Po pierwsze, nigdy nie krzywdź siebie

Po pierwsze, nigdy nie krzywdź siebie

Na początku studiów brałem udział w rekrutacji do firmy ubezpieczeniowej. Jednej z tych znajdujących się w przeszklonym budynku pełnym pracowników, którzy wydają się zarabiać dwukrotność średniej krajowej, dużo mówią, dużo się śmieją i nie mają problemu z tym, żeby wciskać drogie i zbędne produkty finansowe staruszkom, których lwią część budżetu pochłania kupowanie leków.

Byłem na trzech spotkaniach rekrutacyjnych. Na pierwszym myślałem: „Łał! Co ja bym zrobił z takimi pieniędzmi”. Podczas drugiego: „Nie wierzę, gdzie ci ludzie mają sumienie?”. Na trzecie spotkanie tylko wszedłem, ale po pięciu minutach odwróciłem się na pięcie i już nie wróciłem.

Być może przywykłbym do sprzedawania ludziom czegoś, czego nie potrzebują. Być może zostałbym fantastycznym sprzedawcą. Być może udałoby mi się przekonać samego siebie, że tak jest w porządku.

Być może. Problem w tym, że nie chciałem przekonywać kogoś do produktów, które nawet mnie nie przekonały i nawet jeśli ci ludzie byliby z nich zadowoleni to czułbym się, jak chuj.

Jestem zwolennikiem wielu rzeczy: determinacji, ambicji, oceniania wymiernych efektów pracy i doceniania wartości pieniędzy, ale nie kosztem innych. Model wygrana-wygrana w moim życiu nie jest pustą teorią. Kiedy coś komuś proponuję to tylko z myślą, że będzie to korzystne dla wszystkich, a kiedy tak nie jest, sam sobie strzelam w kolano i mówię: „Zależy mi na tym, ale nie widzę powodów, dla których miałbyś mi pomóc. Jeśli jednak ty je widzisz to daj znać…”. Są dni, kiedy zastanawiam się, gdzie byłbym teraz, gdybym miał więcej ochoty na przebijanie się łokciami. Zawsze jednak dochodzę do wniosku, że ważniejsze jest dla mnie to, żeby nie zostawiać po sobie zgliszczy.

Nigdy nikogo nie krzywdź

To bardzo ważne, żeby żyć tak, żeby nikogo nie krzywdzić. Niestety dziewięć na dziesięć osób nie rozumie tej zasady właściwie.

W naszej pięknej, słowiańskiej kulturze kładzie się nieproporcjonalnie duży nacisk na uczucia innych, w stosunku do tego, ile poświęca się go na rozwijanie samoświadomości. Co się mówi dzieciom? „Daj zabawkę, bo temu chłopcu będzie przykro”, „Nie można być dla innych takim niemiłym”, „Co oni o tobie pomyślą?”. Jednak rodzice rzadko wiedzą o tym, że dzieci budują swoje przekonania na wycinku rzeczywistości i bezkrytycznie podchodzą do wszystkich przekazywanych im zasad. Nic dziwnego, że później jest tak wielu dorosłych, którzy uważają się za bezwartościowych i zbędnych – takich, którzy zapominają, że ich uczucia też się liczą. Że ich wartości są istotne. Że ich potrzeby nie służą wyłącznie do ich poświęcania.

Później dochodzi do sytuacji, w której nastolatka nie nalega na założenie przez jej chłopaka prezerwatywy „bo liczył na co innego”. To dlatego żyjemy w kraju, w którym ludzie odbierają sobie prawo do układania życia tak, jak mają na to ochotę. Bo co ludzie powiedzą, bo babci będzie przykro, bo w święta znów zapytają: „A znalazłaś jakiegoś kawalera?”, bo totalnie przypadkowe osoby spojrzą na ciebie w sposób deprecjonujący, a jakiś internauta bez własnego życia, w przerwie od jedzenia Cheetosów skrytykuje twój pierwszy film i nazwie cię przegrywem. Kiedy rozglądam się dookoła, to widzę osoby z ogromnym potencjałem, którego nie wykorzystują, bo boją się, że realizując się skrzywdzą kogoś obok – przyjaciół, których opuszczą czy rodziców widzących dla nich inną przyszłość. Biorą więc do ręki nóż i ucinają swoje skrzydła i nie stają się przez to osobami, którymi powinni być.

