10 rzeczy, które kobiety rozumieją dopiero po trzydziestce

10 rzeczy, które kobiety rozumieją dopiero po trzydziestce

Mam przyjaciela, który jest wersją mnie sprzed trzech lat. Spotyka się z laskami z intensywnością godną początkującego aktora porno i podobnie jak wszyscy, którzy to robią, ubóstwia trzydziestki. Przeszkadzają mu tylko ich koty, bo ewentualne obrączki na palcach różnicy mu nie robią.

Dlaczego? Historia jest tu taka jak w przypadku kariery zawodowej. Mając 18 lat ma się wiele, niejasnych wizji, które zmienia się trzy razy w tygodniu. W okolicach trzydziestki dzieją się dwie ciekawe rzeczy:
– albo żałuje straconego czasu i dokonanych wyborów żyjąc od dorywczej nędznej pracy do dorywczej beznadziejnej pracy;
- albo ma się świadomość swoich możliwości, klarowne plany na przyszłość, kieruje się priorytetami, potrafi zachować równowagę pomiędzy pracą i odpoczynkiem i wyciska się z codzienności dużo więcej.

Analogicznie działa to w przypadku relacji, bo młode dziewczyny, chociaż jędrne i seksowne, mają przeczucie, że mogą dużo, ale nie idzie to u nich w parze ze świadomością czym dokładnie to „dużo” jest i co trzeba z siebie dać, żeby to mieć. Dopiero w okolicy trzydziestki zaczynają to rozumieć i dopiero jak to zrozumieją mają prawo nazywać się kobietami, bo w odróżnieniu od dziewczynek wiedzą, że:

1. Nie warto oczekiwać od faceta tego, co powinny zapewnić sobie same.

Nie liczą na to, że spotykanie się z facetem da im szczęście. Nie przerzucają problemów na partnera, bo mają świadomość, że jej praca, jej samopoczucie i jej kompleksy to tylko JEJ problemy, więc nie ma sensu nimi kogokolwiek obarczać.

Przede wszystkim nie oczekują, że on sprawi, że jej życie będzie ekscytujące, a ona sama poczuje się wyjątkową, wartościową osobą. Jest takie zdanie, które lubią kobiety: „Jeśli jesteś rozbita, to musisz wiedzieć, że w końcu przyjdzie ktoś, kto przytuli cię tak mocno, że wszystkie fragmenty znów znajdą się na swoim miejscu”. W okolicach trzydziestki rozumieją już, że tą osobą jest ona sama.

2. Nie ma sensu wszystkiego analizować.

Nie mają potrzeby rozkładać każdej informacji na atomy. Słuchać zwyczajnych zdań, a następnie kroić ich na cienkie plasterki i obserwować ich pod mikroskopem szukając nie tyle drugiego dna, co już, co najmniej szóstego. Nie tylko dlatego, że wiedzą, że przeciętna kobieta więcej myśli o tym, o czym myśli facet niż on w rzeczywistości myśli, ale też dlatego, że im zwyczajnie nie chce zajmować się pierdołami. Chwila spędzona nad robieniem tego, co nie jest ważne, to chwila, która już nigdy nie wróci, a do pracy trzeba chodzić, z kosmetyczką się umówić, pójść na trening, lokatę założyć i zwykle bardziej się opłaca pomalować sobie paznokcie, niż komplikować wszystkim życie rozmyślaniem.

3. Nigdy nie ma się nad wszystkim kontroli.

I się z tym godzą. Mało doświadczone kobiety usiłują zamykać swojego faceta w złotej klatce, bo skoro nigdzie lepiej mu nie będzie to przecież z nią zostanie. Brzmi logicznie i dlatego też spędzają dni przygotowując posłanie i malując pręty. Dopiero te bardziej doświadczone rozumieją, że nie ma znaczenia, że pręty są złote, wysadzane diamentami i warte miliony, bo pręty nie są tym, o co mu chodzi. To tak jakby roślinożercę karmić t-bone stekami z argentyńskiej wołowiny i dziwić się, że nie je, podły niewdzięcznik. Dokładnie tak samo jest z facetami. Podstawową rzeczą, jakiej potrzebują, jest wolność. Zamkniesz im klatkę to będą pilniczkiem przecinać pręty. Zostawisz otwarte drzwiczki to pewnie nawet nie zechce im się wychodzić.

Z tego samego powodu kobiety, które to rozumieją nie walczą cały czas o „terytorium”. Nie zakazują spotkań z wieloletnią przyjaciółką, nie grożą rozstaniem, nie robią afer, bo obejrzał się za jakąś kobietą na ulicy. To walka o terytorium, a to, że musisz o nie walczyć oznacza, że wcale go nie masz.

4. Nie istnieje jedna osoba, która spełni czyjeś wszystkie potrzeby.

Kiedyś mój kumpel spotykał się z laską – młoda, ładna, w połowie dobrych studiów, która mimo to krzywo patrzyła nawet na to, że zażartował sobie z czterdziestoletnią kasjerką, a na jego wyjścia ze znajomymi patrzyła tak krzywo, jakby wzrok mógł zabijać. Tymczasem nie ma nikogo na tyle uniwersalnego, żeby spełnił jego wszystkie potrzeby, tak samo jak nie ma osoby, która wie wszystko i umie wszystko. Zgodnie z naturą jesteśmy gatunkiem stadnym, a to tłumaczy dlaczego osoby, które ograniczają swoje życie do bardzo wąskiego kręgu osób w końcu stają się nudne i zachowują się jak menedżerowie na wyjazdach służbowych.

Inna sprawa, że po drodze uwierzyliśmy w kłamstwo ubrane w słowa: „Musisz być idealny/a, bo zawsze będzie ktoś lepszy”. W końcu przychodzi świadomość, że ktoś nowy będzie inny, ale czy lepszy to już pytanie czysto teoretyczne. Istnieją tylko przybliżone kryteria na podstawie, których się wybieramy np. uroda. To prawda, że inna może być ładniejsza, ale czy robią się jej dołeczki, kiedy się uśmiecha? Czy czasem zabawnie chrząka, kiedy myśli, że nikt nie słyszy? Czy ma chudsze nogi, podczas gdy on woli umięśnione? Wierzę w to, że rodzimy się jako niepodrabialne indywidualności i najgorsze, co możemy zrobić, to zacząć traktować siebie samych jak łatwe do wymienienia tryby dużej społecznej maszyny.

