Kiedy byłem dzieciakiem, razem z rodzicami chodziłem na miejski targ. Szpaler zielonych drzew i pomiędzy nimi stragany ze świeżymi owocami, warzywami, miodem, kaszą, kwiatami, a na samym końcu z blaszanymi baliami, w których pływały karpie, szczupaki i sumy. Teraz po drugiej stronie ulicy przy której mieszkam mam inny targ – osiedlowy, nie tak ładny, ale wciąż bardzo klimatyczny.

Wyobraź sobie, że jest tam tylko dwóch sprzedawców. Obaj mają te same dorodne winogrona, ale jeden z nich od razu po zerwaniu układa je w prostych skrzynkach, a drugi w specjalnych pojemnikach, nakleja na nie profesjonalne “sklepowe” ceny, spryskuje wszystkie grona wodą oraz dokładnie wyciera, żeby błyszczały się bardziej niż u konkurenta. Teraz są idealne. Może nawet zbyt idealne.

Które chętniej kupisz?

Bardzo podobnie jest z facetami. Kobiety kupują prawdziwych, a nie idealnych. Bycie idealnym to prosta droga do friend zone. Najpierw chcesz być taki dobry, że nie mówisz czego chcesz i co naprawdę myślisz, a w końcu zamieniasz się w darmowego taksówkarza, terapeutę i właściciela hotelu, który patrzy jak jego niedoszłą dziewczynę podrywa ktoś inny.

Kiedy coś jest zbyt dobre i idealne, to kojarzy się z chemikaliami i sztucznością. Patrząc na takie rzeczy, nie widzisz jakie one są naprawdę, ale to, jakimi producent chciał żeby się wydawały. Patrząc na strojącego się przed lustrem faceta, kobiety widzą jakie chce zrobić na nich wrażenie, ale nie mają pojęcia kim jest, a będą przecież z nim, a nie z jego wizerunkiem.

Faceci nie mają wielkiego wyboru jeśli chodzi o kobiety. To nie my je wybieramy, tylko one nas. Przedstawiamy im ofertę, ale to one podejmują decyzję. Najlepsze co można wtedy zrobić, to nie narzucać im wyboru. Wystarczy stanąć i powiedzieć: “Taki jestem. Bierz lub nie”. Wszyscy faceci, których znam i którzy sobie radzą w związkach, mają takie podejście. Zwykle mają swoje wady, ale to twardzi goście, którzy nie próbują “robić wrażenia” udając, że są ideałami.

Nie zachowują się jak sprzedawca winogron, który myje je i spryskuje chemikaliami, żeby móc kogoś przekonać i powiedzieć: “To najlepsze winogrona na rynku”. Nie robią dzióbków przed lustrem ani nie zamartwiają się czy nie zepsuła im się fryzura. Nie popisują się swoją pracą, stanem konta ani meblami w mieszkaniu, bo wtedy zachowywaliby się tak, jakby byli dodatkiem do swojego wyglądu, stanu konta, mieszkania i metek na ubraniach, chociaż powinno być na odwrót.

Oni zostawiają wybór. Znają swoją wartość, pokazują co mają i pozwalają komuś podjąć decyzję. Nie mówią: “Jestem dla ciebie idealny”, tylko: “Sprawdź mnie, ale uważaj, bo już możesz nie chcieć kogoś innego”.

To właśnie oznaczają słowa “być męskim”. Być męskim, to mieć poczucie, że nie musisz już udawać kogoś lepszego, żeby dostać wszystko na czym ci zależy.