9 rzeczy, których nauczyły mnie Gwiezdne Wojny

9 rzeczy, których nauczyły mnie Gwiezdne Wojny

Gwiezdne Wojny można lubić lub nie, ale każdy ma jakieś wspomnienia, które są z nimi związane. 

Sam po raz pierwszy z Gwiezdnymi Wojnami zetknąłem się, kiedy do kin weszło Mroczne Widmo. Miałem wtedy bluzę z napisem „Star Wars: Anakin Skywalker” i z zapałem kupowałem paczki Laysów, w których można było znaleźć krążki ze zdjęciami bohaterów serii.

Całą serię obejrzałem razem z moim tatą kiedy była emitowana w telewizji i mimo mojego sceptycyzmu chwyciła mnie za serce nie tylko fabułą i bohaterami, ale może przede wszystkim tym, czego mimochodem uczyła widzów. Jedną z cech popkultury jest to, że opowiadając historię, jednocześnie dostarcza wzorów zachowań. James Bond dał mi wzór zachowania i męskiego stylu życia. Fight Club pokazał jakiego życia lepiej unikać. Gwiezdne Wojny w pewnym sensie nauczyły mnie jak myśleć, a w szczególności nauczyły mnie tych dziewięciu rzeczy:

1. Dobro nigdy nie wygrywa, zło nigdy nie przegrywa.

Większość filmów kończy się w kulminacyjnych momentach. Wtedy, kiedy przedsiębiorca podbił rynek, sportowiec został mistrzem świata, a para zakochanych zeszła się pomimo nieporozumień w centralnej części filmu.

To jest piękne i inspirujące, ale nie wiemy jak to na nich wpłynęło. Zostajemy z pięknym obrazkiem wzbijających się białych gołębi i nie wiemy, co dalej, a przecież w życiu nie ma kropek i napisów „The End”. W Gwiezdnych Wojnach też ich nie ma. Jest jasna i ciemna strona mocy. Zawsze któraś z nich zyskuje chwilową przewagę, ale cały czas funkcjonują obok siebie.

2. Nie ma „dobrych bohaterów”.

W Harrym Potterze Voldemort jest jak wycięty z kartonu. Ok, wiadomo, że jest zły, ale właściwie nie wiadomo dlaczego jest zły, ani nie wiadomo co nim kieruje, co jest absolutnie bez sensu. W rzeczywistości każdy po prostu realizuje swoje cele i wszystkim ludziom chodzi o to samo: dobrobyt, szczęście bliskich albo życie takie jak to, które ma Dan Bilzerian tylko razy dziesięć. Nie ma złych ludzi, są tylko tacy, których cele są niekompatybilne z naszymi.

Wydaje się, że George Lucas o tym wiedział, bo w Gwiezdnych Wojnach czarnym charakterem jest Anakin Skywalker, który później założył czarne wdzianko i dyszał przez maskę. Dlaczego to zrobił? Żeby móc uratować osobę, którą najbardziej kochał. Tylko tyle. Możliwe, że też bym podjął taką decyzję. Z mojej perspektywy on nie był zły. Był tylko człowiekiem, który krok po kroku dokonał chybionych wyborów i skończył jako ktoś, kto za pomocą Gwiazdy Śmierci wysadził całą planetę. Bywa.

3. Próbowanie nie istnieje.

Na nagrobku Charlesa Bukowskiego znajduje się napis: „Don’t try”. Tak się składa, że Yoda powiedział to pierwszy w swoim kultowym tekście: „Do. Or do not. There is no try”. Każda czynność rozbita na części pierwsze sprowadza się do tego, że albo coś robisz, albo czekasz. Pośrodku nie ma nic, poza osobami, które nie wiedzą czego chcą.

4. Najtrudniejsze bitwy toczysz we własnej głowie.

Jest taka scena podczas szkolenia Luke’a Skywalkera na rycerza Jedi, w której Yoda wysyła go do jaskini ciemnej mocy, w której ma zastać tylko to, co zabierze ze sobą. Widzi w niej to, czego najbardziej się boi, a tak naprawdę to wytwory jego wyobraźni. I to jest bardzo uniwersalny obraz, bo największe kłody pod nogi rzucamy sobie sami. Zakład? Zapytaj dziesięć losowych osób o to kogo lub co najbardziej kochają. Nikt nie wymieni siebie.

Bardzo często regularnie mówimy sobie, że nie możemy czegoś zrobić. Że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Że wiemy za mało. Że to się nie uda. Że może wszystko co złego o sobie usłyszeliśmy jest prawdą, ale z pewnością żaden z komplementów nią nie był. Tymczasem podstawowa praca nad sobą zawsze sprowadza się do przekonania samego siebie, że umiesz, możesz i zasługujesz na to co najlepsze. Wyjątków nie znam.

