
Gość
Madix

„Pokazała Ci jedynie jak pracować nie chcesz. ” To nie jest nic. To jest wiedza, cenna.
A praca na budowie akurat słynie z tego, że są tam przyzwoite stawki, typu 15 zł/h netto dla świeżaka bez doświadczenia.

Pominąłeś całkowicie podniesioną przez Adriana kwestię konieczności posiadania kapitału przy starcie własnego biznesu. Jak czytając książki zdobędziesz kapitał? Co więcej – skąd weźmiesz te 220 książek, o których napisałeś? Ukradniesz z Internetu, czy może rodzice Ci na nie kasę dadzą?

Żadna praca nie hańbi. Owszem, słabe jest, jak ktoś narzeka na swoją pracę i uparcie w niej tkwi mimo tego, że mu się tam nie podoba, zamiast ruszyć głową i pomyśleć, co zrobić, by mieć lepsze jutro, ale jak ktoś głową rusza to może pracować i za 3zł/h i wynieść z tego więcej, niż z lektury książek.

Michal Sadowski
Gość
Michal Sadowski

Dzieki za wzmiankę ;)

Artur Nogalski
Gość
Artur Nogalski

Swietny tekst;)

Paweł Iwanek
Gość
Paweł Iwanek

Nie na temat artykułu, ale planujesz jeszcze forum?

Roksana Półtorak
Gość
Roksana Półtorak

Dzięki za przypomnienie mi, że zdanie ‚if you wanna be rich – work harder bitch’ ma sens.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

7 punktow o kasie i jeden o marzeniach – interesujaca proporcja.
Nie mozna calego zycia przekladac tylko na inwestowanie i cele zawodowe, bo stajesz sie wtedy robotem.

Wczesna praca – to zalezy jaka. Lepiej kodowac sobie cos dla siebie, zeby zrobi te 10k godzin niz isc na etat parzyc kawe, bo to tylko w CV wyglada jakos a w zyciu nic nie daje. Lepiej inwestowac w rozwoj, jak piszesz zreszta.

Plus warto wzmiankowac edukacje – warto sie uczyc, ale nie dla stopni, ale dlatego, zeby cos umiec. Warto uczyc sie od najlepszych, warto czytac i warto probowac samemu.

Volant
Gość
Volant

Łał! Zaskoczyło cię to, że w tekście poświęconym strategiom finansowym 7/8 wpisu dotyczyło… uwaga… finansów? Serio?

To tak jakbyś się zdziwił, że we wpisie o diecie wegańskiej jest za mało napisane o stekach.

Valthard van der Sand
Gość
Valthard van der Sand

Nie o to chodzilo. Jak sie czepiasz szczegolow to tytul jest kariera zawodowa (zwlaszcza jej poczatek) a nie strategie finansowe. Wiec brak nie stekow a owocow. Nazwij wpis strategie finansowe…. albo sie nie czepiaj.
To samo pisal m.in. Kiyosaki.

IMHO rozwoj i marzenia sa wazniejsze niz kasa w karierze zawodowej, ale kazdy ma swoje priorytety. A z praktycznych rzeczy znalezienie mentora i networking plus propaganda wlasnych sukcesow. Zanim mlody czlowiek zacznie ukladac strategie finansowe powinien zarobic jakis kapital.

Arius
Gość
Arius

Super wpis tylko wiesz co? W punkcie 7 mnie rozwaliłes. Nie podejrzewałem że człowiek twojego pokroju może patrzeć na koszt ślubu przez pryzmat wesela na 100 osób. Na tym właśnie polega racjonalne gospodarowanie pieniędzmi, że o ile nie jestem milionerem, to nie wydaje 50000 zł na 2 dniową potańcówkę. Ślub to wydatek w moim mieście 84 zł obowiązkowej płaty opłaty skarbowej. I ok licząc te wszystkie okołoślube wydatki na ja bym się zamknął w max 1000 zł. To ślub, a wesele każdy rozsądny człowiek robi takie na jakie go stać albo wcale :)

Volant
Gość
Volant

Arius, nie napisałem w tym punkcie o moich planach tylko o rzeczach, które losowa osoba może mieć w planach w przeciągu następnych pięciu lat.