5. Możesz nie wiedzieć, czego chcesz, ale musisz wiedzieć chociaż czego NIE chcesz.

A to dużo, bo wcześniej nie wiedziały ani tego, czego chcą, ani tego, czego nie chcą. Spotykały się z facetami, o których później myślały: „Yyy… Jak to się stało?”. Koło trzydziestki może wciąż nie wiedzą, czego dokładnie chcą (bo wątpię, żeby ktokolwiek to wiedział), ale dokładnie wiedzą, czego nie chcą. Mają swoje standardy i wiedzą, że co jak co, ale randki z jego rodzicami za ścianą straciły swój powab dziesięć lat temu. Zresztą tak samo jak wracanie z imprezy w centrum na piechotę ze szpilkami w ręce. Dla faceta oznacza to świadomość, że są z nim, bo chcą i go wybrały, a nie tylko dlatego, że po omacku próbują dowiedzieć się czego chcą od życia.

6. Własne zasady są ważniejsze, niż napisane przez kogoś.

Są osoby, których słucham i nie mogę się nadziwić. Kiedyś słyszałem dziewczynę, która oburzała się, że „On nigdy kwiatka mi nie przyniósł”, a ja cały czas miałem wrażenie, że ktoś jej powiedział, że powinno ją to oburzać. Że nikt racjonalnie myślący na to by nie wpadł. Że każda kobieta raczej robiłaby problem z tego, że ktoś ją zdradza, nie szanuje albo chociaż, że nie potrafi ułożyć sobie życia w zakresie większym, niż kupienie CS’a.

Jeśli twoja odpowiedź na pytanie: „Dlaczego tego od niego oczekujesz?” brzmi: „Bo jako facet powinien…”, to nie mówisz tego ty – to mówi twój wewnętrzy, bezrefleksyjny rodzic. Dziewczyną jesteś dopóki nie znasz konsekwencji swoich zachowań i nie potrafisz ich uargumentować. Kiedy już to wiesz, znika problem urządzenia awantur, chociaż później sama się ich wstydzisz, dopytywania czy zawsze będziecie razem, bo przecież on nie jest wróżką w tiulowej spódniczce, ani pytania o ilość kobiet, z którymi był, chociaż nie potrafisz powiedzieć na cholerę ci ta informacja albo nie umiesz znieść prawdy.

7. Noszenia bielizny trzeba się nauczyć.

Podobnie jak chodzenia w szpilkach, robienia sobie dyskretnego makijażu i dobierania ubrań do swojej figury, dzięki czemu emanuje się seksualnością, mimo że (a może właśnie dlatego), nie jest to imprezowa spódniczka ledwie zakrywająca tyłek z Tally Weil. Kobiety w okolicach trzydziestki doceniają dobre jakościowo kosmetyki i Avonu u nich raczej nie znajdziesz. Nie ma nic lepszego, niż kobieta świadoma swojej kobiecości, z wypracowanym stylem, możliwościami i umiejętnościami wyglądania jak gwiazda.

8. Seks to nie element transakcji.

Już nie słyszy się od nich dziwnych tekstów o tym, że zostaną wykorzystane i skrzywdzone przez niedobrego faceta, jakby to co się dzieje nie było też kwestią ich decyzji. Rzadziej też oczekują, że sam seks wystarczy do tego, żeby ktoś z nimi był, bo już są emocjonalnie świadome, że liczy się przede wszystkim to jakimi są osobami, jak traktują innych, jak spędzają czas i jak radzą sobie z problemami. To z kolei zdejmuje z samego seksu jakieś pięć ton ciężaru, obaw o niedoskonałości i zwykłej spiny, bo przestaje on być tym elementem, od którego zależy WSZYSTKO i musi być idealny, a zaczyna być ważnym, ale tylko jednym z wielu elementów relacji.

9. Najważniejsza jest świadomość priorytetów.

Kiedyś mój kumpel miał dziewczynę. Zamieszkali razem na drugim czy trzecim roku studiów. Początek? Sielanka! Tylko że po dwóch miesiącach zaczęła mu notorycznie urządzać afery. O co? O to, że odkłada swoją szczoteczkę do zębów w złym miejscu. Przychodziła i krzyczała: „Ile razy mam ci mówić, że masz ją odkładać do kubeczka! Nie chcę jej całe życie po tobie poprawiać”. Później był jednodniowy foch. Czy był to duży problem? Czy on ją oszukał? Okazało się, że ma pół miliona długów? Że okazjonalnie daje sobie w żyłę? Że ma żonę i dzieci? W swoich pierwszych związkach ludzie mają tendencję do patrzenia na wady. Zerkają na źle odłożoną szczoteczkę i zasłania im ona cały obraz. Wystarczy, że kilka drobnych rzeczy jest gównianych i już jest dla nich taki cały związek, bo po drodze zapominają spojrzeć na to, że przecież ta sama osoba jest przy nich kiedy potrzebują, realizuje swoje cele i jest kimś więcej, niż maminsynek i nierób.

Kiedy uderza im trzydziestka, już co najmniej jedna jej koleżanka się rozwiodła, inna była zdradzana, inna związała się z kimś kto chciałby tylko leżeć i pachnieć (minus pachnieć), a pozostałe przeszły przez spotkania z rozmaitymi bucami. To daje właściwą perspektywę i zaczynają się liczyć jasne priorytety. Nie te wydumane, ale te jasne: szacunek, przyjaźń, możliwość polegania na sobie i miłość.

10. Jest tylko jeden rodzaj związku – ten, który sami sobie ułożymy.

Nie w ten, o którym mówiła babcia. Nie w ten, który widziała w „Seksie w wielkim mieście”. Nie w ten, o którym powiedział gość w czarnej sukience. Dorosłe kobiety nie martwią się opinią każdego dookoła. Nie łykają jak młode pelikany, że mają nie tylko być idealną dziewczyną i potencjalną matką, ale że mają być też lubiane przez jego matkę i wszystkie ciotki. Wypadałoby również, żeby gotowały jak Ramsay, sprzątały jak wieloosobowa ekipa sprzątająca i potrafiły przygotować przyjęcie mając do dyspozycji tylko nieugotowany makaron i herbatę. Wierzą w ten, który same sobie ułożą i który uwzględnia jej indywidualne potrzeby i jego indywidualne potrzeby, bo kto powiedział, że trzeba osiąść w jednym miejscu, nie można jeździć oddzielnie na wakacje, lubić BDSM albo mieć oddzielne konta w banku? Kto w ogóle powiedział, że potrzebują jednego, wieloletniego związku?

