Jakie pierwsze razy masz jeszcze przed sobą?

Jakie pierwsze razy masz jeszcze przed sobą?

Wierzę w to, że ludzi można podzielić ze względu na dowolną zmienną: wiek, płeć, poglądy polityczne i filozoficzne, zamożność, iloraz inteligencji i temperament. Po prostu mam wrażenie, że większość z tych podziałów jest pozbawionych sensu.

Osobiście uważam, że największe znaczenie ma zdolność do wprowadzania w swoim życiu zmian.

Jest takie niesprawiedliwe powiedzenie, że kobiety przypominają małpy – nie puszczą jednej liany dopóki nie złapią kolejnej.

To nieprawda. Wszyscy mają swoje liany. Te liany mają imiona i nazwiska osób, za którymi kiedyś szaleliśmy, ale gorące uczucia zastąpiło już tylko przyzwyczajenie i ukrywana niechęć. Są sytuacjami, które nam nie odpowiadają, ale zamiast je zmienić, wbijamy wzrok w ziemię. Są też stanowiskami pracy, w których utknęliśmy, ale zbyt sprawnie produkujemy wymówki, żeby kiedykolwiek zmienić je na lepsze.

Wszyscy też mają w sobie strach przed puszczaniem liany, na której wiszą i rzuceniem się przed siebie z nadzieją, że w odpowiedniej chwili złapią następną.

W tym zakresie ludzie różnią się tylko tym, że 98% z nich ten strach paraliżuje, więc zamiast widzieć szansę na rozwój w puszczeniu swojej gałęzi podczas gdy inni widzą ją w tym, że sąsiadowi się nie uda.

Zmiany są ciężkie

Intuicyjnie może wydawać się, że problem tkwi w okolicznościach zewnętrznych takich jak: sytuacja na rynku, brak pieniędzy albo brak odpowiednich znajomości. W końcu nawet najlepsze pomysły wymagają odwagi, samotności, pójścia pod prąd i zmierzenia się ze swoimi słabościami. Mają one swój ciężar, który trzeba udźwignąć, a to dźwiganie boli, kosztuje i nigdy nie wiadomo, czy będzie się opłacać.

Tylko fakt, że zmiany są wyczerpujące, wciąż nie tłumaczy tego, że do zmiany zdolne są tak różnorodne osoby, jak te z plecakami trudnych doświadczeń, introwertycy, ekstrawertycy, ludzie urodzeni w małych miejscowościach i mieszkańcy stolic.

Dlatego mam na ten temat inną teorię…

Dwa rodzaje motywacji

Najczęstszą i najbardziej przekonującą wymówką na pytanie: „Masz tyle pomysłów. Dlaczego nic z nimi nie robisz?” jest zdanie: „Brakuje mi motywacji”. Tylko że poziom motywacji jaki mamy jest mniej więcej taki sam każdego dnia. Problem w tym, że możesz mieć motywację do podejmowania działań albo do tego, żeby ich nie podejmować i zamiast tego zorganizować grilla, kupić sześciopak Leżajska z Biedronki i poczekać.

W większości osób wygrywa motywacja do tego, żeby nic nie robić, a wygrywa dlatego, że nie ma żadnej przeciwwagi.

Jeśli wyobrazisz sobie swoje 30000 dni, jakie masz do wykorzystania jako olbrzymią wagę, to na jej jednej szali znajduje się to, co masz i co przeżyłeś, a na drugiej to, co jeszcze przed tobą.

Kiedy wymykasz się spod rodzicielskiego klosza i wchodzisz w dorosłość to każde drzwi jakie otwierasz wydają się drzwiami do Narni. Chcesz doświadczyć jak najwięcej. Wrzeszczeć na Juwenaliach, skakać z klifu na Majorce, zaryzykować i powiedzieć „Kocham Cię” jako pierwszy, zrobić tatuaż, założyć firmę albo pojechać na konferencję dla 5000 osób, poznać swojego idola, przybić mu piątkę i zrobić z nim sobie selfie.

Dopóki ta szala waży więcej to jesteś w trybie zdobywania, starania się, gonienia za możliwościami i patrzenia w gwiazdy z przekonaniem, że nigdy już nie będą świecić tak jasno.

Problem w tym, że im więcej masz lat tym więcej rzeczy przekładasz z szali „To mnie czeka” na szalę: „Już za późno”. Zauważasz wtedy, że już nigdy nie pocałujesz dziewczyny po raz pierwszy, nie upijesz się po raz pierwszy, nie dostaniesz się pierwszy raz na studia, nie zaczniesz po raz pierwszy kariery, ani nie wyjedziesz z rodzinnego domu z myślą, że już teraz wszystko będzie inaczej.