Volant
Gość
Volant

Skoro już tak polecałem Michała Szafrańskiego to ma on na blogu Elementarz Inwestora, w którym wprowadza w tematykę inwestycji giełdowych w taki sposób, żeby nie zrobić sobie finansowej krzywdy: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/elementarz-inwestora

Jeśli chodzi o inne rzeczy to zdecydowanie polecam książkę: „Zawód: Inwestor giełdowy”. Warto też przeczytać jak najwięcej o rynku akcji, analizie technicznej i analizie fundamentalnej, bo bez wystarczającej wiedzy bez sensu jest zaczynać inwestycje. Jak chce się być w czymś dobrym trzeba znaleźć WSZYSTKO co jest na ten temat, a później to sprawdzić w praktyce.

iiiiilona
Gość
iiiiilona

cos mi sie wydaje ze po moich studiach bede miala podobnie

nikt
Gość
nikt

co studiujesz ?

StapleStable
Gość
StapleStable

Dzięki za rady,
Volant! Trochę się tutaj rozpisałem, jeśli przeczytasz do końca to będę bardzo wdzięczny

Zastanawia mnie punkt 1. – żyć kilka lat, tak jak nikt nie chce, żeby potem żyć jak nikt nie może.
Otóż dosyć niedawno (mam 21 lat) zacząłem o wiele mocniej inwestować w siebie –
zerwałem z nałogowym graniem, przestałem spędzać aż tak wiele czasu spędzać w
internecie (dotąd byłem wielkim nerdem, aczkolwiek nawet w tamtym okresie
starałem się co jakiś czas gdzieś wychodzić ze znajomymi) i ogólnie staram się
na wielu poziomach poprawić jakość mojego życia. Niestety 2 lata temu wybrałem
kierunek studiów, którym jak się okazuje nie jestem aż tak zainteresowany i po
licencjacie zamiast kontynuować naukę mam zamiar zająć się pracą i rozwojem w
kierunkach, które mnie interesują.
Zastanawia mnie czy skupić się bardziej na
aspekcie finansowym i uczyć się samemu w kierunkach, gdzie wyższe zyski są
prawie gwarantowane (software development) czy iść za czymś, co zawsze chciałem
robić i nigdy nie miałem odwagi (projektowanie). Sam myślę, że najlepiej byłoby
iść za głosem serca i pracować tak mocno, aż będę jednym z najlepszych w tej
dziedzinie.

Po drugie jestem lekko przybity faktem, że mając 21 lat nigdy nie wychodziło mi z kobietami na
poziomie wyższym niż koleżeński (a koleżanek mam masę i poznawanie kobiet w
takim kontekście przychodzi mi bardzo łatwo). Niezależnie od tego, ile
przeczytam materiałów na temat relacji damsko-męskich to mój mózg chyba nie
pojmuje, jak to działa, nigdy nawet nie pocałowałem kobiety. W związku z tym
zastanawiam się czy po prostu w ogóle nie porzucić tej ponoć ważnej strefy
życia, której nigdy nie doświadczyłem na rzecz pracy zarobkowej dla siebie i
jakiegoś wkładu w społeczeństwo.
Pewnie sam siebie okłamuję, że nie zależy mi
na relacjach romantycznych/seksualnych, ale jeśli do 21 roku życia nic mi w tym
zakresie nie wyszło, a większość facetów ma za sobą już różnorakie
doświadczenia, to może po prostu lepiej skupić się na tym, co umiem – czyli na
zdobywaniu wiedzy i wykorzystywaniu jej w praktyce? W końcu jeśli do 30 bym
dobrze zarabiał, to też byłbym zapewne lepszym towarem na giełdzie dla kobiet,
ale w takim wieku bez doświadczenia pewnie nawet miliony by mi nie pomogły :P