*  *  *

Kiedyś powiedziałbym, że idealna kobieta ma ciało dwudziestolatki i stan umysłu trzydziestolatki. Za to mamy olbrzymiego farta, że żyjemy w czasach, kiedy kobiety rozumieją określone procesy wcześniej, a tracą swoją atrakcyjność dużo później. Widzieliście ostatnio Jennifer Aniston?!

  • Better

    Całkiem trafne, nawet się nie ma do czego przyczepić. Spędzasz czas ostatnio z takimi kobietami czy wiesz to skądinąd?

  • Oby to była prawda, że będę umiała nosić majtki po 30stce.

  • Karolina G.

    Dawno się tak nie uchachałam. To o kosmetykach (i nie tylko, żeby nie było) to szczera prawda. Nie ma cudów, tanie drogeryjniaki nie dadzą takiego efektu jak dobre, markowe, zwłaszcza te do pielęgnacji cery.

    • Vaira

      Markowe od niemarkowych różnią się w większości przypadków opakowaniem. A pakowana do nich jest ta sama chemia, w minimalnie zmienionych proporcjach. Po prostu większość firm zaopatruje się u tych samych źródeł. Składem to się będzie wyróżniać krem za 1000 zł. Ale ten za 200 i 20 zł ma w większości to samo, tylko w innym opakowaniu.

      • Karolina G.

        Wyjaśnię Twój błąd w myśleniu na przykładzie, który najlepiej znam. Od wielu lat pracuję w firmie produkującej soczewki do okularów. W ofercie są takie za przysłowiowe 50zł i takie za przysłowiowe 500zł. Jeśli położymy te dwie soczewki, takiej samej mocy, na kartce czystego papieru, to oko laika nie jest w stanie wychwycić różnic, a już z pewnością nie jest w stanie ocenić, która z soczewek to jest ta droższa. „Magia” zaczyna się kiedy włożymy na nos okulary z tymi soczewkami i poczujemy różnicę w komforcie użytkowania, kiedy wychodzimy z zimnego do ciepłego i na odwrót, kiedy pada deszcz, kiedy nam się zakurzą, kiedy codziennie, po kilka razy musimy je czyścić. Obydwie soczewki to ten sam materiał, poliwęglan. Mało tego, obydwie powstały z tego samego krążka, który stanowi bazę, wyprodukowano je w tym samym zakładzie. O różnicy stanowią właśnie te parametry, których zwykły zjadacz chleba nie dostrzeże, nie ma nawet pojęcia o ich istnieniu, a które sprawiają, że te soczewki za przysłowiowe 500zł to jest najlepsze co mogło w życiu krótkowidza nie mogącego nosić soczewek kontaktowych się przydarzyć.
        I tak jest ze wszystkim, nie dajcie sobie wmawiać, że to za 20 i 200 to jest to samo, bo nie jest i nigdy nie będzie.

      • Vaira

        Rozumiem Twoją argumentację – gdybym pracowała przy produkcji kremów, też chciałabym, żeby ludzie kupowali moje droższe, a nie cudze tańsze.

      • Karolina G.

        Kobieto, czytaj ze zrozumieniem. Jedna firma produkuje produkty z różnych półek cenowych, do których wytworzenia jest stosowany ten sam materiał bazowy. Dopiero w procesie technologicznym zmienia się jego wartość końcowa. Tu nie chodzi o kupowanie u mnie droższego, zamiast u kogoś tańszego. Chodzi o jakość i cechy produktu dziesięć razy droższego, których nie jesteś w stanie ocenić gołym okiem, mimo przeczytania składu na opakowaniu, a o których istnieniu przekonujesz się podczas użytkowania. Jak nie przemówił do Ciebie przykład z soczewkami do okularów to podam inny. W Biedronce są soki Hortexu, ale one nie są sprzedawane od marką Hortex, tylko Melly. Są tańsze. A dlaczego? Ano dlatego, że ich parametry różnią się od standardowych soków Hortex, mimo że skład mają taki sam.
        To, że coś ma taki sam skład, a mocno różni się cenowo każe przypuszczać, że do produkcji zostały użyte składniki lepszej jakości, pozyskane z lepszych składników bazowych, o standaryzowanej, certyfikowanej jakości.

      • iwet

        kupiłam krem za ponad 200 zł,zastosowałam.po paru dniach musiałam odwiedzic dermatologa i wbiłam sie w dodatkowe koszty leczenia.
        po kupiłam krem za dosłownie 16 złotych i przy nim zostałam.cera sprezysta,gładka i młoda.
        to co drozsze nie znaczy lepsze,absolutnie
        pozdrawiam

      • Karolina G.

        Nadal będę się upierała przy swoim. Choćby najpiękniejsze i najmarkowsze buty w złym rozmiarze też będą uwierały w stopę i więcej będzie z tego bólu niż radości użytkowania. I co? Powiesz wtedy, że więcej takich nie kupisz i wolisz chodzić w tych z jednej z popularnych sieciówek obuwniczych?

  • Trafione, coś w tym jest, że życie kobiety zaczyna się po 30-stce. Zaczyna być bardziej świadoma siebie, swoich wyborów, nie obchodzi jej zdanie innych. Idealny tekst na moje zbliżające się urodziny.