I właśnie wtedy zaczyna wygrywać w tobie motywacja do tego, żeby nic nie zmieniać. Patrzysz na wszystkie drzwi, jakie masz przed sobą i nie wierzysz już w Narnię tylko w podatki, rozwody, rachunki i dedlajny.

Zmiany są też pociągające

Osoby będące najdłużej młode to te, które wciąż mają po co żyć i w wieku 75 lat robią licencję na latanie szybowcem. Takim ludziom powinno stawiać się pomniki ze złotymi tabliczkami i podpisami: „Genowefa w wieku 86 lat nauczyła się tańczyć flamenco”, „Konrad, lat 79, napisał swój pierwszy scenariusz”, „Aleksander Doba, w wieku 67 lat przepłynął kajakiem Atlantyk”.

Większość osób patrzy na nie i z jednej strony podziwia, ale z drugiej strony puka się wtedy w czoło i pyta: „Po co oni to robią, skoro zaraz umrą?”. Nie przychodzi im do głowy najbardziej oczywista odpowiedź – robią to właśnie dlatego, że już nie żyją w poczuciu własnej wieczności.

Tacy ludzie wiedzą trzy ważne rzeczy:

Po pierwsze, że kiedy na czymś się skupiasz nadajesz temu znaczenie. Dlatego kiedy tak kurczowo trzymasz się swojej liany patrząc wyłącznie na to, co masz, to nie widzisz tego, co możesz mieć.

Po drugie, że życie polega na ciągłym ruchu i być może jest tak, że umieramy właśnie wtedy, kiedy stwierdzamy, że wykorzystaliśmy już wszystkie swoje pierwsze razy.

Po trzecie, że żeby żyć odważnie nie musisz być pozbawiony strachu. Musisz mieć tylko świadomość, że masz więcej do zyskania, niż do stracenia, bo bez niej strach ciebie pożre i wypluje.

Najlepsze w tym jest to, że ZAWSZE masz więcej do zyskania, niż do stracenia. Jeśli odrzucimy nasze wymówki i spojrzymy przed siebie to zobaczymy niekończący się ocean pierwszych razów. Te, które zazwyczaj przeżywamy znajdują się tylko przy samym brzegu. Zawijamy spodnie, wchodzimy do tego oceanu po kolana zgarniając najbardziej dostępne szanse. Wtedy zawracamy, a przez resztę życia już tylko czytamy o ludziach, którzy oddalili się od brzegu.

Mając kilkanaście lat, czytałem książki Josepha Hellera. W jednej z nich jeden z bohaterów mówił, że planuje być nieśmiertelny, a kiedy ktoś pytał: „A co jeśli ci się to nie uda?”, on uśmiechał się i odpowiadał: „To umrę próbując”. Dla takiego nastolatka jakim byłem, był to wyraz swobody, luzu i dowcipu o niebo lepszego, niż 90% stand-upów.

Teraz rozumiem to tak, że nawet jeśli czegoś nie osiągniesz to nie oznacza to, że masz przestać próbować.

Mając książkę pod tytułem „200 najpiękniejszych miejsc na Ziemi”, jest bardzo prawdopodobne, że nie zobaczysz nawet połowy z nich. Nigdy nie prześpisz się ze wszystkimi pięknymi kobietami, ani nie przeżyjesz wszystkich miłości. Nie przeżyjesz nocy pod namiotem, pod każdym odcieniem nieba. Nie zaprzyjaźnisz się ze wszystkimi ludźmi, z którymi mógłbyś to zrobić. Nie spróbujesz wszystkich potraw, ale pewnie zjesz jeszcze 1500 schabowych. Nie zdobędziesz całej dostępnej wiedzy. Nie przepijesz całej wódki i nie zarobisz wszystkich pieniędzy. Możliwe, że nie zobaczysz wszystkich zachodów słońca, ani nie zamieszkasz w każdym miejscu, w którym chciałbyś żyć, bo jest ich zwyczajnie zbyt dużo.

Może nie zrobisz żadnej z tych rzeczy, ale czy jest lepszy sposób, żeby przejść przez życie, niż próbując tego dokonać?

Dodaj komentarz

62 komentarzy do "Jakie pierwsze razy masz jeszcze przed sobą?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anna Malinowska
Gość

Dzisiaj puściłam lianę. Dzięki Volant, dodajesz siły i pokazujesz, że może zwyczajnie… warto zaryzykować:) Szczególnie jeśli twoja liana jest już spróchniała, wyschnięta.