5. Polegaj na sobie, a nie na gadżetach.

Dobra, nie oszukujmy się – najfajniejszą cechą rycerza Jedi jest umiejętność poruszania przedmiotami bez ich dotykania. Inna sprawa, że na największy szacunek, zwłaszcza w czasach, kiedy jesteśmy otoczeni wzorami konsumpcyjnymi, zasługuje ich zdrowo rozumiany ascetyzm. Oni nie polegają na gadżetach, tak jak Bond w czasach kiedy grał go Pierce Brosnan, ale na sobie i swoich umiejętnościach. To dokładnie tak jak z gitarzystą – jest się nim nie ze względu na posiadanie najlepszej gitary, ale ze względu na to, że umie się z niej najlepiej korzystać. Za każdym razem na początku jest „być”. Dopiero za nim idzie „mieć”.

6. Nic nie pobije intuicji.

Podstawą umiejętnością Jedi było ufanie przede wszystkim swoim uczuciom, a nie ścisłym faktom. Co ciekawe, jest to bardzo skuteczna postawa. „Błysk” Malcolma Gladwella jest poświęcony intuicji i dokonywaniu wyborów. Szereg przeanalizowanych badań naukowych doprowadził go do wniosku, że nieświadome decyzje są lepsze i dużo szybsze, niż te podejmowane racjonalnie. W jednym z badań uczestnicy mieli wybierać karty niebieskie lub czerwone. Czerwone dawały duże wygrane i przynosiły duże straty. Tylko regularne wybieranie niebieskich kart dawało zyski. Badani racjonalnie dochodzili do tego wniosku po wybraniu około 50 kart. Ich ciało wiedziało to o 40 kart wcześniej, bo na wybór karty z czerwonej talii reagowało w sposób typowy dla odczuwania stresu.

7. Każdemu dawaj czystą kartę.

Kiedy jeszcze trenowałem boks, w moim klubie był jeden świetny bokser. Zawsze kiedy w klubie ktoś go prowokował do bójki to on z nim rozmawiał i obracał wszystko w żart. Kiedy to nie działało to wychodził przed klub i konkretnie go obijał. Jak rasowy Jedi unikał bójek nie dlatego, że się ich obawiał, ale dlatego, że nie czuł, że coś musi komukolwiek udowadniać.

To dotyczy też wielu innych sytuacji. Są osoby, które traktują innych już na wstępie z podejrzliwością. Starają się upewnić, że nie stracą na tej relacji, przez co często zniechęcają do siebie innych ludzi i nabierają przekonania, że nie ufając im mieli rację. Prawda jest natomiast taka, że poznając kogoś zawsze warto dać mu kredyt zaufania, bo na pewno będziesz mieć czas na usunięcie ze swojego otoczenia toksycznych osób. Jedyne na co może ci go zabraknąć to na poprawienie negatywnego wrażenia, jakie na kimś wywarłeś.

8. Wygrywa się w drużynie.

Możesz być geniuszem i idałem, ale sam i tak niewiele zdziałasz. Luke Skywalker może zniszczył Gwiazdę Śmierci, ale leciał z całą eskadrą, wspierał go R2D2 i Han Solo. Ludzie, którzy grają zespołowo zawsze długoterminowo na tym zyskują.

9. Tekst „To nie są droidy, których szukacie.”

Najbardziej jednak cieszę się, że obejrzałem scenę, w której Obi Wan używa na szturmowcach triku Jedi i przesuwając ręką mówi: „To nie są droidy, których szukacie”. Dlaczego? Bo to prawdopodobnie najlepsza i najzabawniejsza rzecz jaką można powiedzieć, kiedy ktoś porusza temat, o którym nie chcecie rozmawiać. Robi się to tak, jak zrobił to Dr House:

Premiera Przebudzenia Mocy jest zaplanowana dopiero na 18 grudnia, ale już teraz można przypomnieć sobie wszystkie poprzednie części – zwłaszcza, że od 1 października w każdy czwartek AXN będzie wyświetlał wszystkie poprzednie części serii (a dodatkowo Gwiezdne wojny: Rebelianci i po raz pierwszy w Polsce – Gwiezdne wojny: Wojny klonów VI).

Gwiezdne wojny: Mroczne widmo (1 października o godz. 22:00 w AXN)
Gwiezdne wojny: Atak klonów (8 października o godz. 22:30 w AXN)
Gwiezdne wojny: Zemsta Sithów (15 października o godz. 22:00 w AXN)
Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja (22 października o godz. 22:00 w AXN)
Gwiezdne wojny: Imperium kontratakuje (29 października o godz. 22:00 w AXN)
Gwiezdne wojny: Powrót Jedi (5 listopada o godz. 22:00 w AXN)

To co, oglądamy żeby znów się poczuć jak ten dzieciak w bluzie z napisem „Star Wars”?