PanPrezydent
Gość
PanPrezydent

Fajnie jest mieć 18 lat i móc czytać takie wpisy. Chyba będę za parę lat ci wdzięczny :)

Michal Kuzniar
Gość
Michal Kuzniar

„Jak najszybciej trzeba się ogarnąć życiowo i zdobywać umiejętności, które będą generowały pieniądze…”

Etat bardzo często pozwala zdobyć takie właśnie umiejętności. Poza etatem możesz nauczyć się programować, prowadzić samochód itp., ale zaistnienie w wielu branżach wymaga zdobycia doświadczenia, o które trudno świeżo upieczonemu absolwentowi. Zatrudniając się jako „popychadło” w sensownej firmie i branży masz szansę zdobywać takie doświadczenia pod szyldem przedsiębiorstwa.

Wiem to z autopsji, pracowałem przez trzy lata w trzech firmach (SEM) przechodząc ścieżkę od Juniora do Seniora, jeszcze w trakcie pracy dla trzeciej założyłem działalność i zacząłem kosić własnych klientów co pozwoliło mi przeciąć pępowinę etatu. Doświadczenia zdobyte w pracy dla agencji interaktywnej, startupu i średniego przedsiębiorstwa o zasięgu europejskim są bezcenne. Podejście do klientów, współpracowników i w ogóle ludzi w biznesie.

Wszystko zależy od branży tak po prawdzie…

Howard
Gość
Howard

Widzę,że poprzez moją pracę pomagam ludziom zrozumieć większość z tych punktów, i uświadomić ich, że jest to naprawdę konieczne a co najważniejsze, pokazać im jak to można osiągnąć! Teraz jestem do tego jeszcze bardziej przekonany, dzięki.

Bartosz Ostrowski
Gość
Bartosz Ostrowski

9. Dynamicznie zbieraj informacje, wyciągaj z nich wnioski i wprowadzaj je w życie.

Joanna Stępień
Gość
Joanna Stępień

well said:)

Pestka
Gość
Pestka

Po przeczytaniu tego wpisu skojarzył mi się pewien cytat (który swoją drogą bardzo lubię :)
„Ludzie zawsze obarczają okoliczności winą za to, kim są. A ja nie
wierzę we wpływ okoliczności. Ci, którzy do czegoś dochodzą, wstają i
szukają odpowiednich okoliczności, a jeśli ich nie znajdują, sami je
tworzą” – George Bernard Shaw.

Autopogoń
Gość
Autopogoń

a coś źle napisałam?

Mamon
Gość
Mamon

Myślę, że „8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku” to dla wielu korposzczurów prawie wakacje, a nie „ciężka praca” :)§

Arius
Gość
Arius

Bo to JEST ryzykowne. Zdaje się w ogóle nie wziąłeś pod uwagę, że są na tym świecie ludzie, dla których pieniądze są ważne o tyle o ile można za nie spokojnie żyć. Niektórzy cenią bezpieczeństwo, stabilizację i święty spokój bardziej niż cyferki na koncie, które przypłacą być może rozstrojem nerwowym spowodowanym strachem przed plajtą.

