Czy kobiecie wypada zrobić pierwszy krok?

Czy kobiecie wypada zrobić pierwszy krok?

Współczesne kobiety mają torebkę Korsa, w torebce iPhone’, w iPhonie instagram, a na instagramie wyretuszowaną wizję nowoczesnego życia, ale to wcale nie gryzie się z ich pytaniami o to, czy kiedy spotkają cudownego bruneta to wypada im zrobić pierwszy krok.

Zazwyczaj stwierdzają, że nie wypada. Uważają, że to nie ich problem albo boją się, że zostaną źle odebrane. Zwykle kończy się to tym, że przez połowę młodości czekają na mężczyznę, który zatrzęsie ich światem, a przez drugą połowę płaczą, że takich mężczyzn już nie ma.

Odpowiedź na pytanie: „Czy wypada kobiecie robić pierwszy krok?” brzmi: „Jasne, że tak!” i to wcale nie dlatego, że tak mówię, ale dlatego, że:

Nawiązywanie relacji to czynność dwustronna

Na studiach miałem koleżankę. Karolina lubiła być zdobywana. Była jedną z tych dziewczyn, które z dumą mówią: „Ja nigdy nie piszę pierwsza”. Na trzecim roku studiów zaczęła spotykać się z Konradem – wysokim studentem medycyny ze smukłymi palcami i bujną fryzurą. Chociaż zależało jej na nim bardziej, niż na kimkolwiek wcześniej, to wciąż trzymała się swojej żelaznej zasady o tym, że nigdy nie odzywa się pierwsza. On pisał do niej, dzwonił, proponował spotkania przez trzy tygodnie, a później po prostu przestał. Karolina była zdruzgotana. Nie poszliśmy więc na ćwiczenia, a ona opowiedziała mi całą historię i zapytała:
- Dlaczego on mi to zrobił? Dlaczego bawił się moimi uczuciami i chociaż nie napisał, że to koniec? Przecież to tylko sms!
- Skoro to tylko sms to dlaczego nigdy wcześniej sama do niego nie pisałaś? – zapytałem.
- Bo to zawsze była robota faceta.

Otóż, wyjaśnię ci to tak, jak wyjaśniłem to jej – to nigdy nie była robota wyłącznie faceta. Nawet w okresie panowania królowej Wiktorii w Anglii, który przeszedł do historii jako czasy największego rygoryzmu obyczajowego, kobiety nie przestały podejmować prób poznania kogoś. Nie mogły tego zrobić wprost, ale zamiast tego upuszczały chusteczkę, dzięki czemu dżentelmen miał pretekst, żeby ją podnieść i zacząć rozmowę.

To było 150 lat temu. Kobiety nie miały praw wyborczych, ruchu feministycznego, dostępu do stanowisk publicznych i możliwości swobodnego studiowania, a paradoksalnie robiły więcej, niż współczesne kobiety, które instalują Tindera, ocierają pot z czoła i mówią: „Zrobiłam co mogłam”. One były doskonale świadome tego, że nawiązywanie relacji to czynność dwustronna, więc upuszczały chusteczki i dawały sobie szansę na poznanie kogoś, kto wydawał się interesujący.

To ty jesteś odpowiedzialna za swoje szczęście

Kobiety mają głowy pełne tego, co rzekomo według innych powinny robić: być skromne, być grzeczne, być cierpliwe, udawać orgazmy i równie mocno udawać, że uwielbiają piec jagodowe ciasta, mimo że wolałyby rzucić na grilla porządnego steka. Tylko że to są brednie. Nie wierzysz? To spójrz na osoby, które ci wpajały te przekonania i zadaj sobie pytanie czy zamieniłabyś się z nimi życiami. Założę się, że nie. Cudze przepisy na życie zadziwiająco często okazują się przepisami na zakalce, a z im bardziej bezkompromisowych poglądów się składają, tym ten zakalec jest większy.

Masz 18 lat? Możesz wziąć kredyt hipoteczny? Możesz wyemigrować do Australii i urodzić dziecko? To czy nie nadeszła najwyższa pora, żeby stwierdzić, że jesteś odpowiedzialna za swoje szczęście?

To nie będzie związek tego faceta. Będziecie w nim oboje, więc walcz o swoje, nawet jeśli wydaje się to niezgodne z zasadami społecznymi. Z zasadami społecznymi nie zamówisz pizzy, nie zanurkujesz pod kołdrę i nie będziesz się do nich przytulać.

I pisząc to nie namawiam cię do tego, żebyś podawała się komuś na tacy w bieliźnie z Intimissimi. Chcę ci tylko powiedzieć, że ty też masz i powinnaś mieć wpływ na to, czy ta relacja powstanie i jak będzie wyglądać, a przerzucanie na mężczyznę 100% odpowiedzialności za relację jest absurdalne. Możesz przez następnych czterdzieści lat mówić: „Prawdziwy facet powinien blablabla” i słyszeć w odpowiedzi tylko: „A niby dlaczego to ja powinienem?”. Takie przerzucanie się swoimi zasadami donikąd nie prowadzi. Działa tylko jedna zasada – każdy jest sam odpowiedzialny za swoje szczęście, a skoro tak, to powinien do niego dążyć bez zrzucania tego obowiązku na innych. Jak chcesz iść do kina to też nie czekasz aż ktoś ci to zaproponuje tylko kupujesz bilet. Dlaczego więc jak chcesz kogoś poznać uważasz, że wystarczy siedzieć i pachnieć?

Nie ma faceta, który pomyśli o tobie źle, jeśli zrobisz pierwszy krok

Kobiety zbyt dużą wagę przywiązują do prostych zasad.

Nie możesz być za łatwa.
Nie powinnaś płacić za siebie na randce.
Nie proponuj pierwsza spotkań, bo inaczej facet nie będzie cię szanował.

Gdyby szacunek zależał od tak prostych rytuałów to każdy miałby swój pomnik w rodzinnym mieście. Całe szczęście rzeczywistość to szybko weryfikuje. Okazuje się wtedy, że są kobiety, które boją się, że wyjdą na łatwe, czekają 27 dni z seksem, ale kiedy wychodzą do siebie to z miną głodnego psiaka pytają: „Zadzwonisz do mnie?” Są też kobiety, które idą z kimś do łóżka w ciągu trzech pierwszych randek, ale kiedy wychodzą to facet pyta czy się jeszcze spotkają - wtedy ona uśmiecha się jakby wiedziała kiedy świat się skończy i mówi z przymrużeniem oka: „Zobaczę czy upchnę cię w grafik”.