P.S. O osobistych historiach związanych z Gwiezdnymi Wojnami możesz przeczytać także u Riennahery i Troyanna

Powrót do wspomnień z dzieciństwa zapewniła dzisiaj współpraca z AXN.

Dodaj komentarz

27 komentarzy do "9 rzeczy, których nauczyły mnie Gwiezdne Wojny"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lubder
Gość

„W jednym z badań uczestnicy mieli wybierać karty niebieskie lub czerwone. Czerwone dawały duże wygrane i przynosiły duże straty. Tylko regularne wybieranie niebieskich kart dawało zyski. Badani racjonalnie dochodzili do tego wniosku po wybraniu około 50 kart. Ich ciało wiedziało to o 40 kart wcześniej, bo na wybór karty z czerwonej talii reagowało w sposób typowy dla odczuwania stresu.”

Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa?

Volant
Gość

Kto ryzykuje za dużo też nie wygrywa :)

Kuba
Gość

Volant – wiesz za co kocham twój blog? Że nawet jak robisz product placement w poście to tekst jest wartościowy i chce się go czytać! Powodzenia! :)

Kuba
Gość

Ps. oby tak dalej. Na innych blogach ciężko tego doświadczyć. :)

Volant
Gość

Dzięki Kuba :)

chockate
Gość

całkowicie zgadzam się z przedmówcą! klasa:)

Volant
Gość

Z Gwiezdnymi Wojnami to akurat łatwa sprawa, bo tak mocno wrosły w popkulturę, że zwyczajnie ciężko ich nie znać lub nie mieć związanych z nimi wspomnień.

Bardzo ciekawi mnie jak sobie poradzą z tą kolejną częścią, ale to się jeszcze okaże :)

Karolina G.
Gość

W istocie twórcy „Starych Warsów” nie odkryli żadnych prawd, które by nie były znane, choćby w kulturach Dalekiego Wschodu. Jednak trzeba im oddać uczciwość, że ubrali to w wiekopomną otoczkę.
Gwiezdne Wojny w czasach mojego dzieciństwa to był „zgniły kapitalizm” i pierwszy raz na spokojnie i w całości obejrzałam je, czyli IV, V i VI, w kablówce, na niemieckiej stacji, w latach 90-tych. Szczęśliwi posiadacze magnetowidów mogli sobie wypożyczyć kasetę. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że to były jedne z najbardziej chodliwych filmów wtedy.
O tym, że próbowanie nie istnieje przekonałam się w górach, na łańcuchach i odcinkach o dużej ekspozycji. Tam nie da się spróbować – albo idziesz, nie myśląc o tym ile metrów w dół jest za plecami, albo po bokach, albo wmurowuje, paraliżuje i ze strachu zapominasz o oddychaniu. Zatem jeśli masz „próbowawczy” charakter, nawet się tam nie wybieraj, bo zrobisz sobie krzywdę.
Najgorsze demony hodujemy sami, we własnej głowie; szkoda, że psychologowie tak rzadko o tym mówią (patrz: depresja, to taki współczesny demon), że o kościelnych pogadankach nie wspomnę. Zamiast straszenia rogatą poczwarą z kopytkami lepiej zajrzeć do własnego wnętrza. Można się przerazić. Dowcip polega na tym, że te nasze demony, tak samo jak nasze jasne strony, są częścią nas samych i jedne bez drugich istnieć nie mogą. Od naszego dżedaj-treningu zależy z jakim sukcesem uda się zachować równowagę w naszym wewnętrznym, małym wszechświecie.
Zaś co do intuicji – po raz kolejny polecę książkę „Eksperyment intencjonalny”. Tam takich historii jest o wiele więcej, o wiele ciekawszych i dających dużo do myślenia, otwierających nowe spojrzenie na otaczający świat i relacje z ludźmi.

Łukasz
Gość

Jedi używali mocy poruszania przedmiotami głównie do przyciągania miecza świetlnego, jesli akurat nie mieli go przy sobie, inaczej byli bezbronni jak niemowlę :D Stawiam nawet śmiałą tezę, ze Gwiezdne Wojny to głównie gadżety, ryk silników w kosmosie i trochę dalekowschodniej filozofii w futurystycznym opakowaniu :)

Lady Perfect
Gość

Czyżby intuicja była zmysłem dostępnym i Panom? Szok i pozytywne zaskoczenie :)

Kris
Gość

To nie Lord Vader zniszczył Alderaan tylko admirał Tarkin ;)

Volant
Gość

A nie on kierował pracami nad Gwiazdą Śmierci?

Kris
Gość

Tarkin kierował pracami i dowodził GŚ
Do Vadera należał Exexutor.