Kuba Burzyński
Gość
Kuba Burzyński

Volant, po pierwsze dzięki za napisanie piątego poziomu, bo to on mnie przyciągnął tu na bloga (a o piątym poziomie dowiedzialem sie ze strony lubimyczytac.pl) sorry za brak polskich znakow ale mam prawa reke w gipsie, oczywiscie moich znajomych poinformowalem o jej istnieniu a kazy z nich chce ja przeczytac.. jaa skonczylem ja w 4 dni i zaraz znow ja chwyce.. co do samej ksiazki jest niesamowita i czas na zmiany nadszedl mimo ze nie spodobalo mi sie twoje podejscie do kibicowania ale to juz inna sprawa..

co do samego artykulu uwazasz ze oplacalny jest wyjazd za granice na kilka miesiecy aby zarobic troche pieniedzy na rozwoj wlasnej dzialalnosci jaka by ona nie byla? aktualnie majac 20lat (z dniem wczorajszym) pracuje na wozku widlowym ale zamierzam sie zwolnic bo mam wyzsze ambicje i nie chce pracowac za najnizsza krajowa nawet teraz a co dopiero w przyszlosci

Volant
Gość
Volant

Strasznie się cieszę, że książka ci się podobała :) Jeśli natomiast chodzi o wyjazd, żeby zarobić pieniądze na założenie firmy to ciężko to ocenić. Dużo tutaj zależy od:
– doświadczeń biznesowych jakie masz (zgaduję, że niewielkie)
– pomysłu na firmę (zgaduję, że nie jest sprecyzowany).

W takiej sytuacji taki wyjazd dużo ci da jeśli chodzi o usamodzielnienie się i szeroko rozumianą znajomość życia, ale prawdopodobnie nie przełoży się to na sukces firmy.

Wbrew obiegowym opiniom pieniądze nie są najważniejszym elementem firmy. Najważniejszym elementem są umiejętności – Jobs założył Apple, bo znał się na elektronice i umiał składać komputery, Gates umiał programować, Branson był dobry w tworzeniu zespołów i zarządzaniu nimi.

Możesz robić cokolwiek, ale pierwszym krokiem wciąż jest bycie dobrym w jakiejś dziedzinie i wtedy zwykle nie potrzebujesz nawet dużych pieniędzy na rozpoczęcie działalności. Zadaj więc sobie pytanie w czym jesteś dobry (lub możesz być) i jak na tym coś zbudować.

Kuba Burzyński
Gość
Kuba Burzyński

dzieki za odpowiedz , pomysle o tym, milo sluchac kogos kto naprawde ma duza wiedze, ja trzymie sie w zyciu jednej zasady „jesli jestes w pokoju gdzie masz najwieksza wiedze to znaczy ze znajdujesz sie w z zlym pokoju” oczywiscie nie do kazdej sytuacji to pasuje..
doswiadczen biznesowych mam niewiele tak jak mówisz, dlatego raczej szukalbym opcji gdzie ja sponsoruje firme a ktos kto ma o tym wiedze pomaga mi to osiagnac rzecz jasna za fundusze z wyjazdu.. raz wyjechalem na praktyke do niemiec i moje podejscie bylo po przyjezdzie zupelnie inne natomiast teraz znowu czuje sie w domu jak spiety kajdaankami i umieszczony w izolatce gdzie gdy chce cos zrobic ktos mnie tłamsi.. nie podoba mi sie to ze osoby ktore zawsze akceptuja moje plany to zwykle moi znajomi (np.nauka gry na gitarze) a rodzina smieje sie i uznaje to za kretynizm.

co do samej ksiazki to powiedziec ze mi sie podobala to nic nie powiedziec, w niedziele pojde do jakiegos klubu i sprobuje tych technik bo czas w koncu poznac kogos.. ogolnie to w zyciu nie przeczytalem duzo ksiazek bo w mlodosci czytalem harrego pottera co teraz wydaje sie mi smieszne zwlaszcza po tym jak ty napisales o wspadku ciotki z Walii :) niedawno jednak znajomi przekonali mnie do czytania .. chwycilem olbrzymie kroki robinsa i mimo ze zawieralo ciekawe techniki warunkowania to nijak nie potrafilo kopnac do dzialania, potega podswiadomosci murphego to samo..

