Jeśli masz dwadzieścia lat to myślisz, że wszystko jest jeszcze przed tobą. Patrzysz też na rzeczywistość i zauważasz, że jeśli ktoś odpowiada za takie poukładanie świata, to zdecydowanie ma nierówno pod sufitem. Mijasz na przejściu dla pieszych faceta w porsche i zastanawiasz się, czy kiedyś będziesz na jego miejscu. Najlepiej nie mając jednocześnie 47 lat.

Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie mają w życiu gładkiego startu i które nie mogą liczyć na pomoc finansową rodziców. Wiem, bo sam byłem jedną z nich. Od chwili, kiedy określiłem swoje cele finansowe przeszedłem długą i wcale niełatwą drogę, a teraz chociaż nie jestem milionerem to ze swoimi zarobkami plasuję się w najlepiej zarabiających 5% społeczeństwa (co raczej świadczy o niskim pułapie od jakiego ten próg zaczyna się w Polsce, niż o wybitnych osiągnięciach).

Dzięki temu wiem kilka rzeczy. Wiem, że punkt startu nie musi być jednocześnie metą. Wiem, że utrzymywanie dyscypliny finansowej jest ważniejsze, niż gruntowna wiedza o tym jak zarabiać. Wiem, że jedyna działająca strategia finansowa polega na robieniu dzisiaj rzeczy, dzięki którym będzie zarabiać się więcej jutro i unikaniu całej reszty. Wiem też, że tak, jak są błędy, które ciągną się za nami latami, tak samo są dobre decyzje, które będą procentować przez lata.

Dlatego gdybym miał powiedzieć coś o dziesięć lat młodszemu sobie, to powiedziałbym:

1. Zacznij pracę jak najwcześniej.

Malcolm Gladwell w klasyce literatury rozwojowej: „Poza schematem” opisał zależności pomiędzy datą urodzenia, a karierą. Okazało się, że osoby urodzone w pierwszym kwartale roku mają największe szanse na zrobienie kariery sportowej. Dlaczego? Bo pierwsze nabory do drużyn przeprowadza się jeszcze zanim dzieci zaczną chodzić do szkoły. Dzieci w takim wieku rozwijają się bardzo szybko. Osoby urodzone w styczniu i grudniu tego samego roku dzieli niemal przepaść. To dlatego osoby urodzone w pierwszym kwartale mają przewagę, bo wydają się bardziej rozwinięte, niż ich rówieśnicy, a wskutek tego uważa się je za bardziej uzdolnione, poświęca im się więcej uwagi i traktuje się je jak młode gwiazdy, a wszystko to owocuje ich szybszym rozwojem i większymi osiągnięciami w przyszłości. Inaczej mówiąc – już na starcie dobra data urodzenia daje im konkretną przewagę konkurencyjną.

Na datę urodzenia nie ma się żadnego wpływu, ale za to ma się wpływ na moment rozpoczęcia kariery zawodowej. Jak najwcześniejszy wpis w CV (a najlepiej jeszcze dobry wpis) daje ci to, co urodziny 1 stycznia w przypadku młodego hokeisty – olbrzymią przewagę nad 80% społeczeństwa. Patrząc na ciebie inni ludzie będą zadawać sobie pytanie: „Kim on jest, że w takim wieku już tyle osiągnął?”. Dzięki temu dostaniesz szanse, których nie dostałbyś w innych okolicznościach – większą odpowiedzialność, lepsze szkolenia, mentoring kogoś, kto w twojej młodej twarzy zobaczy dawnego siebie.

W Polsce panuje dziwne przekonanie, że trzeba się wyszumieć, co zwykle kończy się przeciętnym życiem i wspominaniem z łezką w oku imprez w akademikach. Mi jest znacznie bliższe podejście Michała Sadowskiego z Brand24, zgodnie z którym lepiej żyć kilka lat, jak nikt nie chce, żeby przez resztę czasu żyć tak, jak nikt nie może.