Te osoby nie widzą jednak tego, że zasada: „Nigdy nikogo nie krzywdź” ma też drugą stronę:

Nigdy nie daj się krzywdzić

I mówiąc: „Nigdy nie daj się skrzywdzić” nie mam tu na myśli dążenia po trupach do celu. Nie mówię przez to: „Twoje potrzeby są najważniejsze”, ani „Zapomnij całkowicie o swoich potrzebach”. Mówię tu o równowadze. O tym, że masz prawo traktować siebie z taką samą troską i szacunkiem, jak drugiego człowieka. Bez strofowania siebie, jeśli pomyślisz w pierwszej kolejności o sobie i bez gnębienia się myślą, że innym osobom nie spodoba się twoja decyzja.

Dopiero wtedy zdanie: „Nigdy nikogo nie krzywdź” ma perfekcyjny sens. Mówi ci ono wtedy o tym, żebyś nie był wkurwiającym chwastem, ale też pozwala ci usunąć natrętne chwasty z tego wycinka rzeczywistości, który nazywamy swoim życiem.

Jest to szczególnie ważne biorąc pod uwagę, jak często pojęcie „krzywda” jest używane do zrzucania z siebie odpowiedzialności. Kobiety czują się skrzywdzone, kiedy ktoś po kilku świetnych (jej zdaniem) randkach już więcej się z nią nie spotka. Faceci czują się skrzywdzeni, kiedy odchodzi od nich dziewczyna, której nie potrafili szanować, ani docenić. Stwierdzają wtedy jednostronnie, że to „zła kobieta była” i nie szukają przyczyn w swoim zachowaniu. Pracownicy czują się pokrzywdzeni przez swojego szefa, rząd i miejsce, w którym się urodzili, bo mają gównianą pracę, ale ignorują to, że mogą się dokształcić, zmienić miejsce zamieszkania albo robić to, co każdy początkujący przedsiębiorca – poświęcić część swojego wolnego czasu na poboczny projekt. Taksówkarze czują się tak skrzywdzeni wejściem do polski Ubera, że wylewają pomyje na samochody jego kierowców, ale nie widzą problemu w tym, że wypełnił lukę w jakości usług, którą oni przez lata ignorowali.

Tylko że jeśli się z tym spotykasz to warto mieć świadomość, że są ludzie, którzy, żeby dostać to, co chcą, będą oskarżać o egoizm wszystkich innych, a kiedy jadąc rowerem sami wsadzą sobie patyk w szprychy i się potłuką, to oskarżą o to ciebie, sąsiada albo zły świat. 

Dopóki zwracasz uwagę tylko na innych, lub wyłącznie na siebie, to wymazujesz z tablicy połowę równania licząc na to, że jakimś cudem otrzyma się dobry wynik. Jeśli na to liczysz, to przykro mi, ale matematykiem nie zostaniesz.

Ważne są obie strony. Dlatego tak samo liczy się uwzględnianie w swoich decyzjach, intencjach i zachowaniach innych ludzi, jak uwzględnianie siebie. Wiem, że to nie jest proste. Rozumiem, że każda sytuacja jest inna, ale fakty wciąż pozostają takie same – zawsze ponosisz konsekwencje podjętych decyzji. Różnica jest tylko taka, że to mogą być decyzje twoje albo podjęte przez innych ludzi.