ah i mam jedna prosbe mimo ze nie jestem w zadnym stopniu obeznany jesli chodzi o wiedze o kobietach to ostatnio gdy zadalem pytanie ktore kiedys podrzucil mi pewien czlowiek mianowicie „kim chcialas zostac jak bylas mala?” uslyszalem „idziemy na pole?” co oczywiscie swiadczylo ze bedziemy tam sami.. to niz ze pozniej to kulturalnie mowiac zjebalem ale mam pytanie – myslisz ze sa takie pytania ktore wplywaja na ludzi bardziej i ulatwiaja rozmowe czy cos w ten deseń?

a co do piątego poziomu to jak to mawia moj kumpel „pompa jest” :D i na tym zakoncze :)
a i jeszcze raz sory za brak polskich znakow :)

Kuba Burzyński
Gość
Kuba Burzyński

jak coś to czekam na odp –
pozdro :)

Senta
Gość
Senta

Zgadzam się z tekstem w 100% i żałuję, że zmarnowalam tyle czasu pracując od najmłodszych lat jako hostessa, telemarketer, kelnerka czy niania. Oczywiście z każdej pracy wyciągnęłam jakąś umiejętność, ale to chyba tyle plusów. Progres nastąpił podczas studiów magisterskich, bo pracowalam i uczyłam się jednocześnie. I tym razem były to miejsca, których się nie wstydzę wpisać w CV. Chcę się kształcić dalej i tu nie mam wątpliwości, że jest to 1) konieczne – takie mamy czasy, że ciągle wymaga się od nas więcej i więcej, ale 2) nie chcę być od nikogo zależna, 3) chcę coś sobą reprezentować, nawet (szczególnie) tak przed samą sobą. Pytanie brzmi, gdzie szukać mego „powołania zawodowego”? Mogę inwestować w rozwój, ale czego konkretnie? Mam 26 lat i zero pomysłu na siebie. Utozsamiam to (zapewnie błędnie) z miłością, że jak to będzie to, to będę to czuła. Przeczytałam wiele książek, ale nie znalazlam tam recepty.

Volant
Gość
Volant

Skoro już trzymamy się porównania z miłością – jak to będzie to, to będziesz to czuła, ale też nic nie poczujesz jeśli:
– nie będziesz mieć ogromnego farta
– albo nie poznasz wystarczająco wielu osób dając sobie w ten sposób możliwość zakochania się.

Czytanie książek jest super jako pierwszy krok, ale to bierna czynność, a lepiej jest odnajdywać się w jak największej ilości ról, prac i zajęć. Dopiero wtedy zauważysz, w czym czujesz się lepiej lub gorzej i w czym dobrze byłoby się rozwijać mając na uwadze nie tylko pieniądze.

Senta
Gość
Senta

Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam

Joanna Adamus
Gość
Joanna Adamus

I z jednym punktem sie nie zgodze…. usztywnia i przywiazuje cie do jednego miejsca strach, boisz sie a co jesli…nie mieszkanie czy kredyt, przykladem tego jestem j jestem w tej chwili w zupelnie innym miejscu niz bylam dwa lata temu i doslownie i w przenosni i to pomimo kredytu ktorym splacm swoje mieszkanie w iejscu ktore opuscilam (ono jest moją poduszką bezpieczenstwa) i mimo cięzkiego bagazu jakim jest dwoje dzieci, prawda jest ze nic nie ogranicz cie bardziej niz strach ze mozesz stracic te odrobine ktora juz posiadasz, nic poza tym.

Bogdan Markowicz
Gość
Bogdan Markowicz

Dobry tekst:)

Karolina G.
Gość
Karolina G.

