Ludzie dzielą się na takich, którzy są zazdrośni w związku i to okazują, takich, którzy są zazdrośni, ale posiadają wspaniałą umiejętność wzruszania ramionami i na takich, o których mówi się, że są zazdrośni, bo kochają.

Owszem, czasem się zdarza, że czyjaś zazdrość wynika z miłości. Jednak wśród wszystkim przypadków zazdrości, które widziałem, jest to zaledwie kropla, bo znacznie częściej świadczy ona:

O kompleksach

Pozornie wydaje się w życiu wszystko potrafią załatwić pieniądze lub uroda. Pieniądze przecież rozwiązałyby wszystkie twoje problemy. Kupiłbyś sobie willę nad morzem, założył lokatę i żył z odsetek. A ty dostałabyś nogi Justyny Steczkowskiej i piersi Kate Upton, a wtedy już nigdy nie miałabyś problemów z mężczyznami. Brzmi nieźle, prawda?

Tylko że te założenia nie biorą pod uwagę takiej drobnostki jak charakter. Nie uwzględniają osobistych doświadczeń. Nie liczą się z faktem, że jeśli chcesz poprawić to, co widać, najpierw musisz poprawić to, czego nie widać. Nigdy nie biorą pod uwagę, że bez względu na to, co masz, wciąż możesz czuć się jak bezwartościowe wysypisko wad i braków. To dlatego, kiedy poznaje się ludzi można myśleć: „Ale fantastyczna osoba. Jak ktoś taki może mieć kompleksy?” Wystarczy jednak poznać kogoś lepiej, żeby zobaczyć, że wbrew wszystkim zaletom jakie ma, wciąż może czuć się wewnętrznie gorszy.

Takie osoby zamiast akceptacji noszą w sobie morze kompleksów i w każdej sytuacji widzą zagrożenie. Dlatego dzwonią do kogoś piętnaście razy na godzinę, inwigilują i trzymają w worze bez dna, powody do tego, żeby mieć pretensje o to, że ktoś ma znajomych przeciwnej płci, lubi zdjęcia Emily Ratajkowski, wychodzi ze swoimi znajomymi, potrafi mówić o eks inaczej, niż stosując same wulgaryzmy?

To nie ma związku z tym, że kogoś się kocha. Przyczyna paradoksalnie tkwi w braku miłości. W tym, że nie kochasz tej osoby, którą powinieneś – siebie.

O niezrozumieniu, że zazdrość nic nie buduje

Zazdrość może być uzasadniona. Może jej kolega wcale nie jest tylko kolegą. Może on chodzi ze swoją koleżanką na zakupy tylko po to, żeby kupować jej bieliznę, którą później będzie z niej zdejmował przy świecach. Zdarza się. Tylko, że wciąż nie widzę różnicy między zazdrością opartą na faktach, a zazdrością „profilaktyczną”.

Wiesz dlaczego? Bo opcje są dwie:
1) jeśli ktoś się od ciebie oddala to nie jest to wina tej osoby. Najwygodniej jest powiedzieć: „To wszystko nie moja wina”, ale w związkach niemal każde zachowanie ma źródło w tym, jak ułożyliście swoją relację. Później zbieracie tylko tego skutki.
2) jeśli nie masz powodów do zazdrości, to swoją zazdrością odpychasz osobę, z którą jesteś. Wyjątków tu nie ma, bo czy ktoś słyszał zdanie: „Najbardziej kocham w niej to, że przetrząsa mi kieszenie, robi afery za lajki i ściska za jaja tak mocno, że mam już dość”?

Chcesz mieć szczęśliwe związki? To podstawowe zasady są takie: Jeśli ktoś od ciebie ucieka, to pierwsze, co musisz zrobić, to przestać go gonić. A jeśli ktoś przy tobie jest, to nie sprawiaj, że zacznie uciekać.

W obu przypadkach zazdrość nie pomaga.

O nieumiejętności okazywania miłości w dojrzalszy sposób

Czasem patrzę na osoby, które celowo wystawiają cudze uczucia na próbę i zawsze stwierdzam, że nie chciałbym mieć z nimi kontaktu na stałe. To co one robią to nic innego jak stosowanie marnej protezy. „Ktoś nie okazuje mi miłości, to sprowokuję go do tego zazdrością”.

Byłem w różnych związkach. Tak jak nie wyobrażałem sobie być z kimś chorobliwie zazdrosnym, tak samo nie wyobrażałem sobie związku całkowicie pozbawionego zazdrości. To czego sobie wtedy nie uświadamiałem to że zazdrość ma zaspokajać określone potrzeby: poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia kimś wyjątkowym albo chociaż świadomość, że wszystko między wami jest ok.