Marcin Łopatka
Gość

pewnie już trzymałaś się innej;)))

Alexandra
Gość

Zdecydowanie jeden z lepszych Twoich tekstow. Zgadzam się ze wszystkim. Osobiscie też uwazam, że warto wierzyć że najlepsze dopiero przed nami. Próbować i się nie poddawać. Nawet porażki to tylko część przygody.

niezdecydowana
Gość

Do odważnych świat należy, czyż nie? :> Super tekst ! :)

Agata Gołaszewska
Gość

A może czasami warto przystanąć, wsłuchać się w siebie i docenić to, co się ma. Nie gonić św. Gralla, tylko dostrzegać piękno tego, co się posiada, gdyż w pogoni za utopią możemy stracić to najważniejsze.

Cyniczny
Gość

Rzecz o której nigdy się nie mówi w takich typach tekstów, brawo!

Agata Gołaszewska
Gość

Dziękuję! Miłego dnia.

Barbara
Gość

Takie dokladnie jest przeslanie ksiazki Paulo Coelho „The Alchemist”.

Kam
Gość

Bardzo dobry komentarz, czasem usilna potrzeba zmiany i przygody zostawia za sobą poranionych ludzi.

Rosemadder
Gość

Mój tata niedawno miał operację, wstawiano mu bypasy, po leczeniu stał się innym człowiekiem i kupił sobie Mercedesa. Na pytania znajomych, dlaczego to zrobił, przecież jest tyle lepszych, tańszych samochodów, odpowiadał: „Nigdy nie jeździłem Mercedesem, a zawsze chciałem, problemy ze zdrowiem uświadomiły mi, że nie jestem wieczny, po co, więc miałbym odkładać kupno wymarzonego samochodu?” Ludzie mówili, że dobrze, ale przecież to auto musiało być drogie, na co mój tata stwierdził: „W trumnie nie ma kieszeni!”

Teodora Dostojewska
Gość

Wszyscy sfrustrowani i znudzeni biją brawo autorowi puszczając swoje liany.

Cortez
Gość

Wszyscy pewnie nie. Uda się tylko nielicznym. Ale nawet jeśli będzie to tylko kilka osób, jednostki, to czyż nie będzie to coś pozytywnego? Czyż nie dla takich ludzi pisze swojego bloga autor?

Teodora Dostojewska
Gość

Puścić się uda się tylko nielicznym?
Puszcza się ten, kto ma okazję (np.do zdrady).
Kobiety! Nie bądźcie małpami! Puszczajcie się!
Skosztujcie jak smakuje pierwsza zdrada!
Zachęca sam autor…
Czyż nie?

P.s. Myślę, że autor po prostu pisze nie przejmując się kto będzie czytał jego teksty.

Volant
Gość

Nie i nie mam pojęcia gdzie w tym tekście wyczytałaś zachętę do zdrady. Wiem za to, że wydajesz się jedyną sfrustrowaną i znudzoną osobą, która wypowiedziała się pod tym tekstem.

Teodora Dostojewska
Gość

„Wydajesz się(….)”
Dobrego słowa użyłeś!
Dokładnie: ja się tylko taka Tobie wydaję.
:)

Uwaga, tłumaczę łopatologicznie:
1)Kiedy piszę o „puszczaniu” to jest to zabawa słowem (co najmniej duznacznym)
2)Gorąco zachęcasz do „pierwszych razów” (żeby tylko nam samym było dobrze) nie biorąc pod uwagę efektu jaki te „pierwsze razy” mogą wywołać u osób w naszym życiu ważnych.
Zdrada to przykład dość ekstremalny, przyznaję.

Volant
Gość

Dlatego użyłem słów „wydajesz się”, bo nie wiem, jaka jesteś i jakie masz intencje :) Fajnie też, że tłumaczysz wszystko łopatologicznie, ale mam wrażenie, że na siłę próbujesz dopasować mój tekst do swoich prywatnych założeń. W którym miejscu napisałem, żeby nie brać pod uwagę efektów jakie pierwsze razy wywołają w życiu ważnych dla nas osób?

Teodora Dostojewska
Gość

A gdzie napisałeś żeby brać?
:)
Miłego dnia!

Volant
Gość

Nigdzie, więc dlaczego piszesz, że zachęcam do tego, żeby nie brać ich pod uwagę skoro nie wypowiadam się na ten temat? („Gorąco zachęcasz do „pierwszych razów” (żeby tylko nam samym było dobrze) nie biorąc pod uwagę efektu jaki te „pierwsze razy” mogą wywołać u osób w naszym życiu ważnych.”) Wcale do tego nie zachęcam.

