Malowanie stodoły wciąż lepsze niż rozmawianie

Malowanie stodoły wciąż lepsze niż rozmawianie

Wczoraj uświadomiłem sobie (całe szczęście nie na własnej skórze), w jaki niemądry sposób kobiety usiłują rozwiązywać problemy w związku. Nie chodzi tu o wszystkie problemy tylko o te z gatunku: „Ja usiłuję zrobić mu loda, a on ogląda Familiadę”. Innymi słowami, kiedy czują się niekochane, marzą o ciepłym słowie, a jedyne co otrzymują to surową obojętność.

Wtedy idą do koleżanek i słyszą:
- Porozmawiaj z nim o tym.
Nigdy nie byłem kobietą, może dla was to brzmi kusząco albo chociaż rozsądnie, ale dla faceta przyjemność z usłyszenia takiego zdania jest mniejsza niż malowanie stodoły.

Nie chcę przez to powiedzieć, że rozmawianie nie jest ważne. Jest cholernie ważne, kiedy chce się dowiedzieć się co ktoś ma w głowie albo co lubi, ale jest też totalnie bez sensu jeśli gadaniem chce się rozwiązać problem o charakterze emocjonalnym, a takim przecież jest: „Nie kochasz mnie już jak dawniej”.

Emocjonalne problemy rozwiązuje się emocjami, racjonalne rozumem, techniczne czynnościami technicznymi. Kiedy chcesz wbić gwóźdź nie wbijasz go opowiadając o swoich uczuciach. Podobnie nie zadziała rozmawianie o uczuciach kiedy w kimś tych uczuć nie ma.

Być może jako kobiety, o tym nie wiecie, ale kiedy wasz chłopak, kochanek lub mąż was olewa, chociaż wy się dla niego staracie, to nie dlatego, że nie wie jak okazywać uczucia (bo kiedyś przecież to robił) ani że nie widzi co czujecie (chyba że ma głęboko postępującą ślepotę). Jakby źle to nie brzmiało, on NIE CHCE zachowywać się inaczej. Nie ma na to ochoty, bo nie wzbudzacie w nim takich emocji, żeby taką ochotę miał mieć.

Szczera rozmowa przy paluszkach i krakersach tego nie zmieni. Nie sprawi, żeby on chciał być „jak dawniej”, bo w tym momencie on się nie czuje jak dawniej.

Najczęstszym błędem jaki w takich okolicznościach popełniają laski, jest próba zmiany zachowań swojego partnera, bez zastanowienia się skąd te zachowania się wzięły. Tłumacząc na przykładzie, widzę to tak:

Kobieta na co dzień jest dla niego (subiektywnie, nie obiektywnie!) nudna i dostępna, chodzi w dresach i żyje w zaklętym kręgu praca-dom. To bardzo częsty wzorzec w jaki wpadają pary, a jego skutkiem jest to, że faceci tracą ochotę na seks z nią, chociaż chętnie puknęliby koleżankę z pracy. W końcu nawet jeśli nie byłaby lepsza, to przynajmniej byłaby nowa, a to już duża zaleta. Wtedy jego partnerka doznaje olśnienia i biorąc przykład z romantycznych filmów dla ludzi po rozległej lobotomii, wpada na pomysł, że pobudzi go seksualnie i wszystko będzie pięknie. Idzie do Beate Uhse, kupuje sobie seksowną bieliznę, podłogę wysypuje płatkami róż i wyciąga z szafy wszystkie gromnice jakie ma, żeby tworzyć romantyczny nastrój budzący w ich mężczyźnie tygrysa uwielbiającego dziki seks.

Widząc to, dziewięciu na dziesięciu facetów powie: „Przepraszam, ale nie mam ochoty”, bo nie mając jej na co dzień, jeden wyskokowy numer nic nie zmieni. Takie sceny działają tylko w jednym przypadku – kiedy nie są potrzebne. Kiedy facet leci na ciebie w każdych okolicznościach i jest mu szczerze obojętne czy otworzysz mu drzwi w szlafroku, czy w kompletnym biurowym stroju, bo tu nie chodzi o to że wtedy cieszy się seksem. Wtedy cieszy się seksem Z TOBĄ. Jak nie cieszy się tobą, to seksem też nie będzie się cieszył. Każdy dobrze się bawi tylko tymi zabawkami, którymi chce się bawić i z twojego tyłka mogą lecieć fajerwerki, a to i tak nic nie da.