I to prawda, że brak wyboru też jest wyborem, ale zanim ustawisz w swojej głowie domyślne ustawienie: „Dobro innych liczy się bardziej, niż moje”, to pamiętaj, że unieszczęśliwiając siebie, nie sprawiasz, że ludzie dookoła czują się lepiej. Po prostu dajesz światu jedną nieszczęśliwą osobę więcej i nic z tego nie masz, bo nieszczęście jest zawsze samotne. Tylko szczęściem można się dzielić. Mało tego – nikt tego nie doceni. Wiesz dlaczego? Bo ludzie doceniają tylko działania, a nie to z czego dla nich rezygnujemy. Doceniają to, jak ich świat się dzięki nam zmienił, a nie to, że dzięki naszej decyzji pozostał taki sam.

Dlatego jeśli nie wiesz, co zrobić, to zamiast poddać się dyktaturze oczekiwań ludzi dookoła, pójdź do lasu, przejdź się, popatrz na te wszystkie strzeliste, obłędnie zielone drzewa, które w dupie mają wszystkie twoje problemy i niczego nie oczekują. Wtedy nabierz powietrza w płuca, powtórz sobie: „Po pierwsze, nie krzywdź siebie” i podejmij decyzję – taką, która zadowoli ciebie, bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi.

Print Friendly, PDF & Email

35
Dodaj komentarz

avatar
100000
25 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
30 Comment authors
VolantOlaLenaKarolinaTo ja Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lady Perfect
Gość
Lady Perfect

Do lasu nie mam zamiaru isc w sensie dosłownym ale właśnie te słowa – przestań krzywdzić siebie w imię jakiegoś wyimaginowanego „wyższego dobra” dopiero niedawno nabrały dla mnie osobistego znaczenia. Wiem ze życie nie jest usłane płatkami róż, i czasem trzeba sie przejść po cierniach tyłki kto bedzie szczęśliwy brodząc w nich po kolana cały czas? Dzieki Volant, tego potrzebowałam :)

Joko
Gość
Joko

Siedzę w pracy, czytam to i śmieje się jednocześnie płacząc. Kiedy pomyślę ile razy rezygnowałam z czegoś, ponieważ ktoś/coś by sobie pomyślał.
Niby tekst „Nie krzywdź siebie” powinien być znany każdemu i przez każdego stosowany, to jednak dalej zbyt często wolimy zadowalać innych niż siebie. Teraz myślę, że jest to też przyczyną wielu depresji… stawianie zawsze czyjegoś dobra ponad swoje. W końcu nie wytrzymujemy a dalej krzywdzimy siebie.

Cyniczny Skurczybyk
Gość
Cyniczny Skurczybyk

To jest idealnie temat, który teraz wałkuję w swojej głowie. Podyktowane świeżymi doświadczeniami.

Od siebie: Nie chcąc krzywdzić innych niejako dopasowujemy się do nich, ich oczekiwań, ich uczuć, etc. Ale to nie jest tak, że nie warto tego robić. Warto! Trzeba tylko wiedzieć kiedy i w jakim stopniu. W życiu liczy się przede wszystkim równowaga i jak w niemal każdym aspekcie życia, w relacjach równowaga też musi być. Dlatego chyba warto dopasowywać się do innych tylko w takim stopniu, w jakim oni są gotowi dopasować się do nas. Wyjątkiem są rodzice – oni zrobili już dla nas bardzo dużo :)

Świetny post. Dzięki za pomoc w ułożeniu sobie tego w głowie!

Yazhubal - Piotr Szuszkiewicz
Gość
Yazhubal - Piotr Szuszkiewicz

Więcej jest osób które bardziej krzywdzą siebie niż innych, czyż nie? Świetny tekst, i jak każdy tu wpis daje mi do myślenia.