Teodora Dostojewska
Gość

Celem moim nie jest dochodzenie kto ma rację.
Lubię postrzegać i przedstawiać zagadnienia w sposób wielowymiarowy.

Jeśli mowa o zachęcaniu to przyznaję że jest to mój własny wniosek.
Najnowszy Twój tekst odebrałam jako zachętę do podejmowania działań prowadzących do zmian bez oglądania się na konsekwencje.

Teodora Dostojewska
Gość

….na NEGATYWNE konsekwencje w życiu naszym i innych

Rosemadder
Gość

Ale zmiany dokonujemy wtedy jeżeli nam jest źle, żeby było nam lepiej, a nie dlatego, że jest nam dobrze, więc decydujemy się na zmianę, żeby było nam gorzej. Owszem ryzykujemy, że coś pójdzie nie tak, ale jeśli i tak cierpimy, zmiana jest potrzebna, aby się z tego cierpienia wyrwać.

diabel
Gość

Teodora Dostojewska
Gość

Śliczny jesteś!
;)

Łukasz
Gość

Teodora, co Ty ćpiesz? :D

Teodora Dostojewska
Gość

Always Coca-cola
Od dwóch dni
Lekarz polecił
Na nudności
Muszę rozszyfrować skład
Czyżby ukrywała się tam koka?

Lenta
Gość

Czym jest dla Ciebie zdrada?
Pozdrawiam.

Teodora Dostojewska
Gość

Zdrada?
Skok na bungee
Oh yes!
I can do it!
Jest zajebiście!
I ta adrenalina!
Tylko co potem?

Lenta
Gość

Dobra ripista:)
Co potem? Możesz sobie w końcu odpowiedzieć – czy tego naprawdę chciałaś/eś? W przeciwnym razie pytanie „jak to jest skoczyć na bungee” męczyłoby Cię i nie dawało spokoju. Kolejne doświadczenie, poznawanie życia i siebie. Choć znajdzie się niewielu, którzy tak na to patrzą…
I coś mi podopowiada, że Ty do nich nie należysz… prawda?
Pozdrawiam.

Teodora Dostojewska
Gość

Nie chciałabym żeby mąż rysował po suficie
Rogami

Lenta
Gość

Rogami?? Po skoku na bungee??

Owner.org.pl
Gość

Życie to proces „puszczania” i bycia perfekcjonistą w lataniu między „swoimi lianami”.

Gosia Ka
Gość

Zmiana to stan umysłu, więc tak jak są 23 letnie Genowefy, szczelnie upakowane w swoim świecie wartości, przekonań i możliwego marginesu odchylenia w rodzaju, a niech tam, pojadę na wakacje w góry, a nie jak od 16 lat do Jastarni, tak i są Genowefy, które w wieku 73 lat jadą na Bali rozkiminiać pilates i świątynie, ponieważ chciały. Fajny tekst, choć to powiedzenie o małpach i lianach słyszałam w odniesieniu do ludzi po prostu :) Liany, strefy komfortu, ech. Można być Fernando Alonso rozwoju duchowego, posiadaczem 5 pólek z Ikei z biblioteką, że sam Brian Tracy by (wyjątkowo) zaniemówił, trzaskać warsztaty i co tam świat oferuje, a oferuje sporo. I potem system rozwala wujek Kazik spod Rzeszowa, jak Ci mówi przy karpiu i makowcu, że w sumie olewa, zawsze chciał te Stany sam zobaczyć, a nie tylko z filmów, no i leci w październiku, trochę wydygany, jeszcze samolotem nie leciał, ale sobie te rozmówki angielskie akurat przepatrzy w 10 godzin, czy ile tam. No i co? No i srogo. Jest tak jak piszesz, strach będzie towarzyszem. Będzie i taka świadomość obciachu, że co ziomy powiedzą i w ogóle, jak się okaże, że kiszka. Ale przede wszystkim będzie to, na czym się skupiasz, co tworzy Ci obrazy w głowie, pompuje Ci krew do żył, a tlen do mózgu. I jak będzie to wizja ogólnej kaszy, to parafrazując klasyka, może czas sobie postawić kilka zajebiście ważnych pytań. Bo nie musi być tak, że to Bali, flamenco czy scenariusz wydarzy się jak transport publiczny przyzna Ci bilet seniora, żebyś za roczną opłatę o równowartości dziennych leków mógł się przejechać do parku miejskiego. Aut vincere aut mori. Napisz więcej o zmianach:) Pozdrawiam serdecznie

Rafal
Gość

To prawda, że wiele osób trzyma się kurczowo jednej rzeczy, ale dlaczego obydwiema rękami? Przecież można jedną puścić i szukać dopiero drugą ręką kolejnej.
Nie trzeba rzucać etatu i zakładać biznesu z dnia na dzień. Można go rozkręcać będąc na etacie.
Nie trzeba jechać od razu do Brazylii, żeby zakosztować podróżowania. Europa jest duża zacznij od niej itd. itd.