Uczuć nie da się zmienić pogadankami ani tanimi chwytami sugerującymi pojawianie się automatycznej erekcji na widok pończoch. Uczucia da się zmienić tylko wzbudzaniem emocji. Najłatwiej jest to zrobić stosując prawa popytu i podaży na seksualnym rynku, czyli zmniejszając podaż i zwiększając popyt. Podaż zmniejsza ograniczenie posiadanego czasu. Popyt podnosi zwiększanie wartości.

Nie chciałbym żebyście nauczyły się przez to taniej manipulacji w stylu: „Olewa mnie, to przestanę odbierać jego telefony, a kiedy się z nim zobaczę, opowiem o tym słodkim kolesiu z pracy”. To jest dziecinne. Tu chodzi o pracę nad sobą. Nie o zmienianie innych osób, ale o zmienianie swoich zachowań w taki sposób, żeby ktoś chciał w stosunku do ciebie zachowywać się dobrze. Najlepiej bez podejmowania rozmów, które są tak samo skuteczne jak malowanie stodoły lub dowolnie wybrana inna czynność.

To jest zawsze praca nad sobą. Nie nad kimś. A im wcześniej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie.

Dodaj komentarz

26 komentarzy do "Malowanie stodoły wciąż lepsze niż rozmawianie"

Powiadom o
avatar
100000
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anonymous
Gość

Inna sprawa, że takie zachowanie może wynikać z dużego stresu :/ Albo jakieś porażki.

Equalize Entropy
Gość

chodzi chyba o brak ochoty na seks. Jak facet ma duży stres albo poniósł porażkę, to nie ma ochoty.

Quentin
Gość

Genialny tekst.

Lita
Gość

ludzie się nie zmieniają. głupi głupim pozostanie i dalej będzie wbijał gwoździe opowiadając o uczuciach, bez względu jak kretyńskie by to było :)

Luko
Gość

zmieniają.

Lita
Gość

jeśli mówisz o chwilowej zmianie, to być może masz rację. ale głupota i tak zwycięży. ludzie problemowi zawsze problemowymi pozostaną.
masz wątpliwości? to chociażby przejrzyj profil facebookowy kilku twoich przypadkowych znajomych – narzekają na to samo co rok, dwa, trzy lata temu. ludzie się nie zmieniają :)

Paz
Gość

Nie wiem czy chcesz przekonać kogoś czy samą siebie. Ciekawi mnie jak debilne w skali od 1 do 10 jest przeglądnięcie kilku losowych znajomych, którzy NIE CHCĄ się zmienić i mówienie na tej podstawie, że ludzie się nie zmieniają :D To tak jakbym powiedział, że ludzie nie lubią sportu, bo trzech żuli pod blokiem, jak go nie lubiło tak go nie lubi, hahah.
Akurat moja droga, ja jestem najlepszym przykładem, że ludzie się zmieniają i możesz krzyczeć ile chcesz, ale dalej twoja rzeczywistość nie zmieni mojej.

prezes
Gość

Krótko, zwięźle, na temat :)

Lita
Gość

tak naprawdę mój komentarz jest już chyba zbędny :)
nie mówię o upodobaniach, tylko o usposobieniu. jeśli kiedyś jadłeś m&m’sy kolorowe, a teraz jadasz tylko brązowe, bo mają mniej barwnika, to tak, bardzo się zmieniłeś i pękam z dumy dla twoich możliwości rozwojowych.
nie muszę krzyczeć, leżę bardzo daleko od desperacji. to nie ja wołam nadmuchanie inteligentnym i ironicznym tonem, że ludzie się zmieniają, bo rzekomo sama się zmieniłam :) nigdy się nie zmienię – jestem cudowna!

Paz
Gość

To, że jedyną zmianą w twoim życiu były m&msy nie znaczy, że każdy tak ma. Póki co najmocniejszym argumentem jaki dałaś w tej krótkiej rozmowie to „ludzie się nie zmieniają, bo nie”. Śmieszy mnie zakres postrzegania niektórych osób. Siedzę w gronie, gdzie poznałem masę, masę osób, które z gówna stały się najbardziej wartościowymi ludźmi jakich kiedykolwiek miałem okazję bliżej poznać, sam też kolosalnie się zmieniłem i wtedy jakaś krowa z dużym ego i mówi mi, że takie coś nie mogło mieć miejsca, BO NIE, próbując jednocześnie zaprzeczyć czemuś, co dzieje się każdego dnia. Powodzenia w życiu – przyda ci się ;)