Zgadnij, które mają większe wzięcie i w efekcie lepsze związki.

Wiesz co różni jedne od drugich? Osobowość, standardy, zadowolenie z siebie, przekonanie, że to one kierują swoim życiem. Fakt, że kiedy ktoś się z nimi spotyka to nie ma wrażenia, że całkowicie je podbił, a one straciły swoje zdanie i wywiesiły białą flagę. Kobiety są przekonane, że żeby być w szczęśliwym związku muszą mieć idealną urodę. To częściowo prawda, bo uroda ogromnie pomaga, ale jednocześnie przysłania to, że żaden facet nie potrafi na dłuższą metę być z kobietą, której nie szanuje.

To dlatego żaden facet, który ma IQ na tyle wysokie, żeby nie pić wody z kibla, nie pomyśli o tobie źle dlatego, że przejęłaś inicjatywę. Może pomyśleć o tobie źle jeśli będziesz chciała go ograniczać, jeśli okaże się, że nie przeczytałaś ani jednej książki albo jeśli będziesz uzewnętrzniać swoje kompleksy, ale wykazanie inicjatywy zawsze działa na twoją korzyść. Chociażby dlatego, że świadczy o pewności siebie, świadomości swoich potrzeb i umiejętności życia po swojemu. Nie ma wielu kobiet, o których można to powiedzieć, a to przede wszystkim za nimi się tęskni.

Po latach nie ma znaczenia, kto wykonał pierwszy krok

Opowiem ci krótką historię. To było kilka lat temu. Poznali się na imprezie i pomimo, że czuli do siebie chemię to nie było dobrej okazji, żeby wymienić się numerami. Nie wynikało to z tego, że on nie chciał tego zrobić albo nie wiedział jak. Tak po prostu wyszło, bo życie to nie matematyka i nie zawsze wszystkie liczby do siebie pasują. Skończyło się na tym, że pożegnali się i poszli w dwie różne strony. Kiedy on się od niej oddalał czuł, że coś stracił. Nie zrobił jednak dziesięciu kroków, kiedy ona się odwróciła i zawołała do niego, że zapomniał zostawić jej do siebie kontakt. Wpisując jej numer telefonu patrzył na jej wielkie, brązowe oczy i łopoczące rzęsy. Spotkali się tydzień później w mroźny styczniowy dzień, a on znów zobaczył jej łopoczące rzęsy i fioletowe rękawiczki. Spędzali ze sobą tyle czasu, że właściwie od razu ze sobą zamieszkali. Po kilku miesiącach mieszkali już ze sobą oficjalnie.

To historia mojego obecnego związku. Jedna z tych, które nauczyły mnie tego, że każde spotkanie obcych osób to ulotny punkt zwrotny – chwila, kiedy można  „rzucić chusteczkę” i dać komuś szansę ją podnieść albo patrzeć jak te szanse rozpływają się w powietrzu. Sens ma tylko rzucanie chusteczek (o czym piszę z uporem maniaka). Nie zawsze ktoś, kto chce ją rzucić to zrobi, nie zawsze też je podniesie, ale kiedy to zrobi, to mogę zapewnić cie o jednym – po latach nie będzie miało znaczenia czy to on biegł za tobą w deszczu, czy to ty zapytałaś go co robi w piątek.

Wiesz dlaczego? Bo nigdy tego znaczenia nie miało. Znaczenie ma tylko to, co jest później. Początek znajomości jest jak pierwsze zdanie napisane w książce. Cała znajomość jest rozdziałem w twojej biografii i najgorsze, co można zrobić, to rezygnować z całego rozdziału, czekając na idealne pierwsze zdanie.

Dodaj komentarz

42 komentarzy do "Czy kobiecie wypada zrobić pierwszy krok?"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
psychiczna.pl
Gość

Dokładnie tak! Kobiety nie są nauczone odpowiedzialności za własne życie! Tatuś oddaje odpowiedzialność mężowi i od tak przez cały czas czekają na ich decyzje. Nie będziesz od razu babo chłopem czy samicą alpha jak weźmiesz od faceta numer telefonu albo pierwsza do niego napiszesz. W relacji z mężczyznami (tak jak i w każdej relacji) ważne jest, aby czuć się sobą i robić to czujemy, a nie to co wypada. Pomóż swojemu szczęściu, bo może się okazać, że ten magiczny książę na białym koniu sam nie zapuka do twoich drzwi.

Łukasz
Gość

Wiesz myślę że problem leży w tym że niektórzy ludzie (niezależnie od płci) po prostu nie chcą nauczyć się odpowiedzialności za własne decyzje, wybory czy w ogóle życie. Łatwiej jest zrzucać winę na zewnętrzne czynniki niż szukać problemu u siebie a tym bardziej chcieć go naprawić.
Nie na darmo przy praktycznie wszystkich terapiach odwykowych kluczowym jest by człowiek uświadomił sobie że ma problem i chciał coś z tym zrobić.
W sumie zawsze zastanawiało mnie, po co czekać na czyjeś decyzje skoro można wziąć życie w swoje ręce.
„ważne jest, aby czuć się sobą i robić to czujemy, a nie to co wypada” – świetnie powiedziane tylko że to wymaga trochę samozaparcia i pójścia za ciosem… rzekłbym nieoglądania się na to co powiedzą inni.
Pozdrawiam. :)

Katarzyna Weremkooo
Gość

Znam przypadki, że facet takie ciacho i kobiety same robią pierwszy krok, ale w związku takim idzie to ja nie wiem.. ale w 99% masz rację :)
http://prosposoby.pl/