Największym problem jest chyba to, że trzeba coś zrobić. Jak to się mawia ,,jest ch%jowo, ale stabilnie” i ta stabilność dobija więcej osób niż nie jeden fuck up. Po takim przynajmniej człowiek wie, że musi się ogarnąć i wiele osób po takich lekcjach dopiero odżywa.
Jak najwięcej lian do chwytania :)

Karolina Czyżewska
Gość

Z jednym zgodzę się szczególnie – zdecydowanie łatwiej puścić tą lianę, kiedy uświadomisz sobie że nie będziesz żyć wiecznie… albo raczej, kiedy życie Ci to uświadomi ;)

entropysphere
Gość

Jest z tym jeden problem – odhaczenie pierwszych razy, które są łatwe, jak np pierwszy pocałunek i pierwszy seks na plaży – nie jest żadnym wyzwaniem. Kiedy się jednak już wykorzysta – pula pierwszych razy wymaga już o wiele więcej wysiłku – można powiedzieć, że rośnie ekspotencjalnie, bo przelecenia najlepszej laski z klasy jest łatwiejsze niż prezelecenie Miss Polonia, podobnie jak jazda na moto 200km/h jest łątwiejsza niż 300km/h, zrobienie konferencji dla 50 osób łatwiejsze niż dla 5000, etc.

Motywację, która pozwala osiągnąć cel po pół roku jest do wypracowania, ale wymagająca 5 lat pracy – wymaga więcej samozaparcia i dyscypliny.

Marzenia Do Zrobienia
Gość

Ciekawe spostrzeżenia. Uważam, że jak ma się cel to trzeba go wypowiedzieć i nazwać najlepiej przed jak największą ilością ludzi, żeby nie było odwrotu. Ja tak robię i na razie jakoś mi to wychodzi. Np. mówię wszystkim, że przebiegnę maraton i zamieszczam filmik na YouTube abym nie mógł się z tego wycofać. Podaję czas realizacji i zaczynam treningi. Jak ktoś sam nie ma silnej woli to musi posiłkować się resztą świata.

entropysphere
Gość

Podbnoz ta metoda jest skrajnie demotywujaca – ogloszony cel juz nie dziala tak jak nie ogloszony. Przynajmniej wg pscyhologow

Cyniczny
Gość

A jeśli puszczenie lniany sprawiło, że poziom zadowolenia z życia zmienił się o 180 stopni na gorsze i nie można powrócić do pierwotnej formy? Zawsze w takich tekstach w stylu „opuść strefę komfortu” jest pokazana jedynie dobra strona medalu, gdy życie nie zapomina o tej gorszej. Ja trafiłem w tą gorszą i próbuje sobie z nią poradzić ale delikatnie mówiąc nie jest zbyt łatwo.

Volant
Gość

Tylko że tu nie ma drugiej strony medalu. Jeśli jesteś w sytuacji, w której nie masz tego, co chcesz to jedyną opcją, żeby to dostać jest zmiana. Wiem, że lubisz przykłady związków, więc ci taki dam – jesteś w dysfunkcyjnej relacji, w której źle się czujesz. Czy przez to, że będziesz czuł się źle jeszcze 10 lat to twoja sytuacja się zmieni? Na 99% nie. To co może prowadzić do zmian to tylko wspólne przepracowanie problemów lub nowy związek, w który wejdziesz z wyciągniętymi wcześniej wnioskami.

Czy to oznacza, że każde puszczenie liany od razu sprawi, że będzie ci lepiej? Nie, bo liany też trzeba puszczać mądrze np. zwiększając prawdopodobieństwo, że sobie poradzisz albo patrząc czy masz przed sobą inne realne opcje. Bez tego można rąbnąć o ziemię.

