Nie ma nic łatwiejszego, niż hodowanie sztucznej paprotki. Nie trzeba jej podlewać, zwalczać szkodników ani nawozić, a ona i tak będzie stała w doniczce – równie zielona i równie silna, jak w chwili, kiedy przyniosło się ją ze sklepu. Ba! Jeśli wierzyć ekologom, to nawet wyrzucona na śmietnik przetrwa 450 lat.

Ze związkiem tak prosto nie jest. Chociaż bajki kończą się słowami: „I żyli długo i szczęśliwie”, to jesteśmy wystarczająco dorośli, żeby wiedzieć, że problemy, które zostawiło się za plecami, są dopiero wstępem przed tymi, które chwilowo przysłaniają nam różowe okulary.

Wiemy też, że o uczucia trzeba dbać, jakoś nad nimi pracować, starać się… Tylko że nie bardzo wiadomo, jak to robić. Gdyby było inaczej to nie roiłoby się od par, których historia przedstawia perfekcyjny przykład destrukcji, a ich chęć bycia razem wypala się równie szybko, co benzyna w baku starej Wołgi.

Coś wam powiem. Dbanie o związek to nie tłuczenie schabowych na obiad, ani nie kupowanie bukietów róż bez okazji. Może to być miłe, ale w staraniu się chodzi o coś innego, a dokładniej o 7 innych rzeczy.

1. Wspólne pokonywanie problemów

Oczywistość, prawda? W końcu związek z definicji jest czymś, co dotyczy dwojga ludzi. Od starożytności wiadomo też, że życie to sinusoida, w której moment kiedy jest pięknie i komfortowo oznacza, że zaraz nadejdą wyzwania.

Kolejka tych wyzwań jest długa:

  • Wypracowanie reguł wspólnego życia
  • Wykańczanie mieszkania lub budowa domu
  • Narodziny dziecka
  • Utopienie oszczędności w nieudanym biznesie
  • Wyjazd na kilkumiesięczny kontrakt za granicę
  • Choroba kogoś bliskiego

Można wtedy wyrzucać sobie brak kompetencji. Można kłócić się o to, że meble miały być w kolorze „białego skandynawskiego”, a nie „białego wina”. Można traktować kogoś jak worek treningowy i czerpać niezdrową przyjemność z tego, że dotkliwie czuje każdy cios. Na koniec, można też uciekać, bo tak jest łatwiej.

Nie jest to szczególnie dziwne. Przygotować to się można na kartkówkę z matematyki, ale nie na problemy. Tutaj wszystko, co robimy jest nowe. Nie wiemy jakie wywoła to w nas uczucia. Milan Kundera dobrze to podsumował pisząc, że „życie zawsze przypomina szkic. Ale nawet szkic nie jest właściwym określeniem, bo szkic to zawsze zarys czegoś, przygotowanie do obrazu, gdy tymczasem szkic, jakim jest nasze życie, to szkic bez obrazu, szkic do czegoś, czego nie będzie.”

I chociaż nie wiemy, jak sobie poradzimy, ani jak zmieni się nasza rzeczywistość, to nie zmienia się jedno – to, że najważniejsze to pytać: „Ok. Jest ciężko, ale jak możemy sobie z tym poradzić?” W końcu jak szambo zaleje ci podwórko, to lepiej pytać, jak się go pozbyć, niż prowadzić debaty o tym, kto i dlaczego powinien to zrobić, prawda?

2. Zastępowanie się na czele klucza

Gęsi to naprawdę mądre zwierzęta. Już raz o tym pisałem, ale teraz to powtórzę. Kiedy lecą w kluczu, to największy opór powietrza pokonuje gęś, będąca z przodu. Jest to męczące, więc nie może tego robić bez przerwy, bo inaczej padłaby z wyczerpania, a na miejsce docelowe doleciałaby niewielka część stada. Dlatego kiedy się zmęczy, zastępuje ją inna gęś, biorąc na siebie główny ciężar przedzierania powietrza.

To samo sprawdza się u ludzi, tylko że w przeciwieństwie do gęsi, ludzie nie chcą się zmieniać. Nie akceptują tego, że nawet jeśli druga osoba nie ma grama tłuszczu, to nie można jej bez przerwy nosić na rękach. Mają problem z łapaniem proporcji i zawsze przeceniają swój wkład w relację (jak dowodzą badania naukowe, suma subiektywnie ocenianych wkładów zawsze przekracza 100%). Nie są gotowi, żeby kogoś zastąpić i zamiast tego mówią, że oni na to się nie pisali i chcą lecieć na drugiej pozycji, chociaż powinni mówić dwie rzeczy: „Świetnie sobie radzisz. Dziękuję” oraz: „Odpocznij. Teraz ja polecę przodem”.