Magda
Gość

Chyba pierwszy raz nie zgodzę z Twoim tekstem… A raczej z uniwersalnością zawartych w nim stwierdzeń. Bo widzisz, od jakiegoś roku (co najmniej) stosuję właśnie zasadę „rzucania chusteczki”. Historie te są do siebie bardzo podobne – poznaję kogoś, czy to jakiegoś nowego znajomego znajomych, czy to na imprezie/ weselu/siłowni czy treningu… Facet mi się podoba, i wiem że ja jemu też – jest kontakt wzrokowy, wymiana uśmiechów, w niektórych sytuacjach nawet zaczątek fajnej rzeczowej rozmowy, wspólny taniec, itd. Zdarza się wymiana kontaktów (i to NIE z mojej inicjatywy). Wszystko jest niby fajnie, a potem nagle bach. Następuje totalna cisza. Więc, jako że nie cierpię na syndrom „księżniczki” która uważa że to rolą faceta jest zagadać – zagaduję ja. Ale w efekcie nic z tego nie wynika – gość albo nie odpisuje, albo odpisuje zdawkowo, „na odczep się”. I to nie jest jeden czy kilka przypadków. To się zdarza ciągle. I właśnie sama sobie zadaję pytanie – czy warto do nich zagadywać? I czuć się potem jeszcze gorzej, po takim zdawkowym potraktowaniu? Przecież gdyby mu chociaż minimalnie zależało, to mając możliwość skontaktowania się – na pewno by napisał? Czy ktoś umie w ogóle wyjaśnić takie zachowanie mężczyzn?

Urszula Mocarska
Gość

Nie potraktuj tego jak złośliwość Magda, ale zastanawiam się czy skoro jest jak piszesz – a więc „to nie jest jeden czy kilka przypadków. To się zdarza ciągle.” – to czy nie popełniasz jakiegoś klasycznego błędu w tych relacjach. Gdyby u mnie coś takiego pojawiało się ciągle, zaczęłabym się mocno zastanawiać na tym czy robię coś zwyczajnie nie tak.

Magda
Gość

Problem polega na tym, że ja nic nie robię :) jest jak w bajce o kopciuszku, jest jakaś tam forma „zaznajomienia się”, jest ogólnie miło, gość bierze namiary (gdybym do tego momentu popełniła ten jakiś błąd to by namiarów nie brał chyba, tak?), a potem „wybija północ”, książę ulatnia się z „balu” i wszystko się urywa. Więc ja decyduję się mimo wszystko zagadać pierwsza – i tu też raczej nie popełniam błędu, bo co jest złego w jakimś prostym zapytaniu typu „co słychać” albo w podziękowaniu za miłe spędzenie wspólnego czasu. W żaden inny sposób się nie narzucam ale i tak nic z tego potem nie wynika, tak jak pisałam u góry. Moja rozkmina polega więc na tym – czy warto się jednak odzywać? Czy ci faceci nie myślą wtedy – „o rany, ta laska ma parcie, trzeba uciekać gdzie pieprz rośnie?” Wydaje mi się, że jednak kiedy facetowi zależy, to zrobi wszystko żeby dziewczynę która mu się podoba zdobyć. A takie metaforyczne „rzucanie chusteczek” może czasem dać żałosny i odwrotny efekt. Nie wiem, tak sobie tylko snuję domysły, w końcu kto zrozumie mężczyzn :)

S.
Gość

Widocznie jeszcze nie trafiłaś na tego, któremu naprawdę na Tobie zależy i tyle.
Tok działania masz słuszny więc nie oczekuj fajerwerków tylko dalej rób swoje. W końcu kiedyś tam się uda. Prawdopodobnie wtedy gdy najmniej będziesz się tego spodziewać.

entropysphere
Gość

Jeśli obecna metoda nie działa to zastosój inną. Zawsze możesz wysłać nawet zwykłe „cześć” SMSem a potem udawać, że to miało pójść do kogoś innego :)

Peter
Gość

Przecież to działa w obie strony. Pół biedy jeśli nie odbiera w ogóle albo nie dochodzi do drugiego spotkania. Prawdziwą stratą czasu są osoby, które spotykają się z tobą ze zwykłej nudy, bo akurat nie mają niczego ciekawszego do roboty (albo nikogo ciekawszego). Trwa to kilka tygodni albo wręcz miesięcy, po czym następuje definitywne szybkie cięcie, gdy tylko sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli (druga osoba wychodzi poza schemat niezobowiązujących spotkań bez oczekiwań). Trzeba żyć z tym dalej.

eM
Gość

No dobrze, to teraz ja. Załóżmy że jestem kobietą. Jestem kobietą w stałym, zatwierdzonym związku. Chcę być zdobywana, jednocześnie dobrze mi z ciepłem kapci. Zapachem jego piżamy którą nosi kolejną noc. Upajam się gdzieś romantyczną rutyną. Wtem zza różowej chmurki dociera do mnie obraz mojego mężczyzny który chce zdobywać, jego instynkt łowcy nadal działa. Z drugiej strony wiem że jemu też dobrze w tej pewnej rutynie, bo chociaż odpoczywa po pracy w domu. To co mnie zastanawia, to kiedy tą rutynę ubogacić, tak żeby nie wyjść na desperata. Kogoś kto nieustannie pracuje nad związkiem. Bo wiadomo że uczucia się czuje a nie tylko wypracowuje. Widzę partnera który chce zdobywać i kobietę która ma ochotę na podryw.
A jednak obydwoje stoją. Są dla siebie oparciem, słodkim ciepełkiem za którym tęskni wiele kobiet i mężczyzn, choć mężczyźni tak się tym nie chwalą.
I gdzieś stłamszeni nadgodzinami, korkami, hałasem za drzwiami, zostają razem na kanapie. Jedzą kolejną późną obiadokolację przy wspólnym stole. Obydwoje pragną tamtych wspólnych pierwszych randek, wyrwania się z kolejnego roku rutyny.

entropysphere
Gość

Możesz wyjść z rutyny kiedy chcesz i zaproponować co chcesz. To twój związek i nikt za ciebie go nie bedzie prowadzic. Wolisz stac – to stój. Całe piękno polega na tym, że możesz wszystko.

Natomiast sformułowanie „żeby nie wyjść na desperata. Kogoś kto nieustannie pracuje nad związkiem” jest całkowitym zaprzeczeniem sensu związku. Po co w nim jesteś, żeby coś udawać? Żeby nie pokazać, że ci zależy? To po cholere ci taki związek???

entropysphere
Gość

To nie tylko kwestia reguł społecznych, ale strachu przed odrzuceniem i smiesznością (kompletnie irracjonalnego). Od czego zaczyna sie szkolenia PUA? Od pokonania strachu przed podejściem i zagadaniem. Więc skoro faceci się tego boja a społeczeństwo nakazuje im sie nie bać to o ile jest to trudniejsze dla kobiet, które takową społeczna wymówkę mają.