Mój komentarz nie miał na celu czepiania się itp. rzeczy, jako wieloletni fan, wręcz w gimbazie nerd, zostały mi stare nawyki poprawiania gdy ktoś popełnia błędy w tym uniwersum ;)

Volant
Gość

Wiesz, to tylko film i nic więcej. To przede wszystkim rozrywka, z której jeśli coś się wyciąga to tylko pośrednio i przy okazji.

Michał
Gość

Moim zdaniem tekst naprawdę średni, w połowie się zdziwiłem, że to nie jest tekst sponsorowany (bo nie sądziłem, żeby Walt Disney wyszedł do Ciebie z propozycją), bo jego poziom mocno odbiega od pozostałych. Wnioski wyciągane na siłę: 4, 5, 7, 8 są tak ogólnikowe i „populistyczne”, że nic nie wnoszą.

Zawsze też mnie dziwią Twoje opowieści związane z boksem. Sam przez 2 lata trenowałem MMA, a mimo to bardzo ciężko mi się do nich odnieść. „Zawsze kiedy w klubie ktoś go prowokował” – WTF? Ćwiczyłem w klubie, gdzie trenowało sporo dresów, ale jakieś ostre kłótnie i bójki wśród klubowiczów odbyły się… 0 razy. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego mogło odbywać się regularnie. Wyolbrzymiasz czy byłeś w wyjątkowo agresywno-negatywnym klubie?

Po prostu mam nadzieję, że to wyjątek od reguły i reszta tekstów sponsorowanych nie będzie pisana aż tak na siłę :)

Volant
Gość

Mówię o klubie na mieście nie o klubie sportowym :)

Michał
Gość

Tak, to ma więcej sensu, dzięki za wyjaśnienie.

Adrian Prędkiewicz
Gość

Użyłeś cytatu w 1 punkcie z Twojego poprzedniego bloga. Tego gdzie przedstawiłes 11 cytatów z tekstów których nigdy nie dokończysz! Dobrze jednak ze dokończyłes, wykorzystałes w kompletnym tekście. Świetny wpis

Volant
Gość

Mam inne priorytety.

Individualistic.pl
Gość

Gwiezdne Wojny to po prostu klasyk. Świetnie to opisałeś Volant. Swoją drogą gdy byłem jeszcze szczeniakiem uwielbiałem Padme. Była dla mnie takim pięknem i dobrem wcielonym. Nie mogłem przeżyć trzeciej części gdy Anakin stał się Vaderem, a ona umarła.

Czekam z niecierpliwością na najnowszą produkcję, jestem ciekawy czy zachowa ona klimat z poprzednich części. Oby tak było. ;)

Agata
Gość

Ja nie wiem jak Ty to robisz. Po tylu świetnych tekstach wypuszczasz kilka reklamowych gniotów a w komentarzach same ochy i achy. Efekt aureoli?

Łukasz
Gość

Specjalistą od tego uniwersum nie jestem, ale z filmów to nie pamiętam jakiejś walki bez użycia mieczy.

Alicja
Gość

Gwiezdne Wojny: Atak klonów, scena walki hrabiego Dooku i mistrza Yody w pierwszej fazie ;)

Chica Mala
Gość

Normalnie aż poczułam się zmuszona skomentować ;-) Widać od razu, że nie masz pojęcia o Harrym Potterze (którego, nie wstydzę się przyznać, uwielbiam). Voldemort nie jest zły bo tak i „absolutnie bez sensu”. Jest zły, bo miał (co trochę trąci kiepską wymówką) trudne dzieciństwo – matka oczarowała miłosnym eliksirem jego ojca, który był mugolem i zostawił ją samą z dzieckiem, jak dowiedział się, że jest czarownicą. Nie mówiąc o tym, że mamusia się przekręciła i biedny mały Tom musiał do 11 roku życia mieszkać w mugolskim sierocińcu, gdzie nie był traktowany najlepiej przez swoją inność. Potem chciał oczyścić rasę z mieszańców wciąż wściekły na tatusia, który go porzucił.
Wszystko to zaś zostało dokładnie wytłumaczone w kilku częściach (bodajże w 4 i 6 w największym stopniu) :-)

Pawel
Gość

Przecież wypowiedź Brauna w tym temacie to jedna wielka satyra.

wonsowaty
Gość

Nigdy nie spodziewałem się że przeczytam od deski do deski wartościowy wpis sponsorowany. Mistrzostwo :)

Alicja
Gość

Nawet film odpowiada, choć skrótowo, na pytanie czemu kochany Voldi jest takim okrutnikiem. Takie ogólnikowe sądy są stronnicze i raniące. Cieszę się, że odpowiedzieliście na niewiedzę Autora artykułu. :)

wpDiscuz