Kiedyś mojego kumpla zostawiła dziewczyna. Przez pierwszy tydzień mówił, że nie wybaczy sobie, że zamiast być facetem zachowywał się jak cipka. Dwa tygodnie później zastanawiał się, jak ją odzyskać. Miesiąc później mówił, że zaproponował jej spotkanie, ale powiedziała, że to definitywny koniec i nie chce się z nim widzieć. Pół roku później poszliśmy do klubu. Spodobał się uroczej, skąpo ubranej blondynce, której język miał już wkrótce poczuć w swoich ustach. Po wyjściu z klubu powiedział:
– Była fajna, ale wiesz, nie mogę zapomnieć o Kasi.
Po czym włączył facebooka i zaczął z zaangażowaniem przewijać jej tablicę.

Miałem ochotę uderzyć go otwartą dłonią w twarz i powiedzieć to, co najchętniej powiedziałbym każdej takiej osobie: „Jak ujebało ci rękę to musisz nauczyć się żyć bez niej. Jak zostawiła cię dziewczyna to żyj bez niej. Jak matka nigdy nie powiedziała ci, że jest z ciebie dumna, a ojciec nie dorósł do swojej roli, to idź i im to wygarnij, a później żyj dalej”.

Wiecie w czym jest problem? Nie w tym, że ludzie cierpią albo że noszą w sobie otwarte rany. Między innymi na tym polega życie i nie trzeba być Schopenhauerem, żeby to zauważyć. Problem jest w tym, że nie dają sobie szansy na to, żeby te rany się zagoiły. Mówią, że chcą zapomnieć, ale brutalna prawda jest taka, że mózg nie rozumie polecenia: „Zapomnij”. Im bardziej chcesz zapomnieć, tym bardziej pamiętasz. Jeśli powiem ci, żebyś zapomniał tabliczkę mnożenia to zapomnisz, że 6×6 to 36? Jeśli przestaniesz chodzić w miejsca gdzie widywałeś cyfry to czy zapomnisz jaki jest wynik? Czy jeśli nie będziesz mijać szkół, zaczniesz pić i nauczysz się malować pejzaże to przestaniesz umieć dodawać?

Absurdalne, prawda? Tak samo absurdalne są rady dotyczące zapominania o eks.

Historia Aaarona Bleayearta

Tej absurdalności doświadczył Aaron Bleyaert, który w lutym 2015 roku podzielił się historią o tym, jak przeszedł metamorfozę z typowego miśka w ważącego 36 kilogramów mniej, wysportowanego, atrakcyjnego gościa. W swoim wpisie zawarł cztery rady.

Po pierwsze, zero piwa.

Po drugie, kontroluj wielkość spożywanych porcji jedzenia.

Po trzecie, daj sobie złamać serce, a właściwie daj je sobie roztrzaskać na drobniutkie kawałki przez dziewczynę, która nigdy cię nie kochała, nigdy nie będzie cię kochać i o której nie możesz zapomnieć.

Jego eks była dla niego tym, czym jest Coca-Cola dla Jacka Danielsa, więc chcąc o niej zapomnieć, zaczął chodzić na siłownię, słuchał Slayera i ćwiczył tak, jakby chciał umrzeć. Obserwował jak jego życie kurczy się do czterech rzeczy: 1) pracy 2) siłowni 3) posiłków 4) snu. Patrzył na panoramę miasta i biurowce z zapalonymi światłami z przykrą świadomością, że są one puste, a on jest samotny i nieszczęśliwy. Przy okazji słuchał też historii o swojej eks, która pieprzyła się z kim popadło, podczas gdy on marnował swój czas słuchając piosenek Taylor Swift, a kiedy spotkał ją z nowym, wyższym, przystojniejszym i bardziej zaradnym facetem to czuł się jak gówno.

Zapomnij vs Pozwól temu odejść

Jest idea, że słowa jakimi się posługujemy wpływają na sposób w jaki myślimy, a języki odzwierciedlają typowe cechy narodów. To dlatego w amerykańskich filmach, kiedy jakiś dzieciak z trudem i poświęceniem osiąga swój cel słyszy: „You did it!”. Zrobiłeś to! W polskich tłumaczeniach zwykle pojawia się zamiast tego: „Udało ci się”. Już tego nie zrobiłeś. Po prostu ci się udało. Nie zasłużyłeś na to. Nie zapracowałeś. Miałeś farta.