Wpis, dobry. Można decydować o swoim życie i relacjach albo pozwolic to zrobic innym.

Volant
Gość

To trzeba sobie tego kogoś odpuścić. Do tańca trzeba dwojga.

Małgorzata
Gość

Volant powiedz mi a gdzie rzucać tę chusteczkę, żeby na dobrą sztukę trafiło. Gdzie się ukrywają, gdzie chodzą, jedzą, bawią się Ci, którzy docenią ten pierwszy krok ze strony kobiety. Bo tak, jak istnieje duża grupa kobiet, która twierdzi, że to nie wypada, istnieje też podobna grupa mężczyzn, którzy czują w tym ruchu desperację. Ale nie w tym wątek, chcę faktów. Gdzie według Ciebie można znaleźć „spoko” facetów, którzy są wolni i czerpią z życia.

S.
Gość

Najlepiej od razu zapytaj o receptę na szczęście. „Jak żyć Panie Premierze, jak żyć?”

Szukaj tam gdzie sama lubisz bywać. Jak lubisz pływać to na basenie, jak lubisz czytać to w bibliotece albo gdziekolwiek ;)

entropysphere
Gość

Raczej tam gdzie bywa docelowy mężczyzna. Jak chcesz intelektualiste to nie gub pantofelka na siłowni :)

S.
Gość

O! Ładnie powiedziane :)

Wojtek D.
Gość

Wcale nie ładnie. Stereotyp po prostu. Na siłownię nie chodzi się po to aby ćwiczyć umysł tylko mięśnie, choć jedno z drugim ma wiele wspólnego. I tak na prawdę nie wiesz co, ten pocący się facet obok, wyciskający kilogramy i sapiący przy tym strasznie, robi kiedy wyjdzie z tej siłowni. Wy, kobiety, też nie chciałybyście aby Was traktowano jak każdą tylko jak jedyną, prawda?
A wracając do pytania gdzie można spotkać tego docelowego to po prostu wszędzie, w sklepie, w KFC, w bibliotece czy na siłowni, tak na siłowni też bywają intelektualiści. Szufladkować jest łatwo bo to proste i nie trzeba się zbytnio wysilać.

S.
Gość

To była metafora a nie zwykłe zdanie twierdzące.

Małgorzata
Gość

„Weź kredyt na mieszkanie, a pod dach na pewno jakiś mężczyzna się przygarnie” o i rym nawet :D

Łukasz
Gość

Droga Małgorzato, ową chusteczkę należy rzucać dosłownie wszędzie. Tak jak niemal wszędzie należy być nastawionym na poznawanie nowych, pozytywnych ludzi. Im więcej razy zarzucisz chusteczkę tym większe jest prawdopodobieństwo na spotkanie fajnego faceta. U nas działa to w ten sam sposób, im więcej razy się przełamiemy tym większa szansa na spotkanie fajnej dziewczyny.
Kluczowa jest kwestia – kogo szukasz.Najwięcej ludzi można poznać zasadniczo w klubach i na siłowniach, rzekłbym że tam to jest najprostsze. W sumie najbardziej doradzam dobre siłownie – bo tam znajdziesz zazwyczaj ludzi pracujących nad swoim ciałem i duchem. Zdarzają się nawet twardziele, którzy urozmaicają swój trening o zajęcia fitness skutkiem czego chodzą na takie zajęcia z dziewczynami.
Tak więc siłownia,kino, teatr,dobry klub muzyczny, imprezy survivalowe i sportowe ( np runmageddon), koncerty, księgarnie, kawiarnie, parki, wszelkiego rodzaju wernisaże, inne kulturalne imprezy. Zależy również co Cię interesuje. Często można spotkać fajnego gościa na totalnym spontanie – czytaj poszłaś na drinka/kawę z koleżanką, koleżanka wyszła na chwilę do łazienki a w tym momencie do Twojego stolika pochodzi ktoś i pyta czy masz chwilkę żeby porozmawiać. Jak będzie odważniejszy to podejdzie jak będziecie obie rozmawiać.
Ciekawi mnie jaka byłaby Twoja reakcja. :)
Ja lubię poznawać nowych ludzi i powiem Ci że tak jak bardzo często faceci odbierają sobie szansę na szczęście nie podchodząc i nie próbując nawet powiedzieć „cześć” tak dziewczyny strzelają sobie z dubeltówki w kolana ( i płaczą potem w poduszkę) rzucając w odruchu obronnym „mam chłopaka” i parę innych sucharów. Niestety przeważającej większości nie chce się albo nie umieją obchodzić tych wymówek. Częściowo się im nie dziwię bo mnie też męczą te gierki.
Jeśli masz jeszcze coś ciekawego do powiedzenia to zapraszam do dysputy. :)
Pozdrawiam.

Małgorzata
Gość

Drogi Łukaszu, wybacz opóźnienie, ale byłam przez jakiś czas offline, a szkoda bo od razu bym odpisała, że podpisuję się pod twoim komentarzem. Zgadza się kobiety też nawalają, też bywają nieśmiałe i bez bicia powiem, że też zbywałam zbyt natrętnych. Każdy kij ma dwa końce. Jednak co do pytania, tak byłabym bardzo zaskoczona, że mężczyzna do mnie podszedł (nie, nie mam kompleksów/ no może mam, ale nie w tym rzecz), bo to rzadkość. Naprawdę tych chusteczek na jednego trzeba rozrzucić tonę na jedną sztukę (uśmiech, zagadać, wepchnąć nr tel w rękę… lub gdzie indziej) i nie chodzi czy jestem mniej lub bardziej atrakcyjna, po prostu dzisiaj nikt na nikogo nie patrzy i nie zauważa, a jak zauważają,to są jakby dopiero co się obudzili i nie wiedzą gdzie są i co robią. Pochłonięci własnymi sprawami, telefonem, ilością powtórzeń itd. nie ma dzisiaj czasu na kontakt. Świata nie zmienię, czasy są jakie są, trzeba sobie radzić i tak. Oczywiście, żeby znaleźć ludzi (nie tylko facetów) odpowiadającym nam trzeba się trochę napracować i tak jak koledzy powiedzieli wcześniej szukać tam gdzie sami lubimy przebywać. Przez długi czas przebywałam we Włoszech i powiem bez ogródek oni też mają problemy z nałogowym używaniem telefonów, ale drugi raz nie trzeba się do nich uśmiechać ( do niektórych to nawet wcale, ale to już inna bajka, tam idą na ilość nie na jakość) Pozdrawiam serdecznie