  • Wypalony

    Powiem Ci jako facet, że zgwałciłeś punkt ósmy – to nie jest element transakcji, nie jest ważne kiedy kobieta zrozumie, że seks to nie wszystko – to się następnie staje kartą przetargową. Wybacz mi wulgarność, ale na poziomie 25-32 lat, kobiety przechodzą metamorfozę podejścia z określonego przez Ciebie na: „nie dam mu dupy, niech nie będzie zbyt pewny, dam mu dupy jak zasłuży, nie dam mu dupy bo mam na niego focha, dam mu dupy bo mi kupił kolczyki/ciuch, zabrał na romantyczną kolację” i tak w koło Macieju, na okrągło, nieświadome, że wychodzi z nich wtedy rasowa kurwa, odkrywają, że dupa daje władzę, choć tak naprawdę daje ją im tylko samym. Zaś ich facet wytrzyma to ileś razy, a w końcu się okaże, że własna graba jest bardziej pożądana, a szczytem marzeń przestaje być czasem nieprawdopodobnie wręcz zgrabna dupka żony, a „bufory tej kasjerki z Lidla, mimo, że najładniejsza z pyska to nie była, ale która wczoraj miała zerwany guzik w granatowym polo i jak się schyliła to było widać jej stanik”. Wtedy zaczyna się etap kłótni, wyrzutów a nawet zdrad i wszystkiego co z tym powiązane. Jak Cię czytam to dochodzę do wniosku, że żonaty chyba nie byłeś, albo jesteś nieprawdopodobnym szczęściarzem. Moja jeszcze żona w momencie ślubu miała lat 28. w ciągu trzech miesięcy po ślubie częstotliwość pożycia seksualnego spadła z 5-7 sesji (sic!) seksu tygodniowo, do jednego, sporadycznie dwóch stosunków raz na dwa tygodnie, a seks przestał być przyjemnością, w 2/3 stał się formą kary i nagrody a w 1/3 zaspokojeniem jej. Zaskoczony powyższym zacząłem rozmawiać ze znajomymi pozostającymi w stałych choć nie tylko sformalizowanych związkach – okazuje się, że to w zachowaniu kobiet norma, co potwierdzały mi nawet zamężne znajome gotowe do służenia mi formą pogotowia seksualnego, ponieważ u nich w domu seks to forma kontroli męża, a tak to je też libido roznosi… Nosz kurwa! Mówi się, że kobieta po 30 wspina się na szczyty libido, jest wtedy niezaspokojona, bo mężowi się nie chce już jej tykać itp, i jest zaniedbana i ona by go pragnęła, dupa tam, libido to ona miała zawsze tylko seks przestaje dawać władzę… Zaś facet po prostu przeszedł już powyższy trening i na nagły wzrost chęci żony odpowiada strachem i nieufnością. Ona wtedy rozumie dopiero zaczyna rozumieć, że seks to filar, fundament związku i wtedy dorasta… Tylko, że z reguły jest już ciut późno, bo mąż się sparzył i nie chce… Wtedy często kobieta – już dojrzała i szukająca spełnienia znajduje sobie kochanka… i mamy chujnię z grzybnią.

    Pozdrawiam :)

    • lucynda

      Obaj macie inne doświadczenia życiowe i obaj pewnie macie rację. Czytam tego bloga regularnie i przedstawione tutaj myśli uważam za genialnie opisujące pewną rzeczywistość. Jest to rzeczywistość pewnej grupy wiekowej ludzi mieszkających w określonych warunkach w określonym kraju i do nich jest to skierowane. Mam ponad 40 tkę i moje doświadczenia życiowe są inne. Ponad 10 lat małżeństwa zmienia perspektywę. Niestety moja perspektywa jest bardzo zbliżona do Twojej. Potwierdzam, wszystko co napisałeś, tylko żałuję, że już nie jestem „pogotowiem”, bo dyżur pełnia 30 latkowie.

      • kobieta po 40-stce

        Lucyna zgadzam się z Tobą w pełni :)

    • Skąd wy bierzecie te babsztyle, bo kobietą to trudno nazwać?

      • VQ

        też się zastanawiam, pionierko…

      • Valthard van der Sand

        Skad bierzecie to jedno, ale po co sie zenic????

      • m

        fajnie spotkać kolejną samiczkę wytresowaną do hejtowania kobiet; masz ciasteczko :)

      • Bo samiczki to zawsze tresowane, co nie? Nie mogą mieć własnych przekonań? Dobrze, że nikt mnie nie wytresował do popierania kazdej kretynki, tylko dlatego, że ma jajniki. Kobiety i facetów oceniam tak samo – jednych pozytywnie, innych negatywnie.

    • zielona_limonka

      Jako kobieta po 30, mężatka, nie mogę się z tym zgodzić, no kurwa mać sorry no nie! Ja uwielbiam seks i wszelkiego typu udziwnienia. Nie wszystkie kobiety po 30 takie są. Kobieta, kiedy czuje się przy swoim facecie kobietą, jest zadbana, wypoczęta, zdrowa, to nie rozumiem, dlaczego miałaby nie mieć ochoty na sex. Jeszcze,jak facet dobrze rucha? Inna kwestia, jak ta sama kobieta, siedzi cały dzień w domu, z maleństwem, w nocy do niego ona wstaje, bo mąż pracuje i pan i władca nie ma ochoty nawet swojego dziecka przewinąć, wraca samiec do domu w oczekiwaniu, że żona poda ciepły obiadek z przystawką i deserkiem. Sorry, na takiego Kutasa nie chce się patrzeć, a nie mówiąc o innych rzeczach.

    • m

      myszko, nie mów o kobietach jako takich; widać jesteś kiepski, więc kiepsko byłeś traktowany; zresztą ponoć przyciągamy takich ludzi, na jakich zasługujemy ;)

  • mallib

    Mam wrażenie, że część kobiet nigdy nie zrozumie wszystkich 10 wymienionych przez Ciebie rzeczy. Zatrzymają się gdzieś i dalej będę nieznośne jak małolaty, albo dopiero na starość zrozumieją swoje błędy.

    Zawsze fascynują mnie przykładowe marki umieszczone w tekście, kiedyś czytałam o szpilkach z Kazara, dziś Tally Weil i Avon. Przytoczone marki dobitnie trafiają w sedno, obrazują idealnie opisywaną sytuacje.

    • Chillout

      Komentarz niżej, zacytuje:
      Trafione, coś w tym jest, że życie kobiety zaczyna się po 30-stce.
      Zaczyna być bardziej świadoma siebie, swoich wyborów, nie obchodzi jej
      zdanie innych. Idealny tekst na moje zbliżające się urodziny.

      • mallib

        Nie do końca rozumiem

      • Chillout

        „Mam wrażenie, że część kobiet nigdy nie zrozumie wszystkich 10 wymienionych przez Ciebie rzeczy. ”

        Nigdy nie zrozumie. Ale po co facetowi taka kobieta, która nie rozumie tak prostych rzeczy?

        Już?