Róża Wigeland
Gość
Róża Wigeland

Żeby nie krzywdzić siebie, nie stawiać wszystkich innych i ich potrzeb przed własnymi, ustawiłam sobie w głowie pewne hasło. Brzmi ono: najpierw ja – potem reszta świata (nie mylić ze skrajnym egoizmem). Najpierw chronię siebie, bo jak jestem mniej poraniona i okaleczona cudzym chceniem, mam więcej mocy i siły by dać z siebie więcej innym.

Napisałam kiedyś na swoim blogu:
„Dla mnie patologią jest wciskanie większości produktów bankowych biednym ludziom, dodatkowych abonamentów i telefonów seniorom, sprzedawanie zdesperowanym chorym ludziom na raka kilku słoiczków dżemu po 600 złotych czy wełnianej kołdry za 3000 zł na raty, mając w ręku odcinek emerytury, na którym widnieje złotych kilkaset. To jest patologia. Ale nazywać „gównianą” normalną pracę rąk ludzkich, z której coś wynika?”

Wpis dotyczył pogardy dla ludzi. I do tej pory nie udało mi się spotkać nikogo w blogosferze, kto by takie działania uważał za złe. Aż do teraz. Nie jestem więc sama, bo już myślałam, że to ja jestem totalnie oderwana

od pewnych pojęć.

entropysphere
Gość
entropysphere

Jeśli dobrze się przyjrzysz temu, jak działa biznes, zobaczysz, że większość z nich etyke traktuje tylko jako narzędzie marketingowe w ramach CSRu.
Cała reklama jest sztuka wciskania ludziom kitu, istnieje celowe postarzanie poduktów a moda sprowadza się do przekonywania ludzi do kupowania co roku nowych, niepotrzebnych rzeczy…
Etyczne firmy moga działać tylko niszowo, bo w dużej skali praktycznie nie mają szans byc konkurencyjne.

Róża Wigeland
Gość
Róża Wigeland

O działaniach dużych biznesów wiem niestety aż nadto. I znam sporo osób, którzy chcą w tych biznesach pracować uważając się jednocześnie za prawych, prawdomównych, postępujących zgodnie z własnym sumieniem, którym zbawianie ludzkości nie schodzi z ust. Zawsze mnie wtedy zastanawia, czy są tak tępi, czy mnie uważają za idiotkę.
Też, tak jak Volant, wyszłam kiedyś z pewnego spotkania rekrutacyjnego, jak się zorientowałam, co będę tak naprawdę robiła. Jestem dość dobrym sprzedawcą i potrafiłabym dobrze wypełniać swoje obowiązki, ale dla mnie jest duża różnica pomiędzy „handlowaniem” a „wciskaniem” przy pomocy technik NLP.

entropysphere
Gość
entropysphere

Całkowicie się zgadzam, z wyjątkiem jednego: IMHO nie ma znaczenia, czy wciskasz ludziom kit za pomocą po prostu „handlowania” czy „wciskania dzięki NLP”, jeśli cel jest identyczny. Różnica jest taka jak odcięcie komus ręki tępą siekiera a ceramicznym nożem – skutek jest identyczny tylko technologia różna.
Jeśli sprzedajesz cos co klient rzeczywiście potrzebuje, infomujesz go nie tylko o plusach, ale i minusach oferty – to jest to jak najbardziej ok, ale coraz rzadziej spotykane….

Joanna
Gość
Joanna

Świetny tekst, który każdy powinien sobie wziąć głęboko do serca. Najlepiej jak najwcześniej. Człowiek ma taką „głupią” naturę, że aby dojść do tak prostych wniosków, musi coś przeżyć na własnej skórze, inaczej nie uwierzy. Musi się sparzyć, żeby poczuć jak to jest, kiedy wyleje na siebie wrzątek. To okropne, że ludzie sami siebie krzywdzą, często nieświadomie. A czyja to jest wina? Głównie NAS – RODZICÓW. Wpis godny udostępnienia własnym dzieciom.