Gdybym sam mógł cofnąć czas to jedną z rzeczy, które bym zrobił, byłoby zajęcie się swoim życiem trzy lata wcześniej. Zrobiłem to między drugim, a trzecim rokiem studiów. Trzy lata zajęło mi dowiedzenie się, w jakim kierunku w ogóle chcę się rozwijać. Obecnie mam 28 lat i zarobki, które podwajam niemal co roku i które w przeciągu trzech lat prawdopodobnie przekroczą milion rocznie, ale mam świadomość, że gdybym zaczął wcześniej, byłbym dużo dalej.

Ja tej szansy już nie mam. Ty być może tak.

2. Wydawaj pieniądze na rozwój, a nie na konsumpcję.

Jesteśmy otoczeni przez wzory konsumpcyjne. Przeciętna osoba wie jak zaradny mężczyzna ma wyglądać, jakim samochodem ma jeździć i jaki zegarek mieć na ręce, ale nie ma pojęcia jakim ma być człowiekiem. To stąd bierze się późniejsze zdziwienie, kiedy okazuje się, że poznany na żywo „człowiek sukcesu” jąka się, nie lubi tłumu, jest skromny albo posiada dowolną inną cechę, którą ma przeciętny Wiesiek, a której nie ma Tony Stark.

W rzeczywistości człowiek sukcesu musi posiadać tylko dwie kluczowe cechy:
1) umiejętność realizowania celów (lub sprawiania, że zostaną zrealizowane)
2) umiejętność wybierania celów, które przełożą się na posiadanie większych możliwości w przyszłości.

A teraz poważne pytanie – czy dzięki temu, na co poświęcasz swój czas i pieniądze będziesz miał większe możliwości w przyszłości? Będziesz miał wyższy standard życia i będziesz zarabiał więcej?

Obserwując społeczeństwo większość osób powinna odpowiedzieć na to pytanie: „Nie”. Ludzie mają złudzenie, że ważna jest opinia innych, wakacje w kurorcie i kupienie dwudziestej siódmej koszulki. Problem w tym, że większość z tych rzeczy jest ważna teraz i za chwilę przestanie taka być.

Inaczej wygląda sprawa jeśli chodzi o poszerzanie swoich horyzontów, skończenie studiów, zapisanie się na kurs językowy, przeczytanie książki, pójście na szkolenie, poznanie nowych osób, założenie firmy, lokaty albo konta maklerskiego, bo te wszystkie rzeczy dają szanse na to, że w przyszłości będziesz nie tylko lepszą osobą, ale też że będziesz miał obiektywnie lepsze życie.

3. Dbaj o posiadanie więcej niż jednego źródła dochodu.

Zgodnie z obiegową opinią na inwestowanie trzeba móc sobie pozwolić. Ja uważam, że trzeba być ogromnym farciarzem, żeby móc nie inwestować. Wiesz dlaczego? Bo większość osób nie ma wystarczająco stabilnej sytuacji finansowej, żeby móc pozwolić sobie na posiadanie jednego źródła dochodu i brak lokowania wolnych środków w papierach wartościowych, udziałach, nieruchomościach, czy w czymkolwiek innym.

W życiu jest wiele ważnych rzeczy, ale podstawowe znaczenie ma wolność. Wolność rozwijania się i układania swojego życia, jak sam chcesz. Jedno źródło dochodu tej wolności nie zapewnia. W XXI wieku można być pełnoetatowym przedsiębiorcą, można łączyć bycie pracownikiem z byciem przedsiębiorcą, ale nie można być samym pracownikiem, bo nie daje to wystarczającej stabilizacji, bez której nie ma się wolności.

4. Korzystaj z kredytów tylko w ostateczności.

Według raportu Krajowego Rejestru Długów 63% Polaków bierze pożyczki, a 30% robi to regularnie. Wydaje się więc, że skoro prawie wszyscy to robią to nie ma w tym nic złego. Do tego dochodzi złudzenie, że skoro można wziąć pożyczkę np. na samochód to znaczy, że nas na niego stać.