Wszystko dobrze, tylko że ja, mająca 35 lat, kiedy przypominam sobie siebie sprzed dziesięciu, czy kilkunastu lat, ogólnie kiedy byłam w wieku, do którego zasadniczo kierujesz ten wpis, uważam że byłam niedojrzała emocjonalnie do pojęcia pewnych prawideł. I nadal twierdzę, że większość 20-parolatków taka jest. Tych wybitnych jednostek jest mimo wszystko niewiele. Nie zrozum mnie źle Volant – wpis jak najbardziej potrzebny i uderzający w sedno. Mimo wieku również i ja mam konstruktywne przemyślenia, pomagające mi pójść krok do przodu w przedsięwzięciu, które planuję.
Zaś poza tematem – urodziłam się w pierwszym kwartale i od zawsze twierdzę, ze rodzice zmarnowali we mnie talent sportowy. Serio. Nie pozwalali mi chodzić na żadne takie zajęcia tylko dlatego żeby nie zrobiła sobie krzywdy. Sa nevrati – jak mawiają nasi południowi sąsiedzi. Widać nie było mi pisane :).

Pionierka
Gość
Pionierka

Co do kredytu to się nie zgodzę. Załóżmy, że mamy 22-latka, który chce żyć „na swoim” to znaczy nie z rodzicami. Piszę o warunkach warszawskich, bo te znam, więc może np. we Wrocławiu to inaczej wygląda. Koszt wynajęcia pokoju – sensowna lokalizacja i bez rozpadającej się meblościanki to 700 – 800 zł standardowo. W cenie współlokatorzy, z którymi może się mieszkać dobrze, ale nie musi, do tego właściciele mieszań też są różni. Koszt wynajęcia kawalerki (założenia jak wyżej, czyli nie daleka Białołęka i nie mieszkanie „po babci” z jej meblami) ok 1400 zł i ryzyko, że właściciel nagle zmieni zdanie, bo chce mieszkanie np. sprzedać. Każda przeprowadzka to też jest koszt. A przy zakupie kawalerki? Liczmy 200 tysięcy, bo za tyle kawalerkę można spokojnie w Warszawie kupić, nie w samym centrum, ale w fajnej lokalizacji przy metrze. W tym roku wystarczało do tego 20 tysięcy wkładu własnego, więc stosunkowo niewiele. Rata takiego kredytu to nieco ponad 800 zł, do tego dochodzi 250 czynszu, razem około 1000 zł. 400 zł oszczędności w porównaniu z wynajmem, a płaci się na swoje. Obciążenie psychiczne? A niby dlaczego – taką ratę to człowiek zorganizuje choćby zbierając złom ;) Obciążenie finansowe? Jak widać mniejsze niż płacenie za wynajem, zaoszczędzoną różnicę można odkładać, inwestować albo nadpłacać kredyt obniżając w ten sposób ratę. Przywiązanie do miejsca? Żadne! Chcesz się przeprowadzać to kawalerkę wynajmujesz za te 1400 zł – masz na kredyt, czynsz i jeszcze nadwyżka zostaje. Ja w moim mieszkaniu zostałam na pół roku, bo zmieniłam plany życiowe. Mieszkanie mnie w niczym nie hamowało.

Ania Myszkowska
Gość
Ania Myszkowska

Jak już będziesz się wybierał myślami do Włoch, wpadnij do mnie, zorganizuję Ci trip życia! :)

Volant
Gość
Volant

Dobra! :)

Magda S.n
Gość
Magda S.n

wyjedz.prosze

Renardyn
Gość
Renardyn

o finansach inaczej
http://www.renardyn.pl

Mariusz
Gość
Mariusz

Ja właściwie niedawno obrałem sobie drogę, którą chce przebyć aby osiągnąć swoje cele :)
Są ambitne oraz bardzo prawdziwe, oraz wiem że są prawdziwe, moje, są mną. Zależy mi na tym i nie odczuwam nawet pracy, którą wkładam w naukę, w tą dziedzinę. Po wczorajszych 6h edukacji nie poczułem nawet że zmarnowałem czas. Jestem z siebie dumny. Mam 22 lata, mam nadzieje, że za kilka lat znajdę przez przypadek ten wpis ze swoim komentarzem.