Brzeska
Gość
Brzeska

Tak samo, jak nie dziwię się, że odszedłeś, nie wchodząc nawet dobrze w tamto corpo, tak dziwią mnie ludzie którzy pracują w pracy która nawet trochę nie kest ich

Emilia Majewska
Gość
Emilia Majewska

To dokładnie tak, jak w sytuacji, gdy samolot wpada w turbulencje… wysypują się maski tlenowe… pierw maskę zakładasz sobie, bo jak siebie nie uratujesz, to już nikomu nie pomożesz… zdrowy egoizm jest …zdrowy … i potrzebny, niezbędny wręcz do normalnego funkcjonowania. Dzięki za ten tekst :)

Cyniczny
Gość
Cyniczny

Volant, jestem ciekawy twojej odpowiedzi na to pytanie.

Mamy chłopca w związku i dziewczynkę samotną. On się z nią spotyka. Ona ma ochotę na seks. On ściąga jej majtki i robi swoje.

Czy w tym przypadku tylko on krzywdzi swoją dziewczynę, a kobieta która się z nim przespała może mieć wyjebane bo „miała ochotę na seks a to on ma kogoś więc jemu ma być źle”, czy w tym przypadku zasada „Nikogo nie krzywdź” przechodzi również na nią, uwodzącą i doprowadzającą w pewnym sensie do zdrady?

Volant
Gość
Volant

To nie jest jej związek, więc ona nie ma obowiązku dbać o cały świat. To on jest w związku i jako jedyny zachowuje się nie w porządku i powinien brać za siebie odpowiedzialność. Zrzucanie winy na kolejne osoby na liście jest zwyczajnie słabe.

Cyniczny
Gość
Cyniczny

Chodzi mi bardziej o kwestię moralną – Czy chęć jednorazowego seksu nie powinna być przez nas, ludzi, bardziej zatrzymywana? Zresztą – zawsze można znaleźć kogoś wolnego, można się wstrzymać a w takim wypadku taka kobieta staję się zapalnikiem zniszczenia pewnej mocniejszej relacji.

Nie chodzi mi o konkretny jeden przypadek, ale o myślenie w zakresie makro – czy ludzie, którzy powstrzymywali by swoje żądze i przekierowali je na kogoś wolnego, nie było by dużo mniej cierpień w tych naszych nędznym świecie? :D

Pamiętam że widziałęm tą dyskusję na blogu bodajże Malviny – i w sumie zszokowało mnie to że wszystkie kobiety które się tam wypowiadały nie próbowały ani trochę z empatycznego, obiektywnego punktu ocenić sytuację. W skrócie – Każda z nich się zgadzała że kobieta nie robi w takim sensie niczego złego i tylko facet jest w takim przypadku zły.

Ciekawy jestem, czy myślałyby tak samo gdyby znalazły by się na miejscu zdradzanej kobiety.

Rosemadder
Gość
Rosemadder

Oczywiście, że jakbym była na miejscu zdradzanej kobiety, myślałabym inaczej, ale właściwie, takiej dziewczynie należałoby podziękować, bo dzięki niej zdradzana kobieta mogła się przekonać, z kim się tak naprawdę związała. Kiedy emocje opadną, zostaje tylko żal do faceta, że zdradził, a nie złość na jakąś obcą dziewczynę, której się nawet na oczy nie widziało.

prz_
Gość
prz_

No właśnie. Ja staram się w życiu kierować (być może naiwną?) zasadą: „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. Nie chciałbym być zdradzany, więc sam nie zdradzam. Nie chce być krzywdzony, więc sam (przynajmniej świadomie) nie krzywdzę.
Tu nie chodzi o dbanie o cały świat, ale o to, by nie mieć później sobie nic do zarzucenia. Zresztą (tu znowu być może jestem naiwniakiem), dla mnie dziewczyna zajęta jest ZAJĘTA, po prostu – i nie ma żadnych ale. Jest nietykalna. Jeśli jej związek z innym facetem się rozpadnie, to wtedy możemy „podbijać”, ale IMO nigdy przed.