Wiesz dlaczego? Bo niewiele jest równie ważnych rzeczy, jak świadomość, że chwilowo można nie być bohaterem w swoim domu, a dom wciąż będzie stał.

3. Tworzenie wspomnień

Jeśli w filmie chce się pokazać pary, między którymi nie ma już nic, poza cienką nicią przywiązania, to robi się to w jeden sposób.

On i ona są piękni, młodzi i smutni. Wymieniają ze sobą zdawkowe, nic nie znaczące uwagi: „Załóż inny krawat. Kup bułki. O której jutro wstajesz?” Nawet na siebie nie patrzą. Ich uwagę przyciąga widok za oknem albo blade, elektryczne światło smartfona. Zawsze jeżdżą też w te same miejsca: do tego samego teatru, do tej samej restauracji, zamawiają takie samo wino i te same dania. I prawdę mówiąc nieważne, jak wyrafinowana jest każda z tych rzeczy, żeby z całości obrazu wiało pustką.

Można się domyślać, że to właśnie będąc w tych miejscach zakochiwali się w sobie. Wtedy jeszcze ze sobą rozmawiali. Śmiali się. Dotykali się pod stołem. Wymieniali mokre, niezdarne, nastoletnie, idealne pocałunki.

Później już tylko chcieli zatrzymać tę chwilę. Robili nieskończoną ilość odbitek tego samego przeżycia, a każda z nich była bledsza i gorsza.

Zapomnieli przy tym, że doświadczeń nie da się zatrzymać. Można tylko tworzyć nowe. Dlatego nie warto wciskać replay. Lepiej nauczyć się mówić: „Chodźmy zrobić coś nowego.”

4. Brak budowania barier

Jak myślisz, w którym momencie ludzie przestają uprawiać seks? Albo kiedy przestają być dla siebie pierwszą osobą, której opowiadają o tym, jak minął im dzień? Albo kiedy przestają spontanicznie sobie pomagać i mówić jej komplementy?

Niektórzy powiedzą, że wtedy, kiedy mija faza zakochania, kiedy się już dobrze znają, kiedy przestaje im zależeć albo kiedy nie mają już czasu.

To się zdarza, ale ja mam inną odpowiedź: Kiedy zostaną pierwszy raz odrzuceni. Odsuwanie się od siebie to proces. Nie dzieje się to w jeden dzień, ale zazwyczaj zaczyna się od pierwszego: „Nie teraz, jestem zmęczony”, od skupiania się bardziej na meczu, niż na tym, że ona opowiada ci o tym, co ją dzisiaj poruszyło oraz od mówienia: „Zrobię to lepiej”.

To wszystko drobiazgi, ale drobiazgi budujące bariery. Takie zachowania sprawiają, że rozmawianie, uprawianie seksu i pomaganie, przestaje być czymś naturalnym, a staje się czymś, co się planuje. Później zanim wyjdzie się z inicjatywą, zaczyna się robić analizę: „Czy na pewno ma czas? Czy to dobry moment? Czy nie ma innych planów?”.

W końcu nadchodzi dzień, kiedy żadna propozycja już nie pada, bo po co ryzykować kolejne odepchnięcie. Może odepchnięcie czułe, z uśmiechem i buziakiem, ale jednak pozostające odepchnięciem.

Dlatego drobna rada: zastanów się czego chcesz doświadczać w związku. Wypisz z czego chcesz, żeby się składał. Z jakich gestów, z jakich zachowań, z jakich przeżyć, a później zacznij je wpuszczać, nawet jeśli będą nieco krzywe, nieco nieidealne, nie zawsze wygodne. Niech on składa krzywo ubrania, niech ona czasem przeszkadza ci swoim paplaniem, nie zawsze seks musi wyglądać jak z podręcznika Kamasutry, bo nago, to nawet leży się fajnie.

Traktuj te wszystkie czynności jak pieniądze – możesz woleć miliony, ale nie wyrzucasz piątaka, którego znajdujesz w kieszeni dawno nie noszonych spodni, bo on wciąż ma wartość.

5. Unikanie sprawiania bólu

Podobno nie ma nic lepszego, niż godzenie się po kłótni. Najlepiej w łóżku. W towarzystwie pizzy i wina. W tym momencie rozbuchane negatywne emocje, są wypierane przez te pozytywne, a emocjonalny rollercoaster śmiga jak w parku rozrywki.

Brzmi to nieźle, dlatego opowiem ci jak to działa…

Nie działa.