Lita
Gość

próbuj dalej – może zrobi mi się przykro :)
jeśli twierdzisz, że się zmieniłeś i żyjesz pięknie, to gratuluję – szczerze cieszę się twoim sukcesem i życzę jak najlepiej, choć może po prostu dorosłeś :) daj znać za rok, czy twoje zmiany nadal działają.
chociaż z drugiej strony… ludzie o inteligencji już parę punktów wyższej od szympansa nie czują raczej potrzeby by na siłę udowadniać swoje racje i nie sączą jadu tylko dlatego, że ktoś całkiem nieznany podważa ich opinię. są świadomi swojej wartości, swoich możliwości i wykorzystują potencjał, niezależnie od opinii reszty świata. może w tym tkwi problem ;]
mogę być krową z dużym ego, ale spełniam się w życiu zawodowym i osobistym, a mój biust prezentuje się znacznie lepiej niż cycki jakiejkolwiek innej krowy, niemniej jednak dzięki za życzenia! ;)

Paz
Gość

Widzisz moja droga. Ja tu nigdzie nie próbuję na siłę udowodnić swojej racji, bo nikt jej nigdy nie podważył. Nie pluję też nigdzie jadem, bo mówienie krowie, że jest krową, tym nie jest. ;)
Ja te rozmowy traktuję rozwojowo. Mówisz, że ludzie się nie zmieniają – ja twierdzę odwrotnie. Może dasz jakiś ciekawy argument i czegoś się nauczę, stając się lepszym. Póki co skończyło się na twoim „nie, bo nie”, a kiedy wychodzi, że nie masz ciekawych argumentów na poparcie swojej tezy, zmieniasz tory całej rozmowy. Chociaż z drugiej strony… ludzie o inteligencji już parę punktów wyższej od szympansa, mają zwykle coś potwierdzającego, ich opinie, bo nie ściągają ich przecież z drzewa i nie próbują zmienić tematu, kiedy im to nie wychodzi. może w tym tkwi problem ;]

Lita
Gość

nie odbiegałam od tematu nawet jeden raz, ty natomiast cały czas usiłujesz mnie zgrabnie urazić. nie wiem po co :)
niezmiennie twierdzę, że ludzie się nie zmieniają. skąd wniosek? z długotrwałej obserwacji. od kilku lat dostaję mnóstwo maili od przeróżnych osób rozsianych po świecie i od ich zranionych serduszek, niespełnionych marzeń, uśpionych ambicji. piszą dość regularnie i podsumowując, nie zmienili się – nadal są łosiami, emocjonalnymi impotentami, nieszczęśliwymi poszukiwaczami i to właśnie od nich najczęściej słyszę „zmieniłem się!”.
ludzie, którymi otaczam się na co dzień nie mają tych problemów, są szczęśliwymi i spełnionymi istotami. nie mam czasu na ludzi drugiej kategorii. nie moja liga.

prazes
Gość

Masz S-klasę albo dom w Curacao, że uważasz że jesteś z innej ligi?? Z tego co mi wiadomo ludzi ocenia się bardzo brutalnie i głównie po tym co mają i możesz sobie wmawiać do woli, że jesteś „och i ach” ale dopóki inni tego nie zauważą, żyjesz w samouwielbieniu albo zadowalasz się byle jakością. Wiem, że nie trzeba mieć nie wiadomo czego żeby się na co dzień dobrze czuć ale dopóki nie ma się WYRAŹNYCH dowodów na swoją wyjątkowość to można sobie swoje super samorozwojowe myśli schować w kieszeń. Tak jak Volant pisze w swojej książce z czym się w 1000000% zgadzam – dopóki nie masz osiągnięć to Ciebie nie ma i jesteś w tłumie. Wbij sobie to do Twojej przemądrej samorozwojowej głowy.

Lita
Gość

mam osiągnięcia w życiu zawodowym, bardzo zadowalające życie osobiste, a dom w Curacao nigdy nie był moim celem – wolę swój domek z bali w górach, który chciałam mieć od kiedy pamiętam. gdybym była przeciętnym zjadaczem chleba, pracującym na etacie za średnią krajową, z pewnością patrzyłabym inaczej i za swoje wypowiedzi mogłabym się nazwać krową z przerośniętym ego, jak to mnie nazwano. :) jednak ciężko zapracowałam na to, co obecnie mam i sprawia mi to ogromną satysfakcję. nie zamierzam na tym poprzestawać.
to, że nie przebywam z ludźmi, o których pisałam nie wynika z mojego samouwielbienia oraz wywyższania się. jedynie zdaje sobie sprawę, że bez względu jak szczęśliwą i spełnioną osobą bym była, im dłużej przebywam z nieszczęśliwymi ofermami, tym bardziej zaczynam nasiąkać ich pesymizmem. nie potrzebuję tego, nie ma na to miejsca w moim życiu. wolę mieć wokół szczęśliwych ludzi, którzy wiedzą czego chcą i spełniają swoje cele zamiast siedzieć w kącie i płakać „tak bardzo bym chciał, ale nie potrafię/tacy ludzie jak ja nie mają w dzisiejszym świecie szans na sukces”. nie obchodzi mnie ile mają w kieszeni, na koncie czy też co mają w garażu, ale to co mają w swoich pięknych i mądrych główkach.