Joanna Adamus
Gość
Joanna Adamus

No i jak zwykle w punkt. Czy nie masz czasem wrazenia ze z Twoimi tekstami jest jak z encyklopedią chorób do której nie zajrzysz znajdziesz cos pasujacego do Twojej sytuacji? Ja je mam ale to dobrze bo przy okazji zrobie sobie zawsze rachunek sumienia, zawsze cosik znajde kilka błędów ale przy okazji kilka zalet. Dziękuje.

Mateusz
Gość
Mateusz

„Trzeba przeto być lisem, by wiedzieć, co sidła, i lwem, by postrach budzić u wilków. Nie rozumieją się na rzeczy ci, którzy wzorują się wyłącznie na lwie. Otóż mądry pan nie może ani powinien dotrzymywać wiary, jeżeli takie dotrzymywanie przynosi mu szkodę i gdy zniknęły przyczyny, które spowodowały jego przyrzeczenie. Zapewne gdyby wszyscy ludzie byli dobrzy, ten przepis nie byłby dobry, lecz ponieważ są oni nikczemni i nie dotrzymywaliby tobie wiary, więc ty także nie jesteś obowiązany im jej dotrzymywać.”

Niccolò Machiavelli „Książę”

entropysphere
Gość
entropysphere

Każdy ma swoje wzorce…

Eve
Gość
Eve

A już wieki temu Jesus powiedział: „Kochaj bliźniego swego jak SIEBIE SAMEGO”

prz_
Gość
prz_

Z drugiej strony mówił o nadstawianiu policzka, a sam zginął za cudze grzechy. Tak więc „na dwoje babka wróżyła”.

lola
Gość
lola

i love it

Wawrzyn
Gość
Wawrzyn

Żyj i daj żyć innym.
Amen.

Karolina G.
Gość
Karolina G.

A mnie to o własnoręcznie obciętych skrzydłach się podobało. Bo to faktycznie, fizycznie boli. Od siebie dodam, że obciąć je to jedno, lecz świadomość tego, co się zrobiło, dociera dopiero po jakimś czasie. Dlatego jeśli obcięliście skrzydła to ich nie wyrzucajcie, bo one są okrutnie żywotne. Przyjdzie moment, że znajdziecie w sobie tyle siły żeby je na nowo przyszyć. Poczujecie się prawie jak Rambo ;P, gwarantuję. Jeśli chodzi o drzewa to ogólnie patrzenie na nie robi dobrze tak całościowo.

Zośka
Gość
Zośka

Bardzo ciekawy wpis, pełen celnych spostrzeżeń. Podoba mi się. I skoro już mamy post o tym, by w hierarchii spraw i osób do obsłużenia w codzienności, pamiętać także o sobie, to może teraz jakiś artykuł się przydał mówiący o tym, jak doskonalić samoocenę, jak budować poczucie własnej wartości, albo coś o akceptacji świata a poprzez to siebie.
Ciekawa jestem Twoich spostrzeżeń.

Emilia Mańk
Gość
Emilia Mańk

Oj tak, ciągle ktoś wymaga abyśmy robili rzeczy wbrew sobie. Bardzo przydatną umiejętnością w dzisiejszych czasach jest asertywność i świadomość tego, co chcemy robić,co dla nas jest najważniejsze i zgodne z naszym sumieniem. Wiem coś o tym, od ponad dwóch lat pracuję w handlu.

Edyta K
Gość
Edyta K

W końcu ktoś jasno napisał czym jest troska o samego siebie! dziękuję, świetny tekst! „Pójdź do lasu, przejdź się, popatrz na te wszystkie strzeliste,
obłędnie zielone drzewa, które w dupie mają wszystkie twoje problemy i
niczego nie oczekują. Wtedy nabierz powietrza w płuca, powtórz sobie:
„Po pierwsze, nie krzywdź siebie” i podejmij decyzję – taką, która
zadowoli ciebie, bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi. This part completely blew my mind!

