Co ona sobie o mnie pomyśli?

Co ona sobie o mnie pomyśli?

Podobno kobiety trzeba okłamywać. Starać się o nie i ukrywać wady, bo inaczej będą uciekać z krzykiem. Podobno nie można się przyznać do eksperymentów z narkotykami, bzykania innych dziewczyn albo tego, że po ostrej imprezie wymiotowało się cały następny dzień. Dlaczego? Argument jest jeden: „Bo co ona sobie o mnie pomyśli?”

Cóż, już dawno życie mnie nauczyło, że zdanie „co ktoś sobie pomyśli”, jest najprostszym sposobem, żeby przekreślić szanse na własne szczęście, a dla społeczeństwa stać się tym samym, co opryszczka dla genitaliów. Sam pomyśl ilu świetnych rzeczy nie zrobiłeś i na ile beznadziejnych się zgodziłeś, tylko przez obawę o zdanie osoby, która przypadkiem pojawiła się na twojej drodze…

Niestety taka postawa jest normalna, co nie znaczy że jest naturalna. Naturalne jest dążenie do bycia osobą, która siebie akceptuje, a nie do prezentowania idiotycznej obawy wyrażanej w słowach: „Oby on/ona mnie zaakceptował/a!”. W praktyce jest to najłatwiejsza droga, żeby tej akceptacji nie dostać. Myślisz, że dlaczego w szkole najmniej lubiany był dzieciak, który najbardziej się starał, żeby inni myśleli o nim dobrze?

Można udawać, że zawsze było się księciem na białym rumaku, ale warto też pozostawić sobie taką opcję, że bywało się też księciem ostro naładowanym testosteronem, wódą i redbullem, który mówił: „Zadzwonię do ciebie jutro”, wiedząc, że nie zrobi tego nigdy. Wiem co mówię. Przez ostatnie lata, przekroczyłem mnóstwo granic, które napotykając inni ludzie, spuszczają głowę i zawracają. Przeżyłem sporo zawstydzających, ciekawych i zabawnych historii, z których dużą część opisałem na blogu w mocno hardcorowej formie. Mało kto pokazałby je mamie. Przez długi czas, po prostu ukrywałem bloga przed poznawanymi dziewczynami, aż do chwili kiedy powiedziałem sobie:
- Nie musisz przepraszać za to z czego jesteś dumny. Mam się wstydzić tego, że pozytywnie wpływam na życie dziesięciu tysięcy osób?
Ktoś kto nie zaakceptuje tego faktu, nie zaakceptuje też mnie. Lepiej dowiedzieć się tego po tygodniu niż po dziesięciu latach i rozwodzie.

Dwa magiczne słowa, na których opiera się zdrowe relacje to: „Tak, jestem”.

- Naprawdę jesteś takim dupkiem?
- Tak, jestem.
- Jesteś jednym z facetów, który traktuje przedmiotowo kobiety?
- Tak, jestem.
- Lubisz się gapić na cycki innych kobiet. Prawda, że taki jesteś?
- Tak, jestem.
Zgadzaj się ze wszystkim złym co o sobie usłyszysz. Ludzie jak się wypstrykają, to już nigdy nie będą mogli użyć tych argumentów przeciwko tobie. Słuchaj, potakuj, a później dodaj:
- Dokładnie taki jestem, ale są osoby, które zawsze będą dla mnie ważne. Zakochuję się, a wtedy daję z siebie to co najlepsze. Popełniałem błędy i robiłem głupie rzeczy, ale to dzięki nim jestem tą osobą, którą polubiłaś. Bez tych doświadczeń, nawet byś na mnie nie spojrzała.

Ludziom się wydaje, że jeśli to zrobią, to dziewczyna ich nie „polubi”. Ma to sens tylko w sytuacji, w której sam siebie nie lubisz, a każdego dnia wstydzisz się swoich decyzji i ich skutków. Wtedy powinieneś się zmienić, żeby móc patrzeć z dumą w lustro, a nie tuszować wady, żeby nie pękło kiedy przed nim staniesz.

Jeśli natomiast lubisz to kim jesteś i radzisz sobie w życiu, to zaakceptuj fakt, że jesteś efektem swoich błędów, porażek, wyciągniętych z nich wniosków i sukcesów. Nie byłbyś osobą, którą jesteś, jeśli nie przeżyłbyś rzeczy, które rzekomo psują twój wizerunek. To dwie strony tej samej monety.