Można to osiągnąć na dziesiątki sposobów: spędzając razem czas, mając jak najczęstsze i jak najlepsze orgazmy, okazując komuś wsparcie, mówiąc sobie dobre rzeczy. Problem polega na tym, że żeby to osiągnąć trzeba popracować nad źródłem swojej samooceny, szczerze rozmawiać, zrezygnować z chodzenia cały czas w dresach, nie zamieniać się z księcia i księżniczki w kocmołuchów, ruszyć tyłek z kanapy albo chociaż pokonać swoje opory w łóżku.

Inaczej mówiąc, trzeba sobie uświadomić, że miłości samej z siebie nie ma, tylko się ją stwarza.

Żeby to dostać można też powiedzieć, że Błażej powiedział ci, że masz zajebiste nogi. Łatwiej? Łatwiej, ale wątpię, że długoterminowo lepiej.

O żalu z powodu straconej zabawki

Moja znajoma spotykała się kiedyś z facetem. Siedem lat starszy, miał kwadratową szczękę, włosy uroczo poprzetykane pierwszymi siwymi włosami à la George Clooney i Audi S6. O tym ostatnim wspominam tylko dlatego, że w Polsce wciąż samochód uważa się za symbol powodzenia życiowego. Kiedy się poznali od razu jej powiedział, że kiedyś był zakochany i to tak, że wszystkie piosenki o miłości zaczęły mieć sens. Tylko, że jak już się rozstali to sensu nie miało już nic. Teraz jest więc w takim punkcie, że nie chce przeżywać tego jeszcze raz.

Oczywiście nie przeszkadzało mu to w spotykaniu się z nią, testowaniu wind, dywanów, stołów kuchennych i umywalek, a kiedy już oboje dostali swoje orgazmy mówił: „Strasznie cię lubię, ale znajdź sobie kogoś innego, a ja chętnie zatańczę na twoim weselu”. Wiem, że są kobiety, które nawet uprzejmość biorą za wyraz uczuć, a takie słowa za mieszane sygnały. Tylko że to jasny komunikat, że wspaniale jest mu z nią w łóżku, ale ich związek kończy się zaraz za drzwiami jego apartamentu.

Ona nie miała co do tego złudzeń, więc kiedy poznała „przystojnego bruneta” to dała mu się zaprosić na jedną randkę, a później na kolejne. Co na to właściciel Audi? Że co ona sobie wyobraża?! Że jest jak inne kobiety! Że jak mogła tak go potraktować?! Że on ma uczucia, a ona go krzywdzi!

Można mówić, że to dlatego, że coś do niej czuł, ale to nieprawda. Zrobiło to na nim wrażenie, bo żeby dostać czyjeś zainteresowanie wystarczy zabrać mu swoje. Zaczął być zazdrosny nie z miłości, ale dlatego, że nic nie boli tak bardzo, jak uświadomienie sobie, że jest się zastępowalnym. Że nie jest się dla kogoś kimś jedynym i wyjątkowym, ale kimś, kto dzisiaj jest ważny i wcale nie musi być taki jutro.

To była reakcja dzieciaka, któremu ktoś zabrał zabawkę, o której nie pamiętał i nie lubił się nią nawet bawić, a on zaczął za nią płakać. Nie dlatego, że była dla niego ważna, ale dlatego, że była jego.

I jeśli warto się czegoś nauczyć, to tego, żeby nie brać takich reakcji za miłość. Bo miłość nie jest wtedy, kiedy się o kogoś boisz, karmisz się nadzieją albo szukasz kogoś, kto naprawi twoje życie i sprawi, że będziesz czuć się tak, jak w dzień kiedy świeci słońce i czujesz nadchodzącą wiosnę.  Miłość nie jest wtedy, kiedy oceniasz to, jaki ktoś mógłby być, zamiast to, jaki jest. I nie jest wtedy, kiedy chcesz mieć w kuchni więcej, niż jeden kubek, w łazience więcej, niż jedną szczoteczkę i w łóżku kogoś, do kogo możesz się przytulić, kiedy kaloryfery się zapowietrzą.

Miłość jest wtedy, kiedy już masz w swoim życiu to, czego potrzebujesz, ale chcesz się tym dzielić z kimś jeszcze.

Moja nowa książka JEST JUŻ DO KUPIENIA!

PORADNIK O TYM JAK PLANOWAĆ, REALIZOWAĆ CELE I ŻYĆ MĄDRZEJ DŁUGOTERMINOWO

"Projekt Przyszłość" to ponad 450 stron praktycznej wiedzy o wprowadzaniu zmian, wykorzystywaniu szans, wybieraniu priorytetów i przekuwaniu ich w harmonogramy pracy, które pomogą ci zbudować lepsze jutro.

 

Tylko w przedsprzedaży (9.09-8.10) każda książka jest sprzedawana z autografem i z darmową wysyłką!