Łukasz
Gość

Wiesz moim zdaniem jest duża różnica między wyjściem z inicjatywą i byciem natrętnym. :)

„bo to rzadkość”
Zastanawiałaś się może dlaczego tak jest? Kiedyś ludzie w większości poznawali się w ten sposób. Owszem spora część facetów spizdziała i nie potrafią nawet zaczepić spojrzenia i się uśmiechnąć, że już o zagadaniu nie wspomnę… niestety kiedy już jakiś się przełamie to nierzadko słyszy różnego rodzaju suchary w stylu „mam chłopaka” „nie jestem zainteresowana” „wszystkim to mówisz”. Nierzadko potem dziwią się czemu facet nie pociągnął dalej rozmowy i nie próbował się „przebić”. Powiedz mi Ty byś próbowała w takiej sytuacji?

Owszem czasem trzeba multum głębokich spojrzeń, uśmiechów, podejść i rozmów żeby znalezc jedną fajną osobę – swoją drogą zależy gdzie się próuje. Są miejsca gdzie szansę wzrastają a są takie gdzie spadają – a właściwie jedno takie miejsce.

Zgadzam się, ludzie na siebie nie patrzą i cierpią na opisane przez Ciebie przypadłości chociaż ja bym to zrzucił nie tyle na karb czasu a z jednej strony na brak inicjatywy a z drugiej na brak gotowości do poznania fajnych ludzi.
Owszem Włosi mają tę przypadłość że zagadują praktycznie do każdej dziewczyny ( a przynajmniej Ci których spotkałem) nie bardzo myśląc o odpowiedzialności i ewentualnych konsekwencjach. Idą po prostu na żywioł ( świetne i bardzo prawdziwe porównanie co do ilości i jakości). Mankamentem naszych chłopaków ( a przynajmniej sporej części) jest to że za dużo myślą i analizują zamiast podejść i zwyczajnie spróbować.
Z jednej strony to fajnie że chcą jak najlepiej wypaść i im zależy, tyle że zazwyczaj towarzyszy temu jakaś presja i spięcie zamiast normalnej luznej atmosfery, skutkiem czego jak taki usłyszy potem jakiegoś suchara to potrafi wyjść z imprezy (na przykład) i wrócić do domu.

Również pozdrawiam. :)

Małgorzata
Gość

„Powiedz mi Ty byś próbowała w takiej sytuacji?” Wszystko zależałoby od sytuacji, jeśli dziewczyna jest 6 lub w dół na 10 dla mnie (tak jawna dyskryminacja) to może szkoda byłoby mi mojego czasu. Natomiast powyżej można by się już pobawić, ale do tego jest już potrzebna pewność siebie (nie gwiazdorzenie, nie wywyższanie się ponad stan) ale wewnętrzne poczucie własnej wartości, które od momentu wyjścia do świata trzeba w sobie budować, które jest kotwicą wszelkich naszych relacji. Jeśli po paru „mam chłopaka”, facet się naburmusza jak baba, a później pioczy, że kobiety to są s.. i się nie znają, to proszę o czym my mówimy. To jest rynek i żeby się sprzedać dobrze trzeba w to wierzyć. Nie wyglądam jak Sean Connery (człowiek jak wino) ale może mam świetne poczucie humoru, odnoszę sukcesy na polu zawodowym, świetnie pisze lub rzucam toporem na 50 m, wszystko w czym czujemy się świetnie powinno być wyryte na przedniej części czaszki i powinno przypominać: „Tak nie jestem idealny, ale wiem ile jestem wart”.
To jedno, a drugie, znowu wracam do problemów naszych czasów. Nie patrzymy na siebie. Jeśli widzisz, że dziewczyna nie szuka z tobą kontaktu wzrokowego ani nie daje sygnałów, to albo cię nie zauważyła, zauważyła, ale nie jest zainteresowana albo ma poważną wadę wzroku. W każdej z tych trzech opcji jest spora szansa, że facet dostanie kosza i trzeba to przyjąć jako fakt, jak deszcz z nieba i tyle, po prostu nie ta gadka nie do tej dziewczyny, koniec i kropka. I nie ma co się tu użalać nad sobą. Ja osobiście nie znoszę jak facet podchodzi i zaczyna od panienka, maleńka i inne „słitaśne” zdrobnienia, ale to nie znaczy, że inne tego nie lubią. Więc odpowiadając na Twoje pytanie, tak próbowałabym dalej, zresztą zagadywanie to pikuś z tym co może dziać się później. A jeśli facet dostaje ciągle kosza to może czas zastanowić się nad sobą i co robi źle, bo niemożliwe, żeby zadbany facet dostawał ciągle kosza. Pozdrawiam

Łukasz
Gość

Tylko widzisz, bawić w takie gierki potrafi się może z 10% facetów… a lubi się w nie bawić jeszcze mniej. :)
Powiem więcej, czasem nawet najbardziej śmiałym nie chce się zwyczajnie przebijać przez tę oziębłość i swoistą bitch shield – lepiej poszukać jakiejś uśmiechniętej, pozytywnej dziewczyny a królową lodu zostawić samą sobie.
Cieszy mnie, że tak mocno akcentujesz temat pewności siebie – osobiście uważam że jest to umiejętność o której prawie każdy mówi ale stosunkowo niewielu ją posiada ( bez względu na płeć i to co mówią/wydaje się im).
Zgadzam się, że odmowami nie należy się przejmować ( co nie znaczy żeby nie wyciągać wniosków) i próbować dalej.

„Jeśli po paru „mam chłopaka”, facet się naburmusza jak baba, a później pioczy, że kobiety to są s.. i się nie znają, to proszę o czym my mówimy.”
Zgadzam się po raz kolejny, powiedz mi tylko dla kontrastu jak byś opisała kobiety, które non stop dają szansę wiecznym chłopcom a potem narzekają że na takich trafiły? Bo to stosunkowo spora grupa po żeńskiej stronie barykady będąca odpowiednikiem rzeczonych „chłopczyków”. :)

Idąc dalej, patrzeć to jedno, widzieć to zupełnie co innego. Pewnie dlatego wielu ludzi kieruje się kalkulacjami i pozorami zamiast zwyczajnie czasem dać się porwać spontaniczności.