  • Chillout

    Dobry tekst.
    Mam ponad 30 lat, a kobiety ok 20 są dla mnie jak z innej planety. Liczy się dla nich tylko powodzenie na FB, wśród napalonych kolegów. Zero zainteresowań, planów co może zrobić ze swoim życiem. Nie wspominając o czytaniu książek, dbaniu o siebie.
    Ważny jest w miarę ogarnięty pierwszy jeleń , który pracuje w firmie tatusia. Jest kasa, jest w miarę zapewniona przyszłość. Plus ładny smartfon i tablet.
    Tak jak autor napisał, nie myślicie o przyszłości, o sobie, aby się rozwijać, osiągnąć własne wyznaczone cele.
    Liczycie że jakoś to będzie, facet jakoś to ogarnie. Na wszystko wyjebane i polegacie tylko na innych.
    Tyłek i ładne cycki nie wystarczają, facet rozumie to wcześniej niż kobietki i zostajecie z ręką w nocniku.
    Ogarnięty facet po 30 nie potrzebuje takiej kobiety, która wspomina tylko piękne czasy dymania się na dyskotekach.

    • sys

      trochę generalizujesz….masz faceta? bo trochę zabrzmiało jakby pretensje do tych 20-tek :)

      ja mam lat 25 i ani trochę nie przypominam opisanej przez Ciebie persony. faceta nie mam też, bo własnie taki pierwszy lepszy jeleń mający pieniądze od rodziców mnie nie interesuje.
      skończyłam studia, często podróżuję, robię karierę, sięgam po to, co chcę osiągnąć. i odkąd pamiętam – tak było.

      a co do osób opisanych przez Ciebie…niech sobie żyją. jest podać to i jest popyt na takie laski. niech wybiorą to co „pierwsze lepsze”, żeby oczyścić „rynek” :)

      • Karolina G.

        A potem z tych pierwszych lepszych jest rynek wtórny.

      • Chillout

        Ciągle piszecie, że faceci generalizują, bo ja jestem inna. Tylko, że spotykam się z dużą ilością kobiet i to jest kwestia doświadczenia.

      • Chillout

        Nie mam faceta, bo jestem facetem.
        Facetów też przerażają samowystarczalne kobiety, bo po co im mężczyzna, jak sobie same ze wszystkim radzą.
        Zdobywaj swoje marzenia, ok 30 będzie płacz, że nikogo nie masz. Musisz to sama poczuć na własnej skórze. Priorytety po paru latach się zmieniają. Teraz to teraz, przyszłość to przyszłość.

      • Katarzyna Szmigiel

        A to mężczyzna musi być po coś? Bo kobieta sobie z czymś nie poradzi? A ja myślałam, że chodzi o to, żeby się spotkały i dopasowały do siebie dwa światy i po prostu chciały ze sobą współistnieć. Naiwna ja? ;)

      • Chillout

        Naiwna. Dzieci, nastolatki i niedojrzałe kobiety w ten sposób myślą.
        Sformułowania jak z bajek disney’owskich.

      • Katarzyna Szmigiel

        Bajki disneyowskie zawsze spoko ;) Ale wstawianie linków do wikipedii, zamiast sformułowanej przez siebie złożonej wypowiedzi też super :D

      • Chillout

        „Spoko”, „Super”, „:D”
        Więc nic dziwnego, że lubisz bajki.

      • Katarzyna Szmigiel

        Tak tak zgrzytnij jeszcze mocniej zębami :)

  • Celny tekst. Ja mam 27 lat i jestem zmęczony patrzeniem na moje równieśniczki komplikujące sobie rzeczywistość. Dlatego 2/3 moje przyjaciółki są starsze – 30 i 31 lat. Cudownie się z nimi spędza czas. Żałuję, że nie jestem o te 5-6 lat starszy :) Wybacz małą autoreklamę, ale to moje niedawne spostrzeżenia na temat zmian jakie zachodzą w 20/30 – latkach http://bit.ly/1RlFV1H Mam nadzieję, że moje przemyślenia są trafne, jak mnie to poprawcie mnie.

  • My Slow Nice Life

    No, że nie wspomnę o tym, co się rozumie dopiero po czterdziestce :) Ha!

  • Krakus

    Uf, to mnie pocieszyłeś że takie kobiety jeszcze istnieją, a widzę moje dotychczasowe związki to ni jakaś totalna abstrakcja i fatum, tylko kązdy może nie trafic…

  • katasia

    Szanowny Panie Wolandzie!
    Tak, ostatnio Jennifer wreczyla mi bukiet zoltych kwiatow mowiac „Happy birthday!!! If you need somebody who knows how to use the photoshop, I can contact you with him” :)
    Panie Profesorze!
    Pan i Panscy przyjaciele spotykaja jakies dziwne kobiety (gdzie?). Jakies takie… z lekka… opoznione…
    Propose n

  • katasia

    Apropos nr 7
    Naprawde tak pozno kobiety „zaprzyjazniaja” sie ze szpilkami?

    • Katarzyna Szmigiel

      Niektóre nigdy :)

  • najfajniej to jest być ok 40:) o ile po urodzeniu dzieci kobieta nie stanie się matroną, kwoką itp

    a tak w ogole to przez ciebie zaczelam sie malowac nawet jak ide chwasty w ogrodzie wyrywac:P swiat sie konczy

  • Better

    Fajnie, już działa.

  • Red Mind

    Akurat znam same 30-tki bez kotów. To chyba dobrze dla mnie (nie znam się na kotach). Muszę przyznać rację. Gdy człowiek zaczyna się spotykać ze starszymi kobietami, nagle odżywa. Wtedy smakuje pełnię życia każdego dnia. Tak jakby 30-letnie kobiety potrafiły dostarczyć mu o wiele więcej wrażeń, niż nawet najseksowniejsza 18-nastka.
    A relacje młodszy mężczyzna-starsza kobieta nie powinny nikogo dziwić. Zresztą mamy nową epokę. To, co kiedyś było nie do pomyślenia, dziś jest na porządku dziennym. Teraz chcemy starszych partnerek po to, by poczuć się przy nich totalnie docenionym. Potem, będziemy chcieli je wymieniać na młodsze tylko po to, by znów poczuć się młodszym. I życie w jakiś dziwny sposób, robi nam psikusa.

    Zapraszam do siebie: http://redmind.pl/

    Ps: dobrze, że blog już działa. Mnie osobiście firmy hostingowe wykańczają :)

  • Karolina G.

