…to tylko w miejscu, w którym porażka mężczyzny zawsze kończy się żalem jakiego nigdy nie zazna żadna kobieta (i jestem tego w 100% pewny).

Od lat podejrzewam, że każda kobieta ma duszę wodzireja, który dokłada starań żeby zająć swojemu chłopakowi cały czas. Wyszedł do pracy? To powysyłam mu mejle. Robi zakupy? To może zadzwonię. Czyta książkę? Może nie mam mu nic do powiedzenia, ale chociaż wyślę mu SMSa. Tak jest właściwie za każdym razem, a jeśli jest inaczej, to wydają się uzasadnione rozmyślania o tym czy wszystko jest w porządku (pewnie nie jest), czy cię nie zdradza (raczej to robi) i czy poważnie traktuje wasz związek (ona nawet nie uważa tego za związek).

Potrzeba samotności, to największa kość niezgody we wszystkich znanych mi związkach. Jest to coś czego potrzebuje każdy facet, a jednocześnie coś, czego nie rozumie żadna kobieta. My potrzebujemy wolności, a wy czerpiecie wyjątkowo mroczną satysfakcję z kastrowania nas swoją opieką i zainteresowaniem, które doprowadza do naszej zamiany w misiów. Później tylko widzicie cienie swoich dawnych mężczyzn jak całymi dniami oglądają wiadomości grożąc politykom albo jak siedzą ze wzrokiem wbitym w telewizor podczas meczu jakby to czy piłka wpadnie w siatkę definiowało ich całe życie. Nic dziwnego, że po głowie zaczynają wam chodzić tak wesołe myśli jak: “Gdzie ja głupia oczy miałam?”.

My tego nie chcemy, bo potrzeba posiadania własnego życia jest u nas bardzo głęboka, a cykl powrót-ucieczka-powrót-ucieczka, to normalny mechanizm. To jest wpisane w naszą naturę tak jak sikanie na stojąco, skłonność do rywalizacji i agresji oraz oglądanie się za ładnymi kobietami. Faceci nawet z chwilą kiedy stają się na tyle dorośli żeby być w stałym związku, to i tak ze smutkiem w oczach wspominają czasy pijackich imprez, które były pełne okazji do dostania wpierdol, poznania nowych kobiet i przeżycia jakichkolwiek przygód. Ciężko pogodzić się z utratą tego wszystkiego, dlatego choćbyś była seksbombą, a wasi wspólni znajomi byli naprawdę wspaniali, to i tak nie wpłynie to w żadnym stopniu na zmniejszenie chęci pójścia z kumplem do taniej, zakurzonej knajpy, siedzenia z głową zwieszoną nad piwem i rozmawianiu o rzeczach, które nawet ja uważam za pierdoły. Z tym nie da się walczyć, to trzeba zaakceptować.

Tymczasem mam całą masę znajomych, którzy przed każdym wyjściem muszą kłamać, oszukiwać, manipulować i ściemniać w najbardziej skomplikowany sposób, żeby ich dziewczyny nie zrobiły im z powodu głupiego wyjścia na kręgle jakiejś dzikiej awantury. To jest totalna porażka i nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak można tak żyć i czerpać z tego jakąkolwiek radość.

Trochę was rozumiem… Domyślam się, że w chwili każdego wypadu na miasto, kobietom chodzą po głowie takie myśli jak: na pewno poznaje jakieś tępe zdziry i z nimi flirtuje, nie pamięta o mnie, chce się ode mnie uwolnić, nie jestem dla niego już wystarczająco dobra. Może są też inne przyczyny, dla których tak się zachowujecie, ale już teraz wiem, że to brednie. Z jednego powodu…

Uwielbiamy do was wracać! Jasne, że  wychodzimy i poznajemy inne kobiety. Bylibyśmy nienormalni gdybyśmy tego nie robili, ale w gruncie rzeczy kochamy cipki i piersi, do których jesteśmy przyzwyczajeni, bo gdyby było inaczej, to bylibyśmy na stałe z innymi. Ewentualne zdrady, to ekstremalne i wyjątkowe sytuacje. To co się dla nas liczy, to smak wolności i powrót, który nie jest możliwy bez wcześniejszej ucieczki. Podobno żeby ktoś nas pokochał, to trzeba dać tej osobie szansę, żeby mogła zatęsknić. Właśnie dlatego po każdym dłuższym wyjściu, kilkudniowym wyjeździe albo czasie spędzonym w samotności, myślimy o was z czułością, wiedząc że wszędzie indziej są oschłe, tępe szmaty i marzymy o powrocie do waszych gorących tyłków, śmiechu, pościąganego prześcieradła i wspólnego oglądania głupich filmów (w dowolnej kolejności).

Dlatego następnym razem nie krzywcie się na pomysł spędzenia szalonego wieczoru w mieście bez was, tylko dajcie swoim mężczyznom szansę zatęsknić, a jeśli z niej nie skorzystają, to bez mrugnięcia okiem zostawcie bęcwałów…

…i napiszcie do mnie.