„Jeśli widzisz, że dziewczyna nie szuka z tobą kontaktu wzrokowego ani nie daje sygnałów, to albo cię nie zauważyła, zauważyła, ale nie jest zainteresowana albo ma poważną wadę wzroku. W każdej z tych trzech opcji jest spora szansa, że facet dostanie kosza i trzeba to przyjąć jako fakt, jak deszcz z nieba i tyle, po prostu nie ta gadka nie do tej dziewczyny, koniec i kropka.

Doskonale o tym wiem ale dzięki za przypomnienie. ;)
Tylko widzisz, troszkę za dużo tu analizowania. To co wymieniłaś to esencja tematu – dlaczego faceci coraz rzadziej zagadują nieznajome kobiety. Ktoś pewny siebie ( moim skromnym zdaniem) nie szuka sygnałów ( co nie znaczy że ich nie dostrzega i nie rozumie a co za tym idzie nie potrafi wykorzystać) i nie czeka na nie. Po prostu sam wychodzi z inicjatywą i inicjuje kontakt. Uda się, to się uda – nie to nie. W pracy tez nie zawsze przecież wszystko wychodzi.
W tym leży problem wielu polskich chłopaków – potrafią się gapić godzinę, obserwować, analizować każdy ruch, gest, spojrzenie, myśleć albo spróbować się domyśleć zamiast zwyczajnie spróbować. Co najbardziej bawi mnie to to, że nawet jak się trafi jakaś charakterna dziewczyna ( co wbrew pozorom nie jest zbyt częste), która potrafi zaczepić spojrzenie i się uroczo uśmiechnąć to o zgrozo nie potrafią tego nawet odczytać albo intuicyjnie podejść.

„I nie ma co się tu użalać nad sobą.” – możesz mnie oświecić, gdzie wspomniałem coś o użalaniu się, tudzież nawiązałem do tego? :)

„dostanie kosza i trzeba to przyjąć jako fakt, jak deszcz z nieba i tyle”.
Zgadzam się. Powiem Ci jedynie że niezmiennie bawi mnie to w jaki sposób wiele kobiet nie rozumie ( i nie docenia) strachu przed odrzuceniem – pewnie dlatego, że go nie czują. Związane jest to z tym że pierwszy krok potrafi zrobić garstka z nich. Zamiast tego wciskają sobie zazwyczaj różne głodne kawałki o tym że „nie wypada” że „wyjdą na łatwą” itp bzdury które są niczym innym jak analogicznymi wymówkami i bzdetami, które wciskają sobie często chłopacy aby usprawiedliwić samemu przed sobą fakt, że nie nic nie zrobili. Ten sam temat, dwie różne strony – ten sam efekt. Tylko trochę inaczej ubrane.

„bo niemożliwe, żeby zadbany facet dostawał ciągle kosza” – analogicznie mógłbym powiedzieć że niemożliwym jest by ogarnięta i zadbana dziewczyna ciągle trafiała na samych dupków i lekkoduchów – a jednak czy to w sieci czy na co dzień nie brak kobiet narzekających w ten deseń podczas kiedy zazwyczaj nie rozumieją one że same ich wybrały a raczej to czy dać mu szansę, pomimo ignorowania pewnych oczywistych sygnałów.

Wszystko opiera się zasadniczo na prostych mechanizmach.
U chłopaków ( zazwyczaj) widząc 2 dziewczyny: jedną ładniejszą a drugą mniej, podczas gdy ta pierwsza sprawia wrażenie zadzierającej nosa a druga miłej to w 90% przypadków jeśli już się odważą to podchodzą do drugiej. Kalkulacja? Większa szansa na miłe potraktowanie i mniejsza na upokorzenie i wyśmianie ( mimo że często wymyślone i wyolbrzymione). Mniej wysiłku, mniej walki ze swoimi słabościami i stereotypami, mniej inicjatywy, mniej „srania” po gaciach – przepraszam za dosadny język.

Dziewczyny z kolei zwracają uwagę w pierwszej kolejności (zazwyczaj) na tych gości, którzy wychodzą z inicjatywą, podchodzą i zagadują – bo to nie wymaga od nich wysiłku i jest wygodne. Podobnie jak niemiłe spławienie takiego absztyfikanta. Kulturalna odmowa ( nie mylić z kłamaniem i opowiadaniem sucharów) wymaga wbrew pozorom sporo wysiłku i taktu – oczywiście w odpowiedzi na równie kulturalną zaczepkę. Samodzielne wypatrzenie w klubie (np) podobającego się gościa – zajmuje trochę czasu, no i trzeba zlustrować z kim przyszedł itd że już nie wspomnę że trzeba jakoś przyciągnąć jego uwagę i sprawić żeby zagadał.

To jest trochę wyższy poziom pewności siebie podobnie jak próba podejścia do ładnej dziewczyny, która „wygląda” na zadzierającą nosa. :)

A jakie jest Twoje zdanie?