    Z mojego punktu widzenia, kilkanaście lat od Ciebie starszej, wiek definiuje więcej niż Ci się może wydawać – od ogólnego obycia życiowego w różnych sytuacjach, po spokojność hormonów. Możliwe, że sama tego nie zauważasz, bo brak Ci perspektywy. Osobiście coraz częściej i z coraz większym zdziwieniem, choć może nie powinnam, zaczynam dostrzegać przepaść pokoleniową. Zaś ta wiedza/doświadczenie, o których pisze Volant przychodzi z wiekiem i nie ma dróg na skróty.

    • Chillout

      Mądre słowa.

    • me

      Właśnie z obawy przed tego typu podejściem, w życiu prywatnym nie chwalę się nadmiernie moim wiekiem. Wolę widzieć zdziwienie na twarzy rozmówcy, kiedy po lepszym poznaniu mnie dowie się ile mam lat, niż pozwolić komuś żeby widząc mnie przez chwilę stworzył sobie w głowie stereotypową wizję osoby, którą nie jestem, tylko dla tego, że mam mniej lat, niż ta osoba. Na ilość doświadczeń rzeczywiście wiek ma duży wpływ, jednak rodzaj i jakość takich doświadczeń to już bardziej wybór, niż kwestia wieku. Tym bardziej w kontekście wiedzy, o której pisze Michał :)

      • Karolina G.

        Moja Droga, przypuszczam, że Volant nie popełnił tego wpisu z zamysłem wyczytywania kolejnych komentarzy a’la „ja mam 20-parę i też taka jestem i to nie prawda co piszesz”, zaś pod spodem litanii gęstego tłumaczenia dlaczego. Bo już samo to tłumaczenie się stwierdza, że jednak nie rozumiesz tego, że kobiecie po 30-tce najzwyczajniej wisi i powiewa to, jak będzie odebrana przez otoczenie – stereotypowo, czy nie, to bez znaczenia, bo to jej życie. Sama dla siebie jest boginią, bo dociera do niej, że nie musi nikomu niczego udowadniać i o tym jest wpis Volanta.
        Zaś jeśli o Ciebie chodzi, najgorsze co można w Twoim wieku robić, to na siłę być dorosłym. To strasznie nie twarzowe.

      • Kasia

        Karolino sama kiedyś byłaś bardzo młoda i pragnęłaś akceptacji u starszych jak każda młoda osoba. Pozwólmy młodszym poczuć ich młodość i pozwólmy im na błędy, refleksja oraz dojrzałość przyjdzie z czasem. Właśnie takie odgórne krytykowanie, ocenianie młodych sprawia, że na siłę chcą się postarzeć i boją się własnych porażek. Najgorsze co może być to oczekiwanie na nadejście trzydziestych czy czterdziestych urodzin, bo będzie się mądrzejszym z doświadczeniem, jakby to była kara, że się jest młodym. Z drugiej strony to często spotykane lekceważące zachowanie osób starszych względem młodych z podejściem „co ona może wiedzieć o życiu”.

  • Malwa

    Zabawne było czytać ten artykuł i przeglądać się jak we własnym lustrze. Sama mam 28 lat i muszę przyznać, że przez ostatni rok dotarło do mnie więcej z rzeczy, o których pisałeś, niż przez poprzednie 27 lat mojego życia. Moim zdaniem wszystko sprowadza się do jednego: uświadomienia sobie, że to kim jestem, gdzie jestem, z kim jestem zależy tylko ode mnie i od nikogo więcej. Że jedyną osobą która musi wziąć odpowiedzialność za moje życie jestem ja sama. Jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy, z którymi trzeba się zmierzyć w życiu, ale i najbardziej wyzwalających. Zapewne sama będąc lekko po 20-stce, obruszyłabym się, że zdaję sobie w pełni sprawę ze wszystkiego o czym piszesz. Ale czy byłaby to już wtedy prawda? Nie. Dopiero teraz blisko 30-stki, z pewnym już bagażem doświadczeń (nie dużym, ale jednak już jakimś), sama zaczynam sobie uświadamiać co to znaczy być KOBIETĄ.

  • Czarn@

    9/10. Cały artykuł i rady o tym żeby wziąć odpowiedzialność za siebie i że się jest jedyną osobą, która może się posklejać jest jak najbardziej okej i można to powtarzać i powtarzać. Mam natomiast jedno ale…żebym mogła się uważać za kobietę muszę kupić podkład za 100zł a nie 30zł? Nosić bieliznę z Esotiqu, VS czy Calzedoni a nie z sieciówek? Na nogach mieć szpilki od Kazara a nie buty z CCC lub trampki? Aaaa i jeszcze do tego zarabiać pewnie powyżej 3tys/msc żeby było mnie na to stać. Kurde nie o to chyba chodzi? Nie liczy się to co masz na sobie ale to co masz w sobie. To jaką osobą jesteś, jak traktujesz siebie i innych, to czy umiesz przyznać się do emocji i błędów, to że nie jesteś osobą, która zamyka się w twardej skorupce aby nic nie przeżywać. Tak jak napisał autor liczy się szacunek, przyjaźń, możliwość polegania na kimś i miłość. I najpierw to wszystko trzeba dać sobie samemu żeby można było się tym dzielić z kimś innym a nie wymagać od drugiego człowieka, że da nam to wszystko chociaż my sami tego nie mamy.

    • Łukasz

      Zgadzam się z drugą częścią wypowiedzi i uważam, że to w żaden sposób nie przeszkadza w tym co napisałaś na początku. Co złego jest w zarabianiu powyżej 3 tyś/msc? Co złego jest w rozwijaniu się i zwiększaniu swoich zarobków, przez co można sobie pozwolić na produkty z kategorii premium? To by było smutne, gdyby ludzie rozwinięci emocjonalnie, socjalnie i kulturalnie byli skazani na klepanie biedy lub pracę poniżej swojego potencjału, zważywszy na to, jak mocno walczyli by się w tych sferach rozwinąć.

      • Czarn@

        Wiesz co nie chodziło mi o to, że złe jest zarabianie powyżej 3tys/msc, kupowanie czegoś z tzw.górnej półki a już na pewno nie rozwój. Chodziło mi bardzie o określanie/ocenianie kogoś przez pryzmat tego co ma na sobie a nie w sobie. Myślę, że za rozwojem emocjonalnym idzie też rozwój w sferze zawodowej ale nie koniecznie idą one jednym tempem. Można rozwijać się emocjonalnie, dużo nad sobą pracować a nie zarabiać wiele, bo to może przyjść później, ale to nie oznacza że do tego momentu, zarabiając 2tys/msc nie mogę określać siebie jako kobiety.