Problem w tym, że nawet jeśli rąbniesz o ziemię, to nie jest to sygnał, że to była zła decyzja (bo przecież nie chciałeś, żeby było ci tak jak wcześniej przez następne 40 lat), ale że brakuje ci kompetencji, żeby wykorzystać obecne możliwości, więc idealizujesz sytuację, z której się wyrwałeś. Bo tak, bo ci przykro, bo wcześniej było bezpieczniej.

I w mojej opinii to jest najgorsze, co można sobie zrobić, bo wpędza cię to w lęk przed działaniem oraz sprawia, że podkopujesz własne decyzje i uczucia, które cię do nich doprowadziły, zamiast motywować do pracy nad swoimi kompetencjami tylko dlatego, że jest to trudniejsze, niż chciałeś.

Powtórzę jeszcze raz – jeśli coś nie działa, to siedzenie na tyłku tego nigdy nie naprawi. Zmiany przynoszą tylko… zmiany (czasem niewielkie, czasem olbrzymie) i są sytuacje, że żeby znaleźć się w miejscu, w którym chcemy, trzeba zostawić kilka lian (a nie tylko jedną). Nic innego nie działa lepiej.

Cyniczny
Gość

Jasne, ale mówię tutaj bardziej o przypadku w którym „coś” nie wpływało bezpośrednio na poziom zadowolenia/niezadowolenia. Przykładowo mam znajomego, który był z świetną dziewczyną, ale przyjaźnił się z samymi singlami. Przy każdej małej kłótni widział, jak bardzo oni są zadowoleni z tego że są sami. Przy opanowaniu seksualnym spowodowanym stałą partnerką – patrzył na nowe, z którymi jego znajomi wychodzą z klubu. Więc teraz pytanie – problem leżał w ich związku czy w nim samym?

Widzę go, bo zrobił wszystko żeby się rozstać. Minęło naprawdę dużo czasu, a on wspomina ją do tego samego momentu. Bo wydawało mu się, że był nieszczęśliwy przez związek, gdy tak naprawdę był chyba nieszczęśliwy przez samego siebie. Tylko w niektórych sytuacjach trudno to zdefiniować i zdiagnozować.

Volant
Gość

Jasne, rozumiem, ale to nie jest kwestia zostawiania tego, co złe, ale podejmowania nieracjonalnych decyzji. To prawda, że czasem ciężko ocenić w czym leży problem, ale właśnie do tego służy popełnianie błędów. Bez tego nie da się ustalić swojej hierarchii wartości (i np. tego czy ważniejsza jest dla nas opinia kumpli, czy dobry związek). Żal jest naturalny i znaczy: „Hej! Następnym razem bądź mądrzejszy!”.

entropysphere
Gość

Jeśli ktoś nie wie czego chce – to nic mu nie pomoże, ani zmiana, ani siedzenie na tyłku.

Cortez
Gość

„idealizujesz sytuację, z której się wyrwałeś”
Wydaje się że to jest klucz. Szybko zapominamy o tym co było złe, co nas zmotywowało do działania i wprowadzenia zmian. Kolorujemy natomiast czynniki pozytywne, które zostawiliśmy bo były w zdecydowanej mniejszości.

Cyniczny
Gość

A jeśli to nie my jesteśmy odpowiedzialni za zmiany w naszym życiu? Życie nie jest zero-jedynkowe, akurat mówię o dużo bardziej skomplikowanej sprawie.

entropysphere
Gość

Jestśmy odpowiedzialni za całkiem sporo tego co sie dzieje. Zaczynasz z pewną sytuacja startową, ale im jesteś starszy tym więcej w życiu zależy od ciebie i decyzji, które podjąłeś wcześniej.
To co umiesz zależy od tego jak się uczyłeś.
To kogo poznałeś zależy od tego z jakimi ludźmi spędzasz czas, gdzie jak dużo.
Twoje zdrowie zależy w sporym stopniu od tego jak o nie dbasz, ile wypiłeś wódki, jak gówniene jedzenie jesz i ile ćwiczysz.
Twoje finanse zależą od tego ile zarabiałeś i oszczędzałeś wcześniej.
I tak dalej….

Lenta
Gość

Tak, życie jest bardzo skomplikowane. Warto czasem sobie podsumować „gdzie jestem”. Okaże się, że tym co nas blokuje jest po prostu sumą „lęków” w naszych głowach.
A boimy się właściwie o te same rzeczy: dzieci, zdrowie, opuszczenie przez partnera (samotność), kasa (lub praca) i … śmierć.
Czego Ty się obawiasz?
Pozdrawiam:)

entropysphere
Gość

Przykład weganki jest bardzo dobry – ona robiła to dla siebie, czy żeby coś udowodnić innym? Odpowiedz sobie sam.