Ludzie nie potrafią wybaczać, a jeszcze rzadziej potrafią zapominać. Brak szacunku, pogarda, słowa, których tak naprawdę nie chciało się powiedzieć, nigdy nie znikają. Zaszywają się w naszych piersiach. Opadają na dno, jak „szumy” we własnoręcznie robionej cytrynówce. Z wierzchu wszystko jest w porządku. Kiedy jedziecie na wakacje, trzymacie się za ręce, obżeracie się craftowymi lodami, to o tym nie pamiętacie. Jednak wystarczy zamieszać butelką, żeby te „szumy” znów się wybiły na pierwszy plan.

Jak myślisz, ile tych „szumów” musi pływać w cytrynówce, żebyś nie chciał po nią sięgać? Ja tego nie wiem. Każdy ma swój limit, więc nie możesz policzyć ile razy możesz wykrzyczeć, że żałujesz, że poszłaś z nim na pierwszą randkę albo że to koniec i odchodzisz. Nie wiesz ile razy możesz jej powiedzieć, żeby wypierdalała – tylko raz, a może trzydzieści?

Właściwie rzecz biorąc, to nie jest istotne. Istotne jest tylko to, żeby nie przeginać, nie produkować doświadczeń, które bolą i uwierają. Nie oznacza to, że nie powinno się rozmawiać o rzeczach trudnych i bolesnych. To znaczy, że powinno dokładać się starań, żeby mówić o nich łagodnie, z troską, bez chęci, żeby komuś dopierdolić.

Kłótnie kończą się na takim samym poziomie emocjonalnym na jakim się zaczynają. Najlepiej wyłączyć CAPS LOCK.

6. Dbanie o siebie dla kogoś

Nasza kultura odziedziczyła po romantyzmie balast, którym jest stawianie równości między miłością i poświęcaniem się. Dzięki temu ludzie myślą, że żeby o kogoś zadbać, trzeba coś dla niego robić. W ten sposób sprowadza się związek do wzajemnego handlowania czasem, upominkami i uwagą, w trakcie którego zapomina się o sobie – bo jak myślisz o sobie, to nie kochasz. Jesteś małym egoistycznym skurwysynkiem, prawda?

Otóż, gówno prawda. Po pierwsze, nikt nie zadba o ciebie tak dobrze, jak ty. Po drugie, wiesz co się dzieje, kiedy zdejmujesz projekt „JA” z tapety?

Dziadzieje się.

Rezygnuje się z robienia aktualizacji swojego systemu.

Powoli zasklepia się w swojej skorupie napawając się dumą, że robi się to dla kogoś.

Tymczasem dla kogoś to wcale nie jest najlepsze. Nie jest to nawet dobre, przeciętne lub chociaż wystarczające. Dla innych, najlepsze jest bycie z osobami, które pozostają jędrne mentalnie. Opowiadają z entuzjazmem o tym, co robią. Nadążają za światem. Szeroko się uśmiechają. Są jak książki, w których stale pojawiają się nowe rozdziały, dzięki czemu nie musisz czytać tych, które już znasz na pamięć i które ci się już znudziły. Kilkadziesiąt miesięcy temu.

7. Przywracanie punktu startowego

Powinienem być ponad zdjęcia z cytatami napisanymi helveticą, ale jest jedna grafika, która zawsze mnie uderza. Jest na niej zdanie: „Pamiętasz jak chciałeś tego, co teraz masz?”

To trafne pytanie. Pamiętasz dlaczego chciałeś lub chciałaś z nim być? Co wtedy czuliście? Jak się zachowywaliście?

Zgaduję, że inaczej, niż teraz. Tak po prostu jest. Kupując nowego smartfona obiecujesz sobie, że będziesz o niego dbał, ale jak już pierwszy raz wypadnie ci z kieszeni na chodnik, to machasz obojętnie ręką. To samo robimy z ludźmi. Podczas randek obniżamy oczekiwania i zwiększamy zaangażowanie. W związkach postępujemy na odwrót – zwiększamy oczekiwania, dając coraz mniej. Przestajemy zwracać na siebie uwagę, bo skoro jesteście ze sobą tak blisko, to nic się stanie jeśli zjecie obiad patrząc w swoje telefony. Gubimy zwyczajną ludzką życzliwość, którą zastępujemy słowami: “Bo ty zawsze” oraz “Powinieneś/Powinnaś to robić”. Zaczynamy traktować siebie jak serial, który już nie trzyma w napięciu i wystarczy obejrzeć, co dziesiąty epizod, żeby nadgonić akcję.

Zapominamy jednak o tym, że ludzie się zmieniają. Stale wykreślają i dopisują na listę nowe rzeczy, a jeśli za tym przestaniesz nadążać, to wykreślą też ciebie.

Osoby w dojrzałych relacjach to rozumieją i nie tylko wiedzą dlaczego zaczęli być z tą osobą, ale dbają też o to, żeby traktować ją tak, jak robili to na etapie poznawania się. I robią to z banalnego powodu – bo nigdy nie przestali się poznawać.