Małgorzata
Gość

Potrzebowałam trochę czasu żeby odpisać. Nie dla tego, że go nie miałam, ale po prostu musiałam się zastanowić. Przede wszystkim nie musimy wyciągać wszystkich brudów, ludzie są różni, różne błędy popełniamy, często ciągle te same. Czasami wkładamy coś za dużo, a czasami za mało energii. Czy to kobiety czy mężczyźni mamy swoje problemy, żeby je rozwiązywać. Skupmy się raczej na rozpoczęciu jakiejkolwiek relacji. Zgodzę się, że statystycznie kobiety są gorsze w zagadywaniu, bo nie muszą zbytnio ćwiczyć (sam fakt że podeszły i rozpoczęły rozmowy budzi już taki szok, najlepszy manewr wojenny – z zaskoczenia- działa). Z kolei w dawaniu sygnałów powinnyśmy być lepsze, zgadzam się tu z Volantem, że wręcz trzeba :) . Ale…. nigdzie nie jest napisane że trzeba zawsze, sprawianie miłej i sympatycznej to jedno, ale dawanie jasnych sygnałów, że chodzi nam o coś więcej to drugie. Żeby było jasne uważam, że trzeba traktować wszystkich z szacunkiem, lecz nie zawsze wszyscy z szacunkiem traktują mnie. Niektórzy mężczyźni często mylą sympatyczność z zachętą do dalszej znajomości. I co wtedy ma zrobić kobieta? Ta bitch shield jak to zabawnie ująłeś faktycznie ma spełniać rolę zniechęcenia kandydata i mówi „nic nie wskórasz, daj se spokój”. Tu właśnie się zaczyna moja rozterka, bo napisałam że próbować zawsze trzeba, nawet w przypadku jeśli słyszymy odmowę i tu chyba popełniłam błąd i przyznaję rację. Jeśli kobieta sprawia wrażenie chłodnej w czasie rozmowy, zaprzecza i nie szuka kontaktu wzrokowego najlepszym wyjściem będzie rezygnacja. Bo słowami mężczyzna nic nie zdziała. Został przekreślony na starcie. Tu już działa biologia. Co nie zmienia faktu, że kultura jest wymagana u wszystkich, a niektórym paniom im szczególnie brak. Jednak byłoby łatwiej gdyby wystarczyło same „dziękuje za twoje zainteresowanie, bardzo mi schlebia, ale nie jestem zainteresowana”. Jednak to są przypadki, loteria, jeden będzie taki siaki i owaki. Jeden się przywita i zagada jak człowiek, drugi nada Ci określenie rodem z rynsztoka i będzie tak długo stał aż dostanie fałszywy numer, a trzeci będzie się tak długo gapił, aż zadzwonisz po policję. Rozszerzę tu moją tezę o braku komunikacji niewerbalnej i nie patrzenie na siebie ludzi do jeszcze jednego „powinniśmy uczyć się odczytywać sygnały i sprawnie je nadawać zgodnie z naszym kręgiem kulturowym”.
I w tym całym mętliku różnych szkół, osobowości, nawyków i dziwactw to istny cud, że te gatunek jeszcze przetrwał :D

Król Czasu
Gość

Ludzi traktują wiele rzeczy zbyt poważnie. Czasami wystarczy, że kobieta się pierwsza uśmiechnie i wszystko idzie dużo łatwiej.

io
Gość

Zdarza mi się tak robić, albo robić tak, że podprowadzam nieświadomego jego do tego pierwszego kroku ;) Ta opcja jest najlepsza :)

I z doświadczenia wiem, że jest grupa mężczyzn, którzy mają w sobie instynkt myśliwego i być może skorzystają z okazji, pobawią się i czasem nawet zauroczą, ale gdzieś tam w głębi duszy będzie im to przeszkadzać a w końcu ruszą na nowe łowy. Nie oceniam takiej męskiej postawy, sama wolę mocne osobowości, i sama wolę wybierać niż być wybraną. Piszę to po to, żeby uważać co się robi i JAK, i nie traktować rad zerojedynkowo. Ludzie czasem traktują porady jak modę, bez dystansu, i w efekcie nieciekawie się to kończy ;)

Karolina
Gość

Polaczcie sobie wszystkie teksty Volanta w jedna spojna calosc i wtedy sie zastanowcie co ma nam do przekazania. Idealow nie ma ale bycie kulturalnym, ciezko pracujacym = niezaleznym, oczytanym, pewnym siebie, inteligentnym i nowoczesnym czlowiekiem ktory jest przekonany w to co wierzy i otacza sie wartosciowymi ludzmi z ktorych moze czerpac przyklad, moim zdaniem przyblizy nas do szczescia (ktorego oczywiscie kazdy z nas moze miec inna definicje) ale niektorzy nigdy tego nie zrozumieja bo brakuje im jaj aby zmienic cokolwiek w swoim zyciu. Pozdrawiam :)

Tori
Gość

Zgadzam się! Uważam, że na tym polega dojrzałość – na odwadze, na dążeniu do sprawczości, nawet jeśli nie wypali, to świat się przecież nie zawali, przecież nie należy brać odmowy tak „seriożnie” do siebie. Ile ludzi, tyle światów, przekonań, projekcji, lęków. Jeśli dla mężczyzny kobiece wyjście poza utarte schematy, naturalność, odwaga to oznaka desperacji, czy dowód na zabranie zabawy w gonienie króliczka – to świadczy o dość ubogiej mapie wewnętrznej i poziomie dojrzałości, który pozostawia troszkę do życzenia :) To takie kurczowe trzymanie się stereotypu łowcy – im trudniej, tym ciekawiej! A gdzie w tej całej gimnazjalnej gierce miejsce na spontaniczność, autentyczność? Bez tego nie ma szans na bliskość, a przecież o to tak naprawdę nam wszystkim chodzi (tak jesteśmy skonstruowani, nie ma co przed tym się bronić), a nie o to, żeby przyłapać na tym, kto pierwszy opuści gardę! Kaman! Życie jest za krótkie na gierki i poradniki, jak tu taktycznie podejść faceta, chodzić przy nim na paluszkach i tak grać, żeby broń Boże go nie przestraszyć, żeby biedactwa nie spłoszyć, żeby nie pomyślał, że Ci zależy… Powodzenia wszystkim szukającym autentycznej bliskości kobietom i mężczyznom! :)

Tianzi
Gość

Jedno średniej wielkości ‚ale’: kobieta często po prostu zakłada, że skoro facet nie robi pierwszego kroku, to nie jest zainteresowany. I to przekonanie nie jest zupełnie pozbawione podstaw, pracuje na nie cały system, w którym to mężczyźnie ‚wypada’, tysiące męskich deklaracji, że kiedy facet jest zainteresowany, to sam przejmie stery, etc. Jasne, że słabo jest pozwalać, by naszym życiem kierowały stereotypy, ale kultura jednak kształtuje ludzkie zachowania i pomaga (ok, czasem przeszkadza…) je odczytywać.

S.
Gość

Ale do odważnych świat należy. Sęk w tym aby nie dać się tym stereotypom.

Artur
Gość

Tianzi… A teraz przypadek z drugiej strony: facet rozpoczyna rozmowę, zagaduje, a kobieta odpowiada, a potem sama nie zacznie jakiegokolwiek kontaktu. Jaki wniosek? Facet uznaje, że kobieta nie powie wprost, że nie jest zainteresowana, a odpowiada, żeby „nie urazić”. Więc po kilku takich nawiązaniach facet odpuści, bo kobieta nie upuściła tej chusteczki.