Życie nie polega na chorobliwym szukaniu akceptacji u innych, bo to doprowadza do uśmiercania najpiękniejszych elementów naszej osobowości. Polega na szukaniu w sobie tej szczypty skurwysyństwa, dzięki której ma się moc, żeby akceptować siebie i zrezygnować z taniego przypodobywania się innym.


* Cały tekst dotyczy też kobiet.
** Dotyczy związków i przyjaźni, ale nie dotyczy innych długoterminowych relacji (np. z rodzicami lub zawodowych), bo o ile z dziewczyną żyjesz cały czas, to z nimi tylko bywasz.
*** Dobrym uzupełnieniem wpisu jest ten: Szczery czy głupi? Akceptacja siebie wciąż nie oznacza spowiadania się z każdej rzeczy ze swojej przeszłości. Po prostu ten temat ma różne aspekty. Te dwa teksty pokazują to idealnie.
**** Uwaga! Zbyt częste zadawanie sobie pytania: „Co ona sobie pomyśli?” jest momentem, w którym zaczyna tracić się jaja.

  • Summer

    guilty!

  • Zgadzam się z Tobą w 100%. Udawanie nie ma żadnego sensu, bo prędzej czy później prawda i tak wychodzi na jaw. Choćby przez jakiś głupi przypadek. Ja myślę, że najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. Z prawdą zawsze możemy spróbować się pogodzić, zaakceptować ją lub zwyczajnie odrzucić. Jednak, gdy kłamstwo wychodzi na jaw… odbudowanie zaufania może graniczyć z cudem.

  • mankowsky

    Po tytule nie chciało mi się za bardzo czytać. Stwierdziłem, że to wiem.
    Przemogłem się, i:

    „Nie musisz przepraszać za to z czego jesteś dumny.”

    Doznałem olśnienia. W zupełnie innym kontekście.

    Nosz kurwa. Oświecenie. Nirvana. Pierdolnięcie prądem. Jeden post -> jedna myśl -> sto jeden rozwiązanych problemów.

    Czytam sporo blogów. Najciekawsze wpisy oznaczam gwiazdką w czytniku RSS. W chwilach słabości czy zwątpienia tam zaglądam. Zawsze znajdę coś co stawia mnie na nogi.
    Przed chwilą zajrzałem. Tym razem z ciekawości, żeby sprawdzić co tam jest. Zdecydowanie najwięcej postów z Volantification.pl

    Ten jest następny.

    Staram się stosować również w kontaktach z rodziną. Tą najbliższą. Oczywiście mając na uwadze „szczery czy głupi”. Działa, a życie jest prostsze.

  • Lejdi

    Świetny tekst, naprawdę świetny!
    Sama wyznaję taką samą filozofię, choć dojście do tego etapu i przełamanie się zajęło mi trochę czasu. Gdy przychodzi do mówienia o moich błędach, porażkach, głupotach, wychodzę z założenia, że jeśli nie wstydziłam się czegoś zrobić, to nie powinnam wstydzić się o tym mówić. A jeśli to komuś nie pasuje, to… dobrze, bo taka osoba nie pasuje do mnie :)

  • Nev

    Przypomniała mi się jedna moja randka. Siedziałem wygodnie na sofie w kawiarni czekając na nią, po chwili przyszła. Kiedy szła w moją stronę zacząłem uważnie się jej przyglądać od stóp do głów – i tak dwa razy. Kiedy była już bardzo blisko przywitała się i powiedziała lekko oburzona:
    - „Mógłbyś to robić dyskretniej”
    Ja: – „Ale co?”
    Ona: – „Oceniać mnie / Przyglądać się mi” (już nie pamiętam dokładnych słów)
    J: – „Powinnaś się cieszyć”
    O: – „Słucham?”
    J: – „Bo wiesz, że dokładnie Ci się przyjrzałem i nadal tu siedzę, a równie dobrze mogłem to zrobić, wstać i wyjść.”

    Nie wiedziała co powiedzieć, więc uśmiechnęła się, usiadła obok i tak zaczęło się bardzo przyjemne spotkanie ;)

    • Volant

      Miałem podobną sytuację w klubie. Były dwie dziewczyny. Obie obejrzałem od stóp do głów na bezczela. Ta ładniejsza podeszła i mówi:
      - Widziałam co zrobiłeś!
      - Wiem :) No i?
      A później zaczęliśmy tańczyć.

      • Silver

        Hahaha emotikonka :Volant: na Place! :D

      • Volant

        Tak! To było w tamtych czasach!

  • a ja myślę że nie jesteś aż taki zły Voland …. ;)