      • Karolina G.

        Zauważ, że Volant pisze o określeniu siebie jako kobiety w odniesieniu do wieku, a nie dochodów.

      • Raczej chodzi o to, że można zarabiać nie więcej niż 3 tysiące i to też jest ok. Śmieszy mnie założenie, że 30-latkowie to ludzie zamożni. tak jakby w magiczny sposób w 30 urodziny dostawało się podwyżkę o co najmniej 100 procent. To tak nie działa. A ci, którzy w to wierzą niepotrzebnie się frustrują.

      • Valthard van der Sand

        30 to po postu okragla liczba – i nic poza tym. Ani sie nie zostaje po niej bogatszym ani madrzejszym, a nie nawet duzo starszym niz dzien czy rok wiecej.
        Poza tym bardzo watpie czy zarabianie 3 tysiace (nawet euro) czyni czlowieka zamoznym

    • Karolina G.

      Zarabiam nieco więcej niż wymieniona przez Ciebie kwota i tak jak lubię inwestować w drogie kosmetyki, tak w ubrania tylko te górskie, albo biegowe. Każdy ma inne priorytety i to jest fajne. Zaś markowe ciuchy, czy kosmetyki nie wykluczają tego, że rozwijam siebie. W tym miejscu jako żywo staje mi przed oczami słynna piramida Maslova, w której potrzeby materialne leżą niżej niż rozwój duchowy. I choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, to inaczej nie będzie.
      To, o czym piszesz niejako wymaga od osób „dobrze zarabiających” (wg Ciebie, bo wszystko jest względne i zależy od punktu widzenia) ciągłego tłumaczenia się, że jednak są czymś więcej niż tylko otoczką. Ciężko pracuję, jestem za to uczciwie wynagradzana i mam się tego jakoś wstydzić, ukrywać, żeby przypadkiem komuś moje buty nie przeszkadzały, zadbane paznokcie, czy fajny makijaż? Serio tak postrzegasz ludzi, przez taki właśnie pryzmat? A nie pomyślałaś, że owi „markowi” ludzie doszli do tego pracą, w tym nad sobą, że nikt im tego nie dał ot tak. Że są dumni z tego, co osiągnęli. Celowo tutaj pomijam ostentację i snobizm, bo to raczej wynika z kompleksów i próby udowadniania sobie i światu, że jest się lepszym niż w rzeczywistości.

  • Wszystko to wiedziałam „od zawsze”.

  • Osobiście uznałabym ten tekst za „10 różnic między kobietą a dziewczyną” lub coś w ten deseń. Ciężko w tym temacie generalizować. Można powiedzieć, że niektóre rzeczy rozumieją dopiero faceci po czterdziestce – co jest nieprawdą, bo są i tacy dochodzący do właściwych wniosków wcześniej, jak i tacy, którzy do końca życia pozostaną dzieciakami.

  • Vaira

    Ale mają różne silniki i różne skrzynie biegów, a kremy mają często te same składniki.

  • Valthard van der Sand

    W zasadzie, jakby podmienic typowe atrubuty kobiety typu szpilki i podklad na np garnitur – to tekst ten w sporym zakresie moze rowniez dotyczyc facetow.
    PS Jenifer Aniston? Do tego to juz trzeba byc prawdziwym koneserem…..

  • Marcin Wilk

    SKANDAL! Kto blokuje sprzedaż książki Wojciecha Sumlińskiego pt. „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”?, czytajcie więcej na: http://ulubione.blutu.pl

  • Weronika

    1.”Rzadziej też oczekują, że sam seks wystarczy do tego, żeby ktoś z nimi był…” chyba brakuje „nie” ? :)
    2. „Dziewczyną jesteś dopóki nie znasz konsekwencji swoich zachowań i nie potrafisz ich uargumentować”- haha,. czy to znaczy, że brak świadomości konsekwencji i argumentacji swoich zachowań przypisujesz tylko dziewczynom? Czy mi się wydaje, czy właśnie tworzysz nową, nacechowaną pejoratywnie definicję słowa „dziewczyna”? czy (mam nadzieję) nie rozumiem treści?

    • Weronika, nie traktuj wszystkiego tak serio, bo jesteś na prostej drodze do stworzenia pejoratywnej definicji siebie :)

      To tekst z przymrużeniem oka, więc przymruż swoje :)

  • Anastazja

    Miałam dokładnie tę samą refleksję.
    Wiek, to tylko cyferki. I mam na to dowody;)

    P.S Samoświadomość jest niezwykle ważna, drogi Autorze. Wielokrotnie to podkreślasz, co bardzo szanuję, gdyż niewiele osób w ten sposób myślących znam. Twoja powoduje, że masz tylu czytelników, a sama mogę się tylko cieszyć, że ktoś odwala kawał dobrej roboty i dzieli się nią na większą skalę – choć muszę powiedzieć, że uświadamianie własnego otoczenia też ma swój urok :)
    Możesz to nazwać naiwnością (choć osobiście wolę myśleć o sobie jako idealistce), ale wierzę, że szerzenie świadomości wśród ludzi, w różnych dziedzinach życia uruchamia pewien proces… może tak właśnie powoli i systematycznie zmienia się świat na lepsze?

    • Łukasz

      Anastazja to super imię :)

  • Gosiak

    kurcze, nie mam trzydziechy a jednak już sporo wiem :P przedwczesne starzenie się ? :D
    chyba dzisiaj wszystko tu przeczytam )

  • aala

    Trafiłam na artykuł przypadkowo ale z każdym argumentem się zgadzam…!!! i jestem na 90% żywym dowodem… kobiety po 30-stce ;) Rzeczywiście świadomość siebie, jakość a nie ilość, czerpanie przyjemności, życie w zgodzie ze swoim sumieniem a ze stereotypami. Zrozumienie partnera i poczucie szczęścia.. i…luz…. po prostu życiowy luz..aby cieszyć się każdym dniem i tym że się po prostu żyje… Wiadomo gorsze lepsze dni są zawsze ale jakoś przynajmniej naprawdę umie się docenić te piękne momenty. Ale do tego trzeba po prostu dojrzeć…i tyle.