prezes
Gość

Także sama sobie odpowiedziałaś – dopóki nie będziesz naprawdę miała się czym chwalić to możesz się ze swoimi wynurzeniami schować do ziemianki i się nimi onanizować, bo takich słów jak Twoje ostatnio słychać setki z zarzutami nieudacznictwa innym włącznie. Wszyscy zadowoleni i najlepsi tylko szkoda, że efektów tego nie widać. Takie pseudo – przechwałki zawsze mi się kojarzyły z tandetnymi laleczkami na sznurkach bujającymi się na zwykłym odpustowym kramie. Kończę, bo już wystarczająco dużo czasu na Ciebie zmarnowałem.

v!ncent
Gość

Daj spokój Paz, po co z nią rozmawiasz w ogóle? Ona wszystko widziała, każdego zna, jest wszechwiedząca, a w dodatku pierdzi fiołkami.

Skoro jej świat i jej znajomi wyglądają tak jak to opisała, to wypada jedynie współczuć. Nie kopie się leżącego, tak nie robią gentelmeni, Paz ;)

ChicaMala
Gość

Bardzo podobają mi się Twoje teksty i wszystkie chętnie czytam.
Z tym się całkowicie zgadzam i sama do tego stosuję się w moim związku. Na szczęście mam też partnera, który rozumie, że podstawą udanej relacji jest rozmowa i jej nie unika. Zdarza nam się, że zamkniemy się w sobie i jakiś czas unikamy mówienia o pewnych sprawach, ale nigdy nie trwa to długo i potem znów zaczynamy gadać i wszystko wraca do normy. Mam wrażenie, że to dzięki temu mimo kilku już wspólnie spędzonych razem lat kochamy się jak na początku, albo jeszcze bardziej.

Lita
Gość

widzę, że wyszłam na wszechwiedzącą sukę – nie taki był zamysł :)
ale prawdą jest, że nie otaczam się ludźmi, którzy płaczą nad swoim życiem, bo mija się to z celem.

lucho
Gość

Zmieniając swoje zachowanie, zachodzą w nas zmiany psychiczne, i dawne , wydawałoby się wrodzone cechy charakteru zanikają. Nieświadomie, ale tak się dzieje.

boso
Gość

No, no Volant! W pewnym momencie się znudziłam, ale ostatnio wróciłam i nadziwić się nie mogę. Znów dobrze (a może nawet lepiej) się Ciebie czyta :-)

Pavel
Gość

Na początku związku wiadomo są tzw motylki ale potem przychodzi rzeczywistość a wtedy jest trochę ciężej. Wiadomo,że łatwiej jest szukać winnego w drugiej osobie zamiast wziąć się za siebie…

Monika
Gość

Tak właśnie jest w moim związku. Tłukę mu do łba o moich emocjonalnych potrzebach. A on głuchy. Wiem, że Twoja teoria by się sprawdziła – wystarczy pokazać czynem kim sie jest i czego się oczekuje, a nie słowem, w końcu faceci są z innej planety. Ale zastanawia mnie jedno, jeśli ja od początku chciałam mieć faceta który by CHCIAŁ zrozumieć kobietę, okazać wsparcie, próbować zrobić coś od siebie, z czystej ciekawości poznania płci przeciwnej, to dlaczego to ja mam sie zmieniać pod niego? Dlaczego kobiety musza „udawać, że im nie zależy” by to podziałało na faceta? Dlaczego to faceci nie mogli by dostosować sie do kobiet i nauczyć sie być silnym ramieniem na którym mogą się wypłakać, czasem pogadać o uczuciach itp? Dlaczego to kobiety mają się dostosowywać? slyszałam teorię, że kobiety są mądrzejsze, i tak jak wspominałeś na blogu, pierwsze wybierają faceta i go wychowują, co oznacza (nasza zmiana taktyki), że jednak jesteście prości jak konstrukcja cepa.

wpDiscuz