Pod koniec lat osiemdziesiątych Kamila miała dwadzieścia jeden lat.

Zaledwie dwadzieścia jeden lat kiedy zaczęła mówić: „Chcę mieć męża”.

Miała w tym długie tradycje rodzinne. Mówiła tak jej matka, która nie miała lepszego pomysłu na siebie. Robiła tak jej babka, która osierocona jako osiemnastolatka nie miała innej możliwości. A jak robiła jej prababka to nie wiedziała, ale się domyślała.

To zresztą dla Kamili nie miało znaczenia. Liczyło się tylko to, że się bała, a bała się wielu rzeczy: zawiedzionej miny matki, pytań w święta o to, czy dookoła niej kręci się jakiś przystojny kawaler, świadomości, że brzydsze i głupsze koleżanki zaczną masowo otrzymywać pierścionki zaręczynowe. Jednak przede wszystkim bała się, że nigdy nie będzie kochana. Nienawidziła ciszy, która towarzyszyła jej kiedy otwierała drzwi mieszkania. Brakowało jej ciepła drugiej osoby. Uwierała ją świadomość, że nikt na nią nie czeka, że nie ma kim siebie wypełnić.

Skoro przeszkadzała jej cisza i brak ciepła to mogła kupić telewizor i elektryczny grzejnik, ale ona chciała mieć męża – ciepły plaster przyklejany na wszelkie bolączki; produkt jak z reklam, który daje szczęście instant i to bez potrzeby zażywania kokainy.

Kiedy więc poznała Wojtka to już go nie wypuściła i to pomimo tego, że wszystko sugerowało, że to zły pomysł. Czy był jej bratnią duszą? Czy zwracał na nią uwagę w taki sposób, że samo jego spojrzenie mówiło: „Jesteś dla mnie ważna”? Czy poważnie traktował jej marzenia? Czy interesowało go to, że chciała robić coś innego, pojechać do Barcelony i całować się z nim mając w tle Kolumnę Kolumba? Czy uważała go za interesującego człowieka? Czy chociaż radził sobie ze swoimi problemami inaczej, niż zapijając egzystencjalne problemy jakby był co najmniej Markiem Hłaską?

Odpowiedzi na te pytania brzmiały: „Nie”.

Siedemnaście lat później siedziała więc w swojej kuchni urządzonej na samym początku odrodzonego kapitalizmu. Jej dwoje dzieci – córka i syn – przed godziną wyszło z domu. Przed sobą miała gazetę z obiadami do 15 zł. Jednak zamiast ją czytać myślała o tym, dlaczego do cholery, zamiast samotności nie bała się chujowego związku? Co ją do kurwy nędzy przekonało, że to ma sens? 

Zgodnie z tak bardzo współczesnym nurtem nie żałowała decyzji o dzieciach. Nie marzyła o karierze korposuki. Nie uważała, że straciła czas piorąc skarpetki, smażąc naleśniki i myjąc okna dla Jezusa przed każdymi świętami. Nie miała złudzeń – perfekcja jest mitem, ludzie kłócą się zawsze, a problemów nie da się uniknąć.

Tylko że już wiedziała, że mogłaby robić to samo, siedzieć przed gazetą z obiadami do 15 zł i czuć się spełniona gdyby zamiast chęci odhaczenia na liście posiadania faceta, zastanowiła się wcześniej jak chce być traktowana. Wystarczyłoby gdyby wcześniej wiedziała, że ważniejsze jest „być” i „czuć”, niż „mieć” z jednego prostego powodu – w posiadanie wchodzi się raz. Smakuje ono jak pierwszy szot, wchodzi w żyły i oszałamia, a później? Później już go nie ma.

Myślisz, że w tym tekście chodzi o Kamilę, która co prawda nie ma tak na imię, ale istnieje naprawdę? To się mylisz. To jest uniwersalne. Możesz ją zamienić na kelnera dorabiającego na weselach, szefową działu w korpo, studenta socjologii albo nastolatkę zastanawiającą się czy stracić dziewictwo z jakimś imbecylem znajdującym się u szczytu swojej wątpliwej popularności. Wtedy wciąż będzie tu chodziło o to, czego te osoby się boją.

Wiliam Gibson, amerykański pisarz i twórca literackiego cyberpunku powiedział kiedyś, że ludzie, którzy czują się bezpieczniej posiadając broń niż gwarantowane ubezpieczenie medyczne nie rozumieją co jest naprawdę straszne.

To wyjątkowo ważne zdanie, bo są różne rodzaje strachu i nie jest tak, że strach jest zawsze zły. Strach może być też najlepszą rzeczą na świecie, pod warunkiem, że boisz się odpowiednich rzeczy, a nie strachów na wróble rozstawianych nieświadomie przez społeczeństwo.

Większość osób, które znam nie wie jakie to są odpowiednie rzeczy, więc bojąc się biegają jak chomiki w kołowrotku, a później ze zdziwieniem patrzą, że mięśnie może ich bolą, ale nie ruszyli się z miejsca. Ba! Nie mówię, że sam to wiem. Wiem coś. Może niewiele, ale wciąż się uczę.

Przykazania, które stworzyłem dla samego siebie są następujące:

1. Bój się, ale tego, że skupiając się na przemijających rolach poniesiesz porażkę w rolach stałych. Prace się zmienia, zainteresowania wyparowują, obecne ważne zajęcia rzadko są takie po kilku latach, ale synem, czy ojcem jest się zawsze. Lepiej jest być więc wzorowym człowiekiem, niż najlepszym egzekutorem targetów.

2. Bój się tego, że nie rozwiązując swoich problemów, w końcu cię one zasypią.

3. Bój się, że przez chęć pasowania innym, zrobisz sobie wiwisekcję wypruwając wszystko to, co ciekawe i unikalne, wymieniając swoją duszę na poklepywanie po ramieniu, lajki, serduszka na insta. Wiesz co? Mam ich od cholery i jakoś nie przekładają się magicznie na ilość zajebistych relacji. Na nie trzeba zapracować.

4. Bój się, ale nie tego, że obecnie nie żyjesz tak barwnie jak inni, ale że robiąc to, zamkniesz sobie drogę do tego, gdzie chciałbyś się znaleźć.

5. Bój się tego, że przez strach przed utratą tego co masz, skapitulujesz, zatrzymasz się w połowie drogi i będziesz okłamywał się, że to ci wystarczy.

6. Bój się przede wszystkim tego, że przez strach przed błędami, wypełnisz swoje życie błahymi celami i wskutek tego zamienisz je w wysypisko zbędnych ludzi, gestów i zajęć.

Nie wiem czy ta droga będzie dobra też dla ciebie, ale wiem jedno – jeśli nie wiesz jaką podjąć decyzję, zadaj sobie jedno pytanie:

„Czy na pewno boję się odpowiednich rzeczy?”

A później zrób to, co robi się skacząc po raz pierwszy z klifu prosto do morza – podejmij decyzję, zamknij oczy i krzycz, ale się nie cofaj.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 450 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.

 

Tylko w przedsprzedaży (9.09-8.10) każda książka jest sprzedawana z autografem i z darmową wysyłką!