  • Ola

    Jestem dwudziestolatka i ludzie mówią że mam umysł trzydziestolatki. Czy jestem ideałem? ;)

  • Kinga

    Ja powiem tak zn.się napiszę ;) : Jak byłam młodsza mówiłam do swojej mamy ” Ty jesteś taka mądra,denerwujesz mnie,że z takim spokojem podchodzisz do spraw…”. Teraz sama jestem po trzydziestce i stwierdzam,że kocham siebie :) kocham tą świadomość którą mam,kocham „to coś” co teraz mam :),a „to coś” nazywam świadomością i akceptacją samego siebie. Dalej popełniam błędy,dalej robię „jakieś głupoty” ale one popełniane są z taką nieokreśloną satysfakcją,którą bardzo kocham :*. Przeżyłam troszkę w swoim życiu(jak każdy zresztą) i nauczyłam się troszkę więc chyba dlatego też jestem taka świadoma i mądra życiowo. Cieszę się,że WRESZCIE jestem w cudownym wieku i że już przeszłam pewien etap mojego życia i wkroczyłam w ten bardziej świadomy :)

  • Starsza Pani po 30
  • Ola Em

    Wróć tu za 7 lat to będziesz się śmiała z tego, co napisałaś :)

    • M

      Skąd możesz wiedzieć? Jakimi danymi się posługujesz, aby ocenić stan czyjejś świadomości bez choćby chwili rozmowy? Twoje podejscie brzmi niczym niewola swoich wyobrażeń i doświadczeń;)

  • Ingrid

    Trafne przemyślenia. Za kilka dni kończę 27 lat i wiele z tych rzeczy zrozumiałam niedawno, m.in. po tym jak rozpadł się mój 8 letni związek :)

  • Karolina

    Sporo w tym prawdy, ale wiek to trochę kwestia względna, jeśli mówimy o większości to tak- zgadzam się, doświadczenie bardzo pomaga, ale znam też kobiety, które mimo młodego wieku są mądre, zdecydowane i umieją jasno określić czego chcą, a przy tym są subtelne i nie tracą swojej kobiecości, innymi słowy mają świadomość własnej wartości- a to czyni je równie dojrzałymi.

  • Bardzo bardzo fajny tekst. Taki do przemyślenia i zaakceptowania :)

  • Dobry tekst i dlatego będąc w moim midtwenties poznałem 34 letnia kobietę z którą mam związek. Ostatnia była ode mnie tylko 5 lat starsza. Seks, byle atrakcyjna z ciekawą osobowością. W związku to jest tylko początek, a później, to o czym napisałeś to idealny mózg kobiety do związku

  • Persephonis

    E tam, co do kosmetyków, to kwestia genów :) Moja mama do dziś (prawie 70 lat) lubi tylko dobre polskie kremy, a babcia (rocznik 1907) używała tylko Nivea i do prawie 80 roku zycie nie miała zmarszczek…
    A reszta spostrzeżeń super, może tylko poza tym, że połowę z nich miałam jako 20-latka :)

  • Kamil Jasiorowski

    A ja myślę, że wszystko zależy indywidualnie od charakteru człowieka. Na siłę zmienianie czegoś co nam się nie podoba może nie mieć sensu, lub też być długim ciężkim procesem. Wyobraźmy sobie człowieka w miarę ukształtowanego i nagle wskakuje on w jakiś związek z kimś kto ma jeszcze więcej innych zasad już ukształtowanych. Wtedy zaczyna się walka, bo nawyki i nasze działanie to przecież ja. Bycie z kobietą może jest o tyle durnowate, że ona zawsze będzie widziała u Ciebie coś do ewentualnej zmiany (nie wiem może ma w głowie swego byłego i pod niego chce Cie zmieniać) – na pewno „na lepsze”. Tyle że ludzie nie są marionetkami nie można pociągać za sznurki i wtedy marionetka będzie tak czy inaczej się poruszać. Nie wolno się wpuszczać w toksyczne związki bo one tylko zabijają. Ech ten „idealny świat”…. a może te zmienianie „produktu” na lepszy ma coś wasalnego z macierzyństwem? Jak nie ma dziecka wychowanie przechodzi na męża czy chłopaka – kolegę i przyjaciela :) i wtedy zaczyna sie proces twórczy w wyobraźni kobiety jaki on powinien być a jaki nie jest i co by tu zmienić na lepsze, taki tuning osobnika. Ja lubię kiedy ludzie zaczynają rozumieć co robią innym, i czy sami sobie by to robili. To takie podstawowe zasady niby, ale trudne do ogarnięcia. Czy ktoś zna przepis na szczęście?

  • 24kaprysy

    Podobają mi się Twoje wpisy i chcialabym sie do nich oddnieść jednak nie mam tak lekkiego pióra, dlatego zapraszam na „kawę”.

  • Betty

    czyli facet po 30stce niepotrzebny skoro same sobie dajemy radę? :D

    • A odkąd jest tak, że jest się z kimś dlatego, że się sobie samemu nie radzi? To druga osoba jest protezą mającą wypełniać twoje braki?

  • Antoine Halik

    ło! błysnął żem!

  • Antoine Halik

    tia… Wy zawsze jesteście „świadome”…

  • Co z tymi szpilkami? Czy naprawde musismy je nosic, zeby byc atrakcyjne? Gorzej niz dress code w korporacji ;-)

  • Nicole

    Ten tekst mnie rozbawił, ze względu na fakt iż mam 23 lata i tylko wyłącznie podpunkt 6 w moim rozumowaniu się nie zgadzał do niedawna i być może 7 do teraz, chociaż już w liceum brano mnie za wychowawczynie klasy w której byłam i nadano mi przezwisko sekretarka, ze względu na codzienne noszenie szpilek, kozaków na wysokich obcasach z reguły codziennością były 12, 13, 14 i 15cm , koszul, marynarek, spódniczek, spodni z wysokim stanem. Można powiedzieć, że zawsze byłam elegancko ubrana, a marynarki były i są moją wielką miłością od zawsze, ponadto od dawien dawna otula mnie mój najujochańszy zapach kenzo jungle (ten ze słoniem). W tym roku założyłam swoją firmę i rozkreciłam ją już, oprócz tego mam pasje i mam swojego konia i jeżdżę sportowo trenując z finalistą mistrzostw świata w skokach przez przeszkody na codzień. Wiem czego od życia chce i żyje swoim życiem.