Ania Zając
Gość

A ja tak sobie myślę, że kobiety nie robią też pierwszego kroku ze strachu/zmęczenia/znużenia/frustracji (niepotrzebne skreślić), że wszystkie lub większość kolejnych kroków też będzie musiała do nich należeć – bo niestety mam wrażenie, że mężczyzn, którzy nie biorą odpowiedzialności za siebie jest równie dużo, jeśli nie więcej niż takich kobiet i po kilku próbach kończących się odkryciem totalnej niemocy decyzyjnej u delikwenta i obsadzaniem w roli zastępczej mamusi można się nieco sfrustrować brakiem inicjatywy męskiej strony i ogólnym nieogarnięciem tematu… Podobnie jak Magda – po raz pierwszy od kiedy tu zaglądam nie do końca się zgadzam z Twoim przekazem Volant. A w zasadzie uważam, że owszem – jest prawdziwy, ale to tylko część prawdy ;)
Szacunek – szacunkiem, ale jest jeszcze taka część związana z obawą że zanadto przyzwyczaicie się do kobiecej inicjatywy i sami przestaniecie ją wykazywać…

entropysphere
Gość

Możesz wykazać się inicjatywą w kierunku człowieka aktywnego i robiącego coś ciekawego w życiu.
Jeśli wybierasz gościa z niemocą decyzyjną – to takiego potem masz. Role mamusi przyjmujesz również sama – to nie jest obowiązkowe.
Mężczyźni wykazują ogromną inicjatywę jeśli jest o co walczyć. Natomiast chętnych na walkę z wiatrakami szukaj jak wiatru w polu.

Ania
Gość

Niestety nie – to już sprawdzone ;)

Anna Oleksiuk
Gość

Przepraszam, proste pytanie: co to znaczy „uzewnętrzniać kompleksy”?

Łukasz
Gość

Ludzi wiecznie zastanawiających się nad tym czy „wypada” spojrzeć, podejść, zagadać zapytałbym czy wypada również być szczęśliwym… albo rozwijać się i próbować nowych rzeczy. Osobiście bawi mnie to jak postrzegana jest kwestia „pierwszego kroku”.
Chociaż w sumie nie, bo jest to tak naprawdę mały sprawdzian dla każdego człowieka, jego pewności siebie, oczekiwań i tego co jest w stanie dać od siebie by żyć tak jak chce i z kim chce.

Uważasz się za fajnego faceta i mentalnego twardziela? Super, to podejdz za każdym lub prawie każdym razem do dziewczyny, która Ci się spodoba i mówiąc jej kulturalnie o tym zacznij niezobowiązującą rozmowę. :)
Większość męskiej braci pada w eliminacjach.

Jesteś atrakcyjną babką z charakterem? Super, a potrafisz zawiesić na interesującym Cię mężczyznie swoje pogodne spojrzenie w pakiecie z uśmiechem?
Albo wersja dla odważnych, podejść, podać rączkę i przedstawiając się z imienia zacząć rozmowę?
Tutaj pada nawet większa ilość dziewczyn tyle że dodatkowo zazwyczaj argumentują sobie że one mają tylko czekać bo to do faceta należy pierwszy krok.

Boże co za bzdury.
Wykonując pierwszy krok – niezależnie od płci, to Ty wybierasz. Wybierasz ( co najlepsze) nie tylko osobę która Ci się podoba i którą chciałbyś/chciałabyś poznać ale robisz w tym kierunku dość konkretny krok. Możesz poznać tylko kolejnego człowieka, świetnego znajomego, przyjaciela do końca życia… albo partnera. Co jednak najlepsze bierzesz w tym momencie odpowiedzialność za to co robisz. Są ludzie dla których poznawanie innych, zagadywanie jest intuicyjne tak jak dla kogoś innego jest wymiana koła w samochodzie. :) – z reguły jednak cała reszta musi się tego nauczyć.

Zamiast więc zastanawiać się czy wypada, żyj i ro to co uważasz za słuszne.
Zgadzam się z Volantem że nie poznałem w życiu naprawdę żadnego fajnego i mądrego faceta, który pomyślałby w jakikolwiek „zły” sposób o dziewczynie, która zrobiła pierwszy krok.

„ale wykazanie inicjatywy zawsze działa na twoją korzyść. Chociażby
dlatego, że świadczy o pewności siebie, świadomości swoich potrzeb i
umiejętności życia po swojemu. Nie ma wielu kobiet, o których można to
powiedzieć, a to przede wszystkim za nimi się tęskni.”

Niby każdy rozumny człowiek o tym wie a jednak…

Reasumując jeśli zrobisz ten pierwszy krok… niewykluczonym jest że może za pierwszym a może za 10 stworzysz przepiękne wspomnienie, które towarzyszyć Ci będzie kiedy będziesz przytulać się do swojej drugiej połówki przez kolejne co najmniej 60 lat – czego Ci z całego serca ( sobie w sumie też :D) życzę.

Joa_ska
Gość

Łukasz, wycisnęłam z Twojego kometarza tyle trafnych rad, że zapisuję je i wcielam w życie, dzięki :)

Karina Ggka
Gość

Co jeśli jestem jedną z tych kobiet która nie ma ładnej twarzy (brak urody). Warto robić pierwszy krok czy w moim przypadku to będzie wygłup?

Kate
Gość

Jestem przykładem kobiety, która zrobiła pierwszy krok 15 lat temu…dziś mamy dwóch wspaniałych synów i w tym roku będziemy obchodzić 10 rocznice ślubu. Nie potrafię wyobrazić sobie lepiej mojego życia, gdybym wtedy tego pierwszego kroku nie zrobiła… pozdrawiam wszystkich, życzę odwagi i pokonywania własnych barier.

dhfhbfvd
Gość

Pięknie napisane. Ja zrobiłam pierwszy krok, z tym, że zbyt oczywisty. Pojawiłam się w restauracji u gościa, który strasznie mi się podobał. Znaliśmy się z widzenia z pracy z zagranicy, i wiem, że też mu się podobałam. Pan od razu mną pogardził, w ogóle nie pogadał – ok. Ale puścił plotkę, że przyszłam do niego na numerek i że zdradzam chłopaka – co nie było prawdą. No i co na to powiecie. Przyjemne, prawda?

wpDiscuz