Assasyn
Gość
Assasyn

Życ dla innych, poswiecac sie dla innych, moim zdaniem głownym pomysłodawcą tego typu zachowań w duzej mierze jest Kościół katolicki…A przeciez w Bibli wyraznie jest napisane ”Kochaj bliźniego, jak siebie samego” Kochać to znaczy troszczyc sie, miec szacunek i tak dalej…Spojrzmy na siebie jak na małe dzieci, mamy w sobie wewnetrzne dziecko i dlatego trzeba dbać o nie…:)

Zbuntowana
Gość
Zbuntowana

Bo ludziom od dziecka powtarza się jak mantrę zasady. Nie bądź egoistą czyli nie myśl o sobie,nie zazdrość czyli nie masz prawa chcieć tego co maja inni, słuchaj starszych czyli nie sprzeciwiaj się oni wiedza lepiej co jest dobre dla Ciebie, nie popełniaj błędów czyli nie żyj tak jak chcesz tylko tak jak mówią Ci inni.

Michał
Gość
Michał

Prosta transkrypcja z Bilbli „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Cały ten tekst można spłycić do znanych wszystkim od ponad 2000 lat słów. Aby kogoś szanować, trzeba wpierw szanować siebie, znać swoje potrzeby. Kochanie siebie to nic złego i słusznie zauważyłeś, że bardzo często jest to postrzegane przez społeczeństwo jako egoizm i wypieranie jako zachowania negatywne. Przecież logicznym jest, że aby komuś oddać uczucia i emocje, trzeba je samemu wpierw przerobić i poznać. Paradoskem współczesnych relacji międzyludzkich jest to ,że ludzie chcą bardzo gorąco nalewać z pustego. Brak wspomnianego przez Ciebie Volant balansu często skutkuje tym, że dajemy za dużo i zyskujemy zbyt mało, przez co czujemy rozgoryczenie . Gdy dajemy za mało, ktoś inny cierpi przez nas. Kluczem jest dobre poznanie siebie i pokochanie siebie: zalet i wad, które można odpowiednio rozwijać i korygować, mimo faktu, że komuś się to nie podoba. Bezwarunkowa szczerość z samym sobą i konsekwencja to właściwie odpowiedź, jak być szczęśliwszym w swoim życiu.

To ja
Gość
To ja

Czytam to i czuję się coraz gorzej. Byłam taką osobą, która dobro wszystkich naokoło stawiała na pierwszym miejscu. Ponadto byłam w związku z typowym egoistą, który nigdy nie stawiał mojego dobra ponad swoje (lub swoich znajonych i rodziny) potrzeby…
Kiedyś próbowałam zrobić coś tak, żebym to ja poczuła się dobrze, bez naginania się dla tej osoby, i zostało to bardzo źle odebrane.
Sama doprowadziłam do sytuacji, w której ta osoba nie musiała się starać i brać moich uczuć pod uwagę.

Karolina
Gość
Karolina

dla mnie tekst o jakies o 2 lata za pozno, bo teraz juz rozumiem, ale tak bardzo aktualny że wciąż daje siłe :) dobre w punkt

Lena
Gość
Lena

Świetny artykuł! Pozdrawiam :) wartość merytoryczna i sposób napisania na 5+

Ola
Gość
Ola

Tekst jak zwykle fajny. Obawiam się jednak, że wiele czytelników- i obstawiam głównie żeńską ich część- wybiórczo zakoduje jedynie „nie krzywdz siebie. Jesteś najważniejsza” i odnajdzie w tym usprawiedliwienie dla własnego egoizmu i skakania innym po głowach. Aaach, żeby nie bylo- jestem kobietą i jestem szczerze zniesmaczona zachowaniem dużej części żeńskiej płci. Aż jestem skłonna przyznać, że jednak zło tego świata pochodzi od kobiety.