Podobnie wygląda sprawa zapominania. Tam nikt nie słyszy: „Zapomnij”. Zamiast tego słyszy: „Let it go”, czyli mechanicznie tłumacząc: „Pozwól temu odejść”.

To wyrażenie wali prosto między oczy – wszystko, co jest częścią twojego życia, jest w nim, bo nadajesz temu wartość. Zamiast pozwolić temu odejść robisz w swojej głowie szufladkę z napisem: „Chujowe doświadczenia, których nie chcę się pozbyć”. Nie idziesz do przodu, bo zamiast postawić kropkę, stawiasz same przecinki i babrasz się w przytłaczającym uczuciu porażki.

Zawsze wyobrażam to sobie tak, że w obu dłoniach trzymamy sznurki.

Te, które mamy w prawej ręce prowadzą do baloników wypełnionych helem, które są kolorowe i radosne. Unoszą się nad nami i są wypełnione dobrymi wspomnieniami, planami, ciepłymi uczuciami i tym, co dobrego ma nas jeszcze spotkać. Jeśli jest ich wystarczająco dużo to unoszą nas do góry.

W lewej ręce też mamy sznurki, ale na ich końcach są uwiązane kamienie o różnej wielkości. Czasem są tak małe, jak te, które wpadają do butów. Czasem są średnie, a czasem wielkie. Wtedy ciągniemy je za sobą powłócząc nogami. Z każdym krokiem jest coraz ciężej, więc wpadamy na pomysł, że gdyby ciągnąć je dwoma rękami to byłoby łatwiej. Wypuszczamy więc balony z helem i ciągniemy kamienie dwoma rękami, ale im więcej poświęcamy na to energii, tym jest ciężej. W końcu siadamy na gołej ziemi i chowamy w rękach twarze.

Higiena psychiki to nic innego, jak wybieranie sznurków, które chcesz trzymać – wolisz te, które podnoszą cię do góry, czy te, które zginają się w pół. Większość ludzi zamiast zostawić swoje kamienie, tylko pyta jak o nich zapomnieć, a zapomnieć się o nich nie da, bo są częścią naszej historii. Można je tylko puścić.

Zmiany wymagają czasu

To wcale nie znaczy, że to jest łatwe. Aaron Blyeaert tygodniami chodził na siłownię i nie czuł się nawet trochę lepiej, ale któregoś dnia zobaczył na siłowni Melissę. Była seksowna i ćwiczyła obok. Mijali się przez jakiś czas, jej twarz nie zakryła w jego głowie wspomnienia eks. Zaczął słuchać Springsteena. W końcu zaczęli się niezobowiązująco spotykać. Jednego wieczoru wytłumaczyła mu, że te puste biurowce nie są smutne, bo symbolizują osoby, które wróciły do domów, żeby spędzić czas z ważnymi dla siebie ludźmi. Patrzył wtedy na nią, na tle setek punkcików światła i czuł gulę rosnącą w środku jego piersi.

Po dwunastu miesiącach wylewania z siebie potów, doszedł do wniosku, że w tym wszystkim nie chodziło o zbędne kilogramy, ale o cierpliwość i wiarę w to, że wszystko powoli zmieni się na lepsze. Napisał: „Bądź co bądź zmiany wymagają czasu, ale czas to wszystko czego potrzebujesz.”

Dokładnie tak jest z tymi sznurkami, do których uwiązane są nasze bolesne doświadczenia. Nawet jeśli je puścisz, wciąż będziesz wyczerpany, twoje pozdzierane do krwi ręce będą pulsować bólem, a kamienie wciąż będą leżeć obok. Jednak wystarczy, że przestaniesz je za sobą ciągnąć, żeby ból zaczął ustępować, a te kamienie stawały się coraz mniejsze i wciąż ważne, ale już tylko jako element przeszłości, a nie teraźniejszości.

Bez względu na to, ile to potrwa w końcu zawsze nadchodzi dzień, w którym uświadamiasz sobie, że było warto. Wystarczy pozwolić odejść temu, co cię niszczy i żyć dalej. Tylko tyle.


P.S. Czwarta rada Blyeaerta to: „Przestań pić sok – ma za dużo cukru.