Tylko, że tak nie jest.

Stać cię na rzeczy, które możesz kupić bez uszczuplania swoich możliwości finansowych. Kredyt gotówkowy zawsze je uszczupla, bo na jego koszt składa się nie tylko oprocentowanie (obecnie bardzo niskie), ale też koszty prowizji, ubezpieczenia czy przygotowania umowy, które znacząco podwyższają koszt kredytu. Dla potrzeb tego wpisu sprawdziłem ofertę jednego z banków w zakresie kredytu samochodowego:
– prowizja wynosi do 10% kwoty kredytu
– ubezpieczenie nawet do 6,50% miesięcznie od wysokości raty.

Dlatego jeśli uważasz, że stać cię na spłatę np. 15% odsetek od kredytu gotówkowego to najlepszą rzeczą jaką możesz zrobić, jest regularne, comiesięczne inwestowanie (lub chociaż oszczędzanie) takiej kwoty zanim faktycznie będziesz jej potrzebować.

5. Zadbaj o posiadanie poduszki finansowej.

Każdy, kto oglądał Forresta Gumpa wie, że „shit happens”. Można być optymistą, ale fakty są takie, że bez względu na posiadanie trzech fakultetów i pięknego uśmiechu, zarówno trudne sytuacje, jak i niebywałe okazje spotykają wszystkich. Dlatego zawsze warto mieć fundusz, dzięki któremu poradzisz sobie:
– ze stratą pracy
– nagłym, dużym wydatkiem
– chorobą
– albo będziesz mógł je zainwestować, kiedy zauważysz okazję, którą aż żal jest przepuścić.

Ten fundusz daje trzy bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze, zapewnia ci psychiczny komfort. Po drugie, w trudnej sytuacji nie musisz szukać droższych, pożyczonych pieniędzy. Po trzecie, w przypadku inwestycji możesz sobie pozwolić na stratę tych pieniędzy bez poniesienia bieżących, dotkliwych skutków. Paradoksalnie w znaczny sposób zwiększa to szanse na sukces podejmowanych przedsięwzięć.

6. Trzy razy mocniej zastanów się nad wzięciem wysokiego kredytu hipotecznego.

Kredyt hipoteczny nie jest jednoznacznie zły, bo przemawiają za nim dwa porządne argumenty. Po pierwsze, większości osób nie stać na zakup mieszkania za gotówkę. Po drugie, płacona rata często jest zbliżona do wysokości kosztów wynajęcia mieszkania. Różnica jest taka, że w przypadku kredytu hipotecznego przynajmniej spłaca się coś, co finalnie będzie należało do nas.

Tylko że jednocześnie mając dwadzieścia czy dwadzieścia kilka lat nie jest najważniejsze posiadanie, tylko inwestowanie w siebie, swój rozwój i swoje, przede wszystkim przyszłe, zarobki. Natomiast mieszkanie kupione na kredyt hipoteczny:
jest dużym obciążeniem psychicznym
przywiązuje cię do jednego miejsca i „usztywnia” w zakresie zmiany pracy, przeprowadzania się, czy testowania nowych pomysłów na życie głównie przez ryzyko przejęcia mieszkania przez bank w sytuacji braku spłacania zadłużenia
– na koniec, jest dużym obciążeniem finansowym. Michał Szafrański ma na swoim blogu wyliczenia dotyczące kredytów hipotecznych. Uważa on, że kupując mieszkanie na 30 lat, najbezpieczniej jest pomnożyć cenę metra kwadratowego mieszkania razy dwa. Biorąc kredyt hipoteczny na 300 000 zł, przez 25 lat zapłacisz odsetki w wysokości ok. 140 000 zł. Inaczej mówiąc – nie zarabiając ani trochę więcej, ale kupując mieszkanie za gotówkę, mógłbyś bez problemu kupić sobie np. kilkuletnie Porsche Cayman ( i dlatego tak ważny jest punkt 2 w tym tekście).