Zgadzam, się, że zmiana dla samej zmiany jest bez sensu. Natomiast zawsze jest szansa na poprawę, choćby zadbanie o zdrowie, rozwój intelektualny, etc. Osobiście nie znam nikogo, który uważa, że wszystko wokół niego jest ok i niczego nie da sie poprawić.

entropysphere
Gość

Robienie rzeczy z sensem powinno dotyczyć nie tylko zmian, ale wszystkiego w życiu. Zanim pójdziesz do pracy za te 10k/mies to masz jeszcze inne opcje np 12k/mies ale zamiast 8h masz 12h na dobe. I tez musisz wybrać.

Jestem wielkim fanem pojęcia wartość oczekiwana, jeśli jest na plus – tzn warto się za to brać.

Dot
Gość

Trafiłam na ten wpis z polecenia Asi z Wyrwane z kontekstu. Bardzo fajny wpis :) Zapisuję stronę i będę do tego wracać co jakiś czas.

Volant
Gość

Zapraszam :)

Violeta
Gość

Jeden z najlepszych tekstów. Mimo ze całość traktuje o czymś innym końcówka kojarzy mi się z „Więcej niż jedno życie” Krzysztofa Gonciarza.
( https://www.youtube.com/watch?v=X-PXtz0R5ug )

ka
Gość

no to kiedy zrobimy sobie selfie? ;-)

Zośka
Gość

Też uważam jak poprzednicy, że post bardzo trafny i ciekawy.

I faktycznie chodzi o butnego i leniwego konformistę w środku, który rozrasta się w nas z wiekiem. Jednak wiara czyni cuda. Trzeba wierzyć i czuć, że jeszcze nie jeden pierwszy raz przed nami.

Szukać sposobności, możliwości. Łamać schematy, przecierać nowe szlaki, uczyć się nowych rzeczy, może nie od razu zdradzać partnera, choć każdy odpowiada sam za siebie, jednak starać się, na początku nawet na siłę, patrzeć oczami dziecka. Czyli z ciekawością, zadawać dużo pytań i częściej podejmować „ryzyko”. Każdemu takiego rodzaju szczęścia życzę- przy odkrywaniu siebie i świata dokoła :)

Marta
Gość

Trochę mnie zmotywowales tym tekstem. Bo ja się wiecznie boje. I wszyscy dookoła mnie w tym utwierdzają. Mówią, że mogę puścić swoją lianę ale tylko wtedy kiedy będę już trzymać w garści nową, lepszą. A we mnie narasta bunt, lata lecą, ja zmarnowałam juz kilka na robienie tego co nie sprawia mi nawet trochę przyjemności wiec może wystarczy? Dzięki!

M.
Gość

Piękny, piękny artykuł. <3
I budujący dla osoby wręcz uzależnionej od zmian, która od wielu słyszy "ehh, drugiego takiego (…) już nie znajdziesz…".
Dziękuję.

P.S. Mój dzisiejszy, banalny, acz jakże radosny pierwszy raz: salsa. Gdy miałam 5 lat, mama zapisała mnie na tańce latynoskie – pamiętam z tego tylko tyle, że nauczycielka wrzeszczała na mnie ("CZA-CZA-CZA!!!!!!!!"), a ja nie potrafiłam załapać kroku… Przez prawie ćwierć wieku myślałam więc, że mam dwie lewe nogi i się żadnego prawdziwego tańca raczej nie nauczę. Tymczasem dziś kolega wyciągnął mnie na zajęcia, i to na drugi poziom kursu, bo sam już przerobił pierwszy… I, o dziwo, dotrzymałam wszystkim kroku bez problemu. :)

Lenta
Gość

Czy weganka rzeczywiście skończyła przedwcześnie?
Czy Morrison skończył przedwcześnie?
Jak zdefiniować przedwcześnie?
Pozdrawiam:)

Borys Brzechwa
Gość

To że „Wszyscy mają swoje liany.” nie oznacza jeszcze że powiedzenie „kobiety przypominają małpy – nie puszczą jednej liany dopóki nie złapią kolejnej.” jest nieprawdziwe… Wydaje mi się że jest to dość powszechne zachowanie wśród kobiet jak pewnie i mężczyzn. Nie ma też co porównywać tego do rzucenia pracy na kuchni w Mc’Donalds i przeniesienia się do KFC. Przecież w powyższym cytacie chodzi głównie o tą drugą osobę w związku która zostaje kijowo potraktowana… nie wydaje mi się by szef Mc’Donalds po rzuceniu przez Ciebie pracy miałby złamane serce :P Reszta tekstu git

Mariusz Gajda
Gość

Dobry dobór przykładów poparte komentarzami. Fakt, ja w swoim życiu nie chwyciłem zbyt wielu nowych lian. Do tej pory pielęgnowałem stare aby wypuściły pąki. Bo inaczej nazwać nie mogę znalezienie pracy, trenowanie swojego ciała, kupowanie świetnych ciuchów lub zmiana związku. Natomiast teraz swoją lianę puściłem i stoję na czymś utwardzonym. Myślę i uczę się tak samo jak to robią dzieci. Dałem sobie szanse zatrzymania się.
I całkiem przyjemnie jest, zero obaw, strach mnie nie dotyczy („A co jeśli do końca życia będzie tak chujowo?”)
Uczę się gotować. Jak do tej pory nigdy sobie na to nie pozwoliłem. Uczę się angielskiego i matematyki. Pogodziłem się że nie wyglądam na żołnierza oraz, że nie potrzebuje super życia teraz. A wystarczy mi chwila abym mógł od podstaw się zabrać za siebie. Cofam się, i zmieniam kierunek. Co prawda wiem, że nic nie osiągam teraz, ale korekty zawsze kosztują mniej niż drążenie wciąż dziury w węglu, w której się uwalisz i nie będziesz mieć siły aby zrobić coś innego i docenić siebie.
Wyjebali mnie z pracy :)
Najgorsze w tym jest to, że sam tego bym tak nagle nie zrobił. Pomimo że świadomie wiedziałem, że nie chce. Jestem ciekawy ile razy komuś trzeba coś powtarzać aby sam zrozumiał to co i tak siedzi w nim.
Pozdrowienia, z ciepłego krańca świata.

Pestka
Gość

Dla mnie to jest duży problem – poradzić sobie ze świadomością, że tyle ‚pierwszych razów’ już się nie powtórzy. Depresyjna jest ta myśl momentami.

Kamil Dyluś
Gość

Super porównanie z tymi lianami!
W ogóle cały post mega prawdziwy!
Ja zacząłem wychodzić ze swojej strefy komfortu kilka miesięcy temu i w końcu czuję, że żyję!
Ale i tak najlepsze dopiero przede mną :)

Zbuntowana
Gość

Nigdy nie wiadomo, czy zmiana będzie się opłacać. Ja jestem za puszczaniem się lin gdy mam okazje złapać nową i skakaniem na głęboką wodę.Co z tego, ze czasem spadnę na ziemie lub nawet na same dno, wtedy jest od czego odbić się. Zycie jest pełne niespodzianek i warto czasami puścić się liny aby ich doświadczyć. Nie każdy błąd jest błędem, niektóre błędy obracają się w sukces a niektóre mądre decyzje w porażkę. Każda droga życia jest właściwa ale tylko wtedy gdy jesteśmy pogodzeni ze swoimi decyzjami. Parę osób nie do końca zrozumiało przesłanie autora, nie puszczamy liny kiedy jest nam dobrze ale wtedy kiedy jest nam z na tej line źle, czujemy ,ze stoimy w miejscu i dusimy się we własnym sosie. Puszczając line na której jest nam dobrze strzelamy sobie w kolano, tak samo po co doświadczać pierwszej zdrady skoro jest nam dobrze z partnerem, a jeżeli nie jest to może to być bodziec do zmian.

nnatua
Gość

Najważniejsze to trzymać się swoich motywacji i realizować cele w zgodzie z samym sobą. Nie ulec sugestiom ludzi, którzy nawet nie SPRÓBUJĄ chociaż zobaczyć jednego z tych 200 najpiękniejszych miejsc.

Osobiście jestem takim małym diabełkiem w rodzinie. Wciąż i wciąż powtarza się mi: Mieszkanie kup! Ciekawe kiedy odłożysz w końcu coś jak znowu gdzieś jedziesz!
Takie coś może czasami człowieka przygnieść. Ważne żeby jednak pamiętać co MNIE uszczęśliwia a nie ludzi obok, którzy większość swojego życia przeżyli marząc i zazdroszcząc drugim osobom, że je było stać na „szalony” ruch.

Doceńmy to, że teraz są o wiele większe możliwości i nie każdego priorytetem musi być kupienie mieszkanka zaraz po studiach, wysiedzenie ciepłej posadki i kupienie psa. Fajna wizja – ale nie dla każdego i nie w tym samym momencie życia.

Enjoy You life!

Volant super tekst!

wpDiscuz