7. Planuj wydatki w długim horyzoncie czasowym.

Czas pozwala najskuteczniej ocenić słuszność lub niesłuszność decyzji. Teraz twoje zarobki mogą być wystarczające. Nie musisz zastanawiać się czy przeżyjesz miesiąc, nie sprawdzasz cen w sklepach i poniesienie nieprzewidzianego wydatku nie robi ci większej różnicy. Tylko zastanów się nad tym, czy biorąc pod uwagę pięcioletni horyzont czasowy wciąż takie zarobki będą ci wystarczały.

Co w tym czasie może się wydarzyć?
możesz wziąć ślub – w przypadku wesela na 100 osób jest to koszt od 20 000 zł do 50 000 zł, który prawdopodobnie się nie zwróci
możesz chcieć wziąć kredyt hipoteczny – zwykle wymagany jest wkład własny. Od stycznia 2016 r. banki mają wymagać go w wysokości 15% wartości mieszkania (niektóre banki już teraz wymagają 20% wkładu własnego), co oznacza, że dla mieszkania w cenie 300 000 zł trzeba wyłożyć 45 000 zł. Nie biorąc pod uwagę, że każdy 1000 zł mniej kredytu w praktyce równa się oszczędności prawie 2000 zł w przeciągu 25-30 lat.
możesz mieć dziecko – co podniesie koszty twojego życia o 1000 zł miesięcznie, bo nie chcesz przecież, żeby twojemu dziecku czegoś brakowało
możesz chcieć otworzyć firmę/wyjechać za granicę/cokolwiek innego zależnego od celów indywidualnych.

Brak uwzględnienia w swoim budżecie tych przyszłych sytuacji skazuje cię na konieczność brania kredytów (co sprawi, że jutro będziesz musiał zwrócić do banku sporo więcej, niż dzisiaj wziąłeś) albo na pomoc rodziny (co zawsze jest niekomfortowe z jednej strony i nieodpowiedzialne z drugiej).

8. Zamiast tylko żyć, realizuj marzenia.

Wyżej pisałem o tym, że wydatki czysto konsumpcyjne są jednymi z najgorszych, bo pochłaniają środki, które mogą pracować na twoje lepsze jutro. To fakt. Inna sprawa, że nie uważam, żebyśmy rodzili się po to, żeby tylko oszczędzać, bać się o przyszłość i nic z tego nie mieć.

Za najlepszy kompromis uważam wydawanie pieniędzy na marzenia. Na rzeczy, które może nic konkretnego nam nie dają, ale wnoszą zupełnie inną jakość do naszego życia. Jestem zdania, że nie ma nic ważniejszego od posiadania świadomości, że jak się spojrzy wstecz to zobaczy się wspaniałe wspomnienia, a nie ciąg podobnych do siebie dni.

Dlatego zawsze chętniej wydałbym kilka tysięcy złotych na to, żeby pojechać na Tomorrowland, niż na kilkanaście standardowych domówek, które zleją mi się w jedną całość. Z tego samego powodu chcę kiedyś wyjechać na pół roku do Brazylii i Argentyny i napisać tam książkę, która prawdopodobnie nie zwróci mi poniesionych wydatków. Chcę przejechać wszerz i wzdłuż całe Włochy. Nie miałbym nic przeciwko zrobieniu sobie tripa po środkowej Azji i zajęciu się non-profit pomocą w rozwijaniu start-upów. Nie wiem dlaczego i nie potrzebuję tego dokładnie wiedzieć. Po prostu mam wrażenie, że to osobiście dla mnie ważniejsze, niż tylko wdychanie i wydychanie powietrza, nawet jeśli nic z tego nie przyniesie mi zysków.

W ostateczności, to dla takich rzeczy zarabia się pieniądze.